dostalm od meza kwiaty i perfumy. cudownie nie? powinnam byc wniebowzieta, tylko ze ja poczulam sie mega rozczarowana

bo kwiaty to nie specjalnie dla mnie wybrane czerwone roze, tylko jakas wiesniacka wiecha-gotowiec kupiona na stacji albo w markecie przy kasie, a perfumy owszem, ktore lubie, ale wlasnie dlatego kupione na odwal, bez wysilku, bo juz je kiedys mialam i wiedzial, ze je lubie, wiec poszedl na latwizne. czyli ogolnie prezent na odwal, bez jakiegos zaangazowania, tylko tak na zasadzie, ze cos musi mi dac. i jeszcze sie pyta czy mi sie kwiaty podobaja, jakby je specjalnie dla mnie wybieral
poczatkowo powiedzialam, ze taaak podoba mi sie prezent. a teraz mysle, zeby mu jednak wygarnac prawde, ze poszedl na latwizne.co myslicie?