boavista4
18.07.15, 14:18
To prawda, a językiem pogardy o Rosji i Związku Sowieckiem mówili głównie przedwojenny lumpenproletariat, goebbelsowska propaganda w Generalnym Gubernatorstwie, gdzie bolszewicki „dziki Azjata” miał w dodatku semickie rysy, oraz… część wykształconej już w Polsce Ludowej pseudointeligencji, ale ci ostatni mówili to po cichu i „prywatnie”, bo oficjalnie chwalili „ustrój sprawiedliwości społecznej”, a nawet byli członkami PARTII RZĄDZĄCEJ.
Skąd bierze się cichy renesans tego rodzaju w sumie dyskredytujących, wręcz rasistowskich poglądów, których anachronizm jest czymś oczywistym? Przecież w tej pseudodoktrynie określenie „Azjata” ma wyłącznie pejoratywny sens, co w zestawieniu z osiągnięciami kulturowymi, cywilizacyjnymi i przemysłowymi państw azjatyckich jest przecież kompletnym absurdem. Prawdopodobnie współczesny autor tych wynurzeń pisze swoje teksty na „azjatyckim” laptopie, korzysta z równie „azjatyckiego” telefonu i jeździ samochodem wyprodukowanym przez owych „Azjatów”, których uważa za „dzicz”.marucha.wordpress.com/2015/07/17/anatomia-rusofobii/#more-52265
Może więc nie warto zawracać sobie głowy bredzeniem jakichś rusofobów, którzy w tak nieskomplikowany sposób wyjaśniają zawiłości współczesnego świata? Sądzę, że jednak warto, bo dzięki lekturze tego rodzaju dzieł trochę lepiej zrozumiałem naszych bliźnich, a przede wszystkim pojmuję przyczyny eksplozji nienawiści dominującej w naszych ocenach współczesnej i historycznej