macrow
19.05.10, 13:09
1. skad na internecie wziely sie informacje dotyczace metematyki, historii,
literatury? a no, z ksiazek wlasnie. tyle, ze informacje przedstawiane na
internetowych stronach sa streszczeniem swoich zrodel. a czym jest nauka z
ksiazki, czym nauka z jej kondensatu, czyli streszczenia? ...sami pamietamy.
2. pani gwaj mowi: "Nie oszukujmy się - żeby się przygotować, muszą korzystać
z sieci. Nie da się inaczej. Poza tym to uczniowie pracują, nie nauczyciel.
Uczą się tak organizować czas, żeby jak najwięcej się nauczyć.", dalej: "Prac
nie trzeba drukować, kserować, każdy ma je na swoim komputerze. Nawet ich
sprawdzanie jest teraz łatwiejsze. Przysyłają mi wypracowania pocztą
elektroniczną, ja nie muszę ich już nosić ze szkoły do domu."
zeby sie przygotowac, musza korzystac z sieci? inaczej sie nie da? taki
przymus nie stawia w dobrym swietle systemu nauczania - myslalem, ze pozwala
sie ucziowi na korzystanie z dodatkowych zrodel. a tu sie okazuje, ze wolnosc
sie kurczy. sila odciaga sie uczniow od ksiazek, od skupienia na nauce bez
flashowych reklam.
uczniowie pracuja, nie nauczyciel? -smutna prawda! zreszta malo
dyplomatyczna wypowiedz z ust nauczycielki. dlatego tez nigdy nie zrozumiem
uleglosci wielu rodzicow wobec nauczycieli ich dzieci. prawda jest taka, ze
uczen zachrzania, a nauczyciel jest jedynie uslugodawca - podobnie, jak
lekarz, slusarz, mechanik. w przypadku omowionej tutaj szkoly, nawet slono
oplaconym uslugodawca. a mowi wszystkim wokol, co maja robic, jak sie ubierac
(lub ubierac swoje dzieci), jak sie zachowywac... z papierosem lub piwem po
lekcjach? to ma byc nieprzyzwoite? - ja jako przyzwoity maturzysta z paleniem
i piciem zawsze czekalem do zakonczenia lekcji. no, ale wracajac do tematu:
chcialbym wiedziec, czy nauczycielka ma poczucie wstydu, jezeli 90% jej
uczniow chodzi na prywatne korepetycje przed matura? ja bym mial.
nie trzeba drukowac, nie trzeba nosic, a nawet sprawdzanie deleguje sie do
komputera? to w ogole jeszcze trzeba robic? posadzic ucznia przed
komputerkiem i czekac na email?
ucza sie zorganizowac czas, zeby jak najwiecej sie nauczyc? a tak. jak
najwiecej. zero jakosci, najwazniejsza ilosc. jak juz w pkt. 1 napisalem:
nauka ze streszczen nie przynosi efektow. czy to, ze shakespeare pisal o
macbeth i ewentualnie, co pisal o macbeth, jest wazniejsze od tego, jak pisal?
mi sie wydaje, ze wrecz odwrotnie! czy po lekturze internetowych streszczen
ktos bedzie w stanie zacytowac? co z tego, ze znaja daty historyczne i nic nie
mowiace nazwiska, skoro nie daje sie im zaglebic i zrozumiec procesow? co z
tego, ze znaja ogromna ilosc wzorow matematycznych?
3. ten caly proces nie ma w sobie niczego pozytywnego! z czego sie tu cieszyc?
z tego, ze uczen nie czyta ksiazek, ale o ksiazkach? z tego, ze musi
przetworzyc ogromna ilosc bezuzytecznych i niescislych informacji? z tego, ze
ma sie uczyc duzo, a nie dobrze? ze podczas nauki po oczach dostaje flashowymi
reklamowkami, ktore nie dosc ze denerwuja, to i odwracaja uwage? -z punkt
widzenia pani gwaj, jest jeden powod do radosci - nie trzeba nosic, pisac,
sprawdzac.
a najlepsze w tym wszystkim jest to, ze mowa o "klasie humanistycznej" :) ktos
sie zastanowil nad znaczeniem tego pojecia?
"Napisał ją wzorowo. Jeden taki się zdarzył na kilka lat." - moje gratulacje.