Dodaj do ulubionych

Polska Filharmonia Kameralna Sopot

12.07.07, 16:11
obchodzi w tym roku jubileusz 25 lecia.

W niedzielę, 8 lipca, w Operze Leśnej, odbył się koncert jubileuszowy.
Trochę miałam stracha, gdyż wiało okrutnie, a to przecież amfiteatr na wolnym
powietrzu. Ale dachu nie porwało, nutki były do pulpitów przyczepione klamrami.

W programie: Krzesany Kilara, IV symfonia Czajkowskiego i II koncert
fortepianowy c-moll Rachmaninowa.

Krzesany - wykonany doskonale, mnie tego typu kompozycja nie odpowiada.
Symfonia - orkiestra grała na poziomie światowym, pięknie i precyzyjnie. W
części trzeciej pizzicato doskonałe. Jestem zachwycona poziomem artystycznym
naszej, w końcu prowincjonalnej, orkiestry.

Koncert. No cóż, tu wypada się zatrzymać nieco. Gdyż przy klawiaturze zasiadł
nie kto inny, jak Ivo Pogorelich.

Jak grał? Tego się nie da opisać. Forte ptaki wypłaszało, w lewej ręce dzwony
biły, piano smętnie śpiewało, perełki się po klawiaturze rozsypywały....
melodia falowała wraz z szumiącymi drzewami.... było bosko, cudnie, jak w
niebie. Zaczarowanym niebie.

Kiedyś, dawno temu, krytyk muzyczny opisujący sonatę b-moll Chopina na
konkursie w '80 roku powiedział - słuchałem jak zaczadziały. I to było właśnie
to - ponad 4000 ludzi zaczadziałych i w bezruchu chłonęło każdy dźwięk.

Stronę zawodową lokalny krytyk muzyczny opisuje tak:

Wykonanie, mimo wielkiej oryginalności, daleko nie odbiegało od szkoły
pianistycznej, którą prezentował niegdyś sam kompozytor. Od pierwszego dźwięku
uwidocznił się nieprzeciętny temperament, charyzma i sprecyzowana w
najmniejszych szczegółach wizja wykonania. Ivo Pogorelich zaprezentował
fantastyczną technikę. Sam popis wirtuozerii nie leżał jednak w centrum uwagi
pianisty. Punktem wyjścia było przede wszystkim szeroko rozumiane brzmienie
utworu. Uderzała pedantyczna wręcz dbałość o najdrobniejsze szczegóły
artykulacji, dynamiki i agogiki. Gra Pogorelicha była dla słuchających
niezwykle absorbująca. Było to wykonanie, w którym nie można było przewidzieć,
co zdarzy się za moment - interpretacja bardzo osobista i zaskakująca. Obok
charyzmatycznego sposobu gry, fantastycznej techniki i zdecydowanej wizji
interpretacyjnej, w wykonaniu artysty zaznaczyła się również pewna doza
powściągliwości, działającej niezwykle pobudzająco na umysły słuchaczy.

Tyle zawodowiec. A ja powiem, że z koncertu Zimermana wyszłam olśniona.
Jednakże Pogorelich, grając koncert, którym się raczej nie zachwycam, powalił
mnie na kolana.

Jestem dumna, że to MOJA, lokalna orkiestra, akompaniowała artyście na tym
samym niezwykle wysokim poziomie technicznym i artystycznym. Wszelkie
propozycje interpretacyjne solisty były uszanowane, orkiestra się dostosowała.
Idealnie.
Koncert przeleciał jak błyskawica, czułam wieki niedosyt, świat się zatrzymał.

odezwałam się, gdyż czuję się w obowiązku szczególnie Tobie, Zamku drogi
opowiedzieć o tym niezwykłym wydarzeniu. I żałuję, że nie poszłam na Marinera,
bardzo żałuję.
Obserwuj wątek
    • nann Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 12.07.07, 18:54
      a000000 napisała:

      >
      > Jestem dumna, że to MOJA, lokalna orkiestra,

      Sorrki, ze troszku ot.
      Jak bardzo "Twoja" orkiestra, jesli mozna spytac ?
      Czynnieś brała udział w koncercie ?

      pozdrawiam serdecznie
      nann, ktora na koncert sie wybierała i ostatecznie nie dotarła :(((
    • zamek Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 12.07.07, 21:56
      Azerko, brzydkie uczucie zazdrości przeze mnie przemawia, żem był w owym czasie
      na przeciwległym końcu Polski... Cieszę się, że mogłaś posłuchać tak świetnego
      koncertu i... mam ciut satysfakcji, że się przekonałaś :) Pozdrawiam cieplutko :)
      • fluteplayer Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 23.07.07, 22:17
        Tia...
        Jakze odmienne wrazenia estetyczne byly po drugiej stronie pulpitu.
        Szczegolnie ze tydzien wczesniej orkiestra grala ten sam koncert z niemieckim
        pianista o ktorym moglbym powiedziec - wirtuoz w kazdym calu.
        Niestety moze i Pogorelic wielkim pianista jest (byl), ale zdecydowanie nie dla
        mnie. chyba cala orkiestra z dyrygentem wlacznie byla podczas prob nieco
        przerazona tym co wyprawial ten Pan - udziwnione tempa (wszystko prawie o polowe
        wolniej od sugestii kompozytora), koszmarny dzwiek, czeste tracanie obcych
        dzwiekow i to wszystko okraszone klimatem rozdetego ego artysty. Ja rozumiem, ze
        ktos chce byc kontrowersyjny, inny, ale granie wszystkiego "na opak" przywodzilo
        mi na mysl raczej niedouczonego studenta niz okrzyczanego pianiste "z
        nazwiskiem". A juz totalnym obciachem bylo granie z nut, ktore na wypadek
        porwistego wiatru trzymala w rekach siedzaca na krzeselku obok "mistrza"
        wynajeta do tego mloda dziewczynka. Na szczescie na koncercie pianiscie poszlo
        juz nieco lepiej, ale nadal nie rozumiem okrzykow zachwytu i wielkiej owacji
        zgotowanej Pogorelicowi, ktory publicznosc sopocka olal nie grajac bisu (pewnie
        sie nie nauczyl). Urazonych ktorzy wytkna mi za chwile muzyczna ignorancje za
        moje slowa przepraszac nie zamierzam. Widocznie sie nie znam.
        • a000000 Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 24.07.07, 11:10
          widzisz, Flecisto, tak to już ze sztuką bywa, że de gustibus non disputandum est.

          A TEN pianista słynie z tego, że nikogo obojętnym nie pozostawia. Albo zachwyt
          albo całkowite potępienie.
          Jedno Ci powiem - potrafił zrobić klimat. Co mi z tego, że pianista gra
          poprawnie i na pamięć.... gdy nudą wieje.

          Orkiestrę podziwiam, że się zdecydowała grać z tak niepokornym i
          nieprzewidywalnym solistą.

          powodzenia życzę na niwie drugiej strony pulpitu.
          • fluteplayer Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 02.08.07, 15:29
            a000000 napisała:

            > widzisz, Flecisto, tak to już ze sztuką bywa, że de gustibus non disputandum es
            > t.
            >
            > A TEN pianista słynie z tego, że nikogo obojętnym nie pozostawia. Albo zachwyt
            > albo całkowite potępienie.

            Hmmm... Czy to ma byc jego zaleta ze zdaje sie wiecej niz polowa muzykow
            grajacych wtedy w orkiestrze byla zniesmaczona postawa i produkcja tego Pana?
            Przyznam ze niezmiernie mnie zadziwia pojmowanie czyjejs doprowadzonej do
            skrajnosci kontrowersyjnosci jako cos pozytywnego. Ja nie kwestionuje ze
            Pogorelic mogl sie komus podobac, moze podobal sie nawet wielu bedacym na
            koncercie osobom. Nie wiem tylko gdzie ta, jak to ujelas, "fantastyczna
            technika", "perelki rozsypujace sie po klawiaturze", "bijace dzwony w lewej
            rece"... well, chyba gralem inny koncert. Ale tak jak mowisz, gusta nie
            podlegaja dyskusji, dlatego w temacie gry Pogorelicia pax.
            A co do kontrowersji, mialem kiedys niewatpliwa przyjemnosc pojechac w trase z
            Nigelem Kennedy, skrzypkiem okreslanym jako enfant terrible muzyki klasycznej. I
            o ile u niektorych ludzi niesmak wzbudza jego ubior, sposob mowienia (slowa fuck
            uzywa mniej wiecej w co drugim zdaniu), to z pewnoscia nie mozna sie przyczepic
            do sposobu wykonania utworow - znakomitej techniki, nieposkromionego
            temperamentu, wielkiej muzykalnosci, pieknego dzwieku. I choc jego interpretacje
            tez bywaja kontrowersyjne, to jednak gdziekolwiek gra - na probach, koncercie
            (ktory praktycznie zawsze jest wielkim show,zakonczoe gradem bisow), czy podczas
            cwiczenia, slychac ze jest to solista wielkiej marki. A do tego prywatnie
            wspanialy czlowiek, ktory nikomu nie odmowi wspolnego zdjecia, autografu, czy
            przybicia piatki.
            Tego pan Pogorelic niestety nie umie i raczej sie nie nauczy. Coz, taki to z
            niego artysta...
            • a000000 Re: Polska Filharmonia Kameralna Sopot 02.08.07, 18:09
              nie nie, nie artysta... Taki z niego człowiek. Dumny i zarozumiały.

              Flecisto, inaczej się odbiera koncert będąc na scenie (czyli jak to ładnie
              nazwałeś: po drugiej stronie pulpitu) a ZUPEŁNIE inaczej będąc zwykłym słuchaczem...

              Kennedy faktycznie gra pięknie. Choć ubiór jego... no cóż, rzecz gustu. To jest
              MUZYK, nie model.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka