klarysa007
25.11.10, 14:23
Wiele z Was wie, że w marcu zeszłego roku mój mąż zachorował na raka. Tym, które nie wiedzą powiem tylko, że diagnoza brzmiała tak źle, było tyle przerzutów, że pierwsze co zaoferowali lekarze to numer do hospicjum. Walczyliśmy. O operację, potem o chemię. M. przeszedł 18 kursów chemii zanim w szpitalu zarażono go zapaleniem wątroby. Chemię przerwano, a WZW także nie chcieli leczyć, bo to drogie leczenie, a on jest słabo-rokujący. Osoba ze zdrową wątrobą ma 50% szans na wyleczenie, a jemu dawali niecałe 20%. I znowu walczyliśmy. Na szczęście znaleźliśmy lekarza, który dał m. szansę. Minęło pół roku leczenia WZW, pół roku bez żadnej chemii. W zeszłym tygodniu odebraliśmy wyniki badań. I niemożliwe stało się możliwe. WZW nie ma!!!
A dziś mój m. odebrał w warszawie wyniki PET. To najdokładniejsze badanie wykrywające nowotwór, bo wykrywa każda najmniejszą chorą komórkę. I muszę Wam napisać, że nowotworu NIE MA!!! Nic, nigdzie, zupełnie, wcale, null, zero!!!
Więc uwierzcie! WIARA czyni cuda!!! Wiara w człowieka, w wyzdrowienie, w nadzieję; w to, że damy radę; że pokonamy chorobę!
Niemożliwe stało się możliwe!!! Moje codzienne powtarzanie „nam się uda, będziesz zdrowy” stało się najprawdziwszą prawdą!
I chciałam Wam bardzo podziękować za każde słowo współczucia, które napisałyście; za każdy akapit radości po kolejnej wygranej bitwie!!! Wielkie dzięki!!!
Dziś świętujemy: DZIEŃ ZWYCIĘSTWA :D