17.11.06, 21:42
Pamietam jak dzis, jak dzieci chodzily od domu do domu by prosic o "cos do
zjedzenia", bylam wtedy mala wiec musialy to byc lata koncowka 60tych. Mama
dawala im chleb, kielbase i co tam jeszcze bylo w lodowce choc sami krezusami
nie bylismy.
Pamietam tez ze do pasztecikarni (specjalnosc szczecinska) przychodzily
dzieci bardzo biednie ubrane i prosily o jednego pasztecika ...

Na podworku jeden chlopak z patologicznej biednej wielodzietnej rodziny
wyrwal mi z reki chleb ze smalcem i sola ..., coz dzisiaj ludzie mowia o
biedzie dzisiejszej, ale zapomnialo o tamtej, jakze bardziej skrajnej ...
Obserwuj wątek
    • tamsin Re: bieda :( 18.11.06, 03:38
      takiej biedy nie pamietam, wiem ze byly rodziny patologiczne i ich niedomyte
      dzieci nie przypuszczalam ze glodne, bo jakby nie bylo zlobki z calkowietym
      wyzywieniem byly niezmiernie tanie w PRL-u, przedszkola rowniez nie
      doprowadzaly do bankructwa, w kazdej szkole gotowali obiady i na dodatek mozna
      bylo starac sie o znizkowe. Pierwszy raz z zebrajacymi dziecmi spotkalam sie
      w....Hiszpanii, chociaz podobno byly to same portugalskie dzieci. No oczywiscie
      w PRL-u non stop bylo sie zaczepanym przez cyganskie dzieci ale te nie prosily
      o bulke ale o 10 zlotych.
    • nolwen58 Re: bieda :( 18.11.06, 10:34
      Byli ubodzy. Czesto byly to wielodzietne rodziny, gdzie rodzice zarabiali ok.
      700 zl , a to nie starczalo na wszystko .Byla tez patologia spoleczna.Z
      zebractwem sie zetknelam, widzialam jak ludzie w barach mlecznych wyjadali
      resztki z talerzy.Musieli uwazac bo milicja ich ganiala. W latach 80- tych bylo
      strasznie duzo Rumunow zebrzacych.
      • babiana Re: bieda :( 18.11.06, 10:47
        Byla bieda az piszczala tylko w tym systemie propagandy sukcesu glosno na ten
        temat nie mowilo sie. Nie bylo programow telewizyjnych pokazujacych te biede.
        Najwyzej rodziny patologiczne pokazywano. Nie tylko patologiczne byly biedne. To
        wyjadanie resztek z talerzy dobrze pamietam w barze Bialy Zdroj w Sopocie. Ci
        ludzie tak bardzo sie tego wstydzili.
        • robin153 Re: bieda :( 18.11.06, 16:23
          Ja widzialam inna biede. Biede ludzi ze starych inteligenckich rodzin
          krakowskich. Biede dobrze ukrywana pod starymi zniszczonymi ale w BARDZO DOBRYM
          gatunku plaszczami. Biede maskowana wytartym JEDWABNYM szalikiem na szyi,
          wtartym pierscionkiem ZLOTYM na palcu. Ludzie ktorzy w czasach przedwojennych
          mieszkali w bogatych kamienicach, wyjezdali do kurortow na wakacje, a po wojnie
          nie mieli pieniedzy na zaplacenie wegla, mieszkali w malenkim pokoiku swojego 4-
          pokojowego kieszkania, ktore ogrzewali piecykiem elektrycznym. Byli to ludzie
          ktorzy nigdy nie przsystosowali sie do nowego systemu, zyli w pogardzie do
          swiata"robotniczego" czasem moze pracowali w jakis biurach, czesto
          wysprzedawali jakies antyki i resztki bizuterii aby sie utrzymac.
          Zyli "szlechetnie" ale na pograniczu biedy. Mialam takich sasiadow, zawsze
          staralam sie im troche pomoc - dostawalm za to wspomnieniaz zycia z
          przedwojennych czasow krakowskich . Uwielbialam ich sluchac! Jestem juz tyle
          lat za granica, jak wracam do Polski to ich odwiedzam, ten obecny system jest
          jeszcze gorszy dla nich , bo oni sa starzy, i kompletnie nie zaradni zyciowo.
          Zyja ze swoich malenkich rent w bardzo nedznych warunkach.
          • tamsin Re: bieda :( 18.11.06, 17:13
            czy przypadkiem w takiej strasznej biedzie nie zyl Franciszek Dabrowski,
            prawdziwy obronca Westerplatte, ale nigdy nie wspominany za czasow PRL-u, z
            powodu swojego pochodzenia szlacheckiego? Kazde dziecko wiedzialo o maj.
            Sucharskim, ktory mial odpowiednie pochodzenie (chyba chlopskie).
          • minerwamcg Re: bieda :( 18.11.06, 22:35
            >Byli to ludzie
            > ktorzy nigdy nie przsystosowali sie do nowego systemu, zyli w pogardzie do
            > swiata"robotniczego"

            No to nie, "moi" przedwojenni inteligenci nie gardzili nikim. Raczej przyglądali
            się wszystkiemu z łagodnym smutkiem.
            W jadłodajni "U Stachy", gdzie jadałam w studenckich czasach spotykałam Hrabinę.
            Dobre, stare nazwisko i takaż osoba - siwa, chudziutka pani o nienagannych
            manierach i pięknej francuszczyźnie. Zasiadała nad połową porcji rosołu albo
            małymi ruskimi, wyjmowała ze zniszczonej skórzanej torebki owinięte w bibułkę
            srebrne sztućce, cieniusieńkie i wytarte, z kompletnie niewyraźnym herbem na
            trzonku i elegancko, niespiesznie jadła, prowadząc wytworną konwersację z
            sąsiadami przy stole.
            Potem przestała przychodzić. I był nekrolog w "Tygodniku Powszechnym".
            • luccio1 Re: bieda :( 21.12.06, 00:27
              minerwamcg napisała:

              > >Byli to ludzie ktorzy nigdy nie przsystosowali sie do nowego systemu.
              Ludzie nie chcieli przystosować się do systemu - ale system giął ich aż do
              ziemi.
              Mam w oczach obraz z wiosny 1980 roku, samo centrum Krakowa, placyk przy
              skrzyżowaniu ulicy św. Jana z ulicą św. Tomasza, biegnącą dalej ku
              Floriańskiej, dziś znany jako "Zaułek Niewiernego Tomasza". Pani mocno już
              wiekowa, ale wciąż jeszcze piękna, szlachetne rysy twarzy wskazują pochodzenie
              z inteligencji od kilku pokoleń oraz kulturę wyniesioną z domu, a potem
              polerowaną przez długie lata kształcenia się, pracy, obcowania z ludźmi...;
              pani w kostiumie już wyszarzanym, ale wciąż jeszcze eleganckim, uszytym kiedyś
              tam na miarę przez pierwszorzędnego krawca z doskonałego materiału, z głową
              zwieńczoną toczkiem, wykonanym ileś dziesiąt lat temu przez najlepszą modystkę
              według indywidualnego projektu, który obie panie uzgadniały według wzorów
              będących wówczas "na topie" -
              teraz, odstawiwszy ciężkie siaty (symbol nowych czasów, w jakich przyszło jej
              żyć), kucała pod szkarpą podpierającą boczną ścianę kościoła św. Jana, mając
              spódnicę podkasaną wysoko na biodra, nieco niżej zwiniętą halkę, obrzeżoną u
              dołu szerokim pasem koronki, opuszczone "niewymowne", odsłonięte podwiązki wraz
              z klamerkami trzymającymi pończochy... - i na oczach przechodniów w samym
              środku dnia załatwiała się na chodnik, wykonując obie czynności fizjologiczne.



              • luccio1 Re: bieda :( 05.02.07, 23:10
                Wspomnienie starszej pani z ulicy św. Jana wywołało kolejne:
                "Baba z cielęciną", przychodząca do nas dobre 10 lat - kobieta, która musiała
                mieć nie więcej niż 40 lat, a wyglądała jak staruszka; zawsze, kiedy wchodziła,
                wnosiła ze sobą zapach nigdy nie przewietrzanej piwnicy (tak pachniał jej
                płaszcz, noszony bez zmiany zima-lato). Pamiętam, że kiedyś, już po dłuższym
                czasie przychodzenia do nas, poprosiła Mamę o wpuszczenie do łazienki - Mama
                zgodziła się, ale na pożegnanie powiedziała: "na przyszłość proszę załatwiać
                się na podwórku przy kubłach jeszcze przed wejściem na górę" (oczywiście, było
                to powiedziane w trosce o nas).
                Tamta starsza pani usłyszała zapewne nie raz szorstkie "nie!" i nie raz
                zobaczyła rękę wskazującą drzwi wejściowe, kiedy pytała o możliwość
                skorzystania z toalety np. w restauracji albo kawiarni - aż w końcu uznała, że
                kucnąć na ulicy to mniejsze upokorzenie...
                • poliglo Re: bieda :( 02.04.07, 16:20
                  cóż za monotematyczność, przegina pan pałę i to bardzo, każdą dyskusję sprowadza
                  pan do sikania kobiet w podwórkach, wkleja pan w kilka miejsc te same "teksty",
                  żałosne!!!!!
              • quba Re: bieda :( 17.08.07, 11:22
                samo centrum Krakowa, placyk przy
                > skrzyżowaniu ulicy św. Jana z ulicą św. Tomasza, biegnącą dalej ku
                > Floriańskiej, dziś znany jako "Zaułek Niewiernego Tomasza". Pani
                mocno już
                > wiekowa, ale wciąż jeszcze piękna, szlachetne rysy twarzy wskazują
                pochodzenie
                > z inteligencji od kilku pokoleń oraz kulturę wyniesioną z domu, a
                potem
                > polerowaną przez długie lata kształcenia się, pracy, obcowania z
                ludźmi...;
                > pani w kostiumie już wyszarzanym, ale wciąż jeszcze eleganckim,
                uszytym kiedyś
                > tam na miarę przez pierwszorzędnego krawca z doskonałego
                materiału, z głową
                > zwieńczoną toczkiem, wykonanym ileś dziesiąt lat temu przez
                najlepszą modystkę
                > według indywidualnego projektu, który obie panie uzgadniały według
                wzorów
                > będących wówczas "na topie" -
                > teraz, odstawiwszy ciężkie siaty (symbol nowych czasów, w jakich
                przyszło jej
                > żyć), kucała pod szkarpą podpierającą boczną ścianę kościoła św.
                Jana, mając
                > spódnicę podkasaną wysoko na biodra, nieco niżej zwiniętą halkę,
                obrzeżoną u
                > dołu szerokim pasem koronki, opuszczone "niewymowne", odsłonięte
                podwiązki wraz
                >
                > z klamerkami trzymającymi pończochy... - i na oczach przechodniów
                w samym
                > środku dnia załatwiała się na chodnik, wykonując obie czynności
                fizjologiczne.
                >
                no rzeczywiscie
                S A M A w czystej postaci kultura
                • luccio1 Re: bieda :( 24.08.07, 23:09
                  quba napisał:
                  > no rzeczywiscie
                  > S A M A w czystej postaci kultura

                  Nie. Tylko bardzo, bardzo stary człowiek trazący pomału nadzieję i
                  wiarę w sens życia;
                  człowiek, któremu pomału zaczynało być wszystko jedno.
          • quba Re: bieda :( 25.11.06, 10:29
            Ludzie ktorzy w czasach przedwojennych
            > mieszkali w bogatych kamienicach,



            Jestem juz tyle
            > lat za granica, jak wracam do Polski to ich odwiedzam,


            to oni jeszcze zyja?
          • luccio1 Re: bieda :( 19.12.06, 21:38
            robin153 napisała:

            > Ja widzialam inna biede. Biede ludzi ze starych inteligenckich rodzin
            > krakowskich. Biede dobrze ukrywana pod starymi zniszczonymi ale w BARDZO
            > DOBRYM gatunku plaszczami. Biede maskowana wytartym JEDWABNYM szalikiem na
            > szyi, wytartym pierscionkiem ZLOTYM na palcu.
            Przypominam sobie obrazek powtarzający się w Krakowie na przełomie lat 70./80.
            co niedzielę, po każdej Mszy w każdym kościele Śródmieścia: starsze panie,
            niewątpliwie pochodzące z inteligencji, w takich właśnie kostiumach, niegdyś
            eleganckich, szytych kiedyś na miarę przez najlepszych krawców; w kapeluszach i
            toczkach robionych kiedyś, parę dziesiątek lat temu, na zamówienie przez
            najlepsze modystki - teraz kucające z podkasanymi spódnicami w załomach murów
            kościelnych albo pod krzaczkami na Plantach. To może nie była wprost bieda - w
            każdym razie na pewno skutek długotrwałego działania ogólnego dziadostwa.
            należącego do istoty systemu.
      • minerwamcg Rumuni w 80-tych?! 18.11.06, 22:43
        nolwen58 napisała:

        > W latach 80- tych bylo strasznie duzo Rumunow zebrzacych.

        Akurat.
        Rumunów żebrzących w latach 80-tych w Polsce nie było. ANi żadnych innych
        zresztą, bo Słoneczko Bałkanów nie miało zwyczaju wypuszczać obywateli za
        granicę bez naprawdę poważnego powodu. Tak zwani Rumuni, czyli faktycznie
        rumuńscy Cyganie, pojawili się w Polsce masowo po śmierci Wielkiego Conducatora.
        Że zaś Geniusz Karpat, że opuszczę inne zwyczajowe tytuły, dostał w czapę w
        drugi dzień Bożego Narodzenia 1989, jasno widać, że w latach 80-tych żebrzących
        Rumunów w Polsce nie było.
        • luccio1 Re: Rumuni w 80-tych?! 29.11.06, 21:02
          Początkiem lat 90. kursował pociąg międzynarodowy Bukareszt-Kraków i z powrotem
          (skład rumuński - CFR; pamiętam charakterystyczny błąd pisowni na tablicy z
          relacją pociągu przywieszonej na boku wagonu: "Krakow Glavni"). Nieoficjalnie
          zwano go "Ekspresem Cygańskim". Miał trasę niemożliwie pozawijaną: najpierw z
          Bukaresztu w poprzek Karpat i zygzakiem przez cały Siedmiogród i Kraj
          Marmaroski, potem przejazd przez kawałek Zakarpacia, dawniej sowieckiego, wtedy
          już ukraińskiego (Mukaczewo, Czop) - potem poprzez Czerną nad Cisą na Słowację,
          a tam przez Koszyce, Kysak, Preszów do Muszyny i dalej już przez Nowy Sącz i
          Tarnów do Krakowa, dokąd docierał koło 6 rano. Gdzieś tak 1995-96 przestał
          kursować.
    • babiana Re: Litania do Slonce Karpat 19.11.06, 00:09
      stworzona z tytulow jakimi go obdarzano
      www.lww.republika.pl/Humor/Litania.htm
      Kiedy przyjechalam do Polski w 1992 roku to juz sie ci Cyganie rumunscy
      zaczynali panoszyc. Stalam w kolejce po bilet na Dworcu Centralnym w Warszawie i
      podszedl do mnie (zreszta do kazdego w kolejce) maly chlopczyk ,na oko
      czteroletni i kiedy odmowilam mu jalmuzny takiego kopa dal mi w kostke, ze az
      podskoczylam.
      • tamsin Re: Litania do Slonce Karpat 19.11.06, 00:37
        moja kolezanka (ta z obsikanej klatki) miala macoche Rumunke (nie Cyganke).
        Jezdzili do Rumunii co rusz na wakacje i ona przywozila nam na pocieszenie
        wiadomosci jaka tam byla straszna bieda (okolo 1980 roku). Wszystko mieli
        wydzielane, nawet jajka. Z kolei takich korzuchow nikt nie mial jak ona,
        wszystkie przywiezione z Rumunii. Wtedy byla taka moda na korzuchy, kazda
        szanujaca sie kobieta/dziewczyna musiala miec korzuch, a on miala ich pare i na
        dodatek takie ze dech nam zapieralo.
        aha, pojecie "Roma" nie istnialo w latach 80tych (przynajmniej do 87 roku).
        Byli jedynie Cyganie.
      • luccio1 Wschód jest czerwony 24.11.06, 22:30
        Czerwieni się Wschód.
        Wschodzi Słońce.
        W Chinach podniósł się Mao Tse-tung.
        Pracuje dla dobra Narodu.
        Jest naszym Ojcem,
        naszym Zbawicielem.

        Ta pieśń jeszcze marne 20 lat temu była pobudką, którą radiowęzeł zaczynał
        dzień. Początek melodii był sygnałem wywoławczym rozgłośni pekińskiej - w tym
        wszystkich programów emitowanych "na zagranicę". Tę melodię emitował w
        przestrzeń pierwszy chiński sputnik, wystrzelony w r. 1970.
    • quba Re: bieda :( 25.11.06, 10:27

      Pamietam jak dzis, jak dzieci chodzily od domu do domu by prosic o "cos do
      > zjedzenia", bylam wtedy mala wiec musialy to byc lata koncowka 60tych. Mama
      > dawala im chleb, kielbase i co tam jeszcze bylo w lodowce



      i mieliscie lodowke wtedy ?
      Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
      pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
      • maglara Re: bieda :( 25.11.06, 12:30
        quba napisał:

        > i mieliscie lodowke wtedy ?
        > Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
        > pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.

        Pod koniec lat szescdziesiatych lodowka w domu nie byla niczym szczegolnym,
        prawie kazdy mial takowa.

        Dalszej czesci wypowiedzi nie rozumiem :O ...
        • hajota Re: bieda :( 25.11.06, 12:58
          maglara napisała:

          >
          > Pod koniec lat szescdziesiatych lodowka w domu nie byla niczym szczegolnym,
          > prawie kazdy mial takowa.

          Potwierdzam. Nasza radziecka lodówka "Saratow", po którą ojczym stał w
          spolecznej kolejce do AGD na ulicy Żurawiej (W-wa), działała bez zarzutu przez
          ponad 20 lat. Pod koniec niestety pracowała tak hałaśliwie, że trzeba się jej
          było pozbyć - wylądowała na działce u koleżanki i jeszcze parę lat jej służyła.
          • babiana Re: bieda :( 25.11.06, 13:22
            Lodowki byly juz w koncowce lat piecdziesiatych. Odkad siegam pamiecia u moich
            rodzicow byla wlasnie taka olbrzymia lodowka, ktora nazywala sie o ile pamiec
            mnie nie myli Moskwa Zil. Sluzyla okolo dwudzistu lat. Pozniej zamienili na
            Silesie. Odkurzacze byly rowniez juz w latach piecdziesiatych. Pamietam taki
            czerwony, nazywal sie Elektroluks na metalowych plozach jak sanki.I froterki
            elektryczne tez juz wtedy byly na rynku polskim. Moja mama byla osoba, ktora
            natychmiast kupowala kazdy najnowszy sprzet domowy jaki ukazywal sie na rynku ze
            wzgledu na to, ze pracowala od switu do wieczora. Froterke to pamietam dokladnie
            poniewaz nie chodzilam jeszcze do szkoly i koniecznie chcialam nia froterowac.
            Kiedy mi odmowiono to zemdlalam na zawolanie. Bylo to juz kolejne moje omdlenie
            w przypadku odmowy moim zachciankom. I wowczs ojciec wkroczyl do akcji i jak mi
            przylozyl klapa to natychmiast ocucilam sie i juz wiecej nigdy nie zemdlalam.
            • tamsin Re: bieda :( 25.11.06, 16:38
              ja pamietam nasza lodowke, chyba Polar wysokosci stolu. Potem pojawila sie
              wysoka lodowka, ktora byla szczytem marzen mojej mamy, dbala bardzo o nia; nie
              wolno bylo dlugo zastanawiac sie co sie bierze z lodowki i trzymac otwartych
              drzwi, bo mogla sie zepsuc. W latach osiemdziesiatych pojawila sie nawet
              zamrazalka w piwnicy, to na tego calego swiniaka i nieskonczone ilosci kostek
              masla.
              • meduza7 Re: bieda :( 30.11.06, 00:30
                Ruski sprzęt byl niezniszczalny. Nasza lodówka "Mińsk" przesłużyła jakieś 15 -
                20 lat po czym została oddana w dobre ręce i pewnie służy nadal.
                • lustroo Re: bieda :( 30.11.06, 12:18
                  taaa Mińsk to rewelacja. Rodzice oddali ciotce kilka lat temu, a sobie kupili
                  Bosha. Mińsk chodzi, a Bosh się zepsuł...po gwarancji...Naprawiony działa
                  dalej. Ale...Kiedyś robiono wszystko porządnie, a dziś, by ludzie tylko
                  kupowali i kupowali robi sie byle co :(

                  Co do biedy to pamiętam, że biedniejsze dzieci w szkole(lata 70)dostawały zupę
                  za darmo.
                  • maglara Re: bieda :( 30.11.06, 13:49
                    ... ale wiekszosc szkol nie miala stolowek, chyba ze byly to nowoczesne budynki
                    1000 szkol na tysiaclecie czy jakos tak. Szkoly najczesciej byly w starych
                    koszarach, solidne czerwone z ceglowki, przynajmniej na Ziemiach Zachodnich, a
                    tam takich luksusow nie bylo. Sama pamietam jak popijalam kanapki woda z
                    korytarzowego kranu. A po drozdzowki latalo sie w czasie przerwy do nastepnej
                    piekarni. Kosztowaly 2 zlote.
                    • luccio1 Re: bieda :( 25.12.06, 16:30
                      Szkoła to następne oblicze biedy PRL.
                      Co do budynku: zaczynałem w baraku wybudowanym jeszcze podczas I wojny
                      światowej, w którym mieściła się filia (albo, jak mówiono, "folwark") mojej
                      szkoły. [Dla wyjaśnienia: podczas I wojny światowej budynki krakowskich szkół
                      zajęło wojsko austriackie na szpitale; aby nauka mogła się odbywać
                      gdziekolwiek, wybudowano dla szkół baraki; kiedy odrodziła się Polska
                      Niepodległa i szkoły odzyskały swoje budynki, okazało się, że są potrzebne
                      zarazem i one, i baraki - a to świadczy o postępie w dziedzinie dostępu dzieci
                      do szkół, dokonanym skokowo między czasami austriackimi a II Rzeczpospolitą].
                      Potem w części dobudowanej do starego budynku na sąsiedniej parceli - przy czym
                      ową część dobudowaną zaprojektowano tak, że aby zmienić buty w szatni, trzeba
                      było schodzić do piwnicy i potem iść korytarzem piwnicznym pozbawionym zupełnie
                      światła dziennego (jednym z kawałów kolegów z klas starszych było gaszenie
                      światła w tym korytarzu) - mijając po drodze pancerne drzwi pomieszczeń, które
                      w razie wojny miały być schronami (o czym oczywiście w czasach szkolnych nie
                      miałem pojęcia).
                      Potem chodziłem do szkoły wybudowanej w całości w latach 50. - na kawałku
                      ogrodu zabranego Wizytkom. W tym budynku znowu ktoś wymyślił sobie osobny
                      pawilon, spięty z budynkiem głównym łącznikiem - w pawilonie tym była sala
                      gimnastyczna na parterze - a naprawdę zagłębiona do połowy wysokości w
                      ziemi!!! - a nad salą gimnastyczną aula; zaledwie 10 lat po odaniu budynku
                      pawilon, źle posadowiony, zaczął się rozjeżdżać (grunt był grząski - sąsiedztwo
                      koryta Młynówki Królewskiej, zlikwidowanego na tamtym odcinku dopiero
                      w latach 30.) i cały budynek ześrubowano mocarnymi ściągami-dwuteownikami
                      stalowymi, i tak trwa do dziś.
                      Co do ludzi: kiedy skończyłem szkołę podstawową, spotkałem w liceum zaledwie
                      jednego kolegę z rocznika, i to z oddziału równoległego (spotykaliśmy się tylko
                      na WF). Klasa rozpierzchła się w najlepszym razie po technikach, ale głównie po
                      zawodówkach - a kilku zagubiło się w ogóle, nie kończąc żadnych szkół.
                      O rzeczach takich jak świetlica, obiady - ciągle słyszałem, ale nigdy nie
                      widziałem, aby to działało w rzeczywistości. Śniadania - próbowano to
                      organizować w liceum (bułka z jakąś wędliną + herbata z kotła, trochę jak w
                      schronisku w górach - tylko wszystko wychodziło drogo i z braku chętnych upadło
                      po półroczu i nikt do tego nei wrócił).
                      W liceum były w klasie kolejno dwie koleżanki pochodzące ze wsi: jedna
                      dojeżdżała spod Krakowa, druga mieszkała na stancji, mając rodzinę gdzieś na
                      Dolnym Śląsku. Żadna z nich nie przeszła do klasy wyższej - i zniknęły nam z
                      pola widzenia.
                      Jedyny pozytyw szkoły - to zespół nauczycieli w mojej drugiej z kolei szkole
                      podstawowej: dawni profesorowie gimnazjalni, po wojnie zdegradowani przez
                      władzę ludową do podstawówek (wydawało się, że tam mniej zaszkodzą). W ich
                      gronie uciekinier ze Lwowa, który uczył nas geografii Polski na prawym dolnym
                      rogu mapy (prawo- i lewobrzeżne dopływy Dniestru... itp.) - i w związku z tym
                      także sporo prawdziwej historii. Akurat, kiedy byłem w liceum, wszystkich
                      takich ludzi odesłano hurtem na emeryturę (rok 1971/72 był ich rokiem ostatnim).
                      • minerwamcg Re: bieda :( 26.12.06, 08:37
                        > W liceum były w klasie kolejno dwie koleżanki pochodzące ze wsi: jedna
                        > dojeżdżała spod Krakowa, druga mieszkała na stancji, mając rodzinę gdzieś na
                        > Dolnym Śląsku. Żadna z nich nie przeszła do klasy wyższej - i zniknęły nam z
                        > pola widzenia.

                        Proszę, proszę. U nas od klasy I do IV były dwie koleżanki, jedna z Owczar,
                        druga z Białego Kościoła. Jedna niemożebny kujon w ogóle, druga znakomita
                        matematyczka. Teraz jedna jest położną, druga od samej matury (sic!) uczy matmy
                        w swojej rodzinnej wsi. Po drodze oczywiście skończyła studia.
                        -
                        Osoby mrowie a mrowie
                        • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 11:47
                          minerwamcg napisała:
                          U nas od klasy I do IV były dwie koleżanki, jedna z Owczar,
                          > druga z Białego Kościoła.
                          Czy owe "Owczary" - nie był to Rychwałd w powiecie gorlickim (w sam raz na
                          północnej granicy Łemkowszczyzny)?
                          • horpyna4 Re: bieda :( 28.12.06, 12:33
                            To nie te Owczary. Te "krakowskie" są na północ od Krakowa, a na południowy
                            wschód od Ojcowa. Mniej więcej na skrzyżowaniu takich linii.
                            • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 13:10
                              Moja koleżanka podkrakowska dojeżdżała z Bolechowic: PKS-em albo okazją do
                              Zabierzowa, stamtąd pociągiem do Dworca Głównego - a stąd chyba już pieszo.
                              Ta druga miała rodziców w Bystrzycy Kłodzkiej.
                  • poliglo Re: bieda :( 02.04.07, 16:29
                    taaak, u mojej babci lodówa Mińsk działa już na pewno ponad 35 lat, u mojej mamy
                    Mińsk ma 20 lat, mama ciągle zwleka z kupnem nowej, bo skoro stara działa, to
                    można jeszcze to odwlec, jedyny mankament to wielogodzinne odmrażanie co miesiąc.
                • luccio1 Re: bieda :( 05.02.07, 21:38
                  meduza7 napisała:
                  > Ruski sprzęt byl niezniszczalny. Nasza lodówka "Mińsk" przesłużyła jakieś 15 -
                  > 20 lat po czym została oddana w dobre ręce i pewnie służy nadal.
                  Nasza pierwsza lodówka: "Foka" produkcji polskiej, kupiona w r. 1965, pracowała
                  (z jedną naprawą) do r. 1988. Druga: PAMIR 8 M, trzecia: SWIJAGA, obie
                  produkcji ZSRR - obie poszły "do ludzi" w stanie jeszcze dobrym; ostatnia - gdy
                  likwidowałem dom rodzinny.
            • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 13:58
              Od czasów dzieciństwa został mi, i jest wciąż na tzw. "ciężkim chodzie",
              odkurzacz bez nazwy, jeżdżący na trzech kółkach z pełnymi gumami (mniejsze, w
              środku z przodu, na zawieszeniu umożliwiającym obrót o pełne 360°) - wytwarzany
              ubocznie przez PZL (WSK) w Rzeszowie. Pracował z hałasem samolotu grzejącego
              silniki przed startem. Silnik ze szczotkami węglowymi - bez zabezpieczenia
              przed wychodzeniem prądów pasożytniczych do sieci zasilającej; zakłócał więc
              tym sposobem dokładnie programy radiowe i telewizyjne w całej okolicy. Na
              początku kariery w domu był naprawiany co chwilę (na szczęście, był
              wtenczas "po sąsiedzku" elektryk), potem już rzadziej - szczotki, gdy się
              starły, nauczyłem się wymieniać sam.
              • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 17:12
                Zapomniałem dodać: siła ciągu mojego odkurzacza była odwrotnie proporcjonalna
                do hałasu, jaki powodował, i do ilości pożeranego prądu. Przydawał się
                wyłącznie do zbierania kurzu z podłogi parkietowej, już z czyszczeniem
                rozmaitych szczelin były trudności - do dywanów nie nadawał się w ogóle.
                Miał oczywiście worek wielokrotnego użytku z grubego filcu - gdy worek był
                pełny, schodziło się go wytrzepać do śmietnika.
          • quba Re: bieda :( 12.04.08, 14:23
            > Pod koniec lat szescdziesiatych lodowka w domu nie byla niczym
            szczegolny
            > m,
            > > prawie kazdy mial takowa.



            Potwierdzam. Nasza radziecka lodówka "Saratow", po którą ojczym stał
            w
            > spolecznej kolejce do AGD na ulicy Żurawiej ...



            no to jednak byla ta lodowka czyms szczegolnym, skoro ojczym stal po
            nia w spolecznej kolejce, nieprawdaz?

            pozdrawiam
    • klara551 Re: bieda :( 21.12.06, 22:45
      A ja pamiętam biedę z lat 50-60,na prowincji.Mało, ze nie było towarów/np.
      pasztetowa raz w tygodniu/,na codzień margaryna,szynka tylko na święta.Rodzice
      wiekszości z nas kombinowali,bo pensje były mizerne.Każdy kto miał ogród
      hodowal warzywa.ćałe lato robilo się przetwory na
      zimę/kompoty,powidła,dżemy/Latem las i jagody jesienią grzyby wożone na
      śląsk,bo górnicy mieli pieniądze, sprzedawane w dużych miastach.Dzieci ze wsi
      dochodzące po kilka kilomwtrów do szkoły, bo nikogo nie obchodziło jak się do
      tej szkoły dostaną.Wszystko się załatwiało/słoiki na
      przetwory,buty,odzież,najczęściej materiał,bo konfekcja gotowa była zbyt droga
      i było jej mało.Przedszkola były owszem w dużych i średnich miastach,ale nie
      każdego było na nie stać.Ludzie dostawali niewysokie pensje,ale jak staralam
      się o akademik w 69 roku,to okazało się ,że do zarobków ojca dolicza się
      tzw.mundurówkę,węgiel,socjal/ojciec był kolejarzem/i akademika nie
      dostałam.Stypendium,było takie,że po oplaceniu akdemika i stołowki zostawało 20
      zł. na wszystko.Teraz ludzie,którym się gorzej powodzi nawet nie pomyślą o
      takiej pracy jak kiedys,gdy każdy myślał o zimie/przetwory,o uprawie
      ogrodu,działki o hodowli np. królików,kóz,czy świń/Nia twierdzę,że tak ma
      być,ale wtedy ludzie nie liczyli na państwo i sami starali się o wikt i
      opierunek.Korzystanie z pomocy społecznej było traktowan jako swoisty dowód
      nieudolności.
      • horpyna4 Re: bieda :( 22.12.06, 14:30
        Masz rację, na początku PRL-u była bieda (zwłaszcza na głębokiej prowincji), ale
        nikt nie jojczył. Myślę, że trochę dlatego, że ludzie nauczyli się radzić sobie
        podczas okupacji. Poza tym dość prymitywne warunki hartowały ludzi i wymuszały
        zapobiegliwość. A w mieście, jak to się mówiło, "woda leci ze ściany".
        W pierwszej połowie lat 50-tych jeździliśmy w lecie w góry. Pościel trzeba było
        wozić ze sobą (pociągiem), chałupa na szczęście była w miarę czysta, bo dopiero
        co wybudowana dla najstarszego syna, który był w wojsku. Co można było kupić w
        sklepie, lepiej nie mówić. No i wszechobecne gnojówki, nawet szamb tam nie było.
        Pół wieku później zajrzałam do tej wsi. No i piorunujące wrażenie już na
        początku - OCZYSZCZALNIA ŚCIEKÓW. Co by nie powiedzieć, skok cywilizacyjny.
        • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 12:15
          horpyna4 napisała:
          > Co można było kupić w sklepie, lepiej nie mówić.
          Tu akurat pamiętam zupełnie nieoczekiwany "plon" wakacji w roku 1968: NRD-owski
          robot kuchenny "Komet RG 5" - w Krakowie podówczas nie do dostania.
          • horpyna4 Re: bieda :( 28.12.06, 12:42
            Piszesz o znacznie późniejszych latach, ja pisałam o czasach Bieruta. A później
            rzeczywiście robiło się zakupy podczas wyjazdów na różne zadupia. Być może
            dostawy były takie same, a w różnych miejscach różne rzeczy były wykupywane,
            dlatego inne leżały na półkach. Ale Stefania Grodzieńska pisała, że dystrybucja
            specjalnie działała na zasadzie "każdemu to, na czym mu mniej zależy" i dzięki
            temu cały czas w sklepach jakiś towar był. Przynajmniej za środkowego PRL-u.
              • horpyna4 Re: bieda :( 28.12.06, 14:29
                No i oczywiście za czasów kartkowych te lepsze wędliny można było nieraz kupić
                w wiejskich sklepach nawet za tzw. "wołowe z kością" (starsi pamiętają, o co
                chodzi). Tam, gdzie była bieda, ludzi nie było stać na takie fanaberie, jak
                polędwica sopocka. Kupowałam kiedyś taką piękną polędwicę, a kilka babć i jeden
                dziadek czekali na dostawę taniej kiełbasy. Dowcipkowali zresztą, jak to kiedyś
                pewien ubogi chciał się darmo najeść wędliny, chodził więc po bazarze, prosił o
                mały kawałeczek do spróbowania, grymasił i szedł dalej. Ale któryś kolejny
                sprzedawca zorientował się w tym procederze. Jak dziadek zażyczył sobie
                spróbować jego kiełbasy, to ją przekroił i dał dziadkowi polizać nóż.
    • nolwen58 Re: bieda :( 28.12.06, 17:17
      Ja za czasow gomulkowskich juz wysylana bylam po male zakupy i widzialam co
      ludzie kupuja. Masz racje Horpyna ,lepsze wedliny i miesa byly .Nieraz bylam
      swiadkiem zakupu cwiartki masla(1/4 z polowki), kawalka kielbasy i sportow na
      sztuki( 3-4). Z kolei tez prawda ze ciekawe rzeczy w latach 80 - tych mozna
      bylo kupic w sklepach GS- owskich na wsiach.Do dzis mam i uzywam dwie koszule
      nocne ( made in NRD ), zakupione wlasnie w takowym sklepie( nie do zdarcia ,
      kolor tylko zbladl).Mala bylam , ale nigdy nie zapomne widoku taniej jatki,
      zaraz przy targowisku. Podroby szly od reki.
    • luccio1 Re: bieda :( 28.12.06, 17:23
      21 lipca 1986, godzina 21 albo nawet później, Głuszyca w Kotlinie Kłodzkiej -
      jeden jedyny sklep wciąż otwarty - i zaopatrzony: monopolowy.
      W tle transparent: "Ojczyzna to Wielki Zbiorowy Obowiązek. Czynem realizujmy
      uchwały X Zjazdu PZPR!" (w taki oto sposób Norwid uczył, co mianowicie ma być
      Wielkim Zbiorowym Obowiązkiem; jego nadużywano zresztą także przy innych
      okazjach, np. zwąc PRL "Krajem Przemienionych Kołodziejów").
    • luccio1 Re: bieda :( 29.12.06, 19:41
      Było jeszcze jedno oblicze biedy PRL: nie tyle bieda jako taka, ile ogólne
      dziadostwo na każdym kroku.
      Tu pamiętam przede wszystkim puste oprawki bez żarówek, sterczące tak
      tygodniami, miesiącami, latami - każdą żarówkę by stamtąd zaraz wykręcili
      (rozgrzeszenie było na zawołanie: w sklepie "nie idzie" dostać);
      same druty sterczące ze ścian w miejscu gdzie powinny być gniazdka wtykowe albo
      wyłączniki (jedno i drugie też trudne do dostania);
      mieszkania-kołchozy, w których nikt niczego nie naprawiał, bo raz: nie wiadomo,
      kto ile powinien by się na to składać, a po drugie po co, skoro przecież
      niedługo będzie znowu wojna (i wobec tego gospodarz musiał odprowadzać gościa
      przez przedpokój z latarką w ręku - ostatni raz spotkałem taką sytuację u
      kolegi u schyłku lat 70.!);
      windy nie jeżdżące od kilku dziesięcioleci (bo kamienica ma zaledwie parter i
      4 piętra, a w takich domach od r. 1945 "nie miały prawa" działać i zatrzymano
      je decyzją administracyjną, zabierając części żywotne mechanizmów napędowych i
      plombując maszynownie);
      rzeczy tylko eksploatowane - przy minimum nakładów na konserwację (w ten sposób
      z pierwszych wagonów tramwajowych na normalny rozstaw szyn, sprowadzonych do
      Krakowa w r. 1912, ostatnie egzemplarze dotrwały do połowy r. 1969 - w
      ostatnich latach wewnątrz wagonu podczas jazdy nie dało się rozmawiać - taki
      był hałas);
      - itd. itp.
    • nolwen58 Re: bieda :( 29.12.06, 20:49
      Z ta Polska Piastow to rzeczywiscie byla niezla jazda.A jakze ze pamietam , ze
      co solidne i przedwojenne to albo rozkradzione ( moze faktycznie komus sie to
      przydalo), albo postawione i niszczejace.pozostalosci przedwojenne to byl temat
      tabu.Jedyne co to chociaz do sklepu nie trzeba bylo chodzic z wlasnym papierem
      i nie pakowali zakupow w gazete jak w bratnim sojuzie.
    • luccio1 Re: bieda :( 30.12.06, 18:16
      I jeszcze, co sobie przypomniałem:
      zdanie, wbijane nam do głowy przez całą szkołę podstawową (w moim przypadku
      lata 1961-69):
      nie ma żadnych "biednych" czy "ubogich" - są tylko męty społeczne! (tutaj
      piętnowano imiennie - ludzi i całe rodziny).
      • tamsin Re: bieda :( 30.12.06, 21:31
        te mety spoleczne byly rowniez nazywanie "marginesem spolecznym". U mnie w
        podstawowce bardzo dobrze wiedzielismy, ktore dziecko pochodzi z marginesu.
        Chlopcy z tych rodzin bardzo czesto trafiali do poprawczaka, zwykle dlatego ze
        wagarowali no i ukradli cos komus z piwnicy lub ze sklepu. Byly to zwykle
        wielodzietne rodziny (przynajmniej 3-4 lub wiecej dzieci), matka dorabiala
        sprzataniem a ojciec wybieral butelki i szmaty ze smietnikow aby jakos zwiazac
        koniec z koncem.
        • luccio1 Re: bieda :( 31.12.06, 13:09
          tamsin napisała:
          > ojciec wybieral butelki i szmaty ze smietnikow aby jakos zwiazac
          > koniec z koncem.
          Póki miałem śmietnik na otwartym podwórku między dwoma blokami, nigdy nie
          wyrzucałem flaszek, słoików etc., których należało pozbyć się z domu, do
          domowego kosza na śmieci. Zawsze znosiłem je na dół - czysto umyte - osobno, i
          stawiałem obok pojemników na śmieci; tam czekały na potrzebujących.

              • luccio1 Re: bieda :( 02.01.07, 12:08
                Pamiętam z domu świadome zasuszanie chleba i bułek, z myślą o przyszłym użyciu
                jako 1) surowca do bułki tartej (uzyskiwało się ją przepuszczając suche
                pokruszone bułki i chleb przez maszynkę do mięsa) oraz 2) wypełnienia kotletów
                mielonych (po rozmoczeniu).
                  • luccio1 Re: bieda :( 02.01.07, 21:26
                    Orientacja na następną wojnę, która będzie wkrótce, to nie tylko to. To m.in.
                    mieszkanie mojej "przyszywanej" Babci, w którym spędziłem pół dzieciństwa (na
                    zmianę z mieszkaniem Rodziców) - mieszkanie umeblowane rzeczami absolutnie
                    przypadkowymi, gromadzonymi wyłącznie z myślą o użyteczności (dopiero po latach
                    odkryłem wiersz Barańczaka, idealnie pasujący do sposobu myślenia Babci: "Jeśli
                    porcelana, to jedynie taka, której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą
                    czołgu..." - Babcia już raz straciła wszystko w Warszawie).
                    Pamiętam też mieszkających w Krakowie uchodźców ze Lwowa - jeszcze w końcowych
                    latach 70. byli tacy, którzy mieszkali na zapakowanych skrzyniach, tak jak je
                    przywieźli, a życie codzienne toczyli wśród jakoś tam "zorganizowanych" nie
                    swoich sprzętów - no bo trzeba być gotowym na chwilę, gdy już będzie można
                    wracać, a wtedy nie ma chwili do stracenia...
                    • luccio1 Re: bieda :( 18.02.07, 23:20
                      A wśród moich znajomych Lwowiaków pamiętam też Panie, które nie rozbierały się
                      do spania - od czasu wywózek zimowych 1940 r. (które Je wówczas szczęśliwie
                      ominęły).
    • luccio1 To może nie była bieda 09.01.07, 17:51
      ale tak, jak sobie przypominam ogólną atmosferę tamtych czasów, to pamiętam ją
      jako życie "na pół gwizdka" (a może nawet na ćwierć). To były rozmaite plany
      mego Taty, stopniowo odkładane na bok, na "lepsze czasy" (których nie
      doczekał): a to, że zrobimy sobie warsztat i będziemy wspólnie majsterkować, że
      zrobimy ciemnię fotograficzną... (w obu domach, gdzie byłem jeszcze z obojgiem
      rodziców, nie było na coś takiego po prostu miejsca - mieszkania były
      tragicznie za małe). Podobnie było z zaczątkiem kolekcji nagrań muzyki
      klasycznej - jeszcze na płytach mono, a za cały sprzęt grający adapter WG 56
      podpinany do radia... itd. itp.
    • luccio1 Re: bieda :( 14.03.07, 00:54
      Tak w ogóle - przypominam sobie, że i wówczas chodziło po świecie wielu
      najdziwniejszych ludzi, wyraźnie odstających od normy.
      Pmiętam, jak do Franciszkanów w Krakowie w latach 60./70. chodziły dwie panie -
      z proporcji wieku chyba matka z córką. Obie Panie w czarnych kostiumach i
      kapeluszach na głowach, w czarnych pończochach na nogach - tyle że i żakiety, i
      spódnice pełne zwisających strzępków i nitek, pończochy całe w dziurach, tak że
      okrywały połowę powierzchni tego, co było widać poniżej spódnicy... no i
      wszystko od dawna nie prane.
      Nie wiem, na ile była to świadomie przyjęta poza, na ile skutek choroby czy też
      kompletnego zagubienia w rzeczywistości.
      • anka125 Mówicie - bieda? 17.08.07, 21:56
        Ale nie było tylu bezdomnych co teraz.I bezrobotnych.Teraz to dopiero bieda daje
        się we znaki szczególnie emerytom.Kiedyś za emeryturę można było jako tako
        przeżyć.Nie było tych "kominów" i takich różnic.
        Teraz to jest smutne.Starszym ludziom żyje się naprawdę biednie.
        • woman-in-love tak. bieda 01.04.08, 10:09
          moja mama z ledwością wiązała koniec z końcem, a że nienawidziła pożyczać
          pieniędzy, to "przed pierwszym" (ciarki mnie przechodzą na sam dżwięk tego
          słowa) wychodziła ze skóry, żeby zapewnić naszej trójce jakiś posiłek. Fajnym
          sposobem było smarowanie czosnkiem skórki od chleba, miało się wrażenie, że je
          się kanapkę z czymś "konkretnym".
        • luccio1 Re: Mówicie - bieda? 05.04.08, 12:58
          anka125 napisała:

          > Ale nie było tylu bezdomnych co teraz.

          Może i nie było. Z drugiej strony: Polska Ludowa do samego końca nie uporała się
          np. z całkowitym wyprowadzeniem ludzi z suteren (tak przynajmniej było w Krakowie).
          • cromwell1 Re: Mówicie - bieda? 06.04.08, 17:55
            Polska nie uporala sie z problemem biedy
            sutereny nie sa wyznacznikiem biedy
            opiekujemy sie rodzina w zachodniopomorskim
            kobieta s szesciorgiem dzieci
            chlop poszedl w tango
            zaplaciem za ponowne doprowadzenie wodociagu do domu
            przy ostatniej wizycie woda kapala do wiadra
            podobno wodomierz nie zarejestruje tak znikomego przeplywu

            pzdr.
            • woman-in-love bezdomnośc 06.04.08, 19:18

              a jak nazwać wieloletnie zamieszkiwanie kilku pokoleń w jednym małym mieszkanku,
              codzienne rozkładanie polówek, tę niewiarygodną ciasnotę powodująca rozlatywanie
              się rodzin. Koncentracja jak tortura. Ja miałam dobrze, mieszkałam u teściów
              tylko cztery lata. Pomimo, ze mama wpłacała nam na książeczki mieszkaniowe od
              zawsze.
              • luccio1 Re: bezdomnośc 06.04.08, 19:45
                Podstawowym sposobem radzenia sobie z problemem było uciekanie z domu gdy tylko
                się dało i na tak długo, jak tylko się dało.
                Póki dzieci były małe, a pogoda pozwalała, matki przesiadywały wraz z nimi całe
                godziny w parkach, dzień w dzień:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20182&w=56805188&a=56805487.
                Wyjście podsuwała też sama Polska Ludowa - a to kółka zainteresowań w szkole, a
                to zajęcia w Pałacu Młodzieży, a to klub sportowy - a i organizacje typu
                ZMP/ZMS/ZSMP "zdobyły" część członków oferując coś innego niż dom, gdzie od
                nadmiernej fizycznej obecności Najbliższych aż iskrzyło...
                Ja sam przez lata, już jako całkiem dojrzały człowiek, z tego właśnie powodu
                organizowałem sobie czas wolny, gdy tylko nie było deszczu, wyjeżdżając do
                Chełmu albo na Wolę Justowską - a potem pieszo przez cały Lasek Wolski, cały
                Sikornik aż do pętli na Salwatorze, skąd dopiero zjeżdżałem tramwajem do domu...
            • luccio1 Re: Mówicie - bieda? 06.04.08, 19:27
              > sutereny nie sa wyznacznikiem biedy
              W mieście takim jak Kraków były - nie tylko w propagandzie. Suterena to miejsce
              bardzo skutecznie dołujące psychicznie; miejsce, które samo przez się minuta po
              minucie, godzina po godzinie, dzień po dniu mówi: stąd nie ma wyjścia!

              Miałem kolegę w szkole podstawowej. Całą rodzinę przeniesiono z chałupy na
              Półwsiu Zwierzynieckim do sutereny w centrum.
              Przenosiny były spowodowane stanem owej chałupy: sufit już-już runąłby na głowę,
              podczas deszczu i tajania śniegu trzeba było pod jego różne miejsca podstawiać
              miednice i wiadra...
              Po wymuszonej przeprowadzce ojciec załamał się zupełnie - a potem cała rodzina
              jeden po drugim zaczęła się sypać. Dzieci z tego domu ledwie pokończyły szkołę
              podstawową, wyżej już nic, mimo że zaczynały jedną, drugą zawodówkę...
              Tyle że chałupa, jaka była, była własna (za chałupą był jeszcze sad). Suterena
              była miejscem, w którym wylądowali po wywłaszczeniu.
                • foxie777 Re: Mówicie - bieda? 08.04.08, 04:38
                  Ja bym nie nazwala ciasnoty bieda, po prostu
                  ciasnota.My mieszkalismy w jednym pokoju z kuchnia.
                  Rodzice, Brat i Babcia.Babcia spala w kuchni na tejze polowce.
                  To byly czasy.Wreszcie Mama dostala przydzial z Ministerstwa.
                  Boze, 3 pokoje z kuchnia{slepa} i lazienka.
                  Pamietam do dzis jaka bylam szczesliwa,ze bede dzielic
                  pokoj tylko z Bratem.
                  Doskonale rozumiem bogaczy, ze maja oddzielne gabinety,
                  lazienki,a goscie mieszkaja w domkach goscinnych.
                  Tu chodzi o przestrzen, a im wiecej forsy , tym wieksza.

                  pozdr
                • luccio1 Re: Mówicie - bieda? 12.04.08, 01:29
                  czekolada72 napisała:

                  > Przeciez w Kraku do dnia dzisiejszego nie rozwiazano (czyt. nie
                  > zlikwidowano) mieszkań w suterenach, nadal jest ich pełno!

                  Nie udało się tego dokonać również władzy sowieckiej we Lwowie (następującej po
                  niej władzy ukraińskiej także się nie udało).
    • neilos Re: bieda :( 12.04.08, 09:03
      Pamiętam biedę patologiczną w mieście, dzieci naszych sąsiadów, pijaków.
      Rodziny wielodzietne mieszkające w mieście, ale z pracującymi, starającymi się o
      dzieci rodzicami, zaradne, w PRL-u sobie radziły.

      Natomiast inaczej było na wsi. Pamietam to dobrze, bo każde wakacje spędzałam na
      wsi u babci. Babcia nie zabraniała mi kontaktów z dziećmi sąsiadów, wręcz
      odwrotnie. Tam wielodzietne rodziny to prawie był standard. Matki zaharowane, od
      świtu do nocy, nie miały czasu na gotowanie, pranie. Starsze dzieci opiekowały
      się młodszymi.
      Jako panienka z dobrego domu, jedynaczka, miałam tam szkołę życia i szkołę
      szacunku dla innych.
      Często jedynym posiłkiem były ziemniaki, okraszone tłuszczem z kwaśnym mlekiem.
      To był dla mnie rarytas!
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka