w-i-k-i
02.09.10, 20:47
Zastanawiaja mnie coraz bardziej posty utrzymane w tonie ,,moje", ,,nalezy mi
sie", ,,chce", ,,domagam sie", ,,bede miala" itp. itd. od rodzicow:
- przewaznie pokoj w ich mieszkaniu dla mnie i dla meza, a po urodzeniu dziecka moze nawet drugi,
ale musze wygrac o niego walke z reszta rodzenstwa;
- domek, ktory musza mi zapisac, ale musze uswiadomic o tym niedobre rodzenstwo;
- dzielke, ktora przeciez powiedzieli, ze mi sie nalezy, ale musze najpierw dogadac sie z niedobrym
rodzenstwem;
- mieszkanie, ktore oczywiscie jest dla mnie, bo przeciez mam rodzine i musz gdzies mieszka;
itd. itp.
Jestem goraca zwolenniczka pomocy dzieciom i sama zamierzam kupic synowi mieszkanie ,,na
start" i moze nawet przy pomocy koneksji meza pomoc mu na poczatku w karierze, ale jakby mi
przyszla synowa powiedziala, ze jej sie to nalezy, to wolalabym synowi ,,nie dac" nic, anizeli mialby
dzielic to z kobieta- nieudacznikiem, zapewne biedna intelektualnie jak i materialnie. Jak czytam
posty takiego pokroju, ludzi doroslych mieszkajacych katem u rodzicow, chcacych jakies pokoiki,
czy dzieleczki, walczacych z rodzenstwem, to nasowa mi sie tylko okreslenie bycia nieudacznikiem
zyciowym, nieodpoowiedzialnym w zakladaniu rodziny, doroslych ludzi czekajacych na decyzje
rodzicow co z mieszkaniem, co z pokoikiem, dzialeczka. Czyz to nieupakarzajace, gdy dorosli ludzie
zamiast liczac na siebie, wlasna prace i wyksztalcenie licza na rodzicow, wyklucajac sie o to, a nawet
zzalac, ze moze pokoiku nie dostana. Ja umarlabym ze wstydu!