Dodaj do ulubionych

90% dzieci ma wady i schorzenia

10.06.10, 17:52

wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7997659,Pediatrzy__90__dzieci_ma_wady_i_schorzenia.html


Czy to moze byc prawda?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 10.06.10, 18:12
      Jak to mówią - "nie ma ludzi zdrowych, są tylko niezdiagnozowani" wink

      A tak serio, to jestem w stanie w to uwierzyć. Duża część rodzących
      się dzieci jest z patologicznych ciąż, matki też w nienajlepszej
      kondycji (jak i całe społeczeństwo) - ludzie kiepsko się odżywiają (w
      przeważającej, zaryzykuję twierdzenie, większości) - częściowo z
      biedy, częściowo z powodu złych nawyków, najczęściej z obu tych
      powodów na raz; uprawianie sportów - w dużej mierze dostępne tylko
      garstce (wystarczy zastanowić się, ile dostępnych publicznie
      basenów/lodowisk przypada na statystycznego Polaka i jak dostępne są
      one poza dużymi ośrodkami); nałogi rodziców - dzieci z FAS albo/i
      wędzone tytoniowym dymem... Spokojnie 90% się łapie, nawet nie wiem,
      czy nie jest to niedoszacowane sad
      • verdana Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 10.06.10, 18:19
        Cóż, wystarczy jedna dziura w zębie, aby zaliczyć do chorych. Albo
        plaskostopie, zaliczane już przez część lekarzy do fizjologii.
        Okulary. Alergie. Wada zgryzu, leczona teraz nawet przy minimalnym
        odejściu od normy. Naprawdę , w tym kontekscie 10% idealnie
        zdrowych dzieci to bardzo dużo.
        Tak naprawdę, to chciałabym wiedzieć, le z tych dzieci jest powaznie
        chorych, a w ilu wypadkach są to kompletnie nieistotne drobiazgi,
        jak mały ubytek w piątce, czy -0,5 dioptrii...
        • asia_i_p Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 10.06.10, 18:24
          Też bym chciała zobaczyć te 10%.
      • beniusia79 iwoniaw 11.06.10, 10:36
        > A tak serio, to jestem w stanie w to uwierzyć. Duża część
        rodzących
        > się dzieci jest z patologicznych ciąż, matki też w nienajlepszej
        > kondycji
        a tatus? czy kondycja, albo raczej jakos spermy ojca nie odgrywa w
        tym przpadku ogromnej roli? nie zapominajmy, ze w dzisiejszych
        czasach meska sperma jest czesto zlej "jakosci" dalej pisac chyba
        nie musze....
        • lubie.garfielda Re: iwoniaw 11.06.10, 11:09
          jeszcze dochodzą "cechy rodzinne" - konkretną wadę wzroku mam w rodzinie już od
          co najmniej trzech pokoleń więc nie wszystko jest zależne od naszego
          "prowadzenia się"
        • iwoniaw Oczywiście 11.06.10, 11:25
          Dlatego też pisałam dalej o nałogach/złych nawykach żywieniowych
          obojga rodziców. Przy czym duża część wad/chorób u dzieci jest ze
          zwykłego zaniedbania (czy to samych dzieci, czy jeszcze rodziców i
          ogólnego stylu życia rodziny), a inne się pojawiają tak czy owak i
          nawet lepiej, że zostają zdiagnozowane i leczone (jak tu pisano już o
          plombach w zębach czy aparatach ortodontycznych). Zresztą nie muszę
          daleko szukać, sama urodziłam dziecko z wadą wymagającą operacji,
          leczyłam też dziecko ortopedycznie (i to niemowlę, więc o zgubnym
          wpływie tv czy komputera mowy być nie może), jest pod opieką
          ortodonty, nie są mi obce "kiepskie" wyniki morfologii u dziecka
          odżywianego normalnie i konieczność dodatkowego podawania żelaza itp.
          itd., więc i moje dzieci się do tych 90% zaliczają, a przecież nie
          mamy z mężem nałogów, nie chorujemy, dzieci mają dobre warunki
          bytowe. W tym sensie pisałam, że jeśli 10% jest idealnie
          zdrowych, to aż mnie to zaskakuje, bo znaczny procent wad bierze się,
          owszem, z powszechnych zaniedbań, ale brak tych zaniedbań też
          idealnego zdrowia nie gwarantuje.
    • aluc Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 10.06.10, 18:57
      niemożliwe, nie znam zupełnie zdrowego dziecka wedle tych kryteriów

      moje dzieci - zdrowe jak byki, niechorujące, usportowione etc. oraz
      bez płaskostopia nawet fizjologicznego wink, są alergikami, starszy ma
      też wadę zgryzu korygowaną aktualnie aparatem, zatem ergo zaliczają
      się do mających wady i schorzenia - to ja sękju weri macz za takie
      rewelacje, nie słyszałam o wadzie zgryzu czy alergii wziewnej
      spowodowanej przesiadywaniem przed komputerem i brakiem ruchu

      natomiast rzeczywiście sama widzę, że więcej niżkiedyś jest dzieci
      po prostu tłustych i niewybieganych - tu już na alarm należy bić jak
      najbardziej
    • triss_merigold6 Trudno żeby nie 10.06.10, 19:05
      Ciężarne odżywiają się śmieciowo, potem dzieci jedzą Lidla, nie chodzą do
      dentysty i odkąd stoją prosto to biegają w japonkach, a zimą w plastiku.
      Wypoczynek w rodzinnej wsi albo mieście, bo po co przepłacać i uodparniać
      dziecko zmieniając mu klimat.
      Czysta oszczędność.
      • gryzelda71 Re: Trudno żeby nie 10.06.10, 21:01
        Myślisz,że te wakacje w mieście to z OSZCZĘDNOŚCI?Bo ja zauważyłam,że z niemania
        środków na coś innego.
        • triss_merigold6 Re: Trudno żeby nie 10.06.10, 21:08
          Prędzej z niemania chęci do pracy albo (wcześniej) nauki. Taka prosta korelacja.
          Wąteczek "Jak żyć ze skąpym mężem" jednakowoż pokazuje, że jest sporo osób,
          które mają środki na wakacje natomiast nie widzą sensu w porządnym wypoczynku w
          innym klimacie niż codzienny.
          • kub-ma Re: Trudno żeby nie 10.06.10, 22:52
            triss_merigold6 napisała:

            > Prędzej z niemania chęci do pracy albo (wcześniej) nauki. Taka
            prosta korelacja
            > .

            Eee, nie. Takiej prostej zależności to często nie ma.
          • gryzelda71 Re: Trudno żeby nie 11.06.10, 10:42
            Wiedziałam,ze temat:nie masz góry kasy nie rozmnażaj się wypłynie.
            Triss,pobudka!!!!!!!!!!
            Zycie to nie tylko Warsiawka,dobre posady,wiele mozliwości,zaradni rodzice co
            nas na dzień dobry w lokale ,samochody wyposażyli.

    • virtual_moth Artykuł z Polityki na ten temat 10.06.10, 23:03
      archiwum.polityka.pl/art/przychodzi-bobo-do-lekarza,428091.html
      Porusza istotny problem samotności dzisiejszego rodzica w zmaganiu się z chorobami dziecka. Zgadzam się z tym w 100%
      • kub-ma Re: Artykuł z Polityki na ten temat 10.06.10, 23:29
        Pięknie napisane. Dawno nie czytałam artykułu z którym tak bym się
        zgadzała.
        • virtual_moth Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 00:04
          Prawda?
          Polityka imho trzyma wysoki poziom artykułów, lubię zwłaszcza te o tematyce społeczno-obyczajowej (szkoda, ze tak ich mało).
          Powiem szczerze, ze od dawna cos mnie uwierało "z tymi pediatrami", po przeczytaniu artykułu juz wiem o co mi chodziło.

          Dziecko mam w miarę zdrowe, choc oczywiście nie kwalifikuje się jako idealnie zdrowe:
          - próchnica. Od najmłodszych lat oswajana z gabinetem, jako ze mamusia często wizytująca. Od pierwszej chwili niczym nie uzasadniony strach. Na fotel dało się ją posadzic dopiero w wieku 6 lat. Kilka udanych akcji, ostatnia zakonczona traumą (mimo rozwiazan bezsiłowych), bo po prostu ją cos tam bolało. Do zrobienia jeszcze jeden ubytek, rokujący w kazdej chwili nagłym bólem w piątek wieczór, ale jest całkowita blokada psychiczna. Zdarza sie. Co robi matka? Szuka gabinetu z tzw gazem rozweselającym, moze narkozą. W całym cholernych województwie ślaskim robi to tylko jeden gabinet. Biorą 500-700 za znieczulenie i 400 za zęba smile)) Mleczaka, dodam dla jasnosci.

          - kiedys zdarzyła sie wysoka gorączka, przekraczająca 40 stopni i nie mozna było jej zbic przez kilka godzin. Telefon na pogotowie. Odpowiedz - no co my mozemy zrobic, nie ma teraz pediatrysmile)) Proszę dzwonic za 2 godziny, jak juz będziesmile))

          - dziecko ma obecnie problem z fobią (owady). Psychiatra - oczekiawnie na wizytę 2,5 miesiąca. Prywatnie - 4 miesiące (sic!) Psycholog - oczekiwanie miesiąc, wizyta oczywiście w godzinach pracy matki.

          I tak dalej. A potem powstają artykuły o tym, że dzieci niedomagające.
          • kub-ma Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 09:15
            Na temat kontaktów na linii moje dzieci - służba zdrowia mogłabym
            napisać dwie książki, jedną dotyczącą pierwszego dziecka, drugą o
            drugim dziecku. Niestety do najzdrowszych nie należą.
            Nie jestem osobą rozczeniową, potrafię przystosować się do wielu
            sytuacji, ale na to wszystko nerwów już nie mam. Ostatni kwiatek?
            Czekałam 70 minut w kolejce do rejestracji w przychodni
            przyszpitalnej (szpital dziecięcy). A wystarczyło chwilę pomyśleć i
            inaczej to zorganizować.
            I tak sobie myślę, że muszę zacząć zarabiać trzy razy tyle co do tej
            pory, żebym mogła stwierdzić, że moje dzieci mają w miarę dobrą
            opiekę medyczną.
            • triss_merigold6 Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 09:24
              Czytałam tekst z "Polityki", bardzo trafny. Dostanie się do
              państwowego specjalisty to droga przez mękę + zero jakiejkolwiek
              kompleksowej opieki.
              Ja mam szczęście do przedszkola - jest na miejscu logopeda i
              koryguje dzieci, 2x do roku mają badania wzroku, jest też na miejscu
              psycholog i może wychwycić różne zaburzenia. Kontrole u dentysty -
              prywatnie, na szczęście 5,5-latek nie ma (odpukać) próchnicy.
              Laryngolog - głównie prywatnie. Alergologa wychodziłam państwowo i
              robiliśmy testy - tu się uparłam, że płacimy z ojcem dziecka
              cholerną składkę na NFZ i nie widzę powodu, żeby jeszcze testy robić
              odpłatnie.
              Generalnie obczytany, uważny i zdeterminowany rodzic dobije się w
              końcu do lekarzy, wymusi zdiagnozowanie dziecka etc. ale kosztem
              masy czasu i nerwów.
              • joxanna Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 09:52
                O złej diecie... to moja prywatna krucjata: możeby po prostu wprowadzić zdrowe
                standardy do placówek zbiorowego żywienia - przedszkola, szkoły? Czy jest
                obecnie obowiązek podawania dzieciom słodyczy w przedszkolach? Ja stoczyłam
                walkę, żeby ograniczyć słodycze tylko do podwieczorku, ale już widzę, że po roku
                się rozluźnia - czy na śniadanie muszą być kulki czekoladowe w przedszkolu? Nie
                może być muesli? Dlaczego muszą być cukrowe Danonki w przedszkolu? Nie mogą
                dzieci zjeść jogurtu?

                Albo - świeża sprawa - moje dziecko ma status jedzeniowego dziwoląga, np
                dlatego, ze pije w przedszkolu wyłącznie wodę. I dla niej ta woda jest. Ale
                standard przewiduje podawanie słodkiej herbaty, albo kompotów. Dwa miesiące temu
                przedszkole uczyło 'mamo-tato-wolę-wodę' - po nic. Bo nie idzie za tym faktyczne
                picie wody - np. w przedszkolu.

                Nie wierzę, że rodzice starannie wyliczają słodkie jedzenie wieczorem i w
                weekendy. Dzieci są po prostu faszerowane cukrem - i w domu i w przedszkolu,
                trudno się dziwić, że uważają to za naturalne.
                • samotna-mamusia Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 13:19

                  Ech, podpisuję się czterema końćzynami. Moje dzieci pijące głównie wodę i wdragające się na widok posłodzonej herbatki, też uchodzą za mega dziwolągi. A co gorsza jedzą chętnie i ze smakiem kaszę jaglaną, kiełki, szpinak i takie tam wynalazki.

                  Mnie się już nawet nie chce gadać o tym z różnymi znajomymi, bo patrzą na mnie jak na wiariatkę kiedy staram się im wytłumaczyć, że Danonek to też słodycz (do tego bardzo niezdrowy), bo cukru tam jest całe mnóstwo, że "soczki dla dzieci" to też głównie cukier. Ale to walka z wiatrakami i osobiście uważam że lekarze się sami walnie do tego przyczyniają wmawiając rodzicom że zupka ze słoiczka na pewno będzie lepsza i zdrowsza niż ugotowana w domu, że Danonki to samo zdrowie, wapń itp. bzdury, no i Superniania, która u mnie spadła na samo dno reklamując pewną margarynę. Niestety lud bierze te wszystkie marketingowe bzdety za pewnik i "naukową" prawdę objawioną, a potem skutki jakie są to widać.

                  A szkoły i przedszkola to IMHO walka z wiatrakami.

                  • lelija05 Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 14:33
                    Mojej córce, cholerne danonki poleciła pani doktor, wiedząc, że ma silną skazę
                    białkową.
                    No cóż, na biurku zauważyłam mnóstwo gadżetów związanych z danonkami...
                    Nie zastosowałam się do sugestii.
                  • beniusia79 tak, tak... a znam taka mame co kupujac 11.06.10, 22:15
                    dzieciom nimm 2 soft, mowi, ze jak juz dzieci chca ten syf wcinac to
                    chociaz nich wcinaja syf z witaminami... gdzie te witaminy w
                    cukierki? jak mozna w takie bajeczki wierzyc? bo w reklamie mowia,
                    ze tam witaminki sa...
                    • samotna-mamusia Re: tak, tak... a znam taka mame co kupujac 12.06.10, 13:40
                      znam rodziców, którzy uważają że po co dziecko ma jeść jabłko skoro zjada torebkę nimm2, a przecież tam jest tyyyyle witaminek, a że ma w wieku lat 4 zaawansowaną próchnicę..... no cóż - takie geny...
      • annvangier Re: Artykuł z Polityki na ten temat 11.06.10, 10:25
        dobry tekst, słuszny i smutny to widac zwlaszcza jesli chodzi o specjalistow
        pediatrów
        neurologów, arelgorogów, kardiologów itd - dopchanie sie gdzies jeszcze przy tym
        ze ten gabinet usg nie ma umowy z ta przychodnią i trzeba samemu placic albo tam
        gdzie niby jest to trzeba czekac i czekac
        to jakas paranoja jest
        przyklad parnaoi trzy minuty wozkiem obok mnie ejst szpital z oddzialem
        pediatrycznym gdy malutka tam napoczatku lezala miala robione usg brzuszka,
        razem z nią inny mały pacjent -
        potem znowu miala zlecenie na to badanie i poszlam sie spytac w rejestracji
        panie w rejestracji oczywiscie spojrzenie z byka i ze nie
        nie nie nie ma szans oni dzieci nie badają
        i trzeba było kombinować
        no ja nie wiem ten diagnosta ngle z dnia na dzien stracil uprawnienia, czy moze
        my z dnia na dzien przestalismy placic skladki
        ja i tak sie ciesze ze mieszkam tam gdzie mieszkam
        na tzw scianie wschodniej jest na pewno o wiele trudniej
    • babsee Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 11.06.10, 08:32
      A owszem-jestem w stanie w o uwierzyc, odkąd okazalo sie, ze w
      naszym przedszkolu 22 dzieci nie ma prochnicy!!!!na 125 sztuk.
      Od dnia badania(czyli od ponad 2 miesięcy) jestem w szoku.
    • izabellaz1 Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 11.06.10, 09:54
      Jak zwykle spora nieścisłość w krótkiej notatce (bo tego artykułem nazwać nie
      można). Rzucone hasło i nic za tym nie idzie.
      Pytanie co brali pod uwagę za wadę, a co za schorzenie...np. jeden ubytek w
      zębie 6latka uznamy za pierwsze, czy drugie?
      W ten sposób, to nawet więcej niż 90% byłoby uznawanych za osobniki wadliwe lub
      chore smile
      • beniusia79 a my mialysmy lepiej jako dzieci? 11.06.10, 10:51
        niby lidlow nie bylo, ale wyroslysmy np. na parowkach robionych z
        papieru. jadlo sie co bylo w tamtych czasach. bawilysmy sie gdzie
        popadlo, ja czesto w rowie, w ktorym (okazalo sie po latach) bywaly
        takze szczory. rzodkiewki i inne warzywa lub owoce mylysmy w
        kaluzach, pilysmy deszczowke z moja przyjaciolka. cukier jadlysmy
        lyzkami, miedzy posielkami jechalo sie na landrynkach popijanych
        orenzada. do lekarza mnie wozono jak juz bylo kiepsko. kazda
        chorobe, goraczke, bol ucha leczylo sie domowymi sposobami. czy nie
        uwazacie, ze w dzisiejszych czasach troche sie przesadza? skad autor
        artykulu ma takie wiadomosci? z ankiety? kto za naszych czasow robil
        ankiety? kogo to wogole interesowalo. u mnie 1/3 klasy operowana
        byla na zeza. mojemu mezowi podczas takiej operacji uszkodzono
        wzrok. to nie byl jedyny taki przypadek, ale wtedy ankiet nie
        robiono i nie mowiono sie o tym. ja uwazam, ze takimi ankietaki
        probuja znow nam cos wmowic, wprowadzic w panike, pokazac, jak
        strasznie okaleczone/chorowite sa nasze dzieci.... wszyscy moi
        znajomi w polsce maja pediatre, ktory jest cala dobe pod telefonem i
        ktory przyjezdza (za gruba kase) do dziecka nawet w srodku nocy.
        nawet znajomi, ktorym sie nie przelewa praktykuja to bo boja sie
        czasem szekac do rana i pozyczaja od rodziny by zaplacic za wizyte.
        ja nie przypominam sobie, zeby do mnie jakis lekarz lub pogotowie
        przyjezdzalo kiedy np. dusilam sie sie przez lata w nocy....
        • lubie.garfielda Re: a my mialysmy lepiej jako dzieci? 11.06.10, 11:05
          beniusia79 napisała: > ja nie przypominam sobie, zeby do mnie jakis lekarz lub
          pogotowie
          > przyjezdzalo kiedy np. dusilam sie sie przez lata w nocy....

          To zależy od rodziców. Ja pamiętam te emocjonujące eskapady do szpitala gdy się
          dusiłam (rzecz jasna zanim dojechałam to atak już mi zdążył minąć ale te emocje smile
    • morekac Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 11.06.10, 10:58
      Skoro nie ma badań okresowych, pediatrzy widują zapewne głównie
      chore dzieci... Może próbka jest niereprezentatywna? wink
    • lubie.garfielda Re: 90% dzieci ma wady i schorzenia 11.06.10, 11:00
      artykuł taki jakby co najmniej nasze pokolenie było idealnie zdrowe!

      Tylko czemu Natalia Kukulska paradowała w okularach (znałam małych okularników w
      latach 80tych)? Czemu moja znajoma 30 latka ma celiakie i nie ruszy zwyczajnego
      chleba?

      Nie ma zdrowych ludzi (jak któraś napisała) są tylko niediagnozowani! Nakłada
      się na to poczucie wstydu i poniżenia jakie prezentowali moi rówieśnicy gdy
      mieli iść do specjalisty (do dziś nie mogę zrozumieć czemu 12 latka się
      poryczała gdy podsłuchała, że jej matka dopytuje się gdzie warto iść do logopedy).
      • beniusia79 kolejna sprawa, nalezy pamietac ile dzieci wtedy 11.06.10, 11:20
        umieralo. teoretycznie przezyly te najsliniejsze, czyli my wink jest
        malo rodzin, ktore ma dzieci w naszym wieku, mogace sie pochwalic
        tym, ze wszystkie dzieci im przezyly... wystarczy przejsc sie po
        cmentarzu, pelono tam jeszcze malutki nagrobkow z 60-siatych, 70, 80-
        tych lat. ta umieralnosc przestala zanikac dopiero jakies
        dwadziescia lat temu. nie panikujmy i nie przesadzajmy wiec i nie
        dajmy sie zwariowac analizuja podobne ankiety, wypowiedzi ....
        • iwoniaw Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 11:35
          to faktem jest, że żadna ciąża nie była monitorowana niemalże od dnia
          zapłodnienia i przez pierwsze dwa trymestry żadna na podtrzymaniu nie
          leżała ani duphastonem nie była pasiona przy plamieniach czy
          skurczach. Podejrzewam też, że ilość ciąż utraconych nieświadomie
          była niewspółmiernie większa niż teraz (choćby z powodu braku
          diagnostyki i wczesnych testów).
          • lubie.garfielda Re: Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 11:44

          • lubie.garfielda Re: Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 11:54
            Co do podtrzymywania ciąży przez pierwsze 2 trymestry... Czy przy akcji
            rejestracji 10 tygodniowych ciąż dziewczyny w UK nie miały problemów bo tam
            kartę ciąży zakłada się później niż u nas?

            Poza tym wszystkiemu jest teraz winny test ciążowy - kiedyś kobietom
            "przesuwała" się miesiączka a w tej chwili przeżywają już odrzut ~10 dniowego
            zarodka jako ciężką traumę
            • beniusia79 kiedys kobiety nawet nie wiedzialy 11.06.10, 12:01
              ze byly w ciazy i ze poronily. dla wielu z nich byl to obfity,
              spozniony okres. moja bezdzietna ciocia dopiero niedawno, po latach
              zaczela sie zastanawiac czy aby jej spoznione miesiaczki tak
              naprawde nie byly poronieniami...
              • parowkowa Re: kiedys kobiety nawet nie wiedzialy 11.06.10, 12:32
                I to bylo normalne, okres ma to do siebie ze sie potrafi SPOZNIC, nie ma nad czym plakac. A teraz? czytalam gdzies ze ajcys "rodzice" od paru lat walcza zeby "pochowac" spozniony okres wlasnie (poronienie w 8 tyg czy jakos tak). To juz tzreba miec nasr....ne we lbie zeby spozniony okres nazywac dzieckiem. Ja miewalam kiedys okresy co 3 miesiace, idac za mysleniem tych "rodzicow" to powinnam pochowac kazda podpaske z placzem zamiast bezrefleksyjnie do smietnika wywalac.

