Właśnie wróciłam z synkiem (2,4l) od fryzjera. Był już na takiej wizycie wielokrotnie, bo włosy ma gęste, szybko rosną, więc musimy je co 2 m-ce podcinać (nie lubię chłopców w długich włosach, mimo, że rozwiązałoby to problem

) Każda wizyta wygląda tak samo - ryk, ryk i jeszcze raz ryk, jakby go ze skóry obdzierali. Niezależnie od tego jaki to fryzjer - czy dziecięcy, zwykły osiedlowy, czy elegancki - próbowałam wszystkiego. Myślałam, że w końcu "zmądrzeje" i zobaczy, że to nic strasznego, ale nie - on się zachowuje jak na egzorcyzmach. Czy ktoś ma podobne przejścia z własnym dzieckiem? Jest na to jakaś rada? Samo minie? - ale kiedy? Już mi wstyd przy innych, którzy są obsługiwani... Zapowiedziałam mężowi, że następnym razem idzie on, bo ja już mam dosyć...