biankao
27.12.16, 11:38
Wiem, ze temat wałkowany tysiąc razy, ale serio nie wiem jak mam podejść do sprawy. Moj syn do około 3 roku zycia nie jadł słodyczy. Owszem w jego diecie był miod, syrop klonowy, daktylowy, suszone owoce, ale nie kupne słodycze. Potem jakos te słodycze zaczęły sie wykradać do menu. A to babcia dała słodka bułkę, a to tata kupił cos na spacerze, sąsiadka dała czekoladkę, poszedł na czyjeś urodziny a tam słodycze. Ja mu nie kupuje, ale pare razy w tygodniu cos zje, zwłaszcza ostatnio w okolicy świat duzo tego było. Oszalał na punkcie czekolady. Kupiliśmy mu wiec kalendarz adwentowy, czego szybko pozalowalismy, bo prawie codziennie były histerie, ze on chce dwie czekoladki a nie jedna, ze ugryzł czekoladkę i mam zrobic tak zeby nie była nadgryziona/roztopioną itp.itd. No i nie wiem jak teraz podejść do tematu. Ja bym nie miała nic przeciwko słodyczom w rozsądnej ilości, gdyby on normalnie jadł, ale jego jedzenie jest bardzo wybiórcze a porcje ktore zjada dosyć male. No bo jakie mam opcje? Całkowity zakaz? Boje sie, ze to bedzie dzialalo na zasadzie zakazanego owocu. Juz ostatnio jak był na imprezie świątecznej u męża to szamal słodycze jak dzikus. Ale z drugiej strony chyba taki los słodyczy, ze sa troche zakazanym owocem. Nie chce tez stosować przekupstwa, co niestety robią dziadkowie, ze jak zje obiad to dostanie deser, bo to na pewno nie polepszy jego stosunku do jedzenia. Jak wy rozwiazujecie te kwestie?