madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 13:12 Współczesny język czeski i słowacki zachował do dzisiaj terminy únava - "znużenie / zmęczenie", unavený / unavný - "znużony / zmęczony", znaczący również "tego, który udał się na wieczny spoczynek", czyli podobnie jak w polskim "być skonany" - krańcowo wyczerpany, zmęczony. Faktycznie, cerkiewnosłowiański czasownik naviti znaczy "męczyć", a można go porównać z dialektowymi, litewskimi novyti - "męczyć, torturować", nove" męka, katusze, śmierć", litewskim nuavėti - "wyczerpywać siły", łotewskimi nāve– "śmierć" oraz nāvīt– "zabić". Cerkiewnosłowiański czasownik nyti oznacza "słabnąć, tracić na sile, stawać się niemrawym, usychać, zamierać". Dołączyć do nich można bośniackie mavnica (z przejściem głoski "n" w "m", jak w przypadku nejek/majek) czyli "zasłabnięcie, omdlenie", a także staroczeskie návní/námní - "tracący siły, wyczerpany". Grzegorz Jagodziński przypuszcza, że do grupy tej można by włączyć również znój, czyli "spracowanie, utrudzenie", mogące wywodzić się od domniemanego *z-nyti, a możliwe, że nawet znicz - "tlący się na grobach płomień". W efekcie więc *nāv- wskazywałoby na śmierć rozciągniętą w czasie, będącą efektem fizjologicznego zużycia i wyczerpania sił życiowych organizmu ze zmęczenia, wyczerpania, wycieńczenia czy, co okaże się wkrótce szczególnie ważne – starości. Tak właśnie rozumiał termin nycie Mikołaj Rudnicki, a za nim Krzysztof T. Witczak, definiujący je jako "powolne usychanie, zanikanie, schnięcie, starzenie się i ostatecznie konanie" i wywodzący z pie. *H1nuH2-.[18] W przeciwieństwie do niego prasłowiańskie *sъ-mьrtь (pol. śmierć, lit. mirtis, łac. mors, mortis), oznaczałoby śmierć nagłą, bez przedłużającego się cierpienia i bólu. Precedensem byłoby tutaj zjawisko obecne w obrębie dawnej mitologii i rodziny języków germańskich, gdzie rozróżniano wspominany już termin nár/ nás– "trup", ściśle - "zmarły śmiercią naturalną", od valr– "zabity w boju".[19] Skoro *nāv- wskazuje na wyczerpanie sił, w tym śmierć ze starości, należałoby się spodziewać, że i Nyja w wyobrażeniach przyjmował odpowiednią postać starca. Dla analogii pruski Patollo/Patols, bóg zmarłych, podziemia i zaświatów (od pa-/po-"pod" i -tulla"ziemia"), wymieniany po raz pierwszy w Collatio episcopi Varmiensis (1418 r.) wraz z Natrimpe (Potrimpusem), przedstawiany był jako blady, brodaty starzec (co ciekawe, i w języku węgierskim pokol oznacza "podziemie, zaświaty"). Inną formą jego imienia zdaje się być Pekols występujący w kościelnym dekrecie Constitutiones Synodales z 1520 roku, gdzie porównywany jest, podobnie jak Nija, do Plutona. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 13:14 Biorąc pod uwagę charakter postaci, majki / nawki są odpowiednikiem lepiej znanych wił / rusałek, żeńskich boginek wiązanych najczęściej z wodami (przebywają w wodach od czasu jesieni do niedzieli rusalnej, czyli pierwszej po Zielonych Świętach) i lasem, a więc podobnie jak w przypadku greckich nimf. Prof. Jerzy Strzelczyk uważa nawet rusałki za szczególną odmianę nawji.[26] Jednocześnie, zwrócić trzeba uwagę, że serbskie obrzędy zielonoświątkowe, związane z kultem wił/rusałek obejmowały palenie ognisk z kłód drzewa nad brzegiem wód oraz ekstatyczne tańce kobiet, zwanych rusaljami, które wprowadzały je w stan transowy, przy którym miały nawiązywać kontakt z duchami zmarłych przybywającymi na ucztę.[27] Wspominany przez Długosza w związku z Zielonymi Świątkami obrzęd Stada nawiązuje do tańca w kole, Brückner bowiem sugerował, że „stado” oznaczało taniec w kole, u innych Słowian nazywany wprost „kołem”.[28] Opisane obrzędy zielonoświątkowe odprawiane nad rzekami związane były ze sprowadzaniem obfitości deszczu dla zapewnienia urodzaju, a to daje ciekawy związek Niji, wspominanego przecież w statutach synodalnych przy okazji Zielonych Świąt, z wodami, poświadczony później przez Stryjkowskiego: "Plutona też boga piekielnego, którego zwali Nia, chwalili wieczór, prosili też od niego po śmierci lepszego i wcześniejszego miejsca w piekle i dżdżów albo uskromienia niepogody (...)." Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 13:16 Prawdziwe bogactwo źródeł do interesującej nas postaci pana wód odnajdziemy w mitologii fińskiej, mocno przenikającej się i czerpiącej z wierzeń germańskich jak i słowiańskich (Gieysztor np. wspomina o fińskiej Mokszy, jako słowiańskiej pożyczce)[50]. Przypomnę germańskie określenie łodzi, czyli dosłownie "pływaka": nacho / Nachen / ache. U Finów spotykamy natomiast Ahti / Achti / Ahto, boga wód, opiekuna morza, jezior i rybaków, dawcę ryb. Jego imię spotykane jest w różnych źródłach, sięgających XVI wieku, a etymologia imienia posiada rodowód indoeuropejski, bo można je porównać np. z przydomkiem achtios – "nadmorski", jakim Teokryt (ok. 300 r. p.n.e.) obdarzył boga Pana, czy sanskryckim ahis i staroskandynawskim ahi – "morze".[51] Żoną Achti była Vellamo/Vellimys, której imię nie tylko nawiązuje do rdzenia vel- obecnego w imieniu ruskiego Welesa, ale i Velevitki, pojawiającej się w folklorze Kaszub. Czyżby chodziło o dawną partnerkę boga Niji? Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 13:31 Pozostaje to wszystko w zgodzie z postacią słowiańskiego Żmija jako władcy zaświatów, szczególnie że w mitologii wschodniosłowiańskiej paszcza smoka – ad' to wejście do piekieł.[61] Nazwa ta jest zależna od irańskiego aži – "wąż", jak i germańskiego Aegir/Ägir– "Morze", personifikowanego jako olbrzym, władca wód i wielkich bogactw. Co też istotne, duch wód Nahti/Ahti określany jest jako starzec, a więc przybiera formę identyczną, co władca zaświatów. Jest on "brodatym dziadkiem", "starcem wodnym" o siwej lub zielonej brodzie.[62] Podobnie było u Greków, którzy wierzyli w istnienie starca morskiego Glaukosa, utożsamianego z wielką rybą, morskim potworem, czy pana wód Nereusa, ojca morskich nimf - nereid. Łódź u ludów germańskich ozdabiano na dziobie zdejmowanymi ozdobami w kształcie głowy smoka, skąd zresztą jej nazwa – drakkar (od staroskand. drekar - "smok"). Jak sugeruje prahistoryk i archeolog, dr Jerzy T. Bąbel, podobne ozdoby znali i stosowali Słowianie, o czym świadczyć może wizerunek łodzi św. Wojciecha na Drzwiach Gnieźnieńskich,[63] a dodać można, że i znaleziona w Szczecinie, wczesnośredniowieczna drewniana głowa smoka, pełniąca analogiczną rolę.[64] Ostatnim echem takiego żmijowego bóstwa może być pojawiający się w folklorze Król Węży, strzegący podziemnych skarbów – pereł i drogich kamieni. Pojawia się on pod postacią trzygłowego (jak postać na dolnej, związanej z zaświatami części zbruczańskiego „Światowida”), wielkich rozmiarów i ogromnej mocy gada.[65] Kto odnosił się doń z szacunkiem mógł otrzymać cenne skarby. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 14:55 Wymieniając na początku artykułu źródła do postaci Niji, wspomniałem również o kronice Macieja Stryjkowskiego, wzmiankującej: "Plutona też boga piekielnego, którego zwali Nia, chwalili wieczór, prosili też od niego po śmierci lepszego i wcześniejszego miejsca w piekle i dżdżów albo uskromienia niepogody, którego kościół był w Gnieźnie najświętszy, jak Dlugosus świadczy."[70] Obok funkcji opiekuna zaświatów, przypisywanej Niji, pojawia się tutaj związek z wodami, konkretnie – deszczem, dżdżem, a także wieczorną porą doby, gdy pojawia się księżyc. Prof. M. Rudnickiego skłoniło to do porównania scs. nawь -"trup, zmarły" z nowiem, czyli okresem, gdy księżyc był nieobecny na niebiosach, znajdując się w nawiech, krainie umarłych.[71] Wskazywałoby to, że podstawowym staropolskim określeniem zaświatów mogło być Nów. Czy ów ślad etymologiczny i twierdzenia Mikołaja Rudnickiego warte są uwagi? Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 14:58 Otóż, księżyc w ludowych zagadkach utożsamiany jest z siwym / łysym koniem lub wołem.[85] A właśnie biały/siwy (alternatywnie czarny) koń najczęściej był później łączony w wierzeniach fińskich i germańskich z duchem wód.[86] Koń pełnił dawniej podobną rolę przewoźnika do zaświatów, co łódź (szczególnie u Traków i German) i związany był ściśle ze światem umarłych, wykazując ponadto silne związki z płodnością i urodzajem, pozostając w związku w pierwszym rzędzie z bóstwami patronującymi płodności (np. germański Frej).[87] Dane te są miarodajne również dla obszarów zachodniej Słowiańszczyzny, gdzie występuje obrzęd "chodzenia z siwkiem" w okresie Wielkiej Nocy, Bożego Narodzenia, Trzech Króli lub Adwentu. Znany jest on z terenów Wielkopolski, Pomorza, Warmii i Mazur, a także Łużyc. Jak podaje A. Szafer: "Na terenie Warmii, a także w paru wsiach z nią sąsiadujących zachował się stary, a do dzisiaj żywy i kultywowany zwyczaj chodzenia sług z szemlem (siwym koniem), którym towarzyszy cały bogaty orszak. Najstarszy sługa pełni tu funkcję Mikołaja i wręcza podarki dzieciom."[88] Siwek pełni więc podobną, obrzędową rolę co na innych terenach rogaty turoń, czy kudłaty niedźwiedź, których łączyć można w tym przypadku z postacią pana zaświatów. Charakterystyczne pozostaje tutaj łączenie z obrzędem i postacią siwka św. Mikołaja. Wyjaśnienie dać może stara rosyjska baśń Dwaj bracia, w której jeden z tytułowej pary bohaterów po złożeniu ofiary "staruszkowi podobnemu do Mikołaja świętego", otrzymuje w zamian źrebię rozsypujące się w złoto.[89] Tutaj, koń związany jest więc z dobrobytem i płodnością, którymi włada bóg zaświatów, później św. Mikołaj. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 15:01 Zwykle "nowym" lub częściej "młodym" księżycem w kulturze ludowej zwano jego pierwszą fazę, gdy odradza się po pobycie w zaświatach. W kulturze ludowej Śląska i południowo-wschodniej Małopolski częste jest jednak również odnoszenie nowiu do okresu, gdy ziemski satelita pozostaje niewidoczny[99] i jest to w wierzeniach ludowych okres stosowania czarnej magii. W tym przypadku nów pozostaje czasem szczególnym, czasem gdy umarły i odradzający się księżyc pozostaje w zaświatach, stąd najczęściej rekonstruowanych jako nawia. Obydwa zastosowania terminu nów zauważył prof. M. Rudnicki, który pisał: "Zastanawiają dwa s p r z e c z n e znaczenia przy tym wyrazie: raz bowiem jest to księżyc n i e w i d z i a l n y, księżyc zatem który odszedł, względnie zmarł, i znowu księżyc który się na nowo pokazuje o d r a d z a. Sprzeczność tę dałoby się pogodzić w ten sposób, gdybyśmy przyjęli, że pierwotne znaczenie wyrazu now’ ≤ *nov-io- jest ‘śmierć, kraina śmierci itp.'; stąd płynęłoby przeciwstawienie księżyc w (na) nowiu = „księżyc schnący, kapiejący, umierający“ księżyc na młodziku lub księżyc na nowiku ― „księżyc odradzający się, rosnący, przybywający“. Dopiero później, gdy wyrazy związane z now’ ulegały zapomnieniu, wyraz ten uległ przyciąganiu znaczeniowemu rozpowszechnionych wyrazów od pnia nowy ≤ *novъ-jь, zwłaszcza że wyrażenie na nowiku było blizkie pod względem materjalno-głosowym oraz znaczeniowym. To ostatnie zaś nastąpiło wtedy, gdy wyobrażenia religijne się zmieniły, a skutkiem tego przeciwstawianie śmierci i odżywania księżyca ― zeszło na plan dalszy, wysunęło się zaś pojęcie księżyca m ł o d e g o, n o w e g o w przeciwstawieniu do starego, dawnego."[100] W ten sposób rzeczywiście można byłoby powiązać imię Nyji z terminologią lunarną, na co zgadzał się również prof. Leszek Kolankiewicz.[101] Mikołaj Rudnicki przedstawił to następująco: "Słusznie jednak Bruckner zauważa, że odojcowskie rzeczowniki miały pierwotnie znaczenie jedynie zdrobniałe, co się zachowało do dziś w j. serbskim, a więc i księżyc niekoniecznie musi oznaczać syna kъnęg-a [staropolskie knędz/ksiądz czyli książę - przyp. autora], ale być *kъnęg-iem samym, wzywanym pieszczotliwie dla pozyskania jego łaski. Wtedy możnaby postawić zrownanie Nyja = Księżyc ≤ *kъnęgit-io- albo = *kъnęgъ, a zatam panujący, rządzący w świecie zmarłych, czyli w nawi pols. w nowiu tak, jak *kъnęgъ ≥ ksiądz panuje tu na ziemi. Byłby to zatem pan nocy, względnie pan państwa umarłych. Wyrazu *naw’-i, odpowiadającego staroczes. náv, -i m. ‘Grab, Jenseits, Holle' w polszczyźnie niema wprawdzie, ale wydaje się, że go właśnie zastępował wyraz nów m., który zapewne oznaczał początkowo to samo co staroczes. náv, a zatem ‘tamten świat, piekło' pierwotnie ‘grob’. Wyrażenie księżyc w nowiu znaczyłoby tedy: Księżyc = Nyja oddalił się do państwa swego, do państwa umarłych, jest zatem dla ludzi niewidoczny." Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:26 Porównując Niję z wedyjskim wężem Ahi Budhnją, wspomniałem okazjonalnie o serbsko-chorwackim Badnjaku / bułgarskim Bădniku. Imiona Ahi ("Węża") Budhnji i Badnjaka, wywodzą się z indoeuropejskiego *budh- / *bheudh- , oznaczającego „dół, dno”.[103] Od tego samego źródłosłowu pochodzi zarówno polskie dno (występujące dawniej w formach bezdnia, bezdeń), jak i greckie bathos– „głębia” i bathys– „głęboki”, a także imię mitycznego węża lub smoka, strażnika wyroczni Temidy w Delfach – Pythona (od gr. pythmēn– "dno, spód"). Na związki dawnego rdzenia słowotwórczego z wodami wskazuje niemieckie bad– „kąpiel, kąpielisko” z dawnego, protogermańskiego *bathon (starogórnoniemieckie badon, starosaksońskie bathian), ang. bathes– "myć, kąpać". W starożytności łączono jednak imię Pythona z gr. pýthō– "gniję", jakoby od obrazu rozkładających się zwłok pokonanego przez Apollona smoka.[104] Mamy więc w tym przypadku do czynienia z podobną dwuznacznością etymologii, co przy polskim Niji, którego miano ma wyraźnie tyle wspólnego z niti - "butwieć, gnić" i obrazem rozkładających się zwłok (pierwotnie zapewne butwiejącej kłody drewna), co ie. *nāu- "płynąć" oraz czasownikiem myjać/myć, mającym odniesienia do lit. máudyti– "kąpać", łot. maút– "pływać", sansk. snāti/snāyate– "myć, kąpać", gr. naias, naein– „płynąć”. Mamy tutaj do czynienia z całym zespołem skojarzeń dno : głębia wód : kąpiel : pływanie : śmierć : zaświaty. Wyobrażenie pana zaświatów, jako cieknącego węża, utożsamianego z podziemną / zimną rzeką znamy zresztą z istniejących na Słowiańszczyźnie, ludowych wyobrażeń. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:30 Badnjak wiązany jest w pierwszej kolejności z dostatkiem, rozumianym z ramach kultury rolniczej, jako płodność krów i obfitość ziarna, skąd wytwarzanie z jego niedopalonych resztek klinów do radła. Co prawda obrzęd Badnjaka nie zachował się w polskiej kulturze ludowej, ale można przypuszczać, że przyczyną było, jak podaje etnograf prof. Teresa Dunin-Karwicka, wczesne wyjście na naszych terenach z użytkowania otwartych palenisk.[110] Jego rolę pełni u nas podłaźnik, podłaźniczka, czyli gałąź lub czubek jodły, świerka lub sosny wieszane pod sufitem w okresie Bożego Narodzenia. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:33 Skoro św. Mikołaj zastąpił dawnego, troistego boga zaświatów, to musimy również wziąć pod uwagę, że z staroruskim Welesem łączy się w nazewnictwie ludowym grupę gwiazd składającą się z Pasa Oriona i Plejad. Poruszają się po niebiosach razem, razem też heliakalnie zachodzą w dzień św. Wojciecha (w Polsce) / św. Jerzego (na wschodzie Słowiańszczyzny) - 23 kwietnia.[116] Mimo, że podaje się najczęściej iż z imieniem Welesa / Wołosa – kojarzone są Wołosożary (Polesie, Ruś), Vlasci (Bułgaria) Vlasici (Serbia, Chorwacja), Vlastovice (Słowenia) określające gwiazdozbiór Plejad, Kazimierz Moszyński zauważa, że na Ukrainie nazwą Wołosożary identyfikuje się nie Plejady, ale Oriona.[117] W Polsce natomiast łączy się Pas Oriona w pierwszym rzędzie ze św. Wojciechem, zwąc go Gwiazdami Św. Wojciecha. Wyróżniana jest ponadto jego troistość, są to bowiem w nomenklaturze ludowej: Trzej Królowie, Trójca Święta, Trójca.[118] Cecha ta jest zresztą zauważana wszędzie, gdzie gwiazdozbiór jest obserwowany. U ludów Azji Środkowej zwany jest np. Kurbustanem (Udurem, Ukerem)[119], bogiem o wyraźnych cechach troistości, pozostaje bowiem Trój-Kurbustanem, "Jednym bogiem w trzech osobach" lub Trzema Kurbustanami. Pojawia się tu jednak pewien problem – w zapisach synodów Nija pojawia się bowiem z okazji Zielonych Świąt, a więc w okresie wiosennym, a nie zimowym! Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:36 Rzeczą wartą nie mniejszej uwagi jest samo miejsce przybycia Wojciecha do Prusów – ostrów, wyspa utworzona u ujścia rzeki. Nie był to element mało ważny, gdyż znajduje się w więcej niż jednym żywocie świętego. Również miejsca jego kultu starano się lokować w podobnym otoczeniu wód i na wyspie lub przynajmniej w rzecznym zakolu. We Włoszech sanktuaria świętego znajdowały się na wyspach w Leodium, Pereum i na Wyspie Tybrowej w Rzymie, w Polsce – w otoczonym wodami Warty i jej małych dopływów kościele w Poznaniu, na otoczonym kiedyś środowiskiem akwatycznym gnieźnieńskim wzniesieniu, we Wrocławiu - w starorzeczu Odry i Oławy, czy na wyspie Wolin u ujścia Odry - na miejscu wcześniejszej, pogańskiej świątyni. We Włoszech, kościoły pod wezwaniem św. Wojciecha lokowano początkowo w miejscach, związanych z kultem wężowego boga – uzdrowiciela Eskulapa. Tak było na Wyspie Tybrowej, na której znajdowały się ruiny jego wcześniejszej świątyni. Co warto zaznaczyć, Eskulap jak wspomniany bł. Bogumił potrafił wskrzeszać z umarłych. W Polsce najważniejsze, ściągające pielgrzymki, sanktuarium świętego powstało w Gnieźnie, czyli według Długosza na miejscu świątyni Nyji, bóstwa co do którego można domniemywać, że również posiadał wężową postać. Późniejsza legenda wspomina, że pod Gnieznem, w kierunku Czerniejowa, gdzie rozciągały się rozległe moczary, mieściła się siedziba króla węży. Inną formą bóstwa zaświatów mógł być również rak. Zwierzę to pojawia się chociażby w legendzie o obrońcy grodu Moryń, leżącym nad jeziorem Morzycko w powiecie gryfińskim, zabitym przez Brandenburczyków, po śmierci przemienionym w raka wyłaniającego się w letnie noce z fal jeziora. Nazwa miasta i jeziora wywodzą się od rdzenia mor- oznaczającego tak „dużą wodę, bagno, jezioro, morze”, jak i „śmierć”, a Moryń był we wczesnym średniowieczu ważnym grodem plemienia Pyrzyczan. Możliwe, że legenda jest próbą euhemeryzacji postaci dawnego boga wód, pojawiającego się w ludzkiej lub zwierzęcej postaci raka, jako bóstwo opiekuńcze grodu. Przypomnę również, że na wyspie otoczonej wodami Warty i Neru miał swoje sanktuarium błogosławiony Bogumił, według legendy bratanek św. Wojciecha. Dodać w tym miejscu wypada bardzo ciekawe szczegóły na temat miejsca przybycia świętego do Prusów, przekazane przez jeszcze jedną hagiografię - Passio sancti Adalberti martiris. Według tego dokumentu, św. Wojciech dokonał żywota nie w świętym gaju, ale w pobliskim grodzie Cholin, zastępującym w tej wersji opowieści wyspę. Gdy wyłonił się z ciemnego tunelu wejściowego do grodu, przedstawił się strażnikowi jako wysłannik niebios. Ów zaś, ujrzawszy twarz przybysza, podniósł krzyk na który zbiegli się ludzie, misjonarza rozpoznano bowiem jako przyczynę niedawnej klęski powodzi. Wychynięcie św. Wojciecha z ciemnego, ziemnego otworu przypomina tutaj pojawienie się z podziemnych czeluści wężowego bóstwa, które ponadto włada wodami, stąd przypisywanie mu powodowania ich wylewów.[132] Uwagi wart jest ponadto jeszcze jeden motyw z hagiografii świętego - po trzech latach, nieznany z imienia Mazowszanin miał zabrać ciało św. Wojciecha, aby zawieźć je do Gniezna, dawnego grodu – sanktuarium Nyji. W drodze rozmyślił się jednak i usiłował przewieźć zwłoki na Mazowsze. Przejeżdżając obok wielkiej wsi, bojąc się wjechać doń z ciałem na wozie, ukrył je w olbrzymiej dziupli dębu. Rankiem okazało się, że dziupla zawarła się, a podczas prób rozcięcia drzewa siekierą został złapany przez pomezańskiego kongena Misloiusa. Co szczególne, Miracula s. Adalberti wspomina w podobny sposób o ukryciu głowy św. Wojciecha w dziupli dębu.[133] Jest to istotny szczegół, bo według zachowanego podania, w identyczny sposób ukryto złoty posąg szczecińskiego Trygława, schowany przez wdowę przed chrześcijańskim prześladowaniem, w pniu drzewa.[134] Do dziupli, jako miejsca ukrycia figury bóstwa, zwracano się z modlitwami na Rusi, a wiązano z nim postać nie kogo innego, jak św. Mikołaja „Dziuplowego” lub „Dębowego”. Dziupla w drzewie, w kontekście pogańskich wierzeń jest zaś przejściem do zaświatów, dlatego zwykle "mieszka w niej diabeł", warto byłoby więc w tym miejscu przyjrzeć się i jemu. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:45 Inna formy Boruty to sowa z iskrzącymi oczami[143], ptak związany w ludowych wierzeniach w jednoznaczny sposób ze śmiercią i zaświatami. W jej postaci, lub przynajmniej z sowimi skrzydłami, pojawiały się w ludowych wierzeniach strzygi, w zależności od rejonu uważane za duchy zmarłych dzieci, rodzaj wampira lub uprowadzające dzieci boginki.[144] Kolejna forma, to wielka ryba wg legendy widywana w podłęczyckich mokradłach i zbiornikach wodnych, np. w stawie za wsią Witonia (Boruta topielec)[145], czy wreszcie czarny koń, spotykany na łąkach wokół Łęczycy (w tej postaci Boruta usiłował utopić chłopa na Węglewicach).[146] Co szczególne, Boruta w postaci czarnego konia ma posiadać czasami trzy twarze, niczym Trygław.[147] Zarówno rybę, jak czarnego konia, którego głowa widnieje ponad sierpem księżyca w herbie Alabanda, łączyć można z omawianymi już postaciami bóstwa wód, a zarazem przewodnika do zaświatów. Popularne legendy nadały zaś łęczyckiemu diabłu postać szlachcica z długimi wąsami, ubranego w bogaty kontusz. W wielu legendach Boruta pojawia się jednak jako dobroczyńca, młynarz mielący zboże w opuszczonych młynach, pomagający biednym mieszkańcom Łęczycy. Pełni więc rolę Plutona, czy rzymskiego Dis Patera ("Bogatego Ojca"), boga świata podziemnego i jego bogactw, identyfikowanego z Plutonem. Związki z bogactwem, jak w przypadku Ahti, pobrzmiewają w opowieściach o tym, jakoby miał pilnować w podziemiach łęczyckiego zamku skrzyń ze złotem, pozostawionych tam jeszcze przez mazowieckich książąt Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:47 Wierzba wydaje się szczególnie mocno związana z dawnym duchem wód. W Polsce i na Białorusi uznana została, szczególnie gdy jest sucha i z dziuplą, za siedzibę czarta, m.in. Rokity, zwanego też Mikitą, co ma więcej wspólnego z wodnym Niksą, niż Nikitą (wschodniosłowiańskie imię od greckiego nicetas - "zwycięzca"). U Słowaków zachowało się zaś przekonanie, że najwyższa w okolicy wierzba stanowi siedzibę ducha wodnego. Odmiana wierzby, łozina wiąże się na Białorusi z legendą, według której po święcie Jordanu, czyli Chrztu Pańskiego, gdy święci się wodę (19 stycznia, według kalendarza juliańskiego – 6 stycznia, Trzech Króli) diabły wychodzą z niej i osiedlają się na łozinie. Wadzianok, czyli wodnik, diabeł wodny, zmieniając po święcie Jordanu siedzibę z wód na łozinę przyjmuje wówczas imię łazawika, co odpowiada ściśle naszemu łozińskiemu, alternatywnemu imieniu rokickiego, bagiennego diabła. Po Spasie (święto Przemienienia Pańskiego, 19 sierpnia w prawosławiu, 6 sierpnia według kalendarza gergoriańskiego) Wadzianok wraca ponownie do wód.[158] Jest to bardzo ciekawy i istotny zapis, sugeruje bowiem w wyraźny sposób, że wodny duch posiadał oboczne imię związane ze swoją siedzibą, stąd zapewne Boruta, Rokita i podobne miana polskich diabłów. Związki wierzby ze śmiercią przebijają się ponadto z wierzeń i zwyczajów serbskich, w których wierzbową gałązkę wkładano w dłoń lub do trumny zmarłemu. Wykorzystywana zresztą była i w obrzędach związanych ze sprowadzaniem deszczu. Trzecią ważną funkcję wierzby należy zaś łączyć z czarami, u Serbów przekazywanie mocy zaklinania, czyli inicjacja przekazująca moc czarowania drugiej osobie odbywała się najczęściej, jeśli nie przy drzewie rodzinnym, to właśnie wierzbie. Podobne przekonanie obecne było i wśród ludów germańskich, gdzie wierzba stała się drzewem czarownic i duchów.[159] Swoją alternatywę, jako siedziba dawnego pana zaświatów, posiada jednak wierzba w jeszcze jednym drzewie – olszy. U Słowian wschodnich uważa się nawet, że czerwone zabarwienie jej kory wzięło się od diabelskiej krwi, rozlanej gdy uciekał nań po ugryzieniu w piętę przez wilka. Mitologia białoruska podkreśla związki tego drzewa ze sferą śmierci, światem zmarłych, płaczem, niebezpieczeństwem. Podobnie u German, sok z jego drzewa pomagał czarownicom wskrzeszać umarłych, a w kręgu kultury włoskiej uważano je za pozostające pod opieką duchów wodnych. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 08.02.25, 23:50 Zwróćmy tutaj uwagę na symbolikę tej rośliny, przede wszystkim powstania z martwych, odrodzenia, powrotu z chtonicznej krainy zaświatów – „co na dół, to ku górze”. W drugim fragmencie pojawia się nadto porównanie z młodą sosną – choiną. Nasuwa to na myśl Bożicza, kojarzonego z młodym drzewkiem, które rośnie do nieba, przeciwstawionego starcowi Badnjakowi, reprezentowanemu przez spalany pniak. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 12.02.25, 18:52 GALA MUZYKI FILMOWEJ NA WALENTYNKI - Nasze Miasto Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 12.02.25, 19:43 [b]color=green]CIASTO Z POMARAŃCZAMI[/color][/b] pomarańcze w syropie 2–3 średniej wielkości pomarańcze 150 g cukru 100 ml wody - ciasto 185 g kefiru lub zsiadłego mleka 110 g roztopionego masła 3 duże jajka świeżo otarta skorka z 1 pomarańczy 220 g mąki pszennej ¾ łyżeczki sody oczyszczonej 160 g drobnego cukru do wypieków Pomarańcze wyszorować i wyparzyć. Pokroić w grube plasterki. W płaskim garnku lub na stalowej patelni zagotować wodę z cukrem. Gotować, do chwili rozpuszczenia się cukru, wymieszać. Włożyć plasterki pomarańczy i gotować, na małej mocy palnika, przez 12-15 minut. Przez ten czas skórka pomarańczy zmięknie, a z wody z cukrem powstanie pyszny pomarańczowy syrop. Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Wymieszać kefir z roztopionym i lekko przestudzonym masłem, dodać jajka, cukier, skórkę z pomarańczy, roztrzepać rózgą kuchenną. Do składników mokrych dodać przesianą mąkę pszenną z sodą oczyszczoną. Wymieszać rózgą tylko do połączenia się składników i uzyskania gładkiej masy. Na wyłożonym papierem do pieczenia spodzie tortownicy o średnicy 23 cm poukładać ciasno plasterki pomarańczy w syropie. Na nie przelać ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 160ºC około 30 minut lub dłużej, do tzw. suchego patyczka. Gorące ciasto wyjąć z formy. Ostrym nożem z piłką odciąć z ciasta górkę (nie będzie potrzebna), następnie samo ciasto ponakłuwać patyczkiem. Pozostały syrop pomarańczowy delikatnie wylewać na gorące ciasto (zachować 2 łyżki syropu), pozostawić do wystudzenia. Ciasto przełożyć na paterę spodem do góry. Polać 2 łyżkami syropu, by powierzchnia pomarańczy pozostała błyszcząca. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 12.02.25, 23:41 "Płyń Marzaneczko do Pryski, przynieś nam bezrok szybki. Płyń Marzaneczko do Brzega bo cię tam Jaśkowi potrzeba." Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 12.02.25, 23:44 A wy dzieweczki wijcie wianeczki, z modrych fiołków i białej różeczki." Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 13.02.25, 09:29 Wczesne zaloty sprawiają kłopoty Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 13.02.25, 10:18 Zumpy położone są na obszarze Śląska Białego, w północnej części Górnego Śląska. Według podziału ze względu na obszary kulturowe, leżą one na terenie ziemi lublinieckiej. Odpowiedz Link
madohora Re: Walentynki czy Święty Jan 13.02.25, 13:31 PĄCZKI KRÓLEWSKIE 1 opakowanie serka homogenizowanego naturalnego, 1 łyżka miodu, 1 jajko, szczypta soli, soda oczyszczona, cukier waniliowy, 2 szklanki mąki, tłuszcz do smażenia Serek przekładamy do miski. Wbijamy jajko.Dodajemy miód, cukier waniliowy. I ucieramy. Następnie dodajemy przesianą mąkę, sól oraz sodę. Wyrabiamy ciasto. Za pomocą szklanki lub foremki wycinamy ciastka z dziurką. Smażymy na rozgrzanym oleju. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu Odpowiedz Link