Dodaj do ulubionych

Ciąża za czasów naszych matek

21.10.11, 12:02
Na jednym z forów równieśniczych jest wątek, w którym dziewczyny porównują, jakie dawki kwasu foliowego przyjmują. Oczywiscie, samo przyjmowanie k.f. - bardzo wskazana rzecz, ale tak sie zaczełam zastanawiac, czy nasze mamy tez miały takie "problemy"? W ogóle - czy te 30 lat temu kobiety tez na 3 mies przed planowaną ciążą łykały kwas foliowy? USG nie było, w sklepach kupowało sie to, co akurat było, pieluchy tetrowe... Że o samym juz dowiadywaniu sie o ciązy nie wspomnę - kiedys trzeba było czekac, az lekarz bedzoe mógł potwierdzic ciążę, teraz testy kupuje sie w markecie za kilka zł i od razu masz jak czarno na białym. Niedawno jedna z kolezanek u mnie w pracy powiedzuiała, ze "za jej czasów" to kobiety nie robiły takiego cyrku okołociążowego, pracowały do konca i tak sie nad sobą nie trzęsły... Moze i tak, ale jak pamietam serial sprzed 20 lat ( "W labiryncie") to pamitam sceny, gdzie bohaterka w ciązy z kolezanką lekarka piją wino i jeszcze ta lekarka mówi, ze w takich ilosciach to jak najbardziej ciezarnym sie podaje. Albo inna scena, gdzie kobieta w zaawansowanej ciązy pali papierosa i mówi, ze teraz, jak spodziewa sie dziecka, to ograniczyła palenie... He, he, juz ja widze, jak by taka scena w "klanie" przeszłabig_grin
I bynajmniej nie mam na mysli porównywania, kiedy było lepiej, a kiedy gorzej - wszystko ma plusy i minusy - ale raczej tak z ciekawości, jak to wszystko sie zmieniłosmile
Obserwuj wątek
    • martishia7 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:09
      Tak sobie myślę, że te kobiety, do których pewne przekazy powinny być adresowane i tak go nie odbiorą. Trafia ten przekaz natomiast do tych, do których nie musi - które relatywnie dobrze "się prowadzą" i sporo wiedzą , co skutkuje lekkim nakręcaniem się.
      • rosabell Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:36
        mnie tez to zastanawia, ze ludzkosc istnieje od wiekow, w wiekszosci ludzie rodza sie zdrowi, a przeciez kiedys nie bylo witaminek i cudow wiankow. pokolenia wychowaly sie bez sterylnego sloiczkowego jedzenia, ergonomicznych smoczkow, wozkow klasy mercedesa i innych bajerow.
        • triss_merigold6 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:46
          A jaka była śmiertelność okołoporodowa i umieralność dzieci do I roku życia...
          • gazeta_mi_placi Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 19:33
            Sądząc po wyżu raczej niezbyt wysoka.
        • princy-mincy Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:48
          mnie najbardziej smieszylo oburzenie wiekszosci rodziny, ze nie chcemy znac plci dziecka wink
          no jak to tak? dlaczego nie chcecie? na pewno znacie, tylko nie chcecie powiedziec! big_grin

          a przeciez oni sami nie wiedzieli, bo usg bylo wtedy wykonywane w naprawde b. rzadkich przypadkach
          moja mama w pierwszej ciazy nie miala zadnego, w drugiej raz, pod sam koniec, bo ciaza byla zagrozona
        • krecik Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:51
          > mnie tez to zastanawia, ze ludzkosc istnieje od wiekow, w wiekszosci ludzie rod
          > za sie zdrowi /.../

          A jak dlugo zyli.... Ohoho...

          Ag
          • wueska Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:56
            Nie było USG - w ostateczności robiono RTG - a matka się musiała potem martwić. Nie dostawało się dziecka od razu po porodzie, nie było "porodów rodzinnych".
            • iwles Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:06

              RTG w ciąży ?????
              • wuika Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:11
                Kiedyś w przypadku wątpliwości co do położenia dziecka i zdolności matki do urodzenia go naturalnie, podpierano się RTG z małymi (jak na owe czasy suspicious) dawkami. Opowiadały mi położne z długoletnim doświadczeniem, więc to nie czasy całkiem zamierzchłe, ale tak np. pokolenie wstecz.
                • wueska Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:26
                  Owszem, RTG w ciażysmile I oczywiście, że te dawki nie były olbrzymie, ale dla ciężarnej, która jeszcze w służbie zdrowia nie jedno widziała i niekoniecznie w dobrym znaczeniu, nie oznaczało to spokoju umysłu. A wyobraźcie sobie, że taka konieczność zaszłaby teraz, zawał na miejscu. Dlatego cieszę się, że trochę ta medycyna drgnęła i zmienia się ciągle podejście i traktowanie ciężarnych - pod kątem zdrowia ich i dziecka. Nie można mieć wszystkiego na raz, ale fakt, że nie czeka mnie żadne rtg uważam za radosny (a to tylko 30 lat temu byłowink)
                  • dziennik-niecodziennik Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:02
                    bez przesady. w końcówce ciązy, kiedy dziecko jest juz ukształtowane i tylko rośnie, standardowy rentgen nie zaszkodzi.
                  • jowita771 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:11
                    Jak staraliśmy się o dziecko i nie wiedziałam, czy nie jestem w ciąży, a miałam robione prześwietlenie, to pookrywali mnie fartuchami.
                    • 3-mamuska Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 18:52
                      jowita771 napisał:

                      > Jak staraliśmy się o dziecko i nie wiedziałam, czy nie jestem w ciąży, a miałam
                      > robione prześwietlenie, to pookrywali mnie fartuchami.
                      Bo wtedy jeszcze sie dziecko ksztaltuje i moga zostac uszkodzone organy wewnetrzne,a jak pod koniec ciazy dziecko tylko zbiera tluszcz to juz raczejnienie mozna nic uszkodzic.Chodz wiadomo lepiej nie robic niz robic,ale czase to koniecznosc byla.
                      • donkaczka Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 11:29
                        rtg bylo standardowo robione na poczatku ubieglego stulecia, zrezygnowano dopiero po uswiadomieniu sobie, jak szkodzi to dzieciom
                        zreszta, jesli chodzi o rozne procedury, to nie zalowano sobie, "znieczulanie" skopolamina i zapinanie rodzacych w pasy, plany odnosnie usypiania rodzacej i wyciagania dziecka kleszczami - tasmowo, bo porod szkodliwy i bolesny jest
                        historia medycyny jest fascynujaca
          • iwoniaw Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:13
            Hasło o "ludziach w większości zdrowych", którzy się kiedyś rodzili, jest doprawdy urocze.
            Zdrowi to owszem, dożywali okresu reprodukcyjnego. Zanim się zacznie pisać podobne rzeczy, lepiej przyjrzeć się ówczesnym statystykom poronień, śmierci wcześniaków, śmierci niemowląt donoszonych, śmiertelności wśród dzieci, sprawdzić, jak wygląda kondycja tych "zdrowych" dziś 40-letnich na tle innych krajów i wtedy wołać, że się z ciążą dziś za bardzo cacka.
            • znowu.to.samo Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:30


              > Hasło o "ludziach w większości zdrowych", którzy się kiedyś rodzili, jest dopra
              > wdy urocze.


              hehe bo tylko najsilniejsze okazy były w stanie przetrwać przy tamtejszym stanie słuzby zdrowia wink stąd złudzenie że ludzie byli w wiekszości zdrowi big_grin
          • rosabell Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:51
            krecik napisała:

            > > mnie tez to zastanawia, ze ludzkosc istnieje od wiekow, w wiekszosci ludz
            > ie rod
            > > za sie zdrowi /.../
            >
            > A jak dlugo zyli.... Ohoho...
            >
            > Ag


            nie pisze o tym co bylo 500 lat temu tylko 50,30..
            • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:52
              Krócej żyli te 50 czy 30 lat temu. Oczywiście, dłużej niż 500 lat temu, ale jednak krócej niż teraz wink
            • sanciasancia Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:04
              > nie pisze o tym co bylo 500 lat temu tylko 50,30..
              Śmiertelność okołoporodowa i dzieci do I-go roku życia była o rząd wielkości większa.
              Przykładowo w roku mojego urodzenia była mniej więcej taka, jak teraz jest w Sudanie.

