ralston
03.07.02, 14:25
Pracownikowi szwajcarskiej kontroli lotów, który w nocy z poniedziałku na
wtorek zrobił sobie przerwę, żadna przerwa nie przysługiwała - poinformował w
środę Toni Maag, szef firmy Skyguide, odpowiadającej za kontrolę lotów.
W czasie, kiedy doszło do zderzenia baszkirskiego Tu-154 z Boeingiem firmy
kurierskiej DHL nad południowymi Niemcami, tylko jeden kontroler zajmował się
maszynami, przelatującymi nad tym obszarem. Tymczasem kontrolerów powinno być
dwóch, ponieważ wyłączono w celu konserwacji automatyczny system ostrzegający,
że maszyny są na kursie kolizyjnym.
Firma Skyguide odpowiada za kontrolę lotów na obszarze, obejmującym rejon
Zurychu oraz część południowych Niemiec. Maag powiedział, że zgodnie z
wewnętrznymi wytycznymi Skyguide, w przypadku wyłączenia automatycznego systemu
ostrzegania, służbę musi pełnić dwóch kontrolerów.
W momencie katastrofy, w której zginęło 71 osób, dwaj kontrolerzy byli w pracy,
ale jeden z nich zrobił sobie przerwę, podobno w porozumieniu z kolegą. Firma
Skyguide przyznała już, że kontroler ten zaledwie na 50 sekund przed zderzeniem
polecił kapitanowi baszkirskiej maszyny zmniejszenie wysokości. (PAP)
A człowiek tak ufa jak wsiada do samolotu, że wszyscy wokół czuwają nad tym,
żeby było bezpiecznie...