Dodaj do ulubionych

zakazana milosc

IP: *.user.ono.com 24.07.03, 00:05
Zaczyna sie zazwyczaj blogo i niewinnie, rozmowy na rozne tematy, spotkania w
grupach dzialajacych przy parafii, pielgrzymki...to wszystko zbliza powoli
kaplana do dziewczyny. Potem pomaga jej w roznych sytuacjach, czasem rozwiaze
jakis problem itp itd.Az w pewnym momencie dziewczyna uzmyslawia sobie, ze
sie zakochala...i co ma biedna poczac ze swoim uczuciem do mezczyzny zajetego
przez Boga? Najpierw odsuwa sie od Boga, bo Jego tylko wini za taki stan
rzeczy, za swoj bol, swoja niespelniona milosc. Potem probuje zdobyc tego
poza ktorym nie widzi swiata, robi wszytko co w jej mocy, by osiagnac choc
odrobine innego niz dotychczas zainteresowania z jego strony, chce by
spojrzal na nia jak a kobiete, by jej pozadal, by ja kochal choc to
niedozwolone uczucie dla tych dwojga.
Wreszcie dzieki roznym sztuczkom i zabiegom znanym kobietom osiaga swoj cel-
pozyskuje jego zainteresowanie, budzi w nim pozadanie, ma nadzieje,ze milosc
tez, ale to chyba zludna nadzieja. Zwiazek (jesli mozna o tym tak rzec)
rozwija sie teraz szybko i burzliwie w ukryciu przed swiatem (choc to tylko
zludzenie kochankow, bo wszyscy i tak domyslaja sie co w trawie piszczy),
dochodzi do kolejnych zblizen, ale wraz z nimi przychodzi ochlodzenie
wczesniejszych przyjacielñskich relacji. Juz nie potrafia rozmawiac o wielu
rzeczach, a szczegolnie o tym do czego miedzy nimi dochodzi :( bo dla niego
okazuje sie to zbyt trudnym tematem, czyms czego nie moze zniesc, z czym nie
jest w stanie dac sobie rady. Cierpia oboje choc o tym nie mowia, cierpia bo
w zasadzie nie zyskali nic, a tylko wiele stracili-przyjazn, ktora mogla
trwac i rozwijac sie, a teraz nie ma juz nic...musza sie rzostac...:( bo
oddalili sie juz tak bardzo od siebie, ze poza lozkiem nie laczy ich zupelnie
nic, jest juz tylko jedna wielka przepasc, ktorej nie sa w stanie pokonac.
Odchodza od siebie...dziewczyna powoli ukalada sobie zycie, oswaja sie z
mysla, ze stracila ukochanego, dociera do niej tez, ze z Bogiem nie ma po co
walczyc, bo jest silniejszy i nigdy nie wyrwie Mu tego co juz do niego
nalezy.
JUz zyje spokojnie, az do czasu...bo on znow sie odzywa, teraz on przyjmuje
role kusiciela. Co zrobi?
Nie, nie rzuci sie juz w wir tego szalenstwa, bo wie co ono oznacza, zna juz
gorycz kryjaca sie w na pozor slodkim jablku ;)

Dziewczyny!!!
Ile naprawde was/nas jest??? Tych, ktore dowiadczyly tego typu
zakazanej 'milosci'? Moze czas sie tym podzielic?
A moze i druga strona-kaplani chcieliby cos na ten temat powiedziec??? Choc
osobiscie watpie,by starczylo im odwagi.
Obserwuj wątek
    • letalin Re: zakazana milosc 24.07.03, 00:18
      Żadna z ludzkich spraw nie jest warta tego by się nią przejmować...
      Cóż z tego , że panna z księdzem, albo z kominiarzem? Dla mnie to zupełnie bez
      różnicy. Rozstanie zawsze są trudne, pokusa zawsze silna, ale po
      pięćdziesiątce wszystko podobno mija...
      • elodia Re: zakazana milosc 24.07.03, 03:02
        Nie ośmieliłam się nawet pomyśleć , że mogłabym próbować zabrać go Bogu , ciągać
        po ciernistych krzewach ... Zresztą nawet gdyby mi się to udało - on nie byłby
        szczęśliwy- a ja kochając pragnę przede wszystkim szczęścia ukochanego. Z
        drugiej zaś strony gdyby te śluby złamał - straciła bym do niego szacunek a cóż
        to za uczucie bez szacunku ? Straciła bym też zaufanie i poczucie
        bezpieczeństwa skoro mógłby złamać przyrzeczenie Bogu to przecież człowiekowi
        tym bardziej. Teraz jesteśmy przyjaciółmi , ja pokochałam mojego męża i... tak
        jest najlepiej . Myślę , że Bóg wynagrodził mi cierpienie i wyrzeczenie bo mam
        wspaniałego , cudownego męża - rozpuścił mnie już do granic możliwośći :)))
        Teraz wiem , że warto było przejść z tym krzyżem kawałek drogi.
        • Gość: weronika Re: zakazana milosc IP: *.user.ono.com 24.07.03, 23:50
          elodia napisała:

          > Nie ośmieliłam się nawet pomyśleć , że mogłabym próbować zabrać go Bogu ,
          ciąga
          > ć
          > po ciernistych krzewach ... Zresztą nawet gdyby mi się to udało - on nie
          byłby
          > szczęśliwy- a ja kochając pragnę przede wszystkim szczęścia ukochanego. Z
          > drugiej zaś strony gdyby te śluby złamał - straciła bym do niego szacunek a

          > ż
          > to za uczucie bez szacunku ? Straciła bym też zaufanie i poczucie
          > bezpieczeństwa skoro mógłby złamać przyrzeczenie Bogu to przecież człowiekowi
          > tym bardziej. Teraz jesteśmy przyjaciółmi , ja pokochałam mojego męża i...
          tak
          > jest najlepiej . Myślę , że Bóg wynagrodził mi cierpienie i wyrzeczenie bo
          mam
          > wspaniałego , cudownego męża - rozpuścił mnie już do granic możliwośći :)))
          > Teraz wiem , że warto było przejść z tym krzyżem kawałek drogi.


          Madre slowa :) TYlko czasem tak trudno racjonalnie myslec zakochanej malolacie
          (dopiero po czasie odkrywa, ze to nie milosc, ze nie na tym polega, dopiro
          wtedy gdy gdy wejdzie na ciernista droge i poczuje jej bol)
          Dopiero po fakce dociera, ze nie warto bylo ryzykowac przyjazni i szczescia dla
          jednej slodkiej chwili przyjemnosci.Teraz juz wie, ale troche za pozno, choc
          podobno nigdy nie jset za pozno by cos naprawic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka