Dodaj do ulubionych

Klinet vs obsługa - napiwki

21.11.12, 14:48
Zostawiacie napiwki? Oczywiście zakładam że obsługa była miła i nie było żadnych problemów.
Ile zostawiacie? zaokrąglenie czy w przybliżeniu jakąś wartość procentową rachunku?

Ja zawsze zostawiam, nie ukrywam że ma na to wpływ to że kiedyś pracowałam jako kelnerka.

Pamiętam jedną scene z gościem który zostawił "końcówkę". Pracowałam w kawiarni w jednym z warszawskich parków. Generalnie dużo tam było par przychodzących na randkę. Fajnie było obserwowac taniec godowy z zewnatrz.

Przyszła kiedyś parka. Od razu było widac że to jedna z pierwszych randek. Bardzo się nawzajem czarowali. Facet szerokim gestem fundował dziewczynie a to drinka a to deser itd itp.
Rachunek wyniósł kilkaset złotych, powiedzmy 299,20 (nie pamiętam dokładnie kwoty ale było to coś w tej granicy). Pan daje mi do ręki 300 zł i takim pańskim lekko obraźliwym w tej sytuacji gestem - reszty nie trzeba. Naprawdę rozumiem że nie ma obowiązku dawania napiwku. Nie to nie, trudno. Wolałabym go nie dostać zamiast dostać 0,80 zł gestem jakbym co najmniej 80 zł dostawała.

Starsi bardziej zaprawieni w tej robocie koledzy pokazali mi słoik z jednogroszówkami przygotowanymi na taką okoliczność. Wzięłam garść jednogroszówek i szerokim gestem wydałam panu 80 groszy reszty. Sypiąc te jednogroszówki na stolik. Mina faceta bezcenna a i dziewczyna jakoś od razu mniej zachwycona burakiem była.
Obserwuj wątek
    • 18lipcowa3 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 14:51
      Daję jak jestem zadowolona.
      • alyeska Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 14:58
        Daje w restauracji/kawiarni 10-20%, fryzjerce , kosmetyczce, masarzystom tez % , taksowkarzom zaokraglam kwote.
        Gdybym nie byla zadowolona nie dawalabym ale jakos z reguly jetem zadowolona. Moze pora podniesc oczekiwania smile.
        • ladnyusmiech Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:17
          alyeska napisała:

          > Daje w restauracji/kawiarni 10-20%, fryzjerce , kosmetyczce, masarzystom tez %
          > , taksowkarzom zaokraglam kwote.


          Gdybym masażystę miała, zawsze bym dała napiwek big_grin

          Kelnerom/kelnerkom daje, u fryzjera czy kosmetyczki jak jest niepełna kwota to zostawię końcówkę, jak równiutka to olewam.
          • naomi19 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 20:53
            buuuu a ja masażystka i rzadko dostaję
            ale może dlatego, że robię na siebie i 100% jest dla mnie (minus to co odliczyć muszę)

            jak pracowałam u kogoś- jako fizjoterapeutka to brać nie mogłam, choć dawali, mogłam przyjmować jedynie ciasta, kawy, słodycze, ręczne robótki itp
    • papalaya Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 14:54
      napiwek nie jest obowiązkiem, jest nagrodą za kompetentną i miła obsługę...

      sadząc z twojego zadęcia i rodochy tym jak zrobiłaś pana na szaro, twoja obsługa ani kompetentna ani miła nie była
      • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:56
        W przypadku kelnerów napiwek jest obowiązkiem człowieka przyzwoitego.

        Taksówkarzom albo fryzjerkom napiwki nie robią wielkiej różnicy, ot miły dodatek. Natomiast płaca kelnerów jest bardzo słabo opłacana przez restauratorów, ponieważ ci wychodzą z założenia, że kelner dostaje napiwki. Więc jeśli nie damy napiwku, to znaczy, że kelner obsługiwał nas za pół darmo. Pamiętajmy o tym, płacąc w restauracji - jeśli rachunek wynosi 100 zł, dodatkowe 10 nie zrobi nam wielkiej różnicy, a kelnerowi - już tak.

        Zadęcie i radocha autorki wątku były adekwatne do zadęcia pana "reszty nie trzeba". Gestem z jednogroszówkami został ukarany nie za śmieszny napiwek sam w sobie, tylko za bucowaty komentarz o wydźwięku "patrzcie, jaki ja hojny".
        • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:57
          Miało być: praca kelnerów jest słabo opłacana...
        • lilka69 a co mnie to obchodzi, ze praca 21.11.12, 20:31
          kelnerow jest slabo wynagradzana? sami musza sie upomniec o swoje wynagrodzenie a nie czekac na portfele gosci/klientow. poza tym jesli obsluga jest standardowa to za co placic?
          kompetentna, mila i nienachalna ale pomocna obsluga to norma i ich psi obowiazek.
          • viviene12 Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 21.11.12, 22:19
            lilka69 napisała:

            > kelnerow jest slabo wynagradzana? sami musza sie upomniec o swoje wynagrodzenie
            > a nie czekac na portfele gosci/klientow.

            to nie do konca tak
            w wielu krajach kelnerzy pracuja na niskich stawkach godzinowych, bo jesli sa dobrzy to wyciagna i drugie tyle. I to ma ich m.in. motywowac do swiadczenia dobrej uslugi.
            Jestes kiepski, nie chce ci sie pracowac - odejdziesz sam, bo sama pensja niska.

            Ja daje prawie zawsze, chyba ze mi ktos negatywnie podpadnie, im bardziej jestem zadowolona tym proporcjonalnie wiecej.





            poza tym jesli obsluga jest standard
            > owa to za co placic?
            > kompetentna, mila i nienachalna ale pomocna obsluga to norma i ich psi obowiaze
            > k.
          • czar_bajry Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 24.11.12, 00:10
            Jezu lilka znowu Ci słoma z butów wystaje a buractwo wręcz z kompa wychodzi...
            Jak świat światem kelnerzy żyją z napiwków... to takie proste .
            • gku25 Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 24.11.12, 18:19
              Ale ja płacę za posiłek, dlaczego jeszcze mam płacić pensję kelnerowi?
              • duch_mariana Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 24.11.12, 18:26
                > Ale ja płacę za posiłek, dlaczego jeszcze mam płacić pensję kelnerowi?

                Bo właściciel knajpy jest cwaniaczkiem, który ostro zdziera na serwowanych daniach i napojach, a kelnerowi płaci grosze. Klienci zostawią napiwek, kelner swoje zarobi, a dzięki temu cwaniaczek nie będzie musiał od tej sumy płacić składek. Często jest tak że nie cały napiwek jest dla kelnera, tylko muszą oni oddać część cwaniaczkowi.
              • czar_bajry Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 25.11.12, 13:48
                Ale ja płacę za posiłek, dlaczego jeszcze mam płacić pensję kelnerowi?

                Nie pensję kelnerowi wypłaca właściciel knajpy, Ty nagradzasz kelnera za miłą i profesjonalną obsługę i proszę nie pisz mi teraz że ta obsługa pozostawia dużo do życzenia bo nie o tym mówimy...
                Jak świat światem kelnerów, pokojówki boya hotelowego i odźwiernego nagradzało się napiwkiem.
                Dawali/dają królowie, politycy, aktorzy, celebryci, mafiozi, biznesmeni, złodzieje i kur... sorry prostytutki
                Daje się w krajach wysoko rozwiniętych i tych mało też.
                Napiwkiem nagradzasz osobę która profesjonalnie, miło i taktownie obsłużyła ciebie i twoją rodzinę , znajomych itd.
                Wyjeżdżasz na wakacje i jeśli w recepcji dasz napiwek to zawsze możesz liczyć na to iż każda twoja prośba zostanie natychmiast spełniona.
                Będąc na wakacjach zawsze dajemy napiwki kelnerom w hotelu i dzięki temu zawsze w pierwszej kolejności jesteśmy prowadzeni do stolika i obsłużeni. Skąpiradła muszą czekać...
                Takie życie i tylko ktoś bardzo prymitywny tego nie zrozumie...
                Chociaż trudno wymagać od nowobogackich którzy większość życia klepali biedę a jedynym lokalem który odwiedzali był fas food aby wiedzieli o czymś tak oczywistym jak dawanie napiwków.

                Właśnie stąd moje wykasowane stwierdzenie... jeśli kogoś stać na kur.... tzn na dziwkę to stać i na dorożkę...
                Jak nie rozumiesz to służę tłumaczeniem... jak cię stać na knajpę to stać cię na napiwek...
                • robitussin Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 25.11.12, 14:43
                  > Będąc na wakacjach zawsze dajemy napiwki kelnerom w hotelu i dzięki temu zawsze
                  > w pierwszej kolejności jesteśmy prowadzeni do stolika i obsłużeni. Skąpiradła
                  > muszą czekać...

                  LOL. Tyś się chyba naprawdę albo z choinki urwała albo masz tak szpetną aparycję, że musisz się ratowac napiwkami, by ktokolwiek chciał z Tobą rozmawiać.
                  Nigdy, ale to nigdy nie musieliśmy czekać na obsługę, gdziekolwiek byliśmy. A napiwek dawaliśmy jedynie za usługę "ponad" standard.

                  > Jak nie rozumiesz to służę tłumaczeniem... jak cię stać na knajpę to stać cię n
                  > a napiwek...

                  Pewnie i tak nie zrozumiesz, ale to właśnie Twoja argumentacja w tym wątku trąci nuworyszostwem aż miło.
          • iza232 Re: a co mnie to obchodzi, ze praca 24.11.12, 18:22
            lilka69 napisała:

            > kelnerow jest slabo wynagradzana? sami musza sie upomniec o swoje wynagrodzenie
            > a nie czekac na portfele gosci/klientow. poza tym jesli obsluga jest standard
            > owa to za co placic?
            > kompetentna, mila i nienachalna ale pomocna obsluga to norma i ich psi obowiaze
            > k.

            A ty co? z choinki się urwałaś?
        • kitty4 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 07:03
          "...Taksówkarzom albo fryzjerkom napiwki nie robią wielkiej różnicy...." - skąd wiesz ? Byłaś taksówkarzem albo fryzjerką ? Nie lubię takich uogólnień. Bardzo.
        • pitahaya1 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 16:19
          mgla_jedwabna napisała:


          > Taksówkarzom albo fryzjerkom napiwki nie robią wielkiej różnicy, ot miły dodate
          > k.

          Nie do końca.
          Znajoma kilka lat pracowała jako fryzjerka w czyimś zakładzie. Potem założyła swój. Z tamtego odeszła właśnie przez płacę,czyli minimalną a reszta z napiwków. A, ze ludzie napiwków nie dawali, żyło się ciężko. Potem szefowa dołożyła obowiązek sprzedaży kosmetyków fryzjerskich. Dziewczyna się poddała i odeszła na swoje.

          Więc jeśli nie damy n
          > apiwku, to znaczy, że kelner obsługiwał nas za pół darmo. Pamiętajmy o tym, pła
          > cąc w restauracji - jeśli rachunek wynosi 100 zł, dodatkowe 10 nie zrobi nam wi
          > elkiej różnicy, a kelnerowi - już tak.

          Przypomina mi się przyjęcie robione w restauracji. Jako gospodyni było mi wstyd, że nie mogę doprosić się o kawę, napoje, o torcie i deserach nie wspominając. Wszystko to było z góry zamówione i częściowo opłacone. Może zaważył fakt, że byliśmy ostatnimi gośćmi ale tak nas wpisano w grafik i nie moją winą jest, że obsługa, zamiast zająć się nami, zaczęła sprzątać salę. Tego dnia cały lokal przeznaczony był na przyjęcia i nasze zaczynało się najpóźniej, niemniej jednak w czasie otwarcia lokalu. Nikt nikomu nie kazał siedzieć po godzinach.
          Ale o obowiązkowym napiwku 10% wliczony do rachunku nie zapomniano.

          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 16:33
            Płaca kelnerów często nie ma nic wspólnego z płacą minimalną. Jak pisałam - spotkałam się nawet z przypadkiem, kiedy restaurator nie płacił nic.

            Ale wezmę pod uwagę to, co piszesz, i zacznę dawać napiwki fryzjerkom i kosmetyczkom. W końcu na pewno nie zarabiają tyle, żeby im parę złotych nie robiło różnicy.

            Obsługa, z którą się spotkałaś, nie była "niezbyt dobra" tylko skandaliczna. Wtedy należy rozmawiać z kierownikiem takiego przybytku i mówić, że nie zapłaci się tych 10% za obsługę ze względu na jej fatalny poziom. Pisząc o "niezbyt dobrej" obsłudze miałam na myśli raczej sytuację, gdy np. w standardzie lokalu jest podawanie napojów gorących w ciągu 5-7 minut, a czekasz 10-12. Jest to dalekie od "nie mogę się doprosić".
            • pitahaya1 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 17:46
              Gdyby nie ta znajoma, nie wiedziałabym, jak sytuacja wygląda z drugiej strony. A mam w rodzinie fryzjerkę z dwoma zakładami, więc niby powinnam wiedzieć. Ale pewnie o takich rzeczach się nie mówi a szkoda.
              Ciekawe, jak to wygląda u kurierów, dostawców pizzy, kelnerów właśnie.

              Napiwki staram się dawać zawsze, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś ewidentnie się stara. Ale wtedy, po tym przyjęciu, nie chciałam robić większej draki. Wiem, że powinnam ale wychodziliśmy wspólnie, gościom się spieszyło a ja nie chciałam przedłużać. Moja noga po prostu więcej tam nie postanie i tyle. Podchodziłam, zwracałam uwagę, że goście są spragnieni (mieliśmy godzinną przerwę i, gdy my wyszliśmy na spacer, nasze stoły miały być uprzątnięte, kawa, ciasta, tort miały w jakimś sensie czekać o określonej godzinie), że tort miał być początkiem tej drugiej części podczas, gdy został podany na samym końcu, gdy już każdy musiał się zbierać.
              Po prostu nieporozumienie i tyle.
              • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 19:07
                Miejmy więc nadzieję, że sytuacja twojej znajomej to niechlubny wyjątek.
            • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 18:12
              mgla_jedwabna napisała:

              > Płaca kelnerów często nie ma nic wspólnego z płacą minimalną. Jak pisałam - spo
              > tkałam się nawet z przypadkiem, kiedy restaurator nie płacił nic.

              Jasne, napisz może jeszcze, że kelner musiał wręcz dopłacać swojemu pracodawcy suspicious
            • anorektycznazdzira Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 20:20
              mgla_jedwabna napisała:
              > Płaca kelnerów często nie ma nic wspólnego z płacą minimalną. Jak pisałam - spo
              > tkałam się nawet z przypadkiem, kiedy restaurator nie płacił nic.

              A ja się spotkałam z sytuacją, kiedy dziewczyna aplikowała na hostessę a zaproponowano jej bycie dziwką. Czy w takim razie musiała przyjąć tę pracę? Czy gdyby przyjęła, to odpowiedzialność za ten fakt spoczywałaby na reszcie społeczeństwa?
              Jak na razie w tym kraju obowiązuje kodeks pracy i płaca minimalna też obowiązuje, nie tylko kelnerzy dostają propozycje "umów" naruszających te prawa. Ale tylko kelnerom mamy dopłacać z powodu zasady. Jak społeczeństwo zacznie dopłacać zatrudnianym na pół-czarno fryzjerkom, sprzątaczkom, brukarzom i cieciom to mogę się zgodzić, ze kelnerom też musi.
              • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 13:39
                Akurat w tamtym przypadku to była opłacalna robota, wakacje, Starówka, dużo turystów, chłopak-student uważał, że niezła fucha mu się trafiła.
        • anorektycznazdzira Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 20:09
          > ...albo fryzjerkom napiwki nie robią wielkiej różnicy, ot miły dodate
          > k. Natomiast płaca kelnerów jest bardzo słabo opłacana przez restauratorów,

          Padłam.
          Może weź się doinformuj, ile zarabiają fryzjerki.
          A jeśli za chwilę ktoś tu będzie pisać, że w salonie ĄĘ fryzjerka zarabia świetnie, to zachęcam do zapoznania się z pensją kelnera w ĄĘ restauracji lub kawiarni.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 14:46
            Gdybyś przeczytała uważnie wątek, zauważyłabyś też mój post, w którym piszę, że odtąd mam zamiar dawać napiwki również fryzjerom.

            Zauwaz też, że o ile dawanie napiwków kelnerom jest jednym z nakazów savoir vivre'u oraz istnieją dość szczegółowe zasady, ile ma on wynosić w danej sytuacji, to nie ma takich zasad dotyczących fryzjerów, taksówkarzy itp.

            Niskie zarobki fryzjerów to raczej kwestia tego, że w Polsce ogólnie zarobki są niskie, płaca minimalna nie pozwala na życie na poziomie minimum socjalnego, a winą za ten stan rzeczy obarcza się... samych pracowników (parz np. posty Ducha Mariana, który twierdzi, że jak ktoś slabo zarabia, to jest pierdołą, która daje się wykorzystywać, i trzeba było sobie "wynegocjować"). Jak gdyby pracownicy mieli jakąkolwiek pozycję przetargową wobec pracodawcy... Negocjacje myszy z kotem.

            Specyfika zarobków kelnerskich jest natomiast taka, że ich pensje nie są "niskie i już", tylko wyjątkowo niskie, ponieważ istnieje założenie, że kelner dostaje napiwki.

            Ponadto fryzjerka itp. zawsze mogą zacząć pracować na własny rachunek, zakładając własny zakład i ustalając stawki dowolnie. Kelner nie założy własnej restauracji, do tego muszą być min. dwie osoby (kucharz i kelner).
            • anorektycznazdzira Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 14:58
              Mgła, ale Ty piszesz, jakbyś nie rozumiała, że drastycznie niskie zarobki ma także pani na kasie w markecie, gość stróżujący na parkingu oraz tabun innych ludzi, z którymi się stykasz codziennie. I co, u nich pensja minimalna nie razi, bo o tym nie ma w książeczce z napisem 'savoir vivre'?
              Cały czas mi chodzi o to, że jeśli to DOMNIEMANA wysokość pensji jest dal Ciebie problemem, to napiwki zacznij rozdawać znacznie, znacznie szerzej, deklaracja co do fryzjerek jest, wybacz śmieszna na tle tego kraju. I podkreślam słowo "domniemana" ponieważ nie wiesz tak na prawdę ile kto zarabia, w porządnych lokalach kelner zarabia tyle, że niejeden lekarz, policjant czy naukowiec może sobie pomarzyć. Ale od wszystkich hurtem wymaga się napiwków, "bo kelner biedny" a jak nie to jesteś burak, cham i prostak.

              A co to tzw. manier. Społeczeństwo się zmienia, nie wszystkie zasady tzw savoir vive'ru wieczne i nienaruszalne, 100 lat temu wyglądało to inaczej, 50 lat temu inaczej i zmienia się nadal.
              • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 15:28
                Część zawodów, w których się zarabia słabo to takie, gdzie nie ma różnicy, czy ktoś jest dobry w swoim fachu, czy nie. W tej części, gdzie jest ta różnica, pracownik ma nieco lepszą pozycję negocjacyjną wobec pracodawcy, bo temu będzie zależało na utrzymaniu dobrego pracownika. Natomiast kelnerowi zawsze można powiedzieć, że gdyby się starał bardziej, miałby lepsze napiwki, widać się słabo stara.

                • anorektycznazdzira Re: Klinet vs obsługa - napiwki 26.11.12, 20:42
                  Jeśli chodzi o pozycję negocjacyjną, to kelner, pominąwszy jakieś totalne nory, ma dobrą pozycję negocjacyjną, bo jest twarzą lokalu, dzieki której ludzie wyją z miłymi wspomnieniami i wrócą, lub nie i nie. W dużo gorszej sytuacji jest pani na kasie czy jakiś kurier, z którym mam styczność epizodyczną. Ale z tego, co piszesz, wynikło, że napiwki rozwaliły kelnerom możliwość negocjowania swoich zarobków- z czym się wprawdzie nie zgodzę, ale co jest dość ciekawe...
            • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 19:55
              > Zauwaz też, że o ile dawanie napiwków kelnerom jest jednym z nakazów savoir viv
              > re'u oraz istnieją dość szczegółowe zasady, ile ma on wynosić w danej sytuacji,
              > to nie ma takich zasad dotyczących fryzjerów, taksówkarzy itp.

              SV to spis luźnych sugestii, a nie zasad, których bezwzględnie należy się trzymać. Gdybyś się dobrze wczytała w to, co sama cytujesz albo zapoznała się z innymi zasadami SV, to zauważyłabyś, że napiwek nie jest bynajmniej rzeczą obowiązkową, a jego brak nie świadczy o niczyim buractwie. Wręcz przeciwnie - chamstwem czystej wody jest domaganie się napiwku w taki czy inny sposób.

              > Specyfika zarobków kelnerskich jest natomiast taka, że ich pensje nie są "niski
              > e i już", tylko wyjątkowo niskie, ponieważ istnieje założenie, że kelner dostaj
              > e napiwki.

              To jest to w takim razie wyjątkowo durne założenie i może czas wyplenić takie myślenie wśród społeczeństwa. Jest to bowiem nic innego, jak propagowanie łapówkarstwa, korupcji* czy po prostu pracy na czarno.
              * tak, skoro czar_bajry pisze, że po to dawała napiwki, by nie musieć czekać na obsługę, to jest to korupcja; może w mikroskali, ale nie zmienia to faktu

              > Ponadto fryzjerka itp. zawsze mogą zacząć pracować na własny rachunek, zakładaj
              > ąc własny zakład i ustalając stawki dowolnie. Kelner nie założy własnej restaur
              > acji,

              Czy coś jednak stoi na przeszkodzie, by negocjował warunki umowy z właścicielem restauracji? Nie, nic nie stoi.
              Czy gdy idziesz na rozmowę o pracy jako przedstawiciel innego zawodu, nie wiem, księgowa, projektant, prawniczka czy lekarka i pracodawca Ci mówi "ja pani nie będę płacił, niech sobie pani od klientów bezpośrednio kasę sama ściąga" to godzisz się na to? Jeśli nie, to dlaczego na tak absurdalne warunki godzi się kelner i jeszcze co gorsza robi z tego normę?
              • m-kow Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:03

                "SV to spis luźnych sugestii, a nie zasad, których bezwzględnie należy się trzymać."

                Tak, tak. Więcej takich prawd objawionych ( tylko Tobie ) poproszę !!!
        • memphis90 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:19
          Więc jeśli nie damy n
          > apiwku, to znaczy, że kelner obsługiwał nas za pół darmo.
          Ale to już chyba nie problem klienta? Ja nie mam obowiązku płacić pensji kelnerowi, nie jest moim pracownikiem.

          eśli rachunek wynosi 100 zł, dodatkowe 10 nie zrobi nam wi
          > elkiej różnicy,
          A jeśli mi akurat zrobi? To mogę poprosić o obniżenie rachunku o 10zł?

          >tylko za bucowaty komentarz
          Ja zrozumiałam, że pan niczego nie komentował.
    • angazetka Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 15:00
      Jeśli jestem zadowolona - zostawiam. Ile - zależy od sytuacji i rachunku. Albo zaokrąglam, albo 10%. W restauracji, czasem u fryzjerki.
    • lauren6 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 15:01
      Mi tylko nie podoba się jeśli w karcie jest napisane, że z góry doliczają do rachunku % za obsługę kelnera. Dla mnie to jest sztuczne zawyżenie ceny posiłku, bo napiwek jest ode mnie dla obsługi za przygotowanie smacznego posiłku, a w przypadku kwoty naliczonej na kasę nie mam pojęcia dla kogo to idzie.

      Napiwki dajemy prawie zawsze, 10-15% rachunku. Chyba, że jedzenie było wyjątkowo paskudne lub nie byliśmy zadowoleni z obsługi. Mi osobiście spodobało się jak odpłaciłaś się chamowi z napiwkiem 80 groszy. Nie chodzi o wysokość napiwku, po prostu uważam że nikt nie ma prawa na chamskie traktowanie drugiego człowieka z góry. Należało mu się ośmieszenie przed dziewczyną.
    • koolair Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 15:10
      Buraczana to była twoja postawa i kolesi po fachu.. Zazwyczaj zaokrągla sie do pełnej kwoty, zeby nie robic problemu z wydawaniem drobniaków...
      • adellante12 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 15:45
        Buracka postawa była wszystkich. Zarówno kelnerki jak i klienta.
        Nie zmienia faktu że za takie zachowanie kelnerki poprosiłbym natychmiast o rozmowe z managerem i miałaby przechlapane.
        A gdy nie chcę aby wydawano mi reszte w sensie jakieś drobne z końcówki a napiwku nie zostawiam po prostu wystarczy płacąc powiedzieć "Dziękuję" Bez zadnych prostackich reszty nie trzeba itp... Dawać też trzeba umieć...
        • phantomka Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:29
          Daję zawsze wtedy, kiedy jestem zadowolona. Nic za darmo. Szczególnie wymagająca jestem w restauracjach i wtedy nie ma zmiłuj, jak ktoś robi łaskę, że pracuje, to dostaje ode mnie komentarz odnośnie much w nosie.
          Fryzjerka dostaje zawsze, bo zawsze jestem zadowolona.
        • sueellen Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 23:06
          Tez tak mysle. Jesli obsluga jest przecietna, nie zostawiam napiwku, ale tez niekoniecznie chce 80 gr reszty. Tez bym powiedziala: prosze zachowac reszte. Nie wiem czy samo "dziekuje" jest wystarczajace i zostanie zrozumiane jako "prosze nie przynosic reszty"? Gdyby mi kelnerka w tym momencie przyniosla te 80 gr w groszowkach, tez wezwalabym jej szefa i zapytala o co chodzi tej pani.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 15:54
            Nie
            > wiem czy samo "dziekuje" jest wystarczajace i zostanie zrozumiane jako "prosze
            > nie przynosic reszty"?


            Jeśli goście oczekują na resztę, to raczej powiedzą "proszę", gdy kelner podejdzie do stolika, na ktorym leży książeczka, i zapyta "czy już można..." (tzn. czy można zabrać książeczkę w celu zabrania pieniędzy oraz odliczenia i włożenia reszty). Albo tylko skiną głową. Albo zabiorą się do wychodzenia natychmiast po włożeniu pieniędzy do książeczki. "Dziękuję" w momencie, gdy kelner zabiera książeczkę ma dość wyraźny wydźwięk "już nic więcej nie chcę, dziękuję".
      • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 17:03
        Dlaczego buraczana? Miała prawo zrezygnować z napiwku zaoferowanego w chamski sposób i wydać resztę w dowolnej formie. Monety 1-groszowe są również obowiązującym środkiem płatniczym w RP.

        W cywilizowanym świecie zaokrągla się kwotę, ale jednocześnie dba o to, by wyniosła coś w okolicy 10-15%. Czyli np. płacąc 144,60 dajemy 160zł, a nie 159,10. Ale płacąc 98,50 wypadałoby dać 110zł, a nie 100. Że "reszty nie trzeba" widać od razu wink
        • ashraf Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 18:46
          Chamskie zachowanie klienta nie upowaznia obslugi do takiego zachowania. Do wielu rzeczy ma sie prawo, co nie znaczy, ze sa one zgodne z zasadami uprzejmosci i dobrego wychowania. Na miejscu szefa nie pozwolilabym kelnerom na takie zachowanie.
          • beataj1 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:07
            Byłam wtedy bardzo młoda dziewczyną i zrobiłam tak międzyi nnymi dlatego że miałam pełne poparcie szefostwa. Oczywiście nie zachęcali nas do tego ale w przypadku jakichkolwiek uwag nikt by kelnerowi nie zrobił kłopotów.

            Oczywiście w pełni zdaje sobie sprawę że napiwek jest dobrą wolą klienta. I oczywiście sama wielokrotnie dostawałam końcówkę do równego rachunku jako napiwek i nigdy nie miałam z tym problemu.

            Ale 80 gr przy takim rachunku dane w dodatku z takim gestem i tonem głosu było po prostu obraźliwe. Nawet jako młoda i naiwna dziewczyna poczułam że gościu zrobił z siebie strasznego buraka.
            • ashraf Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:34
              Zakladam, ze po prostu dorabialas jako kelnerka i nie mialas w tym kierunku przygotowania. W takim wypadku za Twoje zachowanie odpowiada szef. Niestety wiekszosc kelnerow w tym kraju to osoby z przypadku, traktujace ten zawod tylko czasowo, wiec nie ma sie co dziwic, ze obsluga jest jaka jest - i nie traktuj to jako przytyk do siebie smile Po prostu zajmowalam sie zawodowo m.in. standardami obslugi i wiem jak zalosnie wyglada to w praktyce. To, ze klient zachowal sie jak burak nie ulega watpliwosci. Nie zmienia to jednak faktu, ze kelner musi do konca "trzymac fason".
    • dziennik-niecodziennik Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:32
      > Starsi bardziej zaprawieni w tej robocie koledzy pokazali mi słoik z jednogrosz
      > ówkami przygotowanymi na taką okoliczność. Wzięłam garść jednogroszówek i
      > szerokim gestem wydałam panu 80 groszy reszty. Sypiąc te jednogroszówki na
      > stolik.

      really?...
      koleś moze i buraczany, ale sypanie pieniedzy na stół to tez lipa...
    • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:50
      Zostawiam. W restauracjach, gdzie obsługa podchodzi do stolika jakieś 10-15%, gdzie indziej (np. kawiarnia, gdzie zamawia się i odbiera przy ladzie) raczej 5-10%, ale prawie zawsze coś daję.

      Też byłam kelnerką, wiem, jak to jest smile Więc staram się dawać drobnymi, szczególnie taki napiwek, który zostaje w tym czymś, w czym został podany rachunek. Napiwki wrzucane do słoika przy ladzie odwrotnie - prędzej wrzucę monetę 2 zł niż 4 monety 50-groszowe, dlatego że inni wrzucający sugerują się zawartością, wrzucając samemu, więc jak wahają się między 1zł a 50gr, to lepiej nie sugerować im tego drugiego wink Ja kelnerkom dobrze życzę, wiem jaki to zasuw smile

      Mówienie "reszty nie trzeba" to straszne buractwo, niezależnie od wysokości napiwku. Dużo lepiej jest po prostu powiedzieć wyraźnie "dziękuję" już przy wręczaniu grubszego banknotu. Kelner zrozumie, a my nie wyjdziemy na takich, co to obnoszą się z faktem, że zostawili końcówkę. "Reszty nie trzeba" możemy powiedzieć tylko wtedy, kiedy kelner nas nie zrozumie i zacznie tę resztę przygotowywać mimo wszystko.

      Niektórzy myślą, że chamskim traktowaniem obsługi zaimponują damie na randce, coś na zasadzie "ja jestem wielki pan, a kelnerzy i taksówkarz to moi poddani". Nic bardziej błędnego...

      Ja (oprócz kelnerów) daję napiwki taksówkarzom, jeśli zrobili coś extra, np. wysiedli załadowali mi bagaż do bagażnika albo deklarują, że zaczekają, aż dojdę do drzwi klatki schodowej (ważne w nocy). Daję też dostawcom pizzy itp., szczególnie w kiepską pogodę albo jak się pośpieszą (np. zapowiadana za godzinę dostawa pojawia się po 30 minutach) Oczywiście nie są to wielkie sumy, raczej symboliczne wink Kiedyś dałam też fryzjerce i kosmetyczce w małej miejscowości - za usługę płaciłam połowę tego, co w Warszawie, a zrobiona była równie dobrze, więc czemu nie docenić starań?
      • ma_dre Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 14:29
        Nie wypowiadaj sie w sposob, ktory daje do zrozumienia ze wiesz cos wiecej na temat cywilizowanego swiata, bo wprowadzasz ludzi w blad uncertain

        No wiec w cywilizowanym swiecie to wyglada tak, ze placisz karta lub czekiem a napiwek zostawaisz dyskretnie na stole. W placeniu gotowka wyglada to dokladnie tak samo i zadnych jasniepanskich "reszty nie trzeba", bo to kompletny brak oglady. Dajesz kelnerowi tyle ile trzeba by zaplacic za rachunek, a po wydaniu reszty napiwek zostawiasz dyskretnie na stole, dorzucajac ewentualnie do wydanej reszty, jesli jest niewystarczajaca. Kazda ostentacyjna akcja to brak okrzesania.

        Zauwaz tez ze w cywilizowanym swiecie kelner dyskretnie oddala sie od stolika na czas, ktory potrzebny jest gosciom na opuszczenie stolika, tak aby w zaden sposob nie wywierac presji na klienta swoja obecnoscia.
        • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 15:18
          zadnych jasniepanskich "reszty nie trzeba", bo to kompletny brak oglady


          Komu ty to tłumaczysz? Mnie? Przecież ja tłumaczę, co robić, żeby tego nieszczęsnego "reszty nie trzeba" właśnie nie mówić.

          Nie wypowiadaj sie w sposob, ktory daje do zrozumienia ze wiesz cos wiecej na t
          > emat cywilizowanego swiata, bo wprowadzasz ludzi w blad uncertain


          Pokaż, gdzie wprowadziłam ludzi w błąd i podaj źródło (np. podręcznik savoir-vivre'u).

          Sądząc po buractwie, które widuję wokół siebie, to jednak wiem trochę więcej. Buractwo w restauracjach obserwowałam wielokrotnie, i to z obu stron (punkt widzenia kelnera i gościa).

          Sytuacja, którą opisałaś, jest wewnętrznie sprzeczna. Co właściwie znaczy "dajesz kelnerowi tyle ile trzeba by zaplacic za rachunek, a po wydaniu reszty (...)". To w końcu dajesz tyle, ile trzeba, czyli równą kwotę rachunku, czy jednak "grube" wymagające wydania reszty? Załóżmy, że to drugie.

          Naśladując twój ton: zauważ, że w cywilizowanym świecie (= ha! Bo pewnie nie zauważyłaś, ślepa idiotko!) nie byłoby uprzejme kazać kelnerowi biegać po resztę tylko po to, by mu ją zostawić z powrotem w książeczce. To tak, jak kazać mu przynieść dodatkowy widelec tylko po to, by go natychmiast zrzucić na podłogę i kazać odnieść z powrotem. Oczywiście praca kelnera polega na przynoszeniu i odnoszeniu widelców, i to z uśmiechem, ale ze strony gościa będzie to nieuprzejme. Podobnie z resztą. Dużo uprzejmiej jest w tym wypadku po prostu powiedzieć "dziękuję", gdy kelner odbiera książeczkę z okrągłą zawartością (lub np. okrągłą plus jakieś drobne, jeśli zaokrąglenie jest niewystarczające).

          Opisana przez ciebie sytuacja ma sens tylko wtedy, gdy reszta jest dużo większa niż napiwek. Np. rachunek wynosi 115 zł, a my płacimy banknotem dwustuzłotowym. Ale wtedy uprzejmiej jest powiedzieć kelnerowi np. "proszę resztę do 130zł" niż bez słowa kazać mu odliczać równą resztę tylko po to, żeby mu ją zaraz zostawić z powrotem.

          Ale ty pewnie należysz do takich, dla których dokładanie pracy obsłudze to sposób na podkreślenie swego wielkopaństwa, a zamienienie dwóch słów z kelnerem na temat płatności jest poniżej godności.

          Tymczasem savoir vivre nie polega na trzymaniu się zasad, tylko na takim postępowaniu, aby wszystkim było dobrze w naszym towarzystwie. Kelnerom też. Jeśli nasze dwa słowa (albo i jedno!) mają oszczędzić komuś niepotrzebnej fatygi, to niewypowiedzenie ich jest brakiem ogłady, nawet jeśli ogólna reguła każe nam nic nie mówić.


    • gazeta_mi_placi Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 16:58
      Zaokrąglam taksówkarzom, daję fryzjerce (bo jest super) , daję dostawcy pizzy i kurierowi pod warunkiem, że płatność jest za pobraniem, jeżeli przesyłka jest opłacona z góry nie płacę (krępuję się).
    • gazeta_mi_placi Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:04
      Jak to możliwe, że Cię nie wykropkowano?
      • czar_bajry Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:08
        może nie wiedzą jak to potraktować w końcu ja tylko określiłam profesjętongue_out
        Zobaczymybig_grin
        • gazeta_mi_placi Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:20
          Ale na wątku Firfifi Cię skasowali big_grin
          • fifiriffi Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 22:56
            gazeta_mi_placi napisała:

            > Ale na wątku Firfifi Cię skasowali big_grin

            A co napisała?
            • czar_bajry Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 23:06
              Bardzo możliwe że to samo, już kiedyś pisałam ten tekst na forumtongue_out
        • karra-mia Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:22
          pewnie ich polski znak ę zmyliłbig_grin
      • czar_bajry Wykrakałaś:) 22.11.12, 15:50
        Co tam wykropkowali.... usunęli mnie totalnietongue_out
    • inguszetia_2006 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:38
      Witam,
      Zostawiam. W zależności od humoru i poczucia, że byłam super/średnio obsłuzona. Jak rachunek jest powiedzmy na 59 zł. to daję 70. Jak na 370, to daję 400, bo ktoś się musiał nabiegać(obiad dla czterech osób i popitka). Kiedyś byliśmy w Poznaniu wiekszą paczką na jakimś tam szkoleniu i kolega rzucił hasło, że stawia obiadokolację i wypitkę, więc postawił i potem dał napiwku jakeś 50 złotych i kelnerka nie chciała wziąć, że niby jaja sobie z niej robimy;-D W Poznaniu nie daje się napiwków, czy jak?;-P Obsługiwała nas od 17 do 23 conajmniej, a byliśmy upierdliwi i podchmieleni. W końcu wzięła, ale głupio jej było strasznie. Jak sama pracowałam w knajpie studentką będąc to dniówkę miałam średnio 200 zł. z napiwków, a za godzinę wtedy płacili 3 złote. Robiło się też zrzutę na ludzi na zmywaku, żeby krzywdy nie mieli.
      Pzdr.
      Ing
      • gazeta_mi_placi Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:43
        To musiała być jakaś dość podrzędna knajpa, w lokalach lepszych często tej kwoty napiwek jest normą niż wyjątkiem.
        • mamaemmy Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:55
          przeważnie dajemy 10 %,pamietam ,że zwracałam na to uwagę na randkach-miałam takiego jednego co na 1zł w pizzerii czekał uncertain I nie był to student.
          jesli kwota jest 82zł,daje 100.
          Ale jesli kelnerka jest niemiła-a czsami na takowa trafilismy-nie zostawiamy nic.
          Panom z Almy-daje zawsze jakies drobne-jesli akurat mam-bo przeważnie placę kartą.
          U fryzjera-tez tylko wtedy jak jestem zadowolona-ostatnio nie dalam ,bo kolor wyszedł o wiele ciemniejszy niz sie umawiałysmy.Ale to chyba były tylko dwa takie przypadki.
          W taksówce-przewaznie zaokrąglamy,więc wychodzi wiecej niż 10 %.
          • duch_mariana Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 10:41
            > przeważnie dajemy 10 %,pamietam ,że zwracałam na to uwagę na randkach-miałam t
            > akiego jednego co na 1zł w pizzerii czekał uncertain I nie był to student.

            To chyba dobrze o nim świadczy. Facet ma świadomość jaki jest faktyczny koszt przygotowania pizzy i wie że obsługa lokalu swoje już zarobiła. No chyba że lubisz facetów jak z kawału o nowych Ruskuch:
            - Zobacz Wania jaki fajny krawat kupiłem za 80 funtów
            - Eee, ty to frajer jesteś. Ja taki sam kupiłem za 110.
      • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:49
        To w dobrej knajpie pracowałaś... Pierwszy raz słyszę, żeby ktoś dzielił się napiwkami ze zmywakiem, ale popieram gorąco.

        Może ta kelnerka z Poznania miała poczucie, że nie zasługuje z jakiegoś powodu na ten napiwek (wy mogliście powodu nie znać, a ona też nie chciała wam podawać, żeby na przyszłość nie tracić klientów)? Ja miałam kiedyś taką sytuację, że goście, którzy mieli u nas stały rabat 10%, zapomnieli mi o tym powiedzieć, prosząc o rachunek, i ja też zapomniałam zapytać rutynowo o kartę rabatową. Zostawili mi 10% napiwku. Gdybym się kapnęła wcześniej, tzn. już po zatwierdzeniu i wydrukowaniu rachunku, kiedy jest za późno na zmiany, ale przed podaniem go i rozliczeniem z klientami, to pewnie zwróciłabym im ten napiwek. W końcu czemu mieli być stratni przez moje niedopatrzenie?

        • mamaemmy Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 19:59
          mgla_jedwabna napisała:

          > To w dobrej knajpie pracowałaś... Pierwszy raz słyszę, żeby ktoś dzielił się na
          > piwkami ze zmywakiem, ale popieram gorąco.


          nie wiem jak jest teraz ale w Krk w Taco Mexicano pod koniec dnia wszyscy wysypują napiwki i sa one rozdzielane po równo miedzy kelnerów/zmywak/kuchnie.
          Sprawiedliwie dla kuchni ale niesprawiedliwie dla kelnerów-jeden sie bardziej stara to dostanie więcej,inny może byc niemily i sie nie przejmuje bo i tak dostanie napiwek..
          Pamietam,że były zwolnienia -kogos tam zlapali na braniu "swoich "napiwków.
        • inguszetia_2006 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 20:01
          mgla_jedwabna napisała:

          > To w dobrej knajpie pracowałaś...
          Witam,
          Średniej, choć na Starym Mieście w Warszawie. Ale wtedy nie było tylu knajp, co teraz i obcokrajowcy trafiali w nasze szpony;-D A ze zmywakowymi to wtedy był standard, obciach byłoby nie podzielić się, takie zasady panowały. Mało tego, jak ktoś zwiał, nie płacąc rachunku to też była zrzuta dla nieszczęśliwca od feralnego stolika. Ale jak mnie nogi bolały w tych szpilkach to nie powiem. To były ciężko okupione pieniądze, naprawdę ciężko. Trza było w tych szpilkach i nie było bata.
          Pzdr.
          Ing.
        • wies-baden Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 11:39
          Wiedziałam, że jesteś z "branży". Mogłabym przemilczeć, ale powiem ci, że zachowujesz się jak naganiaczka. Wymyślanie, że hreczkosieje i buraki małomiasteczkowe w kraju , gdzie średnia pensja to 3500 zł , netto 2500zł to jest poniżej pewnego poziomu, którego zresztą nie trzymają restauratorzy, oferując najtańsze składniki marki ARO, nie płacąc kelnerom i oczekując wielkopańskich gestów od klienta, który zapłaci pensję kelnerowi.
          Wiesz, że na tym forum zeszłaś do poziomu Joli.
    • lilka69 to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 20:28
      a za co mialabys dostac napiwek? staralas sie jakos wyjatkowo? twoja obsluga byla ponadstandardowa? za co oczekiwlas napiwek? za normalna prace, za ktora dostajesz wynagrodzenie od pracodawcy?

      ja NIGDY nie daje napiwkow. moj maz takze. do ostatniego grosza zabieram reszte. moj maz takze. RAZ dalismy 12 zl z rachunku na niecale 138 zl.( razem dalismy 150) . pan byl uroczym mlodym chlopakiem, usmiechnietym i skakal wokol wszytskich , ktorzy siedzieli kolo nas. i kolo nas tazke ale nienachalnie. a kosmetyczce, fryzjerce, manicurzytsce/pedicurzystce nosze KWIATY co jakis czas. a panu, ktory stale przyjezdza do nas z zakupami z piotra i pawla co tydzien daje pić. raz mu dalam 10 zl ( nie mial wydac a akurat placilam gotowka). ktos kiedys napisal , ze powinno sie dawac 10-15 % od sumy glownej. to co mam mu dac 40 czy 50 zl????
      • mysz1978 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 20:34
        raczej nie bywam w restauracjach, ale jak juz to fakt czy daje napiwek jest zalezny od obslugi.
        Placac mowie "dziekuje" i kiwam glowa i zawsze sie kelner/ka domysla o co chodzi.

        A wy naprawde uzywacie slow "reszty nie trzeba"????
        • alyeska Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 21:50
          Masazysta, kurka wodna a nie masarzysta.
          Lilka bardzo ladnie to z kwiatami, chyba tez tak bede robic, ale moze jakies czekoladki.
          Mowie reszty nie trzeba zazwyczaj tylko w taksowce, w restauracji "dziekuje".
          • lilka69 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 22:00
            czasami daje czekoladki ale lubie ciete kwiaty i daje je zasadniczo. sa po prostu niepretensjonalne ( czekoladki takze oczywiscie) i mile.
            • gazeta_mi_placi Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 22.11.12, 16:00
              W dupe se wsadź czekoladki albo cięte kwiatki, ci ludzie pracują na życie i rachunki.
              • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 22.11.12, 16:26
                Gazeta, ale Liluś żyje w wyobrażeniu, że kelnerzy utrzymują się za to, co im restauratorzy płacą wink Kilka lat temu (2006) było to 3-4zł za godzinę netto... Fryzjerki owszem, pewnie traktują to jak miły gest. Myślę, że najszczerzej rozpływa się z wdzięczności pan, który dostaje pić...
                • duch_mariana Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 10:23
                  > Gazeta, ale Liluś żyje w wyobrażeniu, że kelnerzy utrzymują się za to, co im re
                  > stauratorzy płacą wink Kilka lat temu (2006) było to 3-4zł za godzinę netto...

                  Czyli tyle ile zarabiają na sprzedaży jednej butelki Coli 0,2. Gdyby mi ktoś zaproponował taką stawkę, dostałby ode mnie w dziób, bo uznałbym to za obrazę, a następnie odlałbym mu się centralnie na środku sali. Gdyby każdy tak robił to by się cham nauczył ile się płaci za pracę.
                  • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 13:31
                    Po pierwsze - cudze chamstwo nie uprawnia do własnego. A gdyby założyć, że owszem - ochrona miałaby wtedy prawo wytarzać cię w twoich odchodach i dodatkowo skopać po twarzy.

                    Po drugie - inaczej byś śpiewał będąc w mojej sytuacji wtedy. A ja nie narzekałam, bo dostawałam napiwki i w sumie zarabiałam tyle, że wychodziła przyzwoita stawka. I nie uważałam tego za jałmużnę, bo pracowałam na te pieniądze, a nie jęczałam pod ścianą kamienicy.

                    Po trzecie - restaurator i tak by się nic nie nauczył, bo gdybym ja nie wzięła tej pracy, bez problemu wziąłby ją kto inny, chętnych nie brakowało.
                    • duch_mariana Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:12
                      > Po trzecie - restaurator i tak by się nic nie nauczył, bo gdybym ja nie wzięła
                      > tej pracy, bez problemu wziąłby ją kto inny, chętnych nie brakowało.

                      Właśnie to jest najgorsze - zawsze się znajdą chętni żeby dać się wydymać. A na ich miejsce będzie kolejka chętnych żeby ich dymać jeszcze głębiej i jeszcze mocniej. Ludzie sami sobie takie życie szykują. W ten sposób nieuczciwy pracodawca zawsze ma żelazny argument że "na twoje miejsce ja mam stu chętnych".
                • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 11:35
                  mgla_jedwabna napisała:

                  > Gazeta, ale Liluś żyje w wyobrażeniu, że kelnerzy utrzymują się za to, co im re
                  > stauratorzy płacą wink

                  Drobne pytanie - rozliczasz się z fiskusem z napiwków?
                  • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 13:44
                    Drobne pytanie należałoby zadac w czasie przeszłym, bo przestałam pracować jako kelnerka w 2006.

                    Moje wszystkie napiwki razem wzięte, wraz z płacą podstawową, nie przekraczały kwoty zwolnionej od podatku. Dla twojej ciekawości - skrzętnie notowałam w kalendarzu, ile zarobiłam danego dnia, a pracowałam tylko w weekendy. I to tylko przez pół roku podatkowego. Nie, nie rozliczałam ich oficjalnie, ale gdybym to robiła, przysparzałabym tylko pracy papierkowej urzędom, więc generowała koszt zamiast zysku dla Skarbu Państwa.
                    • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 14:20
                      > Moje wszystkie napiwki razem wzięte, wraz z płacą podstawową, nie przekraczały
                      > kwoty zwolnionej od podatku. Dla twojej ciekawości - skrzętnie notowałam w kale
                      > ndarzu, ile zarobiłam danego dnia, a pracowałam tylko w weekendy. I to tylko pr
                      > zez pół roku podatkowego. Nie, nie rozliczałam ich oficjalnie, ale gdybym to ro
                      > biła, przysparzałabym tylko pracy papierkowej urzędom, więc generowała koszt za
                      > miast zysku dla Skarbu Państwa.

                      Tak, tak, oczywiście.
                      • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:03
                        Policz sobie - dostawałam dziennie jakieś 30-40zł z napiwków (część czasu spędzałam np. krojąc cytrynę lub wyciskając sok, nie przy stolikach). Pracowałam w soboty i niedziele od końca lutego do połowy lipca. Kilka razy nie pracowałam (choroba, wyjazd, Święta itp.). Razem około 12-13 weekendów, czyli jakieś 900 zł.

                        Do tego płaca podstawowa, nieco ponad 250zł za miesiąc, czyli w zaokrągleniu 1500 zł za całość. Razem około 2400. Podatek od tej powinien wynieść 456zł - 530zł 08gr (źródło: www.4un.pl/finanse/skalapodatkowa2006.php). Wychodzi na to, że to Skarb Państwa powinien mi oddać 74zł 08 gr...

                        Nawet jeśli gdzieś się machnęłam w tych uproszczonych rachunkach, to raczej nie na tyle, żeby wyszła mi dodatnia kwota podatku do zapłacenia. Więc można powtsryzmać się od czepialskich wyliczeń, że pominęłam kwestię ZUSu itp., zresztą z tego, co wiem, z któregoś rodzaju haraczu byłam zwolniona jako studentka.
                        • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:08
                          > zresztą z tego, co wiem, z któregoś rodzaju haraczu byłam zwolniona jako studentka.

                          Nie z podatku. Z tego nie zwalnia nic.
                          Twój przypadek (zakładając, że piszesz prawdę) jest wyjątkiem. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że każdy może powiedzieć, że ma tak okropnie mało napiwków, że nie opłaca mu się zawracać głowy fiskusowi. Bo kto to sprawdzi i w jaki sposób? I to jest właśnie problem, który poruszyłam. Nielegalność takiego sposobu zarobkowania. Nie wiem co tu pochwalać.
                          Zapytaj się w dowolnym US, czy napiwki są legalne. Gdyby się zaczęli pukać w czoło, to przytocz im odpowiednie cytaty z SV. Może dadzą się nabrać wink
              • viviene12 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 23.11.12, 23:55
                gazeta_mi_placi napisała:

                > W dupe se wsadź czekoladki albo cięte kwiatki, ci ludzie pracują na życie i rac
                > hunki.

                nie no, ciete kwiatki to lepiej do wazonu, dluzej wytrzymaja
              • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 21:36
                gazeta_mi_placi napisała:

                > W dupe se wsadź czekoladki albo cięte kwiatki, ci ludzie pracują na życie i rac
                > hunki.

                No i? Dostają przecież zapłatę za swoje usługi.
                A czekoladki czy kwiaty OPRÓCZ tego.
                Ty też żyjesz tylko i wyłącznie napiwków "co łaska", że tak głupio gadasz?
                Wyrazy współczucia zatem suspicious
        • pitahaya1 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 22.11.12, 18:46
          mysz1978 napisała:


          > A wy naprawde uzywacie slow "reszty nie trzeba"????


          Nie.
          Daję pieniądze (np. 100zł) mówiąc zdecydowanie "dziękuję" i jeszcze mi nikt reszty nie zwracał lub, dostając rachunek w etui, wkładam i, w zależności od kelnera, daję do ręki lub, jeśli kelner nie stoi obok, kładę pieniądze i powoli wstaję. Z reguły kelner podchodzi i bierze etui z pieniędzmi.
          Kartą płacę rzadko ale wtedy, albo daję fryzjerce do kieszeni, albo wkładam do etui. Filozofia żadna.

          Jeśli banknot jest większy to daję i czekamsmile Wtedy zostawiam napiwek i wychodzę.
      • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 22:16
        za normalna prace, za ktora dost
        > ajesz wynagrodzenie od pracodawcy?


        Już gdzieś napisałam, ale dla ciebie pewnie trzeba osobno: restauratorzy uważają, że główne źródło zarobku kelnerów stanowią napiwki, więc płacą absolutne minimum. Spotkałam się nawet z przypadkiem, że kelner pensji w ogóle nie dostawał, a tłumaczenie j.w. On akurat był zadowolny, bo knajpa na Starym Mieście i napiwki były dobre. Mam nadzieję, że nie trafił na ciebie...

        a panu, ktory stale przyjezdza do nas z zakupami z piotra i pawla co tydzien daje pić

        A moja sąsiadka daje pić gołębiom. Ale ona nie uważa się za wielką panią.

        ktos kiedys na
        > pisal , ze powinno sie dawac 10-15 % od sumy glownej


        Kelnerom! Jeśli stać cię na wydanie 400-500zł w knajpie, stać cię też na 30-40zł napiwku. (Przy tak dużej kwocie może to być mniej niż 10%, ale nadal minimum 5%). Ale tak, jak pisałam - to kwestia poczucia przyzwoitości, nie obowiązku.

        Swoją drogą, podzielę się chętnie z forumkami moją prywatną metodą na wykrycie nuworysza lub snoba: nie będzie to marka samochodu, garnituru ani to, gdzie spędza się wakacje. Będzie to podejście do osób będących w jakiś sposób poniżej takiego snoba: mniej poważanych przez społeczeństwo, gorzej zarabiających, słabszych fizycznie.
        • lafiorka2 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 22:29
          Swoją drogą, podzielę się chętnie z forumkami moją prywatną metodą na wykrycie nuworysza lub snoba: nie będzie to marka samochodu, garnituru ani to, gdzie spędza się wakacje. Będzie to podejście do osób będących w jakiś sposób poniżej takiego snoba: mniej poważanych przez społeczeństwo, gorzej zarabiających, słabszych fizycznie.

          nooooo ,czyli 3.4 ematek?smile
          • lafiorka2 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 22:29
            3/4
            bo się zaraz doczepiąuncertain
        • antychreza Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 21.11.12, 23:02
          Podoba mi się Twoja metoda.
          Zazwyczaj daję ok. 10-15% w restauracji, a w kawiarni, gdzie kelner zwykle musi mniej koło mnie skakać, zostawiam kwotę mniej więcej równą stawce godzinowej dla kelnera. Jeśli płacę większym nominałem, zwykle mówię "proszę do iluśtam" albo "dziękuję" jeśli nie chcę reszty, a jeśli kartą, to zostawiam w koszyczku/książeczce na rachunek. Czasem mam problem jak okazuje się, że mam same złotówki albo pięćdziesięciogroszówki. Wydaje mi się, że danie napiwku takim drobiazgiem to trochę brak szacunku.
          Generalnie kelner musi sobie solidnie nagrabić żeby nic ode mnie nie dostać (pomylić zamówienie, przynieść zimne, trzaskać talerzami po stole).
        • lilka69 mgla jedwabna- uspokoj sie, wycisz 22.11.12, 12:57
          z tego zacietrzewienia!

          nie chodze do restauracji i nie jadam jednorazowo za 400-500 zl!!!

          gdzies to wynalazla?

          jedynie robie zakupy jedzeniowe za tyle na tydzien , tak jak i ty pewnie wiec dlaczego sie pienisz?
          • mgla_jedwabna Uważaj na ton 22.11.12, 15:49
            "Uspokój się, wycisz" to możesz mówić do swojego dzieciaka, kiedy wrzeszczy. W cywilizowanej rozmowie nie wypada pouczać w ten sposób adwersarzy. Pamiętaj o tym na przyszłość, bo w necie jeszcze ci ludzie wybaczą, ale w realu ograniczą kontakty.

            Wbrew twoim projekcjom (z tego, co widzę, sama się ostro miotasz, co można poznać po ilości wykrzykników) jestem całkowicie spokojna. Tylko może nieco naiwna, cierpliwie i spokojnie tłumacząć co poniektórym zasady postępowania, które najwyraźniej są dla nich za trudne. ale jestem niepoprawną optymistką, wierzę, że moje powtarzanie do znudzenia przeczyta ktoś, kto się nie będzie pienił, tylko wyciągnie wnioski.

            nie chodze do restauracji i nie jadam jednorazowo za 400-500 zl!!! gdzies to wynalazla?

            W twojej własnej wypowiedzi, wewnętrznie sprzecznej. Dokładnie tej:

            ktos kiedys napisal , ze powinno sie dawac 10-15 % od sumy glownej. to co mam mu dac 40 czy 50 zl????

            "Ktoś kiedyś" (czyli ja) napisał, że napiwek dla kelnera powinien wynosić 10-15%. Skoro Piszesz, że te kelnerskie 10% od sumy głównej miałoby wynosić 40-50zł, to wychodzi na to, że rachunek opiewałby na 400-500zł. Pytasz jednak, czy "mam mu dać", tzn. panu od zakupów. Otóż nie, bo 10-15% dotyczy kelnerów. Napiszę więc jeszcze raz, najprościej, jak potrafię: nie doczytałaś mojej wypowiedzi, skoro uznałaś, że masz dawać panu od dostawy 10-15% wartości tej dostawy. Taki procent dotyczy kelnerów. Natomiast jeśli mówimy o napiwkach 10-15% (czyli kelnerskich), to owszem, jeśli rachunek wynosi 400-500zł, napiwek powinien wynosić 40-50zł, ew. trochę mniej (ale bez przesady).

            Dlaczego tak wściekle prostestujesz, że nie chodzisz do restauracji i nie jadasz jednorazowo za 400-500zł? Czy to coś złego, czego należy się wypierać? Mnie się zdarzało uiszczać takie rachunki, nie dlatego, żebym tyle wydawała na siebie, tylko gdy np. robiłam to w imieniu grupy 6 osób, z którymi później rozliczałam się. Zresztą nawet wydanie 500zł na dwie osoby nie jest dla mnie niczym szokującym - jeśli kogoś stać, to niech się dobrze bawi przy dobrym winie i haute cuisine. Oczywiście takie jedzenie i picie wymaga obsługi najwyższej klasy, stosownie opłaconej.

            Jeszce raz powtarzam: w przypadku kelnerów powszechnym założeniem jest, że zarabiają na napiwkach. Nie ma takiego założenia w przypadku fryzjerów, taksówkarzy i dostawców pizzy. Można to poznać chociażby po tym, że żaden z podręczników savoir vivre'u nie mówi nic o wysokości napiwkow dla nich - zatem jest to kwestia dobrowolna. Natomiast w przypadku napiwków dla kelnerów nie ma już takiej dowolności, są raczej zasady, które mówią, ile zapłacić w przypadku niezbyt dobrej obsługi (sic!). W Polsce niestety króluje mentalność dorobkiewiczowska, która zakłada, że można komuś nie zapłacić za jego pracę w ogóle, o ile nie stara się ponadprzeciętnie. Że można uzależniać fakt zapłacenia komuś od swojego humoru (niekoniecznie nawet związanego z poziomem obsługi). Że można nie zapłacić komuś, kto wykonał swoją pracę prawidłowo, czyli uprzejmie i grzecznie, ale bez uśmiechu na twarzy (trudno, żeby np. ktoś, kto ma problemy rodzinne, przykleił sobie sztucznego banana na kilkanaście godzin, bo tyle trwa praca w polskich knajpach).

            Niestety, jak się chce uchodzić za upper middle class, to trzeba też mieć wielkopańskie maniery, w tym szeroki gest, a nie drobnomieszczańską małostkowość "nie dam paru złotych, jeśli nie zasłużysz na dwóch łapkach".
            • viviene12 Re: Uważaj na ton 22.11.12, 18:52

              >
              > Niestety, jak się chce uchodzić za upper middle class, to trzeba też mieć wielk
              > opańskie maniery, w tym szeroki gest, a nie drobnomieszczańską małostkowość "ni
              > e dam paru złotych, jeśli nie zasłużysz na dwóch łapkach".

              nie ujelabym tego lepiej - dzieki Mglosmile

              • lilka69 Re: Uważaj na ton 23.11.12, 15:34
                obydwie przesadzacie...

                co jest typowe dla nastolatek a nie dla was w tym wieku.
                pomiedzy arystokrytycznymi manierami a skonczonym buractwem sa inne mozliwosci zachowan.
                • viviene12 Re: Uważaj na ton 23.11.12, 23:26

                  > pomiedzy arystokrytycznymi manierami a skonczonym buractwem sa inne mozliwosci
                  > zachowan.

                  smile
                  Czy Ty aby wiesz co to sa arystokratyczne maniery? Bo raczej na to nie wyglada.

            • lilka69 Re: Uważaj na ton 23.11.12, 15:30
              zyjesz nadal w socjalizmie. co klienta obchodzi , ze ktos ma problemy w domu????

              pracowalam jako hostessa na studiach. czy mialam zly czy dobry dzien, czy sie z kims poklocilam mialam banana na twarzy bo tego OCZEKIWAL PRACODAWCA. podobnie w pozniejszej , normalnej pracy na umowe. sprawy rodzinne zostawialam za drzwiami. o tym ,ze dziecko jest chore w przedszkolu nauczycielka dzwonila do meza ( siedzacego samotnie w pracy lub w domu przed komputerem).

              utozsamilas sie za bardzo z praca kelnerki, zostalo ci to na cale zycie. a prawda jest taka, ze jak komus nie odpowiada praca?płaca to moze robic cos innego.

              a odnoszac sie do tego, ze nie jadam za 400-500 to dlatego, ze wole za te pieniadze kupic sobie kolejne ubranie lub za polowe tego 2 bilety do opery.
              • lilka69 Re: Uważaj na ton 23.11.12, 15:32
                do Teatru Wielkiego/ Opery Narodowej mialo byc.

                a to czysta ekonomia- nie da sie miec wszystkiego. z czegos trzeba zrezygnowac. ja rezygnuje z jedzenia zw restauracji ze smutna/wsciekla/ mina kelnerki.
              • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 13:17
                Nie każdy restaurator wymaga banana na twarzy przez kilkanaście godzin. Niektórzy wymagają po prostu uprzejmości, jeśli ktoś ma zły dzień, to lepiej, żeby miał pokerową twarz, niż sztuczny uśmiech. Człowiek nie jest maszyną, czasem pokerowa twarz to maximum tego, co można osiągnąć, zostawiając problemy w domu.

                Hostessę człowiek widzi przez kilkanaście sekund, więc musi ją widzieć uśmiechniętą, bo często jest to jego jedyny z nią kontakt. Kontakt z kelnerem jest dłuższy i bardziej złożony, jest więcej sposobów, by okazać klientowi, że się przykłada do swojej pracy, niż robienie min.

                Zresztą często widywałam hostessy, które miały minę pt. "o k...wa, odp....lcie się ode mnie, za co ja tu stoję", gdy myślały, że ich nikt nie widzi (mniejszy ruch) i robiły uśmiech kota z Cheshire, gdy tylko miały do kogo powiedzieć "zapraszam na promocję jogurtu". Wyjątkowo przykre wrażenie, a niestety dość częste.

                Nie utożsamiłam się z pracą kelnerki, nie robiłam tego nawet wtedy, gdy ją wykonywałam (pracowałam w weekendy, a w tygodniu miałam studia dzienne, hobby i sport). Tylko należę do osób, które wyciągają wnioski ze swoich doświadczeń iwykorzystują je w dalszym życiu. Nie udaję natomiast, że zawsze byłam "bogatą panią" i nie ukrywam skrzętnie etapu życiowego, gdy zarabiałam 3,30 netto na godzinę oraz napiwki (wcale nie takie duże).

                Tobie chyba myli się utożsamianie z empatią, czyli umiejętnością wczucia się w cudzą sytuację/uczucia. To by wyjaśniało, dlaczego tak bardzo boisz się spojrzeć na życie w punktu widzenia tych, których uważasz za niżej postawionych od siebie...

                I ostatnie - nie obchodzi mnie, za ile jadasz, jedz na zdrowie smile
            • wies-baden Re: Uważaj na ton 24.11.12, 11:12
              Drobnomieszczańska małostkowość? HRECZKOSIEJE? Trzeba mieć wielkopański gest?
              • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 13:46
                Nie znasz tego słowa? Trzeba było czytać lektury szkolne zamiast bryków.

                Wielkopańskiego gestu nie trzeba mieć - chyba że pozuje się na klasę średnią wyższą, co robi większość tego forum wink
            • robitussin Re: Uważaj na ton 24.11.12, 11:15
              > Jeszce raz powtarzam: w przypadku kelnerów powszechnym założeniem jest, że zara
              > biają na napiwkach.

              Ale to może Ty sobie tak zakładasz. Inni niekoniecznie i nie widze w ogóle podstaw, by przyjmować taki system za obowiązujący. W ten sposób propagujesz jedynie zarobkowanie na czarno. Bo nie powiesz mi, że się z tych napiwków legalnie rozliczasz.

              > Natomiast w przypadku napiwków dla kelnerów nie ma już takiej dow
              > olności, są raczej zasady, które mówią, ile zapłacić w przypadku niezbyt dobrej
              > obsługi (sic!).

              Chcesz powiedzieć, że SV mówi o tym, ile dać napiwku kelnerowi burakowi?
              Chyba sobie jaja robisz.

              > W Polsce niestety króluje mentalność dorobkiewiczowska, która
              > zakłada, że można komuś nie zapłacić za jego pracę w ogóle,

              Gdzie widzisz takie założenie? Idąc do restauracji PŁACĘ ŁĄCZNIE za obiad, obsługę, szatnię, WC. Płacę właścicielowi restauracji, bo to on wystawia rachunek. I guzik mnie obchodzi, ile zarabiają poszczególni pracownicy tej restauracji. Jeśli jednak z jakichś powodów uważam, że komuś można dać napiwek, to to robię. Uznaniowo, a nie dlatego, że jakaś tam Mgła ma dziwne oczekiwania. Jeśli nie uważam, nie robię tego i to wyłącznie moja sprawa. Możesz mnie uważać za buraczkę, ale dla mnie większym buractwem są Twoje poglądy uznające, że napiwek się komuś NALEŻY i to obowiązkowo. Chyba Cię dziecko drogie Bóg opuścił, że takie idiotyzmy wymyślasz. Swoją drogę, jeśli jako kelnerka zarabiasz głównie na napiwkach, to pytanie - odprowadzasz podatek i VAT z tego tytułu? Masz zarejestrowaną działalność? Nie, więc się odstosunkuj od cudzej kieszeni. A jeśli Ci za słabo płacą, to zmień robotę. Nie przerzucaj swoich problemów na klienta.

              > Że można nie zapłacić komu
              > ś, kto wykonał swoją pracę prawidłowo, czyli uprzejmie i grzecznie, ale bez uśm
              > iechu na twarzy

              Płacę. W rachunku. Nie mój problem jak się potem Twój szef z Tobą rozlicza.
              Dociera to do Ciebie?

              > Niestety, jak się chce uchodzić za upper middle class, to trzeba też mieć wielk
              > opańskie maniery, w tym szeroki gest, a nie drobnomieszczańską małostkowość "ni
              > e dam paru złotych, jeśli nie zasłużysz na dwóch łapkach".

              No cóż. Jak się chce całe życie zarabiać na napiwkach, to trzeba się trochę postarać.
              Sama postawa roszczeniowa to ciut za mało suspicious
              • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 14:24
                Chcesz powiedzieć, że SV mówi o tym, ile dać napiwku kelnerowi burakowi?
                > Chyba sobie jaja robisz.


                Czy widzisz różnicę między określeniem "niezbyt dobry" a "burak/ buractwo"? Chyba że dla ciebie buractwem jest fakt, że kelner nie robi pod siebie ze szczęścia na twój widok i trzeba mu było raz przypomnieć o dodatkowym pieczywie do sałatki między przystawką a daniem głównym.

                Źródło: www.savoir-vivre.com.pl/?wysokosc-napiwkow,1140

                Napiwek do sumy 100.00 zł wynosi 15%. Powyżej sumy 100.00 zł wynosi 10%.

                Wręczamy go w takiej wysokości, jeśli nie mamy żadnych zastrzeżeń do jakości obsługi i jakości potraw i napojów.

                Zmniejszamy go lub rezygnujemy z niego, gdy pojawiają się rażące uchybienia (np. zbyt długo czekamy i nie jest to efektem specyfiki przygotowania danej potrawy lub otrzymujemy zimna potrawę).


                Jak sam(a) widzisz: rażące uchybienia. A i wtedy jest opcja: zmniejszamy. Czyli nadal dajemy, tylko mniej.

                Aha, to nie ja mam oczekiwania, tylko kultura wymaga pewnych rzeczy. Ale ty pewnie z tych, co to tłumaczą dzieciom, że mają być grzeczne, bo mamusia tego chce, a nie - bo tak jest słysznie, uprzejmie, sprawiedliwie i dobrze. Proszę również o darowanie sobie uwag w rodzaju "chyba cię dziecko drogie Bóg opuścił, że takie idiotyzmy piszesz". Po pierwsze, takie sformułowania są obraźliwe dla osób wierzących, dla których wycieranie sobie ust Bogiem, żeby komuś dokopać, jest przykre. Po drugie - jest to protekcjonalne, a protekcjonalność jest rodzajem pogardy. Nie życzę sobie pogardliwego traktowania i jest ono zwykłym chamstwem z twojej strony. (Notabene - nie wiesz, ile mam lat, i czy przypadkiem nie więcej od ciebie...). Po trzecie - jeśli chcesz rozmawiać na poziomie, czytaj uważnie, co pisze rozmówca. Od lat nie pracuję jako kelnerka, piszę o tym w czasie przeszłym. Gdy pracowałam, miałam umowę o pracę (nie musiałam więc rejestrować działalności, zresztą można mieć każdy rodzaj umowy bez DG, wtedy podatek odprowadza zleceniodawca), pracodawca odprowadzał za mnie podatek (który i tak był mi potem zwracany) oraz ZUS. Kwestię podatków od napiwków omówiłam gdzie indziej.

                I nie, nie "przerzucałam swoich problemów na klienta". Chyba nie myślisz, że stałam nad nimi i wymuszałam napiwki? Natomiast o konieczności dawania takowych piszę teraz, gdy raczej jestem stroną dającą, więc bgardziej opłacałoby mi się głosić tezy o wyjątkowości napiwków.
            • anorektycznazdzira Re: Uważaj na ton 24.11.12, 20:29
              mgla_jedwabna napisała:

              > Jeszce raz powtarzam: w przypadku kelnerów powszechnym założeniem jest, że zara
              > biają na napiwkach.

              Tak, tak, też w to kiedyś wierzyłam. Do czasu poznania dziewczyny skądinąd bardzo miłej, której podstawowa pensja w CoffieXXX za roznoszenie po sali kawy i deserów wynosiła 4 tysia na łapkę. Było to już kilka lat temu i np. bliska mi osoba nie wyciągała tyle na posadzie lekarza w pogotowiu z dyżurami. Szok swój pamiętam do dzisiaj. Z powyższego powodu na rzewne opowieści o nic-ale-to-prawie-w-ogóle-nic niezarabiających kelnerach się nie biorę.
              • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 14:33
                Od kiedy w Coffee Heaven roznoszą po sali kawę i desery?

                Coś nie wierzę w te cztery tysiące. Chyba, że np. laska była najlepsza w swoim mieście (np. wygrywała konkursy baristowskie) i dostawała za to jakąś superwysoką premię. Ale jak widzę, ile leży przeciętnie kasy w słoikach z Coffee H. itp. oraz wiedząc, ile przeciętnie w takich miejscach płacą za godzinę (fakt, teraz więcej niż kilka lat temu), naprawdę nie bardzo wierzę.

                Ja też słyszałam o np. o pielęgniarkach zarabiających po 5 tys. na rękę. Tylko dlaczego wszystkie znane mi pielęgniarki mają zmartwienia typu "za co ja rachunki popłacę i dzieciom podręczniki kupię" i wyglądają, jakby się ubierały na bazarku?Słyszałam też, że nauczyciele mają kokosy i labę. Tylko dlaczego jakoś nie ma tłumu chętnych do tego zawodu?

                Nie twierdzę, że kelnerzy nie zarabiają. Tylko że ich zarobki nie pochodzą z tego, co płaci restauracja...
                • robitussin Re: Uważaj na ton 25.11.12, 14:39
                  mgla_jedwabna napisała:

                  > Od kiedy w Coffee Heaven roznoszą po sali kawę i desery?

                  Roznoszą. Nie jest to standard, ale bardzo często się zdarza.

                  > Nie twierdzę, że kelnerzy nie zarabiają. Tylko że ich zarobki nie pochodzą z te
                  > go, co płaci restauracja...

                  Ale to jest ICH problem, a nie klientów, którzy nie płacą napiwków.
                  I żadne podpieranie się SV niczego tu nie zmieni.
                  Od kiedy to SV popiera nielegalne zarobkowanie?
                • anorektycznazdzira Re: Uważaj na ton 25.11.12, 14:46
                  Napisałam Coffie Heaven??? GDZIE?
                  To lokal który nie jest siecią, po prostu lokalem, jest dobrze ulokowany więc klientów ma sporo, właściciele jak widać dbają o ludzi.

                  Wierzyć nie musisz, Twoja sprawa, jeśli potrzebujesz stabilnego światopoglądu... wink
                  Tylko ja to słyszałam nie na przystanku od innej pani ani na imprezie po trzeciej flaszce zaanonsowane "...a mojego szwagra siostry sąsiadka...". Słyszałam od dziewczyny.
                  I teraz dokładnie co ja twierdzę: o ile z całą pewnością zdarzają się kelnerzy opłacani przez szefa słabo, o tyle nie jest to niczym specjalnym na tle innych zawodów. Kelnerzy pracujący w porządnych i dobrze prosperujących lokalach mają pensji podstawowej tyle, że przeciętnej nauczycielce czy pani z biura by się w głowie zakręciło. I kilku lekarzom też.
                  Uważam za pomyłkę lub grube nadużycie argumentowanie napiwków powszechną nędzą wśród kelnerów.
                  • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 15:07
                    Poczytaj sobie o wartości dowodu anegdotycznego.

                    I jeszcze raz piszę: to, co płacą restauratorzy, JEST nędzne. Gdyby goście nie dawali napiwków, kelnerzy zarabialiby nędznie.

                    Prościej chyba się nie da...
                    • anorektycznazdzira Re: Uważaj na ton 25.11.12, 15:13
                      Pani na kasie w markecie, która obsługuje Cię regularnie, też zarabia nędznie.
                      No i?
                      • mgla_jedwabna Re: Uważaj na ton 25.11.12, 15:33
                        Bycie panią na kasie nie wymaga takiej wiedzy, umiejętności i kultury jak kelnerowanie.
                        • carmensitas Re: Uważaj na ton 25.11.12, 16:22
                          Dawno temu pracowałam w agencji tłumaczeń. Oficjalnie na pół etatu, nieoficjalnie na pełen etat. Dostawałam oczywiście za pół etatu oficjalnie (najniższa krajowa), a do tego nędzne grosze pod stołem. Ogólnie zarobki były gorzej niż tragiczne, ale to była moja pierwsza praca, więc starałam się wykazać, jak mogłam. Od mojej wiedzy, umiejętności i kultury zależały zarobki firmy. Byłam przekaźnikiem między klientem a tłumaczem - klienta trzeba było obsłużyć na rzęsach, a tłumacza namówić na najniższą stawkę. Czasem klienci obdzwaniali kilka biur, a wybierali to "moje", bo - jak to sami czasami wyznawali - byli bardzo mile obsłużeni.

                          I ku... - NIGDY nie dostałam napiwku! Dlaczego, och, dlaczego???
                          • carmensitas Re: Uważaj na ton 25.11.12, 16:24
                            Odpowiem sobie sama na to pytanie - bo mój zawód nie był wpisany do podręcznika s-v sad
                        • memphis90 Re: Uważaj na ton 25.11.12, 20:39
                          Kelnerka, która rzuca garścią jednogroszówek na stół nie jest chyba najlepszym przykładem osoby kulturalnej uncertain

                          Przypominają mi się wspomnienia jednej PRL-owskiej stewardesy, która puszczała pasażerom bąki w twarz i też uważała, że jest to stosowne zachowanieuncertain
                        • anorektycznazdzira Re: Uważaj na ton 26.11.12, 20:51
                          mgla_jedwabna napisała:
                          > Bycie panią na kasie nie wymaga takiej wiedzy, umiejętności i kultury jak kelne
                          > rowanie.

                          Ratunku, czy "wymaga" oznacza, że "zawsze występuje"? Niech najpierw wystąpi, a dopiero później będzie argumentem. Liczba ludzi z przypadku, panienek chcących się gdzieś zahaczyć, studentów pragnących się jakoś utrzymać, jest w tym zawodzie koszmarnie duża, co zwyczajnie podważa Twoje twierdzenie. Praca pani na kasie też ma swoje wymogi i jest ciężką pracą- ale niektórym łatwo przychodzi lekceważenie pracy innych osób, tylko ich własna jest najcieższa, najbardziej wymagajaca i oczywiscie jednocześnie najfatalniej opłacana.
                    • robitussin Re: Uważaj na ton 25.11.12, 20:12
                      > I jeszcze raz piszę: to, co płacą restauratorzy, JEST nędzne. Gdyby goście nie
                      > dawali napiwków, kelnerzy zarabialiby nędznie.

                      I co wówczas? Pracowaliby za darmo?
            • memphis90 Re: Uważaj na ton 25.11.12, 20:32
              > "Uspokój się, wycisz" to możesz mówić do swojego dzieciaka, kiedy wrzeszczy. W
              > cywilizowanej rozmowie nie wypada pouczać w ten sposób adwersarzy. Pamiętaj o t
              > ym na przyszłość, bo w necie jeszcze ci ludzie wybaczą, ale w realu ograniczą k
              > ontakty.
              www.youtube.com/watch?v=X0uQ2VMpieM
        • duch_mariana Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 10:20
          > Już gdzieś napisałam, ale dla ciebie pewnie trzeba osobno: restauratorzy uważaj
          > ą, że główne źródło zarobku kelnerów stanowią napiwki, więc płacą absolutne min
          > imum.

          Co sobie restauratorzy uważają to jest ich sprawa. Widać mają rację skoro zatrudniani przez nich kelnerzy dają się dymać na pensji, a goście uważają za swój obowiązek dopłacać do i tak wysokiego rachunku za obsługę.

          > Kelnerom! Jeśli stać cię na wydanie 400-500zł w knajpie, stać cię też na 30-40z
          > ł napiwku. (Przy tak dużej kwocie może to być mniej niż 10%, ale nadal minimum
          > 5%).

          Mnie może być stać nawet na to żeby mi ta kelnerka prywatnie w domu podawała żarcie do łóżka nago z piórkiem w pupci. Ale to mnie stać i to moja sprawa. Nie mam obowiązku rozdawania kasy tylko dlatego że mnie stać. Właściciela knajpy też stać żeby kelnerowi zapłacić ile mu się należy, a nie liczyć na jałmużnę od gości. Wystarczy że nawet na zwykłem, małej butelce coli 0,2 przycina koło 5 zeta. Myślisz że ile kosztuje przygotowanie żarcia za 500 zeta? Jak wydał 7 dych na składniki to wszystko, liczmy stówę, bo koszty przygotowania, gazu, prądu itd. 4 stówy mu zostaje w kieszeni. Co? Słaby zarobek? Nie stać go zapłacić pracownikom za ich pracę? Dlaczego jeszcze miałbym dopłacać? Bo ktoś dał się wydymać na umowie i zatrudnił się jako żebrak? Co łaska to do księdza, a nie do kelnera. Kelnerowi należy się godziwa pensja a nie jałmużna od gości.
          • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 13:24
            Wystarczy że nawet na zwykłem, małej butelce coli 0,2 przycina koło 5 zeta

            Co nie znaczy, że kelner dostaje z tego jakiekolwiek sensowne pieniądze.

            A restauratorzy wychodzą z założenia prawidłowego na całym świecie - zarobkiem kelnera są napiwki. Po co mają płacić niepotrzebnie? Zauważ, że napiwki daje się również w krajach, gdzie jest bardzo wysoka płaca minimalna, a kultura jedzenia poza domem wysoko rozwinięta, w związku z czym praca kelnera jest postrzegana jako zawód wymagający konkretnych umiejętności. Czyli możemy zakładać, że kelner zarabia przyzwoite pieniądze. A jednak napiwki się daje.

            Kelnerowi należy się godziwa pensja a nie jałmużna od gości.

            Odmawianie kelnerowi tego, na co sobie zapracował, i uzasadnianie tego... godnością kelnera to wyjątkowa perfidia. Wstyd, Marian, wstyd po prostu.
            • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 14:37
              > A restauratorzy wychodzą z założenia prawidłowego na całym świecie - zarobkiem
              > kelnera są napiwki.

              Pieprzysz głupoty Mgła. Sorry, że tak ostro, ale po prostu nie mogę czytać takich debilizmów.
              Nie jest zarobkiem coś, co otrzymuje się na czarno, poza legalnym obiegiem pieniądza, w sytuacjach wyjątkowych. Nie wiem, kto Cię nafaszerował takimi opowieściami, ale rozpowszechanianie ich dalej stawia w złym świetle nie tylko Ciebie, ale całe środowisko branżowe.

              > Czyli możemy zakładać, że kel
              > ner zarabia przyzwoite pieniądze. A jednak napiwki się daje.

              Daje się. W uzasadnionych przypadkach. Nie zawsze, nie bez względu na okoliczności.

              > Odmawianie kelnerowi tego, na co sobie zapracował

              Nikt mu niczego nie odmawia. Dostaje to, co zapewnia mu umowa o pracę czy na zlecenie. Jeśli nie dostaje, to jest debilem, który daje się dymać.
              Idąc Twoim tokiem myślenia, po skończonym obiedzie klient powinien udać się na zaplecze i tam wręczyć napiwek:
              - zaopatrzeniowcowi - że kupił dobry towar
              - kucharzom - że wspaniale przygotowali potrawy
              - szefowi kuchni - że wymyślił super przepisy
              - pomywaczkom - że nie zostawiły plam na naczyniach
              - sprzątaczce - że tak wspaniale wymyła podłogę pod stołami
              I tak dalej.
              Cóż to za postać z tego kelnera, że jako jedyny powinien dostawać jeszcze coś poza tym?
              I dalej - dlaczego w innych branżach nie daje się napiwków? Dlaczego ja pracując w biurze konstrukcyjnym zarabiałam to, co miałam na umowie, a klient nie dopłacał mi pod stołem dodatkowej kasy za "fajny projekt"?
              Lodu na głowę Mgła!
              • duch_mariana Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:07
                > Dlaczego ja pracują
                > c w biurze konstrukcyjnym zarabiałam to, co miałam na umowie, a klient nie dopł
                > acał mi pod stołem dodatkowej kasy za "fajny projekt"?

                A dlaczego ja jak jeździłem autobusami nie dostawałem dodatkowej kasy od pasażerów że nie latali jak worki ziemniaków po autobusie i nie wysadzałem ich centralnie w kałużę?
                • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:15
                  > A dlaczego ja jak jeździłem autobusami nie dostawałem dodatkowej kasy od pasaże
                  > rów że nie latali jak worki ziemniaków po autobusie i nie wysadzałem ich centra
                  > lnie w kałużę?

                  Bo naszych zawodów niestety nie przewiduje kodeks SV.
              • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:15
                Hola hola, tak się wczuwasz, że używasz obraźliwych określeń. Ciekawe, że w całej tej dyskusji strona "napiwki dajemy prawie zawsze" potrafi rozmawiać kulturalnie i na temat, za to strona "nie daję, jak ktoś nie zasłuży na dwóch łapkach" regularnie używa określeń protekcjonalnych, obraźliwych albo tylko odnoszących się do projektowanego (!) stanu emocjonalnego adwersarzy, nie zaś do meritum sprawy.

                Jeśli nie jesteś w stanie rozmawiać na poziomie, tzn. z minimalnym choć szacunkiem dla osoby o odmiennych poglądach, idź pogadać pod budką z piwem. Tam twoj sposób rozmowy spotka się z aplauzem. Tutaj mogę tylko stwierdzić, że tłumaczenie osobie piszącej "pieprzysz głupoty", jak zachować się w eleganckiej restauracji, jest równie bezcelowe, co tłumaczenie różnicy między jedwabiem a wiskozą komuś, kto wyciera nos w palce z głośnym charkotem.

                • mgla_jedwabna Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:20
                  Tutaj mogę tylko stwierdzić, że tłumaczenie (...) jest bezcelowe...

                  Gdybyś jednak nie zrozumiał(a) tego komunikatu (nieraz dałeś/-aś w tym wątku przykłady podobnego niezrozumienia), napiszę wprost:

                  Rezygnuję z dalszego pisania w tym wątku. Dyskutowanie z osobami, które traktują mnie jak śmiecia, używając obraźliwych i pogardliwych określeń oraz tonu, byłoby poniżej mojej godności.
                  • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:27
                    > Dyskutowanie z osobami, które traktuj
                    > ą mnie jak śmiecia, używając obraźliwych i pogardliwych określeń oraz tonu, był
                    > oby poniżej mojej godności.

                    Popłacz się jeszcze. A wcześniej przypomnij sobie jakimi Ty epitetami potraktowałaś osoby, które miały czelność posiadać poglądy odmienne od Twoich.
                    • memphis90 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:45
                      Mgły te zasady nie dotyczą. Jest ponad to.
                • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:24
                  mgla_jedwabna napisała:

                  > Hola hola, tak się wczuwasz, że używasz obraźliwych określeń.

                  Tak, bo jestem wyjątkowo uczulona na porażającą głupotę.

                  > Ciekawe, że w cał
                  > ej tej dyskusji strona "napiwki dajemy prawie zawsze" potrafi rozmawiać kultura
                  > lnie

                  O jasne, może bądź łaskawa przejrzeć sobie ponownie ich wypowiedzi. Kultura aż tryska smile

                  > na temat, za to strona "nie daję, jak ktoś nie zasłuży na dwóch łapkach
                  > " regularnie używa określeń protekcjonalnych, obraźliwych albo tylko odnoszącyc
                  > h się do projektowanego (!) stanu emocjonalnego adwersarzy, nie zaś do meritum
                  > sprawy.

                  Odnoszę się z zasady do meritum sprawy. Jeśli dodatkowo napiszę, że ktoś gada głupoty, to jest to tylko podkreślenie faktu.

                  > Jeśli nie jesteś w stanie rozmawiać na poziomie, tzn. z minimalnym choć szacunk
                  > iem dla osoby o odmiennych poglądach, idź pogadać pod budką z piwem.

                  Ależ omiń wobec tego te inwektywy, jeśli Ci przeszkadzają i skup się na konkretach. Może odpowiedz po prostu na te pytania, które zadałam. Rozwiej moje wątpliwości. Na razie poruszasz się jedynie w jednorodnym obszarze "kelnerzy są biedni; napiwki są obowiązkowe; kelnerzy żyją tylko z napiwków" nie przyjmując do wiadomości żadnych logicznych i racjonalnych argumentów.

                  > Tutaj mogę tylko stwierdzić, że tłumaczeni
                  > e osobie piszącej "pieprzysz głupoty", jak zachować się w eleganckiej restaurac

                  Ja Ci bynajmniej nigdzie nie tłumaczę jak się zachować w eleganckiej restauracji. Ja Ci jedynie uświadamiam, że to, o czym Ty piszesz w kwestii dawania napiwków, jest skrajną głupotą. Poczuj różnicę. To już nie chodzi o to, że Ty nie masz racji. Ty po prostu wymyślasz idiotyzmy (jak ten, by zamówić coś tańszego, żeby starczyło na napiwek dla kelnerki - no kto normalny wymyśliłby coś tak absurdalnego?? albo upieranie się, że podstawowy zarobek kenlera to napiwki - nie wiem, gdzie i kiedy kelnerowałaś, ale chyba naprawdę w jakiejś podrzędnej budzie, jeśli Twojego pracodawcy nie było stać na normalnego kelnera, któremu mógłby normalnie zapłacić)
                • anorektycznazdzira owszem: hola, hola 26.11.12, 21:02
                  mgla_jedwabna napisała:
                  > Hola hola, tak się wczuwasz, że używasz obraźliwych określeń. Ciekawe, że w cał
                  > ej tej dyskusji strona "napiwki dajemy prawie zawsze" potrafi rozmawiać kultura
                  > lnie i na temat, za to strona "nie daję, jak ktoś nie zasłuży na dwóch łapkach
                  > " regularnie używa określeń protekcjonalnych, obraźliwych albo tylko odnoszącyc
                  > h się do projektowanego (!) stanu emocjonalnego adwersarzy, nie zaś do meritum
                  > sprawy.

                  KTO tak napisał? Kto napisał, ze kelner ma "zasłużyć na dwóch łapkach", "skakać jak koło królowej angielskiej" itp?
                  Wmawianie adwersarzom czegoś, czego nie powiedzieli i celowe przerysowywanie ich słów, żeby nabrały cech śmieszności to też rodzaj chamstwa.
                  Poza tym osoby niedające napiwków zostały wyzwane od chamów i prostaków ze słomą w butach więcej niż raz- wiec się tak nie rozpędzaj z ta wielką kulturą wypowiedzi u "dających".

                  Lwia część argumentacji sprowadza się albo do tego, że kelner ma umowę o pracę i z niej ma dostać pieniądze za swoją pracę a nie na czarno od klienta (całkiem rozsądny argument), albo do tego, że napiwek nie jest obowiązkiem klienta, tylko jego dobrą wolą i rodzajem odwdzięczenia się za dobrą obsługę. O ile obsługa była dobra, a nie zawsze jako psi obowiązek. I tego nie możesz zdzierżyć: że ktoś mógłby oczekiwać czegokolwiek zamiast grzecznie wyskoczyć dla Ciebie z kasy? Tak? Bo na to wychodzi.
            • duch_mariana Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 15:04
              > A restauratorzy wychodzą z założenia prawidłowego na całym świecie - zarobkiem kelnera
              > są napiwki. Po co mają płacić niepotrzebnie?

              Jeśli uważasz to założenie za prawidłowość, a nie cwaniactwo i bogacenie się kosztem pracowników, to pracuj nawet i za 50 groszy za godzinę. Tylko nie obwiniaj klientów za to że klepiesz biedę, bo nie oni są tu winni. Winny jest tylko i wyłącznie właściciel lokalu, który w ten sposób i oszczędza na pensji i może być konkurencyjny cenowo. To czego nie zapłaci Tobie, trafia do jego kieszeni, a Ty możesz liczyć tylko na hojność klientów. To nie jest prawidłowe założenie, tylko dymanie pracownika, bo się jeszcze dodatkowo na świadczeniach zaoszczędzi. Państwowa Inspekcja Pracy powinna się ostro dobrać do takich cwaniaczków.

              > Zauważ, że napiwki daje się również w krajach, gdzie jest bardzo wysoka płaca minimalna,
              > a kultura jedzenia poza domem wysoko rozwinięta, w związku z czym praca kelnera jest
              > postrzegana jako zawód wymagający konkretnych umiejętności. Czyli możemy zakładać,
              > że kelner zarabia przyzwoite pieniądze. A jednak napiwki się daje.

              To w końcu jak to jest? Kelner zarabia przywoite pieniądze, czy kelner zarabia grosze i może liczyć tylko na napiwki?

              > Odmawianie kelnerowi tego, na co sobie zapracował, i uzasadnianie tego... godnością
              > kelnera to wyjątkowa perfidia. Wstyd, Marian, wstyd po prostu.

              Nie ja odmawiam kelnerowi, tylko właściciel knajpy. Ja jestem klientem, wchodzę, czytam menu z cenami, zamawiam i płacę zgodnie z cennikiem. I tylko tyle mnie jako klienta powinno obchodzić. A ile kosztuje wynajem lokalu, zusy, srusy, pensje pracowników, rachunki za wodę, prąd itd. to mnie nie obchodzi. Płacę w rachunku także za obsługę kelnerską. Dla mnie kelner to jest mistrz, bo ja nie potrafię przenieść szklanki napoju z kuchni do salonu żeby nie rozlać i on powinien zarabiać godziwe pieniądze a nie być dymany przez pracodawcę. Jeśli zostawię napiwek, to właśnie ja zostanę wydymany przez właściciela knajpy, bo oprócz wysokiego rachunku, płacę także pensje jego pracownikowi za to, co i tak mam wliczone w rachunek.
            • memphis90 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 25.11.12, 20:43
              > A restauratorzy wychodzą z założenia prawidłowego na całym świecie - zarobkiem
              > kelnera są napiwki.
              To ja poproszę paragon za ten napiwek.

              A może rozszerzmy tę zasadę? Np. niech lekarz też dostaje pieniądze do ręki za usługę w wysokości 15% stawki płaconej ośrodkowi zdrowia za daną procedurę?
              • kamelia04.08.2007 Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 26.11.12, 21:07
                memphis90 napisała:

                > A może rozszerzmy tę zasadę? Np. niech lekarz też dostaje pieniądze do ręki za
                > usługę w wysokości 15% stawki płaconej ośrodkowi zdrowia za daną procedurę?



                źle dobrany przykład.
                lekarze dostaja niemałe pieniadze do reki od pacjenta za usługe płacona osrodkowi zdrowia przez nfz. Wiesz o czym mówie
        • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 10:34
          > Kelnerom! Jeśli stać cię na wydanie 400-500zł w knajpie, stać cię też na 30-40z
          > ł napiwku. (Przy tak dużej kwocie może to być mniej niż 10%, ale nadal minimum
          > 5%). Ale tak, jak pisałam - to kwestia poczucia przyzwoitości, nie obowiązku.

          OJP. Błagam powiedz, że trollujesz smile
      • czar_bajry Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 23.11.12, 22:08
        W życiu bym nie pomyślała, że z Ciebie taka sknera. Dziecko w prywatnej szkole a napiwków nie dajesz...
        No cóż klasę trzeba mieć sama kasa nie wystarczy...
        Jak widzę na wakacjach takich rodaków czekających aż kelner co do centa wyda resztę to aż mi wstyd...
        • robitussin Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 11:27
          czar_bajry napisała:

          > W życiu bym nie pomyślała, że z Ciebie taka sknera. Dziecko w prywatnej szkole
          > a napiwków nie dajesz...

          Wyborny argument, normalnie padłam big_grin
          Ty tak na poważnie czy sobie jaja teraz robisz?
          Bo zabrzmiało prawie jak "dziecko w prywatnej szkole, a ty bidetu nie masz".

          > No cóż klasę trzeba mieć sama kasa nie wystarczy...
          > Jak widzę na wakacjach takich rodaków czekających aż kelner co do centa wyda re
          > sztę to aż mi wstyd...

          Ja byłam zażenowana, gdy kiedyś płacąc kartą powiedziałam, by do rachunku doliczyć koszt serwisu. Kelnerka się ucieszyła, podziękowała, zapłaciliśmy, zaczęliśmy się zbierać do wyjścia, po czym już w samych drzwiach podbiegła do nas jeszcze raz i wysapała, że się chyba pomyliła, bo jednak tego serwisu nie doliczyła i czy w związku z tym może prosić o napiwek w gotówce albo ponowną transakcję kartą. Myślałam, że śnię.
          Tak więc nie tylko klienci nie mają klasy smile
          Innym razem doliczono nam koszt serwisu ... 80%. Też bardzo "eleganckie" i "uczciwe". Także drogie przedstawicielki swojego fachu - trochę pokory. Wśród Was również zdarzają się buraki.
          • czar_bajry robitussin 25.11.12, 13:57
            Cała moja powyższa wypowiedź była adresowana do lilki ale skoro wzięłaś ją do siebie to widocznie coś w tym jest i pomimo Twoich wyjaśnień niewiele się pomyliłam ...
            • robitussin Re: robitussin 25.11.12, 14:25
              czar_bajry napisała:

              > Cała moja powyższa wypowiedź była adresowana do lilki

              I co w związku z tym? Nie można się już odezwać? Akurat całkowicie zgadzam się z argumentacją Lilki, więc się po prostu odniosłam do Twoich głupotek.

              > to widocznie coś w tym jest i pomimo Twoich wyjaśnień niewiele się pomyli
              > łam ...

              W CZYM coś jest?
              I pomimo JAKICH moich wyjaśnień?
              • czar_bajry Re: robitussin 25.11.12, 14:31
                Cierpisz na zaniki pamięci???
                • robitussin Re: robitussin 25.11.12, 14:45
                  czar_bajry napisała:

                  > Cierpisz na zaniki pamięci???

                  Nie, ale nie mam pojęcia o co Ci teraz chodzi.
                  I uprzedzam, nie mam ochoty na zgadywanki, więc albo napisz konkretnie albo sobie daruj takie teksty.
                  Na "domyśl się sama" też nie odpowiadam.
      • anorektycznazdzira Re: to twoja ocenia i nie sadze, ze obiektywna 24.11.12, 20:12
        lilka69 napisała:
        > ja NIGDY nie daje napiwkow. moj maz takze. do ostatniego grosza zabieram reszte
        (...)
        Lila, światowe ematki chyba się zadławią big_grin
      • m-kow ja pie 25.11.12, 02:35
        Kwiatki im daje. I czekoladę, a panu pić. No wielkopański gest, szlachetny.
        • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 09:55
          m-kow napisał:

          > Kwiatki im daje. I czekoladę, a panu pić. No wielkopański gest, szlachetny.

          Och następna bidula utrzymująca rodzinę z "co łaski", bo nikt jej normalnie płacić nie chce uncertain
          • m-kow Re: ja pie 25.11.12, 12:37
            Nie. Post był a la Maria Antonina ( ta od bułeczek ). Napiwek jest regularną częścią wizyty w lokalu,a "co łaska" jest dla dziada proszalnego pod kościołem. A jeśli miałeś/aś takie właśnie skojarzenie to sucks to be you.
            • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 12:50
              > Napiwek jest regularną częścią wizyty w lokalu

              Chyba tylko w twoim matrixie.
              Pomijam już drobnostkę, że odniosłaś/eś się do napiwków NIE w lokalu.

              > a "co łaska" jest dla dziada proszalnego pod kościołem.

              No cóż, jeśli ktoś pracując nie zarabia w sposób tradycyjny (umowa z pracodawcą) i liczy jedynie na napiwki, to jak inaczej to nazwać?

              > jeśli miałeś/aś takie właśnie skojarzenie to sucks to be you.

              Tak, dla mnie to mniej więcej takie skojarzenie "może uda mi się coś wyżebrać od klienta, pomimo, że normalnie zarabiam, bo jestem przecież normalnym pracownikiem restauracji".
              Z "co łaską" kojarzy mi się też dlatego, że żadna z osób otrzymujących napiwek nie rozlicza się z niego z fiskusem.
              • czar_bajry Re: ja pie 25.11.12, 14:00
                Napiwek jest regularną częścią wizyty w lokalu
                >
                > Chyba tylko w twoim matrixie.

                Dziewczyno w jakim świcie Ty żyjesz????
                Naprawdę cale życie w dupie byłaś i gó... widziałaś????
                • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 14:23
                  > Dziewczyno w jakim świcie Ty żyjesz????
                  > Naprawdę cale życie w dupie byłaś i gó... widziałaś????

                  W przeciwieństwie do Ciebie nie utrzymuję siebie i rodziny z napiwków od klientów.
                  Więc bazując choćby na tym, doprawdy nie wiem, kto z nas dwóch w dupie był i gó... widział.
                  • czar_bajry Re: ja pie 25.11.12, 14:29
                    W przeciwieństwie do Ciebie nie utrzymuję siebie i rodziny z napiwków od klient
                    > ów.

                    A mogę wiedzieć na czym bazujesz pisząc takie stwierdzenie????
                    Jakoś sobie nie przypominam abym kiedykolwiek mówiła iż jestem kelnerką itp...

                    Więc bazując choćby na tym, doprawdy nie wiem, kto z nas dwóch w dupie był i gó
                    > ... widział.

                    Skoro bazujesz na wyssanych przez siebie informacja to nadal pada na ciebie...
                    • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 14:46
                      > A mogę wiedzieć na czym bazujesz pisząc takie stwierdzenie????
                      > Jakoś sobie nie przypominam abym kiedykolwiek mówiła iż jestem kelnerką itp...

                      Nie musisz nic mówić, to widać, słychać i czuć.
              • m-kow Re: ja pie 25.11.12, 14:48
                >"Tak, dla mnie to mniej więcej takie skojarzenie "może uda mi się coś wyżebrać od klienta, >pomimo, że normalnie zarabiam, bo jestem przecież normalnym pracownikiem restauracji".

                Teraz rozumiem, tą nieprawdą tłumaczysz sobie własne dziadostwo. Może nie chodź po prostu skoro Cię nie stać, będzie sobie mniej obciachu robić.
                • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 20:29
                  > Teraz rozumiem, tą nieprawdą tłumaczysz sobie własne dziadostwo. Może nie chodź
                  > po prostu skoro Cię nie stać, będzie sobie mniej obciachu robić.

                  Stać mnie. Jakoś nigdy nie wyszłam z restauracji nie zapłaciwszy rachunku.
                  Nie wiem zatem skąd te durne konkluzje. Bo nie daję napiwków burakom Twojego pokroju? Tu masz rację - na opłacanie buractwa w istocie mnie nie stać.
                  • m-kow Re: ja pie 25.11.12, 20:40
                    Przecież oszukujesz. To widać, słychać i czuć.
                    • robitussin Re: ja pie 25.11.12, 20:48
                      m-kow napisał:

                      > Przecież oszukujesz. To widać, słychać i czuć.

                      Chyba Twój lek przestał już działać.
                      • m-kow Re: ja pie 25.11.12, 21:02
                        No i widzisz jak marnie kończysz, cały dzień na forum byle posadzić ostatniego posta i taka porażka... Żeby Ci było lżej na wieczór po takiej klęsce erystycznej, pocieszę, nie jestem kelnerem jak to lubisz insynuować interlokutorom, ale korzystam z ich pracy i ją szanuję smile Wiem, porażki z kelnerem byś nie zniosła, a nie mogę Cię mieć na sumieniu.
                        Boksuj dalej, do utraty tchu smile
                        • robitussin ... 25.11.12, 22:52
                          Masz jeszcze coś błyskotliwego do dodania?
                          Jeśli nie, to spuszczam wodę.
                          Bye!

    • lilka69 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 20:34
      cha cha, niby prawda czar bairy smile

      a teraz czekam na wykasowanie. takiego slowa to tu jeszcze chyba nie bylo.
    • landora Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 22:02
      W restauracjach daję, o ile jestem zadowolona. Jeśli obsługa jest kiepska, kelnerka naburmuszona, a jedzenie paskudne, to nie daję.
      Fryzjerka ma własną firmę, nie widzę powodu, żeby jej dawać napiwki - sama przecież ustala, ile chce zarobić.
      Taksówkarzom czasem zostawiam napiwek, ale jeśli taksówkarz chamski, to nie (ostatnio taki nas wiózł na lotnisko, nie zobaczył grosza napiwku).
    • jola-kotka Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 22:21
      Zawsze,10% sumy rachunku.
    • sueellen Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 22:57
      Daje, zazwyczaj 10% wartosci, ale nie zawsze. Tylko gdy jestem zadowolona i czuje sie dopieszczona.
    • taje Re: Klinet vs obsługa - napiwki 21.11.12, 23:15
      Nie odpowiada mi ani przymus dawania napiwku kiedy nie jestem zadowolona, ani pryncypialne niedawanie bo "to sprawa pracodawcy jak ustala pensje pracowników". Zazwyczaj daję wtedy, kiedy nie jestem niezadowolona ale bez napinki: przy rachunku 81 zł dałabym 90 a nie 100 zł, chyba że byłabym zachwycona obsługą/jedzeniem etc. Piszę o Polsce, w USA daję zazwyczaj 15-20%, taka konwencja. Natomiast bardzo nie podoba mi się zachowanie autorki początkowego postu - ostentacyjne wydawanie reszty jednogroszówkami. Może facet spłukał się i nie miał na napiwek a nie chciał się do tego przyznać przed dziewczyną i nadrabiał nonszalancją. Pierwsza randka wiele tłumaczy, ja nie byłabym tak zasadnicza jak autorka.
      • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 16:17
        Może facet spłukał się i nie miał na napiwe
        > k a nie chciał się do tego przyznać przed dziewczyną i nadrabiał nonszalancją.


        Nonszalancja to nie jest to samo, co arogancja. Nie sądzę, żeby naprawdę nie miał nic oprócz tych 300zł. A co z kartą? Powiedzmy, że wątpliwości rozstrzyga na korzyść oskarżonego i kartą płacić nie mógł np. wskutek awarii terminala. Należało wtedy zamówić coś nieco tańszego dla siebie, żeby mieć chociaż trochę na napiwek (5zł to nie to samo, co 80 gr, prawda?).

        W ostateczności włożyć pieniądze w książeczkę i zacząć wychodzić (obsługa zrozumie, że reszty nie trzeba) albo powiedzieć "dziękuję" zamiast tego, co powiedział. A jeśli już koniecznie musiał wyartykułować wyraźnie, żeby mu nie wydawano, to należało to zrobić uprzejmym tonem, nie takim "robię wielką łachę". Są też ładniejsze sposoby powiedzenia tego wprost, np. "proszę nie szukać reszty", "proszę zatrzymać końcówkę", bo to "nie trzeba" naprawdę brzmi tutaj jak "łaski bez".

        Można też poprosić dziewczynę o pożyczenie 10 lub 20zł, przepraszając ją za kłopot i tłumacząc, że nie ma się drobnych/gotówki. Jeśli dziewczyna jest rozsądna i miła, to nie będzie miała mu za złe i nie będzie podejrzewała gościa płacącego rachunek na 300zł o chęć zaoszczędzenia tych 10-20. Jeśli jest głupia i niemiła, i skrzywi się na tę prośbę, nie warto utrzymywać kontaktu wink . Jeśli dziewczyna jest mądra, ale spłukana (ma prawo, to nie ona zaprasza), może też odpowiedzieć, że nie ma przy sobie gotówki itp. Wtedy też - patrz punkt "w ostateczności".

        Ten pan chciał się okazać wielkim panem na modłę XIX-wiecznych szlachciców, którzy dawali stangretowi w mordę "dla fasonu" (pisał o tym np. Prus). Tacy hreczkosieje uchodzili za wielkich panów, ale wśród pisarczyków z miast powiatowych. Nawet w Warszawie czuć było ich prowincjonalizm, nie mówiąc już o zagranicy wink Współcześni klienci restauracji niestety zbyt często mają pieniądze hreczkosiejów (więcej niż połowa społeczeństwa, ale bez szału) i maniery oparte na wyobrażeniach pisarczyków...
        • edelstein Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 18:20
          Mam zamowic cos tanszego,na co nie mam ochoty,by kelner mial napiwek,ojp.Ja ide do restauracji zjesc,a nie myslec o kelnerach.
          Mam daje,nie mam,nie daje.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 19:09
            Savoir vivre i ogólna dojrzałość wymagają, by nie myśleć wyłącznie o sobie. Nawet, jeśli to "tylko" kelner. Gdybym nie mogła zamówić tego, na co mam ochotę, powiedziałabym sobie "trzeba było się przygotować".
            • edelstein Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 10:33
              Jaja sobie robisz?zjadlabys cos duzo tanszego,bo sv nakazuje napiwek zostawic?Jesli czujesz potrzebe uszczesliwiania calego swiata odejmujac sobie od ust to super,rob dalej.Ja wole wydac na siebie.
              • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 11:33
                edelstein napisała:

                > Jaja sobie robisz?zjadlabys cos duzo tanszego,bo sv nakazuje napiwek zostawic?J
                > esli czujesz potrzebe uszczesliwiania calego swiata odejmujac sobie od ust to s
                > uper,rob dalej.Ja wole wydac na siebie.

                Mam wrażenie, że ona sobie naprawdę robi jaja.
              • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 14:05
                Dlaczego zaraz "dużo tańszego"? 10% całego rachunku to nie jest jakaś wielka różnica.

                Dla mnie założenie, że muszę zostawić troche na napiwek, jest tak samo oczywiste, jak to, że nie mogę całego "limitu" przeznaczyć na jedzenie, bo jeszcze trzeba mieć na napój. Albo na bilet na tramwaj do domu.

                Na szczęście takich problemów de facto nie miewam, bo a) płacę kartą, b) w razie awarii terminala mogę skoczyć do bankomatu.

                Ale potwierdzam - wolałabym zamówić coś troszkę tańszego, niż zachować się jak burak.

                Nie wiem, czy ktoś wam to powiedział, ale kultura czasem wymaga poświęceń. Jeśli do autobusu wsiada matka z dzieckiem, ustępuję jej miejsca, zamiast mówić "to jej problem, mogła sobie wziąć taksówkę, a ja jestem zmęczona i zapłaciłam za bilet!" (jak gdyby bilety MZK były z miejscówkami wink ). Jeśli dżentelmen widzi, jak dama wpadła w kałużę, daje jej własną chusteczkę (materiałową) do wytarcia się, ryzykując jej zniszczenie i utratę (nie dopierze się być może). Jeśli dwie osoby w restauracji chcą zamówić tę samą potrawę, a okaże się, że została tylko jedna (np. ostatni kawałek sernika), to dobre wychowanie nakazuje rezygnację z ulubionego deseru na rzecz drugiej osoby.

                I jeszcze jedna prosta prawda - jak się chce jadać z klasą, trzeba mieć na to pieniądze (w tym również na napiwki dla kelnera, szatniarza itp.). Jeśli szczypiemy się o te kilka złotych, należy iść do tańszej restauracji.

                Przypomniał mi się taki żydowski kawał:

                Zachorowała żona Icka. Icek wezwał najlepszego lekarza w mieście, oczywiście prywatnie. Po zbadaniu chorej, postawieniu diagnizy, zaleceniu właściwego leczenia itd. lekarz wystawia dość wysoki rachunek. Icek mówi zmartwiony, że tyle pieniędzy to on nie ma. Lekarz podaje więc mniejszą kwotę, potem jeszcze mniejszą, ale Icek nie ma i tych pieniędzy. W końcu lekarz zdenerwowany pyta: skoro nie ma pan pieniędzy, to po co wzywał pan tak drogiego specjalistę? Na to Icek: panie doktorze, bo dla zdrowia mojej żony nic nie jest za drogie!

                Podobnie z komfortem niektórych forumek - chcą super obsługi, ale płacić za nią to już nie bardzo... I jeszcze reagują oburzeniem, że miałyby wziąć coś tańszego.
                • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:46
                  mgla_jedwabna napisała:

                  > Dlaczego zaraz "dużo tańszego"? 10% całego rachunku to nie jest jakaś wielka ró
                  > żnica.

                  Ale może ktoś nie ma ochoty zamawiać czegoś tańszego. Tak proste wytłumaczenie nie przychodzi Ci do głowy?

                  > Dla mnie założenie, że muszę zostawić troche na napiwek,

                  Ale nie wszyscy kierują się założeniem, że napiwek to mus i nie znaczy to, że tacy ludzie to buraki.
                  Więc albo to zrozumiesz i przyjmiesz do wiadomości albo będziesz narażona na dalsze kpiny.

                  > Ale potwierdzam - wolałabym zamówić coś troszkę tańszego, niż zachować s
                  > ię jak burak.

                  Dla mnie możesz zamówić samą wodę do picia, a zaproszonemu gościowi dać się napić ze swojej szklanki, po czym pozostałą kasę przeznaczyć na napiwek dla kelnera. Nie zmienia to faktu, że nie każdy ma ochotę buraczyć tak jak Ty. Bo to jest właśnie buractwo - zamawianie taniej, by zapłacić kelnerowi za coś, co ma płacone w regularnej pensji.

                  > Nie wiem, czy ktoś wam to powiedział, ale kultura czasem wymaga poświęceń.

                  Znów się szaleju najadłaś? Porównujesz poniższe grzecznościowe sytuacje do rezygnacji z części posiłku, by zapłacić napiwek opłaconemu już wcześniej kelnerowi?

                  > Jeśli dwi
                  > e osoby w restauracji chcą zamówić tę samą potrawę, a okaże się, że została tyl
                  > ko jedna (np. ostatni kawałek sernika), to dobre wychowanie nakazuje rezygnację
                  > z ulubionego deseru na rzecz drugiej osoby.

                  I któraż to niby osoba ma zrezygnować?

                  > I jeszcze jedna prosta prawda - jak się chce jadać z klasą, trzeba mieć na to p
                  > ieniądze (w tym również na napiwki dla kelnera, szatniarza itp.).

                  Dlaczego nie dla sprzątaczki, kucharzy, pomywaczek, szefa kuchni, zaopatrzeniowca, ochroniarza, księgowej, konserwatora? No odpowiedz - DLACZEGO nie dla nich?
                  Opłata dla szatniarza? Obudź się, czasy "Misia" już dawno minęły. Podobnie sprawa ma się z WC. Knajpy, gdzie się płaci za to oddzielnie omijam szerokim łukiem.

                  > Jeśli szczypiemy się o te kilka złotych, należy iść do tańszej restauracji.

                  Bo Ty tak mówisz?

                  > Podobnie z komfortem niektórych forumek - chcą super obsługi, ale płacić za nią
                  > to już nie bardzo...

                  No i powiedz Mgła, jak tu się nie denerwować, jak się czyta takie debilizmy? No jak?
                  Ze sto razy napisałam, że płacę za obsługę. W rachunku. I gie mnie obchodzi co się potem z tą kasą dzieje. Nie korzystam z usług kelnerskich, tylko z usług restauracji. Dociera to do Ciebie czy będziesz dalej mantrować jak wyżej?

                  > I jeszcze reagują oburzeniem, że miałyby wziąć coś tańszego.

                  Owszem, bo to, co proponujesz to po prostu totalne dno i dodatkowo dwa metry mułu.
                • edelstein Re: Klinet vs obsługa - napiwki 26.11.12, 16:57
                  No to ze zlego zalozenia wychodzisz,ze napiwek musi byc,co wiecej jesli kelner przez 30min dla napojow 20min zamowionego dania/napoju nie przyniesie mam prawo zazadac zmniejszenia rachunku o 20,30%.Tak,wiec nie dosc,ze nie mam obowiazku dawania napiwku to jeszcze jesli obsluga jest denna to mam prawo rekompensaty.Musialabym na glowe upasc by jeszcze nagradzac.Sytuacje z matka itd.nijak sie nie maja do napiwkow,nie pograzaj sie.
                  Nastepnym razem gdy bedziesz odbierac zamowienie spytaj klienta czy aby na pewno ma na napiwek,bo jak nie to niech omlet wezmie zamiast krewetekbig_grin
                  Twoja znajomosc zasad panujacych jest kiepska,napiwek nie zawsze sie nalezy.Co do szatniarza,spotkalam sie z interesujaca rzecza x lat do tylu,juz dawno w restauracjach nie placi sie za garderobe.Otoz za szatnie sie placilo,a obok wisiala tabliczka,ze za rzeczy w niej pozostawione restauracja nie odpowiada.Czyli place nie wiedzac,czy plaszcz odbiore.
            • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 11:32
              mgla_jedwabna napisała:

              > Savoir vivre i ogólna dojrzałość wymagają, by nie myśleć wyłącznie o sobie.

              No właśnie, więc może przestań w końcu myśleć wyłącznie o sobie i swoich napiwkach.

              > Gdybym nie mogła zamówić tego, na co mam ochotę, p
              > owiedziałabym sobie "trzeba było się przygotować".

              Ależ on mógł. On nie przyszedł do knajpy, żeby "zrobić dobrze" jakiejś kelnerce, tylko żeby skorzystać z oferty restauracji i zjeść to, na co ma ochotę.
            • asia_i_p Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 21:03
              Mgła, czyli rozumiem, że jeśli jestem z dzieckiem w mieście i zgłodniejemy i idziemy do pizzerii, to nie mogę wydać na nakarmienie nas wszystkich pieniędzy, tylko muszę zamówić mniej (no cóż, najwyżej się nie najemy), ale zachować pieniądze na napiwek? Względnie iść kupić bułkę w sklepie, bo na pizzę nas nie stać, chociaż stać?
              • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 22:22
                Albo zamówić mniej fikuśną pizzę (czemu zaraz mniej?) albo iść do lokalu "Margierytę proszsz odebraaać!" jak nie stać cię na restaurację.

                Tak nawiasem mówiąc, to co oznacza "mogę wydać tylko X złotych i ani grosza więcej"? Że mam tylko tyle gotówki? To należy iść do bankomatu. Że mam tylko tyle do końca miesiąca? To nie należy chodzić po restauracjach, co zrobisz, jak wieczorem dziecko gorączki dostanie i trzeba będzie kupić lekarstwa? Że mam zapas forsy, ale postanowiłem wydać dzisiaj tylko X złotych? To należy wybrać taką restaurację, żeby wszyscy się najedli i na napiwek też spokojnie starczyło. Nie starczy na żadną? To zaciskam zęby i w celu utrzymania sie w limicie idę do fast-foodu zamiast fundować sobie "elegancję" opartą na skąpstwie.

                Jeśli napiszesz o wartości odżywczej fast-foodów, to odsyłam do kawału o Icku...

                Jak to było z tą (...) i dorożką?
                • jamesonwhiskey Re: Klinet vs obsługa - napiwki 26.11.12, 17:37
                  wez sie wiesniaro z jakas konkretna robote
                  to nie bedziesz musiala wygladac gestu panskiego na pinc zloty
                  w europie napiswki nie obowiazuja
                  sie naogladalas amerykanskich seriali to bysw tez tak chciala hehe
        • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 11:30
          > Nonszalancja to nie jest to samo, co arogancja. Nie sądzę, żeby naprawdę nie mi
          > ał nic oprócz tych 300zł. A co z kartą? Powiedzmy, że wątpliwości rozstrzyga na
          > korzyść oskarżonego i kartą płacić nie mógł np. wskutek awarii terminala. Nale
          > żało wtedy zamówić coś nieco tańszego dla siebie, żeby mieć chociaż trochę na n
          > apiwek (5zł to nie to samo, co 80 gr, prawda?).
          [...]
          > Można też poprosić dziewczynę o pożyczenie 10 lub 20zł, przepraszając ją za kło
          > pot i tłumacząc, że nie ma się drobnych/gotówki.

          Początkowo myślałam, że tylko masz coś z delkem.
          Teraz wiem, że jestes zdrowo pier....nięta.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 13:37
            A co w tym złego? Chyba lepiej pożyczyć i natychmiast oddać, biorąc te 20zł z bankomatu za rogiem, niż wyjść na buraka i sknerę.

            Facet, który na randce zrobiłby coś takiego (pożyczka, bo nie ma gotówki, a terminal w restauracji zepsuty) wyszedłby z moich oczach na leciutko zdezorganizowanego. Facet, który płaci rachunek na 300zł i nie daje napiwku, wyszedłby na XXI-wieczny odpowiednik Prusowskiego hreczkosieja i randka skończyłaby się zaraz za drzwiami restauracji.
            • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 14:50
              mgla_jedwabna napisała:

              > A co w tym złego? Chyba lepiej pożyczyć i natychmiast oddać, biorąc te 20zł z b
              > ankomatu za rogiem, niż wyjść na buraka i sknerę.

              I to pisze laska, która się SV podpiera.
              Litości kobieto!

              > Facet, który na randce zrobiłby coś takiego (pożyczka, bo nie ma gotówki, a ter
              > minal w restauracji zepsuty) wyszedłby z moich oczach na leciutko zdezorganizow
              > anego. Facet, który płaci rachunek na 300zł i nie daje napiwku, wyszedłby na XX
              > I-wieczny odpowiednik Prusowskiego hreczkosieja i randka skończyłaby się zaraz
              > za drzwiami restauracji.

              Nie dziwię się. Miałaś i masz mentalność kelnerki i stąd takie, a nie inne poglądy.
              Wiesz, może nie masz świadomości, ale napiwki daje się tak, by nikt tego (oprócz obdarowanego i wręczającego) nie widział. Więc gdyby facet, z którym przyszłabym pierwszy raz na kolację wręczył ten napiwek ostentacyjnie, na moich oczach, wyszedłby na prześmiesznego nowobogacza, który musi pokazać swój gest.
            • duch_mariana Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 15:36
              > Facet, który płaci rachunek na 300zł i nie daje napiwku, wyszedłby na XX
              > I-wieczny odpowiednik Prusowskiego hreczkosieja i randka skończyłaby się zaraz
              > za drzwiami restauracji.

              Myślę że dla tego faceta byłoby to lepsze rozwiązanie niż życie z rozrzutną kobietą. To nawet milionera mogłoby doprowadzić do nędzy. Facet w takiej sytuacji powinien zażądać zwrotu części rachunku i powinnaś mu oddać za to co zjadłaś i wypiłaś żeby wyjść z honorem a nie na taką, co chodzi na randki tylko po to żeby się napchać na cudzy koszt.
        • wbka1 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 11:35
          Popłynęłaś aż miło. Piszesz o dawaniu napiwków jak o sposobie na życie. Jak masz z tym coś wspólnego to napisz, będę omijała ( lokal ) dużym łukiem.
          Naliczanie obligatoryjnie 10% za obsługę kelnerską rozwiązuje problem " łaski" i tak powinni robić wszyscy restauratorzy.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 14:26
            Naliczanie obligatoryjnie 10% za obsługę kelnerską rozwiązuje problem " łaski"
            > i tak powinni robić wszyscy restauratorzy.


            Zachęcasz w ten sposób do bylejakiej pracy - "czy się stoi, czy się leży, 10% się należy"?
        • memphis90 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:54
          > Nonszalancja to nie jest to samo, co arogancja. Nie sądzę, żeby naprawdę nie mi
          > ał nic oprócz tych 300zł. A co z kartą?
          W ostateczności mógł jeszcze smartfona w rozliczeniu zostawićuncertain

          Nale
          > żało wtedy zamówić coś nieco tańszego dla siebie,
          No litości, żeby kelner zaglądał klientowi do portfela i jeszcze dyktował, jakie potrawy wolno mu zamówć, żeby na napiwek wystarczyło!

          A jeśli już koniecznie musiał wyartykułować wyraźnie, żeby mu nie wydawano,
          > to należało to zrobić uprzejmym tonem, nie takim "robię wielką łachę".
          A Ty tam byłaś i ten ton słyszałaś, jak rozumiem?

          > Można też poprosić dziewczynę o pożyczenie 10 lub 20zł,
          Jaaasne... "Pożycz mi 20zł, ( w domysle- bo zeżarłaś homara zamiast sałatki, nie mam więcej kasy i teraz mi kelner strzeli focha)...

          > Współcześni klienci restauracji niestety zbyt często mają pieniądze hreczkosiej
          > ów
          Zakazać biedocie ( "(więcej niż połowa społeczeństwa, ale bez szału)") wstępu do restauracji! Kulturalni, wykształceni kelnerzy znający jedno trudne słowo na "H" nie mogą się z takim pospólstwem stykać.
          • mgla_jedwabna Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 22:40
            żeby kelner zaglądał klientowi do portfela i jeszcze dyktował, jak
            > ie potrawy wolno mu zamówć, żeby na napiwek wystarczyło!


            No litości, przecież chyba oczywiste jest, że taką decyzję podejmuje się samodzielnie, znając stan swego portfela i ceny w menu.Pododbnie jak decyzję o tym, na którą knajpę nas stać. Jeśli ktoś idzie do takiej knajpy, gdzie nie musi się spłukać do cna, żeby móc zapłacić za obiad, to też powiesz, że kelner o tym zdecydował?


            Można też poprosić dziewczynę o pożyczenie 10 lub 20zł,
            > Jaaasne... "Pożycz mi 20zł, ( w domysle- bo


            ...bo jestem zakochaną pierdołą i zapomniałem przejść się do bankomatu. Zresztą jeśli komuś nie odpowiada to rozwiązanie, to było proponowane także parę innych.
    • robitussin Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 08:38
      beataj1 napisała:

      > Zostawiacie napiwki? Oczywiście zakładam że obsługa była miła i nie było żadnyc
      > h problemów.

      U mnie napiwek to jak szóstka w szkole. Obsługa musi naprawdę wyjść ponad standard smile Jeśli jest ok, poprawnie, bez szaleństw, to zakładam, że tak powinno to normalnie wyglądać. I wtedy napiwków nie daję. Jeśli kelner się naprawdę stara, doradza i dogadza, uśmiecha się, zachowuje się jak człowiek, a nie spięty automat, a my kończymy jedzenie w naprawdę fajnym nastroju, to tak.
      Co do kwoty - różnie. Nie zawsze jest to umowne 10%. Czasem zaokrąglenie do rachunku (ale oczywiście nie 2 zł wink, czasem po prostu jakaś kwota "od czapy". Nie za mała, ale też nie za duża, bo to również trąci wiochą.

      > Rachunek wyniósł kilkaset złotych, powiedzmy 299,20 (nie pamiętam dokładnie kwo
      > ty ale było to coś w tej granicy). Pan daje mi do ręki 300 zł i takim pańskim l
      > ekko obraźliwym w tej sytuacji gestem - reszty nie trzeba.

      No to wyjątkowy burak smile
      Chyba, ze był tak rozanielony swoją partnerką, że nie zauważył, że ta reszta to groszaki wink

      > Starsi bardziej zaprawieni w tej robocie koledzy pokazali mi słoik z jednogrosz
      > ówkami przygotowanymi na taką okoliczność. Wzięłam garść jednogroszówek i szero
      > kim gestem wydałam panu 80 groszy reszty. Sypiąc te jednogroszówki na stolik.

      Wiesz, takie zachowanie akurat też nie świadczy dobrze o Tobie smile
      • arwena_11 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 18:17
        Ja bardzo nie lubię, jak nie można dopisać napiwku do płatności kartą. A tak sie niestety jeszcze w wielu miejscach zdarza. I jak idę kolejny raz to już jestem przygotowana.
        Raz zdarzyła mi się w Kazimierzu taka sytuacja, że byliśmy na obiedzie z dzieciakami. Dzieci marudziły bo zmęczone. Kelnerka dwoiła się i troiła, żeby były zadowolone. Naprawdę bardzo nam ułatwiła zjedzenie spokojnie obiadu. Córka, która przysnęła na ławie dostała nawet kocyksmile.
        No i okazało się, że płacąc kartą, nie mogliśmy dać napiwku, a gotówki nie mieliśmy, bo się rozeszła na pamiątki.
        Specjalnie poszliśmy do tej knajpy na obiad następnego dnia. Już sami, bo dzieci zabrali moi rodzice, a my świętowaliśmy rocznicę ślubusmile. Zostawiliśmy napiwek za dwa dni.
    • szyszunia11 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 22.11.12, 22:32
      beataj1 napisała:

      > Zostawiacie napiwki? Oczywiście zakładam że obsługa była miła i nie było żadnyc
      > h problemów.
      > Ile zostawiacie? zaokrąglenie czy w przybliżeniu jakąś wartość procentową rachu
      > nku?

      wartość procentową - nie, zazwyczaj to wychodzi za dużowink zaokrąglenie, jesli już.

      Takich rachunków jak wspomniałaś w knajpach nie płacę, jak jem na mieście, staram się, żeby było tanio. Jeśli już jest obsługa kelnerska to do kawy i naleśnika albo sałatki zostawię coś w stylu 1,5 zł, jeśli to zaokrąglenie. Więcej wolałabym nie.
      • patunki Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 19:39
        Zdarzyło mi się, i to całkiem niedawno, pracować jako dostawca pizzy. W kilku różnych pizzeriach. Najgorsza była jedna z tych najbardziej znanych, płacili grosze a obowiązków dostawcy mieli po uszy. Za godzinę dostawało się 2zł plus ileś tam za kurs - a z tymi różnie bywało. Właściwie żyło się z napiwków, to co oferowała firma pokrywało paliwo i amortyzację samochodu. A z napiwkami różnie, czasem wiozłam np. 20 pizz na imprezę i grosza napiwku się nie dostało. Albo trzeba było dymać na czwarte piętro bez windy i też nic. Od tamtej pory zawsze daję napiwki.
        • ywwy Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 20:28
          W Poznaniu kelnerzy dobrze zarabiają i z satysfakcją obsługują klientów wink

          A co jak płacę kartą? Czy mogę dodatkowo wręczyć kelnerowi napiwek?

          Zostawiam napiwek wtedy kiedy też mam kasę, wtedy, kiedy obsługa oczywiście ok.
          Często jadam z dziećmi, a wiecie sami jak to z nimi bywa. A niektórzy kelnerzy zawsze mają uśmiech i cierpliwość.
    • anorektycznazdzira Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 20:02
      Daję, jak jest za co. Kelner traktujący klienta rutynowo i bez specjalnego zainteresowania a oczekujący napiwku jest śmieszny. Miły osobom, które włożyły cokolwiek wysiłku w obsługę- z przyjemnością. Nie uważam napiwku za coś obowiązkowego, ani nie uważam niedania napiwku za buractwo ani za pogwałcenie społecznej normy. To forma premii a premia jest za coś albo jej nie ma.
    • ira_07 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 24.11.12, 20:29
      Daję jeśli jestem zadowolona, różnie, 5-10%.
      Nie daję tam, gdzie odbieram przy ladzie, zazwyczaj w kawiarni czy barze, bo i za co, skoro obsługuję się sama?
      Fryzjerom nie dają, w końcu płacę za konkretną rzecz, zresztą moja fryzjerka ma swój zakład, więc sama sobie ustaliła ile bierze.
      Taksówkarzowi daję, jeśli pomaga mi przy walizce.
    • kropkacom Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 15:16
      Zawsze się cieszę (tak, nie inaczej) jak mnie stać i mogę podziękować w formie napiwku za dobra obsługę.
    • memphis90 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:16
      Co za wieśniactwo z Twojej strony uncertain Ja nie zawsze mam kasę na napiwek, ale nie chce mi się wyliczać co do grosika i żądać wydania jakiejś tam mizernej reszty. Ale w życiu by mi nie przeszło do głowy, że ktoś może z tego powodu strzelić focha. A już rzucanie worem jednogroszówek przez kelnerkę uważam na chamstwo. W sytuacji, kiedy jakaś sfochowana paniusia rzuciła mi bilonem w stół- skończyłoby się poważną rozmową z kierownikiem, menagerem czy kto tam nadzoruje kelnerów.
    • ga-ti Re: Klinet vs obsługa - napiwki 25.11.12, 20:31
      A gdy płacicie kartą to zostawiacie coś dla kelnera, kelnerki?

      Powiem szczerze, że gdy wydajemy dużo i obsługa jest naprawdę miła ponad przeciętnie to zostawiamy napiwek. W sytuacji mniejszej sumy wydanej, w knajpkach, czy jakiś pizzeriach przeważnie nie czekamy na resztę, ale nie jest to zwykle duża suma, końcówka właśnie. Nie informujemy, że to napiwek, po prostu zostawiamy pieniądze i wychodzimy, a gdy kelner zacznie szykować resztę zanim wyjdziemy mówimy z uśmiechem, że nie trzeba, dziękujemy i wychodzimy.
      W miejscach ze słoikiem na napiwki wrzucamy jakieś drobne (nie złote pieniążki, ale ograniczamy się do bilonu).
      Mnie nikt napiwków nie daje za dobrze wykonaną pracę, miły uśmiech, nienachalne zajęcie się "klientem", a szkoda smile
    • kamelia04.08.2007 Re: Klinet vs obsługa - napiwki 26.11.12, 16:29
      jezeli juz, to w restauracji, kawiarni i jezeli juz, to jest rzeczywiście napiwek, czyli zaokraglenie, czy kwota do 1-2-3 €, bywa że daję i 5€- ale to juz jest uważane za wielka hojnośc (nawet w Paryżu).
      Francuzi sa narodem nienapiwkujacym, czy malo napiwkującym. Napiwek, to tu jest jak sama nazwa wskazuje i co do zasady sa to końcówki, żeby zaokraglic.

      Osobiscie tez uważam, ze napiwek, to jest do zaokraglenia, a nie żeby utrzymac kelnera. Jak przychodze do restauracji, to obługa jest, albo powinna byc wliczona w cenę, a nie że kelner ma przezyc dzieki mojemu 5 zł.


      W Polsce sporadycznie zdarzylo mi sie jeszcze fryzjerowi zostawic - jesli był pracownikiem, bo mam swoja ulubiona fryzjerke, ale jej nie zostawiam, bo ona jest włascicielka zakładu - troche to przeczy logice napiwku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka