Dodaj do ulubionych

Piosenka o...

17.09.09, 15:01
...(o-)pozycyjnym, "wiejskim" studencie.
A jak pięknie pasuje ona do dzisiejszych studentów WSAP-u, którym z taką
łatwością platformowe władze uczelni mieszają w pustych głowach.

https://www.youtube.com/watch?v=LwaDoEs0st4
Obserwuj wątek
    • macrow Re: Piosenka o... 24.09.09, 10:22
      hmm...
      raczej pasuje do samej Pani Kudryckiej. Zacytuję za Polityką:

      Jej nominacja zdziwiła profesurę Warszawy, Krakowa, Gdańska i
      Wrocławia. – Nie jest znana w środowisku. Wszyscy zachodzimy w
      głowę, jakim będzie ministrem – mówi prof. Tadeusz Luty,
      przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.
      Wątpliwości środowiska akademickiego budzi fakt, że jako polityk
      działała głównie poza Polską. Jako posłanka do europarlamentu od
      2004 r. nie zajmowała się nauką. Pracowała w komisji wolności
      obywatelskich, sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. – Nie znam pani
      profesor osobiście, więc nie mogę oceniać tej nominacji – powiada
      prof. Michał Kleiber, prezes PAN, minister nauki w latach 2001–
      2005. – W każdym razie marzy mi się minister kompetentny, ale i
      bardzo silny politycznie.

      Jako minister prof. Kudrycka na pewno nie będzie miała łatwo. Świat
      akademicki w Polsce jest dość oporny na zmiany, a dużo się mówi o
      feudalnych stosunkach na uczelniach, o ucieczce młodych naukowców na
      Zachód, o oszustwie edukacyjnym, jakiego dokonują marne
      przedsiębiorstwa zarobkowe pod szyldem szkoły wyższej. Zdaniem
      Kleibera dojrzeliśmy do tego, żeby stworzyć i dopieszczać
      kilkanaście elitarnych uczelni. Musi się zmienić sporo w
      finansowaniu badań. Czy Kudrycka będzie potrafiła twardo stawiać na
      konkurencyjność, jeśli chodzi o rozdział środków? Finansować nie „po
      uważaniu”, znajomości, lecz najlepsze ośrodki? Na razie nikt nie
      wie, a pani minister należy do osób raczej oszczędnych w słowach.

      W pociągu zaiskrzyło

      Jesienią 1974 r. 18-letnia Basia Stelmaszyńska przyjechała do
      stolicy z Białegostoku na studia prawnicze na Uniwersytecie
      Warszawskim. O tym, że będzie studiowała prawo, wiedziała już na
      początku ogólniaka, renomowanego III LO. – Atrakcyjna, energiczna,
      przebojowa. Zawsze wiedziała, czego chce – wspomina Tadeusz
      Słobodzianek, dramatopisarz, który w „trójce” chodził do równoległej
      klasy.

      Przed Wielkanocą 1975 r. – była na I roku – jechała na święta
      pociągiem do domu. I wtedy zobaczyła Leszka. Kudrycki był studentem
      V roku prawa: – Coś zaiskrzyło – wspomina mecenas Leszek Kudrycki –
      i kilka miesięcy później, 7 września, wzięliśmy ślub.

      Tak była zakochana, że zrezygnowała ze studiów w Warszawie (zarówno
      wczesne zamążpójście, jak i ta rezygnacja nie wzbudziły zachwytu
      rodziców, bo w tych czasach prymusi z Białegostoku startowali na
      studia albo do Warszawy, albo na tutejszą Akademię Medyczną).
      Przeniosła się do ówczesnej filii UW w Białymstoku. Trzy lata
      później prof. Andrzej Stelmachowski prowadził seminarium
      magisterskie z prawa rolnego: – To nie było pasjonujące, ale
      wybrałam osobowość profesora i nie pomyliłam się – powiada pani
      minister. – Profesor nauczył mnie między innymi szacunku dla
      studenta. Tytuł pracy magisterskiej: „Usługi remontowo-budowlane
      spółdzielni kółek rolniczych”. Po obronie prof. Stelmachowski
      zaproponował asystenturę w filii UW w Białymstoku. Przyjęła.

      W 1979 r. sekretarz Podstawowej Organizacji Partyjnej złożył jej
      propozycję, żeby zapisała się do PZPR. Potrzebujemy, mówił, takich
      jak wy, krytycznych towarzyszek. Poradziła się męża. Powiedział:
      jeśli chcesz wiedzieć, co się dzieje na uczelni, to najlepiej
      dowiesz się na zebraniach POP. Zapisała się, chyba na początku 1980
      r. Zaraz jednak przyszedł Sierpień, Solidarność: – Strajkowałam ze
      studentami, na początku stanu wojennego jako jedyna na wydziale
      złożyłam legitymację – mówi. – Z pracy mnie nie wyrzucili, ale
      skończyły się nagrody.

      Doktorat i habilitację robiła w Warszawie. W 1985 r. promotorem jej
      pracy doktorskiej („Wpływ obywatela na rozstrzygnięcia administracji
      terenowej nie mające charakteru decyzji administracyjnej”) na UW był
      prof. Marek Wierzbowski, dzisiaj kierownik Katedry Prawa i
      Postępowania Administracyjnego oraz szef znanej kancelarii, która
      specjalizuje się w prawie gospodarczym: – Rada wydziału jednomyślnie
      zagłosowała za nadaniem jej stopnia doktora. Dzisiaj to osoba o
      ugruntowanej pozycji naukowej. Zdecydowana, opanowana, bardzo dobrze
      zorganizowana, nie generuje sytuacji skutkujących anegdotami.

      Istotnie, jedyna anegdota, jaką sobie prof. Kudrycka przypomina,
      dotyczy konferencji o samorządzie lokalnym w nobliwym kikowskim
      gronie. W 1994 r. – a była wtedy w szóstym miesiącu ciąży – siadając
      do dyskusji rozpięła uciskającą spódnicę. – Dwie godziny później nie
      pamiętałam już o tym, wstałam i ku swojemu przerażeniu poczułam, jak
      spódnica spada mi na podłogę. Na szczęście byłam w długim swetrze.

      Znajomi wspominają Kudryckich z początku lat 90. jako rozpoznawalną
      w Białymstoku urodziwą parę ludzi sukcesu: ona – wysoka, atrakcyjna,
      z burzą rudych włosów, u progu kariery naukowej, on – przystojny
      blondyn, adwokat, młody, ale już znany ze skuteczności. Potem miał
      zasłynąć jako obrońca miejscowego mafioso Kucharza, aż wreszcie
      osławionego Dziada, zmarłego niedawno Henryka Niewiadomskiego.

      W 1993 r. Barbara wyjeżdża na stypendium do USA (Rutgers
      University), w 1994 r. zostaje stypendystką British Council w School
      of Public Policy na uniwersytecie w Birmingham. W latach 1995–97
      jest stypendystką NATO. W 1995 r. habilituje się: „Dylematy
      urzędników administracji publicznej. Zagadnienia administracyjno-
      prawne”. Mówi bez kartki. Rada wydziału także jednomyślnie nadaje
      jej stopień doktora habilitowanego. Starsza córka Karolina ma
      wówczas 14 lat, młodsza Zuzia – rok. – Mama często wyjeżdżała, ale
      kontakt z nami miała non stop – wspomina Karolina, dzisiaj 26-
      letnia. – Opiekował się nami ojciec, żyli jeszcze dziadkowie.
      Dostawałam też, co dla dziecka było ważne, fajne prezenty.

      – Rodzina akceptowała moją pracę – mówi prof. Kudrycka.

      Kupił żonie szkołę

      W 1997 r. Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej, założona przez prof.
      Jerzego Regulskiego, otwiera w Białymstoku Wyższą Szkołę
      Administracji Publicznej (WSAP), jedną z czterech takich uczelni w
      kraju. Kudrycka startuje w konkursie, wygrywa i w marcu 1998 r.
      zostaje jej rektorem; pełni tę funkcję przez trzy kolejne kadencje.

      Szkoła samofinansuje się (czesne: 3,4–3,8 tys. zł za rok), a 80
      proc. jej studentów zaocznych to urzędnicy państwowi i samorządowi z
      regionu, którzy mogą tu otrzymać tytuł licencjata na jednym z
      czterech kierunków: administracji, stosunków międzynarodowych,
      filozofii, kulturoznawstwa lub zdrowia publicznego.

      – Pierwsze wykłady odbywały się w nieogrzewanej sali kina Syrena –
      wspomina Joanna Dolecka, prowadząca wówczas promocję WSAP. –
      Studenci siedzieli na widowni w kożuchach. Wkrótce Kudrycka
      wypatrzyła w Dojlidach zdewastowany XIX-wieczny pałac niemieckich
      latyfundystów Rudigerów, po I wojnie – Lubomirskich.

      Szkoła kupiła pałac od gminy za 155 tys. zł. Remont trwał 14
      miesięcy, finansowany był przez 3 lata i kosztował ponad 4 mln zł. 3
      mln zainwestowała WSAP (z czesnego), po kilkadziesiąt tysięcy
      dołożyli konserwator zabytków, Ministerstwo Kultury i Wojewódzki
      Fundusz Ochrony Środowiska. Prawie 800 tys. zł Kudrycka zdobyła w
      Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. W 2000 r. WSAP miała piękną
      siedzibę. Jak to w Białymstoku bywa, pojawiły się niechętne
      komentarze: to za pieniądze po ojcu, który kiedyś był dyrektorem
      Banku Gospodarki Żywnościowej. Albo: mąż jest adwokatem, broni
      różnych mafiosów za ciężkie pieniądze i za nie kupił żonie szkołę. –
      WSAP nie jest prywatną uczelnią. Nikt, oprócz fundacji, nie ma tu
      żadnych udziałów – oburza się mecenas Kudrycki. – Dziad, czyli pan
      Niewiadomski, uważał, że nie musi mi płacić, bo mam z tego świetną,
      darmową rekla
      • macrow Re: Piosenka o... 24.09.09, 10:22

        w WSAP. – Wiem, że się nie obrazi, bo ma dystans wobec siebie.
        Żelazna, ale i ciepła. Na przykład funduje stypendia Białorusinom,
        których nie stać na naukę w Polsce. Nie odwleka decyzji, podejmuje
        je szybko.

        Tomasz Lengren, aktor i reżyser. Dwa lata jako visiting professor
        wykładał w WSAP: – Z panią Basią poznaliśmy się na obozie uczelni
        artystycznych. Bardzo aktywna, pomysłowa. Gdy została rektorem i
        otworzyła kierunek – jeśli dobrze pamiętam – kulturoznawstwo albo
        media, zaproponowała mi wykłady. Między innymi dzięki temu zostałem
        profesorem nadzwyczajnym.

        Prof. Jerzy Kopania, filozof, rektor WSAP od października 2007 r.,
        wcześniej prorektor szkoły: – W czasie naszej dwuletniej współpracy
        nigdy nie dopuściła do sytuacji konfliktowej. Różnice zdań
        wyjaśnialiśmy na bieżąco.

        W 2004 r. w okręgu Warmia i Mazury oraz Podlasie wygrała wybory do
        Parlamentu Europejskiego (50 tys. głosów). W pobitym polu zostawiła
        Krzysztofa Hołowczyca (30 tys. głosów), który właśnie zasiadł w
        fotelu eurodeputowanego zwolnionym przez prof. Kudrycką.

        Białostocka opinia publiczna pamięta, jak odnalazła się w roli
        polityka na publicznych zgromadzeniach. Kulminacyjnym momentem
        kampanii w 2004 r. miał być lot balonem. „Chcę w ten sposób wznieść
        się ponad podziały polityczne” – wyjaśniała dziennikarzom prof.
        Kudrycka. Jednak balon z pasażerką wzniósł się ledwie kilka metrów.
        Nie spuszczono go z uwięzi, bo wiał silny wiatr i mógłby się gdzieś
        zapodziać.

        Złośliwi twierdzili, że organizacja masowego poparcia nie jest dużą
        trudnością, gdy ma się we władzy studentów – urzędników. Ale
        Kudrycka talent do porywania tłumów, zdumiewający dla tych, którzy
        ciągle widzą w niej przykładną prymuskę, potwierdziła też podczas
        ostatniej kampanii wyborczej, kiedy towarzyszyła na scenie Donaldowi
        Tuskowi podczas białostockiej konwencji PO. Do Platformy wstąpiła
        dopiero po wyborach do europarlamentu w 2004 r.

        Chanel i Coelho

        Jako o jednej z siedmiu polskich europarlamentarzystek rozpisywały
        się o niej gazety. Policzono, że od jej mieszkania w Brukseli do
        wejścia do europarlamentu jest 95 kroków, a od wejścia do jej biura –
        cztery razy tyle. Ulubione perfumy: „w zależności od nastroju Coco
        Chanel lub Yves Saint Laurent. Ulubione piosenki: te z Piwnicy pod
        Baranami, szczególnie „Dezyderata”. Ulubiona książka: „Alchemik”
        Paulo Coelho. Ulubione danie: mięso z grilla, pierogi z jagodami,
        słodycze. Specjalność: bigos według przepisu Marii Iwaszkiewiczowej.
        Ulubiony sposób spędzania wolnego czasu: w domu, z rodziną lub na
        korcie albo na rowerze.

        Prof. Kudrycka wyjeżdżając do Brukseli obiecywała sobie, że na każdy
        weekend będzie przyjeżdżać do domu. W białostockich Dojlidach, w
        bliźniaku z ogrodem i starannie przystrzyżoną trawą, na której
        szaleje Hermes, biały terier, przed garażem dwa auta z wyższej
        półki: Volvo i BMW. Na ścianach dużo grafiki i olejny portret pani
        Barbary z okresu, gdy była w ciąży z Zuzią. Mecenas Kudrycki pytany,
        czy cieszy się, że żona została ministrem, odpowiada
        dyplomatycznie: – Jeśli żona się cieszy, to i ja się cieszę.

        Młodsza córka Zuzia lubi malować. Starsza Karolina poszła w ślady
        matki. Studiowała prawo europejskie w Belgii w ramach programu
        Socrates Erazmus. Dzisiaj jest asystentką w Katedrze Prawa
        Europejskiego na Uniwersytecie Białostockim. W Belgii poznała
        Aleksa, francuskiego prawnika. Niedługo wesele. W Białymstoku.
        Młodzi będą mieszkać w Polsce: – Alex mówi, że w Polsce żyje się
        bezpieczniej niż we Francji – twierdzi pani minister.

        Prof. Luty nową minister poznał kilka dni przed nominacją, we
        Wrocławiu. Rozmowa była krótka: – Niewątpliwie ma tę zaletę, że
        potrafi słuchać i wyraża życzliwość. Mam zaufanie do premiera, że
        dostrzegł u pani profesor cechy, których my jeszcze nie widzimy.

        – Bardzo dobra uczennica, ambitna, atrakcyjna – wspomina Ewa
        Małyszko, adwokat, przyjaciółka ze szkolnych czasów. I zapewnia: – I
        tak jej zostało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka