Gość: Zuzanna
IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl
07.12.02, 12:49
Kocham, ale jednocześnie mam w stosunku do niego coraz większy wstręt i
obrzydzenie – jednak nie w sensie fizycznym.
Nie ma to również nic wspólnego z nienawiścią.
To jest bardziej taka odraza do tego, jakim człowiekiem się okazał, jak
zupełnie inne roztoczył przede mną wyobrażenie o sobie.
Wiem, że jest to toksyczne, ale ta miłość niestety okazuje się zbyt silna,
wiec czekam na cud.
I następny paradoks – wiem także, że zupełnie niepotrzebnie, nie ma w tym za
grosz sensu.
Czy ktoś ma/miał podobnie?
Jak się z tego uwolnić?
Macie jakieś pomysły?
No i ta świadomość, że brnę w ten chaos coraz mocniej i mocniej.
Sama do siebie niedługo zacznę czuć niechęć.
Jak to przerwać?????!!!
Pozdr
Zuzanna