mosze_zblisko_daleka
18.10.07, 21:57
Wirtualna Polska
Wiadomość wydrukowana ze stron: media.wp.pl
Mosad wychodzi z cienia 2006-03-29 (11:02)
1 kwietnia 1951 r. premier Izraela Ben Gurion powołał do życia tajną
organizację o nazwie Ha-Mossad le-Modiin ule-Tafkidim Meyuhadim, czyli
Instytut Wywiadu i Zadań Specjalnych. Potocznie zwany Mosadem, izraelski
wywiad dopiero niedawno został poddany kontroli parlamentarnej.
Jaakov Barmor, oficjalnie pierwszy sekretarz ambasady Izraela w Warszawie, w
rzeczywistości był rezydentem Mosadu. W maju 1957 r. został uznany za persona
non grata i zmuszony do natychmiastowego opuszczenia Polski. Kilka dni później
Iser Harel, legendarny pierwszy szef Mosadu i koordynator wszystkich
pozostałych służb bezpieczeństwa, przyjął go w swoim biurze w niepozornym
budynku w Jaffie. Mosad nie nadawał odznaczeń, medali i orderów. Serdeczny
uścisk dłoni był najwyższym wyrazem uznania.
Ówczesny polski kontrwywiad spóźnił się ponad rok z ujawnieniem prawdziwego
oblicza Barmora, a ten tylko przez przypadek został bohaterem jednego z
największych sukcesów Mosadu.
W pierwszych dniach marca 1956 r. pojawił się w warszawskiej ambasadzie
Izraela dziennikarz Polskiego Radia Wiktor Grajewski i położył na biurku
Barmora 70-stronicową broszurę opasaną czerwoną wstążką. Napis na okładce nie
pozostawiał wątpliwości co do treści dokumentu: „XX zjazd WKPB, przemówienie
tow. Nikity Chruszczowa. Ściśle tajne”. Pogłoski o sensacyjnym przemówieniu, w
którym Chruszczow oskarżył Stalina o krwawe zbrodnie, krążyły na Zachodzie od
kilku dni, ale nikomu nie udało się zdobyć ani oryginału, ani wiarygodnej
kopii. Barmor zorientował się natychmiast, że wpadła mu w ręce bryła złota.
Dzień wcześniej szyfrowana depesza z Jerozolimy zawiadamiała, że amerykańska
Central Intelligence Agency oferuje milion dolarów za możliwość wglądu do tego
dokumentu.
Barmor poprosił o 10 minut cierpliwości. W gruncie rzeczy, wspominał potem
Wiktor Grajewski, obecnie 81-letni obywatel Izraela, fotografowanie na starej
kopiarce trwało ponad godzinę. Grajewski był podenerwowany. Broszurę dała mu
do przeczytania przyjaciółka, sekretarka Edwarda Ochaba, Łucja Baranowska.
Musiał ją zwrócić do godziny piętnastej, kiedy to zamykano kasy pancerne w KC
partii. Z trudem zdążył na czas.
Kilka dni później przemówienie Chruszczowa zostało odebrane w Tel Awiwie przez
Amosa Manora, szefa Szin Betu (Służba Bezpieczeństwa Wewnętrznego, utworzona w
czerwcu 1948r.). Wkrótce potem przekazano je Iserowi Harelowi. Tekst
przetłumaczono najpierw na hebrajski, potem na angielski. Mosad nie miał
zamiaru egzekwować w Waszyngtonie miliona dolarów. Od kilku lat istniała
współpraca wywiadu izraelskiego z wywiadem Stanów Zjednoczonych ukryta pod
kryptonimem Balsam. Harel wiedział, że przekazanie dokumentu Amerykanom
pogłębi tę współpracę i ustali pozycję Mosadu jako pełnowartościowego partnera
w grze obu wywiadów. Omijając rezydenta CIA w Tel Awiwie przesłał pakunek
specjalnym kurierem bezpośrednio do kwatery CIA, na ręce Jima Angletona,
bliskiego współpracownika Allana Dullesa.
Wiktor Grajewski (prawdziwe nazwisko Wiktor Spielman), nie został namierzony
przez kontrwywiad PRL. Wyemigrował do Izraela w 1957 r., pracował wiele lat w
publicznej rozgłośni Kol Israel, współpracując okazyjnie z Szin Betem w
sprawach dotyczących Związku Radzieckiego. Łucja Baranowska, również nigdy nie
wykryta jako źródło przecieku, zmarła w Polsce w 1973 r. Iser Harel, którego
nazwisko cenzura wykreślała ze wszystkich publikacji dotyczących działalności
służb specjalnych, był człowiekiem-legendą i pozostał nim także po śmierci,
która nastąpiła przed trzema laty. To on, na polecenie pierwszego premiera
Dawida Ben-Guriona, ukształtował w 1951 r. struktury izraelskiego wywiadu i
kontrwywiadu, a także określił zakres ich działalności. Ze względu na niski
wzrost mówiono na niego Mały Iser.
Harel urodził się w 1912 r. w Witebsku na Białorusi; do Palestyny wyemigrował
w 1930 r., zaciągnął się do żydowskich jednostek policji brytyjskiej, a od
1944 r. działał w agenturze SZAJ (tajna służba informacyjna podziemnej
syjonistycznej organizacji Hagana, stanowiącej, w pewnym sensie, odpowiednik
polskiej Armii Krajowej podczas okupacji). Jego wyjątkowe zdolności
organizacyjne, zimna krew, bezwzględność i brak skrupułów w walce z wrogami
predestynowały go na szefa Mosadu od chwili jego powstania. Aż do słynnego
porwania nazistowskiego zbrodniarza Adolfa Eichmana, który ukrywał się w
Argentynie pod przybranym nazwiskiem Ricarda Clementa, nikt w Izraelu nie
słyszał o Iserze Harelu. Dopiero proces w Jerozolimie, zakończony wyrokiem
śmierci dla Eichmana, spowodował ujawnienie niektórych szczegółów akcji i
opublikowanie nazwiska człowieka, który nią kierował. Po ustąpieniu ze
stanowiska w 1963 r. Harel zrelacjonował przebieg wydarzeń w książce, która
stała się w Izraelu bestsellerem.
Nie tylko osoba szefa, ale także samo istnienie Mosadu otoczone było
tajemnicą. Aby jej nie naruszyć, parlament nie uchwalił w tej sprawie żadnej
ustawy. Korzystając z bezgranicznego zaufania premiera Ben Guriona, Harel
stworzył instytucję, która działała niezwykle skutecznie poza granicami
państwa, często nie licząc się z obowiązującym ustawodawstwem. Porwanie
Eichmana i przetransportowanie go do Izraela specjalnym samolotem, który stał
do dyspozycji Abby Ewena, ówczesnego ministra spraw zagranicznych, który
składał oficjalną wizytę w pałacu prezydenta Argentyny, było niewątpliwym
złamaniem norm przyjętych w stosunkach międzynarodowych. Notabene: Abba Ewen
nie miał pojęcia, że jego wizyta stanowi przykrywkę dla tej brawurowej akcji.
Także porwanie Mordechaja Vanunu, zwabionego przez izraelską agentkę z Londynu
do Rzymu, nie odbyło się za przyzwoleniem władz włoskich. Vanunu został
skazany na 18 lat więzienia za zdradę tajemnic dotyczących reaktora atomowego
w Dimonie (POLITYKA 18/2004).
Brytyjski dziennikarz Ronald Payne, autor wydanej w 1990 r. książki „Israel’s
Most Secret Service”, opisując sposób naboru agentów Mosadu twierdzi, że Iser
Harel wyszukiwał przede wszystkim młodych intelektualistów po służbie
wojskowej, którzy skłonni byli poświęcić życie dla sprawy. Preferował
kandydatów władających płynnie językiem arabskim. Podczas kursu
przygotowawczego badano ich pamięć, szkolono w posługiwaniu się tradycyjnymi
narzędziami szpiegowskiego zawodu. Agenci musieli być pozbawieni skrupułów,
które stanowiłyby przeszkodę w brutalnej czasami działalności. Bezwzględne
zgładzenie terrorystów palestyńskich, odpowiedzialnych za mord jedenastu
izraelskich sportowców podczas olimpiady 1972 r. w Monachium (POLITYKA
40/2005), stanowi najlepszy tego przykład. Szubienica na pl. Męczenników
W pierwszych latach istnienia siedziba Mosadu mieściła się w starej,
niepozornej kamienicy przy ulicy Ben Jehuda 85 w Tel Awiwie, tuż nad
kwiaciarnią i małą kawiarenką. Dzisiaj biura Mosadu porozrzucane są w różnych
dzielnicach miasta, kwatera główna mieści się zaś w nowoczesnym wysokościowcu,
w którym znajdują się kancelarie adwokackie i prywatne kliniki lekarzy. Tyle
tylko, że na piętra zajęte przez dowództwo wywiadu wjeżdża specjalna winda, do
której wsiąść można wyłącznie z pilnie strzeżonego podziemnego parkingu.
To tutaj, dwa razy w miesiącu, spotykają się szefowie wywiadu wojskowego, Szin
Betu, i Mosadu na wspólną naradę. W zawodowej gwarze nazywana jest poranną
kawą. Ostatnie słowo ma zawsze szef Mosadu. Organizacja podlega bezpośrednio
premierowi, więc konkluzje rozmów wędrują stąd prosto na jego biurko.
Podczas jednej z takich narad wyłoniła się konieczność usprawnienia
działalności wywiadu w Syrii. Misję powierzono młodemu, niezwykle
inteligentnemu agentowi, urodzonemu w Aleksandrii Eli Kohenowi. Dopóki nie
został zwerbowany przez łowców talentów z Mosadu, pracował jako urzędnik
państwowy, miał żonę i małą córeczkę. Kohen znał zarówno język arabski, jak i
spos