W poniedziałek moja córka miała zabieg wycięcia migdałka. Nie
czytałam makabrycznych historii, nie czytałam o powikłaniach,szłam
do szpitala pełna dobrych myśli. Niestety,tego co przeszłyśmy, nie
życzę nikomu. ZAbieg z usypianiem i wybudzaniem trwał ok. 1,5
godziny, przeczuwałam, że dzieje się coś niedobrego, pytałam
pielęgniarek,odpowiadały,że muszą się skończyć kroplówki. Tyle,że
zdawałam sobie sprawę,że każde dziecko też kroplówki dostaje po
zabiegu nie trwało totyle czasu. W końcu przywieźli córkę ze
słowami: trochę podkrwawiała, więc ma trochę krwi w nosie i musi to
wydmuchiwać. Tyle, że córka była nadal półprzytomna i w takim stanie
to wydmuchiwanie było nierealne. Niestety, okazało się,że krew jest
nie tylko w nosie, ona odkrztuszała żywą krew, ze
skrzepami,spienioną, jak kaszlnęła drugi raz cała pościel była do
wymiany. Zaraz przybiegła pani dr, która ją operowała,siłą zmusiła
córkę do otwarcia buzi, jeszcze raz ją zbadała i okazało się, że
muszą być założone szwy, bo jest krwotok! DZiecko musiało być drugi
raz znieczulone! bo lekarka w trakcie zabiegu nie zatamowała
krwotoku. Nie mam siły pisać jak córka zachowywała się przez całą
noc po tych dwóch narkozach. WE wtorek jak ją wypisali do domu nie
była jeszcze sobą

Najlepsze,że póbowano dać mi wypis, w którym nie
było słowa,że dziecko było drugi raz usypiane,nie było wyników
badania krwi, które zrobiono po krowotoku. Na moje żądanie
sprostowania wypisu odsyłano mnie od lekarza do lekarza, miałam
czekać aż skończą się operacje- czyli mneij więcej do 14,15 a była
godz. 11.W rozmowie z ordynatorem dowiedziałam się, że jak będę
chciała pełną dokumentację, tomi jej nie wydadzą, bo mogą ją wydać
tylko pacjentowi, a pacjentem jest przecież dziecko. CZy ja dobrze
uwważam, że ordynatorowi się coś pochrzaniło? Na moją prośbę o
przysłanie wypisu do domu ordynator powiedział, że on jest na to za
biedny

Acha, i przeprosił mnie słowami: "jako ordynator pewnych
rzeczy nie dopilnowałem, za co bardzo panią przepraszam" Dziewczyny,
chodziło mu o wypis tylko, czy o całokształt? W szpitalu do momnetu
otrzymania wypisu starałam się być spokojna i opanowana, bo nie
chciałam dodatkowo denerwować córki, ale teraz gdy to wszystko
analizuję, to zaczynam wariować. Najgorsze jest ta totalna niewiedza
co się działoc dzieckiem na sali operacyjnej i pop

Przed wypisem córkę badała lekarka, która nie miała pojęcia o
komplikacjach,o czym mi powiedziała. Nie uprzedzono mnie, że przez
kilka dni córka będzie wydalać niestrawioną krew i robić czarne kupy
z fragmentami krwi. Nie uprzedzono mnie,że będzie po zabiegu
strasznie kaszleć. A tak w wogóle zaczynam zastanawiać się czy był
sens tego zabiegu, bo chrapie tak jak chrapała
Jesteśmy z mężem w trakcie pisania pisma do dyrekcji szpitala o
wydanie dokumentacji, w tym karty znieczulenia, ponnieważ
dowiedzieliśmy się,że 1,5 godziny na taki zabieg to za długo i
prawdopodbnie córka za pierwszym razem była znieczulana 2 razy, więc
w sumie trzy. Na pewno tego tak nie zostawimy.
Prośba do Protozoa (nie wiem czy dobrze zapamiętałam nick), jeżeli
masz bronić tych lekarzy, to nie pisz lepiej nic.