joana.com
17.07.10, 21:11
Tydzień temu złożyłam papiery na uczelni, dziś sprawdziłam wyniki rekrutacji na stronie internetowej, jestem przyjęta.
Niby nic dziwnego ale maturę pisałam 11 lat temu, mam trzydziechę na karku, zajmuję się głównie dziecmi i pomagam mężowi we firmie, ale nie jest to praca.
Wszyscy pozytywnie reagują na to że w końcu się zdecydowałam studiowac, ale jedna osoba mnie jakoś zdołowała, stwierdzając że w sumie to jest mi to do niczego nie potrzebne, szkoda na to kasy (bo to zaocznie oczywiście), i takie tam.
Oczywiście jej wyłożyłam swoje argumenty ale i tak podcięła mi skrzydełka.
O dziwo najbardziej namawiał mnie do tego mój M, który nie ma studiów, a propos innego wątku.
Pracowac normalnie nie mam szans, tzn, nie mam w okolicy żadnej babci chętnej do opieki nad dziecmi, stwierdziłam że jeszcze trochę poczekam aż młodsza pójdzie do przedszkola, a tymczasem zrobię to co odkładałam ten kawałek czasu.
No ale po tamtej osobie mam jakiś niesmak i mieszane uczucia