greene3
24.08.07, 13:30
Dziewczyny - wracam do rzeczywistości. A tak naprawdę pierwszy
tydzień w pracy tak mnie wykończył, że nie jestem w stanie nic
kreatywnego wymyślić, więc wracam wspomnieniami dwa tygodnie
wstecz
Najpierw krótko o tygodniu poprzedzającym. Od poniedziałku do środy
miałam taki kocioł w pracy, że myślałam, że nie wyrobię - a jeszcze
na dodatek, z powodu sezonu urlopowego, żadnego wsparcia. Wychodzić
musiałam punktualnie, ponieważ codziennie jeszcze po południu coś
załatwialiśmy - na szczęście Piotrek pożyczył od rodziców samochód.
A to garnitur do kupienia, a to sukienka na niedzielę, aby
wczorajsza panna młoda nagle nie okazała się maszkarą, a to
cukierki, czekoladki, tiule itp. Koszmar!!!
No, ale w końcu przyszła środa. Po pracy szybko do spowiedzi (oj
niełatwe to było w okresie wakacyjnym, niełatwe, ale daliśmy radę),
ostatnie zakupy i do rodziców (każdy swoich - ostatni raz

.
Zlądowaliśmy tam po 22ej, kompletnie wykończeni. Na szczęście
czwartek i piątek to już tylko spotkania w celu ustalenia szczegółów
i dopięcia wszystkiego na ostatni guzik, dekoracje sali itp. No i
cieszenie się z towarzystwa rodzinki, która w całości poświęcała się
nam w tych dniach - niesamowite uczucie - wszyscy robili co mogli,
aby ten dzień udał się jak najlepijej i abyśmy my nie padli ze
zmęczenia.
Oczywiście stresy i chudnięcie przedślubne spowodowały, że połamały
mi się paznokcie i... pierwszy raz w życiu zdecydowałam się na
tipsy. Niesamowita sprawa. Wygoda, że hej. Mam do dzisiaj, nic sie
nie łamie, mam pokryte żelem, więc nie muszę malować a wygląda
elegancko - tylko musiałam spiłować, bo na ślub miałam tak długie,
że nie umiałam w nich na klawiaturze pisać
Piatek wieczór to już pełen relaks. Podczas poltru spotkaliśmy się z
ludźi, których wieki nie widzieliśmy - znajomi z podstawówki, z
podwórka. Przyjechała też część rodziny zbić butelki. Było zabawnie
i wesoło. No i niezbyt długo bo o północy już leżałam w łóżku.
Co do soboty to któraś z Was pisała, że się strasznie nudziła. Otóż
ja też miałam takie momenty, mimo że wiele rzeczy zostawiłam na ten
ostatni dzień. Od rana, chyba ze trzy godziny, siedziałyśmy z mamą,
siostrą i bratową u fryzjerki i kosmetyczki. Byłam ta wcześniej na
próbie i byłam spokojna. Wyszłysmy piękniste i zrelaksowane. To nic,
że mimo profesjonalnej obsługi na weselu świeciłam się i włosy nieco
mi się rozpadały - od pewnego czasu w ogóle nie zwracałam na to
uwagi.
Heh, ale się rozpisałam - dokończę w osobnym poście