Dodaj do ulubionych

5latki- jakis przełom?..

02.12.12, 21:01
nie tak dawno był wątek o tym jakie fajnie fajne są 5latki..kojarzę tylko tytuł wątku, ale chyba o tym traktował. A ja mam teraz inaczej- po cudownie poukłądaniej, sensownej, mądrej 5latce, nastąpił nagle jakiś zwrot. Zdarzają się pyskówki, nieuprzejme odzywki i do nas, i do młodszej siostry. No i przyznaje się sama (na zasadzie opowieści, a wiesz, że..) do hm..dziwnych (?) mysli. JUz przywykłam,ale jak pierwszy raz usułyszłąm, ze myśli o tym, żeby kogoś z nas ukatupiono, to zrobiło mi się zimno. I nie chodziło w tej opowieści o lęk przed, ale raczej o myślenie z premedytacją o takim rozwiązaniu..jak pytam skąd taki emysli, czy moze w pkolu o tym rozmawiają, bawią się czy coś-mówi, ze nie. Obiektywnie nic sie nie zmieniło u nas, więc naprawde nie wiem o co cho..taki okres i przeczekać?
Obserwuj wątek
    • ankas4 Re: 5latki- jakis przełom?.. 02.12.12, 22:15
      No ja tamten wątek czytalam i uwierzyc nie moglam:-),bo u nas sielanki nie bylo jakoś mega dlugo:-), mamy etap wybuchowych reakcji, zniecierpliwienia,pyskowek:-) staramy sie byc. przy tym wszystkim oazą spokoju, oczywiście nie zawsze sie udaje,ale pracujemy nad pokojowymi rozwiązaniami:-):-), kiedys madra matka powiedziala mi,ze dziecko,ktore ma swoje zdanie bedzie mialo je zawsze:-) wiec tego sie trzymamy:-)etap pyskkowek przejdzie, a te nasze dzieci muszą sięprzeciez nauczyc oswajania emocji:-)
    • olcia.kaktus Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 09:05
      A ja mam tak pół na pół. Czyli są dni, gdy jest "do rany przyłóż", kochana, wspaniała, wyznaje miłość i to, że będzie zawsze kochała itp, ale pojawiły się skrajne negatywne emocje, nad którymi widzę, że nie panuje. Myślę, że obydwa stany wiążą się z rozwojem emocjonalnym i poszerzeniem spektrum odczuć. Jeszcze nie za bardzo wie jak sobie z nimi radzić.
      Rzeczywiście wcześniej nie było pyskówek, teraz są, nie było grożenia ani buntu "bo tak" albo "bo nie". Dla mnie jak zwykle jedyną metodą jest konsekwencja czyli udowodnienie, że to zachowanie jest nie skuteczne i daje negatywne efekty w postaci kary. Oczywiście jest ostrzeżenie nr 1, nr 2, a nr 3 to kara. Trochę czasem wygląda to jak licytacja, a ona sprawdza, czy rzeczywiście tego dotrzymam. W sobotę w ten sposób dobiła łącznie do 5 kar.
      No będzie coraz trudniej, niestety.
      • asia-ch Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 09:51
        Dzieci są dziećmi i widzę po mojej piątce, że każde jest inne. Ja właściwie bardzo lubię żywe dzieci, takie ze swoim zdaniem. Moja trójka to silne osobowości i staram się mądrze je wychowywać. Natomiast dwójka to takie anioły prawie. :-)

        Natomiast nie wiem czy dobrze zrozumiałam słowa: "ze myśli o tym, żeby kogoś z nas ukatupiono, to zrobiło mi się zimno", to ja bym się bardzo zaniepokoiła takimi słowami i szukała pomocy na zewnątrz. U nas nigdy nie usłyszałam takich słów, choć różne rzeczy dzieci gadają w złości.
        • porzeczka_mocna Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 10:09
          U nas 5-latka zachowuje się czasem jak anioł, czasem wręcz przeciwnie. Czasem, jak na cos nie pozwalam, to słyszę, że w takim razie on mi cos tam zabierze, zniszczy, że nie będzie mnie kochac... Ale tekstu zbliżonego nawet do "ukatrupiania" (nie chodzi mi o użyte słowo, tylko o zabijanie) nie słyszałam. Mi się wydaje, że to może byc również objaw zainteresowania się sprawami śmierci - dzieciom śmierć może wydawac się dziwna i tajemnicza. Jednak i tak chyba zrobiłabym tak jak asia-ch radzi - poszukałabym rady fachowca. Bo nadmierna fascynacja tematem może być fatalna w skutkach.
    • lucy_cu Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 10:58
      Pamiętam, jak sama w wieku okołozerówkowym usłyszałam przypadkiem opowieść babci o zabójstwie jakiegoś taksówkarza. Zrobiła na mnie takie wrażenie, że długo potem o różnych okropnościach myślałam. Doskonale pamiętam- to są jedne z moich najwyraźniejszych wspomnień z dzieciństwa- że zawsze MUSIAŁAM o tym komuś powiedzieć. I mówiłam- ale nie wprost, tylko wymyślałam krwawe historyjki z rodziną i koleżankami w rolach głównych. Pamiętam to cudowne uczucie ulgi, kiedy już się takiej historii "pozbyłam". Może u Was to coś zbliżonego? Odreagowanie nowo zdobytej świadomości, że ludzie się mogą zabijać nawzajem.

      A druga rzecz- może Mała była na Was zła, chciała Wam zwyczajnie "dowalić" i sięgnęła po konkretną broń. Takie "ukatrupianie" to mocna rzecz jakby nie było. ;)
      Tu też mam z własnego dzieciństwa wspomnienie: najstraszniejszym przekleństwem, jakie znałam, było "gówno", czasem w irytacji rzucane w przestrzeń przez moją energiczną babcię. ;) I pamiętam, że długo czekałam, żeby tego strasznego słowa użyć.
      I użyłam- na imieninach czyichś, taty chyba, kiedy jakaś ciotka chciała mnie zachęcić, żebym wyszła z pokoju (a ja byłam bardzo nieśmiała i nie lubiłam spędów towarzyskich). Ciotka pytała, pewnie zachwycona własnym żartem "a może ty masz krzywe nogi i się wstydzisz nam pokazać, co?". Poczułam, że to TA chwila i powiedziałam to straszne słowo "Gówno, nie mam krzywych nóg!". Pamiętam doskonale dziką radość, że użyłam TAKIEGO słowa!!!
      Może z tym "ukatrupianiem" to też takie oswajanie strasznych słów i pojęć.

      Mnie takie rzeczy u dzieci nie przerażają, to często jest właśnie takie układanie i przetrawianie nowości. Nie można bagatelizowac, ale i martwić się za bardzo nie ma czym. Psycholog to ostatnia "rzecz" o jakiej bym pomyślała- ale bierz poprawkę na to, że ja mam marne zdanie o specach z tej branży generalnie i o naddiagnozowaniu problemów.
    • e-ness Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 12:37
      Oj nasza panienka potrafi pokazać rogi:)
      Zawsze była uparta jak oślica, nawet jak miała, 2-3 lata to doskonale wiedział na jaki plac zabaw chcę iśc w danej chwili i nic nie mogło tego zmienić.
      Bardzi duzo musieliśmy pracować, sami i z pomocą psychologa, aby pomóc jej radzić sobie z emocjami.
      W przedszkolu była idealnym dzieckiem, a tylko po nia przychodziłm do przedszkola pokazywał na co ją stać.
      Po radach właśnie psychologa wprowadziliśmy system nagradzania,( choć już wcześniej był on stosowany) ale nie na zasadzie nagroda kara, tylko samo nagradzanie. Jeśli zasłużyłą to dostawała "nagrode" jeśłi nie musiała sie obyc smakiem.
      Z kar zupełnie zrezygnowaliśmy, dla niej samą karą jest brak nagrody i od kiedy tak się stało mała zachowuje się o niebo lepiej.
      Przeżycia związane z otrzymana kara były tak silne ze, potrzebowała gdzieś wylac gorycz i znów była kolejna scena o nic.
      Pyskówki są ale bardzo rzadko i to głównie pod adresem taty, mnie jakoś oszczedza:)
    • smolineczka Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 13:13
      w wątku o "fajnych pięciolatkach" opisywałam, że Marysia akurat przechodzi okres poszukiwania swojego miejsca, najbardziej to dotyczy rodziny, czyli nas z mężem, ale, z tego co obserwuję, i koleżanek przedszkolnych też: uparcie udowadnia swoje racje, argumentuje, a jeśli nie dostaje tego, czego chce potrafi pyskować, złości się, nie ustępuje... nieprzyjemne odzywki tez się zdarzają, mówi do mnie: "jeśli tego nie zrobisz, to jesteś świnią". trochę mnie to denerwuje, ale ponieważ wiem, że jestem wybuchowa, muszę się starać przede wszystkim dbać o to, by ode mnie się uczyła kultury ;-)
      byłam w tamtym tygodniu na dniu otwartym w naszej grupie przedszkolnej i miałam nie jeden przykład tego, że dzieci nie zawsze są w stosunku do siebie miłe, a uczą się tego od dorosłych, a potem pyskują między sobą, taka jest prawda. to szczęście, że jak na razie jako tako szanują (boją się) pań nauczycielek
      co do "ukatrupienia", mamy za sobą epizod, o którym kiedyś już pisałam: koleżanka z grupy namawiała Marysię by zabić nas, rodziców, i zamieszkać razem, te rozmowy zaczęły się jakieś pół roku temu i się skończyły już w wakacje, bez żadnych specjalnych kar lub innych ruchów z naszej strony, wystarczyło kilka rozmów, a potem zapomniała i już do tego nie wraca
      • ankas4 Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 14:53
        Opowieść o "gownie" wyborna:-):-):-):-) a ja sie przylacze jesli mogę do zdania lucy,ze moze jednak jeszcze nie czas na psychologa...,najgorzej jak sie dziecku łatkè dokleji,potem ciezko przekonac samo dziecko jak i otoczenie,ze wszystko gra:-)

        U nas tez jest teraz ciagla negocjacja:"a jak ja nie moge teraz bajki,to nie zjem obiadu" np... ale musza sie nauczyc zyc z innymi i próbują roznych taktyk,zresztą tak jak my dorosli,ale my jesteśmy juz bardziej wyrachowani:-) a nasze dzieci dopiero sie uczą jak manipulować innymi:-):-):-)
        • malenkie7 Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 16:49
          przełom? no chyba tylko taki, że zakres słownictwa mu się zwiększa i potrafi czasem tak zamądrzyć, że mi dech zapiera.
          ostatnio mówię do niego "Piotrek, ja na Twoim miejscu nie wchodziłabym na to krzesło", a on mi od razu odpowiedział "Ale nie jesteś na moim miejscu". I takie przykłady mogłabym mnożyć.
          jest knąbrny, uparty, potrafi byc niemiły, opryskliwy.
          gdy cos mu nie pasuje, to np. bierze do reki telefon i udaje ze gdzies telefonuje i mowi " halo? przyjedzcie i zabierzcie tę niedobrą mamę"... jeszcze troche, a usłysze, że chce mnie ukatrupić, bo mu czegos nie dam/zabronie/ zakażę.
          milion razy tłumaczylismy mu, zeby brzydko sie do nas nie odzywal, zeby nie byl niemiły.
          Jestem jak stara, zacięta płyta.
          a "Januszek" jeden pamieta moje prosby przez pol minuty, a pozniej swoje.
          • aga_junior Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 21:48
            No to ja powiem tak 'ale o co chodzi" :D
            nas fascynacja pięciolatkiem trwa nadal :D
            Myślę, że może przez to, ze ja mam dużo starsze dziecko, które może ranić dogłębniej :( a sytuacje buntu istnieją oczywiście ale każdy z nas ma przecież zły dzień tak? trzyma swoje zdanie tak?
            Żadnych takich podobnych sytuacji jak wyżej opisane są u nas nie mają miejsca ;-)
    • spodnica_w_kratke Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 22:18
      choroba, nie wiem sama co o tym mysleć..jak widac z Waszych wypowiedzi takie opowieści o zabijaniu ni e sa jednak powszechne..to, ze jest opryskliwa jakos mniej mnie matwri. Tu widzę wyraźnie, ze taki wiek i tyle. Głupi, ale jakis etap, nauka, choćby było to momentami przykre czy zniechęcające..dziś np bardzo lubiany przeze mnie kolega z grupy córki też się do mnie odezwał nieprzyjemnym tonem-co, wszyscy głusi-gdy poprosiłam, zeby powtórzył, bo cos tam gadał a nie usłyszałam co.
      Ale skąd te teksty-żeby ciebie zabić, żeby tatę zabić, żeby dziadka zastrzelono..i nie sa to teksty rzucane w złości. Choć z drugiej strony ciąży jej to, i nie raz po rzuceniu takiego teksu, gdy pytałam, czy mysli, ze byłoby jej lepiej bez nas, to płacze. I mówi, ze nie wie skąd ma takie myśli, że nie chce żeby takie miała..i zupełnie nie wiem jak z tym postąpić..no i skąd się to wzięło?
      • ankas4 Re: 5latki- jakis przełom?.. 03.12.12, 22:49
        hmmm,widzisz ten opis juz brzmi faktycznie powaznieja sz,czegolnie,ze widac,ze i małą te mysli/slowa męczą,moze pogadaj w przedszkolu,moze jest pod wplywem jakiegos innego dziecka...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka