Jakiś miesiąc temu przybłąkała się do nas młodziutka kota. Niczyja, bo pytaliśmy sąsiadów, wywiesiliśmy ogłoszenia, wrzuciłam info do sieci. Zero odzewu, więc jako, że na dworze zimno i mróz, to kota została z nami. Trochę na siłę, bo to już czwarty ogon w domu, ale nie miałam sumienia zostawić jej na - omen nomen - lodzie.
Wszystko zaczęło się pomyślnie układać do czasu, gdy jakiś tydzień dni temu coś przestało mi pasować w wyglądzie i zachowaniu koty. Stała się wyjątkowo mruczliwa i przytulasta, apetyt za pięciu, wystające sutki no i brzuch coraz bardziej jak bębenek. A dziś popołudniu widziała ją nasza rodzinna kociara i pierwsze, co powiedziała to "O rany, ona jest w ciąży i to dość poważnie zaawansowanej". No i wtedy mina mi zrzedła

Wychodzi na to, że kota, gdy do nas trafiła już nosiła przychówek pod sercem.
A teraz do rzeczy - wiem, że to może zabrzmieć okrutnie, ale co możemy w takiej sytuacji zrobić, jeśli tych małych kotów nie chcemy. Nawet nie to, że nie chcemy, ale po prostu nie mamy możliwości ich mieć. Pojutrze jadę do weta i na miejscu się dowiem, co on proponuje, ale może ktoś był w podobnej sytuacji i coś podpowie. Czy jest możliwe usunięcie zaawansowanej ciąży u kotki? A gdyby jednak nie było to możliwe i kotki musiałyby przyjść na świat, to czy można je (pod odchowaniu) oddać do schroniska, czy tam mają obowiązek przyjąć takie koty czy mogą odmówić i radź sobie babo sama. Ale co w takiej sytuacji? Nie mogę zakładać, że znajdą się chętni na kociaki, bo to takie trochę myślenie życzeniowe.
Kurcze w kropce jestem, pocieszcie jakoś