da.killa
22.02.02, 16:01
cyt. za ksiazka wydana przez zaklad energetyczny torun. (zetsa.pl)
rozdzial pierwszy:
Okryty cały miękkim futerkiem,
ma gruby nosek i wielkie uszy,
gdy mu na główce położysz rękę-
to się przytuli i cicho mruczy.
"Przecież to miś jest" - mówi mądrala,
i choć się myli, to mu wybaczę,
bo wszyscy zwą go misiem Koala
chociaż naprawdę jest on torbaczem.
Torbacz to takie zabawne zwierzę,
takie jak kangur - najbardziej znany,
który dni pierwsze życia swojego,
spędza w kieszeni - u własnej mamy.
Lecz nasz bohater już wyrósł z tego
by się kurczowo trzymać spódnicy.
On doświadczenia szuka nowego,
wciąż na ciekawszą przygodę liczy.
Za każdym razem ma pomysł nowy
i gdy coś nagle w oko mu wpada,
to już dla mamy kłopot gotowy,
biegnie ratować go, cała blada.
Jawnie się mamie nie przeciwstawia,
lecz za nic bierze jej ostrzeżenia;
a do przyjaciół dumnie powiada:
"Z każdego sobie kpi zagrożenia".
Drży cała z lęku mama Koali
i chociaż nie wie, ma pomocnika,
co zasługami się jej nie chwali,
a gdy pomoże, to zaraz znika.
To jest przyjazny i dobry duszek,
ze skrzydełkami, w długiej sukience.
I bez namysłu przyznać to muszę,
że choć jest mały, wielkie ma serce.
c.d.n