Dodaj do ulubionych

Dobranoc Białostotczanie

    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 20.01.06, 00:17

      Cześć Robaczki i Dobranoc...


      Z DRZEWCEM
      Jacek Kleyff

      O WYTRZYMAJ STERANA I SŁABA,
      RACZ WYBACZYĆ TYM WSZYSTKIM , CO Z CIEBIE,
      MIEJ W OPIECE NAS WSZYSTKICH, NAS WSZYSTKICH
      MIEJ W OPIECE NAS WSZYSTKICH I SIEBIE,

      Z DRZEWCEM CO LEDWIE TKWI ZAMIAST MASZTU
      LATA MKNĄ LUDZIE WCIĄŻ BEZ SWYCH ŻAGLI
      BIORĄ WDECH, ALE ZNÓW SZANS NIE MAJĄ
      BY DOGONIĆ SWÓJ CZAS KTÓRY NAGLI

      JAK TU ŻYĆ, ŻEBY ZNÓW NIE MIEĆ ŻALU
      MÓWIĆ: TAK, JEŚLI TO ŻADEN WYCZYN
      ZABRAKŁO NAM SWADY DZIŚ I LOKALU
      BO ZAJĘTY PRZEZ ŻALÓW TYCH SETKI PRZYCZYN

      TRUDNO JEST WIERZYĆ WCIĄŻ SWYM MARZENIOM
      KTÓRE TRWAJĄC TAK NUDNE SIĘ STAJĄ
      TRUDNO JEST SIEBIE OT TAK PRZESKOCZYĆ
      GDY POPRZECZKĘ PO SKOKU STRĄCAJĄ

      NIE WIESZ JAK SPROSTAĆ, GDY NIC NIE PROSTE
      POJĄĆ TO SKORO KTOŚ Z DOBRYCH CHĘCI
      OBIETNICE SWE TUŻ PRZED ROZDANIEM
      POPĘCZKOWAŁ I ŁEB IM UKRĘCIŁ

      CIESZY SIĘ DZIŚ TWYM ZAUFANIEM
      MŁODA BRAĆ Z HIGIENICZNYM UŚMIECHEM
      CO PRZEMAWIA JAK SAMO MÓWIENIE A GDY ŻRE
      TO JEST JEDYNYM BEBECHEM

      KULOM NIE KŁANIASZ SIĘ W SWOJEJ WALCE
      SCHYLISZ ŁEB ZA DWA, LUB ZA SEZON
      KANONADA SERDELKÓW I SZMALCU
      ARTYLERIA SZYKUJE SALCESON

      O WYTRZYMAJ STERANA I SŁABA
      RACZ WYBACZYĆ TYM WSZYSTKIM, CO Z CIEBIE
      MIEJ W OPIECE NAS WSZYSTKICH, NAS WSZYSTKICH
      MIEJ W OPIECE NAS WSZYSTKICH I SIEBIE

      MIEJ W OPIECE NAS WSZYSTKICH, NAS WSZYSTKICH
      JEŚLI SAMA NIE JESTEŚ W POTRZEBIE


    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 21.01.06, 01:12
      Papapapapapapapapapapapatki Dobranoc ....

      Ain't No Cure For Love
      Leonard Cohen

      I loved you for a long, long time I know this love is real
      It don't matter how it all went wrong That don't change the way I feel
      And I can't believe that time's gonna heal this wound
      I'm speaking of There ain't no cure, There ain't no cure, There ain't no cure
      for love

      I'm aching for you baby I can't pretend I'm not I need to see you naked
      In your body and your thought I've got you like a habit
      And I'll never get enough There ain't no cure, There ain't no cure, There ain't
      no cure for love
      There ain't no cure for love There ain't no cure for love

      All the rocket ships are climbing through the sky The holy books are open wide
      The doctors working day and night But they'll never ever find that cure for
      love
      There ain't no drink no drug (Ah tell them, angels)
      There's nothing pure enough to be a cure for love
      I see you in the subway and I see you on the bus
      I see you lying down with me, I see you waking up
      I see your hand, I see your hair Your bracelets and your brush
      And I call to you, I call to you But I don't call soft enough
      There ain't no cure, There ain't no cure, There ain't no cure for love

      I walked into this empty church I had no place else to go
      When the sweetest voice I ever heard, whispered to my soul
      I don't need to be forgiven for loving you so much
      It's written in the scriptures It's written there in blood
      I even heard the angels declare it from above There ain't no cure, There ain't
      no cure,
      There ain't no cure for love
      There ain't no cure for love There ain't no cure for love

      All the rocket ships are climbing through the sky The holy books are open wide
      The doctors working day and night But they'll never ever find that cure, That
      cure for love

      ________________________

      Na miłość nie ma lekarstwa
      Kochałem cię tak długo, że
      To jest napewno miłość
      Nie ma znaczenia dlaczego
      To wszystko się popsuło
      I nie wierzę, by czas uleczyć mógł
      Tę ranę, na którą się skarżę
      Na miłość nie ma, na miłość nie ma
      Na miłość nie ma lekarstwa

      Tęsknię za tobą aż do bólu
      Nie będę udawał, że nie
      I chcę oglądać nago
      Ciało i myśli twe
      Weszłaś mi w zwyczaj i nigdy
      Przenigdy mi ciebie nie starczy
      Na miłość nie ma, na miłość nie ma
      Na miłość nie ma lekarstwa

      Na miłość nie ma lekarstwa
      Na miłość nie ma lekarstwa
      Rakiety w niebo wciąż się pną
      Szeleszczą karty świętych ksiąg
      Doktorzy ślęczą dzień i noc
      Lecz nie znajdą nigdy go
      Tego lekarstwa
      Nie ma napoju ani proszku
      Nic tak czystego się nie znajdzie
      Żeby być mogło tym lekarstwem

      Ja widzę ciebie w metrze
      I widzę w autobusie
      Widzę, że leżysz przy mnie
      I widzę, jak się budzisz
      Widzę twoją dłoń i włosy
      Szczotkę i bransoletki
      I wołam cię, lecz chyba
      Nie dosyć delikatnie
      Na miłość nie ma, na miłość nie ma
      Na miłość nie ma lekarstwa

      Wszedłem do pustego kościoła
      Nie miałem dokąd pójść
      Najsłodszy głos wyszeptał tam
      Mej duszy kilka słów
      Nie potrzebuję wybaczenia
      Że tak cię kocham wciąż
      Jest zapisane w księgach
      Jest zapisane krwią
      I nawet aniołowie
      Stwierdzili to wyraźnie
      Na miłość nie ma, na miłość nie ma
      Na miłość nie ma lekarstwa

      tłumaczenie Maciej Zembaty
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 22.01.06, 00:30
      Hej Ty
      przekład Tomasz Beksiński


      Hej Ty! Samotny, tam na zewnątrz, w zimnie
      Starzejesz się. Czy czujesz, że jestem?
      Hej Ty! Stoisz w przejściu
      Ze swędzącymi stopami i gasnącym uśmiechem
      Czy czujesz, że jestem?
      Hej Ty! Nie pozwól im pogrzebać światła
      Nie poddawaj się bez walki
      Hej Ty! Tam na zewnątrz, samotny
      Siedzisz nago przy telefonie
      Czy chcesz mnie dotknąć?
      Hej Ty! Z uchem przy Murze
      Czekając na kogoś, kto by oddzwonił
      Czy chcesz mnie dotknąć?
      Hej Ty! Czy pomożesz mi przenieść ten kamień
      Otwórz swe serce. Przybywam do domu.
      Ale to było tylko złudzenie
      Jak widzisz, Mur był zbyt wysoki
      Nieważne, jak by próbował, nie będzie mógł się wydostać
      A robaki zeżrą jego umysł
      Hej Ty! Tam, na ulicy
      Robisz to, co Ci kazali, czy możesz mi pomóc?
      Hej Ty! Tam, poza Murem
      Tłukący butelki w korytarzu! Czy możesz mi pomóc?
      Hej Ty! Nie mów, że nie masz już w ogóle szans
      Stoimy razem, rozdzieleni upadniemy.
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 22.01.06, 22:36

      Dobranoc
      Ciepłej Nocki życzy Wam Morfi :))



      Stary album
      ______________
      Autorzy:
      słowa: Irek Wójcicki
      muzyka: W. Iłowski

      Czasami nocami, gdy bijesz się z myślami,
      Że jakoś nie masz w życiu szczęścia,
      Cicho - nie budząc żony - po album zakurzony,
      Sięgasz, by ujrzeć stare zdjęcia.

      Czujesz jak ci wiatr burzy włosy,
      Znowu słyszysz schrypnięte głosy,
      W ustach kuflowego piwa masz smak,
      Ze znajomych twarzy pył ścierasz,
      Chociaż nie wiesz gdzie oni teraz,
      Wszyscy ci, z którymi związał cię szlak,
      Łaj, łagadam daj...

      Te świty, kobity, kieliszek niedopity,
      Iluż tych ludzi się poznało,
      Tu obiad w mlecznym barze, tam wieczór przy gitarze,
      Tak wiele tego a wciąż mało.

      Nie szkodzi, że młodzi po górach nie chcą chodzić,
      Że nikt już śpiewać nie potrafi,
      Ty patrząc w tamte twarze, wiesz, że nic nie wymaże,
      Wspomnień zaklętych w fotografii,

      Czujesz jak ci wiatr burzy włosy,
      Znowu słyszysz schrypnięte głosy,
      W ustach kuflowego piwa masz smak,
      Ze znajomych twarzy pył ścierasz,
      Chociaż nie wiesz gdzie oni teraz,
      Wszyscy ci, z którymi związał cię szlak,
      Łaj, łagadam daj...

      ;)
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 24.01.06, 00:18

      Erotyk prosty

      Daj ciepło Twoje daj kształt twarzy
      A włosy moje do ust przytul
      Pieśń jaką znasz najstarszą zanuć
      Nie słowem lecz dłońmi pytaj
      Weź oczy daję w nich pragnienie
      Mych ramion weź przystań cichą
      Weź potu zapach a z rąk drżenie
      Jak z talii kart mnie wyczytaj
      Wejdź we mnie falą wpłyń wpłyń we mnie
      Pod serce dojdź aż do krzyku
      Krwi potem spokój wróć znużeniem
      Półsennie niech płynie w żyłach
      I dłonie nasze spleć w sytości
      Posłuchaj jak cisza rośnie
      Wiesz sporo czasu do jasności
      Czekajmy niech wpierw noc zaśnie

      sł.Wojciech Bellon
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 25.01.06, 00:17

      Właśnie tak dobranoc

      Gdzie diabeł dobranoc mówi do ciotki
      Gdzie w cichej niezgodzie przyszło nam żyć
      Na piecu gdzieś mieszkają plotki
      Wychodzą na świat, gdy chce im się pić

      Niewiele im trzeba,żywią się nami
      Szczęśliwą miłością, płaczem i snem
      Zwyczajnie, ot przychodzą drzwiami
      Pospieszne jak dym i lotne jak cień

      Gadu,gadu,gadu
      Gadu,gadu,gadu nocą...
      Baju,baju, baju
      Baju,baju,baju w dzień.

      Gadu,gadu,gadu
      Gadu,gadu,gadu nocą...
      Baju,baju, baju
      Baju,baju,baju w dzień.

      Gdzie wdowa do wdówki mówi - kochana ...
      Gdzie tu rękawiczka czeka na mysz
      Gdzie każdy ptak zna swego pana
      Tam wiedzą -
      Co jesz,co pijesz,gdzie śpisz.

      Gdy noc na miasteczko spada jak sowa
      Splatają się ręce takich jak My
      I strzeże nas księżyca owal, by żaden zły wilk
      Nie pukał do drzwi
      A potem siadamy tuż przy kominku
      I długo gadamy, że to, że sio...
      Tak samo, jak ten tłum na rynku
      Pleciemy co kto..
      Kto kiedy...
      Gdzie kto...

      Gadu,gadu,gadu
      Gadu,gadu,gadu nocą...
      Baju,baju, baju
      Baju,baju,baju w dzień.

      Gadu,gadu,gadu
      Gadu,gadu,gadu nocą...
      Baju,baju, baju
      Baju,baju,baju w dzień.
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 29.01.06, 22:41
      Jeśli wola Twa
      L.Cohen

      Jeśli wola Twa
      to umilknę znów
      i uciszę głos
      tak jak kiedyś już
      I w milczeniu tym
      będę czekał aż
      znowu wezwiesz mnie
      jeśli wola twa
      Jeśli wola Twa
      prawdą zabrzmi głos
      i z Kalwarii tej
      pieśń zaśpiewam swą
      I z Kalwarii tej
      modły w górę wzniosą się
      Jeśli wola Twa
      zaśpiewam pieśń

      Jeśli wola Twa
      jeśli wybór masz
      rzekom wodę daj
      wzgórzom radość daj
      Litościwy bądź
      dla płonących w piekle serc
      jeśli wola Twa
      to ulecz je

      I mocniej nas zwiąż
      i bliżej weź
      w wojennym rynsztunku
      wszystkie dzieci twe
      W świetlistych łachmanach
      gotowe na kaźń
      i zakończ tę noc
      jeśli wola Twa
      jeśli wola Twa


      tłumaczenie Maciej Zembaty
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 31.01.06, 00:40

      Dobranoc

      >Ne me quitte pas<
      __________________
      Ne me quitte pas
      Il faut oublier
      Tout peut s'oublier
      Qui s'enfuit déjŕ
      Oublier le temps
      Des malentendus
      Et le temps perdu
      A savoir comment
      Oublier ces heures
      Qui tuaient parfois
      A coups de pourquoi
      Le coeur du bonheur
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas

      Moi je t'offrirai
      Des perles de pluie
      Venues de pays
      Oů il ne pleut pas
      Je creuserai la terre
      Jusqu'aprčs ma mort
      Pour couvrir ton corps
      D'or et de lumičre
      Je ferai un domaine
      Oů l'amour sera roi
      Oů l'amour sera loi
      Oů tu serm reine
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas

      Ne me quitte pas
      Je t'inventerai
      Des mots insensés
      Que tu comprendras
      Je te parlerai
      De ces amants-lŕ
      Qui ont vu deux fois
      Leurs coeurs s'embraser
      Je te raconterai
      Uhistoire de ce roi

      Mort de n'avoir pas
      Pu te rencontrer
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas

      On a vu souvent
      Rellir le feu
      De l'ancien volcan
      Qu'on croyait trop vieux
      Il est paraît-d
      Des terres brűlées
      Donnant plus de blé
      Qu'un meilleur avril
      Et quand vient le soir
      Pour qu'un ciel flamboie
      Le rouge et le noir
      Ne s'épousent-ils pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas

      Ne me quitte pas
      Je ne vais plus pleurer
      Je ne vais plus parier
      Je me cacherai lŕ
      A te regarder
      Danser et sourire
      Et ŕ t'écouter
      Chanter et puis rire
      Laisse-moi devenir
      L'ombre de ton ombre
      Uonibre de ta main
      Uombre de ton chien
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas
      Ne me quitte pas

      *
      Nie opuszczaj mnie
      ________________

      Nie opuszczaj mnie
      Każda moja łza
      Szepcze, że co złe
      Się zapomnieć da
      Zapomnijmy ten utracony czas
      Co oddalał nas
      Co zabijał nas
      I pytania złe
      I natrętne tak
      Jak? Dlaczego? Jak?
      Zapomnijmy je
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...

      Ja deszczowym dniem
      Ci przyniosę z ziem
      Gdzie nie pada deszcz
      Pełen deszczu sznur
      Jeśli umrę
      Z chmur spłynie do Twych rąk
      Światła złoty krąg
      I to będę ja
      W świecie ziemskich spraw
      Miłowanie Twe
      Będzie pierwszym z praw
      Królem stanę się
      A królową Ty
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...

      Ja wymyślę Ci
      Słowa, których sens
      Pojmiesz, tylko ty
      Z nich ułożę baśń
      Jak się serca dwa pokochały
      Na przekór ludziom złym
      Z nich ułożę baśń
      O tym królu co
      Umarł z żalu bo
      Nie mógł kochać Cię
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...

      Przecież zdarza się
      Że największy żar
      Ciska wulkan co
      Niby dawno zmarł
      Pól spalonych skraj
      Więcej zrodzi zbóż
      Niż zielony maj
      W czas wiosennych burz
      Gdy księżyca cień
      Lśni na nieba tle
      I z czerwienią czerń
      Nie chcą rozstać się
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...

      Nie opuszczaj mnie
      Już nie będzie łez
      Dobrze jest jak jest
      Tylko taki kąt
      Mały kąt mi wskaż
      Gdzie Twój słychać śmiech
      Widać Twoją twarz
      Chcę gdy słońca krąg wzejdzie
      Być co dnia
      Cieniem Twoich rąk
      Cieniem Twego psa

      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...
      Nie opuszczaj mnie...


      Słowa: Jaques Brel

      przekład: Wojciecha Młynarskiego
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 01.02.06, 01:03

      Dobranoc Robaczki Słodkich Snów...

      Dużo palę ostatnio
      a braknie i po cudze chętnie sięgnę ręką
      I myślę dużo myślę
      choć myśli nie zawsze są dobre i piękne
      I brakuje mi w sobie tej siły
      której braku nie dostrzegałem nigdy
      By odrożnić racje tych co są
      od racji tych którzy byli wczoraj
      było i jest bo tkwi we mnie
      I niech będzie choć jutro lecz ze mną
      bo to wczoraj jest ważniejsze niż jutro niepewne
      I siedzimy przy stole ot tak
      Święto po co...
      gdy starczy bania i mówimy mówimy
      choć słowa tylko składają się w zdania...

      Wojtek Bellon
    • Gość: pola Re: Dobranoc Białostotczanie IP: *.aster.pl 02.02.06, 00:26
      śmierć jest czymś więcej
      niż te sto czy ileś
      dźwięków tłumów zapachów
      ona ona się spieszy
      prześcigając każdą taksówkę
      uśmiech czy punkt widzenia
      sprzedajemy i nie kupujemy niczego
      tak niezbędnego jak śmierć
      i w przeciwieństwie do koszul
      krawatów spodni
      ona jest nie do zdarcia
      nie panie szanowny
      i właśnie dlatego
      choć jest naturalne że odkrywca Ameryki
      eteru kina może mieć pretensje
      do powszechnej doniosłości
      dla mnie dla ciebie
      nie ma nic takiego
      co by miało szczególne znaczenie
      a więc póki jest trochę słońca
      i troszkę księżyca
      my wbrew robakom
      nienawidzimy śmiejemy się tańczymy śnimy
      • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 02.02.06, 01:05

        Odpowie Ci Wiatr ...
        Bob Dylan

        Przez ile dróg musi przejść każdy z nas,
        By mógł człowiekiem się stać.
        Przez ile mórz lecieć ma biały ptak,
        Nim w końcu opadnie na piach.
        Przez ile lat będzie kanion ten trwał,
        Nim w końcu rozkruszy go czas?

        Odpowie Ci wiatr,wiejący przez świat
        Odpowie Ci,bracie tylko wiatr.

        Przez ile lat będzie trwał górski szczyt,
        Nim deszcz go na mórz zniesie dno.
        Przez ile ksiąg pisze się ludzki byt,
        Nim wolność wypisze w nim ktoś.
        Przez ile lat nie odważy się nikt zawołać,
        Że czas zmienić świat?

        Odpowie Ci wiatr,wiejący przez świat
        Odpowie Ci,bracie tylko wiatr.

        Przez ile lat ludzie giąć będą kark,
        Nie wiedząc,że niebo jest tuż.
        Przez ile łez,ile bólu i skarg
        Przejść trzeba i przeszło się już.
        > Jak blisko śmierć musi przejść obok nas,
        > Byś mógł człowiekiem się stać...
        Odpowie Ci wiatr wiejący przez świat
        I Ty swą odpowiedź rzuć na wiatr...

        Odpowie Ci wiatr wiejący przez świat
        I Ty swą odpowiedź rzuć na wiatr...


        Spokojnej nocy - dobranoc
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 02.02.06, 23:46


      PIERWSZY LIST DO L.COHENA
      Jacek Kleyff

      Ja, panie Cohen, od pewnego już czasu
      szukam w sobie spokoju...
      Jak ty, świat cały, Kanadę, w trzydziestych,
      ja trochę później Polskę zastałem.
      Kraj taki sam,
      geografii szerokość i wilgotność powietrza,
      to wszystko mam, kocham tutaj i mieszkam.
      Ale wielka Kanada to ocean jodłowy...
      Nawet kiedyś przywieźli o nim film do mej szkoły
      A o widzianych nieszczęściach
      czysto śpiewać jest ciężko,
      zresztą ja nie mam źle; wiesz, ostatnio się staram tu być
      supermanem duchowym;
      wiesz, ostatnio tu robię za ironistę...
      Czasem piszę, nawet ci się pochwalę
      swym dwuwierszem najnowszym:
      ,,Darmo szkoły i szpitale
      głodu nie ma przecież wcale"...
      Gdy tak patrzę na wszystko,
      wszystko widzę, chcąc nie chcąc,
      w przyczynowym łańcuchu,
      coraz dalsze - na dalszym obwodzie,
      bliskie - blisko,
      a najbliższe do czucia oddechu i pulsu.
      tylko siebie zobaczyć nie mogę...
      Tylko siebie, jak nie można zobaczyć
      z tyłu, z lewej błotnika
      w martwym kącie dwóch bocznych luster
      co pomiędzy? - nikt nie wie.
      Ze ślepego ogniwa trzeba będzie się kiedyś wyłuskać
      jak z jajka, by wreszcie pofruwać, polatać...
      Stary Hindus wciąż mówi:
      ,,Teraźniejszość to brama wyłączna do świata"
      każdy ma jedną z bram
      tyle bram, a tyle zabitych deskami...
      ślepych bram rośnie stan, jak pali się lont,
      i lont nie wie, czy nie kończy się palić.

      Ja, panie Cohen, jeśli tu się wytoczę ze swej drogi
      na jeziora tak wielkie jak twoje,
      wtedy uwierz mi, Cohen, boczne lustra i oczy
      przestroję
      na najlepszą dziś drogę, już wyłącznie i tylko
      na wiatr, wodę, słońce i ogień.

      Zrozumiałem też dziś, zrozumiałem,
      jak jeszcze jesteśmy bezbronni,
      no bo tu na tej ziemi już nie znajdzie się nikt,
      kto by wszystko to mi
      udowodnił.
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 04.02.06, 01:29


      КОНИ ПРИВЕРЕДЛИВЫЕ
      Włodzimierz Wysocki

      Вдоль обрыва, по-над пропастью, по самому краю
      Я коней своих нагайкою стегаю, - погоняю, -
      Что-то воздуху мне мало, ветер пью, туман глотаю,
      Чую, с гибельным восторгом - пропадаю, пропадаю!

      Чуть помедленнее, кони, чуть помедленнее!
      Вы тугую не слушайте плеть!
      Но что-то кони мне попались привередливые,
      И дожить не успел, мне допеть не успеть!

      Я коней напою,
      Я куплет допою,-
      Хоть немного еще постою на краю!...

      Сгину я, меня пушинкой ураган сметет с ладони,
      И в санях меня галопом повлекут по снегу утром.
      Вы на шаг неторопливый перейдите, мои кони!
      Хоть немного, но продлите путь к последнему приюту!

      Чуть помедленнее, кони, чуть помедленнее!
      Не указчики вам кнут и плеть.
      Но что-то кони мне попались привередливые,
      И дожить я не смог, мне допеть не успеть.

      Я коней напою,
      Я куплет допою,-
      Хоть немного еще постою на краю!...

      Мы успели - в гости к богу не бывает опозданий.
      Так что ж там ангелы поют такими злыми голосами?
      Или это колокольчик весь зашелся от рыданий,
      Или я кричу коням, чтоб не несли так быстро сани?

      Чуть помедленнее кони, чуть помедленнее!
      Умоляю вас вскачь не лететь!
      Но что-то кони мне достались привередливые,
      Коль дожить не успел, так хотя бы допеть!

      Я коней напою,
      Я куплет допою,-
      Хоть мгновенье еще постою на краю!...

      *

      Konie narowiste


      Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samiutkim brzegu
      Konie swe nahajką smagam, popędzam!
      Jakoś braknie mi powietrza: piję wiatr, połykam mgłę...
      Czuję z w zgubnym uniesieniu, że już ginę, że już ginę!
      Troszkę wolniej konie moje, troszkę wolniej!
      Nie słuchajcie twardego bata.
      Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...
      I nie zdążę już żyć, i nie skończę już pieśni.

      Ja swe konie napoję,Zwrotkę śpiewać dokończę,
      Jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję...
      Zginę.
      Zamieć mnie jak pyłek zdmuchnie z dłoni
      I saniami galopem powloką mnie
      Przejdźcie proszę w chód niespieszny, moje konie
      Chociaż trochę mi przedłużcie tę ostatnią drogę!
      Troszkę wolniej, konie moje, tr
      • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 04.02.06, 01:49

        Kochani,może teraz się uda ...

        Konie narowiste


        Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samiutkim brzegu
        Konie swe nahajką smagam, popędzam!
        Jakoś braknie mi powietrza: piję wiatr, połykam mgłę...
        Czuję z w zgubnym uniesieniu, że już ginę, że już ginę!
        Troszkę wolniej konie moje, troszkę wolniej!
        Nie słuchajcie twardego bata.

        Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...
        I nie zdążę już żyć, i nie skończę już pieśni.
        Ja swe konie napoję,Zwrotkę śpiewać dokończę,
        Jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję...
        Zginę
        Zamieć mnie jak pyłek zdmuchnie z dłoni,
        I saniami galopem powloką mnie
        Przejdźcie proszę w chód niespieszny, moje konie,
        Chociaż trochę mi przedłużcie tę ostatnią drogę!
        Troszkę wolniej, konie moje, troszkę wolniej!
        Nie władają wami bicz i bat

        Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...
        I nie zdążę już żyć, i nie skończę już pieśni.
        Konie swoje napoję,zwrotkę śpiewać dokończę
        Jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję!
        Zdążyliśmy:
        Do Boga w gości nie ma spóźnień
        Lecz czemuż aniołowie śpiewają takimi złymi głosami!
        A może to ja krzyczę koniom, żeby nie niosły tak szybko sań!
        Troszkę wolniej, konie moje, troszkę wolniej!
        Błagam, nie cwałujcie tak!

        Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt..
        .Skoro nie zdążę już dożyć, to może skończę choć pieśń.
        Konie swoje napoję,zwrotkę śpiewać dokończę
        Jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję.

        www.interklub.com.pl/pphlogger/dlcount.php?id=bik-
        pl&url=www.interklub.com.pl/pl/klub/wnp/muzyka/Wysocki_Narowiste_konie.mp
        3
      • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 04.02.06, 01:53

        Eh Robaczki,
        Dzisiaj i mnie Budda opuścił link się nie wkleił to podaję stronkę gdzie
        możecie w całości wysłuchać piosenki Wołodii ;)
        Dobranoc

        www.interklub.com.pl/pl/klub/wnp/wladimir_wysocki.html
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 05.02.06, 00:38

      Dobranoc,


      Konie
      Włodzimierz Wysocki

      Czarne konie, czarne wichry dwa, unoszą mnie, unoszą,
      nie chcą wody pić, o jadło mnie nie proszą.
      Czy powietrza tak mi mało,
      czy mnie piekło zawołało,
      że pomykam jak na skrzydłach, wilki płosząc?

      Dajcie pożyć konie, dajcie,
      dajcie dożyć konie,
      na cóż bracia nam ten wieczny lot?
      Cóż mi za konie los nadarzył,
      jakby w nich palił ktoś,
      a ja żyłam nie dość
      i śpiewałam nie dość.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać.

      Będzie tak, że gdzieś w pół drogi byle wiatr mnie w końcu zmiecie
      i zataszczą mnie na saniach, i dopalą mnie jak świecę.
      Ech, ty psie o diablej twarzy,
      nie poganiaj moich koni,
      daj mi chwilę, by pomarzyć,
      dorzuć drugą, żeby zmądrzeć.

      Dajcie pożyć konie, dajcie,
      dajcie dożyć konie,
      na cóż bracia nam ten wieczny lot?
      Cóż mi za konie los nadarzył,
      oba jak czarty złe,
      a tu dożyć się chce
      i dośpiewać się chce.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać,
      na wichurze by stać...

      Jestem w porę, chwała Bogu, kto by śmiał się spóźniać w raju?
      Czy to anioły słychać już, jak bezradośnie mi śpiewają?
      Czy to może dzwonek dzwoni,
      pół się śmieje i pół szlocha?
      Czy to ja się drę i klnę,
      ten zaprzęg mój, te bestie dwie.

      Dajcie pożyć konie, dajcie,
      dajcie dożyć konie,
      na cóż bracia nam ten wieczny lot?
      Cóż mi za konie los nadarzył,
      jakby w nich palił ktoś.
      A ja żyłam nie dość
      i śpiewałam nie dość.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać.
      Koniom wody by dać,
      śpiew dośpiewać i trwać,
      jeszcze dzień, jeszcze noc
      na wichurze by stać,
      na wichurze by stać...



      tłumaczenie
      Agnieszka Osiecka
      • Gość: mj77 Re: Dobranoc Białostotczanie IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 05.02.06, 21:14
        genialny i nieprzecietny czlowiek z Ciebie morfi
        ktos Ty i skadzes sie wzial w ogole?
        • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 06.02.06, 01:15

          Witajcie Cherubinki Serafinki
          Śpijcie Śpijcie i Długo Żyjcie :)


          [CONFITEOR]

          Edward Stachura

          Bosi na ulicach świata
          Nadzy na ulicach świata
          Głodni na ulicach świata

          Moja wina...
          Moja wina...
          Moja bardzo wielka wina!

          Zgroza i nie widać końca zgrozy
          Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
          Wojna i nie widać końca wojny

          Moja wina...
          Moja wina...
          Moja bardzo wielka wina!

          Zagubieni w dżungli miasta - moja wina...
          Obojętność objęć straszna - moja wina...
          Bez miłości
          Bez czułości
          Bez sumienia
          I bez drżenia
          Bez pardonu wśród betonu,
          Na kamieniu rośnie kamień!!!

          Moja wina...
          Moja wina...
          Manna manna narkomanna
          Manna manna narkomanna

          Dokąd idziesz po omacku - moja wina...
          I nie słychać końca płaczu - moja wina...
          Jedni cicho upadają
          Drudzy ręce umywają
          >Coraz więcej wkoło ludzi<
          >O człowieka coraz trudniej<

          Moja wina...
          Moja wina...
          Moja bardzo wielka wina!
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 06.02.06, 23:54

      A teraz z innej beczki ;)

      - morfi -
      pozdrawia wszystkich działaczy studenckich


      Korespondencja klasowa

      Jacek Kaczmarski


      Tato!
      Jeszcze tu nie jestem miesiąc, a już wszystko wyrozumiem,
      Miasto - owszem, ale w telewizji ładniej wyglądało -
      Każą tutaj tylko czytać, no a czytać przecież umiem
      Więc mnie niczym nie zastraszy ten uniwersytet cały!

      Klasy tak jak w szkole zbiorczej, tylko biedniej urządzone,
      Tak w ogóle to pieniądzem śmierdzi tutaj niespecjalnie.
      Tylko aula - taka hala, ale drzewem wyklejona
      Jak w remizie czy kościele, to wygląda trochę fajniej!

      Tu mnie rektor indeks dawał, a wyglądał jak ksiądz proboszcz
      I śpiewali jak w kościele, tak, że w ogóle - nie narzekam!
      Nie wiem skąd was zna ten rektor, ale mówił dużo o was,
      Żeście niby mnie tam u was wychowali na człowieka!

      Mieszkam tu w akademiku - taki hotel dla studentów,
      Pokój większy ciut od chlewa, ale jest nas tylko czterech.
      Tamtych trzech - zdechlaki jakieś, forsą więc nie chwalę się tu,
      Tylko sobie jeść kupuję, więc doślijcie mi papierek.

      W samym domu chciaż znośnie, to wieczorem niespecjalnie,
      Ot, wszystkiego telewizor i natryski są i pralnia!
      Telewizor jeszcze owszem, ale z reszty nie korzystam,
      Bo tu - mówię - czytać każą, a to praca przecież czysta!

      Zapisałem się do takich, co tym interesem kręcą,
      Mówią, że się to opłaca i pomaga w studiowaniu!
      Muszę składki płacić, chodzić na zebrania i nic więcej,
      Za to wezmą pod uwagę mnie przy każdym typowaniu.

      Mówią, że jak wytypują, to zbić można szmal niewąski,
      I tak samo bez kolejki można dostać tu mieszkanie!
      Lepsze to niż trzymać świnie, bo się nie wybabrzesz w łajni,
      Tylko w samym tym, że jesteś - swoje masz wyrachowanie.

      Wszyscy tu są trochę głupi, trudno wyczuć o czym mówią,
      Po dziesiątej cisza nocna - ci gadają, jakby w strachu!
      Ja tam w nocy śpię, w dzień czytam i wykładów wszystkich słucham!
      Liczą ze mną się ci ważni! Na nieważnych kładę lachę!

      Stach! Pieniądze ci posyłam jakeś chciał!
      Na dziewuchy nie wydawaj, przyjdą same,
      Ale sobie nic nie żałuj, będziesz miał!
      Już się o to postarają tata z mamą!

      Ty na świnie nie wyrzekaj - swoje wiem.
      Tam uważaj, bo studenci są złodzieje!
      Ucz się. Matka ci posyła miód i dżem.
      Przyjedź wczesną wiosną do dom, to zasiejem!

      Ucz się dobrze, często pisz, całujem cię!
      Tego rektora co żeś pisał, to nie znamy,
      Ale żeby człowiek nie obraził się
      To przez ciebie gęś na gwiazdkę posyłamy!

      Nie pisałeś jakie tam kościoły są,
      Módl się co dzień, nie ma to jak Słowo Boże!
      Kiedy Bóg odbierze ci opiekę swą
      To ci wtedy żaden rektor nie pomoże!

      Tato! Piszesz ty, a nie wiesz już na jakim świecie żyjesz!
      Kto tam dzisiaj trzyma świnie albo sieje wczesną wiosną?
      Ja tu całą politykę w małym palcu mam i tyle!
      Miejsce swoje odnalazłem! I na miejscu siedzę mocno!

      Na mnie i podobnych do mnie przyszłość kraju dziś spoczywa!
      Czy wy w ogóle wiecie na wsi co to jest egzekutywa?!
      Mnie tu męczą, że mam ojca, który ziemi źle używa!
      Weź ty się skolektywizuj! Nie ma to jak w kolektywach!

      Wiosną chyba nie przyjadę, bo mam kilka egzaminów,
      Muszę znowu więc poczytać, bo ostatnio tylko działam!
      Wszyscy tutaj mnie szanują, bo mi w piciu nikt nie strzyma:
      Szkoła twoja i stryjecznych bardzo mi się tu przydała!

      Boga w sercu mam - i dosyć, po co chodzić do kościoła?!
      Muszę bardzo się pilnować! Mają tutaj taką listę!
      Na rolnictwie jak nikt znam się i partyjna czeka szkoła,
      Tak, co ty byś stary na to, jakby syn twój był minister?

      Na dziewuchy ani grosza! Tak zjechałem jednej tyłka
      Że się teraz sama prosi, biorę, kiedy potrzebuję!
      Zdrowy jestem, dobrej myśli (z tym rektorem to pomyłka
      Bo to zwrot był retoryczny) zjadłem gęś, za dżem dziękuję!

      Łatwo tutaj się pokazać, bo tu każdy sobie lekce-
      Waży swoje obowiązki. Nic nie zrobi za cholerę.
      Starczy wsłuchać się i schylić, żeby mieć, a im się nie chce!
      Mówię! Wpisz się na kolektyw, bo blokujesz mi karierę.

      Stach! Ty nie pchaj się, gdzie nie szukają cię,
      Wyżej tyłka nie podskoczysz, to pamiętaj,
      Swoje rób i więcej nie pouczaj mnie,
      Matka w domu chce zobaczyć cię na święta!

      Noś wysoko głowę, swego ci nie wstyd,
      Z kim nie trzeba - nie zadzieraj, bo i po co?
      Dbaj o siebie, wstawaj co dzień póki świt,
      Ulicami się nie szwendaj późną nocą.

      Nie bierz nic, co tam za darmo dają ci -
      Ze szczerego serca nikt ci nic dziś nie da,
      W przyszłość kraju nie wierz, ktoś se z ciebie drwi,
      Ojcu wierz, a ojciec mówi - będzie bieda!

      Mówią, że tam żyjesz jak kościelna mysz,
      Licz pieniądze, to wystarczy ci na dłużej,
      W Rany Boskie wierz i szanuj Święty Krzyż.
      Wtedy w życiu będziesz miał na co zasłużysz!

      Tato! Dawno już nie działam, to się teraz nie opłaca.
      Wszystko sypie się, więc jestem od miesiąca w opozycji -
      Jest nas wielu - będzie więcej, Kościół, nauka i praca,
      Śledzą nas i byłem już przesłuchiwany na milicji!

      Dużo pisać nie mam czasu, bo mam dyżur dziś w drukarni,
      Czas wyprzedził nas o głowę to nadrabiać trzeba głową -
      Teraz w kupie nas nie ruszą, bo jesteśmy solidarni!
      Wypieprzymy czerwonego, zbudujemy Polskę nową!

      Co niedziela jestem na mszy, bo tam wszyscy teraz chodzą
      I zaliczam kurs po kursie, wiem już wszystko o Katyniu!
      Mam co jeść i mam gdzie spać, więc nas władze nie zagłodzą,
      Więc się nie martw o mnie, to się zobaczymy na Wołyniu!
      Wy tam na wsi też działajcie, bo to koniec jest komun,
      A mnie będzie wstyd za ojca, co się słuchał uchwał Plenum!
      Śpiesz się, tato, póki pora, bo niedługo mury runą!
      Wpisz się do Solidarności, no i wstąp do KPN - u!

      Stach! Za dużo mordę drzesz, za mało wiesz!
      Rób co trzeba, rób co chcesz, ale na swoim!
      My tu wiemy czego potrzebuje wieś,
      Matka mówi mi, że się o ciebie boi!

      Tutaj mamy takich też - Bóg odpuść im,
      W końcu każdy własną ma Krzyżową Drogę -
      Słuchaj - zanim mów - i zanim powiesz - czyń -
      Jakby co, to wiesz, że zawsze Ci pomogę!

      Nam spalili tu stodołę, bróg i chlew,
      Ale to nie powód, żeby ostrzyć kosy,
      Źle ci radzi radość, źle ci radzi gniew
      I nie dojdziesz ty na Wołyń, student bosy!

      Kiedy będziesz mógł, to przyjedź, tu twój dom,
      Co drukujesz - przyślij, przeczytamy i my -
      W Boga wierz i nie daj wiary głupim snom,
      Matka miód przesyła, podziel się ze swymi!

      Tato, ze mną wszystko dobrze, chociaż wzięli, to nie bili,
      Klawisz mówi, że najwcześniej, to wypuszczą dwudziestego.
      Aż się człowiek trochę dziwi, żeśmy wszystko to przeżyli,
      Ale - jak tu u nas mówią, przecież nie ma tego złego!

      Jest tu taki jeden major, do wszystkiego mnie przekonał
      I powiedział, że rozumie wszystkie moje motywacje,
      Ale co mi pozostało - pyta - wrona, co czerwona?
      Żeby Polska była Polską? Bezsensowne demonstracje.

      Wiem, że dawno ostrzegałeś, ale sam nie jesteś święty,
      Major pytał mnie o ciebie, pokazywał mi papiery.
      Znaleziono za obrazem wywrotowe dokumenty.
      Powiedz, co ja mogłem na to, że nie byłeś ze mną szczery!

      Kiedy wyjdę, to przyjadę, pogadamy po staremu,
      Gryps przesyłam przez kolegę, który właśnie dzisiaj wyszedł -
      To porządny bardzo człowiek, możesz wierzyć mu jak swemu,
      Umówiliśmy się z nim, że razem ze mną się zapisze!

      Stach! My z matką wyjeżdżamy jutro stąd,
      Po tym wszystkim już nam tutaj żyć nie dadzą,
      Sąsiad mówi, że głupota i że błąd,
      Ale sąsiad, tak jak zawsze - trzyma z władzą.

      Żyj jak chcesz, dorosły jesteś nie od dziś,
      Słów nie będę tracił, cośmy tu przeżyli,
      Napiszemy stamtąd, ty jak chcesz też pisz,
      Niechże Bóg twój nowy nieba ci przychyli.

      Gospodarstwo stoi, spróbuj przejąć je -
      Matka płacze, ale matki zawsze płaczą -
      Pan Bóg z tobą, chyba nie spotkamy się -
      Żyj szczęśliwy i niech ludzie ci wybaczą!
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 07.02.06, 22:53

      Już czas,
      Już czas,
      Myć zęby i iść spać...

      [Niebo do wynajęcia]

      Robert Kasprzycki

      Na tablicy ogłoszeń pod hasłem „lokale”
      przeczytałem przedwczoraj ogłoszenie ciekawe
      na tablicy ogłoszeń fioletowym flamastrem
      ktoś nabazgrał słów kilka dziwna była ich treść:

      Niebo, do wynajęcia
      Niebo, z widokiem na raj
      tam gdzie spokój jest święty
      no bo święci są Pańscy
      szklanką ciepłej herbaty poczęstuje cię Pan

      Pomyślałem to świetnie, takie niebo na ziemi
      grzechów nikt nie przelicza, nikt nie szpera w szufladzie
      Pomyślałem „to świetnie” i spojrzałem na adres
      lecz deszcz rozmył litery i już nie wiem gdzie jest.

      Niebo, do wynajęcia
      Niebo, z widokiem na raj...

      Gdy wróciłem do domu, gdzie się błękit z betonem
      splata w Babel wysoki sięgający do chmur
      zaparzyłem herbatę w swym pokoju nad światem
      myśląc „nic nie straciłem, pewnie tak jest i tam...”

      W niebie, do wynajęcia
      W niebie,z widokiem na raj
      Tam gdzie spokój jest święty
      No bo święci są Pańscy
      szklanką ciepłej herbaty poczęstuje cię Pan...
      • Gość: Z.P. Re: Dobranoc Białostotczanie IP: *.elpos.net 07.02.06, 23:00
        Dobranoc Morfi.
      • mmagi oszołom:-))))) 08.02.06, 11:38

      • mi-mi2 blue ? 08.02.06, 18:27
        ...
        O, baby I love your way every day
        Wanna tell you I love your way
        ...
        Peter Frampton
        :-)

    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 08.02.06, 18:53

      Nie za wcześnie zaczynamy???....;)


      Miłość to jest wielki skarb
      muz.sł.W Jagielski

      Dzisiaj znów Twój list
      Przypomniał naszą miłość
      Ja i Ty poza nami nikt i nic
      Jedną noc, pół dnia
      Szczęście zwykle tyle trwa
      Ledwie poznasz jego smak
      Już odfruwa gdzieś jak ptak

      Daj mi znak, mały znak
      Że kochasz mnie i tęsknisz tak jak ja
      Daj mi znak, jakiś znak
      Tak bardzo chcę usłyszeć, że wciąż kochasz mnie

      Kiedyś gdzieś, kto wie?
      Spotkamy się być może
      Ty i ja - Szczęście zbudzi serca dwa
      Jedna noc pół dnia
      Całą wieczność niechaj trwa
      Miłość to jest wielki skarb
      Skarb, prawdziwy życia skarb

      Daj mi znak, mały znak
      Że kochasz mnie i tęsknisz tak jak ja
      Daj mi znak, jakiś znak
      Tak bardzo chcę usłyszeć, że wciąż kochasz mnie...;)
      • mi-mi2 Re: Dobranoc Białostotczanie 09.02.06, 20:37
        .....take your time
        Wait for the dark of night
        Soon all the suns will rise
        ...
        Don’t be afraid to fight
        Love is the sweet surprise :-)
        FleetWood Mac
        • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 10.02.06, 00:03

          Dobranoc...


          [ NANCY ]

          Leonard Cohen

          The morning had not come,
          Nancy was alone,
          looking at the Late Late show
          through a semi?precious stone.
          In the House of Honesty
          her father was on trial,
          in the House of Mystery
          there was no one at all,
          there was no one there at all.

          It seems so long ago,
          none of us were very strong;
          Ah, but Nancy wore green stockings
          and she, she slept with everyone.
          She never said she'd wait for us
          even though she was alone,
          I think she fell in love for us
          in nineteen sixty one,
          in nineteen sixty one.

          Ah the morning would not come,
          Nancy was alone,
          a forty five beside her head,
          an open telephone.
          Yes, we told her she was beautiful,
          we all told her she was free
          but none of us could meet her in
          the House of Mystery,
          the House of Mystery.

          And now why don't you look around you,
          see her everywhere,
          many of you who used her body,
          many combed her hair.
          And in the hollow of the night
          when you are cold and numb
          you hear her talking freely then,
          she's happy that you've come,
          she's happy that you've come.



          [ NANCY ]

          Wydaje się tak dawno, Nancy
          Wydaje się tak dawno
          Nancy była sama
          Oglądała ostatni program
          Przez półszlachetny kamień
          W Domu Uczciwości
          Jej ojciec był sądzony
          A w Domu Tajemnicy
          Nie było już nikogo...
          Nie było już nikogo...

          Wydaje się tak dawno
          Nikt z nas nie był twardy
          Nancy w zielonych pończochach
          Spać chodziła z każdym
          I chociaż była sama
          Nie mówiła, że cierpi
          Myślę, że nas kochała
          W sześćdziesiątym pierwszym...
          W sześćdziesiątym pierwszym...

          Wydaje się tak dawno
          Nancy była sama
          Czterdziestkapiątka przy skroni
          Słuchawka odłożona
          Mówili, że jest piękna
          Że wolność też się liczy
          Lecz nikt z nią nie poszedł
          Do Domu Tajemnicy...
          Do Domu Tajemnicy...

          Dziś dostrzegasz ją wszędzie
          Gdy wokół siebie patrzysz
          Tyle ciał podobnych
          Takich samych włosów
          A w zagłębieniu nocy
          Zdrętwiały i zziębnięty
          Słyszysz, jak mówi po prostu
          To fajnie, że przyszedłeś...
          To fajnie, że przyszedłeś...

          tłumaczenie
          Maciej Karpiński
          Maciej Zembaty

          śpiewał -morfi-
          • mi-mi2 Re: Dobranoc Białostotczanie 18.02.06, 23:00
            "You came, and changed the way I feel
            No one could love you more
            Because you came and turned my life around
            No one could take your place

            I’ve never felt good with permanent things
            Now I don’t want anything to change
            You can’t imagine the joy you bring
            My life won’t be the same
            And I’ll be there when you call
            I’ll pick you up if you should fall
            Cos I have never felt such inspiration
            Nobody else ever gave me more because
            You came, and changed the way I feel ... :-)"
            Written by ricky & kim wilde
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 08.02.06, 23:58

      Dobranoc :)


      Amsterdam
      Słowa: Jacques Brel
      przekład: Wojciech Młynarski

      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui chantent
      Les rêves qui les hantent
      Au large d'Amsterdam
      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui dorment
      Comme des oriflammes
      Le long des berges mornes
      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui meurent
      Pleins de bière et de drames
      Aux premières lueurs
      Mais dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui naissent
      Dans la chaleur épaisse
      Des langueurs océanes

      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui mangent
      Sur des nappes trop blanches
      Des poissons ruisselants
      Ils vous montrent des dents
      A croquer la fortune
      A décroisser la lune
      A bouffer des haubans
      Et ça sent la morue
      Jusque dans le coeur des frites
      Que leurs grosses mains invitent
      A revenir en plus
      Puis se lèvent en riant
      Dans un bruit de tempête
      Referment leur braguette
      Et sortent en rotant

      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui dansent
      En se frottant la panse
      Sur la panse des femmes
      Et ils tournent et ils dansent
      Comme des soleils crachés
      Dans le son déchiré
      D'un accordéon rance
      Ils se tordent le cou
      Pour mieux s'entendre rire
      Jusqu'à ce que tout à coup
      L'accordéon expire
      Alors le geste grave
      Alors le regard fier
      Ils ramènent leur batave
      Jusqu'en pleine lumière

      Dans le port d'Amsterdam
      Y a des marins qui boivent
      Et qui boivent et reboivent
      Et qui reboivent encore
      Ils boivent à la santé
      Des putains d'Amsterdam
      De Hambourg ou d'ailleurs
      Enfin ils boivent aux dames
      Qui leur donnent leur joli corps
      Qui leur donnent leur vertu
      Pour une pièce en or
      Et quand ils ont bien bu
      Se plantent le nez au ciel
      Se mouchent dans les étoiles
      Et ils pissent comme je pleure
      Sur les femmes infidèles

      Dans le port d'Amsterdam
      Dans le port d'Amsterdam


      *


      [Amsterdam]



      Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam.
      Marynarze od lat pieśni swe nucą tam.
      Jest jak świat wielki port, marynarze w nim śpią,
      Jak daleki śpi fiord, zanim świt zbudzi go.


      Jest port wielki jak świat, marynarze w nim mrą,
      Umierają co świt, pijąc piwo i klnąc.
      Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
      Marynarze od lat nowi rodzą się tam.



      Marynarze od lat złażą tam ze swych łajb,
      Obrus wielki jak świat czeka ich w każdej z knajp.
      Obnażają swe kły skłonne wgryźć się w tę noc,
      W tłuste podbrzusza ryb, w spasły księżyc i w los.



      Do łapczywych ich łap wszystko wpada na żer, Tłuszcz skapuje kap, kap, z rybich
      wątrób i serc. Potem pijani w sztok w mrok odchodzą gdzieś, A z bebechów ich w
      krąg płynie czkawka i śmiech.



      Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam,
      Marynarze od lat tańce swe tańczą tam.
      Lubią to bez dwóch zdań, lubią to bez zdań dwóch,
      Gdy o brzuchy swych pań ocierają swój brzuch.



      Potem buch kogoś w łeb, aż na dwoje mu pękł,
      Bo wybrzydzał się kiep na harmonii mdły jęk.
      Akordeon też już wydał ostatni dech,
      I znów obrus i tłuszcz, i znów czkawka i śmiech.


      Jest port wielki jak świat, co się zwie Amsterdam.
      Marynarze od lat zdrowie pań piją tam.
      Pań tych zdrowie co noc piją w grudzień, czy w maj,
      Które za złota trzos otwierają im raj.


      A gin, wódka i grog, a grog, wódka i gin
      Rozpalają im wzrok, skrzydeł przydają im.
      Żeby na skrzydłach tych mogli wzlecieć, hen, tam,
      Skąd się smarka na świat i na port Amsterdam.
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 12.02.06, 00:22

      Dobranoc Kochani Słodkich Snów ;)

      [POGODA NA SZCZĘŚCIE]

      Agnieszka Osiecka -

      Na kraniec siedmiu mórz,
      na kraniec siedmiu zórz,
      przypłynął raz kapitan z księżycem się przywitał
      i zapadł w sen, i śnił:
      mija młodość jak woda,czoło chmurzy się częściej,
      A tu nagle pogoda,taka dobra pogoda na szczęście.
      Nikt otuchy nie doda,cienie głębią się gęściej,
      aż tu nagle pogoda,taka dobra pogoda,
      odpowiednia pogoda na szczęście.
      Coraz trudniej po schodach,
      coraz puściej w kredensie,...
      Aż tu nagle pogoda,
      taka dobra pogoda,
      odpowiednia pogoda na szczęście.

      Z tysiąca szarych biur zmęczony wyszedł chór,
      odstawił w kąt liczydło,
      wykąpał się w powidłach
      i zapadł w sen i śnił:
      Mija młodość jak woda,czoło chmurzy się częściej,
      A tu nagle pogoda,
      odpowiednia pogoda na szczęście.

      Nikt otuchy nie doda,cienie głębią się gęściej,
      A tu nagle pogoda,taka dobra pogoda,
      odpowiednia pogoda na szczęście.
      Coraz trudniej po schodach,coraz puściej w kredensie,
      Aż tu nagle pogoda,taka dobra pogoda,
      odpowiednia pogoda na szczęście.


      maku to dla Was ;)
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 13.02.06, 00:00

      ;) Trzymajcie się ciepło

      [Mimo wszystko]
      Kasia Nosowska
      Hey

      Do niedzieli jakoś szło
      Lukier miód liryczne cudo
      Kochaj mnie mimo wszystko...
      Nagle coś drobiażdzek wręcz na manowce złości wywiódł mnie;
      Kochaj mnie mimo wszystko
      Jeśli zwątpisz choć jeden raz,
      Jeśli zwątpisz choć jeden raz,
      Jeśli zwątpisz choć raz,to choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę;
      Powrotów nie będzie...

      Czasem coś.. tyci czort
      Zdania szyk przestawi mi
      Kochaj mnie mimo wszystko...
      Lub slalomem gubiąc krok
      wracam po dwóch głębszych pózno w noc;
      Kochaj mnie mimo wszystko
      Jeśli zwątpisz choć jeden raz,
      Jeśli zwątpisz choć jeden raz,
      Jeśli zwątpisz choć raz to choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę;
      Powrotów nie będzie...
    • Gość: mj77 Re: Dobranoc Białostotczanie IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 13.02.06, 21:48
      Noc
      całkiem inny świat
      patrzę w czarną otchłań
      horyzontu i.. Nic
      Drzewa już nie tańczą
      ptaki ucichły
      a kwiaty umarły
      po prostu Nicość

      - moje -
      • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 13.02.06, 21:50
        :)
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 13.02.06, 22:55

      Kariera Nikodema Dyzmy

      Jacek Kaczmarski

      Mój śmiech histerii i pogardy do waszych uszu nie dociera
      To on jest dzielny, mądry, twardy - ja tylko wariat, degenerat.
      On jest sól ziemi i kość z kości, głosiciel nieobjętych dążeń.
      A ja w monoklu śmieć ludzkości, zdeklasowany, chory książę.

      Więc śmiech piskliwy we mnie wzbiera
      Na widok pychy i charyzmy.
      Na waszą miarę to kariera,
      Kariera Nikodema Dyzmy.

      W pas się kłaniają ministrowie u stóp byłego fordansera,
      Wyrokiem jest cokolwiek powie, nikim jest kogo sponiewiera.
      Kocha go moja piękna siostra, wszyscy się boją go lokaje,
      Nie widać więc, gdy budzi postrach, czego i gdzie mu nie dostaje...

      Więc śmiech piskliwy we mnie wzbiera...
      Odrzucił tych, po których wspiął się, lecz sami sobie winni teraz,
      Gdy w swoim wszechwiedzącym dąsie mało pozycji mu premiera.
      Rzecznicy salonowej tłuszczy unoszą brwi :
      "To wielki człowiek!"
      Ja krzyczę: "Cham to! Cham graduszczyj!!"
      lecz przecież mam nierówno w głowie

      Więc śmiech piskliwy we mnie wzbiera...
      Nikodem - mąż opatrznościowy, bez wad charakter, bez usterek.
      Oto Polaka portret nowy - tylko mu w rękę dać siekierę...
      Lecz zmilczę, ma nade mną władzę i zapowiedział mi to w porę,
      Że jeśli go w czymkolwiek zdradzę - natychmiast wyśle mnie do Tworek.

      Więc śmiech płaczliwy we mnie wzbiera,
      Na widok pychy i charyzmy.
      Na waszą miarę to kariera.
      Kariera Nikodema Dyzmy.



      *dobranoc
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 14.02.06, 23:35

      W Polskę idziemy

      kabaret Dudek

      W tygodniu to jesteśmy cisi jak ta ćma.
      W tygodniu to nam wszystko wisi aż do dna.
      A jak się człowiek przejmie rolą sam pan wisz,
      To zaraz plecy go rozbolą albo krzyż.
      W tygodniu to jestesmy szarzy jak ten dym.
      W tygodniu nic sie nie przydarzy bo i z kim.
      I życie jak koszula ciasna pije nas.
      Aż poczujemy mus, raz na jakis czas...

      W Polske idziemy drodzy panowie,
      W Polske idziemy!
      Nim pierwsza seta zaszumi w głowie,
      Drugą pijemy!
      Do dna, jak leci
      Za fart, za dzieci
      Za zdrowie żony!
      Było, nie było...
      w to głupie ryło...
      W ten dziob spragniony.

      Świat nam jak wisiał to teraz nie jest
      Nam wszystko jedno!
      Śledziem sie przeje, kumpel się śmieje,
      Dziewczyny bledną!
      Świeżbią nas dłonie i oko płonie,
      Lśni jak pochodnia
      Aż w nowy tydzien świt nas wygoni,
      No a w tygodniu...

      W tygodniu Bracie wolno goisz kaca fest,
      Bo czy sie stoi czy się leży jakoś jest.
      W tygodniu kleją ci się oczy, boli krzyż,
      A wyżej nerek nie podskoczysz, sam pan wisz.
      W tygodniu żony barchanowe chrapią w noc
      A ty otulasz cieżką głowę ciasno w koc.
      I rano gapisz się na ludzi okiem złym,
      I nagle coś się w tobie budzi i jak w dym...

      W Polskę idziemy bracia panowie
      W Polskę idziemy!
      Nim pierwsza seta zaszumi w głowie
      Do ludzi lgniemy!

      Sluchaj rodaku, Czerwone Maki, Serce, Ojczyzna...
      Trzaska koszula, Tu szwabska kula,tu popatrz blizna.

      Potem wyśnimy sen kolorowy, sen malowany
      Z twarzą wtuloną w kotlet schabowy panierowany.

      My pełni wiary, choć łeb nam ciąży,
      Ciaży jak ołów.
      Że żadna siła nas nie pogrąży...

      Orłów! Sokołów!

      A potem znów się przystopuje i znów gaz!
      I społeczenstwo nas szanuje, lubią nas.
      Uśmiecha się najmilej do nas ten i ów,
      Tak rośnie, rośnie nasz przywilej... świętych krów
      Nie jeden się nami wzrusza, słów mu brak,
      Rubaszny czerep, no i dusza, znany fakt.
      Nas też coś w dołku ściska, wilknie wzrok,
      Bracia rodacy dajcie pyska, równać krok!!

      W Polskę idziemy, w Polskę idziemy,
      Bracia rodacy!
      Tu się, psia jucha, nikt nie oszczędza,
      Odpoczniesz w pracy.
      W pracy jest mikro, mikro i przykro
      To gołda spływa
      Cham lub bohater,
      Polska sobotnia alternatywa

      Gdy dzień się zgubi i skacowani wstaną tytani,
      I znowu w Polske bracia kochani, nikt nas nie zgani.

      Nikt złego słowa, Łomża czy Nakło,
      Nam nie pałaknie.
      Jak by nam kiedyś tego zabrakło...
      Nie... Nie zabraknie.
    • Gość: mj77 Re: Dobranoc Białostotczanie IP: *.82-139.bia.tkb.net.pl 15.02.06, 20:16
      Noc, gwieździste niebo
      ja - zupełnie sama.
      Patrzę w jasne światło latarni...

      ...i znów tam jestem.
      Piękna, słoneczna plaża,
      wspaniałe ogromne morze.
      Gorący piasek przesypuje się
      między palcami moich stóp.
      Leniwie przemierzam plażę
      i podziwiam odległy horyzont.
      Jest bardzo pięknie.
      Zmęczone gorące słońce
      zdaje się za chwilę wpaść do wody
      i wykąpać się w słonym morzu...

      ...i znów latarnia
      śpiące miasto
      brudne szare ulice
      i ja, sama...

      - moje-
      • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 16.02.06, 23:33

        Dobranoc Robaczki Kochane :)



        "Konsument"
        Kazik Staszewski

        Konsument mówi, że je aby jeść
        Konsument pli aby pleść
        Jego bracia stoją radia wokół
        Słuchają politycznego bełkotu
        Potem wszyscy razem siadają do stołu
        Piją wódkę, gadają, fioletowe twarze mają
        A gdy więcej nie zjedzą i nie wypiją
        Gromadzą się tłumnie przed telewizją

        A wszyscy oni bombardowani śmieciami
        Wszyscy oni zasypywani informacjami
        A wszyscy oni bombardowani śmieciami
        Wszyscy oni zasypywani informacjami

        Konsument gdy wie, że to jest w modzie
        Rozmawia o wojnie na Wschodzie
        Mówi to co słyszał w radio i z gazety
        Czy konsument to ty?
        Tak im zależy, byś ty był konsument
        Nie myślał, działał jak instrument
        Bo konsument mówi, że je aby jeść
        Więc pomyśl - czy jesz aby jeść?

        A wszyscy oni bombardowani śmieciami
        Wszyscy oni zasypywani informacjami

        Wszyscy oni bombardowani śmieciami
        Wszyscy oni zasypywani informacjami
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 17.02.06, 23:39

      [Dziwny jest ten świat]

      Dziwny jest ten świat,
      gdzie jeszcze wciąż
      mieści się wiele zła.
      I dziwne jest to,
      że od tylu lat
      człowiekiem gardzi człowiek.

      Dziwny jest ten świat,
      świat ludzkich spraw.
      Czasem aż wstyd przyznac się,
      a jednak często jest,
      że ktos słowem złym
      zabija tak, jak nożem.

      Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
      i mocno wierzę w to,
      że ten świat
      nie zginie dzięki nim.
      Nie! Nie! Nie!
      Nadszedł już czas,
      najwyższy czas
      nienawiść zniszczyć w sobie!

      • mmagi Re: Dobranoc Białostotczanie 17.02.06, 23:54
        stary, dobry Niemen:-))
    • morfeusz_1 Re: Dobranoc Białostotczanie 18.02.06, 23:53

      Cóż Kochane Robaczki...

      Czasami jest,tak ciężko jest
      Czasami bywa trochę cieplej
      Łza po policzku?
      -zdarza się-
      Ktoś bardzo kocha Cię
      Ktoś inny pyta - po co jesteś?...

      *

      On wzrokiem szuka
      Rumieńców twych
      Ty drżysz leciutko
      Od spojrzeń tych
      On wzrokiem skrzętnie
      Owija cię
      Ty idziesz chętnie
      Na taką grę

      A ja, wbity w kąt
      Śmiem dostrzegać stąd
      Każdy szczegół tej zabawy
      A ja, wbity w mrok
      Szalony mam wzrok
      I do piekła tylko krok

      On skinął głową
      Przeszył go dreszcz
      Ty jego słowom
      Uśmiechy ślesz
      On zamilkł skromnie
      Brakło mu tchu
      Ty żal masz do mnie
      Że jestem tu

      A ja, wbity w kąt
      Śmiem dostrzegać stąd
      Te zabiegi, te przedbiegi
      A ja, wbity w plusz
      Fotela tuż, tuż
      Pić mój wstyd zaczynam już

      On wciąż się skrada
      Cichutko, cyt
      Ty paplesz, gadasz
      Wesoło zbyt
      On w myślach śmiało
      Pieści twą skroń
      Ty dłonią białą
      Mkniesz w jego dłoń

      A ja, wbity w kąt
      Mój los widzę stąd
      Na tym balu, śmiesznym balu
      Gdzie Wodzirej-Los
      Powtarza wciąż nam
      Odbijany, zmiana dam

      Nie, nie.
      To nic
      Być może byłem zmęczony
      O co ci chodzi, kochanie?
      Nie, nie.
      Spędziłem doprawdy
      Czarujący wieczór
      Chodźmy


      *M.Bajor - A ja wbity w kąt

      --
      Jestem Morfi i Jestem z Polski
      • mi-mi2 Morning Morfi 19.02.06, 13:12
        "So, then you took your chances
        Your major advances
        Your touch took my breathe away
        But, when you said hello,
        Are you ready to go
        Well, I had just one thing to say ...

        If you can´t give me love
        Honey, that aint enough
        Let me go look for somebody else
        If you can´t give me feelings with
        Old fashioned meanings
        Then Just stay in love with yourself

        If you can´t give me love, love

        Well, you maybe the king of this discoteque thing
        But honey, I ain´t looking for that
        What I need is a man,
        not some so called an aristocrat

        Oh, if only you´d waited´
        and just hesitated
        Or maybe just asked me to dance
        But you really don´t know
        Why I don´t wanna go
        Well baby, that´s why we don´t stand a chance

        So, if you can´t give me love
        Honey, that aint enough
        Let me go look for somebody else
        If you can´t give me feelings
        With Old fashioned meanings
        Then Just stay in love with yourself."
        Suzi Quatro :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka