polski_francuz
13.04.15, 06:55
Kariera polityczna jest trudna. Upadki sa czest i bolesnee, wrogowie bezlitosni a sukcesy krotkotrwale i czesto trwaja jedna, kilkuletnia, kadencje. Z drugiej strony, trzeba czasu by sie politycznego métier nauczyc. I ta nauka nastepuje czasami w rodzinie bo mozna podpatrzec to i owo u Ojca a mozna u Meza czu u Brata. I tak bylo niegdys, za czasow monarchi w Europie.
I, o dziwo, jedyne pozostale supermocarstwo zaczyna byc dynastyczne. Prawdopodobnym kandydatem na urzad prezydenta ze strony republikanow jest Jeb (co za imie! czy my dajemy komus na imie Fuck?) Bush. Poki co gromadzi fundusze i jeszcze sie nie zadeklarowal.
Jeb uczyl sie polityki od Ojca o u Brata.
O krok dalej jest Hilaria Clinton, 67 lat, ktora sie zadeklarowala wczoraj byc kandydatka na stanowisko prezydentki Stanow. Dodajmy jeszcze, ze jesli jej sie uda, to bedzie pierwsza kobieta pelniaca te funkcje.
Patrzac z Europy, dynastie polityczne wydaja sie troche dziwne. Byly w Indiach (rodzina Ghandi), w Pakistanie (rodzina Bhutto) a teraz sa w Stanach. Moze swiadcza o konserwatyzmie elektoratu, ktory zna juz dobrze nazwisko i wie czego sie spodziewac? Moze o atawistycznym marzeniu o monarchii w ktorej dobry krol dbal o swoich poddanych?
A moze, swiadczy, o lekkiej degeneracji procesu demokratycznego?
PF