Dodaj do ulubionych

jak bardzo jestescie przywiazani do swojej kasy??

23.12.09, 07:44
Jak bardzo jestescie przywiazani do swojej kasy?..
W skali od 1-10?..
Co sprawilo ze macie takie a nie inne do nich przywiazanie?
Obserwuj wątek
    • lilka69 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:33
      do swojej kasy? nie rozumiem za bardzo o co ci chodzi...
      czy o to, ze latwo wydaje pieniadze czy raczej oszczedzam? to pisze- latwo wydaje!

      w gotowce nie mam. wszystko musze wydac. i swoja i meza pensje. nie mam kredytow
      ale i oczednosci tez nie. nie zyje od pierwszego do pierwszego ale tez nie
      zarabiamy powyzej 10 tys razem aby moglo cos zostac. jestesmy konsumpyjna
      rodzina.co nie znaczy, ze chodzimy razem w trojke na zakupy. maz kupuje przez
      net, syn WCALE nie chodzi do sklepow tylko ja kilka razy w tygodniu jezdze.
      jakbym potrzebowala nagle pieniedzy to bym sprzedala jedno lub drugie auto. ale
      jestem badzo przywiazana do tego co kupie poniewaz jestem straszna
      materialistka!! jestem przywiazana na "dziesiatke".
      • gryzelda71 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:40
        Nie zarabiacie razem powyżej 10 tys?Oj lika....
        • lilka69 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:48
          niestey nie. mniej.
          • gryzelda71 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:58
            Współczuję.Nie dziwne,że co dnia w galeriach jesteś.Tez bym polowała na okazje
            hehehe
            • lilka69 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:38
              eeee. odnosnie tych pseudo- okazji to chyba zaloze wkrotce watek bowiem cos mi
              sie wydaje ze zakupochliczka sie ze mnie robi...i prosze sie nie smiac. to juz
              nie jest smieszne , ze 3-4 raz w tygodniu wracam jak kon obladowana a wsrod 5
              rzeczy tylko 1 jest okazja. a potem okazuje sie, ze kupuje 3 ubrania takie
              same w tym samym rozmiarze dla syna...
              no ale od nowego rou obiecuje poprawe...
              • gryzelda71 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:48
                Lila jak 3-4 razy w tygodniu wracasz jak koń obładowana to skąd ty na to kasę
                bierzesz?No chyba,że to ciucholandysmile
          • przeciwcialo Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:00
            Brak oszczędności to dla mnie minus wielki.
            • lilka69 przeciwcialo 23.12.09, 11:41
              pocieszam sie, ze wiekszosc polskiego spoleczenstwa ma DLUGI czyli kredyty.
              rozumiem, ze ty kredytu nie masz? ja tez nie a zyjee w miare wygodnie. jak juz
              pisalam w razie potrzeby mozna sprzedac szybko jedno lub drugie auto. owszem,
              jak szybko to i ze strata ale jak trzeba byloby to trzeba.
              • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 11:49
                Mamy kredyt ale coraz mniejszy i coraz mniej odczuwalny co nie
                przeszkadza mieć oszczędnosci.
                • lilka69 Re: przeciwcialo 23.12.09, 11:52
                  to nie moja sprawa ale CZEMU NIE SPLACISZ KREDYTU? po to, zeby sie nazywalo- mam
                  oszzednosci? ja nie mam jednego i drugiego.
                  • lilka69 Re: przeciwcialo 23.12.09, 11:53
                    nie mam bo nie chce. wole nie miec dyskomfortu psychicznego, ze czegos nie kupie
                    i gdzies sie nie wybiore.
                    • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:00
                      No własnie dlatego że mam oszczędności moge sobie pojechac na
                      wakacje.
                      Z czego ty jeździsz na wakacje?
                      Czasami lepiej miec kredyt regularnie splacany i oszczędności niz
                      brak kredytu i zerowe oszczędności.
                      Co zrobisz jak nie daj Boże zostaniesz sama? Z czego zapewnisz sobie
                      utrzymanie jak zostanie ci jedna pensja i zobowiązanie w postaci
                      prywatnego przedszkola czy szkoły?
                      Rozważam prywatne gimnazjum dla córki, właśnie po to mam
                      oszczędności zeby w razie załamania w strefie dochodów nie miec
                      dylematów czy córka dokończy te szkołe czy z dnia na dzień bedzie
                      musiała pojśc do rejonówki bo nie bede miała na czesne.
                      • lilka69 Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:05
                        z biezacych pensji jezdze. wowczas w 1-2 poprzedzajacych miesiacach ograniczamy
                        sie ale to moim zdaniem nie nazywa sie oszczednosc. trudno nazwac
                        oszczednosciami kwote uzbierana przez 1-2 miesiace.
                        oszczednosc to dla mnie cos cos zbierane przez lata.
                        • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:09
                          To jednak oszczędzasz na konkretny cel.
                          • zuzanna56 Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:39
                            Dokładnie, jak przez 2 miesiące odkładasz z pensji żeby potem gdzieś
                            wyjechać, to nazywa się to oszczędzaniem.
                    • przeciwcialo Havana niżej napisała o rezerwie. 23.12.09, 12:05
                      też staramy się tego trzymac.
                  • funky_mamma Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:33
                    lilka69 napisała:

