16.01.06, 15:37
Duramgamo, mogłabyś po krótce opisać swoje techniki pracy z bólem, o których
wspominałaś w innym wątku, plisssss?
Obserwuj wątek
    • duramgama Mooh... 16.01.06, 16:50
      Takiej prośby właśnie sie spodziewałam, odpowiadając na to, co napisała Ezra.
      Jeżeli mam być szczera - nie wydaje mi się to realne, żebym potrafiła opisać to
      w kilku zdaniach.
      Techniki - to brzmi doprawdy poważnie i sugeruje jakobym posiadała jakąś
      skonkretyzowaną, przekazywalną wiedzę.
      Ale tak nie jest. Pracy radzenia sobie z bólem nie da się zawrzeć (to znaczy -
      JA tego nie potrafię) w schemacie (upraszczam dla przykładusmile "dwa oddechy,
      przerwa, zamknąć oczy-otworzyć oczy, dwa oddechy, podnieść nogi do góry itd"wink
      Wydaje mi się, że pierwszym krokiem do powodzenia jest umiejętnośc słuchania
      swojego ciała, wszystkich jego symptomów, lubienia go, oswojenia go.
      Kurczę, nie chce, żeby to brzmiało pretensjonalnie i nadęcie, niczym jakieś new
      age'owskie zaklęcia - niemniej jednak ważne jest to w jaki sposób traktujemy
      samego siebie, czy jesteśmy wobec samych siebie bezgranicznie szczerzy, czy
      jestesmy w stanie odpuścić sobie cos innego (oglądanie telewizji czy inne
      zagłuszacze), żeby dac sobie czas, żeby po prostu BYĆ. Wiem, że wielu ludzi ma z
      tym gigantyczny problem. Wielu moich znajomych czuje się zakłopotanych/winnych z
      powodu "nicnierobienia"/zbędnych kiedy mają tylko usiąść i skupić się na sobie.
      Bez myślenia o przeszłości/przyszłości. Takie czasy, takie uwarunkowania
      środowiskowe. Od początku "działaj, działaj, bądź aktywny, szkoda czasu etc.". A
      dla mnie - nie szkoda czasu, bo potem moge być zdrowsza, szczęsliwsza,
      efektywniejsza.

      Jak ja radzę sobie z bólem? Przede wszystkim staram się go mocno poczuć, a nie
      unikać (co łatwe nie jest i nie zawsze się udaje)
      To kwestia pewnych medytacji, wizualizacji, oddychania, skupienia, którego nie
      umiem wyjaśnić w słowach. Bo to ani żadna szkoła, ani konkretny nurt - to po
      prostu moje długoletnie doświadczenia z samą sobąsmile
      Ich opisywanie poprowadziłoby nas w kozi róg, bo to wciąż będą MOJE
      doświadczenia. Oczywiście, ktoś mógłby się z nimi zapoznać (musiałabym chyba
      napisać opasłe tomiskowink, co nie znaczy, że byłyby komukolwiek pomocne w
      odnalezieniu własnych metod. Choć przyznaję, że czytanie np. Junga czy Mindella
      i tego, co napisali o konkretnych przypadkach terapii, nieraz pomagało mi
      odnaleźć coś istotnego w sobie.

      Z zewnętrznych, opisywalnych praktyk pomaga mi:
      -joga - niektóre asany usuwają zmęczenie, obniżają cisnienie, relaksują,
      wyciszają.
      -picie dużych ilości niegazowanej wody
      -sen (o który w przypadku niewyspanych matek
      -zapisywanie i analiza własnych snów
      -rysowanie/malowanie mandali

      Sama nie wiem, co mogę jeszcze napisać. Rety, poczułam się jak jakiś pomylony
      guru, który nawracawink
      Mooh, z pewnością nie pomogłam zbyt wiele, przepraszam. Marna ze mnie nauczycielka.
      • joa8 Re: Mooh... 16.01.06, 18:40
        o widzę Duramgamo, że POP (dla niewtajemniczonych - psychologia zorientowana na
        proces smile jest Ci bliski. Ja też tak "pracuję", wykorzystuje te metody. A dziś
        zapisałam się na jogę!!! Jutro pierwsze zajęcia smile
        • duramgama Joa... 16.01.06, 19:00
          oa8 napisała:

          > o widzę Duramgamo, że POP (dla niewtajemniczonych - psychologia zorientowana na
          >
          > proces smile jest Ci bliski. Ja też tak "pracuję", wykorzystuje te metody.


          smile))

          Gratuluję rozpoczęcia zajęć JOGI i życzę wytrwałości w wykonywaniu asansmile.
          Ja też chciałabym wrócić na zajęcia, ale jakoś nie mogę się poukładać, żeby
          zadbać o dom i dziecko, od czasu do czasu popracować i jeszcze zapewnić sobie
          minimum 2 razy w tygodniu komfort praktyki w grupie (za którą nota bene trzeba
          płacićsad.
          Na razie moja praktyka ogranicza się do ćwiczeń w domu.
          • joa8 Re: Joa... 16.01.06, 20:09
            a ja nigdy nie ćwiczyłam jogi. Co więcej, wydawała mi się zawsze nudna i nie
            dla mnie wink
            No ale moje ciało dość kategorycznie zażądało właśnie jogi. To się posłuchałam.
            • duramgama Re: Joa... 16.01.06, 21:23
              Słusznie. Trza się ciała słuchaćwink
              Mam nadzieję, że ono również będzie posłuszne na zajęciachwink
              Czekam na Twoje wrażenia.
      • kangur4 Re: Mooh... 16.01.06, 20:36
        Eee tam, guru - co najmniej Starzec z Gór!

        Duramgamo - Ja wierzę, że taki niekonwencjonalne sposoby pomagają! Mimo, że
        jestem osobą powierzchowną i "wewnętrznie rozedrganą" i jakiekolwiek medytacje
        nie leżą w mojej materialistycznej naturze, kiedyś miałam okazję powalczyć z
        bólem we własnym zakresie, leżąc na ziemi na korytarzu zapyziałego szpitala
        powiatowego. Miałam bardzo poważne zapalenie nerek. Każdy kto miał - wie, że
        raczej bolesna to sprawa. Ponieważ pies z kulawą nogą się mną nie interesował,
        musiałam radzić sobie sama - inaczej bym wyła. Bardzo pomogła wizualizacja
        bólu, wręcz wgryzienie się w niego, panowanie nad oddechem. Oczywiście ból nie
        przeszedł całkiem, ale udało mi się zapanować nad nim na tyle, że uniknęłam
        bardzo krępującej sceny z wiciem się i wyciem.

        Przepraszam za ten osobisty wtręt, ale chciałam nieudolnie udowodnic, że chcieć
        to móc.
        • duramgama Kangurku... 16.01.06, 21:28
          Bardzo UDOLNIE udowodniłaś, że chcieć to móc i dziękuję Ci za ten osobisty wtręt.
          Podziwiam i chylę czoła, wyobrażając sobie jak to mogło wyglądać w zapyziałym
          szpitalu powiatowym.
          Dzielna kobieta z Ciebie.

          A co do Starca z Gór - wolałabym tylko... "z gór"wink
          A prawda jest taka, że nie Starzec, a Stara Baba, i nie z gór (niestety) ale z
          miasta. Może kiedyś zakosztuję zycia z dala od metropolii, wszak udowodniłaś, że
          chcieć to mócsmile)).
          Jak mi się tak bardzo, bardzo zachce, to kto wie na jakie przyjemne zadupie nas
          wyniesiewink
          • kangur4 Re: Kangurku... 16.01.06, 21:39
            W dzisiejszych czasach przeniesienie się "do lasu" czy "w góry" może być
            bardziej realne niż kiedykolwiek przedtem. Jeśli wykonuje się zawód
            niewymagający ciągłego kontaktu z ludźmi, a uda się w środku puszczy
            zainstalować internet - żyć nie umierać. Może być problem z dziećmi i ich
            szkołą, ale zawsze można je posłać do szkoły z internatem w Szwajcarii, no nie?
            • pomme Re: Kangurku... 16.01.06, 22:12
              normalnie sama mogłabym taki post napisaćsmile
    • mooh Re: Duramgama 16.01.06, 22:17
      Dzięki za wyjaśnienia. Może popracuję ze swoją migreną, bo jak nie to ona
      popracuje ze mną.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka