beetaa
26.06.08, 09:15
Mamy znajomych, ktorzy zostali przed dwoma miesiacami rodzicami i
zaczelo sie. Na poczatku wydzwaniali do nas, pytali sie o cos
dotyczacego dziecka, a po naszej odpowiedzi pouczali nas, ze tak nie
powinno sie robic. Wnerwiali mnie na maxa, na szczescie telefony
ustaly.
Ostatnio przyszli do nas w odwiedziny. Oczywiscie znowu zaczelo sie
pouczanie, ja nic nie moge powiedziec, bo przeciez nie znam sie
wogole, wiec siedzialam cicho, mimo ze sie we mnie gotowalo.
Zaczelo sie, ze dziecko nalezy nosic tylko przodem (mala ma 2
miesiace), wiec nosili ja przodem w obcym mieszkaniu i przydzwonili
jej glowka w szafe, ale nic to (na szczescie nic sie nie stalo),
oczywiscie sposob uspokajania dziecka jakis z kosmosu (ale tak sie
przeciez robi!), nie przytulili, nie poglaskali, nie pocalowali
tylko dalej twarza do otoczenia potrzasali nerwowo na kolanie,
dziecko naturalnie darlo sie jeszce bardziej (w sumie mala bardziej
sie przestraszyla niz ja zabolalo ),a w koncu uspokoila sie ze
zmeczenia. Przypomnial mi sie artykul o syndromie dziecka
potrzasanego, normalnie po takich uspokojaniu mozna dostac takowego
syndromu.
Przyszla pora karmienia, mala cycusiowa, wiec matka przystawila ja
na... cale 5 minut (zdarzylam zrobic kawe ;) i na tym koniec
(odchudzaja ja czy co?), po 15 minutach Mala darla sie z glodu, ale
juz nic nie dostala, rodzice twierdzili uparcie, ze ma kolki i
wciskali jej sab simplex, Mala byla definitywnie glodna, darla sie
30 minut charakterystycznym "lele", w koncu padla ze zmeczenia, jak
ja laskawie na plaskim polozyli, bo oczywiscie caly czas ja nosili
twarza do otoczenia, albo trzymali powyginana na kolanach (notabene
tez twarza do otoczenia). Z tym noszeniem twarza do otoczenia to
fizjoterapeutka pokazala im taki sposob, wiec robia to caly czas, bo
tak trzeba, nie istnieja juz inne sposoby noszenia niemowlecia.
Normalnie szczeka mi opadla na taki "zimny chow". A moze ja taka
przewrazliwiona?