pracujecie?

05.11.11, 22:11
Cześć!
Mój synek ma prawie 16 m, ja siedzę na wychowawczym i szczerze mówiąc jestem totalnie "opętana" macierzyństwem. Ludzie mówią, że to przez hormony z kp. Zupełnie straciłam głowę dla synka (choć mam nadzieję, że nie mózgsmile) i nie wyobrażam sobie go zostawić. Wiem,że mam tą komfortową sytuację,że mąż nas utrzymuje, jednak nie wydaje mi się, że w pracy mogłabym skupić się na pracy, a nie o myśleniu o moim Ciuciu. Trochę to nie życiowe wiem skoro teraz wszyscy tylko kariera kariera, ale ja tak myślę,że to nasz czas i praca to nie życie-rodzina to życie. Czasem jednak boję się, czy mi ambicja wróci, bo przez to wszystko jakaś taka pracowo głupia się czujęsadA ja tylko chcę dla niego najlepiej...Czy ktoś może ma podobnie?
    • agapta_ciuciu Re: pracujecie? 05.11.11, 22:12
      .
    • jul-kaa Re: pracujecie? 05.11.11, 22:18
      Ja mam inaczej wink
      Jak Jaś miał niecały rok, to miałam trochę dość bycia całymi dniami sama z nim w domu. Mąż pracował często po 12h (+ dojazdy), więc w domu głównie nocował i bardzo za nami tęsknił. Teraz się zamieniliśmy - ja pracuję, a mąż zajmuje się Jasiem. Tyle, że ja pracuję w domu, więc praktycznie cały czas jesteśmy w trójkę. I będę uczciwa - na pewno nie pracuję tak dużo jak mąż, a pieniędzy jest tyle samo (czyli mało, ale starcza).
      Dlaczego w ogóle piszę w Twoim wątku? Bo napisałaś "Trochę to nie życiowe wiem skoro teraz wszyscy tylko kariera kariera, ale ja tak myślę,że to nasz czas i praca to nie życie-rodzina to życie.". I my z mężem właśnie z takiego założenia wychodzimy - że choć moglibyśmy na pewno mieć lepsze prace, więcej pieniędzy, oddać dziecko do żłobka (lub niani), to nie na tym nam obecnie w życiu zależy.
      • agapta_ciuciu Re: pracujecie? 05.11.11, 22:25
        Bardzo zazdroszczę Ci,że masz pracę, którą można robić w domu. I piątka za takie samo podejście do życiasmile
    • matka_karmiaca Re: pracujecie? 05.11.11, 22:49
      Moja ma 17 miesięcy, od prawie 9 miesięcy pracuję z domu, na pół etatu. I nie chce mi się pracować, straciłam do tego serce i zapał (sytuacja w firmie też się do tego pewnie trochę przyczynia). Zdecydowanie wolę spędzać czas z młodą. A wydawało mi się, że będę tęsknić za pracą...
    • aleksandra1357 Re: pracujecie? 05.11.11, 23:36
      Od 4 lat siedzę w domu, teraz z drugim dzieckiem i jeszcze 2 lata planuję, do 3 roku życia drugiego dziecka.
      Na początku to sobie bardzo chwaliłam - uwielbiam długie spacery. Wyśmiewałam się z teorii zaniedbanej matki-polki, bo byłam zawsze umalowana, świetnie ubrana. Potem zaczęło mi się trochę przykrzyć, straciłam kontakt z koleżankami, zawaliłam studia, przestałam się malować, chodzić do fryzjera, bo po co. Potem urodziłam drugie dziecko i miałam mega-kryzys, który zaowocował terapią, którą robię do dziś.
      Nie jest łatwo być tyle czasu w domu, szczególnie jeśli wcześniej prowadziło się "normalne" życie. Najlepiej mieć jakąś odskocznię jednak, żeby nie zwariować: uczyć się czegoś, wychodzić choć raz w tygodniu na jakieś zajęcia, warsztaty, basen. Mieć jakieś cele.
      Ja czuję, że gdzieś przez te lata zatraciłam siebie. Dużo zyskałam, bardzo dużo się o sobie dowiedziałam dzięki dzieciom, ale też czuję się trochę jak więzień bez wychodnego. Jest mnóstwo rzeczy, które bym chciała zrobić, a nie mogę, bo mam dwie kule u nóg. Dlatego często bardzo bym chciała, żeby dzieci wreszcie trochę podrosły i dały mi żyć.

      Ale ja też wychodzę z założenia, że dzieci są dla mnie najważniejsze i wolę żyć biedniej niż oddać dziecko do żłobka czy zostawić z nianią. Nie po to urodziłam dziecko, żeby je obcym na przechowanie oddawać.
      Tylko jak to "poświęcenie" zaczyna doskwierać, to trzeba coś zmienić, bo macierzyństwo ma sprawiać radość, a nie być umartwianiem się smile
    • nurfe Re: pracujecie? 06.11.11, 07:26
      Przed pierwszym porodem miałam bardzo dobrą i świetnie płatna prace. Odeszłam w 8 m-cu ciazy i mimo, ze oferty jeszcze poł roku do drzwi waliły podziękowałam serdecznie. Inni polski sie w głowę, bo maz nas utrzymuje,ale forsy jest malutko i ledwo starcza od pensji do pensji. Od 3 lat i 4 m-cy nie skalalam sie myślą o powrocie do pracy. Mam dwoje małych dzieci, trzecie w drodze. Nie posyłam do przedszkola bo niew widzę potrzeby. To czego moje dzieci potrzebują to mamą w domu. Niew jestem opętana myśleniem o nich, macierzyństwo czasem mnue męczy ale bycie mamą to moja kariera. Ostatnio jakiś tata na pl pl pl zabaw powiedział ze on mi pomnik złocony postawi. A po co? Robię to co naturalne i wynika z mojej natury, tego jak jestem stworzona. I tyle. Wypadne z rynku pracy? Trudno, naprawdę. Płakać nie będę.
      A realizowanie siebie? W macierzyństwie sie realizuje. I pomagając innym mamom. Więcej mi nie trzeba
    • luliluli Re: pracujecie? 06.11.11, 08:37
      To chyba kwestia indywidualnych potrzebsmile
      Ja do ubiegłego tygodnia byłam w domu z Radzikiem, od listopada wróciłam do pracy i czuję, że to był idealny momentsmile
      15 miesięcy byłam tylko z nim, nie chciałam nawet myśleć o powrocie do jakiegokolwiek innego życia, czułam, że nie dałabym rady robić czegokolwiek innego, gdy on byłby gdzieś indziej.
      Około jego roczku powoli zaczęłam dojrzewać do decyzji, że zacznę odkurzać życie zawodowe, ale jeszcze dość sceptycznie do tego podchodziłam. Jeszcze w ciąży ustalaliśmy z mężem tak mniej więcej, ile czasu miałabym być w domu. W praniu okazało się, że nie byłam gotowa na powrót we wcześniej ustalonym terminie, zostałam więc dłużej.
      I nagle z tygodnia na tydzień zapragnęłam odetchnąć, ale nie tak jak do tej pory, ale jakoś hmm bardziejwink
      I poczułam, że powrót do pracy to jest co, co mi pomożewink

      Wróciłam na 3/4 etatu, idealnie by mieć czas i dla pracy i dla dziecka i dla rodziny w ogólewink
      Dla mnie takie rozwiązania okazało się idealne, przynajmniej na razie.
      I czuję, że byłam na to gotowa i ja i Radzik - on się bawi świetnie u babci, bez problemu u niej zostaje, ja w pracy nie myślę gorączkowo o tym, co robi, nie dzwonię, nie pytam, ile zjadł i kiedy zrobił kupęwink Naprawdę w pracy odpoczywam od obowiązków mamy, a w domu od obowiązków pracownicy i polecam tę wersję wszystkim wahającym sięwink

      A dodam, że moja praca jest całkiem zwyczajna i nie pokrywa się za bardzo z moimi zainteresowaniami, myślę, że jeśli ktoś ma szansę pracować w zawodzie, który jest jego pasją (ja mam nadzieję, że uda mi się to w przyszłości), to praca nie będzie dla niego żadnym obciążeniem, wręcz przeciwniesmile
      • luliluli Re: pracujecie? 06.11.11, 08:42
        I zgadzam się z nurfe, że macierzyństwo może być dla kogoś pasją na tyle istotną, że wypełnia całe życie, to taka matczyna wersja pracoholizmuwink
        Drażni mnie klepanie w kółko w telewizjach śniadaniowych tematu pracujących mam i sugerowanie, że matka niepracująca (poza domem) się strasznie poświęca, wyrzeka się siebie i robi z siebie męczennicę, strasznie wkurzająca generalizacja - w macierzyństwie można znaleźć doskonałe hobby i sposób na szczęśliwe życie tak samo jak w pracy zawodowej. Mnie pochłonęło na tyle, że marzę o tym, by pracę zmienić na taką, która z doświadczeń macierzyństwa czerpie całymi garściamiwink
      • anulka_1 Re: pracujecie? 07.11.11, 15:18
        U mnie było indentycznie jak u luliluli smile Tylko synek był miesiąc starszy (16 m-cy) jak wróciłam do pracy (na trochę skrócony etat). Od prawie roku pracuję i jest super. Jak siedziałam w domu z synkiem, to czułam się z tym bardzo dobrze, ale decyzja o powrocie do pracy powoli dojrzewała we mnie jak synek skończył rok, a całkiem dojrzała jak zaczął chodzić. Synkiem opiekuje się babcia, ja wracam do domu jak synek wraca ze spacerku. Teraz tak jak pisze luliluli, w pracy odpoczywam od domu, w domu od pracy, czuję równowagę smile Ale jak najbardziej rozumiem, że mama może być spełniona, rezygnując z pracy. Tak samo jak powrót do pracy, nie sprawia, że jesteśmy gorszymi matkami.
    • momago Re: pracujecie? 06.11.11, 10:03
      Z pierwszą córką byłam 4 lata (z krótką przerwą). Mój mąż ma taką pracę, że praktycznie byliśmy w domu we troje smile To był fantastyczny czas, którego nigdy nie żałowałam.
      Z drugą córką byłam do roku i wróciłam do pracy, ale tylko dlatego, że została z nią moja mama. Gdyby tak się nie złożyło - też byłabym na wychowawczym.
      Nie wiem jaki masz zawód, ale jeśli boisz się o swoje ambicje zawodowe - spróbuj poszukać czegoś na zlecenie, co mogłabyś robić w domu. Ja właśnie tak robiłam. To jest fajna rzecz i dobra gimnastyka dla szarych komórek smile

    • fiamma75 Re: pracujecie? 06.11.11, 11:04
      tak, wracałam zaraz po macierzyńskim + wypoczynkowy - wolałabym być o parę miesięcy dłuzęj (tak do roku), ale potem to bym zwariowała chyba.
      Mnie drażni coś innego - spotkałam się nieraz z wywyższaniem się mam, które są w domu z dziećmi nad tymi, które pracują.
      • tuszeani Re: pracujecie? 06.11.11, 11:43
        Wydaje mi się że takie wywyższanie się występuje w obu kierunkach.

        Moja prywatna teoria jest taka że wywyższają się mamy które żałują swojej decyzji ale z jakichś powodów nie chcą lub nie mogą jej zmienić. Wtedy szukają psychicznego usprawiedliwienia dla tego że zrobiły jedyny słuszny krok i dowalają tym co zrobiły inaczej wink

        Nie ma jednej słusznej drogi, każdy powinien znaleźć własną.
      • agasobczak Re: pracujecie? 10.11.11, 16:33
        fiamma75??? tak? a kto???? big_grin

        Ja jestem wdomu od pięciu lat (w zasadzie 6 bo w ciązy z Marcysią leżałam) - nie brakuje mi pracy ale też po prawdzie mam masę dodatkowych zajęć. Teraz kończe studia smile
        Mi tam w domu się podoba big_grin
    • tuszeani Re: pracujecie? 06.11.11, 11:39
      Ja nie pracuję. Młody ma prawie 16 miesięcy a ja siedzę w domu od połowy ciąży, bo była zagrożona. Mąż zarabia dużo mniej niż ja i jego pensja nie wystarcza, ale póki mamy jeszcze jakieś zaskórniaki, dajemy radę.
      Owszem, miałam pokusę żeby wrócić do pracy, kiedy wbrew naszym planom musieliśmy poszukać opiekunki i znaleźliśmy wspaniałą kobietę, która traktuje Młodego jak własne dziecko i zajmuje się nim z całego serca, rozumiejąc jego potrzeby i odpowiadając na nie. Zastanawialiśmy się czy to nie jest jakiś znak z Góry żeby te nasze plany zweryfikować, uznaliśmy jednak że to nasze z Młodym bycie razem w domu jest takim dobrodziejstwem dla nas wszystkich, że nie chcemy go skracać pod wpływem aktualnych wydarzeń.

      Pracuję już bardzo długo, zdążyłam się przekonać, że za każdym razem kiedy poświęcałam życie prywatne dla pracy, potem okazywało się że nie było potrzeby mimo że w danym momencie wydawało się że jest to jedyna sensowna droga. Może i szkoda mi kontaktów z ludźmi, wiem że wrócić będzie trudno ale mimo wszystko czuję się z tą decyzją spokojnie. Te wspólne lata są nasze tylko raz i nie da się ich odzyskać jeśli się z nich pochopnie zrezygnuje. A zawód można w razie czego zmienić, bo tak docelowo to sobie nie wyobrażam nie pracować nawet gdyby nas było na to stać wink
      • agapta_ciuciu Re: pracujecie? 06.11.11, 13:41
        Dzięki Dziewczyny!
        To prawda,że każda ma inaczej i,że sporo zależy od tego czy lubi się swoją pracę-ja tego szczęścia nie miałam. Ostatnio jednak dostałam od znajomego wymarzoną ofertę pracy jako manager w restauracji (zawsze coś takiego chciałam, zrobiłam odp. studia podyplomowe) i bez wahania odmówiłam. Nie jestem gotowa, Ciuciu nie jest gotowy , nasza rodzina nie jest gotowa.W rozmyślaniach poszłam dalej-czy gdyby ktoś dał mi cukiernię i pozwolił piec ciastka cały dzień (to moje marzenie) to czy bym poszła. Znowu odpowiedź brzmi-nie.Wniosek-żadna praca nie jest mnie w stanie teraz wyciągnąć mnie od synka.
        I tak sobie myślę, że macie rację pisząc,że można w pełni realizować się w macierzyństwie.
        Ja byłam przed ciążą, zreszta w ciąży też bardzo aktywna-ciągle kino, kawa, angielski, hiszpański, studia. A teraz nic=nawet nie mogę się za ćwiczenia zabrać a dupa rośniesmileA najgorsze/najlepsze (?),że mi tego nie brakuje i nie czuję się uwięziona czy ograniczona.Tak wygląda teraz moje życie i jest ok.
        Wiadomo fajnie byłoby wyjść wieczorem a nie z cycy wywalonym być na dyżurze, ale poczekam ze 2 lata i wyjdęsmileOj chyba jedno piwko mnie wtedy z nóg zetniesmile
      • jul-kaa Re: pracujecie? 10.11.11, 23:12
        tuszeani napisała:
        > Ja nie pracuję. Młody ma prawie 16 miesięcy a ja siedzę w domu od połowy ciąży,
        > bo była zagrożona. Mąż zarabia dużo mniej niż ja i jego pensja nie wystarcza,
        > ale póki mamy jeszcze jakieś zaskórniaki, dajemy radę.

        Z ciekawości zapytam - a dlaczego się nie zamieniliście?
    • aguar Re: pracujecie? 06.11.11, 15:26
      A ja szczerze Wam powiem, że w ogóle chodzić do pracy nie lubiłam i nie lubię. Nie wiem czy to dlatego, że się minęłam z powołaniem (studia wybrałam pod wpływem matki) czy dlatego, że nie jestem w pełni zdrowa i po prostu jest mi ciężko fizycznie...W każdym razie, gdy wracałam po 15-stu miesiącach, to jedyny plus dla mnie był taki, że zarobię pieniądze, bez których już byśmy sobie dłużej nie dali rady. A "siedząc" z dzieckiem w domu byłam szczęśliwa, owszem czasem zmęczona, ale czułam się na właściwym miejscu.
      • green.sabcia Re: pracujecie? 06.11.11, 16:12
        Od ponad 10 lat jestem z dziećmi w domu, tzn. odkiedy urodziłam pierwsze dziecko. Kiedy drugi syn poszedł do przedszkola w wieku 3 lat, ja poszłam do pracy i zwolniłam się po 5 miesiącach. Pisałam juz w jakimś wcześniejszym wątku o powodach, dla których zrezygnowałam z pracy, więc nie będę się powtarzać. Generalnie praca nie dawała mi w zasadzie żadnej satysfakcji, ani osobistej, ani finansowej, czułam się tam zbędna.W miezyczasie skończyłąm studium i zaczęłam studia wyższe, które kończę dopiero teraz. W domu i dzieciom byłam bardziej potrzebna, więc postanowiłam odroczyć etap pracy zawodowej i postarać się o jeszcze jedno dziecko. Tak się też stało. Ale ostatnio coraz cześciej czuję się sfrustrowana, zła, że nie mogę funkcjonowac jak człowiek. Najmłodsze dziecko jest bardzo ekspresywne, głośne i wymagające. I nie wiem, czy jestem, czy może nie nadaję się na matkę, przynajmniej trójki dzieci, bo z dwójką radziłam sobie całkiem nieźle, ale coraz częściej marzę o 12 godzinnym etacie. Żeby wyjść z domu rano i wrócić wieczorem i nie słuchać całymi dniami kłótni i zaczepek starszych, oraz wycia młodszej.
        • aleksandra1357 Re: pracujecie? 06.11.11, 22:19

          Fajny ten wątek. Daje do myślenia.
          Z jednej strony czytam o dziewczynach, które są szczęśliwe jako matki, całkowicie spełnione i nie potrzebują się spełniać inaczej. Rzadko można coś takiego przeczytać, bez pogardy dla takiej osoby, że pewnie za głupia do pracy itd. Moja refleksja: żeby być 10 lat w domu z gromadką dzieci i czuć się przy tym spełnioną, trzeba być bardzo silnym, dojrzałym człowiekiem.

          No a z drugiej strony czytam o Sabci:

          > Żeby wyjść z domu rano i wróci
          > ć wieczorem i nie słuchać całymi dniami kłótni i zaczepek starszych, oraz wycia
          > młodszej.

          I ja też coraz częściej tak czuję sad Myślę, że to bardzo zależy od wieku dziecka. Nigdy nie zostawiłabym roczniaka lub nawet dwulatka, choćby mi oferowali pracę marzeń. Ale 3-latka mogę już na trochę zostawić, odpocząć psychicznie i pójść do jakiejś pracy, np. na pół etatu (to w idealnym świecie).
          • sylvia1k Re: pracujecie? 06.11.11, 22:56
            Tak pracuję. Ze starszymi dziećmi wracalam ok 5-7 mies. życia. Z obecnym maluchem wróciłam jak skończył 8 mies. Żyjecie w idealnym świecie czy co?
            Bo ja do pracy wrócić musiałam. Gdybym nie wróciła wtedy nie miałabym potem już dokąd wracać. Teraz zmusiła mnie do tego sytuacja finansowa- utrzymać 5 osobową rodzinę w dzisiejszych czasach w 1 pensji to nierealne...

            Co do komentarzy kto gdzie siedzi w pracy czy w domu- niejednokrotnie mi dawano do zrozumienia że jestem złą, gorszą matką bo tak szybko wróciłam do pracy... A dla mnie sytuacja idealna gdy oboje rodzice nie pracuja i poświecają czas dziecku byłaby super ale co wtedy tynk ze ścian jeść? Życie to same wybory... Chyba dalej mnie temat boli.
            • nurfe Re: pracujecie? 07.11.11, 00:11
              Sylwio nie żyję w idealnym świecie.
              Często musimy sobie wielu rzeczy odmawiać, nasze wydatki to głównie rachunki i jedzenie.
              Odkryliśmy z mężem radość z wynajdywania sposobów na spędzanie czasu, które nas niewiele, albo nic, nie kosztują. Uczymy się mądrze wydawać pieniądze i oszczędzac. Pod koniec miesiąca często brakuje, mój mąż zarabia tyle w miesiąc ile ja w swojej pracy zarabiałam w dwa tygodnie pracy na pół etatu. Taka rzeczywistość. Ale jesteśmy szczęśliwi i nadal nie myślimy żebym do pracy miała wracać.
              I naprawdę kompletnie mnie nie rusza, że wypadnę z rynku. Kiedyś zapragnę wrócić? To zrobię coś nowego, swojego, doszkole się, wierzę, że znajdzie się rozwiązanie jeśli tylko będę chciała.

              Wybór pozostania w domu czy powrotu do pracy jest wyborem każdej mamy. Niełatwym. Ty spotkałaś się z komentarzami, że za szybko itd. Ja - że ambicji życiowych nie mam i jak można tak żyć tylko w pieluchach, usypianiu i rodzeniu. Tyle, że ja jestem z tym szczęśliwa nawet jeśli czasami mam ochotę sprzedać dzieci na allegro, ich awanturki doprowdzają mnie do rozpaczy, a są dni kiedy normalnie mam ochotę się wyprowadzić.
              Tylko, że to nie wina dzieci ale moich niezaspokojonych potrzeb. Np. potrzeby wyjścia i odreagowania. Nie dlatego, że nie mogę tylko dlatego, że o to nie dbam.
              • green.sabcia Re: pracujecie? 07.11.11, 14:16
                Nie dlatego, że nie mogę tylko dlatego, że o to nie dbam
                > .
                NO a ja właśnie nie mogę nigdzie wychodzić, nawet jak chcę. Powodów jest kilka:
                1. Męża nie ma przez cały dzień w domu, ani w weekend, ani w święta, jest albo w jednej pracy, albo w dwóch. Jak już w końcu zdarzy się tak, że jest w domu, to jest zmęczony, na nic nie ma siły i przeważnie śpiuncertain
                2. Innych osób do zostania z dziećmi wieczorem, żebym sobie gdzieś wyszła i odreagowałą nie ma. Tzn. nikt nie chce, każdy ma swoje życie i swoje sprawy.
                3. Nawet jakby się zdarzyło tak, że mogłabym jednak jakimś cudem wyjść, to za bardzo nie mam z kim. Koleżanki jakoś się wykruszyły, powyjeżdżały, porozwodziły się, albo nie mają dzieci i inne priorytety życiowe i jakoś nie mają chęci, żeby ze mną przebywać. Pewnie się boją, że ja będę w kółko gadać o dzieciach, a to nie prawda, albo myślą, że na inne tematy nic nie wiem, bo tyle czasu nie pracuję, więc co ja mogę wiedzieć o życiu jakie się toczy na zewnątrz-to też nieprawda. Bo ja jestem oczytana osobą, dużo rzeczy mnie interesuje i mam mnóstwo przemyśleń na różne tematy, nie tylko dzieciowe.
                4. Co dwa tygodnie znikam prawie na cały weekend z domu, bo kończę studia, ale tam nie odpoczywam, bo tam skupiam się na zajęciach, żeby jak najwięcej z nich wynieść, bo w domu przy mojej trójeczce nie mam czasu na naukę.
                A tak w ogóle to wydaje mi się, że problem mojego "wypalenia" macierzyńskiego bierze się z głębszej perspektywy. I nie chodzi o tyo tylko, żeby gdzieś wychodzić, albo, żeby isć do pracy i wyjść z domu, bo wtedy będę zmęczona jeszcze bardziej, zwłąszcza, ze to przerabiałam już.
                Myślę, że ja po prostu nie mam tyle energii i siły, co mi się zdawało, że mam i dam radę, że podołam z trójką i wszystko ogarnę itd. NO nie daję rady, niestety, a wsparcia ze strony bliskich żadnego, co dodatkowo mnie obciąża. A teraz zaczynają jeszcze chorować...Trzecią noc z rzędu niedosypiam, bo najmłodsza chora i strasznie źle to znosi, ciągle się budzi, nie może ssać, a tu najstarsza przyszła i jęczy, że brzuch ją bolał w szkole cały czas. Matko i znowu będę mieć szpital w domu, do wiosnysad
                • ona1983.10 Re: pracujecie? 07.11.11, 15:20
                  green kiedys bedzie lepiej smile chociaz nie powiem, że nie wspolczuje. Dla pocieszenia u mnie w rodzine jest rodzina z 10 dzieci... i wszystko jest tak zorganizowane, ze hoho 9absolutnie nie patologia - bardzo kaolicka rodzina)
                • agapta_ciuciu Re: pracujecie? 07.11.11, 15:21
                  green.sabcia rzeczywiście u Ciebie musi być ciężko skoro sama musisz tyle rzeczy ogarnąć! Ja mam mega wygodnie-obie babcie 5 minut od nas mieszkają i mąż jak jest w domu to cały czas Małym się ze mną zajmuje (Piotruś tak lubi żebyśmy koniecznie wszyscy w 3 te klocki budowalismile). Jednak wiadomo większość dnia ja się nim zajmuję ale mało czasu poświęcam na prace domowe, obiad często od mamy...O Boże aż mi głupio,że czasem narzekamsmilePodziwiam i trzymaj się!!!
                  ps.Wieczorem też za chiny nie wychodzę-nie ma jak skoro mały tylko na cycy śpi i może akurat mu sie zachcieć.a chciałoby się-zwłaszcza przyjaciółka narzeka.
                • momago Re: pracujecie? 07.11.11, 15:35
                  Green.sabciu - może za wysoko stawiasz sobie poprzeczkę w byciu mamą. Chociaż, z drugiej strony, wiem ile pracy jest przy dwójce, a co dopiero przy trójce maluchów. Każdy czegoś chce i oczekuje, że jego potrzeba zostanie zrealizowana w pierwszej kolejności smile Daleka jestem od udzielania życiowych porad, ale przy takim stanie ducha może być tylko krok od depresji.
                  Co do wsparcia ze strony bliskich - nie znam Twojej sytuacji, ale zdarza się, że wysyłamy im złe sygnały, że takie jesteśmy zaradne, silne i nie potrzebujemy pomocy. Może Twoja mama, ciocia, siostra nie wiedzą, że ich potrzebujesz.
                  Trzymaj się!
                  • green.sabcia Re: pracujecie? 07.11.11, 16:32
                    Dziewczyny, dzięki za wsparcie, choćby tylko wirtualnesmile
                    Ona.-ja wiem, że trójka dzieci to nie jest jakaś ogromna liczba, więc tym bardziej czuję się kiepska jako matka, skoro tylko z trójka sobie nie radzę. Co mają powiedzieć matki, kóre mają po 5 albo nawet 10 dzieci?Ja sobie tego nie wyobrażam, nie w mojej obecnej sytuacji.
                    agato.- do dobrze, że masz wsparcie i w mężu i babciach, korzystaj z tego, jeśli jesteś z udzielanej pomocy zadowolona to ok. nie ma na co narzekaćsmile Ale ja zawsze jak poprosze o pomoc teściową, żeby zaprowadziła synka np. do szkoły, bo tak jak dzisiaj mała jest chora i bardzo słaba i marudna, to ona i owszem zrobi to o co ją poproszę, ale albo się przy tym nagda, dając mi do zrozumienia, że plany jej krzyżuję albo coś, albo zrobi coś takiego jak dzisiaj, że poszła po niego też po południu i wypytuje nauczycielkę mojego syna o to jakie my w szkole mamy opłaty itd, i czy za niego to my musimy płacić, etc. co mnie doprowadza do szału, bo odbieram to jako ewidentne wciskanie nosa w nieswoje sprawy, ale nic jej nie mogę powiedzieć(a i tak mówię, bo krew mnie zalewa), bo ona zaraz wyjeżdża z tekstem, że ona wszystko co dla nas robi, to ze szczerego sercs, a ja pyskuję i taka wredna dla niej jestem!
                    Wiecie co, ja już nie wiem, może ja rzeczywiście jestem wredna? MOże powinnam siedzieć cicho, spuścić uszy po sobie i słuchać tych dyrdymałów i opowieści wiejskich ludowych na temat tego jak się powinno prowadzić dom, wychowywać dzieci i dbać o męża?
                    momago.- rzeczywiście pewnie jest w tym trochę racji, że za wysoko sobie stawiam poprzeczkę, chyba jestem troche perfekcjonistką i tym oto sposobem sama sobie dowalam, ale taka już jestem nie potrafię się zadowolić byle czym.
                    Chciałabym, żeby było dobrze lub bardzo dobrze, przeciętnie lub miernie mnie nie interesujesmileAle rzeczywistość pokazuje, że nie nie da się mieć czasu dla dzieci, dla każdego tyle samo, mieć czas dla siebie, dla męża(jak się łaskawie pojawi w domu) i dla koleżanek i znajomości i rozwijania swoich ambicji poza rodzinnych i wysprzatanego mieszkania i ugotowanego obiadu, dobrego codziennie innego, i ciasta co niedzielę domowego, itd, bo na to wszystko brakuje doby całej, a i pieniędzy także, bo produkty rzywnościowe nie rosną na drzewach, kosmetyki i fajne ciuchy, żeby byc i czuć się zadbaną także, studia sa płatne, leki drogie, a ja tych pieniezy nie mam, bo to co m. zarobi to idzie głównie na długi.
                    Piszę o tym nie żeby się żalić nad sobą, ale dlatego, że z boku mając niepełen obraz sytuacji ktoś może mnie ocenić jako marudę, co z nudów (bo siedzi w domu) wymyśla sobie problemy, lepiej by poszła do pracy, to zaraz wywietrzeje jej to ględzenie z głowy. I owszem ja myślałam i myślę o tym, żeby poszukac jakiejś pracy i przynajmniej więcej pieniezy by było, ale wtedy moje dzieci straciłyby także matkę, bo ojca to już prawie nie widują w ogólesad
                    Co robić?
                    • momago Re: pracujecie? 07.11.11, 18:57
                      Po pierwsze nie myśl o sobie, że jesteś kiepską mamą. Jesteś fantastyczną mamą tylko trochę zmęczoną.
                      Po drugie - nie musisz się zadowalać byle czym. Ustal priorytety.
                      Będąc w domu bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia "skoro nie pracuję zawodowo, muszę się wykazywać w domu" i dokładania sobie obowiązków. Tak z ręką na sercu, kto docenia te codziennie inne obiady? Nie mówię, żeby nie gotować w ogóle, ale można co drugi dzień. Na zdrowiu dzieci to się na pewno negatywnie nie odbije.
                      Ostatecznie, jak mawia moja koleżanka, urlop wychowawczy jest w celu sprawowania opieki nad dziećmi, a nie w celu wzorowego prowadzenia domu.

                      A co do teściowej - skoro jest na horyzoncie, to raz na jakiś czas pakuj towarzystwo z tatusiem na czele i niech jadą na ciasto domowe do babci smile
                      A że denerwująca, no cóż. Nie ma ideałów. Moja też mnie wkurza bo ja się wysilam i smakołyki gotuję, a u Niej zawsze mielone i rosół smile I też ma różne cudowne sposoby i rady. Przymykam oko.






                      • green.sabcia Re: pracujecie? 07.11.11, 20:44
                        Ja z tymi obiadami tak wyjechałam, bo moje dzieci wpędzają mnie w poczucie winy z tego powodu. Jeszcze się drzwi za nimi dobrze nie zamkną, jak wracaja ze szkoły i pierwsze co, to: co dziś na obiad? A na obiad nic specjalnego, albo obiadu jeszcze nie ma, bo nie zdążyłam nic kupić, bo młoda spała, albo nie mam pieniędzy i czekam na męża, aż coś przyniesie w godzinie około obiadowej. I jak widzę te ich miny, albo komentarze słyszę, ze znowu to samo, a oni by chcieli, frytki, hamburgery etc. Co jest dość dziwne i nie wiem skąd im się to bierze, bo w Mcdonaldzie to my w życiu byliśmy ze 2-3 razy i się ostatnio na ten temat dyskusja znowu wywiązała, że :"myśmy w mcdonaldzie to byli chyba tylko ze dwa razy" z nutką żalu oczywiście. Więc im tłumaczę, że nie chodzimy, bo to jedzenie jest niezdrowe i jeszcze trzeba za to sporo zapłacić, a tak w ogóle to się nie da tym najeść, co serwują, trzeba by dużo kupić, żeby poczuć, że coś się zjadło. Ale jakoś chyba ich to nie przekonuje.
                        Dodatkowo usłyszałam, czy przeczytałam gdzieś, że dla dzieci fakt, że matka przygotowała im posiłek, który przeznaczony jest właśnie dla nich, jest równy temu, że je kocha. Więc jak one mnie tak pytają w kółko co na obiad, to może mnie pytają czy je kocham?Może nie czują się kochane?Sama już nie wiem. Nie mam z kim o tym porozmawiać. Większość osób nie wiedziałaby o czym do nich mówię.
                        Co do teściowej, to zazdroszczę Ci, że możesz ją zlewać, ja nie potrafię. Ciągle przyłazi, bez zaproszenia, i ma gdzieś, że ja może chciałabym się zdrzemnąć, czy pochodzić po domu w samej koszulce, nie mogę czuć się swobodnie we włąsnym domu. Dzisiaj wpadłam na pomysł,żeby pozmieniać zamki, wtedy nawet jak będzie chciała sobie wejść to nie wejdzie. Wiem, to jakiś absurd, takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, ale mają. A zaczęło sie niewinnie. Wyjeżdżając na wakacje zostawiliśmy jej klucze, żeby podłała kwiatki, sama się zaoferowała. I skwpliwie i zapobiegliwie dorobiłą sobie swoją parę, na wszelki wypadek, jakby nas nie było, a ona chce zostawić jakąś zupę, albo cos innego przynieść itd. Ot i cała historia. Problem polega na tym, że mój maż ma z nimi (swoimi rodzicami)okropne relacje, tzn. oni nie potrafią ze soba w ogóle rozmawiać na żaden temat. Albo udają, ze się słuchają, albo się kłócą i obrażają. Masakra. Niestety te wszystkie rzeczy wyszły na jaw po wielu latach po ślubie, kiedy już dwójkę dzieci mieliśmy i przeprowadziliśmy się w ich pobliże. Tak więc opcja z wysłaniem go z dziećmi do niej nie przejdzie bo:
                        -on jej nie znosi i nie ma ochoty do nich chodzić
                        -ona woli przynieść jakis obiad raz w tygodniu w niedzielę do nas, niż nas gościć u siebie, bo jej się nie chce potem po nas garów zmywać
                        Generalnie dupa.
                        • momago Re: pracujecie? 07.11.11, 22:01
                          Nie słyszałam o tym wyrażaniu uczuć przez gotowanie, ale jeśli czujesz taką potrzebę może jest taka możliwość, żebyście ustalili wspólnie menu na najbliższe dni (albo na wybrany dzień w tygodniu). Ty zrobisz wcześniej zakupy, młodzież dostanie co lubi (w granicach rozsądku).

                          Mnie się zdaje, że to co napisałaś w pierwszym poście to tylko wierzchołek góry lodowej. Dobrze, że potrafisz to z siebie wywalić. Pytanie, czy sama sobie z tym poradzisz? Bo tutaj możemy sobie ponarzekać, ale to problemu nie rozwiąże.





                          • green.sabcia Re: pracujecie? 08.11.11, 16:03
                            czy sama sobie z
                            > tym poradzisz? Bo tutaj możemy sobie ponarzekać, ale to problemu nie rozwiąże.
                            >
                            Zdaję sobie z tego sprawę, że pisanie na forum nie rozwiąże moich problemów. To tylko takie popuszczenie parysmile
                            Nie poradzę sobie chyba z tym wszystkim sama, bo nie mam na to siły, ani warunków w domu. Chyba potrzebuję pomocy jakiegoś terapeuty, który mi ten chaos życiowy poukłada, i dopiero wtedy będę miała jakąs jasność i mogła podjąć jakieś sensowne działania co do swojego życia. Bo w zasadzie ostatnio działąm jakby na awaryjnych bateriach:/Aby przetrwać, aby nie polec totalnie, bo są dzieci.
                        • ona1983.10 Re: pracujecie? 07.11.11, 22:08
                          green z ta 10 to nie chciala Cie zdolowac, przepraszam - tak naprawde to nie ma co im zazdroscic bo to wiesz jak wyglada, kazde dziecko ma dyzur nad jakims innym wiec tak naprawde wychowuja sie nawzajem. Jak, ktores chce robic cos innego to musi zalesc zastepstwo itp. Czy ich matka jest lepsza od Ciebie? Watpie! Długo by pisac - bo mimo że porzadna rodzina, utrzymujaca sie calkowice sama - ale brak mi w nich tak naprawde odpowiedzialnosci za dzieci, dlugo by pisac co i jak. Widac, że potrzebujesz oddechu bo Ci to ciazy - najgorzej jak nie ma pomocy od nikogo. Mnie tylko maz pomaga, od urodzenia nikt nawet na 5 min nie zajal sie moim dzieckiem (no oprocz meza). Wierze, że jest Ci ciezko, mnie czesto ogrania pusty smiech jak moje siostry niepracujace mieszkajace z rodziacami na emeryturze (naprawde pomagajacymi i wychowujacymi ich pociechy) narzekaja jak ich dziecko wymordowalo - co dopiero by bylo jakby byly same smile i to z 3ka? smile Glowa do gory kiedys to wszystko sie ulozy - powinnas na chwile odetchnac bo mam wrazenie, że deprecha puka do Twoich drzwi.
                          • green.sabcia Re: pracujecie? 08.11.11, 16:07
                            mam wr
                            > azenie, że deprecha puka do Twoich drzwi.
                            Ja też mam takie wrażenie, a więc jest nas dwiesmile
                            Wiem,że to co dzieje się teraz to etap przejściowy, jak wszystko w życiu. Że minie, dzieci wyrosną, zajmą się same sobą, ale ja sie boję, ze jak już do tego dojdzie, to one nie będą szczęśliwe. Bo matka była niewydolna, wiecznie zła, albo smutna, a ojciec nieobecny, dochodzący. Że będą miały - i słusznie - uzasadnione pretensje do mnie. Chciałbym tego uniknąć, bo sama to przerabiałam w stosunku do swoich rodzicówsad
                        • asbu Re: pracujecie? 07.11.11, 22:20
                          Geen.sabciu pozwolisz, że doradzę tylko w kwestii posiłków. Świetna rada momago - usiądź z dziećmi w niedzielę i przygotujcie menu na cały tydzień, albo na 2 dni w tygodniu - wg Twoich możliwości realizacji. Chcą hamurgera? OK. Zrób mielone, wsadź w bułkę z ogórkiem, pomidorem, sałatą. Niech mają. Nie smakuje? A niech pomyślą sami co zmienić żeby było lepsze. wink
                          Co do McDonaldów wszelakich, to też jestem przeciwniczką - jak chcą to niech chodzą z własnego kieszonkowego, ja świnstwa sponsorować nie będę. wink
                          • green.sabcia Re: pracujecie? 08.11.11, 16:10
                            Dzięki asbu, za sugestie, pomysł momago też mi się spodobał, wypróbuję go i zobaczymy, czu cos to dasmile
                            Kieszonkowego nie dostają, bo nie ma z czego im dawać. Czasem babcia jakaś da 5 lub 10 zł i zaraz to wydaja na chipsy, albo inne tego typu "używki".
                          • diuszesa Re: pracujecie? 08.11.11, 16:26
                            asbu napisała:

                            > Geen.sabciu pozwolisz, że doradzę tylko w kwestii posiłków. Świetna rada momago
                            > - usiądź z dziećmi w niedzielę i przygotujcie menu na cały tydzień, albo na 2
                            > dni w tygodniu - wg Twoich możliwości realizacji. Chcą hamurgera? OK. Zrób miel
                            > one, wsadź w bułkę z ogórkiem, pomidorem, sałatą. Niech mają. Nie smakuje? A ni
                            > ech pomyślą sami co zmienić żeby było lepsze. wink

                            Popieram! smile
                            A jeśli chodzi o tego Macdonalda, to ja bym nie używała argumentu, że to jest drogie jedzenie, i że nie chodzimy tam, bo to za drogo wychodzi. Bo dziecko może sobie pomyśleć, że jest zbyt biedne, nie ma tego co mają inni, i jest przez to gorsze. Może w nim powodować poczucie niższości, i niesprawiedliwości, że nie stać ich na to, co mają inni. Mów po prostu, że niezdrowe i niedobre dla rozwoju itp.

                            I inna sprawa:
                            Smutne jest to, że w społeczeństwie uprzemysłowionym matki są tak bardzo samotne w tłumie, nie ma wspólnot matek. Wszyscy tacy oddzieleni w tych domach. Kobiety nie pomagają sobie wzajemnie, z różnych powodów: bo nie wypada się do kogoś obcego odezwać, bo może ktoś posądzić o nachalność, bo nie chcą się ładować do czyjegoś życia, bo się może mężowi nie spodobają ich znajomości, bo nie ma zaufania do ludzi itp, itd. A przecież wielu kobietom by się przydała wzajemna pomoc. W innych krajach zachodnich powstają grupy wsparcia dla matek z dziećmi, kobiety spotykają się na kawie, pomagają sobie w obowiązkach; to cenne.
                            Sabciu, nie ma u Ciebie w mieście klubu mam?
                            www.klubmam.org/index.php?option=com_content&view=article&id=52&Itemid=60
                            A może uruchomisz jakieś internetowe forumowe znajomości?
    • anku1982 Re: pracujecie? 06.11.11, 23:05
      pracuję odkąd Młody skończył 18 miesięcy (teraz ma 26 m), ale ja chciałam wrócić do pracy (bardzo ją lubię), trochę Ci zazdroszczę, że jesteś tak pochłonięta macierzyństwem, mi w tym okresie zaczynało już brakować pracy, ale może dlatego że raczej rzadko ktoś mi pomagał przy dziecku i byłam już spragniona szerszego kontaktu ze światemsmile jeżeli tylko masz warunki i chcesz siedzieć z Młodym to jest to Wasz wspólny czas, który nigdy się już nie powtórzy big_grin
      • olak73 Re: pracujecie? 07.11.11, 09:48
        ja wrocilam jak mala miala 6m-cy i nie zaluje. Dostawalam juz glupoty w domu i mozg zaczynal mi zamierac. Kocham ja nad zycie, ale mi potrzeba innej umyslowej stymulacji niz zmiana pieluch i dawanie cycka. Dziecko jest do tej pory na piersi (19 m-cy) a ja pracuje 7h dziennie. Nie wyobrazam sobie siebie na wychowawczym. A kariere robie zadna, normalna praca, tylko z ludzmi, ktorzy mowia calymi zdaniami... Drugie dziecko w drodze i tez z nim posiedze pol roku, potem musze do ludzi bo zwariuje
    • froobek Re: pracujecie? 09.11.11, 22:52
      Poszłam do pracy, jak synek miał 18 m-cy. Finansowo jeszcze byśmy parę miesięcy dali radę, ale szefowa mnie przestrzegła, że zaczyna mieć naciski z centrali i może mieć trudność z utrzymaniem mojego etatu, jak nie wrócę. Nie wiem, czemu spękałam. Mąż cały czas mówił, że będziemy się martwić, jak naprawdę mnie wywalą, żebym nie szła. Ale bałam się zostać z niczym. Poszłam na 3/4 etatu i wykorzystywałam przerwę na karmienie. Byłam bardzo, bardzo nieszczęśliwa, czułam, że to za wcześnie, a poza tym było mi po prostu strasznie trudno pogodzić wszystko czasowo, bo u mnie dojazd jest wprost koszmarny. To był kierat, zero życia, zero satysfakcji z czegokolwiek, po przyjściu do domu byłam tak sfrustrowana, że nie miałam ochoty na kontakt z synkiem sad Poza tym nie odnajdowałam się wśród kobiet, które na wyścigi wracały do pracy, po prostu czułam, że się tu od nich różnię. Kiedyś z koleżanką przesłuchiwałam kandydatkę do pracy, w której z pewnych względów trzeba być 8,5 godziny, a z rozmowy wynikło, że ma 8-miesieczne dziecko. Po wyjściu kandydatki powiedziałam, że mając dziecko w tym wieku, nie zdecydowałabym się na pracę przez 8,5 godziny. Zrobiła ogromniaste oczy i powiedziała, ze ona pracowała po 9-10 godzin, kiedy dziecko miało 4 m-ce. No to brawo! Gratulacje, jest się czym chwalić. Nie wiem, nie potrafię się fajnie czuć wśród takich osób... Więc męczyłam się okrutnie. Szukałam innej pracy, bliżej domu lub na 1/2 etatu. Zaszłam w ciążę, jak synek miał dwa lata i w czwartym m-cu, po 8 m-cach pracy skwapliwie wykorzystałam pierwsze wskazanie do zwolnienia lekarskiego. Jestem w domu, jestem najszczęśliwsza na świecie, z powrotem się realizuję. Zobaczymy, jak się ułoży tym razem, ale już wiem, że 1,5 roku to trochę za wcześnie na rozstanie. Myślę, że około 2 lat to niezły wiek, choć, jeśli chodzi o moje potrzeby, to ja najchętniej około 10 lat bym w domu przesiedziała smile

      Dla mnie nie ma fajniejszej kariery niż kariera mamy ani większych ambicji niż ambicja radosnego, twórczego, mądrego spędzania czasu z dziećmi, rozwijania się przy nich.
      Żeby była jasność, mam wyższe wykształcenie, znam języki, mam pracę, która do urodzenia dziecka bardzo mnie kręciła i gdzie odnosiłam sukcesy. Tylko że nawet najfajniejsza praca blednie przy spacerze z dzieckiem czy wspólnym gotowaniu obiadu - jest przy tym nudna i nieznacząca, co poradzę?

      Myślę, że i tak nie jesteś w stanie zrobić nic wbrew sobie. Więc póki nie pojawi się albo konieczność, która Cię zmobilizuje albo wewnętrzna wola, nie szarp się, nie warto. Problem w tym, że świat nas ocenia wg tego, czy pracujemy zarobkowo / poza domem czy nie. Macierzyństwo, dbałość o dom czy produkcja litrów mleka nie są cenione, więc i my czasem się nie cenimy.

      Tak całkiem serio, to kiedyś coś jeszcze chciałabym robić zawodowo, ale bardzo prawdopodobne, że będzie to po prostu tematycznie związane z dziećmi. Tymczasem jestem otwarta na pojedyncze zlecenia i bardzo dobrze mi robi na poczucie własnej wartości fakt, że pomagam mężowi w przygotowywaniu habilitacji (jestem taką jego wykwalifikowana asystentką, tłumaczem i redaktorem).
      • froobek Re: pracujecie? 09.11.11, 23:20
        A jak czasem mam jakieś lęki, co ze mną będzie (bo mam), to staram się pamiętać, że w dzisiejszych czasach okres aktywności zawodowej to już nie jest 35 lat, tylko bliżej 50 (zaczęłam pracować, mając 20 lat i, patrząc na nasze Mamy, nie sądzę, odpukać, żebym przed 70 straciła energię), więc naprawdę, wszystko jeszcze zdążę, to nie musi być teraz. Nawet 10 lat przerwy w tej perspektywie nie przeraża. Moja Mama najwięcej osiąga teraz (prawie 60 lat). W zasadzie nowy, drugi zawód od paru lat, język, trzecie już chyba studia. No więc w spokojnych chwilach wiem, że to jest właściwa droga, że na wszystko jest czas, ale jak mi się nałożą jakieś stresy i obawy, to trochę panikuję wink
        • mconti Re: pracujecie? 09.11.11, 23:56
          dziewczyny wspaniale sie czyta Wasze historie a juz myślałam ze ze mna jest cos nietak ze odkad mam dziecko niepotrafie sie odnalesc sama daleko od domu i nie umiem znieść długiej rozłąki z córeczką, i podobnie jak Wy uwazam ze dla matki priorytetem powinno byc dziecko, a moze moja wiez z corka jest zbyt silna zbyt emocjonalna ???
          moze sie zdziwicie ale mam takie mysli mimo ze moje dziecko ma juz prawie 6 lat
          bardzo milo spotkac w dzisiejszym swiecie nastawionym tylko na wyzysk i kariere takie kobiety matki ja Wy, pozdrawiam serdecznie
          • puza_666 Re: pracujecie? 10.11.11, 12:18
            Fajny watek, dobrze się czyta te historiesmile Ja wróciłam do pracy niedawno jak moja córka miała 7 miesiecy. Nie wyobrażałam sobie inaczej. Lubię moją pracę, lubię się rozwijać, przebywać z ludzmi, mieć własne pieniądze i ten komfort że jesteśmy z mężem w pewnym sensie zabezpieczeni. A z drugiej strony napadają mnie refleksje, że zostawiam taką malizne na 8 godizn w klubie malucha podczas gdy powinna być ze mną. Staram się każdą minutę w domu poświecać córce żeby nadrobić moją nieobecność i daje jej 110% od siebie jak z nią jestem. Naszło mnie tez ostatnio że absolutnie nie chce kolejnego dziecka bo wtedy mój czas jeszcze bardziej będę musiała dzielić i zaden z maluchów nie dostanie wystarczająco duzo czułości i miłości. Jest mi bardzo, bardzo ciężko...
            • green.sabcia Re: pracujecie? 10.11.11, 15:30
              Wcale mnie nie dziwi, że niechętnie myslisz o poszerzaniu rodzinki, bo to o czy piszesz, to prawda, im więcej dzieci, tym więcej czasu i energii potrzeba, żeby zapewnić im to czego potrzebują, a potrzeby mają spore. Jesli jesteś typem prefekcjonistki tak jak ja i na sercu leży ci zapewnienie każdemu dziecku maximum uwagi i czasu, miłości, opieki itd, nie decyduj sie na dziecko kolejne szybko, bo będziesz wiecznie sfrustrowana, że nie wyrabiasz na wielu polach i nie dajesz rady. Po co to. Lepiej odczekać kilka lat, jak starszak podrośnie, będzie w miarę samodzielny i samoobsługowy, wtedy będziesz mogła spokojniej sobie poukładać opiekę nad dwójką i nie mieć przy tym permanentnych wyrzutów sumienia.
    • hkama Re: pracujecie? 10.11.11, 12:43
      agapta_ciuciu napisała:

      > Cześć!
      > Mój synek ma prawie 16 m, ja siedzę na wychowawczym i szczerze mówiąc jestem to
      > talnie "opętana" macierzyństwem. Ludzie mówią, że to przez hormony z kp. Zupełn
      > ie straciłam głowę dla synka (choć mam nadzieję, że nie mózgsmile) i nie wyobrażam
      > sobie go zostawić. Wiem,że mam tą komfortową sytuację,że mąż nas utrzymuje, je
      > dnak nie wydaje mi się, że w pracy mogłabym skupić się na pracy, a nie o myślen
      > iu o moim Ciuciu. Trochę to nie życiowe wiem skoro teraz wszyscy tylko kariera
      > kariera, ale ja tak myślę,że to nasz czas i praca to nie życie-rodzina to życie
      > . Czasem jednak boję się, czy mi ambicja wróci, bo przez to wszystko jakaś taka
      > pracowo głupia się czujęsadA ja tylko chcę dla niego najlepiej...Czy ktoś może
      > ma podobnie?

      Bo niektórzy zapominają po co mają dzieci. Ja ambicję odłożyłam na półkę, coś kosztem czegoś, nie ma u mnie innej opcji, choć ja pedagogiem jestem z zamiłowania i wykształcenia, więc mogę męczyć moje dzieci i jak przynoszą pochwały to mam jakiś tam efekt mojej pracy, ale to bardziej radość matki niż pedagoga smile
    • agapta_ciuciu Re: pracujecie? 10.11.11, 14:04
      Ja jeszcze chcę powiedzieć,że strasznie denerwuje mnie ta presja,że matka ma dać radę ze wszystkim-z karierą, dzieckiem, domem,mężem, życiem towarzyskim, najlepiej jeszcze sport i naukę dorzucić!Bardzo lubię Dzień Dobry Tvn,ale tam zawsze promują szybki powrót zapraszają prawie same panie manager co to już po miesiącu do biura zaglądały bo jak to tak to się nie daj boże w domu zapuścić.No i to na psychę wchodzi jak ze wsząd takie komunikaty.Nie chcę czuć się gorsza bo mi jest ok z dzieckiem w domu i nie musi to oznaczać,że jestem głupia, leniwa, bez ambicji, a oni tak to przedstawiają.Uważam,że to nie fair!
      • green.sabcia Re: pracujecie? 10.11.11, 15:42
        Uważam,że to nie fair!

        Ja też tak uważam, ale co z tego? Mogę sobie tylko pobiadolić na forum, albo ze znajomą i tyle. Świadomość społeczną jest taka a nie inna. A najgorsze jest to, że nawet dzieci zaczynają postrzegać mój fakt bycia z nimi w domu, jako nic nie robienie. Kiedy na początku roku syn miał w I klasie zajęcia pt."Kim są i co robią Twoi rodzice" w sensie, gdzie pracują, to moje dzieci stwierdziły, że mama nic nie robi, siedzi w domu przy komputerze. Super! Potem mąż jak się o tym dowiedział, zaczał im tłumaczyć, że mama" nie siedzi", tylko pracuje zajmując się małą siostrzyczką waszą i całym domem. NIe wiem czy to do nich dotarło, ale mi się zrobiło bardzo głupio i nieswojo, bo cały czas do tej pory myślałam, że dobrze robię zajmując się włąsnymi dziećmi przez pierwsze lata ich życia, nie podrzucając do zmieniających się opiekunek, czy zainfekowanych źłobków. Że zawsze jestem jak się dzieje coś złego, ale i dobrego i od razu dostają ode mnie informacje zwrotne na temat siebie, a nie muszą czekac godzinami w świetlicach lub w pustym domu, aż wrócę i powiem, że nie bardzo mam siłę i czas, żeby je wysłuchac, albo one najnormalniej w świecie, jak to małę dzieci zapomną po kilku godzinach co je bolało lub radowało. Wydawało mi się, że to jest na plus w porównaniu do pracy zawodowej na pełny etat, ale teraz mam wątpliwośći, bo może niepotrzebnie się aż tak poświęcam? Może lepiej by było gdyby dzieci miały mamę z której mogą byc dumne, że jest nauczycielką, lekarzem, ma włąsną firmę niż z takiej co to tylko siedzi z nimi w domu?
        • milosza_mama Re: pracujecie? 10.11.11, 22:17
          Wydaje mi się że jest jakaś subiektywna psychologiczna granica bycia w domu z dziećmi. Ja dobijam do 4 lat (licząc zwolnienie w połowie pierwszej ciąży). Są różne momenty, przy pierwszym dziecku wiele robiłam na wychowawczym, zaczęłam studia podyplomowe, praktyki w szkole specjalnej, poradni ppp, etc. Przy drugim nie mam czasu na nic, no nie powiem jest dużo lepiej niż na początku, ale od niedawna dopiero. Córka miała przez 4-5 miesięcy kolki...myślałam tylko o tym by dzieci nie płakały, były najedzone, etc. Teraz wracam do życia można tak powiedzieć, bo starszy w przedszkolu się pięknie zaaklimatyzował, młodsza urocza jest, a ja zabieram się za skończenie studiów podyplomowych. Chciałabym odchować młodszą tak do 2-2,5 lat i zacząć pracę od nowa. Tylko nową pracę, bo do starej nie mam powrotu z racji zmiany miejsca zamieszkania. Moim zdaniem bycie w domu to równie ciężka praca jak praca poza domem, ba dużo cięższa. Fizycznie i psychicznie nie byłam tak zmęczona pracując zawodowo. No i druga sprawa dużo zależy od dziecka, czy jest spokojne, etc. Bo te prawie 5 miesięcy kolek nieźle dało nam popalić, dochodziłam do siebie kilka miesięcy. Plus bunty starszaka...
        • nurfe Re: pracujecie? 10.11.11, 23:07
          Sabciu oni to docenia, naprawde.
          Jak dojrzeją.
          • jdylag75 Re: pracujecie? 22.11.11, 12:27
            Albo usłyszy od dzieci to co moja znajoma, w domu od 6 lat, że jest potrzebna do odwożenia i że syn 11-letni nie zgadza się żeby szukała pracy.
            Albo docenią albo nie.
      • olcia71 Re: pracujecie? 10.11.11, 23:46
        agapta_ciuciu napisała:

        > Ja jeszcze chcę powiedzieć,że strasznie denerwuje mnie ta presja,że matka ma da
        > ć radę ze wszystkim-z karierą, dzieckiem, domem,mężem, życiem towarzyskim, najl
        > epiej jeszcze sport i naukę dorzucić!Bardzo lubię Dzień Dobry Tvn,ale tam zawsz
        > e promują szybki powrót zapraszają prawie same panie manager co to już po miesi
        > ącu do biura zaglądały bo jak to tak to się nie daj boże w domu zapuścić.No i t
        > o na psychę wchodzi jak ze wsząd takie komunikaty.Nie chcę czuć się gorsza bo m
        > i jest ok z dzieckiem w domu i nie musi to oznaczać,że jestem głupia, leniwa, b
        > ez ambicji, a oni tak to przedstawiają.Uważam,że to nie fair!


        Zgadzam sie z Tobą w 100% smile tez oglądam DDTVN. mama wraca do pracy... taaa Tak samo zieja hipokryzją reklamy mleka modyfikowanego, w których wychwalaja pod niebiosa naturalny pokarm mamy. Albo-albo. Ale nie jedno i drugie. modyfikowane nigdy nie będzie tak dobre i wygodne jak mleko mamy, tak samo powrót do pracy to zawsze rezygnacja jakaś częściowa z macierzyństwa, a nie jak to przedstawiają cos co mozna robić na równi, bez uszczerbku dla drugiego. jeszcze raz powtarzam- nie mówię o tych co muszą,ale tych co CHCĄ.
        • luliluli Re: pracujecie? 11.11.11, 13:46
          Albo-albo. Ale nie jedno i drugie. modyfikowane
          > nigdy nie będzie tak dobre i wygodne jak mleko mamy, tak samo powrót do pracy t
          > o zawsze rezygnacja jakaś częściowa z macierzyństwa, a nie jak to przedstawiają
          > cos co mozna robić na równi, bez uszczerbku dla drugiego.

          Nie zgadzam sięsmile
          To kwestia indywidualnych potrzeb.
          Ja wróciłam do pracy WŁAŚNIE PO TO, żeby zostać "dobrą mamą", bo jako mama w domu po pewnym czasie (w moim przypadku po kilkunastu miesiącach) zaczęłam się "opuszczać", nie miałam już tyle cierpliwości, czułam że potrzebuję więcej czasu w samotności, bez dziecka, oddechu od mamowania. Dałą mi go praca. Zarabiam niewiele, pracuję na część etatu, mam niezbyt pasjonujące zajęcie, ale mogę zrobić coś innego. Po pracy wracam jako mama na 100%, mam więcej sił, chęci, cierpliwości, daję dziecku więcej siebie niż robiłam to pod koniec wychowawczego, gdy zaczęłam się dusić w trwającym układzie.
          To decyzja każdej z nas, jak ułożyć sobie plan dnia, żeby być szczęśliwą. Jednym praca przeszkadza, innym pomaga w realizowaniu się w macierzyńtswiesmile
          • olcia71 Re: pracujecie? 11.11.11, 14:46
            Oczywiście, że to kwestia indywidualnych potrzeb, ale chodziło mi o to, ze powrót do pracy to rezygnacja ze 100% wychowywania swojego dziecka i musze sprostować- chodziło mi głównie o pierwsze 3 lata z życia dziecka. Przecież pod Twoją nieobecność dzieckiem zajmuje sie ktoś inny, i ktoś inny ma na nie wpływ, do kogo innego się przywiązuje itd. Mama ma złudzenie lepiej spełniającej się matki tak naprawdę. Odskocznia każdemu jest potrzebna, robiąc w kółko jedno i to samo, rezygnując jednocześnie nie raz z własnego życia(nie tylko pracy, ale też hobby, przyjemności, życia towarzyskiego) każdy moze zwariować albo traci na tym macierzyństwo właśnie. Ale powrót na stałe do pracy na cały etat to nie jest dobry model rodziny. No co to za macierzyństwo kiedy 3/4 dnia spędza się w pracy? Ja czuję czasem potrzebę robienia czegos innego, ale te same efekty bym uzyskała robiac to tylko przez jakis krótki czas albo pracując w domu. Nie wiem co to za polityka pro-rodzinna propagujaca powrót do pracy, szczególnie przez pierwsze 3 lata życia dziecka. A gdzie ta rodzina? Wszyscy siedzą w robocie! Dziecko "sprzedane' niani, babci czy komu tam.... Ja tak to czuję. Każdy ma prawo do swojego zdania.
        • basiak36 Re: pracujecie? 11.11.11, 14:33
          tak samo powrót do pracy t
          > o zawsze rezygnacja jakaś częściowa z macierzyństwa, a nie jak to przedstawiają
          > cos co mozna robić na równi, bez uszczerbku dla drugiego. jeszcze raz powtarza
          > m- nie mówię o tych co muszą,ale tych co CHCĄ.

          Niezupelniesmile) Zapominasz o tym ze dziecko tez zyskuje na kontaktach z innymi ludzmi. Jakos nie znam dzieci ktore siedzac wylacznie z mama przez 3-4 lata mialy potem super latwy kontakt z rowiesnikami. Jak dziecko jest malenkie, owszem, w miare jak rosnie, potrzebuje tez innych ludzi. Pojecie 'spolecznosci' jest bardzo wazne, tego zeby dziecko tez przebywalo wsrod innych ludzi.
          Porownujac z karmieniem piersia: u malucha najlepsze jest mleko mamy, ale po 6 mcu wchodza juz inne jedzonka i staja sie stopniowo coraz wazniejszesmile
          Ja z tych co chetnie wrocily do pracy, ale bylo mi bardzo ciezko w tamtym momencie, mala miala 11 mcy, idealnie wrocilabym kiedy miala 2 latka. Z roznych wzgledow. Uwazam ze to nie fair kiedy utrzymanie calego domu spoczywa na glowie jednej osoby. Plus zbyt dluga przerwa w zatrudnieniu oznacza ze ciezko wrocic pozniej do pracy. Juz pare razy widzialam sytuacje super niby fajnych rodzin gdzie nagle niepracujaca mama zostaje sama na lodzie z dziecmi bo tatus nagle postanawia ze poznal kogos innego. A do pracy kiedys chyba wiekszosc z nas chce wrocic?smile
          • olcia71 Re: pracujecie? 11.11.11, 14:57
            basiak36 napisała:


            > Niezupelniesmile) Zapominasz o tym ze dziecko tez zyskuje na kontaktach z innymi l
            > udzmi. Jakos nie znam dzieci ktore siedzac wylacznie z mama przez 3-4 lata mial
            > y potem super latwy kontakt z rowiesnikami. Jak dziecko jest malenkie, owszem,
            > w miare jak rosnie, potrzebuje tez innych ludzi. Pojecie 'spolecznosci' jest ba
            > rdzo wazne, tego zeby dziecko tez przebywalo wsrod innych ludzi.

            Ale przecież to sie chyba nie wyklucza? To, że jestem w domu nie oznacza, że dziecko ma kontakt tylko ze mną. Moja mała za niedługo skonczy 2 lata i jak narazie ma super kontakt z dziećmi, przepada za nimi!
            Ja karmię piersią do dziś i moje dziecko je jednocześnie normalnie.
            • basiak36 Re: pracujecie? 11.11.11, 16:04
              Otóż tosmile Ja karmiłam 2.5 roku, moja córeczka chodziła do przedszkola na pare godzin dziennie, skąd odbiera ja niania. Niania to tez dodatkowa osoba w jej życiu, są tez dziadkowie. Ale przede wszystkim my rodzice i praca zawodowa w tym nie przeszkadza. Pracuje w mniejszym wymiarze godzin.
              Gdybym 2-3 lata nie pracowała, nie miałabym do czego wracać zawodowo. A nie wyobrażam sobie mając 2 dzieci żeby nie mieć pewnej niezależności finansowej. Mój maz rok temu stracił prace, mógł spokojnie szukać nowej bo ja pracowałam.
              • olcia71 Re: pracujecie? 11.11.11, 19:26
                No dlatego też mówię, że takie mamy czasy, że do pracy wracać TRZEBA ale nie bylabym szczęśliwa musząc wracać do pracy, najchętniej zostalabym w domu z małą. Ale nie rozumiem ekstremalnych przypadków kiedy kobiety nie mogą wytrzymac w domu (nie to, że muszą, ale je roznosi) i nie raz wracaja juz po paru tygodniach bycia z dzieckiem. Dziecko to dla nich chyba jakis dodatkowy element układanki, jakis punkt do odhaczenia...Zresztą nie chcę sie rozpędzać w ocenie smile Już się określiłam. Mam nadzieję, ze nie będę zmuszona mieć dla dziecka 2 godz dziennie...
          • green.sabcia Re: pracujecie? 11.11.11, 20:45
            Jakos nie znam dzieci ktore siedzac wylacznie z mama przez 3-4 lata mial
            > y potem super latwy kontakt z rowiesnikami.

            Widać mało dzieci znasz chyba, bo moje dzieci, spędziły ze mną te włąśnie 3-4 lata, a potem poszły do przedszkola i nie miały najmniejszych problemów z kontaktami z rówieśnikami-co więcej zawsze są bardzo lubiane w grupach rówieśniczych, nigdy jak dotąd nie miałam z nimi żadnych problemów wynikających z faktu uczęszczania do placówek-wręcz przeciwnie, nauczyciele są zawsze w szoku, że tak dobrze wszechstronnie rozwinięte i lubiane i spolegliwe i żadnych nigdy uwag na zebraniach.
            Mi się wydaje, że upraszczasz, że jak dziecko nie chodzi do źłobka czy innych jakiś klubików, to biedne jest i nic nie wie, że w domu ciągle z tą mamusią, to się bardziej cofa niż rozwija. Ja od niemowlaka wszędzie je zabieram, do rodziny, do znajomych dzieciatych i tych bezdzietnych, wychodzimy w różne miejsca, niektóe weekendy spędzali sami z dziadkami. Pierwszym i podstawowym miejscem gdzie powinna sięodbywać socjalizacja dziecka jest jego rodzina. Ta najbliższa i dalsza i stopniowo z czasem poszerza się krąg nowych, innych osób, a nie żłobek czy jakis klubik.
            Małe dziecko do 3-4 roku życia nie ma potrzeby spędzania wielu godzin w obcym otoczeniu z innymi obcymi dla niego dziećmi i dorosłymi ludźmi.
            Wg książki Suterland "Mądrzy rodzice", nawet dziecko kilkuletnie pozostawione w przedszkolu na wiele godzin przeżywa każdego dnia ogromny stres, co ma negatywny wpływ na jego mózg i ukłąd nerwowy, bo nie jest do tego dojrzałe i gotowe. Ono sie przystosowuje, bo nie ma innego wyjścia-rodzice podjęli za niego decyzję, ale cierpi.
      • jdylag75 Re: pracujecie? 22.11.11, 12:21
        A czy uważasz że fair jest gdy matka może być z dzieckiem w domu a ojciec prawie w ogóle nie, ileż czytam postów że mąż pracuje po 12 h w weekendy też. Czy to jest fair? Ciekawe czy za każdym razem jest to rzeczywiście wspólna decyzja. Dla mnie maż to najważniejsza osoba w moim życiu i przenigdy nie zwaliłabym mu całości utrzymania rodziny na głowę oraz bliskiego zeru kontaktu z dzieciakami.
        Jak widać ludzie są różni. Odnośnie DDTVN nie wiem co tam jest kreowane, bo akurat wtedy jestem w pracy, ale wyobrażam sobie, ze być może propagowany jest tam model gdzie wiele ról da sie pogodzić, zarówno ojcu jak i matce.


    • olcia71 Re: pracujecie? 10.11.11, 22:24
      A ja mam podobnie. A moja córcia ma 22 miesiace. Jestem na wychowawczym, karmie piersią, choć juz coraz rzadziej, ale wciąż mała nie rezygnuje z niej (3-4x dziennie, w nocy juz nie karmię, dopiero rano ok 6)
      Nie czytałam wypowiedzi innych, ale nie uważam, że to hormony Ci pomieszały w głowie. Uważam, ze to świat zwariował. Właśnie ostatnio prowadzę filozoficzne dywagacje z moja kuzynką, więc temat na topie. Najbardziej śmieszne wydaje mi się przekonanie matki pracujacej, że WYCHOWUJE swoje dziecko. Nie moje panie. Nie mozna mieć wszystkiego. pozostaje tylko złudzenie, ze dziecko wychowuję- tak naprawdę wychowuje je ktos inny- niania, babcia, ktokolwiek. Jak mozna wychowywac dziecko będąc z nim 2 godz dziennie przy dobrych wiatrach? Mozemy się oszukiwać jedynie, ze to robimy. Nie atakuję pracujących, ale zrozumiem rozżalenie na takie słowa. Rozumiem też w jakich czasach zyjemy. Nie każda mama ma mozliwość pozostania w domu z dzieckiem, ale zupełnie naturalna jest POTRZEBA bycia z dzieckiem. I o tych przypadkach ja nie myslę. Myslę o takim pędzie niektórych kobiet, żeby mieć wszystko- pracę, dom, kochającego męża, psa, figurę i Bóg wie co jeszcze. Warto zdac sobie sprawę, że nie mozna mieć wszystkiego, doba ma tylko 24 godz i zawsze cos na tym ucierpi, choc WYDAJE SIĘ, że wszystko mozna pogodzić.
      Ja uważam, ze powinnam z dzieckiem być. Mądrą rzecz powiedziała moja koleżanka- nie po to robilam dzieci, zebym je zostawiała z babcią. Ja póki bedę miec taką mozliwość będę z niej korzystać i nie będę szczęśliwa jeśli do pracy będę MUSIAŁA wrócić (bo nie starczy funduszy) Choć myslę nad pracą, którą będę mogla wykonywac w domu.
      • green.sabcia Re: pracujecie? 11.11.11, 20:49
        He, mi się wydaje, że w naszym cywilizowanym świecie, to bywa tak, że to nie zawsze mama ma potrzebę bycia ze swoim dzieckiem przez kilka lat w domu, ale mimo całego rozwoju naszej ludzkości, nowych technologii itd. nasze dzieci nadal rodzą się takie same jak te setki lat temu i to ONE POTRZEBUJĄ matki przez te pierwsze lata życia, jako opiekunki i przewodniczki życiowejsmile
        • olcia71 Re: pracujecie? 11.11.11, 22:58
          green.sabcia napisała:

          > He, mi się wydaje, że w naszym cywilizowanym świecie, to bywa tak, że to nie za
          > wsze mama ma potrzebę bycia ze swoim dzieckiem przez kilka lat w domu, ale mimo
          > całego rozwoju naszej ludzkości, nowych technologii itd. nasze dzieci nadal ro
          > dzą się takie same jak te setki lat temu i to ONE POTRZEBUJĄ matki przez te pie
          > rwsze lata życia, jako opiekunki i przewodniczki życiowejsmile
          Tak, zgadza się, genialnie to ujęłaś smile To chodzi przecież o potrzebę dziecka. Ale dokladnie tak o tym myślę.
    • 1.maaika Re: pracujecie? 10.11.11, 23:20
      Ja jestem w domu z dwójką od połowy pierwszej ciąży, czyli ok. 2,5 roku. Do pracy absolutnie nie chce mi się wracać, choć przyznję, że zaobserwowałam u siebie pewien paradoks. Z jednej strony cieszę się bardzo i doceniam, że nie muszę iść do pracy, a z drugiej strony czuję się już trochę zmęczona monotonią dnia codziennego. Może dlatego, że nie mam obok siebie placu zabaw, klubów malucha i temu podobnych. Mieszkamy na wsi, na koloni i np. dziś mogłam poobserwować łosie przez lornetkę. Trochę mi tu chyba smutno.
      • olcia71 Re: pracujecie? 10.11.11, 23:40
        1.maaika napisała:

        a z drugiej strony czuję się już trochę zmęczona monotonią dnia cod
        > ziennego. Może dlatego, że nie mam obok siebie placu zabaw, klubów malucha i te
        > mu podobnych. Mieszkamy na wsi, na koloni i np. dziś mogłam poobserwować łosie
        > przez lornetkę. Trochę mi tu chyba smutno.
        Weź pod uwagę, że w pracy tak samo odczuwasz monotonię i też dni są do siebie podobne (mam na myśli jakies standardowe zajęcia wink)! Ja w pracy często dostawałam kociokwiku, niestety nic w nadmiarze nie jest dobre. A u nas to tak właśnie jest. Jak już robisz to na całego (tzn tyle od ciebie wymagają), 8 godz to mało, zyjesz potem od niedzieli do niedzieli. I jak sobie wyobraziłam bycie z dzieckiem w takim trybie to odechcialo mi sie w ogóle do niej wracać. Jasne, ze czasem też mam dość, ale przypominam sobie, że jak chodziłam do pracy to miałam tak samo. Jak urodzilam dziecko zmieniły mi sie priorytety. Wydawalo mi sie w ciąży, że szybko do pracy wrócę. Już po 4 miesiącach jak mogłam czasowo do pracy wrócić (dorywczo)- zrezygnowałam. Z jednej strony chcialam wrócić, ale z drugiej nie chcialam zostawiac małej, wydawało mi się (i dalej mi sie wydaje) że jestem DLA NIEJ, nie chce się nikim wyręczać, zeby mieć rozrywkę (no i zarobek, ale bez tego tez sobie radzimy, więc.... po co?). Nie umęczam się, to mój swiadomy wybór.
        och jak Ci zazdroszczę tych łosi! wink
        A tak na marginesie dzieciom niewiele do szczęścia trzeba. U nas są i place zabaw i sale zabaw dla dzieci, ale moja mała najchętniej bawi się grzebiac w piasku, znajdując różne robactwo, kamyki i patyki, zachwyca sie kwiatkami i liśćmi (ostatnio wink) Na placu zabaw zabawi niedługo wink
        • 1.maaika Re: pracujecie? 11.11.11, 14:08
          Łosie piękne są smile Wczoraj łaziły 3.
          Ja nie chcę wracać do pracy, jestem szczęśliwa, mogąc spędzać całe dnie z dziećmi. Czasami jednak czuję się zmęczona. Mogę przecież wziąć auto i gdzieś sobie podjechać, gdziekolwiek, na ogół jednak przedkładam nad to czas z dziećmi. Łatwiej byłoby z jednym maluchem, z dwójką już muszę się dwoić i nawet troić czasami, żeby w moim mniemaniu było dobrze.
          Nie wiem, ile na forum jest mam ze wsi, ale wydaje mi się, że niewiele. My tu prowadzimy trochę inny tryb życia (jest to nasz świadomy wybór). Mamy swój ogródek, swój sad, psy, koty i konie (starszy synek pomaga mi karmić zwierzęta), piaskownicę (a ostatnio wieeelką kupę piachu), stare niejeżdżące auto, którym mój dwulatek "wozi" mnie robiąc brum brum brum i nie wyobrażam sobie innego życia. Ale czasami (patrz - ostatnio) mam taką chęć na galerię handlową, że hej! Albo na kino. Albo na filharmonię - marzę po prostu smile
          • olcia71 Re: pracujecie? 11.11.11, 14:29
            Ależ to normalne przecież! Ja też niedawno uswiadomiłam sobie jak dawno nie obejrzałam dobrego filmu. Odskocznia od codziennosci kazdemu jest potrzebna, dlaczego sobie tego nie zafundować? To zaden grzech. A wręcz wskazane, zeby nabrac nowych sił. Skoro mozesz podjechać autem to czemu nie?
            • nurfe Re: pracujecie? 11.11.11, 21:23
              Bo nic sensownego w kinach nie grają....

              Przepraszam, tak mnie naszło, bo właśnie mieliśmy z mężem okazję wyjść do kina, razem po praz pierwszy od 3,5 roku. I NIC godnego uwagi...załamka wink))
              • 1.maaika Re: pracujecie? 12.11.11, 12:16
                Kino to tak tylko troszkę chodzi mi po głowie. Marzę o filharmonii... tam, tam, tam, tadadam wink ... a najbliższa jest jakieś 130 km od nas...
                • nurfe Re: pracujecie? 12.11.11, 14:43
                  Przyjdźcie do nas na weekend, filharmonia rzut beretem.
                  A ja chętnie posłucham o tych losiach, ech!
                  • 1.maaika Re: pracujecie? 14.11.11, 16:11
                    Pań Łoś przez dłuższy czas był kluczową postacią opowiadań jedzeniowych synka winkPóźniej doszła mama Dzik, mama Pająk i wiele innych mam. Dysponujemy również historiami prawdziwymi z łosiami w rolach głównych.
                    Dziękujemy za zaproszenie, kto wie, może kiedyś?wink Daleko od nas mieszkacie?
                    • nurfe Re: pracujecie? 14.11.11, 23:15
                      Od nas wszędzie blisko bo my w centrum Polski, mieście fabrycznym, pięknej Łodzi smile
                      • 1.maaika Re: pracujecie? 16.11.11, 21:30
                        W końcu śpią moi mali, ale jakże aktywni mężczyźni...
                        A może to to Wy macie ochotę na wakacyjny wypad na Mazury? Latem bywa sielankowo smile
    • fiamma75 głos mamy pracującej 11.11.11, 21:31
      powiem jeszcze tak: wolę, żeby nasze dzieci miały 2 rodziców, z którymi spędzaja tyle samo czasu (i nie jest to 2 godz. dziennie!), niż tylko mamę i wiecznie zapracowanego nieobecnego ojca (a tak by się skończyło, gdybym została z nimi w domu, pomijając, że zwariowałabym chyba dość szybko).
      Ojciec też jest potrzebny i to od początku a nie dochodzący na wieczorną kąpiel czy objawiający się nagle w niedzielę.
      • olcia71 Re: głos mamy pracującej 11.11.11, 22:42
        fiamma75 napisała:

        > powiem jeszcze tak: wolę, żeby nasze dzieci miały 2 rodziców, z którymi spędzaj
        > a tyle samo czasu (i nie jest to 2 godz. dziennie!), niż tylko mamę i wiecznie
        > zapracowanego nieobecnego ojca (a tak by się skończyło, gdybym została z nimi w
        > domu, pomijając, że zwariowałabym chyba dość szybko).
        > Ojciec też jest potrzebny i to od początku a nie dochodzący na wieczorną kąpiel
        > czy objawiający się nagle w niedzielę.

        Na placu zabaw spotkałam kiedyś tatę z synkiem w wieku mojej córci i opowiedział mi (tata wink) o swoim układzie prawie idealnym. Oboje z żoną pracują w systemie 12/12 i tym sposobem oboje sa na zmianę każdego dnia z dzieckiem. Układ PRAWIE idealny, bo zawsze cos może nie zagrać, ale jaka równowaga! Natomiast taki układ to niesamowita rzadkość i z dwojga zlego dla swojego dziecka wolę ojca w pracy i matkę spędzającą z nim czas niż dwoje zapracowanych rodziców+ obca osoba zajmująca się nim pod naszą nieobecność, życie pod dyktando zegarka, kiedy dziecko jeszcze wcale nie ma ani takiej potrzeby ani takiej potrzeby kompletnie nie rozumie. Ale masz rację, ojciec jest niesamowicie potrzebny. Mała już w godzinach popłudniowych wyczekuje na tatę, jak tylko slyszy klucz w zamku zaraz krzyczy "TATA!" . Śmieszne jak tak reaguje też na dzwonek listonosza big_grin haha, ale ona po prostu za nim tęskni i kazdy szmer na klatce=tata z pracy, a właściwie nadzieja z tym związana. Dlatego nie chce mi sie myśleć co sie dzieje w głowie dziecka kiedy z pola widzenia znikaja oboje rodzice na prawie caly dzień. Ważna jest praca, ważny jest byt, ale póki co wystarcza nam to co jest i uważam, ze powinnam byc ze swoim dzieckiem i uczestniczyć w jego rozwoju, ba! chcę z nim być, czuje taką potrzebę, choc bywam tym zmęczona. Wystarczy chwila wytchnienia żeby naładowac akumulatory, nie musze znikać na prawie cały dzień, zeby mieć energie dla dziecka. Ale, zaznaczam, potrzeba powrotu do pracy, a przemozna chęć, bo juz nie mogę z własnym dzieckiem wytrzymać to 2 różne sprawy.
        • luliluli Re: głos mamy pracującej 12.11.11, 12:29
          Dla mnie jednak to układ średnio idealny, bo dla siebie nie mają ani chwiliuncertain
          • olcia71 Re: głos mamy pracującej 12.11.11, 22:34
            luliluli napisała:

            > Dla mnie jednak to układ średnio idealny, bo dla siebie nie mają ani chwiliuncertain
            >
            Racja wink Nie pomyślałam o tym, ech, tylko to dziecko mi w głowie wink Ale dla dziecka, przyznasz, idealnie (no, przynajmniej teoretycznie)
            • luliluli Re: głos mamy pracującej 13.11.11, 08:22
              A to faktwink
              Choć odkąd moje dziecko zostaje z babcią i w ciągu paru takich dni złapało tak doskonały kontakt z nią i dziadkiem, że aż nie mogę się nadziwić (mimo że wcześniej bywaliśmy u nich i tak często, ale zawsze razem), to uważam, że kontakt z innymi członkami rodziny czy bliskimi jakkolwiek osobami (niania też może tu się zaliczać), jest super - Radzik w kilka dni zaczął mówić (wcześniej tylko jakieś e-ewink), komunikować się w ogóle lepiej o trzy poziomy, jestem naprawdę pod wrażeniem, a to tylko 2 tygodnie, tylko powszednie dni i tylko kilka godzin dziennie poza domem bez rodzicówsmile
              Pewnie wiele zależy od dziecka, moje jeszcze kilka miesięcy temu zapłakałoby się na śmierć beze mnie, a teraz wszystko udaje się bez jednej łzysmile
            • nurfe Re: głos mamy pracującej 13.11.11, 12:30
              A wspólny czas rodzinny gdzie?
              • olcia71 Re: głos mamy pracującej 13.11.11, 13:00
                nurfe napisała:

                > A wspólny czas rodzinny gdzie?
                W niedzielę? wink
                Prawda taka, że jak pracuje tylko ojciec, lub oboje rodzice w normalnym trybie to tego wspólnego czasu też niewiele zostaje (takie czasy..). Nie wiem w jakich godzinach dokładnie pracowali oboje, ale pewnie zostaje odrobina, żeby wspólnie coś zrobić, pewnie nie wygląda tak, ze totalnie nie ma jednego i totalnie drugiego na drugi dzień. Może pracują 7-19, albo 6-18. Moj mąż nieraz przychodzi do domu 19-20, choc pracuje od 9 i powinien 8 godz wink Niewiele czasu dla naszej trójki. Ratunkiem jest sobota i niedziela. No i urlopy.
    • da_tura Re: pracujecie? 23.11.11, 08:54
      Łącznie jestem w domu od stycznia 2009 roku - cała ciąża na zwolnieniu, potem macierzyński i wychowawczy, synek ma dwa lata i 2 mies., planuję wychowawczy do momentu, kiedy nie pójdzie do przedszkola. Do pracy wróciłam częściowo - na zlecenia jak mały miał niewiele ponad rok. Pracuję teraz głównie w weekendy, plus taki, że z synkiem jest tata, minus - mijamy się z mężem, kiedy on ma wolne, ja idę do pracy.Praca jest moją pasją, mam to szczęście, wymaga jednak też pracy w domu i to sporo, pracuję więc wieczorami, kiedy mały śpi.
      Świadomie zdecydowałam się na urlop wychowawczy - moim założeniem było, żeby opiekować się synkiem dopóki nie pójdzie do przedszkola, nie chciałam do zostawiać z nikim innym, moja praca na etacie nie była naprawdę tego warta.
    • aniaoam Re: pracujecie? 24.11.11, 13:52
      Ja wróciłam do pracy, na 25 godzin w tygodniu, kiedy moje córeczka miała 18mięsiecy.
      Półtora roku w domu to był dla mnie b. trudny czas. Myślę że gdyby potrwało to dłużej miała bym depresję. Praktycznie cały czas byłam sama z dzieckiem. Mój mąż pracował b. dużo. 6dni w tygodniu to standard, 7 to nie był wyjątek. Urlopu nie miał. Jeżeli był w domu 12 godzin po wyjściu rano - cieszyłam się że wrócił tak wcześnie. Dużo jeździł samochodem więc nawet kiedy byłam chora tylko ja w nocy zajmowałam się małą - baliśmy się żeby z niewyspania nie miał wypadku. Moja rodzina mieszka daleko - nie byli w stanie pomóc. W rodzinie męża za naturalne uważa się że matka jednego dziecka radzi sobie sama. I radziłam sobie. Czasami przez tydzień nie rozmawiałam na żywo z dorosłym człowiekiem - żeby pogadać chodziłam do sklepików osiedlowych i zagadywałam ekspedientki.
      Nie umiałam odpuścić. Spacer codziennie - nieważne jaka pogoda, pierś na każde żądanie, po pół roku gotowanie co dzień, kąpiel codziennie o tej samej porze więc nie mogliśmy nigdzie wyjść wieczorem bo to zaburzyło by rytm dnia.
      Dla naszego związku to był najgorszy okres. Oboje przemęczeni. Całkowicie skupieni na jednym aspekcie życia - ja na dziecku, on na firmie. Nie byliśmy w stanie się porozumieć.
      Finansowo jakoś dawaliśmy radę. Ale ja nie byłam w stanie nic sobie kupić, bo za mocno miałam w głowie ugruntowane przekonanie: nie zarabiasz-nie wydajesz. I same wiecie jak się kupuje z małym dzieckiem...
      Kiedy wracałam do pracy czułam się brzydka, głupia, niekompetentna, niezaradna..... Martwiłam się że już nie umiem rozmawiać z ludźmi
      Przeszło mi po tygodniu. Okazało się że jestem tą sama osobą co przed porodem. Kiedy się modlę dziękuję Bogu za pracę.
      Córką zajęła się teściowa. Mnie może nie lubić, ale malutką kocha. Z wzajemnością. Kiedy zdecydowaliśmy że mała we wrześniu ( mając 2 i pół roku) pójdzie do przedszkola teściowa rozpaczała.
      Teraz Mała jest w przedszkolu 6 godzin dziennie. Potem godzinkę czy dwie spędza z babcią, potem ja jestem już w domu( teraz pracuję na ogół 31 godzin w tygodniu).
      I co z tego wszystkiego wynika? że ludzie są różni, mają różne potrzeby. I mogą ich zniszczyć różne rzeczy.
      Pilnuj tego co jest dla Ciebie najwazniejsze.
Pełna wersja