              W ogólności żyli, Ci co przeżyli:
              * poród i doby okołoporodowe,
              * nie złapali przypadkiem jakiegoś dziada w szpitalu,
              * nie umarli na zapalenie płuc,
              * nie urodzili się przypadkiem z wadą serca,
              * nie próbowali utopić się w niezabezpieczonym szambie albo innej studni, ew. beczce, do której zbiera się wodę z rynny,
              * nie wylecieli przez przednią szybę samochodu, bo byli nieprzypięci i nie rozdyźdali się na drodze,
              * nie zostali rozjechani na przejściu dla pieszych, na którym nie było świateł,
              * wyszły z sepsy, którą złapały po cesarce w renomowanym szpitalu Akademii Medycznej,
              * zdążyła do nich dojechać karetka...
              Itp.
              Kocham te porównania i teksty o tym, jak próbowaliśmy się w latach 80-tych zabić i nam się na szczęście nie udało.
    • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:55
      Kiedyś kobiety nie łykały kwasu foliowego, toteż rodziło się więcej dzieci z wadami OUN (np. rozszczep kręgosłupa). Oczywiście, że ryzyko takiej wady wrodzonej nie jest dużo - ale skoro można je jeszcze zmniejszyć poprzez łykanie kwasu foliowego, to chyba warto.
      Owszem, teraz jest nadmierny "cyrk" wokół ciąży wśród większości kobiet, w szczególności zaś wykształconych i nastawionych perfekcjonistycznie. Osobiście znam kilka kobiet, które przez całą ciążę i okres karmienia nie piły ... herbaty. Bo wiadomo, teina to jak kofeina, a kofeina to zbrodnia. Kawy też nie piły, oczywiście. Przesada i tyle.
      • triss_merigold6 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 12:58
        No alkoholu mogę nie pić, ale z herbatą i kawą to przegięcie. Herbata to mój podstawowy płyn, a kawa trzyma mnie przy życiu rano, karmię i jakoś nowemu dziecku ta kawa nie wadzi.
        • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:01
          Pewnie. Ale naprawdę sporo kobiet nie pije, bo gdzieś wyczytały że kofeina jest niehalo. Nie doczytały już, że dotyczy to dużych ilości - albo też raczej podchodzą do sprawy perfekcjonistycznie.
      • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 08:42
        Trzęsa się o ciąże kobiety póxno rodzące pierwsze dziecko bo często jest ono jedynym. Kiedys kobiety rodziły wczesniej, wiecej dzieci.
    • mary_lu Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:05
      To ma być kolejny wątek "kiedyś niczym się nie przejmowano, a dzieci takie zdrowe się rodziły"? Litości, akurat kwas foliowy jest koronnym przykładem na to, jak drobna interwencja może niemal wyeliminować ryzyko powstania jednej z bardzo poważnych wad wrodzonych.

      Moja mama jedną ciążę bez sensu straciła, jedną przenosiła tak, że dziecko urodziło się niemal zaduszone, przy innej ciąży spędziła kilka dni w rozsypce, bo lekarze nie mogli ustalić, czy ciąża w drugim trymestrze jest jeszcze żywa, czy nie.

      Jej kuzynka straciła wyczekiwane dziecko, bo we wczesnej ciąży miała wykonywane zdjęcie RTG. Teraz zrobiono by jej test, ale wtedy, choć ciotka ciążę podejrzewała, lekarz stwierdził, że w ciązy nie jest.

      Popalająca (twierdziła, że "popalała", pewnie normalnie paliła) siostra mamy urodziła dziecko o bardzo małej wadze, z niewydolnymi płucami.

      Co do "pracowania do końca" - większość moich ciotek, a mama we wszystkich ciążach, z powodu plamień na poczatku, miały zwolnienie na całą ciążę. Mnie dokładnie zdiagnozowano i mogłam sobie przynajmniej leżeć w domu, mama większość ciąż przeleżała w szpitalu. Opowieści stamtąd ma niesamowite.


      Przed założeniem takich watków proponuję poczytać choćby dane statystyczne o śmiertelności niemowląt teraz i kiedyś. Albo zapytać własnego położnika, ile obecnie rodzi się dzieci z mózgowym porażeniem, ile 20 lat temu i dlaczego liczby się zmieniły.
      • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:47
        Albo zapytać własnego położnika, ile obec
        > nie rodzi się dzieci z mózgowym porażeniem, ile 20 lat temu i dlaczego liczby s
        > ię zmieniły.

        Cóż, czyżby upowszechnienie się cesarskiego cięcia? smile
        • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:07
          No coś ty?! Tego okropnego, niezdrowego, niezgodnego z Naturą (plackiem na twarz przed tym słowem, degeneraci) cesarskiego cięcia? ;-P
        • sanciasancia Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:05
          Nie słyszałaś, że
          Cesarskie cięcie w stosunkowo niewielkim odsetku sytuacji jest zabiegiem ratującym życie. Ze współczesnych badań naukowych wynika, że dla większości kobiet i dzieci ryzyko, jakie niesie za sobą poród operacyjny przewyższa korzyści z niego płynące.
          • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:29
            Fundacja "Rodzić po ludzku" jest fundacją silnie zideologizowaną.
            Co jest widoczne nawet w przytoczonym przez ciebie linku. Nikt poważny nie pisałby w ten sposób:
            "Poniżej przedstawione zostały wnioski będące wynikiem drobiazgowej analizy wielu wiarygodnych, poprawnych metodologicznie badań naukowych"
            bez przytaczania źródeł.
            • sanciasancia Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:37
              > Fundacja "Rodzić po ludzku" jest fundacją silnie zideologizowaną.
              A zwróciłaś uwagę, jak oni pięknie manipulują danymi statystycznymi, żeby wydźwięk podawanej informacji był odwrotny? Uczyć się od nich można.
              • katia.seitz OT 21.10.11, 18:22
                A owszem, owszem smile
                OT - Rzeczywiście niezła ta wypowiedź Kurtykowej w sygnaturce, zgroza uncertain
    • zabulin odpadniecie 21.10.11, 13:10
      jak wam coś napisze.

      moja śp. Mama opowiadała mi dwie historie z czasow gdy rodziła mnie. Na świat przyszlam 31 lat temu w Krakowie.

      1. Oczywiście nie było wtedy takich "cudow" jak jedynki do rodzenia wink. Sale poporodowe tez były wieloosobowe.
      No i własnie na taka salę przed obchodem lekarskim wchodziła połozna/pielęgniarka, zeby pacjentki przygotowac do obchodu. W sensie ich krocza , coby nie raziły szanownego jury wink swym wygladem.
      Czyli myjemy, drogi Panie. Wyglądało to tak- wchodzila kobitka z wiadereczkiem i myjką na kijku. Polozna zamoczyla myjkę, pzretarła krocze pacjentki, wyplukala myjke w tym samym wiaderku i następna i nastepna i nastepna.

