Dodaj do ulubionych

Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o opinię!

19.06.04, 23:33
Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność być z dzieckiem w szpitalu. Byliśmy w
piątek, mieliśmy zostać do poniedziałku na obserwacji. Powodem był
niewytłumaczony niepokój dziecka (płacz, prężenie się) przy klasycznej
trzydniówce na etapie pojawienia się wysypki. Ponieważ stan małej po południu
(po zrobiemiu kupki, nie robiła trzy dni) wrócił do normy postanowiliśmy z
mężem wypisać ją na własne życzenie. A co było głównym powodem poza tym, że
chcieliśmy jej zaoszczędzić niepotrzebnych stresów? WARUNKI NA ODDZIALE! Nie
napiszę, że były tragiczne, bo bym może przesadziła, ale przyjazne dla
dziecka (i matki) na pewno nie. Poza tym personel medyczny podchodził do
maluszków jakoś tak bez serca. I wiecie co sobie wtedy pomyślałam?. Że
telewizja nagłaśnia akcję odnawiania Centrum Zdrowia Dziecka, a nikt nie
myśli o wielu, wielu innych mniejszych szpitalach w Polsce, gdzie także są
chore maluszki. A może wcale tak nie jest jak mi się wydaje? Napiszcie jakie
są wasze doświadczenia z pobytu w szpitalu.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • antonina_74 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 19.06.04, 23:49
      Też chciałam poruszyć ten temat. We wtorek wróciłam z Zosią ze szpitala
      (zakażenie ukł. moczowego a potem rota-wirus).
      warunki - dość kiepskie, matka może nocować ale na foteliku. Dostęp do łazienki
      wg. widzimisię siostry dyzurnej. Dostęp do kuchni w teorii zabroniony, w
      praktyce wolno. JEDNA sala dla niemowląt, skutek - moje dziecko położono z
      dziewczynką z rotawirusem, efekt - Zosia po 3 dniach też złapała rotawirusa.

      I co mnie najbardziej irytuje - matka dyżurująca w szpitalu traktowana jest jak
      darmowa pomoc pielęgniarki. Już chyba tylko kroplówki sama nie podłączałam, bo
      wszystko sama: czopki, leki doustne, mierzenie temperatury, inhalacje,
      wyłączanie ustrojstwa od kroplówki jak zapiszczało wszystko robiłam ja a
      szanowne siostry siedziały w tym czasie na d.... i oglądały seriale w TV.
      Trzeba było je grzecznie PROSIĆ o pomoc w podaniu antybiotyku!

      Lekarz pojawiał się raz, rano, i żeby wydusić jakiekolwiek informacje trzeba
      było warować na korytarzu i czekać aż będzie się przemykał, trzeba było też
      pilnować pielęgniarek, bo np. mnie lekarka powiedziała że wpisała Zosi do karty
      stałe zlecenie na paracetamol (miała wysoką gorączkę) a pielęgniarki nie
      chciały podać bo gorączka była "za niska".

      Cieszę się że jesteśmy w domu i wolałabym szpitala już więcej nie oglądać od
      środka...
      Pozdrawiam,
      Antonina
      mama Kuby i Zosi
      • malowanka Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 00:11
        no cóż, ja też byłam przez 4 dni z małą w ubiegłym tygodniu i tak...
        za 15 zł matka miała swoje łóżko, ale wiadomo że dziecko spało ze mną,
        ponieważ to był szpital zakaźny i nie wiadomo było co małej jest wylądowałyśmy
        w izolatce i dzięki temu miałyśmy pokój z telewizorem i toaletę tylko dla
        siebie;
        matki miały osobny pokój do spozywania posiłków z czajnikiem elektr.i lodówka -
        pełny, nieograniczony dostęp,
        pod tymi w/w było bardzo ok natomiast denerwowało mnie to, że....
        1.opieka pilęgniarek ograniczała się do podawania-przyniesienia do pokoju leków
        czyli rozpuszczenie i podanie należało do matki, ale nam lekarz przepisał
        paracetamol to przynosiły pomimo tego, że małej gorączka zeszła i pielegniarka
        powiedziała, że ja jestem matką i czy dam czy nie dam to moja decyzja,
        natomiast ona powie lekarzowi że nie ma gorączki więc może odstawić bo szkoda-
        słuszne; podłączały kroplówkę i wołało się gdy się kończyły; przed obchodem
        mówiły by zmierzyc gorączkę i jakie dziecko ma objawy;
        2.lekarze przychodzili, badali i wychodzili, na pytania odpowiadali zdawkowo i
        odsyłali do lekarza prowadzącego, który przyszedł w dniu naszego wyjścia bo
        wcześniej był długi weekend po Bożym Ciele; jedynie młoda lekarka przedstawiła
        się jak pierwszy raz do nas przyszla, szczegółowo opisała wyniki badań i na co
        mała choruje, jak sie leczy i jakie jest dalsze postępowanie po wyjsciu;
        REASUMUJĄC uważam że personel szpitalny powinien być wdzięczny, że matki są z
        dziećmi, wszystko robią za nie i jeszcze szpital ma z tego kasę.
        Natomiast brak informacji ze strony lekarzy i zainteresowania pacjentami ze
        strony pielęgniarek jest karygodny i nawet nie umiem sobie wyobrazić co
        przezywają dzieci które same zostają w szpitalu
    • lola211 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 09:14
      Ja byłam z moja córka w szpitalach 5-krotnie w ciagu jej 6 letniego zycia,
      ostatnio pare dni temu.Wrazenia - rózne.Najgorzej bylo na chirurgii- mala sala,
      dostawiane łozka,brak łozek dla matek, brak czystych sanitariatów-
      ale opieka ok.Szpital jest stary, mieli ponoc remontowac za jakis czas.Ten
      pobyt byl najgorszy.
      Reszte pobytów zaliczylysmy w "Korczaku" we Wrocławiu i prawde mówiac nie mam
      wiekszych zarzutów.Mialam swoje łozko za doplatą, było gdzie sie umyc, był
      pokoik z mikrovela, lodówka- tam mamy przychodzily na kawe i zjesc.Lekarz
      podczas obchodu byl do dyspozycji, mozna bylo pytac co i jak.A pielegniarki ze
      swoich obowiazków sie wywiazywały, przy czym sama duzo przy dziecku robilam,
      nie dlatego ze one nie chcialy, tylko ze skoro juz tam byłam to czemu nie?
      Najlepiej wspominam pobyty ze starszym juz dzieckiem, gdy miala 4 lata bylysmy
      na pulmunologii, teraz na nefrologii.Nie mialam juz potrzeby zostawania na noc
      czy bycia z córka przez cały dzien, rano pilnowano, by dziecko sie ubrało,
      zawsze ktos zaplotł jej warkocz, dopilnowal by zjadła.Pielegniarki bardzo mile,
      do wszystkich dzieci zwracały sie po imieniu, co jakis czas zagladały na sale,
      by sprawdzic co sie dzieje.Jedyne niedociagniecie to fakt, ze w zasadzie
      lekarza zobaczylam pod koniec pobytu, nawet nie wiedzialam przychodzac po wypis
      jak lekarz prowadzacy sie nazywa.
      Oddzialy dla dzieci sa czyste, ładnie wymalowane, łazienki odnowione, czyste,
      zadbane.
      I same superlatywy moge napisac jesli chodzi o posilki- podawane w ładnej
      swietlicy, estetyczne, smaczne- kotleciki, kluski ziemniaczane z miesem, rybne
      kotlety, łazanki- do tego co dzien inna suróweczka, kompoty.Naprawde pod tym
      wzgledem nie mam sie o co czepiac.

      --------------------------------------------------
      Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
    • lola211 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 09:19
      I jeszcze jedno.Troche mialam okazje poobserwowac w szpitalach rodziców i
      czasem naprawde, wlos na głowie sie jezy, widzac jacy potrafia byc- dla
      dziecka, dla innych rodziców, dla personelu medycznego.A juz calkiem mnie
      zmrozilo, jak sie dowiedzialam, ile i jakie rzeczy kradna z oddziałow- sztucce,
      talerze, kubki,lampki,zabawki(dlatego w swietlicy ich brak), papier toaletowy
      tez znika.
      --------------------------------------------------
      Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
      • kostaga Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 16:45
        Cześć,
        My z Perełką jesteśmy też po prawie miesięcznej przygodzie szpitalnej.
        Leżałyśmy w szpitalu Kamieńskiego we Wrocławiu na oddziale pediatrycznym. I z
        ręką na sercu polecam ten szpital. Prawdą jest, że musiałam płacić za pobyt z
        dzieckiem (15 zł/dobę), ale miałam własne łóżko, do dyspozycji czajnik
        elektryczny, mikrowelę. Przez większość pobytu byłyśmy na sali same. Nasz pobyt
        w szitalu przypadł na okres długiego weekendu majowego i przez pewien czas
        byłyśmy zupełnie same na oddziale dla dzieci młodszych. I przez ten cały czas
        nie mogę narzekać na brak zainteresowania, czy to ze strony lekarzy czy
        niższego personelu medycznego. Podobnie rzecz się miała z salowymi. Generalnie
        były na każde zawołanie. Łazienki dla matek i dzieci również odnowione, choć
        czasami panie sprzątajace nie nadążały z ich sprzątaniem, ale to już bardziej
        kwestia kultury osób z nich korzystających. Stało się też tak, że pewnego dnia
        przytkał nam się syfon w wanience, którą miałyśmy zainstalowaną w sali.
        Następnego dnia i syfon i dodatkowo cała bateria wraz z prysznicem została
        wymieniona na nową.
        Dzieckiem zajmowałam się ja, ale to nie jest kwestia lenistwa pielęgniarek!
        Jestem przy dziecku, to rzeczą dla mnie oczywistą jest, ze chcę jak najwięcej
        czynności wykonywać samodzielnie, by dziecku oszczędzić stresu. Nie rozumiem
        zarzutu którejś z moich przedmówczyń, o to, że pielęgniarki nie podawały leku,
        czy nie robiły inhalacji! Jeżli są to rzeczy, które mogę zrobić samodzielnie,
        to dlaczego mam skazywać dziecko na obecność obcej osoby, za każdym razem
        zresztą innej, by próbowała podać jej lek bądź namówić ją do zrobienia
        inhalacji. Ja mam swoje sposoby by zachęcić Perłę do wzięcia leku i je
        wykorzystuję. Przy zabiegach typu zakrapianie uszu, pędzlowanie gardła czy nosa
        zawsze asystowała nam pielęgniarka, ale w sposób na tyle dyskretny, by Pauli
        nie odczuła jej obecności. Zawsze chętne do pomocy i uprzejmego udzielenia
        wskazówek. Rano pielęgniarki przychodziły posiedzieć przy Paulince bym
        spokojnie mogła się iść umyć. Gdy szła spać popołudniu również jedna
        przychodziła, bym mogła pójść do bufetu na obiad. Gdy pojawiły się mamy na
        sąsiednich salach ustalałyśmy, że zaglądamy do dzieci pod swoją nieobecność. W
        tym czasie pielęgniarki mogły zajmować się dziećmi, które nie miały
        rodzicielskiej opieki, a takich też było sporo.
        Lekarze też wyjaśniali każdą wątpliwość, prowadząca p. doktor przychodziła nie
        tylko na obchodzie, ale jak otrzymywała w ciągu dnia wyniki badań, przychodziła
        je przedstawić i zaproponować dalsze postępowanie. Często schodzac z dyżuru
        również do nas zaglądała.
        Nie wiem, jak jest w innych szpitalach. To jest nasz drugi pobyt i nie
        zamierzam dowiadywać się jak jest gdzie indziej. Mam nadzieję, że nie będę
        miała konieczności przekonać się również, czy w szpitalu do którego od razu się
        kierujemy coś się zmieni smile
        Pozdrawiam
        Sushi
        • antonina_74 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 21:58
          Nie rozumiem
          > zarzutu którejś z moich przedmówczyń, o to, że pielęgniarki nie podawały
          leku,
          > czy nie robiły inhalacji! Jeżli są to rzeczy, które mogę zrobić samodzielnie,
          > to dlaczego mam skazywać dziecko na obecność obcej osoby, za każdym razem
          > zresztą innej, by próbowała podać jej lek bądź namówić ją do zrobienia
          > inhalacji.

          Ja wychodzę z założenia że jednak to pielęgniarka jest osobą wyszkoloną w
          kierunku podawania leków, robienia inhalacji, zakładania czopków itp. a
          ja/matka niekoniecznie. Jest to pielęgniarki praca i za to otrzymuje ona co
          miesiąc wynagrodzenie - za opiekę i pielęgnację pacjentów a nie za picie kawki
          w dyżurce i przynoszenie matce sprzętu z hasłem "tu pani wleje sól, tu włączy,
          tu przytrzyma i tak przez 10 minut". Ja jako matka uważam za normalne że
          zajmuję się normalną opieką nad moim dzieckiem i nie wymagam od nikogo kąpania,
          zmiany pampersów ani utulania do snu tylko wykonywania tych czynności które są
          pielęgniarki obowiązkiem i wchodzą w zakres jej pracy.
          Do tego Zosia jest takim dzieckiem, któremu żeby podać lek doustnie, potrzebne
          są 2 osoby, inaczej lek ląduje wszędzie tylko nie w buzi. Więc potrzebna mi
          była pomoc w przytrzymaniu jej do podania antybiotyku, w domu robi to tata.
          Albo taka sytuacja: kroplówka z pompy infuzyjnej, instrukcja - jak zapiszczy,
          pani wyłączy tutaj żeby nie piszczało. Piszczało chyba z pół godziny,
          wyłączałam, aż któraś łaskawie przyszła i stwierdziła że wenflon się popsuł i
          wszystko idzie obok żyły. No ja jako matka nie mam wiedzy która pozwoliłaby mi
          odróżnić czy piszczy bo piszczy czy piszczy z jakiegoś powodu.
          Pozdrawiam,
          Antonina
          • kostaga Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 07:46
            No jeżeli rzeczywiście pielęgniarki nie wykazywały najmniejszych chęci pomocy,
            to coś tu jest nie w porządku. Ja sama zdecydowałam, że będę wykonywać przy
            mojej, też dwuletniej, Perełce czynności, które jestem w stanie zrobić i co do
            których konieczności i sposobu wykonania dostanę wskazówki od personelu
            medycznego.
            No ale je nie widziałam u siebie pielęgniarek siedzących i pijących kawkę, to
            fakt.
            Przepraszam więc, jeżeli poczułaś się urażona
            Pozdrawiam smile
            Sushi
            • antonina_74 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 12:06
              Zosia jest 8-miesięczna - może coś źle napisałam, ale pewnie 2latek jest
              bardziej skłonny do współpracy smile albo wręcz przeciwnie, nie mam z tym adnych
              doświadczeń bo starszy nie chorował wcale do 3 lat.
              Nie poczułam się urażona, nie ma za co przepraszać, chciałam tylko wyjaśnić
              dlaczego pielęgniarki mnie zdenerwowały.
    • franczeska01 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 21:39
      Heloł.
      Nasze doświadczenia ze szpitala nie są zbyt przyjemne.Maja miała grypę
      żołądkową i z wymiotami trafiła na oddział pediatrii.Jednak co mnie zaskoczyło
      juz na samym wejściu to akcja na izbie przyjęc... w gabinecie u lekarza
      dyżurnego.Lekarz Maję obejrzał (była odwodniona),zbadał, a kiedy ta zaczęła
      zwracać nawet się nie podniósł!!! Ja przerażona i załamana swoją beztradnością
      juz zupełnie nie wiedząc co robić zeby dziecku ulżyć,a ten KONOWAŁ nawet się
      nie wzruszył!!!
      Byłam taka wsciekła na niego!!! W końcu zostałyśmy na leczeniu.Maja w łóżeczku
      a ja na twardym krześle obok.
      (Boże jedyny...jak sobie przypomnę jak Maja wyglądała z wenflonem w rączce...:-
      (( )
      Oczywiście od lekarza nic sie nie mozna było dowiedziec....zbywał mnie jakimis
      wymówkami aż się wkurzyłam i mu powiedzialam ze od tego jest zeby mi udzielic
      konkretnych informacji!!!Dopiero jak się wk.... wszystko mi wyśpiewał...ale ile
      nerwów mnie to kosztowało...
      Kiedy Maja poczuła się lepiej i nie było żadnych objawów odwodnienia a jej
      zachowanie wróciło do normy (rozbrykanej prawie rocznej wtedy dziewczynki)
      wypisałyśmy się na własne zyczenie.To była słuszna decyzja i dziś zrobiłabym
      tak samo.
      Myślę,że jeśli można dziecku zaoszczędzic nieprzyjemnych doznań związanych ze
      szpitalem to TRZEBA!!! Dziś Maja ma półtoraroku i jest zdrowiusieńką Moją
      Rybulką.Już nie byłyśmy więcej w szpitalu...
      • lola211 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 21:56
        Mysle, ze lekarz nie jest od tego, by wzruszac sie widokiem wymiotujacego
        dziecka.Jedyne co powinien zrobic , to jesli nie ma pielegniarki, dac cos, do
        czego to dziecko mialoby wymiotowac, by mozna bylo w miare sensownie te wymioty
        uprzatnac(ja po prostu trzymalam wtedy dziecko nad umywalka).
        A czemu wenflon tak cie przerazil? Zakładaja je nawet noworodkom, nie wydaje mi
        sie, by to bylo az tak traumatyczne przezycie.
        --------------------------------------------------
        Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
        • mamaani3 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 20.06.04, 23:16
          Każdy ma swój próg wrażliwości i dla mnie wenflon na główce mojego 2 dniowego
          dziecka był traumatycznym przeżyciem.
          • antonina_74 Re: wenflon 21.06.04, 00:13
            Zosi udało się założyć wenflon po 4 próbach, pielęgniarki twierdziły że
            dzieciom z gorączką żyły łatwo pękają. Trwało to prawie pół godziny. Było to
            traumatyczne przeżycie dla niej i dla mnie, jeszcze teraz po tygodniu ma ślady
            i zasinienia na rączkach i nóżkach.
          • lola211 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 13:46
            To fakt.
            Ten próg wrazliwosci zmienia sie wraz z liczba i rodzajem zabiegów, jakim
            poddawane jest dziecko.Jesli mialo bolesne badania, zabiegi, to wenflon wydaje
            sie byc czyms malo istotnym wrecz.
            --------------------------------------------------
            Chcesz schudnąc, zdrowo sie odżywiać, zajrzyj tu:

            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=11143
            • mamaani3 Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 14:12
              Lola211, myślę, że masz rację. Moje dziecko nie miało innych bolesnych zabiegów
              dlatego wenflon był dla mnie przeżyciem. Ale pewnie dla mam, których dzieci
              bardzo chorują, taki wenflon to śmiesznostka po prostu.
              Pozdrawiam
    • jaque Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 14:11
      Mój Jasiek wylądował w szpitalu jak miał dokładnie tydzień (z żóltaczką, potem
      okazało się, że ma sepsę). Na początku przerażał mnie sam fakt zostawienia go w
      szpitalu, potem wydawało mi się że największy dramat to wenflon i pobieranie
      krwi. Po punkcji kręgosłupa wiedziałam już, że zniosę wszystko, żeby tylko Młody
      sobie z tym wszystkim poradził i wyzdrowiał...
      A jeśli chodzi o temat wątku - my chyba mieliśmy szczęście. Janek trafił do
      szpitala na Działdowskiej w Warszawie - i w zasadzie nie miałam żadnych
      zastrzeżeń. Rewelacyjni lekarze, którzy informowali nas o wszystkim (nawet jeśli
      akurat nie było lekarza prowadzącego to każdy inny bez problemu odpowiadał na
      nasze pytania), zdecydowana większość pielęgniarek miała naprawdę cudowne
      podejście do maluszków (i rodziców przy okazji też smile... Rodzice mogli być
      obecni przy prawie wszystkich badaniach i zabiegach, większość czynności przy
      maluszkach też wykonywali sami (ale zawsze można było liczyć na pomoc
      pielęgniarek).
      Jedyny mankament tego szpitala to warunki lokalowe - na patologii noworodka nie
      było warunków żeby zostawać na noc z maluszkiem (chyba, że na krzesełku, ale
      mało która mama zaraz po porodzie mogła się na to zdecydować). Pamiętam też
      koszmarne toalety i obskurne korytarze... Ale to naprawdę było mało ważne.
      Najważniejsze, że Młodego uratowali i że mam ślicznego zdrowiutkiego prawie
      półroczniaka smile

      pozdrawiam
      M.
      • dorotaww Re: Szpital. Mamy dzieci, które były, proszę o op 21.06.04, 14:36
        ja mam same przykre przezycia ze szpitalem.
        Lekarze, pielęgniarki ich podejście, skrzywienie, miny, niesympatycznośc, brak
        usmiechu na oddziale dziecinnym.
        Mojej córce przez dwie godziny zakładały wenflon do głowy.
        Mała płakała w niebogłosy, wkuwały sie, gdzie się da, nogi,ręce, głowę,
        wygoliły ją potem nie mogły znaleźć zyły, krzyczały przy tym jakby to moja wina
        była, ze nie moga założyc wenflonu..
        Wczesniej jak byłąm po CC, zaznaczę, ż emała ważyła 4200, ja po cesarce, ledwo
        sie obudziłam zostawiły mi mała i poszły, mała płacze, ja sie, ruszyć nie mogę,
        wołam one nie przychodzą, sama musze jakos przyczołgac sie do małej...
        Same złe wspomnienia..
        W Warszawie siostra jak była z Rafałkiem , usłyszała , od lekarza, który
        rozmawiał z drugim, niby było to za plecami siostry m ówione, ale tak głośno ,
        ż e i tak słyszała, powiedziała, to dziecko jeszcze zyje...(bez komentarza)
        Jedynie gdzie opieka była bardzo dobra.. moge pochwailic to w Katowicach na
        oddziale onkologicznym , gdzie leżał mój ojciec, mimo choroby, z góry skazanej
        na smierć, opikowali sie nim jak człowiekie, wszyscy mili, serdeczni,
        usmiechnięci, pomagali zawsze jak była potrzeba...
        Ale takich lekarzy jest nie wielu...Niestety

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka