ivica
01.12.03, 10:23
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?wid=1678218&kat=9916
Mafia płaci i wymaga
USTAWA O GRACH LOSOWYCH
Prokuratura ma zeznania świadka, według którego mafiosi z Pruszkowa zrzucali się na ustawę o grach losowych. Inny świadek - Jarosław S. ps. Masa, potwierdza, że "Pruszków" zwolnił z haraczu za automaty do gry 6 firm, które płaciły na SLD. Który z polityków załatwiał te interesy? Czy, jak twierdzą media, Jaskiernia, szef klubu lewicy i były minister sprawiedliwości, wziął w łapę?
W gdańskiej Prokuraturze Okręgowej prowadzone jest śledztwo w sprawie nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów. Wszczęto je na podstawie zeznań "Masy", świadka koronnego, który ujawnił, jak gang pruszkowski czerpał zyski z hazardu.
Prokuratorzy odkryli, że Holendrzy reprezentujący w Polsce firmy produkujące automaty, zawarli układ z gangiem. "Pruszków" na terenie Trójmiasta ściągał z nich haracze za legalnie umieszczone automaty w hotelach, ale jednocześnie wstawiał holenderskie automaty, wbrew przepisom, do "swoich" lokali. Obu stronom zależało, by zalegalizować działanie jednorękich bandytów i to w taki sposób, by jak najmniej zyskało na tym państwo, a jak najwięcej zostało w kieszeni mafii i Holendrów. A do tego potrzebna była korzystna dla nich nowelizacja ustawy o grach losowych.
"Pracują" nad ustawą
Prokuratorzy przesłuchali jednego z trójmiejskich gangsterów, związanego z "Pruszkowem". Jak twierdzą nasze źródła w Prokuraturze Krajowej, streścił on prokuratorom rozmowy między Holendrami a gangsterami z Pruszkowa. Zorganizował je człowiek "Pruszkowa" z Trójmiasta Piotr Jodko. Według tych zeznań, Holendrzy bali się, że w końcu wpadną na nielegalnych automatach. Na to przedstawiciele "Pruszkowa" mieli odpowiedzieć, że "ich ludzie już pracują" nad nowelizacją ustawy, dzięki której automaty będzie można legalnie umieścić w barach, na dworcach i stacjach benzynowych.
Ale najważniejsze jest to, że Jodko miał zapewniać Holendrów, że haracz, jaki płacą dla "Pruszkowa", jest przeznaczony na łapówkę za ustawę o grach losowych! Jak doniosła "Gazeta Morska", Jodko brał na to od Holendrów 50 tys. zł miesięcznie. Prokuratorzy jednak nie mają jak zweryfikować tych zeznań. Jodko jest wciąż poszukiwany listem gończym.
Układ mafii z SLD
Drugim elementem tej układanki są zeznania samego "Masy". Po aresztowaniu w grudniu 1999 r. opowiedział prokuratorom m.in. o układach gangu z SLD. Jego zeznania zostały utajnione. Dotarliśmy jednak do liczącego 307 stron uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, skazującego zarząd "Pruszkowa" (podpisał je sędzia Marek Walczak).
Na 47 stronie uzasadnienia znajdujemy najbardziej sensacyjną informację: "Jarosław S. został wezwany przez Janusza P. (członek zarządu >>Pruszkowa<<), który przekazał mu listę sześciu firm, które miały być zostawione w spokoju. Miały to być firmy finansujące SLD, z których przedstawicielami Mirosław D. (ps. Malizna) i Zygmunt R. (obaj wysoko w >>Pruszkowie<<) ustalili, że każda z tych firm będzie płaciła 50 000 dolarów miesięcznie".
- Jakie firmy finansowały SLD? - zapytaliśmy "Masę".
- O tym nie mogę mówić. Gdybym zaczął publicznie opowiadać o wątkach politycznych, to nikt nie zagwarantowałby mi bezpieczeństwa - powiedział nam Jarosław S.
Kto wziął kasę?
Poseł Zbigniew Nowak (kiedyś z Samoobrony, dziś PRS) złożył Grzegorzowi Kurczukowi, ministrowi sprawiedliwości, zawiadomienie o 10 mln dolarów łapówki, jaką miał wziąć za ustawę o grach losowych Jerzy Jaskiernia, szef sejmowego klubu SLD. Minister zdecydował, że śledztwo poprowadzi Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.
Poseł Nowak opowiedział o imprezie w warszawskim klubie sportowym Warszawianka. Na strzelnicy pod koniec ub.r. bawili się tam: b. prokurator krajowy Andrzej Kaucz, prokurator Małgorzata Wilkosz-Śliwa i gen. Andrzej Kapkowski, b. szef UOP. Do Kaucza miał podejść Arne van Doorst, Holender reprezentujący firmy handlujące jednorękimi bandytami. Świadkiem ich rozmowy miał być tajemniczy biznesmen, według naszych informacji, znajomy gen. Kapkowskiego. Miał on usłyszeć, jak Holender skarży się Kauczowi na Jerzego Jaskiernię, szefa sejmowego klubu SLD. - Daliśmy mu 10 mln dolarów, a z ustawą ciągle się nic nie dzieje!
Jak się dowiedzieliśmy, poseł Nowak zeznał w gdańskiej prokuraturze, że tajemniczy biznesmen zgłosił się do niego i opowiedział przebieg tej imprezy. Natomiast van Doorst w prokuraturze zaprzeczył, by rozmawiał z Kauczem o łapówce dla Jaskierni. Także prokurator Kaucz wypierał się, by kiedykolwiek rozmawiał z van Doorstem.
Sam Jaskiernia nazywa całą sprawę bredniami i prowokacją.
W sprawie jest wiele niewiadomych. Główna - dlaczego człowiek, który był świadkiem rozmowy na strzelnicy, zgłosił się akurat do znanego z awanturniczości posła Nowaka? Sam poseł nie chce rozmawiać. Może wyjaśni to prokuratorskie śledztwo