      Jak oszczednośc wody. Pomyślcie.

      Fuj, no nie??

      2. W tym czasie we wzmiankowanym szpitalu zdarzył się wypadek na porodówce. Rodząca na łóżku tak się rzucała i wiła, ze wsadziła glowę między te matalowe pręty lożka. Rodziła a ślusarz przepiłowywał barierki.
      Wyobrazacie sobie teraz takie historie??

      • martishia7 Re: odpadniecie 21.10.11, 13:15
        Padłam. Przypomniała mi się historia mojej cioci, jak miała występować w programie typu "gadające głowy" i przyszła pani z puszkiem, coby politykierów przypudrować, żeby się nie świecili. I do wszystkich po kolei z jednym. Moja ciocia postawiła stanowcze veto, pani z tv była mocno oburzona, że jak tak można.
        • andaba Re: odpadniecie 21.10.11, 13:23
          Co wieloosobowych porodówek to nie jestem własna matka, a wtyłącznie na takich rodziłam, no dobra, nikt nie mył nas mopem... Za to gdy przyjechałam z któryms dzieckiem do porodu, z kilkucentymetrowym rozwarciem, po odejsciu wód, połozna kazała mi sie połozyć na kozetce w IP celem zbadania. Przescieradło na kozetce wskazywało, ze wczesniej komus tez sie na nim wody wylewały. Zwróciłam uwage, ze jest plama, pani wzięła i odwróciła przescieradło na lewą stronę. Dziecko miałam miedzy nogami, nie chciało mi sie robic zadymy, potem troche żałowałam...
          • bri Re: odpadniecie 21.10.11, 13:41
            Jak jak trafiłam na porodówkę to kazali mi gołą dupą (też mi się wody ulewały) usiąść na obitym skajem fotelu do przewożenia pacjentów. Moja prośba o podłożenie jakiejś ligniny została spełniona, ale odczytana ewidentnie jako fanaberia, bo pielęgniarka się zawiesiła na dobre pół minuty, jak o to poprosiłam i nie omieszkałam wykonać porozumiewawczej miny do pan od usg.
          • heca7 Re: odpadniecie 21.10.11, 13:49
            Moja mama pierwsze dziecko urodziła 47lat temu. Sale porodowe były kilkuosobowe oczywiście. Dziecko dostała po 7 godzinach. Potem 10 lat przerwy i znów porodówka. Tym razem ze mną. Ciąża była mocno przenoszona i dodatkowo 3miesiące przed zajściem w ciążę poprzednią poroniła. Leżała w szpitalu bo wdało się zakażenie. Mogła leżeć tylko na brzuchu bo nogi i pośladki miała sine od zastrzyków z penicyliny. Wreszcie się urodziłam 13 dni po terminie, 4350. Zielona i wody były zielone. Skończyło się tym, że jestem uczulona na penicylinę.
            Szycie wyglądało tak , że oprócz szwów zakładano "klamerki" metalowe. A przemywanie wyglądało tak, że przychodziła pielęgniarka ze szczypcami i w nich trzymała waciki, moczyła je w płynie odkażającym i szorowała po tych klamerkach! Jakiś sadyzm!
            Moja teściowa wspomina, że poród (38lat temu) odbył się tylko z położną, która na koniec otworzyła okno i zawołała lekarza, który na parkingu naprawiał swój samochód, że "szycie będzie!" wink
            Oczywiście leżało się 7 dni a dzieci przynosili tylko na karmienie.
            • an_ni Re: odpadniecie 21.10.11, 13:58
              > Oczywiście leżało się 7 dni a dzieci przynosili tylko na karmienie.

              raj na ziemi!!
              • dziennik-niecodziennik Re: odpadniecie 21.10.11, 16:09
                no bo tak powinno byc. powinni przynosic na karmienie i do poprzytulania się, a reszte chociaz na poczatku niech odwala ktos inny. matka sie jeszcze urobi big_grin
                • przeciwcialo Re: odpadniecie 22.10.11, 08:47
                  W szpitalach gdzie fundacja rodzic po ludzku nie wetkneła solidnie macek nadal tak jest, ja tak każde dziecko rodziłam, przewijali, kapali, przynosili na karmienie, jak nie chciałam karmic to nakarmili. Ja wypoczywałam. Od pracy prz dziecku były pielegniarki. No i był zakaz gości w salach, miód po prostu. Pokój odwiedzin dla chetnych a w salach matek spokój.
                  • noname2002 Re: odpadniecie 22.10.11, 08:56
                    O, chyba rodziłam w tym samym szpitalu. Rewelacja.
                    • przeciwcialo Re: odpadniecie 22.10.11, 09:09
                      Ja jak słuchałam o Room-ingach czy jak się to pisze to gesiej skórki dostawaąłm po opisach jak połoznice ledwie chodzące doginały przy noworodkach.
                      A mnie nawet kawke zaproponowano kiedy nie karmiłam. Marzenie. Taka ciepła, z mlekiem....mniam.
                      • ciociacesia a ja rodzilam w jednym z 22.10.11, 10:45
                        najbardziej 'zamackowanych' przez rodzic po ludzku szopitalu i wiesz co? tez mi dziecko kapali i przewineli 2 razy dopuki nie zajarzylam jak to sie robi. no masakra po prostu, urobilam sie przez ten rooming in po lokcie
                        • przeciwcialo Re: a ja rodzilam w jednym z 22.10.11, 14:31
                          Pietnascie lat temu na salach ogólnych pielegniarki zajmowały się dziecmi a na roomingowych palcem nie kiwały. Dziewczyny płaciły za mozliwość bycia z dzieckiem i płakały.
                  • sabciasal Re: odpadniecie 23.10.11, 22:43
                    rozumiem, ze w szpitalu w Leśnej Gorze fundacja rodzić po ludzku nie wetknęła tych swoich macek? Bo pamiętam, ze początki jej działalności to czasy zamkniętych porodowek dla kogokolwiek, kontaktu z dzieckiem kilka razy dziennie (bynajmniej nie na życzenie matki, tylko wg grafiku), systematycznego nacinania krocza i słynnych publicznych lewatyw i golenia krocza na izbie przyjęć. o takich oczywistościach jak dolargan i leżenie przez cały poród nie wspomina, bo do dzisiaj sa szpitale gdzie otrzymuje się to w pakiecie. JA to pamiętam niestety. I nie chce powrotu. Dlatego delikatnie protestuję w obronie fundacji. Rodziłam drugie dziecko w szpitalu w pełni respektującym zasady rodzic po ludzku i też nie musiałam tknąć dziecka - tylko go karmiłam. Oznacza to chyba, ze problem tkwi w personelu i zwyczajach, a nie zasadach które bogu dzięki udało się zmienić. W dobrym szpitalu nikt nie kaze położnicy zajmować się dzieckiem 24/h.
            • sanciasancia Re: odpadniecie 21.10.11, 15:10
              1. Moja teściowa wspomina do dzisiaj, że jak urodziła pierwsze dziecko, na ośmioosobowej sali leżało 6 dziewczyn ze zdrowymi dziećmi, jedna, która chciała oddać dziecko do adopcji i jedna, której dziecko zmarło przy porodzie.
              Sama swoje dziecko zobaczyła dopiero po 11-tu dniach, bo miała cc.
              2. Moja babcia, wtedy studentka medycyny, rodziła w towarzystwie całej swoje grupy, bo ktoś wpadł na pomysł, że fajnie będzie, jak zobaczą jej poród.
              • martishia7 Re: odpadniecie 21.10.11, 15:15
                Znajomy ostatnio opowiadał historię tego jak sam się rodził. Jego matka już wtedy uczyła na akademii medycznej i jeden z kolegów przyprowadził stadko studentów z hasłem "A to pani dr X, będzie z państwem mieć zajęcia z....". Ponoć matka, chociaż osobą spokojną jest, pożegnała studentów gromkim "wypier....".
                • sanciasancia Re: odpadniecie 21.10.11, 15:16
                  I dobrze zrobiła.
                  Jak mi się student wślizgnął do sali w czasie skurczów wymusiłam na nim formalne zapytanie się mnie, czy zgadzam się na jego obecność.
                  • franczii Re: odpadniecie 21.10.11, 18:25
                    I zgodzilas sie potem?big_grin
            • jowita771 Re: odpadniecie 21.10.11, 16:31
              > Moja teściowa wspomina, że poród (38lat temu) odbył się tylko z położną, która
              > na koniec otworzyła okno i zawołała lekarza, który na parkingu naprawiał swój s
              > amochód, że "szycie będzie!" wink

              Ciekawe, czy ręce chociaż umył wink
              • heca7 Re: odpadniecie 21.10.11, 19:04
                Ręce chyba umył bo teściowa żyjewink Ale podobno szycie było fatalne i lekarze proponowali kosmetykę.
            • m.i.n.e.s Re: odpadniecie 21.10.11, 17:43
              heca7
              dziecko patrzy sie na mnie jak na glupia, a ja sie nie moge przestac smiac. smile
              Musze popytac mame, ona tez rodzila w zamierzchlych czasech.Moze opowie cos ciekawego.
    • olena.s Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:37
      Miałam cukrzycę ciążową. Dość łagodną. Ale kułam się w palec przed i po każdym posiłku. Lekarz ustawiał coraz bardziej restrykcyjna dietę, pod koniec ciąży mialam chyba osiem posiłków dziennie plus codzienną kontrolę przepływów łozyska, w efekcie - wczesniejsza cesarka. Moja mama wzdychała, że ona w ciązy widziała lekarza ze trzy razy - z czego raz na porodówce. (Niemniej jeszcze pod koniec lat siedemdzisiątych dzieci z cukrzycy ciążowej w dużej mierze ginęły - nie pamiętam, chyba coś pod 30 procent).
      Za to u mamy w szpitalu kobitka na sali poporodowej paliła papierosa i popiół zleciał jej na głowę dziecka. "Popiół, najczystsza rzecz na świecie" - skonkludowała.
      • olena.s Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:40
        O kurczę, ukłułam się, nie kułam. Przepraszam.
      • katia.seitz Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:55
        Też się tak zastanawiam nad tą cukrzycą - chyba z połowa moich koleżanek w ciąży ją miała, w tym ja. Kryteria są w dodatku coraz bardziej restrykcyjne - kiedyś dany stan nie byłby określany jako cukrzyca, teraz jest.
        Oczywiście ja przestrzegałam diety (co zresztą dobrze zrobiło mojej figurze big_grin), ale mam wrażenie, że w niektórych przypadkach jest to takie dmuchanie na zimne.
        • olena.s Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 13:31
          To możliwe, ale możliwe też jest, że z jakiegoś powodu nasze trzustki świrują częściej, niż 50 lat temu.
          • donkaczka Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 13:35
            no na przyklad podrasowane jedzenie, cukier jest w chlebie, wedlinie, ketchupie..
            a cukrzyca nabyta zbiera poklosie wsrod dzieci z krajow uprzemyslowionych
    • wuika Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 13:45
      Tak, kiedyś też palił niemalże każdy, za to do wieku, gdzie normalnie diagnozuje się raka płuc nie wszyscy już dożywali. Kiedyś też podawano dzieciom pieluchę zamoczoną w glukozie / alkoholu / makuchach, żeby spało po nocach. Bardzo fajne metody, nieprawdaż? Dzieci taki zdrowe były - te, które dotrwały do nieco poważniejszego wieku.
    • atowlasnieja Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:08
      No nie mówcie, że w 20 - 30 lat temu medycyna zupełnie nie istniała.

      Moja mama miała przekopy na sam koniec porodu czy nawet przy połogu... od zaprzyjaźnionej osoby pracującej na tym oddziale dowiedziała się później, że dziesięć lat wcześniej lekarze mogli nie dać rady jej pomóc.


      Ale sama pamiętam jak kuzynka wyzwała żonę swojego brata że "laska ma fanaberie" bo "sobie poszła pooglądać dzieciaka w brzuchu" jakieś 18 lat temu.
      • aqua48 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:23
        Tak, moja babcia przed wojną urodziła 11 dzieci, przeżyło tylko 7, nie było antybiotyków. Mama rodziła mnie też dawno temu, wtedy dostawało się o określonych godzinach pakunek do karmienia i wio na salę ogólną. Mama mnie zobaczyła w całości dopiro po powrocie do domu.
        Jak ja rodziłam swoje dzieci, to dostałam je już na brzuch, i mogłam mieć cały czas przy sobie, ale dostęp do jedynego takiego szpitala w Krakowie był po znajomości, albo za zameldowaniem w odpowiedniej dzielnicy. Z USG natomiast był problem, jak mi robiono z innych powodów, a zapytałam o płeć dziecka, to dostałam opieprz od lekarza, że jak śmiem pytać o coś takiego, bo ważne tylko czy dzieciak zdrowy. O żadnym kwasie foliowym nie było jeszcze mowy. Żelazo brałam w ciąży. I załapałam się na kontyngent pieluch tetrowych i flanelowych oraz ciuszków kupowanych "na książeczkę zdrowia". A zamiast pampersów była "sucha pielucha" za dolary w peweksie.
    • leilana26 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:23
      moja mama będąc w ciąży 36 lat temu nie miała absolutnie pojęcia czego spodziewac się w ciąży i co powinno niepokoic. Wszelkie uwagi które próbowała konsultowac z lekarzem czy położną były zbywane. a to nie były jakies błache sprawy.
      Literatura fachowa z tamtych czasów była fatalna i wręcz pomijała etap ciąży i objawów porodu.
      teściowa wspominała że do niej do domu przychodziły połóżne lub pielegniarki by kąpac dziecko i była w szoku że ja sama to robiłam bo od tego są połozne...
      • olena.s Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:36
        I przede wszystkim - nie było e-matki.
        W związku z czym moja mama przymuszona przez babcię poleciała do lekarza, że dzieciakowi zęby sie nie wyżynają. I doczekała się odpowiedzi "jestem pediatrą od 40 lat i jeszcze nie widziałam dziecka, któremu by zęby nie wyszły".
        Nie było forum "strata dziecko, chore dziecko" - dotknięta nieszczęściem matka nie miała grupy wsparcia, jaką łatwo dziś znaleźć przez internet.
        • an_ni Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:53
          > W związku z czym moja mama przymuszona przez babcię poleciała do lekarza, że dz
          > ieciakowi zęby sie nie wyżynają. I doczekała się odpowiedzi "jestem pediatrą od
          > 40 lat i jeszcze nie widziałam dziecka, któremu by zęby nie wyszły".

          no i przez takich lekarzy wiele wad wrodzonych i nabytych, wiele chorob mniej znanych nigdy nie zostalo wykrytych co niewatpliwie skracalo zycie ludziom
          nie mowiac o krzywych zebach, nogach, wadach postawy, wzroku, zaburzeniach rozwoju itp itd
          • olena.s Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:00
            Ale one wyszły, słowo, tylko ciut później. Wiem na pewno, moje w końcu były.
          • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:36
            Nie pisz głupot. Przypuszczam że teraz wiecej kłopotów zdrowotnych mają dzieci. Za moich czasów w szkole byłą pielegniarak, lekarz, stomatolog. Były bilanse, szczepienia, leczenie zebów, ortodonci mieli inne metody ale byli więc kto dostał zlecenie i z niego skorzystał to aparat nosiła. jak rodzicowi sie nie chiała do ortodonty fatygowac to dziecko miało krzywe zeby. To samo z okulista czy innym specjalista, pielegniarka z lekarzem pisali skierowania irodzic miał obowiązek z dzieckiem pójśc.
            • kai_30 Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 19:09
              > Za moich czasów w szkole byłą pielegniarak, lekarz, stomatolog. Były bilanse,
              > szczepienia, leczenie zebów, ortodonci mieli inne metody ale byli więc kto dost
              > ał zlecenie i z niego skorzystał to aparat nosiła. jak rodzicowi sie nie chiała
              > do ortodonty fatygowac to dziecko miało krzywe zeby.

              Ano. Ja pamiętam, że miałam zapisany taki aparacik zakładany tylko na noc. Oczywiście nikt mi o zakładaniu nie przypominał, a może protestowałam, nie pamiętam, w każdym razie - zgryz mam krzywy do tej pory uncertain
        • ledzeppelin3 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:53
          Znacznie więcej dzieci umierało w okresie okołoporodowym, nie ratowano wcześniaków, neonatologia bardzo się rozwinęła przez ostatnie 30 lat. Kto wzdycha z rozrzewnieniem za tamtymi czasami, powinien pojechac popracować jako wolontariusz do szpitala w biedniejszej prowincji Chin.
        • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:30
          I madrze pediTRA PRAWIŁ. tERAZ FORUMKI WYSŁAŁYYBY MATKE NA TERAPIĘ ABY SOBIE PORADZIŁA ZE STRESEM A DZIECKU ZLECIŁY WYKONANIE BADAŃ SPECJALISTYCZNYCH Z tk WŁACZNIE big_grin Przepraszam za capsa.
        • ga-ti Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 10:21
          olena.s napisała:

          > I przede wszystkim - nie było e-matki.
          > W związku z czym moja mama przymuszona przez babcię poleciała do lekarza, że dz
          > ieciakowi zęby sie nie wyżynają. I doczekała się odpowiedzi "jestem pediatrą od
          > 40 lat i jeszcze nie widziałam dziecka, któremu by zęby nie wyszły".
          > ...

          I przez takie podejście zmarł roczny brat mojej teściowej. Zęby się nie wyrzynały, a jak zaczęły to kilka na raz. Dzieko dostało bardzo wysokiej gorączki i zmarło. A wystarczyło naciąć dziąsełka. No przecież lekarz też nie znał dziecka, któremu by zęby nie wyrosły uncertain
      • znowu.to.samo Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 14:54
        Mama opowiadała że kiedyś zawijało sie cukier w pieluche i dawało dziecku do ssania surprised

        Pamietam jak tata jeżdził po bobofruty do warszawy i stał po nie w kolejkach, a potem sie złoscił ze nie chcemy ich pić. A mój młodszy brat załapał sie na pampersy, a to dlatego ze mamie koleżanka z Niemiec przywoziła i zakładane były tylko w gości albo do lekarza.
    • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:03
      Ja w ciąży chodziłam 24 lata temu. U lekarza był obowiązek być raz na miesiąc i z wykonanymi podstawowymi analizami (mocz, cukier, morfologia). Lekarz lekarzowi nierówny w podejściu do prowadzenia ciąży. Wielu było takich, którzy "dogłębnie" badali pacjentkę najwyżej do połowy ciąży. Potem już tylko macali brzuch. Mój doktor kazał mi włazić na "samolot" do ostatniej wizyty. I dobrze - wykrył stan zapalny, który zdążyłam wyleczyć do końca ciąży.
      USG było tylko dla bardzo problematycznych ciąż. Brak powszechnego dostępu do widoku zarodków i innych takich rewelacji owocował sporą dozą obojętności na wczesne poronienia. A brak testów ciążowych brakiem wiedzy na temat większości tych wczesnych ciąż. Spokojniej było.
      Alkohol w małych ilościach doktorowie pić pozwalali, chyba już bardziej gonili za papierosy. Ale alkohol ma tak mocną pozycję w narodzie, że nawet uczony głowy skłonne są dokonywać zawiłych racjonalizacji, by odczernić jego PR.

      Zajście w ciążę nie było problemem - bezpłodność rzadko dopadała małżeństwa. Ciąża więc, szczególnie wczesna, nie była towarem szczególnie deficytowym.
      Rodziły się czasem dzieci poważnie chore (lub bardzo wczesne wcześniaki) i najczęściej umierały szybko. Kwas foliowy i inne wynalazki wspomagające poczęcie i donoszenie ZDROWEGO dziecka... bardzo pożądane, szczególnie w czasach, gdy w ciążę zajść niełatwo a większość uszkodzonych noworodków daje się uratować. Kiedyś, jeszcze na mojej nie tak odległej młodości, chore, a za chwilę martwe dziecko, opłakiwało się szczerze, a zaraz potem miało się nowe. Nie wartościuję - nie mnie oceniać, co lepsze, co gorsze - tak sobie tylko dumam.
      • kropkacom Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:24
        Dumać to sobie można do woli. Zaproponujcie swoim córkom aby się tak w ciąży zachowywały...
        • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:33
          A dlaczego niby miałabym proponować swojej córce zachowania, które mnie nei dotyczyły? W ciąży nie paliłam, nie piłam (choć przyzwolenie ze strony wielu lekarzy było), dobrze się odżywiałam, chodziłam do lekarza, robiłam zalecone badania i dmuchałam na zimne. Czyli tak, jak ciężarne teraz. Pomimo braku widoczków własnego "pięciotygodniowego maluszka" na USG, dobrze wiedziałam, jak takowy wygląda, bo wstrętu do książek i atlasów nie miałam. Poza tym od pierwszego błysku świadomości bycia w ciąży kochałam dziecię me miłością wielką i gwałtowną.
          Piszę, jak było/bywało. Niczego nikomu nie proponuję.
    • swinka-morska Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:04
      Ze wspomnień mojej mamy - w zaawansowanej ciąży z drugim dzieckiem odwoziła starszaka do przedszkola zatłoczonym tramwajem - nigdy nikt nie ustąpił jej miejsca bez poproszenia.
      Zakaz noszenia majtek w szpitalu, wymalowanie żrącym i nie dającym się zmyć środkiem odkażającym od biustu po kolana.
      Aha - mój młodszy brat żyje dzięki patronażowej wizycie położnej w domu, bo go wypisano z porodówki z zapaleniem płuc...
      • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:09
        Jezu, a mnei zawsze ustępowali w tramwajach i autobusach! Nigdy nie stałam dłużej niż 2 minuty. Nie, to nie było w Warszawie wink
        • swinka-morska Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:36
          Owszem, w Warszawie, tylko dawniej niż 24 lata temu wink
          I trasa tramwaju niedaleko popularnego bazaru, więc uroki bab z siatami w dzień targowy itd.
      • wuika Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:11
        Zakaz noszenia majtek w niektórych szpitalach obowiązuje aż do teraz. Na moje szczere oburzenie na próby usprawiedliwiania tego przez kobiety, które przeszły to niedawno, na zdanie że personel to mi może zalecić wietrzenie czy bawełnę, a nie wymagać braku bielizny, dowiedziałam się, iż moje podejście do tematu jest związane z mym zahamowaniem tongue_out
        • dlania Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:53
          Znam jednego wczesniaka z 26 tygodnia sprzed 28 lat i matkę trojaczków sprzed 25 lat. Oba porody naturalne, w prowincjonalnym szpitalu, bez aparatury. W glowie mi sie nie mieści, a jednakwink
          Jednak nie ma wątpliwości, że szanse na przezycie dzieci z takich ciąz dziś maja nieporównywanie większe.
        • azjaodkuchni Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:53
          Moja teściowa poszła rodzic z bólami i bez wód płodowych swoje drugie dziecko w Sylwestra w drzwiach " porodówki" usłyszała od pijanej położnej...też sobie dzień wybrałaś... brat męża urodził się w Nowy Rok teściowa urodziła go sama i zawołała położną przeżył...pewnie dlatego, że był mały i drugi w kolejności.. Szczerze współczuję teściowej przeżyć.
          • martishia7 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 19:07
            > Sylwestra w drzwiach " porodówki" usłyszała od pijanej położnej...też sobie dz
            > ień wybrałaś... bra

            Moja ciocia rodziła w Wigilię, ponad 30 lat temu. Podobne klimaty. Pęknięta miednica. Więcej dzieci nie miała, nie mogła.
          • noname2002 Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:06
            A to tak jak moja mama, tylko to było lato i późny wieczór, została powitana tekstem "o której k... przylazła tu rodzić".
    • lelija05 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:49
      Taaak, kiedyś wszystko było lepsze...
      Tylko wystarczy się przejść po pierwszym lepszym cmentarzu i zobaczyć ile jest grobów dzieci urodzonych w latach 60, 70, 80.
      Byłam w latach 80 tych w sanatorium, długo musiałam czekać, ilość dzieci, która się tam leczyła, była przerażająca, a dostać się do Zakopanego czy Rabki, to w ogóle był cud.
      Moja mama, babcia, czy inne krewne tylko oczami przewracają gdy się wspomni jak to za "ich czasów" z opieką nad ciężarnymi bywało, metalowe klamry do tej pory wspominają ze zgrozą.
      Ja dopiero niedawno, oglądając jakiś artykuł o dzieciach z FAS dostrzegłam podobieństwo twarz do co poniektórych szkolnych łobuzów, teraz już wiem, że to nie - taka uroda, a skutek picia alkoholu w ciąży.
      A o ilości osób z astmą i alergiami w moim otoczeniu, to już nie wspomnę.
      A czy ktoś się kiedyś przejmował skazą białkową? Krosty na twarzy? E tam, posmaruje się i przejdzie. Brzuch boli? Da się kropelek, albo nalewki z orzechów i przestanie.
      Katar? Biseptol i przejdzie. A to, że to był katar sienny, to drobiazg, kto tam wtedy słyszał o alergii.
      I ja się bardzo cieszę, że nastąpił postęp, jest większy dostęp do wiedzy i niektórych schorzeń możemy uniknąć, że nie wspomnę o szczepionkach.
    • aurinko Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 15:50
      Sama mam porównanie jak to było kiedyś...prawie 17 lat temu poszłam w piątym mcu pierwszy raz do ginekologa, dopiero wtedy miałam jakieś badania, sprawdziłam w karcie ciąży - mocz, morfologia, WR i to wszystko. Wizyty u lekarza raz w miesiącu. Powtórka badań była na miesiąc przed porodem. W szpitalu pierwsze usg tuż przed porodem, wcześniej jak pytałam ginekologa o usg to mnie zrugał że po co mi, że sobie wymyślam jakieś zachcianki.
      Nie raz sobie pomyślałam, jakie o to szczęście, że urodziłam zdrowe dziecko.
      Kolejne dwie ciąże były już w 21 wieku wink
      • nangaparbat3 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 18:22
        aurinko napisała:

        > S Wizyty u lekarza raz w mie
        > siącu.
        A co ile wg ciebie powinno sie badac?
        • aurinko Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 18:48
          nangaparbat3 napisała:

          > aurinko napisała:
          >
          > > S Wizyty u lekarza raz w mie
          > > siącu.
          > A co ile wg ciebie powinno sie badac?

          Czytaj ze zrozumieniem, pisałam o wizytach a nie badaniu.
          • nanuk24 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 19:34
            Teraz tez jest raz w miesiacu wizyta, dopiero pod koniec ciazy czesciej
            • noname2002 Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:11
              Ale badania krwi i moczu przy każdej wizycie, w każdym razie mój lekarz tak zlecał. Anemię, cukrzycę ciążową czy zakażenia bakteryjne można tak wykryć, a to jednak dość częste w ciąży przypadłości.
            • aurinko Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:57
              Ja miałam co 3 tygodnie, od 20tc co 2 tygodnie (ostatnie 2 ciąże).
              Chodzi o to, że przy pierwszej ciąży (prawie 17 lat temu) wizyty były tylko kwestią pieczątki w karcie ciąży. Zero badań, zero skierowań choćby na morfologię czy bad. moczu. Pierwsze badania miałam na pierwszej wizycie (5 mc) a kolejne dopiero na końcówce ciąży. Dziś badania wykonuje się częściej, z reguły na każdej wizycie dostawałam jakieś skierowanie, albo miałam robione usg. Wtedy lekarz nawet by nie wiedział czy nie grozi mi przedwczesny poród uncertain
              • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 14:52
                Ciąża 15 lat temu- wizyta w 6-7 tyg, potem co miesiąc, skierowania na badania morfologii i moczu dostawałam od połoznej przy ważeniu przed wizytą. Usg 3 razy. Grupe krwi miałam oznaczona. Przy piewrszych badaniach było tez WR, potem powtórzone przed porodem. Ostatnia ciąża 7 lat temu dokładnie ten sam schemat plus usg przed samym porodem w szpitalu.
        • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 14:47
          Teraz najchetniej niektóre latałyby co 2 tyg na seans usg.
    • redheadfreaq Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:11
      Znam temat wyrywkowo.

      Przy ciąży ze mną, 26 lat temu (tuż-tuż do okrągłej rocznicy tongue_out) moja mama pracowała do ostatniego dnia. Nie była na żadnym USG - bo nie było (?). Na początku ciąży, kiedy jeszcze nie była pewna mojej obecności wpadła w panikę, bo na jakimś przyjęciu wypiła kilka kieliszków. Lekarz uspokajał ją mniej więcej tak, że "Paaaani, nie takie rzeczy kobiety robią i zdrowe dzieci mają" - niemniej alkohol i papierosy na czas ciąży poszły w całkowita odstawkę. Rodzić zaczęła mnie w drodze do pracy - uruchamiając silnik malucha zatelepało ją z całym samochodem i poczuła, że no cóż, dziś to chyba do pracy nie pojedzie big_grin

      Poród to odrębna bajka. Opowiadała, że gdyby nie obecność jej "zaprzyjaźnionego" lekarza prowadzącego, do fotela przypięto by ją pasami (nie wrzeszczała i nie rzucała się, jest biologiem). Oczywiście została głęboko nacięta, a ponieważ obecnemu przy porodzie personelowi bardzo się spieszyło, zostałam wyciśnięta zakazanym obecnie chwytem Kristellera. Efekt - 8 zamiast 10 w skali Apgar, konieczność podania tlenu i glukozy. Po porodzie w ranę po nacięciu wdało się poważne zakażenie, lekceważone przez lekarzy ("jak śmierdzi, to się myć trzeba") - blizna długo dawała jej się we znaki.

      Z ciąży z moim bratem wiem tylko tyle, że miała okazję zobaczyć go na USG, pod sam koniec ciąży i bardziej dla picu, niż z powodów diagnostycznych. Brat w szpitalu został zakażony gronkowcem, z powodu czego miał później długotrwałe kłopoty ze zdrowiem - po odżywki i leki dla niego ojciec musiał jeździć za granicę (dobrze, że miał taką możliwość).

      Nic, tylko tęsknić do tamtych czasów...
    • hellulah Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:38
      Moja mama nie miała najlepszych przeżyć okołoporodowych. Rodziła siłami natury, a na standardy dzisiejsze nie powinna - podczas porodu było naprawdę źle, zaczęła im "uciekać", podano jej tlen i pewnie inne środki i jakoś to poszło (mama miała nabytą wadę serca, nie powinna ponosić takiego obciążenia, no ale wtedy jakoś nikt o tym nie pomyślał).

      Było lato, upał niemożebny, piękne błękitne niebo jak wspominała mama, a panie pielęgniarki jakoś zapomniały dać czegokolwiek do picia po porodzie. Mama taka biedna szara myszka, umęczona tym porodem, nie miała siły się skarżyć dostatecznie dobitnie. I po kilku godzinach, gdy stwierdziła, że się nie doczeka, a nie mogła się dodzwonić dzwonkiem i doprosić, wstała i podpierając o ścianę próbowała dojść do kuchenki. Taka była biedna nieasertywna... wolała już sama. I po drodze elegancko zemdlała, na szczęście robiąc przy tym niezły łoskot. Gdy cała afera doszła do dyżurującego lekarza, pielęgniarki dostały o-p-r jak się patrzy i sytuacja się poprawiła.

      Najgorszy koszmar z karmieniem. I wy się pytajcie, czemu ja zostałam fanatyczną matką karmiącą smile Otóż dzieci przywożono tylko na karmienia, co ileś tam przepisowych godzin. Mama miała bardzo dużo pokarmu, ale ja jadłam za mało (być może skutek uboczny małej wady układu pokarmowego). Zabierano mnie do sali noworodkowej. Ja po jakimś czasie robiłam się koszmarnie głodna i zaczynałam płakać. Mama rozpoznawała mój głos, słyszała jak się zanoszę z płaczu. Żeby był spokój, dawano mi wodę z glukozą. Jak mnie przywozili na kolejne karmienie, apetyt miałam przytłumiony tą glukozą, więc znowu nie ssałam wystarczająco długo. I tak w kółko macieju, waga w dół, mama z nadmiarem pokarmu, i ja płacząca rozpaczliwie. Mama znowu próbowała kroczek po kroczku, opierając się o ścianę, dojść do mnie i mnie nakarmić... i dostała o-p-r, że to nie jest ta pora, i co ona tu robi, jeszcze znowu im zemdleje! Jak można coś takiego robić dziecku i jego mamie, nie mam pojęcia, i w imię k. czego, ale tak było.

      • redheadfreaq Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 16:49
        >Jak można coś takiego robić dziecku i jego mamie, nie mam pojęcia, i w imię k. czego, ale >tak było

        Bo Ordnung muss sein, wszystko miało być na akord, jak sobie lekarze i pielęgniarki ustalili. I to mnie przerażało w tamtych czasach - to dążenie do jakiejś chorej normy, by wszystko było "o czasie", taśmowy przerób przy całkowitym nieliczeniu się z biologią - "za wolne" skurcze - oksytocyna, dzieciak idzie powoli - tniemy, za pięć minut mam przerwę - to dzieciaka wyciskamy, raz raz...
      • agniesia1973 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 17:06
        Moja Mama rodziła mnie i siostrę 38 lat temu. O tym, że urodzi bliźniaczki dowiedziała się w trakcie porodu. Leżałyśmy w inkubatorze miesiąc. Przez ten cały okres chyba tylko parę razy mogła do nas zajrzeć. Poród na leżąco, bieganie w kusej koszuli bez majtek itp,itd. w tamtych czasach to był standard.


    • mynia_pynia Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 18:34
      Mojego męża babcia była położną już w czasie II woijny światowej.
      Nie było wcale tak różowo, rodziło się dużo dzieci niepełnosprawnych i chorych, ale one nie opuszczały najczęściej murów szpitalnych, karmione wodą umierały po kilku dniach.
      A jak babcia urodziła ojca mojego męża (pierworodnego) jako wcześniaka to akuszerka kazała jej przydusić go poduszą niech umrze, bo taki mały i nic z niego nie będzie, ale babcia się zaparła i go uratowała/odchowała.
      • sabciasal Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 22:54
        to przerażające, co piszesz. Ale wierzę, ze niestety prawdziwe. Takie tajemnice, o któych się nie mówiło. potem było faktycznie zdumiewająco mało dzieci z wadami, niepełnosprawnych.
    • franczii Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 18:38
      moja mama przekazala mi nastepujaca wiedze na tematy okoloporodowe:
      1. porod to musi byc jakas trauma, "co ty tam wiesz o bolu" mawiala lekcewazaco kiedy bralam srodek przeciwbolowy przy okresie, "nie wiem jak ty wytrzymasz kiedy naprawde bedzie cie bolec" aluzja do rodzenia i sugestia, ze znoszac bole okresowe mam trenowac sile woli, czy co?
      2. w czasie porodu nie wolno chodzic bo wypada pepowina
      3. bez naciecia nie da sie urodzic (to ze ja 2x urodzilam bez swiadczy wylacznie o partactwie poloznych, a to ze nie peklam po odbyt swiadczy wylacznie o tym ze mialam wiecej szczescia niz rozumu)
      3. dziecka nie da sie karmic tylko piersia przez 5-6 miesiecy.
      • heca7 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 19:29
        Moja matka była przekonana, że ja po porodzie leżę plackiem i nie mam siły podnieść głowy do dziecka a nikt mi na pewno nie pomaga. Tak gnała po schodach szpitalnych , że się przewróciła i zbiła słoik z jakimś jedzeniem , które nie wiem po co mi niosłabig_grin A jak weszła to zdębiała bo siedziałam po turecku na łóżku, czytałam gazetę , obok w łóżeczku (takim plastikowym) spała córka a ja byłam czysta, umyta, najedzona, uczesana, we własnej koszuli i zupełnie nic mi nie byłowink Trochę tylko blada byłam.
        • eliszka25 Re: Ciąża za czasów naszych matek 21.10.11, 20:27
          gdybym to ja byla w ciazy jakies 30 lat temu, to mialabym maksymalnie jedno dziecko, bo mam grupe krwi 0rh-. a mozliwe, ze zadne by sie nie urodzilo, gdybym np. w ciazy miala jakies krwawienie. gdybym ze swoim drugim synkiem byla w ciazy 30 lat temu, to calkiem mozliwe, ze synek by juz nie zyl, bo urodzil sie z wada wrodzona ukladu moczowego. moj ginekolog zauwazyl to juz w trakcie ciazy wlasnie na jednym z rutynowych usg i dzien po porodzie synek zostal zdiagnozowany i rozpoczeto leczenie. teraz jest prawie zdrowy, ale gdyby nikt nie wiedzial o jego wadzie, to najprawdopodobniej do tej pory stracilby przynajmnej jedna nerke, a moze nawet by juz nie zyl.

          za to gdyby moj starszy brat nie urodzil sie 35 lat temu, tylko teraz, to pewnie dozylby starosci. niestety, zmarl w wieku 6 miesiecy, bo mial tzw "dziurke w sercu", ktora w dzisiejszych czasach sie po prostu operuje w razie potrzeby i dzieci zyja normalnie.

          nic tylko tesknic do tamtych "zdrowych" czasow.
          • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 14:41
            Trzydzieści lat temu podawano stosowne preparaty dla kobiet z gr rh(-).
      • noname2002 Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 09:17
        3. dziecka nie da sie karmic tylko piersia przez 5-6 miesiecy.
        Moja twierdziła, że dziecku się mleko z piersi wyciskauncertain w sensie, że dziecko jest przystawione ale pierś się masuje, bo inaczej mleko nie leci.
    • franczii Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 08:12
      a jeszcze ze wspomnien mojej matki: zbiorowe odciaganie pokarmu i wlewanie wszystkiego do wspolnej miednicy, dzieki temu mogly jesc dzieci matek, ktore nie mialy pokarmu. Generalnie zupelne odarcie z intymnosci i to, ze nikomu w tym samym poloznicom to ni przeszkadzalo.
      • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 13:34
        Nie przeszkadzało, bo nie było odwiedzin. Obce chłopy nie zalegały w salach po całych dniach. A płożnice nie wstydziły się siebie nawzajem, bo miały poważniejsze sprawy na głowie i były to sprawy wspólne im wszystkim.
        • franczii Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 13:55
          No rzeczywiscie super bylo. Ja tam sie ciesze, ze nie bylo pokazywania krocza przed calym orszakiem i wspollokatorkami na obchodzie, zbiorowego odciagania mleka, chodzenia bez majtek w przykrotkiej koszulinie i wietrzenia krocza.
          • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 14:31
            I słusznie, trzeba się cieszyć, że teraz jest lepiej. Było, jak było, tego się nie zmieni.
        • przeciwcialo Re: Ciąża za czasów naszych matek 22.10.11, 14:33
          Zakaz odwiedzin to była cudna sprawa. Kto chciał gości szedł do pokoju odwiedzin i juz.
          • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 21:48
            Coś w tym jest. Tłumy na położnictwie też mi się jakoś nie podobają.
          • sabciasal Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 23:03
            położnictwie nie było odwiedzin, przynajmniej do lat 90-tych. były tylko kartki wreczane salowym i pokazywanie dziecka przez okno. dzisiaj też można nie przyjmować gosci, nikt nie zmusza.
            • aandzia43 Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 23:27
              To jeszcze zmuś sąsiadkę z sali, żeby nie przyjmowała rozentuzjazmowanych tłumów wink
    • mama_duzych_dzieci ja i pród 30 lat temu 22.10.11, 10:39
      urodziłam moją pierworodna córkę ( straj generalny, listopad 1981 ) Chyba jestem szczęściarą. Żyjemy i mamy sie super. Dziecko duże ( 4100 ) i bardzo żarte, pielęgniarka w nocy dodakowo mi przynosiła żeby sobie podjadło, wkładek nie było, lignina pod dostatkiem i bez majtek - wszytkie z tego miały ubaw. Wizyt nie było - i dobrze. Położna bardzo ludzka, do dziisaj mijamy sie mówiąc sobie - dzień dobry ( Wrocław - kliniki).
      Wózek nazywany landarą - cały rok zrzucił sie po prae złotych i był to najpiękniejszy wózek jaki widziałam do tej pory ( w dodatku w srodku jakies smoczki, butelki, tarki, sitka, itp). Na przydział ( listopad, zameldowana w wtedy w zielonogórskim ) dostałam 12 pieluch z tetry i 4 flanowe.Przepłakłam 2 dni, dziedek na wojnie zginął a ja nie mam w co dziecko ubrać. Zrzutka w akademiku w Katowiach -wynikiem czego miałam 112 pieluch i byłam cała szczęśliwa. 2 lata póniej w Rzeszowie chyba na ul. Simiradzkiego czy coś podobnego był sklep firmowy z bobofrutami, gdzie ojciec dziecka ( a mój mąż) kupił tyle ile udżwignął , czyli 174 i pociagiem do Wrocka je przywiózł coby dziecko sie soczku napiło i inne dzieci na pietrze w akademiku studenckim.
      Dodam że mam Rh- , podano mi to coś w odpowienim czasie i po 7 latach urodziłam drugie dziecko ( 4650) siłami natury, po szkole rodzenia, w tym samu miejscu i z cudowna położną, lekarz nie miał co robić. Dodam że byłam sama, odporawdzałam córkę do zerówki, szłam do pracy, w piatek pracowałam, w sobote poświęciłam jajka ( wielaknoc), spędziłam z rodzina świeta i w pierswszy dzien po swiętach poszłam sobie sama i urodziłam ( ojciec dziecka wrócił do domu kiedy mały miał 11 dni ) Kiedy miał 4 miesiące zrobiłam ze 120 słoików pzretworów ( wyjatkowo urodzajny rok był w owoce) mając do kuchni z 15 -20 m korytarza do przebycia ( Hotel Asystenta )
      I teraz wiem dlaczego tak było - ludzie byli życzliwsi, ciepli, serdeczni, pomagajacy, radzący, kiedy tzreba usuwający się- bez zadawania zbednych pytań. Tak !! jestem pod tym względem SZCZĘŚCIARĄ czego kązdej e-matce życzę żeby mogła to sobie powiedzieć wspominając swoje ciąże i porody.
    • mama_duzych_dzieci i jeszcze jedno 23.10.11, 18:44
      wtedy nie było telefonów komórkowych i nie dzwoniły non stop, kiedy byłam teraz parę dni w szpitalu, to nie uraz tylko fony mnie wykończyły ((((((((
    • asia_i_p Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 19:16
      Wiem, że było bardzo ciężko o ubrania ciążowe - mój tato szył mamie sukienki.
      • kasia111177 Podmiana dzieci:) 23.10.11, 23:12
        Moja mama (miała wówczas 21 lat i męża) poszła do lekarza, który po potwierdzeniu ciąży zapytał: "to co rodzimy, czy usuwamy?"
        A jak już mnie urodziła, po odsiedzeniu swego na porodówce wracała szczęśliwa z dziecięciem do domu. Dzieci oddawano rodzicom w salce przy wyjściu ze szpitala. Przyniesiono mnie ubraną "w czeski komplecik" i w beciku, pielęgniarka położyła dziecko i mówi - no to możecie ją państwo zabrać. Państwo postanowiło jednak obejrzeć, co tam się wylęgło i rozebrało dzieciaka do pieluch. Matka prawie zemdlała, po czym wykrztusiła "ale ja urodziłam córeczkę", na co pielęgniarka zerknęła w pieluszkę, zobaczyła siusiaka, nawet dobrze nie zawinęła dzieciaka i poleciała wymienić na dziewczynkę. Moja rodzina do dziś się śmieje, że pewnie mnie podmienili, łapiąc pierwsze z brzegu dziecko odpowiedniej płcismile
    • edelstein Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 23:29
      Czasy naszych ciezarnych matek minely,czas zajac sie najnowszymi problemami czyli cesarka na zyczenietongue_out
      • znowu.to.samo Re: Ciąża za czasów naszych matek 23.10.11, 23:50
        W roku 1980 lekarz kazał usunąć cioci wysoką ciążę, bo im jakimś cudem wyszło ze dziecko jest ciężko chore, że nie ma sensu donosić. Jak sie ciocia nie zgodziła to lekarz porządnie ją op.lił i kazał na oczy sie nie pokazywać. Tymczasem dziecko sie urodziło śliczne i zdrowe, i to jaka ładna dziewczyna wyrosła! i teraz sama ma dzieci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka