weltire
30.09.07, 15:51
Piszę o ostatnim, dość nagłośnionym sukcesie Torunia w konkursie
Rzeczpospolitej. Pomijając obiektywną pozycję tego miasta na mapie
turystycznej (która lokuje go w grupie miast małych, co najwyżej
średnich), trzeba przyznać, że zdolności autopromocyjne,
marketingowe i pijarowskie stoją w nim na najwyższym poziomie.
Z perspektywy socjologicznej są one jednak bardzo złe, a nawet
fatalne! Jako wieloletni badacz tych kwestii mogę stwierdzić, że
sztuczne powiększanie swej rangi prowadzi często do odwrotnych
skutków, albowiem wiąże się z zatraceniem poczucia proporcji, a
nawet: rzeczywistości. Dlatego kreowanie się na stolicę województwa
wkrótce może wyjść bokiem; jako silniejszy partner, Bydgoszcz i tak
da sobie radę, a opanowany chorymi ambicjami Toruń będzie stopniowo
izolowany jeśli nie wśród decydentów (jaka jest atmosfera
polityczna, każdy widzi), to przez zwykłych ludzi. Już teraz do
Torunia przylgnęła opinia miasta zaściankowego, siedziby oszołomów,
co wyraża pogardliwe określenie: Moherowo. I nie jest to określenie
(jak chcieliby niektórzy torunianie) bydgoskie, lecz spotykane w
całym kraju.
Reasumując, sztucznie nadmuchane ambicje nie wykreują nowej
rzeczywistości, są tylko jej zaklinaniem. Pojawiła się moda,
urastająca do rangi sprawdzonej filozofii działania, że można z
powodzeniem wypromować wszystkie, nawet najmniej wartościowe rzeczy.
Powstaje tylko kwestia sprawności, zasięgu, intensywności działań
promocyjno-marketingowych. Otóż nie: jeśli chcemy być, dajmy na to,
stolicą komiksu, musimy prezentować FAKTYCZNE osiągnięcia na tym
polu, mieć wielu znanych rysowników itp. Pokazywanie non-stop
jednego komiksu, spamowanie na jego rzecz, opłacanie pochwalnych
artykułów na jego cześć nie sprawi, że staniemy się tym, kim chcemy.
Może uwierzyć w to całe społeczeństwo na krótko, lub część
społeczeństwa na długo. Ale nie całe społeczeństwo na zawsze.
Znany socjolog.