                Na stan dzieciakow dzis tez napewno wplywa ta moda zeby nie daj bog przytyc w ciazy. Licytowanie sie, kto mniej p[rzytyl, nie jedzenie. No super ze po ciazy po tygodniu wyglada taka jak wczesniej (rzadko tak jest), ale dzieciak wychodzi debil i kaleka. Albo sie chce miec dzieciaka i normalnie odzywia chodzac z brzuchem, albo sie nie ma dzieciakow i normalnie zyga po kazdym posilku, jak to glupie baby lubia sobie robic.
            • przeciwcialo Re: Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 14:56
              Za czasów mojej pierwszej ciązy test należało wykonac 10 dni po
              terminie miesiaczki której się nie dostało. Teraz testy robi sie
              jeszcze zanim zarodek sie zaimplantuje.
              • verdana Re: Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 15:08
                I bzsdurą jest twierdzenie, ze kiedys dzieci były zdrowsze. Głupie
                skrzywienie kręgosłupa, ktore teraz jest doskonale leczone kończyło
                sie garbem, anginy - ciężką choroba serca i nerek. Żadem lekarz od
                50 lat nie widział skrofulicznych dzieci.
                Nie ma ludzi 100% zdrowych.
              • beniusia79 niektore robia profilaktycznie nawet 11.06.10, 22:19
                przed terminem miesiaczki....
            • najma78 Re: Nawet jeśli nie umierały dzieci już urodzone 11.06.10, 15:08
              Ja z UK. Dwie ciaze, dwoje zdrowych dzieci. O ciazy dowiadywalam sie robiac test
              w 6-7 tygodniu, wczesniej to mogl byc spozniajacy sie okres, innych objawow nie
              mialam. Tak sie skladalo, ze 1-2 dni po zrobieniu tasty zaczynaly sie plamienia
              i to nawet spore, szlam do lekarza rodzinnego, mowilam co i jak a ten umawial
              mnie do szpitala na Early Pregnancy Unit czyli specjalny oddzial dla wczesnych
              ciaz z problemami jeszcze tego samego dnia. Tam robiono mi USG oraz lekarz
              przeprowadzal dokladny wywiad. Badanie USG wychodzilo ok. nikt duphastonow na
              szczescie nie dawal, stosuja tam EBM co mi bardzo odpowiada, za 2 tyg. robiono
              nastepny a krwawienia przechodzily same. Nie ma to nic wspolnego z zakladaniem
              karty w 10 tyg. poprostu powod poronien to najczesciej wadliwy plod, do 3 to
              norma pozniej robiona jest diagnostyka i szukaja przyczyny, choc z tym bywa
              roznie bo znajoma juz po pierwszym byla diagnozowana i okazalo sie ze slusznie.
              Moja mama podobnie jak wiele kobiet w tamtych czasach nigdy nie byla u lekarza
              bedac w ciazy, pracowala 6 dni w tygodniu na caly etat, rodzila zdrowe dzieci,
              cc to byla zadkosc, ona dodatkowo miala porod posladkowy a drobna i chuda byla,
              waska w biodrach. Karmila mnie piersia ok. 2 m-cy a potem dostawalam mleko
              krowie rozcienczone woda, ekspozycji na glutem nikt nie robil itd. prawo
              naturalne czyli silniejszego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka