Dodaj do ulubionych

zielone przedszkole

29.05.03, 09:25
Mój synek po raz pierwszy w życiu wyjeżdża sam na zielone przedszkole. Ma tam
być przez trzy pełne dni. Mały bardzo się cieszy na ten wyjazd... ale chyba
rozumiecie że jestem pełna obaw. Jak on sobie poradzi???
Pod względem organizacyjnym imprezy ze strony przedszkola raczej jestem
spokojna (przedszkole naprawdę wspaniałe, było zebranie na ten temat)
Martwię się jednak takimi...no, drobiazgami, np. czy będzie potrafił się
odpowiednio ubrać, czy nie pogubi swoich rzeczy (domyślam się że byłaby
rozpacz), czy się dokładnie umyje (wiadomo różnie bywa smile czy nie będzie
tęsknił (do tej pory nigdy nie przebywał dłużej bez nas poza domem, nawet u
dziadków) itd.
Zrozumcie, nie chcę wydać się jakąś rozhisteryzowaną mamusią, ale cały czas
usiłuję przewidzieć ewentualne problemy...
Liczę na rady, podpowiedzi, doświadczenia mam których dzieci brały udział w
takich wyjazdach.
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • mader1 Re: zielone przedszkole 29.05.03, 11:53
      Moje dzieci braly w nich udzial - jedna w wieku prawie 6 lat , druga jako 5
      latek i teraz jedzie na 7 dni w tym roku a konczy 7 lat. Bedzie tesknil.
      Oczywiscie, ze bedzie. i bedzie sie dobrze bawil. Moje byly szczesliwe, chociaz
      czasem tesknily. Powiedzialam im, ze tak bedzie i taki juz nasz, ludzi los.
      Wszystko bedzie dobrze, chyba ze maly wyraznie odstaje od grupy. Jezeli nie-
      zapewne w przedszkolu robia to nie pierwszy raz i dadza sobie rade. Moze
      przyjedzie zdziebko niedomyty, ale z jakimi wrazeniami....
    • sasha3 Re: zielone przedszkole 29.05.03, 12:31
      Witaj!
      Rozumiem Twoje obawy, ja też miałabym masę takich wątpliwości. U mojego synka w
      przedszkolu nie organizują co prawda kilkudniowych wyjazdów (szkoda), ale znam
      sprawę z pierwszej ręki. Mój chrześniak, wtedy jeszcze mało samodzielny,
      wyjechał na 4 dni na zielone przedszkole, zaniepokojona mama dzwoniła
      codziennie do pani, ale nie miała nawet okazji pogadać z synkiem, bo... nie
      miał czasu! Wrócił zachwycony i szczęśliwy, panie dbały o dzieci jak tylko
      mogły najlepiej, pilnowały odpowiedniego ubierania się i mycia. Na pierwszy
      rzut oka wszystko OK, do momentu otwarcia torby podróżnej.
      Zapach, delikatnie mówiąc, nieładny. Okazało się, że Michaś nie zdążył w nocy
      do toalety i mokrą podłogę wytarł ręcznikiem, który wraz ze spodniami od
      piżamki pieczołowicie złożył i schował do torby, wszak mama przed wyjazdem
      kazała pilnować swoich rzeczy, dała nawet listę (dziecko umie czytać). To samo
      zrobił z mokrymi skarpetami. A lista i tak się nie zgadzała z tym, co Michłek
      przywiózł. Dwie nieznane koszulki, kilka pojedynczych skarpetek w różnych
      kolorach i wzorach, brak spodni od dresu, dwóch par majtek i czapki. Długo
      trwało, zanim mamy powymieniały się fantami. A ukochana czapeczka z daszkiem
      przepadła bezpowrotnie, Michaś przebolał, sam przecież zawinił.
      Ale nic to, najważniejsze, że dziecko wróciło zadowolone i dało sobie doskonale
      radę bez mamy, o czym świadczy to, w jaki sposób poradził sobie sam z nocną
      wpadką.
      Nie martw się, to tylko 3 dni, nie zdąży nic zgnić w torbie i nawet jak synek
      niedokładnie się umyje, nic się nie stanie. Początki samodzielności bywają
      trudne.
      Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka