Gość: atomski
IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl
21.01.03, 21:09
Niniejszy materiał proszę potraktowac –pośrednio- jako polemikę z artykułem o
Polaku– marudzie . To raczej bardziej personalny prztyczek niż
przeciwstawianie jednego artykułu drugiemu .
Uważam bowiem, ze ispan i inni młodzi gniewni myślą ,ze wystarczy być
pieknym i młodym ,sypac pomysłami i już się jest najlepszym na świecie ,a
taka Bydgoszcz ,do której chętnie by wrócił ,bo w Warszawie pracy brak ,nie
jest w stanie zaspokoić jego wydumanych ambicji i potrzeb .
Zapomina przy tym ,ze ma zerowe doświadczenie .Wiedza tez taka sobie .
Slogany ,slogany ...
Ale te głupie urzędasy powinni ich słuchać i prosić o nastepną garść
szczerozłotych myśli : )))))))))))))))))
Pomysły ,dobra rzecz ,ale to nie wszystko :
Na podstawie Newsweek Polska nr 35/2002 :
BIG –MAC –bezrobotny inteligentny głodny młody agresywny człowiek .
Bezrobotni –mimo ,ze często inteligentniejsi od tych ,którzy zarządzają
firmami . Głodni sukcesu, bo od dziecka im wpajano ,że życie trzeba rwać
garściami. Agresywni –jak tylko agresywna może być Młodość. I wreszcie są
produktem masowej fiksacji na punkcie wszystkiego ,co niesie ze sobą
Zachód ,nowoczesność. Mają nieposkromiony Apetyt ,ale coraz częściej czują
się jak Człowiek oszukany ,jak ktoś ,kto na gwałt zapychał głód fast foodem .
(...)”Problem w tym, że świat wskoczył na jałowy bieg. A statystyki pokazują,
że szanse na etat ma tylko co trzeci absolwent.
Zaczynali studia w przekonaniu, że dyplom dobrej uczelni i popularny kierunek
wystarczą, żeby rynek padł im do stóp. Mieli przed oczami kariery starszych
kolegów - błyskotliwe i błyskawiczne. Po dwóch, trzech latach studiów zaczęło
do nich docierać, że skończył się czas „dla chcącego nie ma nic trudnego”.
Nadszedł okres rozpaczliwej walki - najważniejsze, by się nie dać, nie zostać
zepchniętym i straconym.
Tłok na rynku pracy trwa na tyle krótko, że jeszcze nie ulegli frustracji i
wciąż mają nadzieję. Zapisują się na kolejne kierunki, specjalizacje, robią
staże i doktoraty.Ci ,których na to nie stać, wyjeżdżają za granicę,
szlifują języki, poznają kawałek świata i łapią jakąś robotę. Nie wstydzą się
pracy poniżej swoich kwalifikacji, dyplom wkładają do szuflady i pracują jako
kelnerzy lub tragarze. Walczą i czekają na swój czas.
Beata Jankowska nie dopuszcza myśli, że może być inaczej. Ma 23 lata,
skończyła studia w Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu. Do niedawna był
to kierunek z perspektywą dobrej pracy, ale dyplom pełen dobrych stopni nie
uchronił jej przed dziewięciomiesięcznym pielgrzymowaniem w poszukiwaniu
pracy. - W każdy powszedni dzień rano wsiadałam w autobus z Otwocka do
Warszawy i przez kilka godzin rozwoziłam swoje CV po bankach.
Pracy w banku nie dostala, nie miała doświadczenia zawodowego. - Każde
stanonisko ma swoją specyfikę. Zanim nowy pracownik stanie się
pełnowartościowy, musi wiele poznać. Menedżerowie raczej zachęcają starych
pracowników do podnoszenia kwalifikacji, niż szukają młodych - mówi Dorota
Sztrosmajder, rzecznik Henkla.
Ale zdarza się, że osoby lepiej wykształcone biorą pracę, jaką dotąd
dostawali Iudzie co najwyżej z maturą. Dwa lata temu w Szkole Języków Obcych
Empik w Warszawie pracowały w recepcji osoby po liceum, teraz na pięć
pracownic trzy mają wyższe wykształcenie. Marzena Wawrów jest magistrem
zarządzania, Ewa Grabowska skończyła filozofię, Marzena Gotlib - filologię
rosyjską i zarządzanie zasobami ludzkimi. Trzy młode panie magister przez
osiem godzin odbierają telefony i uśmiechają się do klientów. A Beata
Jankowska po miesiącach szukania pracy w banku wydeptała urzędniczy etat w
spółdzielni mieszkaniowej Koło. Na rękę dostaje 1000 zł.
- Muszę przeczekać. Ta bryndza na rynku pracy wreszcie się skończy -
przekonuje samą siebie. Nie ma zamiaru marnować czasu, zapisała się na
kolejne studia, tym razem na Wydziale Zarządzania UW Liczy, że wyższe
kwalifikacje pozwolą jej znaleźć wymarzone zajęcie. Jeśli nie dziś, to jutro.
Magdalena Polak (25 lat) też się nie poddaje, choć pracy szuka od ośmiu
miesięcy - po odebraniu dyplomu magistra filologii
„Według Głównego Urzędu Statystycznego symptomy ożywienia gospodarczego już
się pojawiły. Wprawdzie prognozy nie są jeszcze na miarę naszych potrzeb, ale
po dwóch latach złowieszczej recesji jest wreszcie jakieś światło w tunelu.
Ale mamy też pół miliona młodych wyksztalconych ludzi - absolwentów starych i
nowych uczelni. W Polsce nigdy nie było aż tylu młodych ludzi” (...)
Na pocieszenie powiem ,ze tez byłem takim BIG-MAC-iem jakieś 3 lata
temu : ))))