Na jednym z forów równieśniczych jest wątek, w którym dziewczyny porównują, jakie dawki kwasu foliowego przyjmują. Oczywiscie, samo przyjmowanie k.f. - bardzo wskazana rzecz, ale tak sie zaczełam zastanawiac, czy nasze mamy tez miały takie "problemy"? W ogóle - czy te 30 lat temu kobiety tez na 3 mies przed planowaną ciążą łykały kwas foliowy? USG nie było, w sklepach kupowało sie to, co akurat było, pieluchy tetrowe... Że o samym juz dowiadywaniu sie o ciązy nie wspomnę - kiedys trzeba było czekac, az lekarz bedzoe mógł potwierdzic ciążę, teraz testy kupuje sie w markecie za kilka zł i od razu masz jak czarno na białym. Niedawno jedna z kolezanek u mnie w pracy powiedzuiała, ze "za jej czasów" to kobiety nie robiły takiego cyrku okołociążowego, pracowały do konca i tak sie nad sobą nie trzęsły... Moze i tak, ale jak pamietam serial sprzed 20 lat ( "W labiryncie") to pamitam sceny, gdzie bohaterka w ciązy z kolezanką lekarka piją wino i jeszcze ta lekarka mówi, ze w takich ilosciach to jak najbardziej ciezarnym sie podaje. Albo inna scena, gdzie kobieta w zaawansowanej ciązy pali papierosa i mówi, ze teraz, jak spodziewa sie dziecka, to ograniczyła palenie... He, he, juz ja widze, jak by taka scena w "klanie" przeszła

I bynajmniej nie mam na mysli porównywania, kiedy było lepiej, a kiedy gorzej - wszystko ma plusy i minusy - ale raczej tak z ciekawości, jak to wszystko sie zmieniło