s_z_a_k
09.01.04, 21:12
Po powrocie do domu, Ken zastał swoją żonę zapłakaną. Zdenerwowana kobieta
wyjaśniła:
- To farmaceuta. Obraził mnie dziś strasznie przez telefon.
Ken natychmiast wsiadł w samochód by stawić czoła aptekarzowi i domagać się
należnych przeprosin. Zanim jednak zdążył naubliżać farmaceucie, ten wszedł
mu w słowo:
- Chwileczkę. Niech pan najpierw wysłucha mojej wersji wydarzeń:
Tego ranka budzik nie zadzwonił, wobec czego zaspałem. Wybiegłem bez
śniadania i popędziłem do wozu, gdy zorientowałem się, że zatrzasnąłem drzwi
zostawiając w mieszkaniu klucze od domu i od samochodu. Musiałem zbić szybę
w oknie by wziąć klucze. Potem za zbyt szybką jazdę dostałem mandat. Dwie
przecznice przed apteką złapałem gumę. Gdy w końcu tu dotarłem, czekał już
spory tłum ludzi.
Otworzyłem i zacząłem ich obsługiwać i wtedy ten cholerny telefon zaczął
dzwonić. Akurat miałem wydać klientowi resztę, więc otworzyłem szufladę kasy
fiskalnej i rozerwałem rolkę z drobnymi. Niestety, tak nieszczęśliwie, że
rozsypały mi się po podłodze. Ukląkłem by pozbierać monety. Telefon nadal
dzwonił. Gdy wstawałem, uderzyłem głową o otwartą szufladę kasy. Oparłem się
o półkę na której stały butelki syropu. Dwie spadły i potłukły się. Telefon
nie przestawał dzwonić i w końcu odebrałem. To była pańska żona. Chciała
wiedzieć, jak użyć termometru doodbytniczego. I proszę mi wierzyć, że jedyne
co zrobiłem, to odpowiedziałem jej...
POZ>SZAK