odyn06
27.07.09, 09:47
Niedawno pisałem, powołując się na słowa polskich osadników, jak to tuz po
wojnie w m. CYBINKA dwa radzieckie pułki artylerii walczyły ogniem o
największą w okolicy pojunkierską gorzelnię, a konkretniej o jej finalny produkt.
Misza zapałał oburzeniem, że to niemożliwe, bo przecież to niemożliwe:-))
Wrodzona przekora kazała mi szukać dalej i znalazłem:
Po wyzwoleniu Wrocławia, miasto zostało poddane grabieżom, jego mieszkanki
gwałtom, skarby kultury bezmyślnym zniszczeniom i podpaleniom.
A teraz cytat: "Przez dwa dni trwała regularna bitwa pomiędzy
konkurencyjnymi oddziałami Sowietów, które walczyły między sobą o poniemieckie
magazyny żywności przy ulicy Sternstrasse."
Ten pikantny w wymowie szczególik nie pochodzi ze wspomnień podchmielonych
kombatantów (Cybinka), ale z poważnego opracowania naukowego oxfordzkiego
historyka Roger Moorhouse w książce Mikro Kosmos. Aha, byłbym zapomniał:
strona 444 na dole.
Znawców tematu pytam: Czy to był friendly fire, wymiana poglądów za pomoca
broni strzeleckiej i armat, czy też walka o powojenne łupy?