gorby
30.03.06, 10:56
art. 53 konstytucji, który mówi, że religia Kościoła lub innego związku
wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w
szkole. Czyli formalnie religia może być nauczana wyłącznie fakultatywnie -
wyjaśnia dr Leszczyński. Jego zdaniem pomysł z religią nie może zostać
zaakceptowany bez szerokich konsultacji społecznych, m.in. z radami rodziców,
uczniami, Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i nauczycielską „Solidarnością".
Prawnik przypomina, że religia została wprowadzona do szkół kuchennymi
drzwiami 16 lat temu, kiedy wiceministrem edukacji była Anna Radziwiłł. W
1990 r. media ujawniły, że została wydana instrukcja ministra edukacji
narodowej prof. Henryka Samsonowicza. W tym dokumencie, który nie miał form
ustawy, ustanowiono, że od 1 września ówczesnego roku do szkół wraca religia
jako przedmiot nadobowiązkowy. W 1992 r. na mocy rozporządzenia ministra
edukacji Andrzeja Stelmachowskiego do rad pedagogicznych weszli księża i
katecheci. Obecny rząd chce podobną netodą zrobić kolejny krok: uczynić z
religii przedmiot obowiązkowy.
bp Stanisław Wielgus krytykował obecną sytuację, w której uczniowie mogą
wybierać te przedmioty jako zajęcia dodatkowe lub nie chodzić na nie w ogóle.
I takich uczniów jest, zdaniem bp. Wielgusa, zbyt dużo
www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006033003
koscielna osmiornica nie traci czasu.
(..)
Religia lub etyka mogą bardzo szybko stać się przedmiotami obowiązkowymi w
szkołach publicznych. Dziś są one zajęciami do wyboru i wielu uczniów z nich
rezygnuje. To nie podoba się Kościołowi, który chce, żeby stopień z religii
był wliczany do średniej ocen. Katoliccy hierarchowie wiedzą doskonale, że w
wielu szkołach zajęcia z etyki nie są organizowane, a religii uczy się
wszędzie. Wprowadzenie obowiązku uczęszczania na ten przedmiot zapewni
stuprocentową frekwencję u katechetów.