Dodaj do ulubionych

Kochać, to nie znaczy zawsze to samo...

IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 12:49
Kocham, ale jednocześnie mam w stosunku do niego coraz większy wstręt i
obrzydzenie – jednak nie w sensie fizycznym.
Nie ma to również nic wspólnego z nienawiścią.
To jest bardziej taka odraza do tego, jakim człowiekiem się okazał, jak
zupełnie inne roztoczył przede mną wyobrażenie o sobie.

Wiem, że jest to toksyczne, ale ta miłość niestety okazuje się zbyt silna,
wiec czekam na cud.
I następny paradoks – wiem także, że zupełnie niepotrzebnie, nie ma w tym za
grosz sensu.

Czy ktoś ma/miał podobnie?
Jak się z tego uwolnić?
Macie jakieś pomysły?


No i ta świadomość, że brnę w ten chaos coraz mocniej i mocniej.
Sama do siebie niedługo zacznę czuć niechęć.

Jak to przerwać?????!!!


Pozdr
Zuzanna

Obserwuj wątek
    • Gość: kajot Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 12:56
      czekanie na cud ,,, no mozna . ale tylko radykalne ciecie moze tobie pomóc ,
      nie żyj złudzeniami ... nie warto .. wiem cos o tym ... krótko ..poboli
      i ...bedziesz szczęśliwa ..
      • Gość: Zuzanna Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 17:21
        Gość portalu: kajot napisał(a):

        > czekanie na cud ,,, no mozna . ale tylko radykalne ciecie moze tobie pomóc ,
        > nie żyj złudzeniami ... nie warto .. wiem cos o tym ... krótko ..poboli
        > i ...bedziesz szczęśliwa ..

        Cięcie już nastąpiło.
        Czas, który niby tak leczy, również nic dał.
        Wynajdowanie sobie róznych absorbujących zajeć też nie doprowadziły do
        zapomnienia.

        Dlatego to stanowi dla mnie taki problem.
        Już po prostu sama nie wiem, co mam zrobić, jak sie z tego absurdu wyleczyć.
        Nie potrafie normalnie funkcjonać, żyć i cieszyć się następnym dniem.

        Próbowałam nawet "klina".
        Porażka! I głupota!
        To nic nie daje.
        A jeszcze, przez takie działanie, mogę skrzywdzić kogoś zupełnie na to nie
        zasługującego.

        Ale dziękuję bardzo za Twój głos i radę :)))

        pozdr
        Zuzanna
        • Gość: .sonia. Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 07.12.02, 18:55
          rzuć go! sorry, ale nie ma innej rady:(
      • lisiczkaa Czas ... 08.12.02, 13:55
        "Przysięgam Wam, że płynie czas, że płynie czas i zabija rany ... Tylko dajcie
        mu czas. Dajcie czasowi czas ... "

        Zuza, życzę Ci siły, by się uwolnić. Życie złudzeniami na dłuższą metę -
        kończy się tragicznie. Autopsja. Potem boli jeszcze bardziej ...
        Powodzenia !!!
        I ... "daj czasowi czas ..."

        Pozdrawiam @ll
    • sas5 Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... 07.12.02, 19:23
      Gość portalu: Zuzanna napisał(a):

      > Kocham, ale jednocześnie mam w stosunku do niego coraz większy wstręt i
      > obrzydzenie – jednak nie w sensie fizycznym.
      > Nie ma to również nic wspólnego z nienawiścią.
      > To jest bardziej taka odraza do tego, jakim człowiekiem się okazał, jak
      > zupełnie inne roztoczył przede mną wyobrażenie o sobie.
      >
      > Wiem, że jest to toksyczne, ale ta miłość niestety okazuje się zbyt silna,
      > wiec czekam na cud.
      > I następny paradoks – wiem także, że zupełnie niepotrzebnie, nie ma w tym
      > za
      > grosz sensu.
      >
      > Czy ktoś ma/miał podobnie?
      > Jak się z tego uwolnić?
      > Macie jakieś pomysły?
      >
      >
      > No i ta świadomość, że brnę w ten chaos coraz mocniej i mocniej.
      > Sama do siebie niedługo zacznę czuć niechęć.
      >
      > Jak to przerwać?????!!!
      >
      >
      > Pozdr
      > Zuzanna
      >
      Droga Zuzanno

      Sama zaprzeczasz sobie. Jak można kogoś kochać i czuć do niego wstręt?
      Jesteś prawdopodobnie rozczarowana, bo okazało się, ze to o n Ciebie nie
      kocha, a przynajmniej nie tak jakbyś tego chciała.
      Na to niestety nie ma rady.
      Zastanów się nad sobą , pomyśl ile jesteś warta i zadaj sobie pytanie:
      Czy on zasługuje na to żebyś traciła swój czas.
      Zrób coś dla siebie , może fryzjer, kosmetyczka ,jakiś wyjazd?
      Uśmiechnij się, podnieś wysoko głowę i zaraz poczujesz się lepiej.
      Może już wkrótce poznasz kogoś, kto doceni Twoje uczucie i je odwzajemni?

      Życzę Ci tego
      • Gość: Zuzanna Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.12.02, 21:28
        sas5 napisała:

        > Droga Zuzanno
        >
        > Sama zaprzeczasz sobie. Jak można kogoś kochać i czuć do niego wstręt?
        Niekoniecznie.
        Zauroczenie bywa ślepe.
        Można kochać i jednocześnie widzieć wszystkie wady. Niestety, niektóre są nie
        do przeskoczenia, ale miłość i tak trwa nadal.
        Nie tak łatwo się odkochać, od razu, bo co to jest w takim razie za uczucie
        jeżeli tak szybko by odeszło? Więź czasem jest na to zbyt silna, niestety.


        > Jesteś prawdopodobnie rozczarowana, bo okazało się, ze to o n Ciebie nie
        > kocha, a przynajmniej nie tak jakbyś tego chciała.
        Prawdopodobnie masz rację.
        Tylko, że ta świadomość w niczym mi nie pomaga. Nie umniejsza moich uczuc. I
        jednych i drugich.

        > Zrób coś dla siebie , może fryzjer, kosmetyczka ,jakiś wyjazd?
        Próbowałam + mnóstwo innych jeszcze rzeczy i nici z tego.

        > Uśmiechnij się, podnieś wysoko głowę i zaraz poczujesz się lepiej.
        Uśmiecham się bez przerwy. Do siebie również. Naprawdę. Nikt by nie powiedział,
        że coś przykrego mnie nęka.
        I nic...

        > Może już wkrótce poznasz kogoś, kto doceni Twoje uczucie i je odwzajemni?
        >
        > Życzę Ci tego
        Oby, oby, ale czy to jest tak naprawdę rozwiązanie? Muszę sie z tego wyzwolić
        sama, nie chcę wchodzić w kolejny związek z takim obciążeniem.

        Marudzę, wiem.
        Ale nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.
        Albo może z tymi kogo znam nie chcę na ten temat gadać.
        Czasami tak bywa, prawda?

        pozdr
        Z.
        • sas5 Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... 08.12.02, 16:07
          Zuzanno napisałaś:

          "Uśmiecham się bez przerwy. Do siebie również. Nikt by nie pomyślał, że coś
          przykrego mnie nęka "

          W takim razie Twoja sytuacja nie jest tak zła jak tutaj przedstawiasz.
          Trochę się "zaplątałaś", ale wygląda na to, że wiesz czego chcesz od życia.
          Musisz podjąć jakąś decyzję i tyle..

          Może słowa Konfucjusza Ci w tym pomogą?

          " O sprawach dokonanych nie należy rozprawiać.
          Nie należy też rad udzielać, gdy rzecz już zbyt daleko zaszła, ani wyrzutów
          czynić gdy coś już minęło."

          Trzymaj się
          sas
          • Gość: #kasia Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 08.12.02, 17:15
            "...to, ze ktos kocha Cie inaczej nizbys pragnal, nie znaczy, ze nie kocha Cie
            najlepiej jak potrafi i calym soba.."
            • Gość: xyz Re: Kochać, to nie znaczy zawsze to samo... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 08.12.02, 21:23
              Gość portalu: #kasia napisał(a):

              > "...to, ze ktos kocha Cie inaczej nizbys pragnal, nie znaczy, ze nie kocha
              Cie
              > najlepiej jak potrafi i calym soba.."


              Bardzo mądre słowa...
        • Gość: davoo "W tym caly ambaras... IP: webcacheP* / *.visp.energis.pl 09.12.02, 02:52
          ...zeby dwoje chcialo naraz";)

          Wiesz, ze on nie odwzajemnia uczuc czy nie wiesz czy odwzajemnia?

          ...a moze faktycznie zakochalas sie w wyobrazeniu czlowieka i teraz Ty chcesz
          i nie chcesz zarazem?
          Jesli tak jest, jesli to jedynie wyobrazenie, to jedyne wyjscie- nie walczyc z
          tym. Im mniej poswiecala bedziesz energii na wyrzucenie tego czlowieka ze
          swojego zycia, tym szybciej o nim zapomnisz. I mniejsze ryzyko nerwic.
          Nie stresuj sie ze "znowu o nim pomyslalas", ale tez oczywiscie nie pielegnuj
          specjalnie "pamiatek" po nim.
          zyj swoim zyciem, nie obwiniaj siebie ani nikogo. To doswiadczenie mialo
          naprawde! sens, mozesz je wykorzystac i bedziesz sie z czasem uczyla ze mozna
          to robic w juz kolejnym etapie zycia.


          Ale zanim cokolwiek przekreslisz....:)
          czy to mozliwe? Czy jest mozliwe zakochac sie w wyobrazeniu? Zakochac sie ,,,i
          kochac czlowieka ktory nie istnieje? Wirtualna postac, czy mozna kochac tak
          naprawde bohatera filmu czy ksiazki, czy mozna kochac tak mocno osobe wymyslona?
          Ja obstawiam, ze nie. Wiec moze ten czlowiek naprawde istnial, moze warto bylo
          wskrzesic w nim czlowieka w ktorym sie zakochiwalas, ktory musial przeciez
          zaistniec naprawde...?
          Moze inspiracja do przebudzenia dla tego czlowieka moze byc ofiarowana mu
          milosc? Moze jego zdolnosci tworcze, piekno, energia tkwia w nim uspione, moze
          uaktywniaja sie kiedy... podlac je miloscia? Wiem, brzmi naiwnie.
          Moze jednak to mialo wlasnie miejsce na poczatku waszej znajomosci, moze
          wlasnie dlatego moglas sie w tym czlowieku zadurzyc ,,,zachlysnawszy sie
          miloscia jak dziecko pierwszym lykiem powietrza wydal okrzyk zycia, ktory
          wyzwolil u Ciebie lzy szczescia?

          /jezeli posluguje sie obrazami odczytywalnymi jedynie przeze mnie-
          przepraszam,czesc tych przemyslen moze byc zabarwiona projekcjami, naturalnie;)/

          Toksyczny zwiazek,,, dlaczego tak go nazwalas?
          Czy dlatego ze jedna strona chce a druga nie?
          Czy moze dlatego, ze przynajmniej jedna ze stron chce i nie chce zarazem?
          Wiec moze aby przestal byc toksyczny wystarczy decyzja? Akt woli, odwagi, a za
          nia deklaracja: "Tak lub nie" vs zgubne "tak i nie".
          To krok z lodzi na gleboka wode,wiem.
          Za toksycznym zwiazkiem, za ambiwalencja uczuc czesto ciagnie sie niezdolnosc
          do porozumienia miedzy dwojgiem ludzi- kazde obiera specyficzny kod jezykowy,
          ktory jest pewna maska. Maska ta nie jest ani mna, ani tym, czym chce by byla-
          jest pochodna moich obaw, leku przed odrzuceniem, potrzeby milosci, napiecia,
          wewnetrznych konfliktow, potrzeby zachowania godnosci, moich wyobrazen o
          tym "jak powinienem/powinnam sie zachowac",zachowawczego angazowania sie "na
          pol gwizdka(!!)",,, Oto z czym jest konfrontowana druga osoba.
          Kody jezykowe ktorymi sie posluguja, komunikaty ktore wysylaja sa na ogol w tym
          przypadku odczytywanie zupelnie na opak do intencji. Nie rozumieja swoich
          kodow, bo czasem uzywane sa do kamuflarzu a czasem do przekazania faktycznych
          przezyc. Najczesciej jednak nie rozumieja poniewaz wogole za rzadko sie nimi
          miedzy soba porozumiewaja, nie mowia o uczuciach, nie nazywaja ich.
          Czujac "tak", mowia "nie" w obawie przed odslonieciem miekkiego ciala.
          Bo tak bezpieczniej, skoro nie wie sie samemu czego sie chce i nie wie sie tez
          czego chce druga osoba.
          Toksyczny zwiazek- cokolwiek powiem, cokolwiek zrobie, wyniknie z tego konflikt.

          Ale nawet jesli do tego juz dopuszczamy, dlaczego nie spojrzec wprost na
          intencje?
          Dlaczego nie zapytac o nie i nie wsluchac sie w uderzenia serca drugiej osoby?
          Dlaczego nie zdecydowac sie na szczerosc, na nazwanie swoich potrzeb, ale i
          odsloniecie swoich uczuc?


          Rozmawiac, rozmawiac, rozmawiac na tym etapie ,,,by moc dojsc do etapu, kiedy
          slowa juz sa zbedne.
          Ale nie oczekujmy, ze ktos nas zrozumie bez slow na samym poczatku, ze przejrzy
          przez misternie tkana kotare, ktorej zarzucenia nawet nie jestesmy
          swiadomi ,,,badz swiadomi nie jestesmy, ze druga strona jej sie dopatruje!
          Rozmawiajac i dopiero wowczas konfrontujac to z zyciem (czyli dawaniem i
          otrzymywaniem milosci badz niemoznoscia dawania lub nie otrzymywaniem milosci)
          zyskamy odpowiedz: "tak" lub "nie"
          ..i dopiero z jedna i tylko z jedna z tych odpowiedzi mozemy zaczac
          transformacje.
          Bardzo trudno jest z obiema naraz. Dzialaja duze sily, ale kazda w innym
          kierunku. Wiec ostatecznie trtwa czlowiek w bezsilnym zawieszeniu

          Z tego co napisalas, jestes w takiej wlasnie chwili,
          wiec zbilansuj wszystkie dane jakie masz- i racjonalne i emocjonalne
          i albo dasz szanse milosci do tego czlowieka(wowczas procedura zmudna, jak
          wyzej)
          albo juz teraz jestes w stanie powiedziec: "gra nie warta swieczki, to czym
          dysponuje juz pozwala mi przechylic szale na NIE" I powiedz NIE.
          Zdrowiej.

          pozdrawiam,
          i zycze wyniku bilansu i odwagi na TAK :)

          • joa_nna Och, Davoo, Davoo... 09.12.02, 14:34
            .czemu jesteś ..Davoo?

            Cóż za wnikliwa analiza kobiecej psychiki!
            Skoro tak potrafisz zrozumieć, ocenić uczucia innych osób, widzieć ich
            zagrożenia czy sam ich skutecznie unikasz ?
            Czy zawsze jesteś czytelny dla drugiej osoby, czy nie zdarza Ci mówić:
            "możesz sobie iść , jak chcesz", w inny sposób zaś przyciągając ją do siebie
            coraz bardziej?
            Oczywiście- nie można się zakochać się w wyobrażeniu człowieka , jest ono tylko
            tą częścią , która nie jest nam dana.
            Ślepiec kocha, choć nie widzi, głuchy mimo, że nie słyszy..
            Reszta jest wyobrażnią.

            Myślę, że Zuzanna otrzymała odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet na te,
            których nie zadała.
            Skoro miałby to być związek, to jak myślisz jak sprawić, żeby je usłyszała i ta
            druga , droga jej osoba?
            • Gość: Zuzanna Re: Och, Davoo, Davoo... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.02, 16:51
              Ech, jestem pod wrażeniem!
              Bardzo Wam wszystkim dziekuję za porady i dobre słowa :)))))
              Teraz poczytam jeszcze raz na spokojnie, przetrawie, może zdołam przemyśleć (bo
              z tym czasami bywa trudno ;) i napiszę.

              pozdr ciepło
              Z.
              • Gość: sas Re: Och, Davoo, Davoo... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 09.12.02, 17:56
                Gość portalu: Zuzanna napisał(a):

                > Ech, jestem pod wrażeniem!
                > Bardzo Wam wszystkim dziekuję za porady i dobre słowa :)))))
                > Teraz poczytam jeszcze raz na spokojnie, przetrawie, może zdołam przemyśleć
                (bo
                >
                > z tym czasami bywa trudno ;) i napiszę.
                >
                > pozdr ciepło
                > Z.

                Zuzanno największe laury zbierze chyba "davoo".
                Wpisując się w sobotę nie myślałam, że wezmę udział w takiej ciekawej dyskusji.
                Nie wiem co Ty otym myślisz, ale mnie nurtuje jedno pytanie.
                Czy davoo pisał do Ciebie, czy joa-nny, czy ogólnie do swoich internetowych
                wielbicielek? A może na czyjeś zlecenie?
                Zuzanna , Joanna kto wie czy nie powinna czuć sie wywołana " do tablicy"
                jakaś np...Anna?
                Kto wie ile ich jeszcze będzie..
                A każda pewnie miała nadzieję..

                POzdr, sas
            • Gość: davoo Re: Och, Davoo, Davoo... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.02, 19:40
              hmm, az tak fatalnie odebralas moja wypowiedz, ze na nutke poblazania zasluzylem
              czy to wzdychania z rozkoszy, mila Joanno?;)

              > .czemu jesteś ..Davoo?
              improwizacja na tmt imienia?
              oczywiscie ciekaw tez jestem, dlaczego wzbudza to Twoje zainteresowanie:))

              > Cóż za wnikliwa analiza kobiecej psychiki!
              dziekuje,choc to nie byla ani analiza kobiecej psychiki ani wnikliwa tym
              bardziej!!! Joa_siu:)

              Sporo pytan retorycznych zdaje sie ...ale co tam.
              Czy potrafie zrozumiec uczucia? hmm, teoretyzowac latwo,zgadzam sie.
              Trudniej, gdy te uczucia dotyczna konkretnych osob, najtrudniej gdy dotycza nas
              samych badz osob na ktorych nam zalezy!
              Sa fascynujace,,, ale poza zachwytem nie wiem czy moge/mozna powiedziec
              np: "rozumiem Twoja milosc". To doswiadczenie czysto subiektywne, nasze pojecie
              o tym stanie moze znacznie odbiegac od tego, co (i dlaczego) tak a nie inaczej
              odczuwa dana osoba.
              Ok, pseudoakademickie rozwazanie- oczywiscie, nie owijajac w bawelne, a
              odpowiadajac- nie zawsze rozumiem. Chcialbym CZASEM miec pewnosc ze rozumiem

              Ocenic uczucia? w sensie rozpoznac? oczywiscie ze nie zawsze z tym sobie radze!
              dlatego wole rowniez o nich slyszec od drugiej osoby! O tym mowilem.
              Jesli "ocenic" w sensie wartosciowania- nie widze sensu tego robic, wiec staram
              sie nie oceniac. czy to dobrze czy zle ze ktos kocha czy nie kocha, lubi czy
              nie lubi?
              Czy uczucia wogole moga ocenie podlegac?

              Czy umiem unikac zagrozen czy jestem czytelny czy nie zdarza sie mi mowic jedno
              a czuc i robic co innego(abstrahujac od tego czy potrafie "przyciagac"
              kogokolwiek do siebie:)?
              Oczywiscie ze "popelniam" to wszystko.Oczywiscie, ze ranilem i bylem raniony.
              Kogos tutaj to szczesliwie ominelo?
              Dlatego mowie o tym, ze warto byc swiadomym, ze czasem moge cos zle
              interpretowac, ze czasem sam moge byc nieczytelny. Swiadomosc niekompetencji to
              pierwszy krok do zmiany schematow dzialania (przepraszam za banal)
              Dlatego mowie o rozmawianiu o tym, o mowieniu o swoich potrzebach, obawach, o
              tym ze warto sie do tego przelamywac-
              i odpowiadajac- TAK,tez sie do tego przelamuje- czasem wychodzi czasem nie

              > Oczywiście- nie można się zakochać się w wyobrażeniu człowieka , jest ono
              tylko
              > tą częścią , która nie jest nam dana.
              > Ślepiec kocha, choć nie widzi, głuchy mimo, że nie słyszy..
              > Reszta jest wyobrażnią.
              badz milczeniem, jak chca niektorzy :)
              A temat jest ciekawy. Czy mozna sie zakochac w wyobrazeniu? moze tak-
              przykladem "wirtualne milosci". Mysle jednak ze tak jak mozna sie zakochac, tak
              kochac "wyobrazenie" jest juz trudniej.

              > Myślę, że Zuzanna otrzymała odpowiedzi na wszystkie pytania, nawet na te,
              > których nie zadała.
              Moj post i tak byl przydlugi, wiec m.in nie dopisalem i tego, ze byl to glos w
              dyskusji, nie proba dawania Zuzannie gotowych recept na zycie!
              Nie moge jej mowic- zrob to i basta. Nie znam jej, nie znam jej historii.
              A nawet gdybym znal, moglbym mowic jedynie o pewnych mechanizmach, o sposobach
              ich wykorzystywania badz zapobiegania im... Nikt nam nie dal prawa do zycia za
              innych.
              Mozna mowic o wachlarzu mozliwosci dzialan, ktore w tym przypadku mozemy
              generowac jedynie na zasadzie prawdopodobienstwa(jaki stan faktyczny jest)!
              Zgadzasz sie?
              Wiec im wiecej takich mozliwosci sie opisze, tym wieksza szansa, ze w ktoryms z
              nich sie Zuzia odnajdzie, nie zdradzajac nam rzeczy ktore naleza tylko do niej.
              Ostatecznie sama musi sobie odpowiedziec na stawiane przez siebie pytania.

              Zreszta, znaczna czesc mojego postu to rozwazania na temat tzw toksycznosci
              zwiazku, moze PROBA szukania odpowiedzi na pytania Zuzanny, ale w znacznej
              mierze odpowiedzi na pytania stawiane przeze mnie samego!!! :)
              Gdzies to chyba nawet w poprzedniej wypowiedzi zaznaczylem.

              > Skoro miałby to być związek, to jak myślisz jak sprawić, żeby je usłyszała i
              ta druga , droga jej osoba?

              POWIEDZIEC jej o tym?

              Nie latwe, a i to ze uslyszy, nie oznacza ze na to przystanie- i tez nie nam
              oceniac czy to z braku dobrej woli czy z leku przed zmiana- nie kazdemu
              przelamanie sie do szczerej rozmowy, do rozmawiania o uczuciach wogole moze
              przychodzic z latwoscia.
              A jesli przyjmie te zasady i oboje sproboja je zaadoptowac do swojej relacji-
              wg mnie, nic tylko sie cieszyc.

              Niewiele rzeczy na tym lez padole;) jest proste i oczywiste, nie kazda miare do
              kazdego z nas mozna przykladac, czasem miara sprawdzona w innych
              okolicznosciach na tej samej osobie juz sie nie sporawdza.
              Tak,wiem, same banaly:) Przepraszam, jezeli zasugerowalem w moim poprzednim
              poscie, Joanno, ze moze byc inaczej.
              Ale ludzi mozna poznac(nie istotne jaka relacje mamy na mysli) Trzeba tylko
              tego chciec. Jednym z warunkow poznania drugiej osoby w zwiazku jest otworzenie
              sie samemu na drugiego czlowieka.
              By bylo to empatyczne wspolodczuwanie drugiej osoby, a nie nihilistyczna,
              kanibalistyczna chec poznania z motywacja kontrolowania, zawladniecia drugim
              czlowiekiem-
              potrzebna jest Milosc.

              no i cos dla smaczku :)))...
              By byc zdolnym do milosci, potrzebna jest akceptacja samego siebie(nie musi to
              oznaczac akceptacji wszystkich swoich zachowan- raczej rzecz w milosci do
              swojego Ja, oddzielonego od rzeczy z natury zmiennych- inny temat),
              czasem by zaakceptowac samego siebie, potrzebna jest oznaka akceptacji ze
              strony otoczenia,
              nie zawsze, ale czasem by ta akceptacje odczuc , potrzebne jest odczucie
              otrzymywania milosci
              By otrzymywac milosc, potrzebna jest osoba(czasem konkretna!), ktora nam jej
              dostarczy,
              ta osoba by dawac dojrzala milosc, musi akceptowac samego siebie,
              by akceptowac samego siebie potrzebuje,,,,,,
              itd itd :)

              -czasem zdarzaja sie konstelacje, ktore dostarczaja niezlego klina;)

              ktos mowil ze cos jest zawsze proste?:))

              Ale jest pociecha-
              zwiazki, ktore BUDOWANE sa na uczeniu sie milosci, sa na ogol znacznie trwalsze
              od tych zwiazkow, ktorym milosc sie "przytrafila" z latwoscia.


              ...ok,konczac- (po raz juz kolejny, zdradze sie:)
              -wszystko to teoria naturalnie, z ktora mozna sie zgadzac badz nie.
              Ja osobiscie podchodze do niej calkiem na serio, nie wszystko sie udaje, ale
              mam pewne odniesienie "jak byc powinno". I mam nadzieje, idzie ku lepszemu
              >>knock<< >>knock<<
              Chce kochac i byc kochanym- jak kazdy. naturalna potrzeba, ale i sztuka
              nielatwa.
              dawac nie w poczuciu ze sie bedzie za to kochanym, otrzymywac nie w poczuciu ze
              to za to ze sie kocha,,,

              taak, "badz madry! pisz wiersze!"
              co za cwaniaczek to powiedzial?!!

              pzdr;)
              z wiara, ze i madrosc mazna nabyc i pisania wierszy nauczyc

              PS wielkie SORRY dla @ll, ktorym wrodzona ciekawosc nie pozwolila przerwac
              lektury, a ktorzy po dobrnieciu do konca, stwierdzili, ze post byl
              ZDECYDOWANIE ZA DLUUUGI. Ja, kiedy juz tu dobrnalem,wlasnie tak uwazam :)serio

              PPS
              Sas!!!!! przeciez wiesz, ze mi tylko na Tobie,,, :)
              • sas5 Re: Och, Davoo, Davoo... 09.12.02, 20:13
                Miły davoo pomyśl o założycielce tego wątku!

                O 16.51 Zuzanna napisała, że po przemyśleniu poprzednich wypowiedzi odpisze.

                Teraz to chyba nie nastąpi to tak prędko..

                Ja przeczytałam, przemyślałam i zadam Ci tylko jedno pytanie:

                Dla kogo i dlaczego napracowałeś się tak w środku nocy , przy poprzedniej

                wypowiedzi?

                Czy miało to może znaczyć , że wiesz co, ale nie wiesz jak?


                sas

                Ps. Jakoś nie przypominam sobie bym kiedykolwiek zabiegała o Twoje względy,
                więc Twoje ostatnie zdanie jest zupełnie nie na miejscu.
                • Gość: davoo ech, Sas... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.02, 20:40
                  > Dla kogo i dlaczego napracowałeś się tak w środku nocy , przy poprzedniej
                  > wypowiedzi?

                  ??
                  ee...na zlecenie mosadu??????
                  dla pieniedzy, slawy?? czy zastraszyli mi rodzine??

                  Ale dzieki, specjalnie "w srodku nocy" sie nie zrywalem z lozka,
                  nie napracowalem sie przy tym- robilem cos co lubie robic,
                  a jesli pisalem dla kogos, to dla Zuzi glownie,
                  nie dla Twoich demaskatorkich, cietych ripost(?) Sas.

                  > Ps. Jakoś nie przypominam sobie bym kiedykolwiek zabiegała o Twoje względy,
                  > więc Twoje ostatnie zdanie jest zupełnie nie na miejscu.

                  ok, take it easy, Sas.

                  pozdrawiam.
                  :)
                  • sas5 Re: ech, Sas... 09.12.02, 21:17
                    Wiesz, ja tak za bardzo nie wiem, o co tu chodzi, ale im to wszystko jest
                    bardziej absurdalne tym dla mnie lepiej. Bardzo mi pomogłeś , chyba
                    nieświadomie, ale i tak bardzo Ci dziękuję.
                    Zyczę powodzenia i Tobie i Zuzi i wszystkim innym. Licha za mnie internautka,
                    mój kiepski intelekt tego nie ogarnia . Chyba się przeproszę z Dostojewskim.

                    Jak byś widział w Wawie Gallaghera to go serdecznie pozdrów ode mnie.
                    • Gość: Zuzanna Re: ech @ll... IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.02, 00:02
                      Davoo

                      Czytając Twoje przemyślenia, czy to poparte w jakiejś części teorią, czy oparte
                      na Twoim własnym doświadczeniu, miałam przy większości wrażenie, jakby to były
                      przelane moje własne odczucia.
                      Nic już chyba do tego dodać ni ująć.
                      Pięknie to ująłeś :)
                      Za mnie :) A może za innych również.
                      I przypomniałeś mi też.
                      Bo w smutkach, rozżaleniu i nastałym chaosie często poddajemy się amnezji.

                      Chociaż może w jednym chciałabym coś podkreślić
                      Nie pokochałam swojego wyobrażenia o nim, lecz jego wyobrażenie o nim samym, i
                      myślałam, że jest to prawda, uwierzyłam w tę wizję.
                      Tylko, czy ta nasza wizja o nas samych, którą próbujemy wokół siebie roztoczyć
                      i pokazać wszem, obraz z naszych własnych farbek, jest tak naprawdę tą
                      rzeczywistą?
                      Każdy postrzega siebie inaczej.
                      Lub pragnie, by tak a nie inaczej go odbierać.
                      Zbyt często niestety nasz werbalizm odbiega szerokim łukiem od tego, co tak
                      naprawdę w nas się ukrywa.

                      I padło tu jeszcze dość ważne pytanie, w zasadzie stwierdzenie Joa_nny: „Czy
                      zawsze jesteś czytelny dla drugiej osoby, czy nie zdarza Ci mówić: "możesz
                      sobie iść , jak chcesz", w inny sposób zaś przyciągając ją do siebie coraz
                      bardziej? „
                      I w tym jest dużo racji.
                      I w jakimś sensie dotyczy właśnie mojego problemu.

                      W ogóle moi Drodzy bardzo mnie ucieszył Wasz odzew i wiele mądrych prawd :)))))
                      Może trudno w to uwierzyć, bo jest to jakby nie było wirtualność, ale dały mi
                      one możliwość zaczerpnięcia oddechu, nowych przemyśleń, dokopania się już do
                      tych, o których zapomniałam lub nie chciałam do siebie dopuścić, no i coś
                      jeszcze – uśmiech :)

                      Dziękuję @ll
                      Z.

                      P.S. Tym bardziej miło, bo na forum, jak zauważyłam, w przewadze króluje
                      polityka i dylematy „stołkowe”a za oknem do tego wszystkiego ta nieszczęsna
                      zima ;) telepie mnie strasznie! Idę sobie zatem zrobić herbatkę, z cytryną, i
                      miodem, może mi przejdzie.
                      Pa!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka