64dziadek
09.07.18, 13:28
ZAPROSZENIE DO DYSKUSJI
CKE podała wyniki egzaminu maturalnego 2018.
Wyniki egzaminu z matematyki na poziomie rozszerzonym są, delikatnie mówiąc, szokująco słabe.
80 procent zdających dostało mniej niż połowę możliwych do uzyskania punktów. Co gorsze, ponad połowa zdających dostała mniej niż jedną czwartą możliwych punktów, czyli prawie nic.
Egzamin ten wybierają młodzi ludzie myślący o studiach technicznych, informatycznych lub podobnych, zwykle z klas matematyczno-fizycznych, przygotowujący się do niego przez trzy lata. Odbywa się to kosztem części wiedzy ogólnej, nierzadko dokładają jeszcze swój czas i pieniądze rodziców na korepetycje.
Dlaczego więc, tak słabo wyszło?
Logika podpowiada dwa wyjaśnienia – albo wymagania na egzaminie zdecydowanie wykraczały poza wiedzę możliwą do opanowania w szkole średniej lub mijały się z nią, albo, przy założonej liczbie zadań i czasie na ich wykonanie, stopień trudności zadań był zdecydowanie zbyt wysoki.
Tegoroczne zadania, na pozór, nie wykraczały poza program szkoły średniej (zwykły śmiertelnik nie jest w stanie sprawdzić co może być, a co nie powinno, na egzaminie z matematyki na poziomie rozszerzonym) ale zawierały wiele utrudnień wydłużających nadmiernie czas potrzebny na ich rozwiązanie. Każde zadanie można tak skomplikować, że stanie się łamigłówką nie do rozwiązania i mam wrażenie, że w tym kierunku poszli układający arkusze w tym roku. Ze skali centylowej wynika, że praktycznie nikt nie był w stanie nie tylko rozwiązać wszystkich zadań, ale nawet przekroczyć pułapu 85%.
Wygląda na to, że Ministerstwo Edukacji Narodowej i Centralna Komisja Egzaminacyjna straciły całkowicie kontakt z rzeczywistością i żyją w jakimś swoim biurokratycznym świecie. Wyniki takich egzaminów mogą tylko zniechęcić wielu zdolnych młodych ludzi do aplikowania na kierunki techniczne lub zwyczajnie wypchną ich z systemu rekrutacji. Gdzieś po drodze zaginął podstawowy cel egzaminu – sprawdzenie zdobytej wiedzy i umiejętności jej praktycznego stosowania.
Jednak dużo poważniejszym problemem jest brak jednoznacznego ustalenia: ile i jaką wiedzę matematyczną ma mieć współczesny maturzysta wybierający się na studia techniczne (czy podobne) i czemu tak dużo. Może trzeba mniej ale dobrze. Wiem, że uczelnie wyższe by móc iść dalej z materiałem starają się przez pierwszy rok douczyć swoich studentów tego, co podobno powinni umieć przychodząc. Powoduje to spiętrzenia na dalszych etapach wtłaczania wiedzy i „matma” nigdy nie przestanie być zmorą przyszłych inżynierów.
Odbierałem w tym roku „Złoty dyplom” z okazji 50-lecia ukończenia studiów politechnicznych. Dziesiątki lat przepracowałem w zapleczu naukowo-badawczym przemysłu i w biurach projektów, w międzyczasie skończyłem jeszcze studia podyplomowe, byłem dobrym inżynierem. Przez cały czas pracy wystarczał mi najpierw suwak logarytmiczny, później prosty kalkulator, w końcu systemy CAD (projektowania wspomaganego komputerowo). Ogromny aparat matematyczny, którego nauczono mnie w szkole średniej (wtedy w technikum był rachunek różniczkowy i całkowy) i na politechnice, w pracy nie przydał mi się ani razu.
Dzisiaj nie jest inaczej, tak rozbudowany aparat matematyczny jest potrzebny tylko wąskiej grupie naukowców-teoretyków. Sukcesy odnoszą przede wszystkim zespoły interdyscyplinarne złożone ze specjalistów różnych dziedzin a nie „omnibusy”. Jeśli zespołowi brakuje wiedzy matematycznej to zaprasza do współpracy matematyka.
Tegoroczny arkusz może nadaje się na egzamin wstępny na matematykę uniwersytecką. Jednak myślę, że nawet część nauczycieli matematyki miałaby z nim spore problemy.