No właśnie... Macie jakoweś? Przyznać się bez bicia

Takie małe i takie,
za które oddałybyście ostatni grosz?
Moje uzależnienia:
- od słodyczy, a konkretnie od ciast. Uwielbiam! Weekend bez domowego ciasta
jest weekendem straconym

Niestety wychodzą mi one dość dobrze (ćwiczenie
czyni mistrza

więc i pokusa jest większa.
- od kawy – przy czym to raczej od pewnego rytuału, a nie od kofeiny. Rano
musi być po wstaniu kubek gorącej kawy z mlekiem. W czasie ciąży i karmienia
jest to kawa zbożowa.
- od sobotniej wyborczej – jak nie mogłam parę razy kupić, będąc gdzieś poza
granicami cywilizacji, cierpiałam straszliwe męki

W sobotę rano małżonek
albo starsza młodzież leci do kiosku po gazetkę dla mamusi i bułki
- a tak na serio to byłam parę lat temu uzależniona od internetu. Tak mnie to
wciągnęło, że zarywałam nocki na czacie politycznym i filozoficznym.
Intelektualnie się rozwinęłam niewątpliwie, ale poza tym to była porażka
finansowa (wtedy sieć była jeszcze przez modem z grubą kasę) i rodzinna
(oddaliłam się od męża bardzo). Na szczęście gdzieś po roku czystego
szaleństwa w końcu to jakoś przeszło i wróciło do normy

Od paru lat
wytrzymuję spokojnie bez dostępu do sieci, z tamtych czasów pozostało mi parę
fajnych przyjaźni, przeniesionych do reala, i ostrzeżenie, że baaaardzo łatwo
przegiąć