zabka11
21.03.09, 14:15
...takiego "wielkiego", co zostawiłoby po Was ślad, na świecie, albo
chociaż w Polsce...no albo choć w rodzinnym mieście. Niezależnie w
jakiej dziedzinie, ale coś, co ludzie by wspominali, o czym by
mówili, dzieci, rodzina byłyby dumne i nawet za 100 lat by pamiętano?
Janek śpi, Gosia z m u teściów i jakoś mnie naszło, jakieś
przemyślenia w mojej głowie się mieszają, skaczą w różne
strony....oglądam np. Discovery i myślę sobie cholera ja tam nigdy
nie pojadę... do Australi, do Chin, do Afryki. Nie poznam tych
kultur, nie zobaczę na żywo, bo nigdy nie będzie mnie na to stać. A
inni mogą, a ja nie i myślę sobie, co zrobić, żeby moje dzieci nie
musiały oglądać tego, tak jak ja tylko na obrazku lub w TV.
I zastanawiam, się co zrobić, żeby i sobie dać szansę.....
Albo oglądam o sportowcach, ich życie, poświęcenie dla ukochanego
sportu, mają jakiś cel, dążą i myślę sobie, cholera zazdroszczę im,
że oni wiedzą, od zawsze wiedzą, co w życiu będą robić i to robią.
Ja nigdy nie miałam żadnego hobby, takiego na maxa, rodzice
też "uniwersalni" nic we mnie nie zaszczepili, nie "parli" na mnie,
w jakimś kierunku, tylko tak...zostawili. I myślę sobie, że muszę
moje dzieci gdzieś "pchnąć"...najpierw rozpoznać, co im w duszy gra,
a potem ich pchać, nie zostawić tak, żeby się chwiali jak
chorągiewki, tylko pchać, żeby dążyli i żeby uwierzyli że mogą, mogą
być wyjątkowi.
I tak mnie naszło, mam 31 lat i co?? ...no tak, wiem i nie neguję,
jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci(wiem, że to najważniejsze),
mieszkanie, samochód, jakieś tam plany, na zamianę na większe, może
nowszy samochód, przy dobrych wiatrach może i dom.....za 20
lat....to wszystko wiem i doceniam to naprawdę, nie o to
chodzi.....ale w środku....mam wrażenie, że wciąż szukam swojej
drogi....
Gdybym była muzykiem, to moim życiem byłaby muzyka....gdybym była
sportowcem....sport itd.itp, a tak.....czy dzieci, mąż i dążenie to
lepszych dóbr materialnych, może być celem???
Nie macie wrażenia, że jak odejdziecie, to nic po Was nie
zostanie??...nic w sensie .....zadowolenia z siebie, spełnienia,
świadomości, że żyłam na maxa, zrobiłam wszysko co mogłam zrobić i
mogę spokojnie zamknąć oczy?
A gdybym teraz, miała odejść....to czułabym taki niedosyt, żeby mnie
chyba TO dobiło...
A dzisiaj dobija mnie fakt, że jestem takim szaraczkiem, takim
pyłkiem, w skali całego świata, nikim ważnym.....jakbym zniknęła, to
świat by tego nie zauważył....
I znów myślę sobie, że no muszę coś zrobić, jakoś się natchnąć,
cholera, żeby mieć satysfakcję...z siebie:)
Bo marnie mi to wygląda.....
Tak przeczytałam to co napisałam i ja nie wiem, czy ktoś zrozumie co
ja chciałam przekazać, bo ja sama do końca nie wiem...;), ale nie
wykasuję tego, bo szkoda mi tych wypocin:)
Pierwszy dzień wiosny, ptaszki śpiewają, a ja tu pie....ę o
niewiadomo o czym, jeju może później to zrozumię....
Pozdrawiam