                    > to nie moja sprawa ale CZEMU NIE SPLACISZ KREDYTU? po to, zeby sie nazywalo- ma
                    > m
                    > oszzednosci? ja nie mam jednego i drugiego.


                    To ja ci odpowiem. My mamy kredyt Rodzina na swoim i mamy oszczędności, nie
                    jakieś wielkie ale jakby któreś z nas straciło pracę to przez 7 miesięcy
                    moglibyśmy żyć tak jak dotychczas. Nie opłaca nam się wpłacić tych pieniędzy na
                    kredyt, bo póki co za 1/2 odsetek płaci państwo, dopiero po 8 latach jak dopłaty
                    się skończą, będzie to miało sens, wtedy chcielibyśmy spłacić cały kredyt.

                    Większość młodych ludzi spłaca kredyty mieszkaniowe, wśród moich znajomych tylko
                    2 małżeństwa mają swoje mieszkania, które dostali w spadku bądź rodzice
                    postawili dom i mieszkanie zostało dla dzieci. Pozostała część znajomych albo
                    wynajmuje (pary) albo spłaca kredyt (małżeństwa).
                    Co do oszczędności to warto je mieć, choć wiem, że nie jest to takie łatwe, bo
                    zawsze jest na co wydać, zawsze coś jest potrzebne - takie to już z nas
                    społeczeństwo konsumujące... smile
                    • lilka69 funky mama-ty naprawde jestes funky! 23.12.09, 12:48
                      zatem ty wolisz aby podatnicy( nazwani przez ciebie anoinimowo- PANSTWO)
                      spalacali za ciebie odsetki. rozumiem, dlazego tobie sie NIE OPLACA. bo
                      frajerskie panstwo zaplci... zalosna jestes ze swoim szumnie nazwanym
                      oszczedzaniem.
                      • paszczakowna1 Re: funky mama-ty naprawde jestes funky! 23.12.09, 14:14
                        Coś się na dziewczynę rzuciła? To po prostu forma ulgi podatkowej dla rodzin
                        kupujących mieszkania, tyle że w innej formie. (Zresztą dość skromna, bywały
                        lepsze.) Z ulg podatkowych sama nie korzystasz?
                      • funky_mamma Re: funky mama-ty naprawde jestes funky! 23.12.09, 15:29
                        lilka69 napisała:

                        > zatem ty wolisz aby podatnicy( nazwani przez ciebie anoinimowo- PANSTWO)
                        > spalacali za ciebie odsetki. rozumiem, dlazego tobie sie NIE OPLACA. bo
                        > frajerskie panstwo zaplci... zalosna jestes ze swoim szumnie nazwanym
                        > oszczedzaniem.

                        Państwo to także ja i moja rodzina też składamy się na podatników jakbyś nie
                        zauważyła. Korzystam z tego co mi przysługuje, w tym przypadku jest to dopłata
                        do kredytu. A oszczędności miałam jeszcze zanim wzięłam kredyt, dopłaty do
                        kredytu nie wpływają na zwiększenie comiesięcznej kwoty, która nam zostaje wolna
                        - zwyczajnie na inny kredyt nie byłoby nas stać - kapiszi?

                        A w związku z twoją powyższą wypowiedzią, rozumiem, że szczodrze wyrzekasz się
                        ulgi podatkowej na dziecko?
                        • lilka69 Re: funky mama-ty naprawde jestes funky! 23.12.09, 16:00
                          chodzi co o te 1200 zl na rok? nie rozsmiezsaj mnie...
              • zuzanna56 lilka 23.12.09, 12:36

                lilka69 napisała:

                > pocieszam sie, ze wiekszosc polskiego spoleczenstwa ma DLUGI czyli
                kredyty.
                > rozumiem, ze ty kredytu nie masz? ja tez nie a zyjee w miare
                wygodnie.

                To fajnie, ale jak nie mając kredytu ani nie odkładając co miesiąc,
                kupiliście mieszkanie w Warszawie? Być może kiedyś już na nie
                zarobiliście przez rok czy dwa bo mieliście wyższe zarobki, no OK,
                rzumiem że i tak się zdarza.
                • lilka69 Re: lilka-zuzanna56 23.12.09, 12:45
                  zarobilismy z biezacych pensji. mieszaknie sie budowalo a my wpalaclismy z
                  biezacych zarobkow. ale to bylo 5 lat( nizsze ceny) temu wiec mysle, ze to zadna
                  rewelacja. inni tez chyba tak kupowali.
                  • zuzanna56 Re: lilka-zuzanna56 23.12.09, 12:50
                    Rozumiem. Może 5 lat temu były niższe ceny niż teraz. Ale to w sumie
                    można powiedzieć że przez ten rok gdy mieszkanie było w budowie, wy
                    na nie oszczędzaliście, wpłacając co miesiąc czy dwa jakąś
                    sumę.
                    Myślałam że 5 lat temu byłaś studentką, znaczy się myślałam że
                    młodsza jesteś smile
                    • lilka69 Re: lilka-zuzanna56 23.12.09, 12:55
                      ja dlugo studiowalam...
        • beatrycja.30 nie zarabiacie 10 000 23.12.09, 12:56
          Jezu, a ty tak tu opowiadasz że żyjecie na niewiadomo jakim
          poziomie, a macie mniej niż 10 000 dochodu i to w stolicy? Lilka,
          czym ty się tak chwalisz? Znam wiele osób z takim dochodem (my mamy
          nieco mniejszy) i wiem że to normalne pieniądze, żadna rewelacja.
          • lilka69 beatrycja- czytaj ze zrozumieniem 23.12.09, 13:05
            gdzie pisalam, ze mam 10 tys dochodu??? no gdzie? wlasnie pisze, ze to nie
            rewelacja i jako osoby zaledwie srednio zaradne mamy mniej. i na swoj poziom
            zycia narzekalam nie raz. nie wegetacja ale i nie rewelacja. czytaj ze
            zrozumieniem zamiast bzdury z odpowiezdi wypisywac
        • beatrycja.30 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 19:48
          lilka69 05.11.08, 20:49 zarchiwizowany
          ja mam pacjenta za pacjentem a jestem z tych co do pracy sie
          przykladaja i z
          szacunku do pacjenta go lekcewaza. nigdy!
    • kropkacom Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:48
      Co to jest "swoja kasa"? smile Do pieniędzy się nie przywiązuje. Jak wydam to nie
      płacze do pustej kieszonki w portfelu (chociaż u mnie raczej do karty powinno
      być tongue_out ).
    • miska_malcova Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 10:51
      ja_inaczej napisała:

      > Jak bardzo jestescie przywiazani do swojej kasy?..
      > W skali od 1-10?..
      > Co sprawilo ze macie takie a nie inne do nich przywiazanie?

      Nie jestem do kasy przywiązana. Ja ją po prostu zarabiam i wydaję.
    • zlosliwe_malpisko Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:02
      ja też się do kasy bardzo nie przywiązuję, jak mam lubię wydawać.
      Nie mam problemu, aby się z nią rozstać.
      Na poważnie - nie wiem czy dobrze zrozumiałam, jeżeli chodzi Ci o to
      jak człowiek przywiązuje się do danej sytuacji materialnej, to moja
      odpowiedź brzmi - bardzo. Bywały czasy, keidy kasy miałam bardzo
      mało i nie wspominam tego jako traumy. Teraz powodzi mi się dobrze,
      bez luksusów, ale jak najdzie mnie ochota na kupienie sobie
      droższego ciucha lub egzotyczne wczasy to mogę sobie na to pozwolić.
      I gdybym nagle miała wrócić do starych czasów i nie mogła mieć tego
      co teraz - byłoby mi bardzo ciężko. Apetyt rośnie w miarę jedzenia.
    • mniemanologia Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:18
      1
      Kasę zarabiam i wydaję. Albo przelewam gdzies na jakies wirtualne
      konto. Cośtam się z nią dzieje, ktoś nią obraca. Jest gdzieś, lecz
      nie wiadomo gdzie... I dobrze. Nie muszę na nią patrzeć, dotykać,
      dbać. To chyba nie jestem przywiązana.
      Kto to powiedział, ze pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy?
    • aluc Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:20
      jestem przywiązana wyłącznie do kasy starego - mocno, ale krótko, po
      wstępnym momencie ekstazy natychmiast się jej pozbywam
    • havana28 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 11:46
      Nie jestem przywiązana, ale mamy fundusz awaryjny, który pozwoli nam w miarę normalnie funkcjonować przez 12-15 miesięcy, gdybyśmy oboje stracili nagle prace. Tego nie tykamy pod żadnymi pozorami.
      • lilka69 havana- to gratuluje wynagodzen 23.12.09, 12:18
        my z mezem nie mamy jak dorobic sobie 100-120 tys , zeby NORMALNIE funkcjonowac
        po stracie pracy przez 12- 15 miesiecy.
        • przeciwcialo Re: havana- to gratuluje wynagodzen 23.12.09, 12:25
          No ale ty mierzysz swoja miarka.
          Kązdy ma inny poziom życia i inne zobowiazania więc i rezerwa inna wink

          • lilka69 Re: havana- to gratuluje wynagodzen 23.12.09, 12:33
            wiem, przeciwcialo , ze inni maja wiecej. dla niektorych kwota , ktora musialaby
            starczyc mnie -im starcza na pol roku.
        • havana28 Re: havana- to gratuluje wynagodzen 23.12.09, 12:26
          Zauważ, że nie napisałam NORMALNIE. Poza tym bez przesady, niewydajemy 10tys/mc, a w sytuacji kryzysowej dodatkowo obcielibyśmy kupowanie wszelkich pierdółek bez których spokojnie mozna się obejść, więc wydawalibyśmy jeszcze mniej. Posiadanie takiej rezerwy daje niesamowity komfort psychiczny.
          • przeciwcialo Re: havana- to gratuluje wynagodzen 23.12.09, 12:29
            Mam wrazenie że Lilka tego nie rozumie albo nie chce rozumiec.
            Rezerwa jest wazna jesli ma się dziecko/dzieci bo dorosły bez wielu
            rzeczy może się obejść znając powód ograniczenia.
            • lilka69 przeciwcialo 23.12.09, 12:43
              alez rozumiem. pisalam ci, ze nie zyje od pierwzsego do pierwszego i moglabym
              ale nie chce oszczedzac! nie lubie! przez ostatni tydzien wydalam sobie cala
              swoja pensje na ubrania i buty.i w poprzednim miesiacu to samo. moglam zostawic
              ale wolalam miec te buty i ubrania.

              inni wola czuc zabezpieczenie na wypadek choroby. jak wychodze z zalozenia, ze
              glupie 20 tys nie daja zadnego zabezpieczenia na wypadek choroby. wiec co za
              roznica czy sie je mam czy nie.
              • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:46
                No to Lilko- zdrowia życzę.
              • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:48
                lilka69 napisała:
                przez ostatni tydzien wydalam sobie cala
                > swoja pensje na ubrania i buty.i w poprzednim miesiacu to samo.
                moglam zostawic
                > ale wolalam miec te buty i ubrania

                No i pieknie, może ktoś dostanie premie swiateczna za duży utarg w
                sklepie.
                • lilka69 Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:51
                  chce ci tylko napisac jasno, ze kazdy robi co chce ze swoja pensja. jeden
                  oszcedza a drugi przepusci na bzdury( wg innych).

                  problem pojawia sie jak jest sytuacja jak u funky mamy. czytaj powyzej. i moja
                  odp tez polecam.
                  • przeciwcialo Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:57
                    Dlatego napisałam. Ty wydałas pensje na buty bo taka byłą twoja
                    wola, moja nadal lezy na koncie bo nie mam jakichś pilnych potrzeb.
                    Kazdy robi jak uwaza za stosowne. Wszak wydajesz swoje pieniadze,
                    nie moje czy pani Stasi.
                    Poza tym dla mnie chdzenie do sklepach to jak kara- nie lubie.
                    • lilka69 przeciwcialo- to zgadzamy sie i konczymy 23.12.09, 13:08
                      wiem, ze niektorzy nie lubia chodzic po sklepach. przyjmuje do wiadomosci choc
                      sama lubie i chodzic i kupowac. wiele razy mowiono mi na forum , ze jestem
                      oderwana od rzeczywistosi ale przynajmniej jestem zadowolona z zycia. robie co
                      lubie.

                      wesolych swiat!
              • havana28 Re: przeciwcialo 23.12.09, 12:56
                Teoretycznie, jeśli pracujesz lub rejestrujesz się jako bezrobotna zabezpieczenie na wypadek choroby masz w postaci NFZ. Teoretycznie, ponieważ nie mając kasy nie kupisz większości leków. Oszczędności maja cie zabezpieczyć przede wszystkim przed głodem, odcięciem prądu, windykacją banku czy wyrzuceniem z mieszkania. Aha, i opłacić wydatki związane z "chodzeniem" na rozmowy kwalifikacyjne... Normalnie nie wierzę, że dorosła nieźle zarabiająca osoba moze nie miec żadnych oszczedności na "czarną godzinę" bo woli wydac na chiuchy i buty, których i tak ma już pewnie pełną szafę. Moim zdaniem to skrajna nieodpowiedzialność.
                • lilka69 havana-zgodze sie z toba 23.12.09, 13:02
                  w drugiej czesci.
                  dlatego postanawiam poprawe od nowego roku!!!! smile


                  a odnosnie tych chorob- wiekszosc spraw lekarskich zlatwialabym po znajomosci
                  tesciow. wiec jakos licze na nich jakby co.
                  • przeciwcialo Re: havana-zgodze sie z toba 23.12.09, 13:04
                    No to Lilka- załóż nowe konto a zrób zlecenie aby 10% wpywającej
                    kasy było przekazywane na to drugie konto. I zgrabnie zapominasz.
                    Nawet nie zauważysz ze masz do wydania 90% dotychczasowej kwoty.
                    • lilka69 Re: havana-zgodze sie z toba 23.12.09, 13:09
                      myslalam o tym juz ze 3 lata temu. nie uskutecznilam niestety jeszcze ...
                  • beatrycja.30 lekarz 23.12.09, 13:13
                    lilka69 napisała:



                    > a odnosnie tych chorob- wiekszosc spraw lekarskich zlatwialabym po
                    znajomosci
                    > tesciow.

                    Lilka, no a przecież ty sama jesteś lekarzem podobno. Laryngologiem,
                    tak? Oj, dziewczyno, daj już spokój z tym pisaniem. Mała dziewczynka
                    z małego miasta, ledwo po maturze i karierę chce zrobić chwaląc się
                    na forum że studiowała dwa kierunki i że świetnie się jej powodzi.
          • lilka69 havana- nie neguje twoich oszczednosci ale... 23.12.09, 12:36
            mnie i mojemu mezowi komfort psychiczny daje posiadane wyksztalcenie, zawod i to
            ze mieszkamy w warszawie a tu bardzo latwo o prace! z miesiaca na miesiac.
            • przeciwcialo Re: havana- nie neguje twoich oszczednosci ale... 23.12.09, 12:44
              Lilka a co w sytuacji że twój mąż umiera.
              Maz mojej kolezanki zmarł na wylew, z dnia na dzień została sama z
              dzieckiem. Co zrobiłabyc? Zaczełabyś zachrzaniac na 2 etatach żeby
              te 10 tys zarobic? Co z dzieckiem?
              • lilka69 przeciwcialo-juz ci mowie co robie 23.12.09, 12:54
                sprzedaje mieszkanie w warszawie, kupuje w rodzinnym miescie. dzieckiem zajmuja
                sie rodzice( zapisuje tez do przedzszkola). ja polykam lzy i startuje do pracy
                na caly etat( 40 godzin!!!). to dla mnie prawie wegetacja ale jak musze to
                musze!! i bede.
      • zuzanna56 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 12:32
        Nie rozumiem pytania. To co zarabiamy przeznaczamy na bieżące
        wydatki, odkładamy na urlop wakacyjny, na czarną godzinę, na
        emeryturę, a także spłacamy kredyt. Fajnie, że ktoś może tak po
        prostu wydać nieważne czy trzysta tysięcy czy osiemset (czy więcej),
        na mieszkanie czy dom, raczej wiele osób spłaca jakiś kredyt.
        • joanna266 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 13:18
          gdybym tak straciła wszystkie pieniadze,dom i reszte kosztownego
          badziewia napewno bym sie nie pochlastała.zawsze pamietam jak to
          było gdy było nie wiele.wtedy tez jakos zyłam i byłam bardzo
          szczesliwasmilenawet dzis rano wspominalismy z mezem czasy gdy tak
          naprawde mielismy tylko siebie i syna.
          • grzalka Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 23.12.09, 15:17
            bardzo jestem przywiązana- mam fobię kredytową i zanim wydam swoją kasę trzy
            razy się zastanowię (albo i cztery)
    • tritin Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 24.12.09, 10:11
      To ja już rozumiem, dlaczego to faceci trzymają kasę, a kobiety są
      odliczane. Jak stoję przy kasie w supermarkecie, to na średnio na 5
      par płacących, w czterech przypadkach płaci mężczyzna. Kobieta usuwa
      sięna bok, ładuje towar do koszyka, a Pan wyjmuje kartę czy
      pieniądze ze swojego portfela i płaci. Zawsze z mężem mamy wtedy
      uśmiech na ustach. Sprowadzanie kobiety do roli ...? niewiem jak to
      nazwać służącej, kury? smile Ale czytajac ten post dochodzędo wniosku,
      ze kobiety nie potrafią GOSPODAROWAĆ pieniędzmi. Gdybym była
      namiejscu tych panów postąbiłabym identycznie. Bo normalnym nie jest
      przepuszczenie całej pensji w tydzień na kupno ciuchów i butów. Po
      prostu skrajna nieodpowiedzialność, brak szacunku do pieniądza. Po
      za tym kobieta ma w życiu jeszcze inne priorytety chyba oprócz
      ciuchów.
      smile Odpowiadając na pytanie: jesteśmy przywiązani do pieniedzy w taki
      sposób, że potrafimy oszczędzać, potrafimy wydawać, ale z rozsądkiem.
      Wychodzimy z załozenia, że ten pieniądz jest tyle wart, ile nasz
      wkłąd w wykonywaną pracę.
    • bea.bea Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 24.12.09, 10:23
      oj, ja jestem bardzo do mojej przywiązana, tylko ciągle nie rozumiem dlaczego
      ona nie odwzajemnia mojego uczucia i wcale się mnie nie trzyma..tongue_out
      • zuzanna56 Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 29.12.09, 18:09
        bea.bea napisała:

        ciągle nie rozumiem dlaczego
        > ona nie odwzajemnia mojego uczucia i wcale się mnie nie trzyma..tongue_out

        To tak jak u mnie smile
        • czar_bajry Re: jak bardzo jestescie przywiazani do swojej ka 30.12.09, 01:40
          Ja do swojej kasy jestem bardzo przywiązana, niestety ona do mnie już mniejtongue_out

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka