Dodaj do ulubionych

Z innej beczki z Ex

12.07.11, 10:51
Tak chcę się pozastawiać i podpytać o doświadczenia, na jakie kontakty/pomoc Wy "pozwalacie" / akceptujecie swoim chłopom z ex?

1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy byłoby nie okej?
2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex poszła do banku po kredyt?
4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest okej, czy nie?
Etc...

Jestem młodą i nieopierzoną macochą. Często się miotam w stawianiu granic, stąd chciałabym wiedzieć, gdzie Wy/Większość stawia granice w tych kontaktach? Gdzie nie przesadzić, żeby nie skrzywdzić dzieci i nm, a gdzie jednak przycisnąć,i swoje egzekwować i budować swoją rodzinę niejako bez Ex/stawiając Ex na uboczu?

Z góry dzięki.
Obserwuj wątek
    • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:01
      1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy byłoby nie okej?
      Chyba tylko wtedy, gdyby eksia byla sierota, nie miala faceta, znajomych, przyjaciol oraz byla bankrutem. I mieszkala na wyspie bezludnej big_grin

      2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
      Jak wyzej, z pominieciem bankructwa i moze bezludnej wyspy smile

      3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex poszła do banku po kredyt?
      Tu gdzie mieszkam, nie ma raczej takiego zwyczaju, pieniadze pozycza sie z banku. Chyba zalezaloby od tego, jak szybko oddala przy pierwszej pozyczce smile

      4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
      Dla mnie kosmos, natomiast wyjazd z samymi dziecmi - oczywiscie.

      5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
      To akurat dla mnie normalne. Tak wlasnie spedzamy urodziny naszego babska.

      6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest okej, czy nie?
      Nie wiem, nigdy nie prosimy ani tez eksia takich informacji nam nie przekazuje.
      • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:08
        > 1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy
        > byłoby nie okej?
        > Chyba tylko wtedy, gdyby eksia byla sierota, nie miala faceta, znajomych, przyj
        > aciol oraz byla bankrutem. I mieszkala na wyspie bezludnej big_grin

        Hhhhmm... Moj NM mowi, ze jak dziecko go poprosi o naprawienie zepsutej szuflady, stołu, czegokolwiek tam to pomoże mu. Albo jak dziecko będzie chciało, żeby odmalować jego pokój...
        Mi się to też wydaje kosmiczne, ale mój NM twierdzi, że chce uczyć syna naprawiać różne rzeczy. Ja mu mówię, że może to robić w naszym domu. Co o tym sądzić?

        > 6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest ok
        > ej, czy nie?
        > Nie wiem, nigdy nie prosimy ani tez eksia takich informacji nam nie przekazuje.

        Acha, a wydaje Ci się to dziwne, czy nie? Gdyby Twój M/NM porrosił Ex o takie info, byłoby to dla Ciebie akceptowalen?

        Dzięki.
        • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:20
          Gdyby nasze babsko powiedzialo, ze chce malowac swoj pokoj i "tato, czy mi pomozesz" to nie byloby sprawy. Gdyby eksia zadzwonila i powiedziala, ze chce pomalowac kuchnie i w zwiazku z tym chce, zeby M sie stawil i zasuwal, to on sam powiedzialby jej zeby spadala na drzewo. Bo eksia ma meza, ma ojca, brata, znajomych i kase na to, zeby wynajac kogos do malowania.

          Jezeli chodzi o pytanie, czy eksia dotarla gdzies z babskiem bezpiecznie - chyba nie uwazalabym tego za dziwne.

          -
          • polifonia1983 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:26
            Gdyby nasze babsko powiedzialo, ze chce malowac swoj pokoj i "tato, czy mi pomo
            > zesz" to nie byloby sprawy. Gdyby eksia zadzwonila i powiedziala, ze chce pomal
            > owac kuchnie i w zwiazku z tym chce, zeby M sie stawil i zasuwal, to on sam pow
            > iedzialby jej zeby spadala na drzewo.

            Zgadzam się ze słowami przedmówczyni smile
          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:41
            > Gdyby nasze babsko powiedzialo, ze chce malowac swoj pokoj i "tato, czy mi pomo
            > zesz" to nie byloby sprawy.

            Ok, dzięki.


            > Gdyby eksia zadzwonila i powiedziala, ze chce pomal
            > owac kuchnie i w zwiazku z tym chce, zeby M sie stawil i zasuwal, to on sam pow
            > iedzialby jej zeby spadala na drzewo. Bo eksia ma meza, ma ojca, brata, znajomy
            > ch i kase na to, zeby wynajac kogos do malowania.

            A żeby exia zadzwoniła i powiedziała, że pokoje dzieci są do odmalowania, albo szafka się zepsuła i czy on mógłby pomóc kiedyś i kiedy? To byłoby OK?
            Czy to chodzi o to kto pros (dzieci versus ex)? Czy chodzi o to dla kogo jest to narpawiane (dla dzieci potrzeb czy dla ex)? Czy jak do tego podchodzisz? A jak są części wspólne w domu - popsuje się tapczan/łóżko ex i syn poprosi o pomoc ojca - to ten powinien się zgodzić?
            Masz to jakoś ustalone ze swoim M, czy case by case jak leci życie to ustawiacie?

              • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:00
                taaa kiedys bylam w zwiazku z facetem ktory rozstal sie z kobieta (na szczescie to byl bezdzietny zwiazek tongue_out) i ona co tydzien wydzwaniala do niego zeby jej w czyms pomogl. a to przewiezc cos,a to pojechac do lekarza, a to na wieksze zakupy. on sie zloscil ale jezdzil. ja staralam sie byc mila.ale w koncu zapytalam, po co jezdzi skoro nie chce? on wymyslal takie "podstepne" fortele: jezdzil po wybojach zeby ja zniechecic do jazdy z nimtongue_outPP jakos nie pomagalo big_grin az w koncu bohatersko odmowil kolejnego skladania kolejnego mebla. hehehe. oczywiscie sie obrazila i znalazla innego kolege ale calymi latami probowala go odzyskac wlasnie przez probe wymuszenia pomocy.bo taka biedna i samotna.

                ps. na szczescie nie mam juz z nimi nic wspolnego tongue_out
                • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:07
                  > taaa kiedys bylam w zwiazku z facetem ktory rozstal sie z kobieta (na szczesci
                  > e to byl bezdzietny zwiazek tongue_out) i ona co tydzien wydzwaniala do niego zeby jej
                  > w czyms pomogl. a to przewiezc cos,a to pojechac do lekarza, a to na wieksze z
                  > akupy. on sie zloscil ale jezdzil. ja staralam sie byc mila.ale w koncu zapytal
                  > am, po co jezdzi skoro nie chce? on wymyslal takie "podstepne" fortele: jezdzil
                  > po wybojach zeby ja zniechecic do jazdy z nimtongue_outPP jakos nie pomagalo big_grin az w k
                  > oncu bohatersko odmowil kolejnego skladania kolejnego mebla. hehehe. oczywiscie
                  > sie obrazila i znalazla innego kolege ale calymi latami probowala go odzyskac
                  > wlasnie przez probe wymuszenia pomocy.bo taka biedna i samotna.

                  Dodam tylko tyle. Póki co nigdy taka sytuacja nie miała miejsca - no raz syn zapytał / albo ex powiedziała, że szuflada jest zepsuta u syna w pokoju. Nie wiem dokładnie w sumie jak było, bo NM różnie mówi. Ale suma sumarum chyba nic nie naprawiał.

                  Ja tam chyba po prostu na zapas się martwię, bo mam wrażenie, że aktualnie ich stosunki się zacieśniają. Kiedyś miała być relacja normalna, teraz mój NM coś mówi, że stosunki z Ex powinny być przyjacielskie dla dobra dziecka, i aż się martwię jaki będzie następny krok.

                  Jak próbuję usiąść i ustalić z NM jak powinna ta relacja wyglądać, to słyszę, że ja chce wprowadzić zasadę 539 do naszego związku i się tak nie da. A ja chciałabym z nim przegadać, gdzie on stawia te granice z Ex a gdzie ja czule komfort w ich stawianiu...
                  Popełniam gdzieś błąd?










                  • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:24
                    > Jak próbuję usiąść i ustalić z NM jak powinna ta relacja wyglądać, to słyszę, ż
                    > e ja chce wprowadzić zasadę 539 do naszego związku i się tak nie da. A ja chcia
                    > łabym z nim przegadać, gdzie on stawia te granice z Ex a gdzie ja czule komfort
                    > w ich stawianiu...
                    > Popełniam gdzieś błąd?


                    tak.popelniasz.
                    pamietaj ze on z jakiegos powodu wyszedl z jednego zwiazku i teraz bedzie uwazal bardziej wchodzac w kolejny. jesli zaczniesz mu stawiac same warunki uzna ze poprzedni zwiazek byl rajem wobec tego co posiada terazwink nawet jesliby okazal sie to raj jednodniowy to ty juz sie o tym nie dowiesz;P

                    zaufaj mu po prostu? olej zasady. nie zastanawiaj sie nad granicami. po prostu zyj swoim a nie jego zyciem. a przyjacielskie stosunki to jeszcze nie sa stosunki jesli ci o to chodzitongue_out jesli chcesz trzymac reke na pulsie to trzymaj, ale rob to dyskretni a nie gledz mu o tym caly czas.

            • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:52
              Wiesz, u nas nie ma i nie bedzie takiego problemu, bo my mieszkamy na poludniu Anglii, a eksia w Szkocji, wiec nie wchodzi po prostu w rachube, zeby M wskoczyl w samochod i wpadl na kilka godzin malowania smile. Moge wiec tylko teoretycznie odpowiadac. Mysle, ze gdyby eksia zadzwonila, ze pokoj babska jest do odmalowania, to duzo by zalezalo od tego, czy babsko by malowalo z ojcem, czy tez eksia z babskiem mialyby sie na ten czas z domu wyniesc np na zakupy, a on mialby malowac. W pierwszym przypadku - poniewaz bylby to czas spedzony z dzieckiem, mysle ze ani on (ani ja) nie mielibysmy nic przeciwko temu i obydwoje bysmy z babskiem malowalo. W drugim przypadku - imho bylby wypad na drzewo.

              Gdyby babsku popsulo sie lozko i eksia nie miala zupelnie kasy na zakup nowego, albo na naprawe, tak ze dzieciak musialby spac na podlodze, to zadne z nas by sie nie zastanawialo tylko po prostu bysmy kupili i tyle. Sprzety eksi - obawiam, sie ze eksia moglaby spac na podlodze i ani jemu, ani mnie snu by to nie zaklocilo. Jej lozko, samochod, pralka itp... jej problem. Jakos nie widze, ze gdyby M popsul sie samochod, to eksia by zaproponowala pozyczke swojego...
        • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:26
          naprawienie dziecku szuflady lub pomalowanie z nim jego pokoju to nie robienie remontu ex. nadinterpretujesz i to mocno.

          > 6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś j
          > est ok
          > > ej, czy nie?
          > > Nie wiem, nigdy nie prosimy ani tez eksia takich informacji nam nie przek
          > azuje.
          >
          > Acha, a wydaje Ci się to dziwne, czy nie? Gdyby Twój M/NM porrosił Ex o takie i
          > nfo, byłoby to dla Ciebie akceptowalen?

          - moja starsza siostra każe mi - dorosłej babie - informować się, że szczęśliwie wylądowałam, dojechałam na miejsce itp. Moi przyjaciele, którzy mnie odwiedzają, piszą choć krótkiego smsa, że szczęśliwie wrócili do domu, mnie zmuszają do tego samego. Jeśli ex jedzie/leci gdzieś z dzieckiem, to jakoś całkowicie mnie nie dziwi chęć dowiedzenia się, czy wszystko ok. A że prosi o to matkę nie dziecko? Cóż, dorośli nieco lepiej rozumieją takie potrzeby i rzadziej o nich zapominają.

          Nie jesteś przypadkiem zazdrosna o ex?
          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:51
            > naprawienie dziecku szuflady lub pomalowanie z nim jego pokoju to nie robienie
            > remontu ex. nadinterpretujesz i to mocno.

            Ok, rozumiem. Czyli rozumiem, ze Twoj M jezdzi do exi i z dziecmi naprawia meble dla dzieci lub wspólne meble w domu ex? Nie masz z tym problemu? Ty w tym czasie zajmujesz się swoimi sprawami, a on w domu ex maluje dzieciom ściany i co tam jeszcze go poproszą?

            > - moja starsza siostra każe mi - dorosłej babie - informować się, że szczęśliwi
            > e wylądowałam, dojechałam na miejsce itp. Moi przyjaciele, którzy mnie odwiedz
            > ają, piszą choć krótkiego smsa, że szczęśliwie wrócili do domu, mnie zmuszają d
            > o tego samego. Jeśli ex jedzie/leci gdzieś z dzieckiem, to jakoś całkowicie mni
            > e nie dziwi chęć dowiedzenia się, czy wszystko ok. A że prosi o to matkę nie dz
            > iecko? Cóż, dorośli nieco lepiej rozumieją takie potrzeby i rzadziej o nich zap
            > ominają.

            Masz racje, ja to samo słyszę od mamy, siostry, nm i innych znajomych. Ale swoich ex nie informuje ze dobrze wylądowałam w Indonezji czy innej Hiszpanii wink
            Osobiście uważam, że to dzieci powinny zadzwonić i poinformować tatę, a niekoniecznie ex w środku nocy wysyłać sms, że doleciała szczęśliwie.

            > Nie jesteś przypadkiem zazdrosna o ex?
            Jak pisałam smile Jestem nieopierzona i nie wiem, gdzie stawiać granice w pomocy/relacji z ex. Moje motto raczej w tym układzie jest takie, że dawać exi mniej niż więcej wink
            Bo mam wrażenie, że jak się ciągle daje, to ona chce więcej i więcej...
            • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:12
              > Ok, rozumiem. Czyli rozumiem, ze Twoj M jezdzi do exi i z dziecmi naprawia mebl
              > e dla dzieci lub wspólne meble w domu ex? Nie masz z tym problemu? Ty w tym cza
              > sie zajmujesz się swoimi sprawami, a on w domu ex maluje dzieciom ściany i co t
              > am jeszcze go poproszą?

              - mój mąż i jego dzieci niestety mieszkają od siebie szmat drogi i podobnie jak u Glass, dość trudno jest wsiąść do samochodu, by po kwadrancie być na miejscu i pomóc dziecku. Ale nie raz zajmowałam się swoimi sprawami, nie tylko, kiedy M robił coś z dziećmi, tylko dlatego, że pewne nasze zainteresowania odbiegają od siebie lub np. ze względu na pracę leciał na dwa tygodnie na inny kontynent.
              Natomiast mój własny ojciec był pierwszą osobą, do jakiej się zwracałam, kiedy np. przeładowałam półki książkami i rozwaliłam cały regał lub niemal zatarłam silnik w pierwszym samochodzie. Zanim moja matka związała się z ojczymem, też zazwyczaj prosiła ex męża a mojego ojca o pewne drobne przysługi: np. świetnie znał się na samochodach i to on znalazł matce nowe auto. Sądzę, że to wszystko zależy od tego, czy ludzie mimo rozstania darzą się szacunkiem.

              A odnośnie granic: musisz rozdzielić od siebie to, co wiąże się z dzieckiem i powinnościami rodzica wobec niego, potrzebą współpracy z drugim rodzicem i życiem z nim na stopie "koleżeńskiej" od tego, co tę relację przekracza. I tak, jak napisała Glass, czym innym jest kupno nowego łóżka dziecku, skoro stare nadaje się na śmietnik, a czym innym kupno go eks, bo nie ma gdzie spać.
        • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 13.07.11, 21:33
          trinity_2011 napisała:
          > Hhhhmm... Moj NM mowi, ze jak dziecko go poprosi o naprawienie zepsutej szuflad
          > y, stołu, czegokolwiek tam to pomoże mu. Albo jak dziecko będzie chciało, żeby
          > odmalować jego pokój...
          > Mi się to też wydaje kosmiczne, ale mój NM twierdzi, że chce uczyć syna naprawi
          > ać różne rzeczy. Ja mu mówię, że może to robić w naszym domu. Co o tym sądzić?

          No wiesz wspolna naprawa czegos nie jest rowniznaczna z remonetem. jesli chodzi o odmalowanie jego pokoju ktore beda robic razem tez bardzo fajnie. Tu nie widze problemu, ale jesli mama nasyla dziecko "bo w toalecie potrzebne sa nowe kafle" to wybacz... przesada. Wszystko co dotyczy przestrzeni dziecka (szuflada w jego pokoju, malowanie jego pokoju, etc) spoko. remonty domu - absolutnie nie.
          • pianino123 Re: Z innej beczki z Ex 15.07.11, 23:45
            erillzw napisała:


            > Wszystko co dotyczy przestrzeni dziecka (szuflada w
            > jego pokoju, malowanie jego pokoju, etc) spoko. remonty domu - absolutnie nie.

            Z jednej strony masz rację, tez tak myślałam i akceptowałam takie akcje. Jednak z czasem zaczęły przybierać karykaturalna formę. Wszystko można sprowadzić do przestrzeni dziecka.
            Zapchała się muszla - dzieci nawrzucały za dużo papieru, baterie trzeba wymienić w wiszącym zegarze bo spóźnia się do szkoły. I kultowy tekst "XY (dziecko) prosi ......".
            Pod takie prośby było podciągane mnóstwo tematów.

            • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 16.07.11, 00:46
              Tak czytam te Wasze opowiesci i mysle sobie, ze moj maz to jest jakis totalny wyjatek.
              Ani nie daje sie wrzucac w poczucie winy, ani nie daje sobie wmawiac, ze prosby matki to prosby dziecka, ani nie ma sytuacji w ktorej pozwala sie naciagac i wykorzystywac w imie dziecka.
              Po prostu w glowie mi sie nie miesci naiwnosc i kompulsywne poczucie winy jakie maja wasi chlopi ze sie tak ochoczo na wiele rzeczy zgadzaja i udaja, ze mysla, ze to dla dobra dziecka...

              Jak facet pipa to potem wszyscy cierpia ze sie ogarnac ze swoimi tematami nie moze i nic od niego nie mozna wyegzekwowac...
              • tully.makker Re: Z innej beczki z Ex 16.07.11, 13:35
                Tak czytam te Wasze opowiesci i mysle sobie, ze moj maz to jest jakis totalny w
                > yjatek.
                > Ani nie daje sie wrzucac w poczucie winy, ani nie daje sobie wmawiac, ze prosby
                > matki to prosby dziecka, ani nie ma sytuacji w ktorej pozwala sie naciagac i w
                > ykorzystywac w imie dziecka.


                Zaden wyjatek, zareczam ci. Wiekszosc ojcow tak ma, ze absolutnie ich nie interesuje, jakie potrzeby maja ich dzieci i ze mogliby w jakikolwiek sposob je zaspokoic. Zarowno ojcow nierozwiedzionych, hak i rozwiedzionych.
                • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 16.07.11, 14:23
                  tully.makker napisała:
                  > Zaden wyjatek, zareczam ci. Wiekszosc ojcow tak ma, ze absolutnie ich nie inter
                  > esuje, jakie potrzeby maja ich dzieci i ze mogliby w jakikolwiek sposob je zasp
                  > okoic. Zarowno ojcow nierozwiedzionych, hak i rozwiedzionych.

                  Że co proszę???
                  W którym miejscu wyczytałaś potęgą swej wiedzy że pisałam o braku odpowiedzialności i nie interesowaniu się dzieckiem?
                • joanpp77 Re: Z innej beczki z Ex 16.07.11, 15:06
                  tully.makker napisała:

                  > Zaden wyjatek, zareczam ci. Wiekszosc ojcow tak ma, ze absolutnie ich nie inter
                  > esuje, jakie potrzeby maja ich dzieci i ze mogliby w jakikolwiek sposob je zasp
                  > okoic. Zarowno ojcow nierozwiedzionych, hak i rozwiedzionych.

                  nie wszystkich do jednego worka, podjerzewam ze mialas chyba z jakas patologia do czynienia...
                  • tully.makker Re: Z innej beczki z Ex 16.07.11, 15:33
                    > nie wszystkich do jednego worka, podjerzewam ze mialas chyba z jakas patologia
                    > do czynienia...

                    Ze ojciec nie interesujacy sie dziecmi to patologia oczywiscie zgoda - ale - kobiety, obudzcie sie. To ze niektore z nas maja doczynienia z gorliwymi, czy nawet nadgorliwymi tatusiami, nie oznacza, ze wiekszosc jest taka. Poczytajcie fora. Nawet nie samodzielna mame, tylko emame, gdzie macie na ogol pelne rodziny. Zobaczcie ile tam opisow ojcoiw, ktrorzy w zyciu nie byli na spacerze, u lekarza, ktorzy nie zajma sie dzieckiem nawet na chwile, tylko ewentualnie posadza je przed TV.
                    Niestety fakty sa takie, ze wiekszosc obowiazkow okolodzieciowych jest nadal wykonywana przez matki i uwaza sie, ze to ich rola. Nawet tutaj byla ostanio taka dyskusja na ten temat i dostalo mi sie od feministek - komplement nawiasem mowiac, bo smialam stwierdzic, ze nie jest z zalozenia przypisane kobiecie - macosze, czy matce, by kupowac dziecku odziez.
                    Po co istnialby fundusz alimentacyjny czy komornik, gdyby wszyscy rodziciele ochoczo placili alimenty?
                    Jesli nasi mezczyzni sa wyjatkami, to cieszmy sie, nawet jesli robia troche za duzo, nawet jesli czasami daja sie wodzic za nos (oj, widzialam tego mnostwo, a u nas gnanie na zyczenie corki / posrednio exi oznacza podroz 400km, i tak, zdarzalo sie nierzadko, ze chlop dostawal telefon, wsiadal w samochod i jechal), to lepiej zeby ojciec dal dziecku troche za duzo, a nie troche za malo. Poczucie, ze mozna liczyc na tate jest jedna z najcenniejszych rzeczy, jaka ojciec moze dac dziecku, i mamy powody do dumy, ze nasi partnerzy tak wlasnie postepuja, to dobrze o nich swiadczy, a nie zle.
                    A ze bywa trudne - tak, zycie z czlowiekiem, ktory ma zasady, wartosci i kregoslup moralny bywa trudniejsze niz zycie z wygodnym oportunista. Dla mnie jest jednak duzo bardziej satysfakcjonujace i mysle, ze wiele z was wcale by nie tolerowalo odmiennej postawy. Zreszta macoch szczesliwych z tego powodu, ze ojciec nie ma kontaktu z dziecmi z poprzedniego zwiazku coraz mniej, a kiedys nawet na tym forum byly ich stada - to tez swiadczy o tym, na jakie wyzyny sie wznioslysmy wink
                    • karolana Re: Z innej beczki z Ex 18.07.11, 11:03
                      tully.makker napisała:

                      > Ze ojciec nie interesujacy sie dziecmi to patologia oczywiscie zgoda - ale - ko
                      > biety, obudzcie sie. To ze niektore z nas maja doczynienia z gorliwymi, czy naw
                      > et nadgorliwymi tatusiami, nie oznacza, ze wiekszosc jest taka. Poczytajcie for
                      > a. Nawet nie samodzielna mame, tylko emame, gdzie macie na ogol pelne rodziny.
                      > Zobaczcie ile tam opisow ojcoiw, ktrorzy w zyciu nie byli na spacerze, u lekarz
                      > a, ktorzy nie zajma sie dzieckiem nawet na chwile, tylko ewentualnie posadza je
                      > przed TV.
                      > Niestety fakty sa takie, ze wiekszosc obowiazkow okolodzieciowych jest nadal wy
                      > konywana przez matki i uwaza sie, ze to ich rola. Nawet tutaj byla ostanio taka
                      > dyskusja na ten temat i dostalo mi sie od feministek - komplement nawiasem mow
                      > iac, bo smialam stwierdzic, ze nie jest z zalozenia przypisane kobiecie - macos
                      > ze, czy matce, by kupowac dziecku odziez.
                      > Po co istnialby fundusz alimentacyjny czy komornik, gdyby wszyscy rodziciele oc
                      > hoczo placili alimenty?

                      Powiem w ten sposób.
                      Tak, KIEDYŚ był taki schemat, że kobieta siedzi (!) w domu, ew. pracuje na swoje waciki, a mężczyzna utrzymuje rodzinę. Siłą więc rzeczy działania okołodzieciowe mężczyzn, nawet w pełnych rodzinach, były ograniczone.
                      Taki panował układ (nadmieńmy patriarchalny), że przestrzenią życiową kobiety był dom, mężczyzna realizował się poza nim.
                      I tak się składa, że najgorliwszymi obrończyniami tego systemu były i nadal są kobiety właśnie! Wystarczy przeczytać, także na tym forum, wypowiedzi pt., że dziecko potrzebuje przede wszystkim MATKI. Nie rodziców, nie rodzica po prostu, ale MATKI.
                      Ile jest sytuacji, kiedy matka z teściową nie pozwalają ojcu nawet dziecka wziąć na ręce, bo "ono takie małe, a tym masz takie niezgrabne łapy i krzywdę zrobisz!" albo "daj spokój, nie masz instynktu macierzyńskiego".
                      No sorry, ale ja się tym facetom nie dziwię, że sobie odpuszczają. Ile wytrzymałabyś strofowania, wmawiania Ci, że robisz wszystko źle, że się nie liczysz, bo nie jesteś MATKĄ?
                      A potem jojczy taka jedna z drugą, że tatuś się nie udziela.
                      Ja mam teraz piękny przypadek jak to działa.
                      Mm dziećmi przez ponad 6 lat zajmował się sam. Od momentu ich urodzenia.
                      Szanowna pani ustawiała się tylko do zdjęć, poza tym było klasyczne odwrócenie ról. Żeby nie było, mm też pracował, zarabiał, itd. ale to on zajmował się dziećmi, brał zwolnienia lekarskie, itd.
                      I nagle okazuje się, że to nie ma znaczenia! Bo on NIE URODZIŁ. I mówiąc, jak wyglądało jego życie, "gloryfikuje siebie jako ojca i umniejsza rolę matki". I nagle jego "prawo" ogranicza się do roli bankomatu i ochłapów wydzielanych z łaską przez sąd. Bo jakaś pani pseudo-psycholog napisała, że dzieci potrzebują przede wszystkim MATKI.
                      Nikt nie chce pomóc, każą pisać pisma, sąd odrzuca kolejne wnioski, bo przecież jest okej, dzieci mieszkają z matką, ojciec ma "widzenia", płaci alimenty jak w zegarku, o co chodzi?
                      Nikogo nic nie interesuje, sytuacja jest zgodnie ze sztuką.
                      A facet jakiś nawiedzony, bo chce żeby dzieci mieszkały z nim! Idiota normalnie! Przecież wiadomo, że dzieci MAJĄ MIESZKAĆ Z MATKĄ. Bo tak było, jest i będzie amen.
                      I dzieci coraz mniej cieszą się na widok ojca. Coraz mniej chętnie u ojca przebywają. To co, zmuszać je? A mamusia cała w skowronkach, kiedy ciężko przerażony maluch na widok ojca chowa się za nią, bo może w końcu powiedzieć '"ooo, popatrzcie! mówiłam jaki on naprawdę jest! teraz wszyscy już znają prawdę!"
                      Więc ojciec widząc, że jego walka nie przynosi dobra, wręcz przeciwnie, odpuszcza. Bo co ma robić?
                      To powiedz mi, Tully, po jaką cholerę ojcowie mają się udzielać na równi z matkami, skoro i tak NIKT nie daje im równych praw, skoro ciągle słyszą, że są mniej ważni, bo nie urodzili, skoro w każdej chwili może dojść do tego, że dziecko, którym zajmowali się na codzień będą widzieli raz na 2 tygodnie przez kilka godzin?
                      Widzisz, Ty patrzysz z pozycji silniejszego. Masz dziecko, nikt Ci go nie odbierze, bo urodziłaś.
                      Ja patrzę z pozycji kogoś, kto nigdy nie urodził i nie urodzi, kto może mieć tylko uczucia. I widzę dokładnie, że kompletnie nie liczy się co robisz, jakie masz więzi, ile czasu poświęcasz, ile z siebie dajesz. Nie liczy się kim jesteś dla dzieci, jeśli nie urodziłaś.
                      To jest okrutne, niesprawiedliwe, ale jest rzeczywistością.
                      Kobiety same doprowadziły do sytuacji, w której ojcowie sobie odpuszczają. Kobiety, które kompensują sobie swoją podrzędną pozycję na innych polach, forsując na polu prawa rodzinnego tezę, że ojciec w zasadzie nie jest potrzebny, że wystarczy matka, że ona jest najważniejsza, jaka by nie była, że lepsza najgorsza matka niż dobry ojciec.
                      Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni CHCĄ zajmować się dziećmi, CHCĄ z nimi być. Ale rzadko kiedy znajdzie się taki, który będzie całymi latami szarpał się, kopał z koniem, walczył z systemem. Bo faceci też ludzie, mają jedno życie i chcą je jakoś przeżyć. I skoro dzieci ojca w zasadzie nie potrzebują...
                      I piszę to jako kobieta, jako feministka i jako macocha. Oraz jako ktoś, kto był nazywany mamą.
                      • tully.makker Re: Z innej beczki z Ex 18.07.11, 15:33
                        Mysle, karolana, ze jednak twoj maz odbiega od przecietnej, jesli chodzi o relacje z dziecmi. Nie twierdze, ze sytuacja sie nie zmienia, ale widze nawet wokol siebie, w naprawde partnerskich zwiazkach, ze jednak pokutuje zalozenie, ze dziecko to glownie obowiazek matki. I mimo, ze sama mam w domu zupelnie inny typ faceta, to jednak pozostane przy swoim zdaniu - jedna, czy nawet 2 jaskoli wiosny nie czynia. Choc byloby fajnie.
    • polifonia1983 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:24
      1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy byłoby nie okej?
      Nie ok
      2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
      Nie wiem, chyba jednak nie ok. Ale poczekaj, o jakiej sytuacji piszesz? Wszyscy spędzają święta wspólnie, bo się lubią/tolerują, czy M spędza święta z ex, a nowa żona sama?
      3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex poszła do banku po kredyt?
      Nie ok
      4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
      Nie ok i nie fajne dla dzieci, które zaczynają myśleć, że rodzice do siebie wrócą.
      5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
      Ok
      6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest okej, czy nie?
      chyba ok, chociaż dostać taką informację od dziecka, niż od ex.
      A długo są po rozwodzie? Bo z tego co piszesz, wychodzi, że nie, albo że nie przepracowali do końca rozstania. Nie musisz się od razu zamartwiać, że chcą do siebie wrócić, ale czasem tak jest, że mimo rozstania ludzie są od siebie uzależnieni psychicznie, zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi poczucie winy.
      Mogłabym akceptować sporadyczną pomoc ex, pod warunkiem, że byłaby wzajemna i oparta na szacunku i zauważaniu wszystkich członków rodziny, w tym mnie. Jeśli kontakty wyglądają tak, że nikt nie ma do siebie żalu, nowi partnerzy są akceptowania i wszyscy dążą do kompromisu, to powyższe punkty wydają mi się do przełknięcia. Jeśli natomiast wynikają z poczucia winy M wobec Ex i dzieci, to nie prowadzą do niczego dobrego. Poza tym, co ma myśleć dzieciak (nieważne czy ma 5 lat czy naście), jeśli tata przychodzi sam, jeździ z mamą na wakacje i spędza z mamą święta? W większości przypadków zacznie żywić nadzieję, że rodzice do siebie wrócą i będzie na to czekał - to nie służy ani jemu, ani nikomu w rodzinie.
    • altz Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:24
      Może napiszę, jak to widzi moja kobieta, czasami rozmawiamy na ten temat, zresztą widzę, jak się dogaduje ze swoim byłym facetem.

      > 1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy
      > byłoby nie okej?
      Awaryjne sprawy, jak najbardziej. Pomalowanie pokoju dziecka, gdyby prosiło, to też, ale pokój matki by odpadał i źle by to było widziane.

      > 2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
      Tak, byle nie całych. wink

      > 3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex p
      > oszła do banku po kredyt?
      Raczej darowizna przy jakiś klęskach życiowych, nie pożyczka.

      > 4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
      Tak

      > 5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
      Tak

      > 6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest ok
      > ej, czy nie?
      Tak
      • altz Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:40
        > > 4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
        > Tak

        Może uzupełnię.
        Wspólny wyjazd z dziećmi i Obecną, to tak.
        A wspólny wyjazd z Byłą w jakieś sprawie typu impreza dzieci to tak, a wakacje, to już nie, byłyby wątpliwości.
      • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:55
        > Może napiszę, jak to widzi moja kobieta, czasami rozmawiamy na ten temat, zresz
        > tą widzę, jak się dogaduje ze swoim byłym facetem.
        >
        > > 1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę
        > , czy
        > > byłoby nie okej?
        > Awaryjne sprawy, jak najbardziej. Pomalowanie pokoju dziecka, gdyby prosiło, to
        > też, ale pokój matki by odpadał i źle by to było widziane.

        Czyli, żebym dobrze zrozumiała. Do Twojego domu przyjeżdża np. facet Twojej Żony i maluje pokój/pokoje swojego dziecka, tak? Co Ty w tym czasie robisz? Jak się czujesz jako facet w swoim domu?

        > > 2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
        > Tak, byle nie całych. wink
        Acha. A u Was jest taki układ, że oboje macie ex? I z nimi wszystkimi potraficie spędzać święta?
        • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:03
          ej. ale jesli na przyklad dziecko bardzo chce cos zrobic z tata. na przyklad wlasnie pomalwoac pokoj. chce to przezyc z tata. to nie przesadzajmy. twoj facet nie maluje mieszkania exi tylko maluje pokoj swojego dziecka. swoja droga mysle ze moj maz bylby szczesliwy gdyby jego dziecko poprosilo by go o taka pomoc.to swiadczy chyba o tym ze ojciec jest kims waznym dla dziecka? inna sprawa ze u nas to by nie rpzeszlo bo exia w zyciu by na cos takiego nie pozwolilawink
          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:10
            > ej. ale jesli na przyklad dziecko bardzo chce cos zrobic z tata. na przyklad wl
            > asnie pomalwoac pokoj. chce to przezyc z tata. to nie przesadzajmy. twoj facet
            > nie maluje mieszkania exi tylko maluje pokoj swojego dziecka. swoja droga mysle
            > ze moj maz bylby szczesliwy gdyby jego dziecko poprosilo by go o taka pomoc.t
            > o swiadczy chyba o tym ze ojciec jest kims waznym dla dziecka? inna sprawa ze u
            > nas to by nie rpzeszlo bo exia w zyciu by na cos takiego nie pozwolilawink

            Ja sobie zdaje sprawę, że to ważne dla dziecka i Ojca. I miłe jest gdy dziecko prosi. Ale mamy wspólny dom, w którym każdy kajtek ma swój pokój, który mogą wspólnie z Ojcem malować w paski, kropki i inne zwierzątka. Ja po prostu uważam, że to może się dziać w naszym domu - ta nauka, pokazywanie Ojca że jest jakimś wzorce, etc, niekoniecznie w domu exi, z excia na głowie i dziękującą, jakim to jest on wspaniałym mężczyzną?

            Czemu to ma być tak, że NM ma niejako utrzymywać dwa domy i exi i nasz wspólny??
              • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:50
                > Hmmm... jestes okropnie zazdrosna o eks i chyba to wszystko, co mozna o tym pos
                > cie powiedziec smile


                hhhmmm... może i masz rację... na pewno masz w jakimś tam stopniu rację... ale może to też troszkę jest tak, że Ty wiedząc, że ex jest daleko nie masz takich spraw na głowie i nie martwisz się tym, bo jak piszesz mieszkasz daleko od ex... My mieszkamy 10 minut drogi od ex i faktycznie takie sprawy są może i łatwiejsze, a przez to i może myślę o takich sytuacjach częściej... Bo są one niejako namacalne.

                Pisałaś w którymś z postów, że jakby chodziło o meble ex, to byście z M olali sprawę. I że ex jak Wam się samochód psuje, to nie pomaga. A co by się stało, jakby popsuł się samochód ex, którym wozi dzieci? Wiesz, że Twój M nie pomógłby/pomógł?
                • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:04
                  To prawda, nie martwie sie, bo mieszkamy wystarczajaco daleko, zeby pewnych rzeczy sie nie dalo robic. Nie martwie sie, bo eks ma meza, ma rodzicow i przyjaciol, do ktorych udala by sie w pierwszej kolejnosci. Nie martwie sie rowniez, bo M ma wszystkie klepki w normie i potrafi rozroznic potrzeby babska i potrzeby eksi, ktore z babskiem nie maja wiele wspolnego.

                  Eksia dostaje kase (i to wcale nie mala) zwana alimentami, na potrzeby babska, wiec M automatycznie partycypuje w wydatkach na hipoteke, dojazd do szkoly itp. Obawiam sie, ze gdyby eksi popsul sie samochod, to by musiala jezdzic autobusem albo wziac pozyczke na nowy. Nie dlatego, ze M jest kiepskim ojcem i ma w nosie dziecko, a dlatego, ze eksia ma taki sam zasmarkany obowiazek partycypowac w kosztach utrzymania wlasnego dziecka, jak M.

                  Oprocz babska, z samochodu korzysta takze eksia (a wobec niej M nie ma zadnego obowiazku alimentacyjnego), czasami maz eksi i czesto ich wspolne dziecko. Wiec oczekiwanie z jej strony, ze M bedzie finansowal dwojce doroslych, pracujacych ludzi samochod, czy cokolwiek innego, co nie do konca jest z jego dzieckiem 100% zwiazane, jest troche nie-teges smile
                  • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:24
                    > To prawda, nie martwie sie, bo mieszkamy wystarczajaco daleko, zeby pewnych rze
                    > czy sie nie dalo robic. Nie martwie sie, bo eks ma meza, ma rodzicow i przyjaci
                    > ol, do ktorych udala by sie w pierwszej kolejnosci. Nie martwie sie rowniez, bo
                    > M ma wszystkie klepki w normie i potrafi rozroznic potrzeby babska i potrzeby
                    > eksi, ktore z babskiem nie maja wiele wspolnego.

                    Im więcej wczytuję się w to forum, tym bardziej wydaje mi się, że to wszystko nie jest takie proste, a każdy przypadek ciut inny wink No fakt, u mnie sytuacja jest inna - ex nie ma męża, faceta, a do rodziców to się owszem zwraca ale mojeo NM o pomoc.
                    Z tym rozróżnianiem potrzeb to moim zdaniem nie jest tak prosto. Chociażby przykład z poniższym samochodem... Alimenty też - z pewnością przyznasz - nie zawsze w 100% idą na dzieci.

                    > Obawiam sie, ze gdyby eksi popsul sie samochod, to by musiala jezdzic autobuse
                    > m albo wziac pozyczke na nowy. Nie dlatego, ze M jest kiepskim ojcem i ma w nos
                    > ie dziecko, a dlatego, ze eksia ma taki sam zasmarkany obowiazek partycypowac w
                    > kosztach utrzymania wlasnego dziecka, jak M.

                    Masz racje. Ja Ciebie całkowicie popieram. Ale chyba nie jestem pewna, co mój NM by na to powiedział. W wyniku rozwodu oddał swojej ex samochód i spłacił sam za niego kredyt. On uważał, że to dzieciom jest potrzebny samochód, żeby bezpiecznie jeździły do szkoły, a ex jego nie obchodzi - niejako poprzez dzieci dostaje coś od niego (Np. alimenty zostały tak obliczone, żeby ex miała na naprawy samochodu i zmianę opon).
                    Niby rozumiem ten argument. Pytałam się go, co się stanie, jak ten samochód się zniszczy/zepsuje. Czy on będzie dokładał do nowego, tak jak ten sponsorował? Na co usłyszałam, że nie, że to będzie rola ex, jak będzie chciała sobie zmienić samochód.
                    A ja w 100% w to jakoś nie wierzę...straszne... ale chyba tak jest...Wytłumaczenie troszkę niżej...

                    > Oprocz babska, z samochodu korzysta takze eksia (a wobec niej M nie ma zadnego
                    > obowiazku alimentacyjnego), czasami maz eksi i czesto ich wspolne dziecko. Wiec
                    > oczekiwanie z jej strony, ze M bedzie finansowal dwojce doroslych, pracujacych
                    > ludzi samochod, czy cokolwiek innego, co nie do konca jest z jego dzieckiem 10
                    > 0% zwiazane, jest troche nie-teges smile

                    No tak, jak pisałam, inna ciut sytuacja bo u Ciebie ex jest z kimś związana. U nas jest tak, że ex nie ma nikogo i nie zarabia za wiele. Alimenty stanowią większość jej budżetu. A z moich obserwacji wynika, że NM czuje się w obowiązku (co jest okej), ale chyba jednak obarczonym poczuciem winy, żeby dzieci nie odczuły rozwodu rodziców i jest w stanie zrobić wiele i wiele wytłumaczyć, że to dla dzieci, a nie dla ex...
                    • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:44
                      Oczywiscie, ze kazda sytuacja jest inna, i nie da sie napisac podrecznika, co zrobic, kiedy eksi psuje sie to albo tamto... smile

                      Wiesz, ja jestem taka suka, do ktorej argumenty "ona malo zarabia" nie przmawiaja. Jezeli malo zarabia, to niech poszuka pracy, gdzie bedzie wiecej zarabiac. A jezeli alimenty sa za male i dzieciakom brakuje - to niech zlozy o ich podwyzszenie. I owszem, wiem ze alimenty czasami nie ida w 100% na dziecko, ale poniewaz z zasady na dziecko wlasnie maja isc, nie interesuje mnie, ze eksia nie ma na tipsy albo fryzjera i od kasy dziecka jej wara.

                      Niestety, trzeba zatrudnic czasami zdrowy rozsadek - samochod, ktorym eksia wozi dziecko sie popsul. Czy ojciec powinien kupic nowy? A jak popsuje sie pralka, w ktorej eksia pierze ubrania dziecka? A kuchenka? A odkurzacz? Albo zarowka? Albo czajnik? I tak dalej, i tak dalej...
                      A jak ojcu zdarzy sie wypadek i bedzie uwiazany do lozka w szpitalu bez odzyskania przytomnosci przez nastepne 20 lat? Czy dziecko bedzie chodzilo gole albo w brudnych ubraniach, glodne, zylo w syfie i ciemnosciach?
                      • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:54
                        > Wiesz, ja jestem taka suka, do ktorej argumenty "ona malo zarabia" nie przmawia
                        > ja. Jezeli malo zarabia, to niech poszuka pracy, gdzie bedzie wiecej zarabiac.
                        > A jezeli alimenty sa za male i dzieciakom brakuje - to niech zlozy o ich podwyz
                        > szenie. I owszem, wiem ze alimenty czasami nie ida w 100% na dziecko, ale ponie
                        > waz z zasady na dziecko wlasnie maja isc, nie interesuje mnie, ze eksia nie ma
                        > na tipsy albo fryzjera i od kasy dziecka jej wara.

                        Niestety, może stety, ja też jestem taka zimna suka. Zgadzam się z Tobą w 100%, ale mój NM ma totalnie odrębne zdanie. On uważa, że jak dzieciom coś będzie potrzeba, a ex nie będzie stać, to on to sfinansuje - jak będzie mógł - chociażby exia całe alimenty wydała na tipsy (oczywiście zacznie "uczyć" ex zmiany podejścia i rozmawiać z ex, ale najpierw pomoże dzieciom). Mnie to oczywiście doprowadza do pasji, bo ex sobie łazi do kosmetyczki, wyjeżdża na zagraniczne wakacje, a jak trzeba kasy, to wie gdzie przyjść...

                        > Niestety, trzeba zatrudnic czasami zdrowy rozsadek - samochod, ktorym eksia woz
                        > i dziecko sie popsul. Czy ojciec powinien kupic nowy? A jak popsuje sie pralka,
                        > w ktorej eksia pierze ubrania dziecka? A kuchenka? A odkurzacz? Albo zarowka?
                        > Albo czajnik? I tak dalej, i tak dalej...
                        > A jak ojcu zdarzy sie wypadek i bedzie uwiazany do lozka w szpitalu bez odzyska
                        > nia przytomnosci przez nastepne 20 lat? Czy dziecko bedzie chodzilo gole albo w
                        > brudnych ubraniach, glodne, zylo w syfie i ciemnosciach?

                        No właśnie. Ja zazwyczaj prowokuję NM i pytam się, czy exia będzie dokładała się do napraw samochodu/remontów w naszym domu - dzieci też nim jeżdżą i mieszkają z nami wink
                        Mój NM się wtedy niemiłosiernie wku....a, że robię głupie analogie, jestem niedojrzała i nie nadaję się do takiego związku...
                        • glasscraft Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 14:10
                          Wiesz, u nas byloby podobnie - gdyby babsku czegos zabraklo, to i M i ja wylozylibysmy kase (ok, nie moje dziecko, ale akurat ja bardzo lubie i dla mnie jest czescia naszej rodziny i zawsze bedzie). A potem eksia mialaby 4 litery skopane, co sie stalo z pieniedzmi, ktore regularnie dostaje na to, zeby dziecku wlasnie nie brakowalo.

                          Zeby bylo jasne - nie interesuje mnie ile M wydaje na babsko (chociaz wiem i sama bym sie na niego darla, gdyby nie byl tutaj w porzadku) i uwazam, ze sprawy pieniezne pomiedzy nim a eksia, kiedy sa zwiazane z babskiem, nie maja ze mna nic wspolnego. Natomiast, gdyby eksia traktowala nas jak pare idiotow, z ktorych da sie ciagnac ile wlezie bazujac na poczuciu winy M z powodu rozstania (dziwne, ze eksie jakos moga poczucie winy sobie na polke odlozyc, chociaz na rozpad zwiazku zwykle pracuja dwie osoby, a faceci uwielbiaja sie w tej winie tarzac do zmeczenia), i M nie widzial albo nie chcial tego widziec, to moje niezainteresowanie objawiloby sie bardzo glosno. I poniewaz stara baba juz jestem (tak mi sie porobilo w dniu moich 40 urodzin), to meskie fochy i dasanki do mnie by nie przemowily i zakonczylyby sie kopem w 4 litery skierowana w M strone...
                          • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 14:13
                            ale Glass, w tym wątku autorka przede wszystkim snuje przypuszczenia "co i jak może się wydarzyć". Dywagowanie na co idą alimenty, bez braku jakichkolwiek dowodów świadczących, że idą nie na dziecko, jest bez sensu. Tak, jak zadawanie tysięcy pytań: co, jeśli... - wpisać dowolne.
                            • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 14:18
                              no dokladnie tak widze problem jako i edwina. nie da sie przewidziec wszystkich scenariuszy. a moim zdaniem nm zaczyna miec dosc kolezanki. a im bardziej zaczyna miec dosc tym bardziej prawdopodobnie docenia ex tongue_out
                              • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 16:06
                                Dzięki za wskazówki smile
                                Ja myślałam, że to niejako normalne jest, że dwoje ludzi w takiej sytuacji / ba w sumie w każdym związku, rozmawia ze sobą nt. przyszłości, hipotetycznych sytuacji, etc.

                                Zawsze to robiłam ze swoimi ex, im to nie przeszkadzało.

                                No ale jak z Waszej perspektywy wychodzi, że za dużo tego i to może być męczące, to przemyślę to...
                                • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 16:18
                                  ja ci dam przykład:
                                  jeśli będziesz wychodziła w przyszły czwartek do dentysty to założysz jeansy czy kostium? A jeśli będziesz wychodziła w piątek? A gdy zdarzy się, że idąc do niego przechodzące dziecko opryska cię milkshakiem to wrócisz do domu się przebrać, czy nie? A jeśli tylko na bluzce to może założysz marynarkę? A jeśli prosto po wyjściu od dentysty miałabyś iść do teatru, bo być może ktoś odda ci w ostatniej chwili swoje bilety, to nie powinnaś zmienić kostiumu na sukienkę?

                                  Pewne rzeczy się po prostu dzieją i już. Nie przewidzisz wszystkiego, bo i po co? Zamartwianie się na zaś jeszcze nigdy i nikomu niczego dobrego nie przyniosło. Reaguj na to, co się dzieje, ale też bez paniki. Pomyśl: z jakiegoś względu twój facet zakończył związek z ex. Z jakiegoś względu związał się z tobą. Chce się zachowywać możliwie fair wobec dziecka i ex. Do momentu, do którego ich relacje i sprawy nie wpływają na ciebie notorycznie, nikt ci nie każe się dostosowywać i akceptować wszystkiego jak popadnie, nie ma co szaleć. Odpuścić, nie wnikać i zajmować się bardziej sobą.

                                  Jeszcze odnośnie komunii: nie byłam na komunii starszego syna M, bo w ogóle o tym nie pomyślałam. To całkiem poważna rodzinna uroczystość, a nie małolackie zapraszanie "chłopaka" czy "dziewczyny" na obiad do rodziców. Na komunii młodszego już byłam, ale wcale się jakoś do tego nie rwałam i raczej bym się cieszyła nie musząc tam jechać.
                                  • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 16:39
                                    > ja ci dam przykład:
                                    > jeśli będziesz wychodziła w przyszły czwartek do dentysty to założysz jeansy cz
                                    > y kostium? A jeśli będziesz wychodziła w piątek? A gdy zdarzy się, że idąc do n
                                    > iego przechodzące dziecko opryska cię milkshakiem to wrócisz do domu się przebr
                                    > ać, czy nie? A jeśli tylko na bluzce to może założysz marynarkę? A jeśli prosto
                                    > po wyjściu od dentysty miałabyś iść do teatru, bo być może ktoś odda ci w osta
                                    > tniej chwili swoje bilety, to nie powinnaś zmienić kostiumu na sukienkę?

                                    Rozumiem Twój przekaz.

                                    > Pewne rzeczy się po prostu dzieją i już. Nie przewidzisz wszystkiego, bo i po c
                                    > o? Zamartwianie się na zaś jeszcze nigdy i nikomu niczego dobrego nie przyniosł
                                    > o. Reaguj na to, co się dzieje, ale też bez paniki. Pomyśl: z jakiegoś względu
                                    > twój facet zakończył związek z ex. Z jakiegoś względu związał się z tobą. Chce
                                    > się zachowywać możliwie fair wobec dziecka i ex. Do momentu, do którego ich rel
                                    > acje i sprawy nie wpływają na ciebie notorycznie, nikt ci nie każe się dostosow
                                    > ywać i akceptować wszystkiego jak popadnie, nie ma co szaleć. Odpuścić, nie wni
                                    > kać i zajmować się bardziej sobą.

                                    Rozważę wink Dzięki.

                                    > Jeszcze odnośnie komunii: nie byłam na komunii starszego syna M, bo w ogóle o t
                                    > ym nie pomyślałam. To całkiem poważna rodzinna uroczystość, a nie małolackie za
                                    > praszanie "chłopaka" czy "dziewczyny" na obiad do rodziców. Na komunii młodszeg
                                    > o już byłam, ale wcale się jakoś do tego nie rwałam i raczej bym się cieszyła n
                                    > ie musząc tam jechać.

                                    A Ty nie czujesz się rodziną Twojego faceta i pośrednio jednak dzieci?
                                    Myślę, że trochę inaczej mówiłabyś, gdybyś została wykluczona, albo żeby M dostał przykazanie, że ma nie przyjeżdżać z aktualną żoną.
                                    Rozumiem, że miałaś wybór i pewnie mogłaś nie jechać tam. Myślę, że nikt Ciebie nie zmusił smile
                                    Rozumiem, że chciałaś zrobić przyjemność M lub dzieciom lub czujesz się jednak częścią tej rodziny.

                                    Ja nie czuję się częścią rodziny, ale uważam, że jako partnerka ojca dzieci, które mają komunię powinnam tam być. Tak samo uważałam, że mój partner powinien być ze mną na weselu mojej siostry, na którą byłam świadkową - cokolwiek wtedy moja rodzina i goście myśleli o naszym związku. G.... mnie to obchodziło wink
                                    Po prostu, jak jedność to jedność.

                                    • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 17:27
                                      wiesz, czucie się z kimś rodziną, to nie tylko pewne określenie pozycji, ale również zobowiązanie. A ja, zanim się do czegoś zobowiążę, to lubię wiedzieć do czego i czy warto.
                        • joanpp77 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 18:56
                          > No właśnie. Ja zazwyczaj prowokuję NM i pytam się, czy exia będzie dokładała si
                          > ę do napraw samochodu/remontów w naszym domu - dzieci też nim jeżdżą i mieszkaj
                          > ą z nami wink
                          > Mój NM się wtedy niemiłosiernie wku....a, że robię głupie analogie, jestem nied
                          > ojrzała i nie nadaję się do takiego związku..

                          Ciekawe czy on dojrzal do nowego zwiazku...jesli tak stawia sprawe....
                          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 13.07.11, 09:13
                            > > No właśnie. Ja zazwyczaj prowokuję NM i pytam się, czy exia będzie dokład
                            > ała si
                            > > ę do napraw samochodu/remontów w naszym domu - dzieci też nim jeżdżą i mi
                            > eszkaj
                            > > ą z nami wink
                            > > Mój NM się wtedy niemiłosiernie wku....a, że robię głupie analogie, jeste
                            > m nied
                            > > ojrzała i nie nadaję się do takiego związku..
                            >
                            > Ciekawe czy on dojrzal do nowego zwiazku...jesli tak stawia sprawe....

                            Czemu tak myślisz? To znaczy, czy możesz to rozwinąć?

                        • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 13.07.11, 21:46
                          trinity_2011 napisała:
                          > Niestety, może stety, ja też jestem taka zimna suka. Zgadzam się z Tobą w 100%,
                          > ale mój NM ma totalnie odrębne zdanie. On uważa, że jak dzieciom coś będzie po
                          > trzeba, a ex nie będzie stać, to on to sfinansuje - jak będzie mógł - chociażby
                          > exia całe alimenty wydała na tipsy (oczywiście zacznie "uczyć" ex zmiany podej
                          > ścia i rozmawiać z ex, ale najpierw pomoże dzieciom). Mnie to oczywiście doprow
                          > adza do pasji, bo ex sobie łazi do kosmetyczki, wyjeżdża na zagraniczne wakacje
                          > , a jak trzeba kasy, to wie gdzie przyjść...

                          To w takim razie ma powazny problem bo tata nue jest od tego zeby byc wiecznym bankomatem ktory bedzie nadrabial bledy bidzetowe mamy dzieci. Sorry. Life is brutal. Alimenty sa po to by umiec nimi rozporzadzac a nie zeby w razie wydania za duzo poleciec, ze nie ma kasy och jej...
                          Widocznie Twoj maz ma bardzo duze poczucie winy wobec i ex i dzieci, ze godzi sie na utrzymywanie ich i na kazda zachcianke finansowa. To nie tak dziala, ze ojciec jest od dawania kasy a ex moze z nia robic co chce. ja pamietam ze kiedys byly takie sytuacje i u nas, ale moj maz dosc szybko je ukrocil. Ze sorry, ale dostajesz juz taka ilosc pieniedzy ze ja nie bede dokladal i trzeba bylo sier nauczyc nimi rozporzadac a nie miec nadzieje, ze jak zakwilisz to ja nagle z rekawa zafunduje wakacje. To tak nie dziala. Ale to jest rola faceta by taka granice wyznaczyl.
                          gdyby moj maz robil jak Twoj tobysmy glodowali znajac ex.

                          > No właśnie. Ja zazwyczaj prowokuję NM i pytam się, czy exia będzie dokładała si
                          > ę do napraw samochodu/remontów w naszym domu - dzieci też nim jeżdżą i mieszkaj
                          > ą z nami wink
                          > Mój NM się wtedy niemiłosiernie wku....a, że robię głupie analogie, jestem nied
                          > ojrzała i nie nadaję się do takiego związku...

                          Ja mysle, ze to on nie dorosl do tego zwiazku i moze nalezy mu uswiadomic, ze syoanie kasa nie sprawi, ze nagle ex nie bedzie zla a dzieci nie beda czuly rozwodu. Sorry ale alimenty sa po to by wspolutrzymac dziecko a nie po to by ex sobie je wydawala na przyjemnosci i w kazdej chwili moga sobie pozebrac od exa o kolejna kase bo wie, ze ja dostanie. Niech sie nauczy rozporzadzac kasa, odkladac. Bo tak ani ona sie niczego nie uczy ani dzieci szacunku do ojca i piniedzy nie uczy.
                          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 15:38
                            > To w takim razie ma powazny problem bo tata nue jest od tego zeby byc wiecznym
                            > bankomatem ktory bedzie nadrabial bledy bidzetowe mamy dzieci. Sorry. Life is b
                            > rutal. Alimenty sa po to by umiec nimi rozporzadzac a nie zeby w razie wydania
                            > za duzo poleciec, ze nie ma kasy och jej...

                            Zrozum, on nie chce być wiecznym bankomatem, ale też nie uważa, że gdy dzieci czegoś potrzebują, a matka zachowała się jak kretynka, a on może pomóc, to chce ponoć.
                            A później przemówić do rozsądku matce...

                            > Widocznie Twoj maz ma bardzo duze poczucie winy wobec i ex i dzieci, ze godzi s
                            > ie na utrzymywanie ich i na kazda zachcianke finansowa. To nie tak dziala, ze o
                            > jciec jest od dawania kasy a ex moze z nia robic co chce. ja pamietam ze kiedys
                            > byly takie sytuacje i u nas, ale moj maz dosc szybko je ukrocil. Ze sorry, ale
                            > dostajesz juz taka ilosc pieniedzy ze ja nie bede dokladal i trzeba bylo sier
                            > nauczyc nimi rozporzadac a nie miec nadzieje, ze jak zakwilisz to ja nagle z re
                            > kawa zafunduje wakacje. To tak nie dziala. Ale to jest rola faceta by taka gran
                            > ice wyznaczyl.
                            > gdyby moj maz robil jak Twoj tobysmy glodowali znajac ex.

                            Może ja się źle wyraziłam. Mój NM dotychczas daje tylko alimenty, nic ponadto.
                            Fakt - są duże - tak się dogadał - w części na pewno z nich ex korzysta, ale jak mi macochy wyjaśniły - ma prawo i nic mi do tego...

                            Nie było też prób wyłudzenia, czy jak Wy to nazywacie - może raz, ale wtedy był ostry odpór ze strony mojego faceta. A ostatnio poprosiła o wcześniejsze przelanie alimentów o tydzień, co nie stanowiło problemu.

                            > Ja mysle, ze to on nie dorosl do tego zwiazku i moze nalezy mu uswiadomic, ze s
                            > yoanie kasa nie sprawi, ze nagle ex nie bedzie zla a dzieci nie beda czuly rozw
                            > odu.

                            No fakt, jego dawanie dużych alimentów było zagłuszeniem z pewnością rozwodu z ex.
                            Nie wiem, może tak faceci mają...

                            >Sorry ale alimenty sa po to by wspolutrzymac dziecko a nie po to by ex sob
                            > ie je wydawala na przyjemnosci i w kazdej chwili moga sobie pozebrac od exa o k
                            > olejna kase bo wie, ze ja dostanie.

                            No jak pisałam. Nasza ex zarabia tyle, że da radę siebie utrzymać na bardzo średnim poziomie. A nm zarabia bardzo dużo, więc siłą rzeczy wcześniej dzieci żyły na dobry poziomie, więc i alimenty są wysokie, więc i exi standard życia się nie poniżył tylko ciągnie z aliemntów. No tak to jest. Co z tym zrobisz? Zabronisz jej jechania na wakacje samej, bo to pieniądze dzieci? Poprosisz ją grzecznie żeby odkładała bo jest dorosła i powinna być odpowiedzialna?

                            > Niech sie nauczy rozporzadzac kasa, odklada
                            > c. Bo tak ani ona sie niczego nie uczy ani dzieci szacunku do ojca i piniedzy n
                            > ie uczy.

                            Ja uważam, że jeśli chodzi o dzieci, to mój NM popełnia tutaj błąd i to w oderwaniu od exi. Bo uważam, że rozpieszcza dzieci, co one chcą to dostają, gdzie chcą jechać na wakacje to jadą, jak chcą jechać do przysłowiowego spa to mój NM jedzie... Szczytem była propozycja mojego nm zrobienia masażu w spa 6 letniej dziewczynce - od razu mówiłam mu że to chory pomysł - oczywiście zostałam oskarżona o zazdrość, po czym pani z recepcji gdy moj nm spytał się o masaz dla 6-latki, niemalze go wysmiala, bo powiedziala, ze dzieciom to anwet nie compliance byloby robienie masażu wink Dopiero to ktoś z boku musiał powiedzieć, żeby dotarło wink

                            A mój NM spełnia kolejne zachcianki. I z jednej strony dobrze że chce rozwijać w dzieciach pasję i zaszczepiać nowe rzeczy, ale z drugiej to przychodzi z taką łatwością, że dzieci WCALE nie doceniają tego. Czego ostatnio mój NM sam doświadczył, bo starał się, żeby dzieciom coś pokazać nowego, a one tylko marudziły. I sam się wkurzył i strzelił im gadkę umoralniającą... Ja siedziałam z boku cicho, ale już dawno mu mówiłam, że on daje, daje, dzieci tylko daj tata, daj, kup, kup i nagle objawienie, ze to dzieci psuje... ot i nowość...

                            Nie wiem, może ten mój chłop sam musi to zrozumieć, że dzieciom krzywdę zrobi a nie przysługę. Bo jak nauczyć dzieci jeździć na rowerze, to od razu trzeba jechać na Bornholm, bo jak nauczyć żeglować, to od razu Chorwacja, etc. A ja uważam, że małymi kroczkami: najpierw mazury, a jak się spodoba to można dalej, żeby dzieci potrafiły i z małych rzeczy i dużych się cieszyć...



                            • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 17:27
                              trinity_2011 napisała:
                              > No jak pisałam. Nasza ex zarabia tyle, że da radę siebie utrzymać na bardzo śre
                              > dnim poziomie. A nm zarabia bardzo dużo, więc siłą rzeczy wcześniej dzieci żyły
                              > na dobry poziomie, więc i alimenty są wysokie, więc i exi standard życia się n
                              > ie poniżył tylko ciągnie z aliemntów. No tak to jest. Co z tym zrobisz? Zabroni
                              > sz jej jechania na wakacje samej, bo to pieniądze dzieci? Poprosisz ją grzeczni
                              > e żeby odkładała bo jest dorosła i powinna być odpowiedzialna?

                              Ale ja nic nie zamierzam z tym robic. Nie moj biznes ile moj maz placi alimentow chociaz znam ich stawkę i absolutnie nie zamierzm jej wyliczac z tego co z tymi piniedzmi robic. Ex mojego meza akurat jest osoba odpowiedzialna i nie nalezy do kategorii exi ktore zeruja na exie na wlasnie przyjemnosci zapominajac o dziecku. Dziecko jest na pierwszym miejscu. Wiec poza jedna czy dwoma sytuacjami ja nic zlego na temat jej rozporzadania kasa dla dziecka nic powiedziec nie moge.

                              > Ja uważam, że jeśli chodzi o dzieci, to mój NM popełnia tutaj błąd i to w oderw
                              > aniu od exi. Bo uważam, że rozpieszcza dzieci, co one chcą to dostają, gdzie ch
                              > cą jechać na wakacje to jadą, jak chcą jechać do przysłowiowego spa to mój NM j
                              > edzie... Szczytem była propozycja mojego nm zrobienia masażu w spa 6 letniej dz
                              > iewczynce - od razu mówiłam mu że to chory pomysł - oczywiście zostałam oskarżo
                              > na o zazdrość, po czym pani z recepcji gdy moj nm spytał się o masaz dla 6-latk
                              > i, niemalze go wysmiala, bo powiedziala, ze dzieciom to anwet nie compliance by
                              > loby robienie masażu wink Dopiero to ktoś z boku musiał powiedzieć, żeby dotarło
                              > wink

                              To ja Ci juz wspolczuje w takim razie. Bo widze, ze tatus bardzo ciezko pracuje na to by dzieci go nie szanowaly i traktowaly jako kgoos od kogo wszystko im sie nalezy. Jeszcze bedziesz miala przeprawy z nimi. Nie chce Cie straszych ale ktoras z forumowych macoch miala taka droge przez meke bo tatus rozpieszczal dzieci, dawal im wszystko. Nie bylo rozowo.

                              > Nie wiem, może ten mój chłop sam musi to zrozumieć, że dzieciom krzywdę zrobi a
                              > nie przysługę. Bo jak nauczyć dzieci jeździć na rowerze, to od razu trzeba jec
                              > hać na Bornholm, bo jak nauczyć żeglować, to od razu Chorwacja, etc. A ja uważa
                              > m, że małymi kroczkami: najpierw mazury, a jak się spodoba to można dalej, żeby
                              > dzieci potrafiły i z małych rzeczy i dużych się cieszyć...

                              Twoj maz ewidenie wykupuje swoje poczucie winy.
                              • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 15.07.11, 10:28
                                > To ja Ci juz wspolczuje w takim razie. Bo widze, ze tatus bardzo ciezko pracuje
                                > na to by dzieci go nie szanowaly i traktowaly jako kgoos od kogo wszystko im s
                                > ie nalezy. Jeszcze bedziesz miala przeprawy z nimi. Nie chce Cie straszych ale
                                > ktoras z forumowych macoch miala taka droge przez meke bo tatus rozpieszczal dz
                                > ieci, dawal im wszystko. Nie bylo rozowo.
                                > Twoj maz ewidenie wykupuje swoje poczucie winy.

                                Czy ja coś mogę z tym zrobić? Byłam wychowywana w domu, w którym było kasy nie za dużo, a jednak rodzice zapewnili mi wszystko: i narty, i rozwój, studia, języki, szkołę muzyczną, wyjazdy zagraniczne, etc. Miałam wszystko, niekoniecznie na wyciągnięcie ręki, często czekając na to, przez co doceniałam/doceniam to, co rodzice mi dali smile

                                Stąd chcę powiedzieć, że wydaje mi się, że mam dobre wzorce w przeciwieństwie do mojego NM, którego niejako rodzice zaniedbywali - po prostu nie przywiązywali wagi do tego, co on robił. Co osiągnął to sam, a niekoniecznie za sprawą rodziców, którzy go do czegoś zachęcali/pokazywali co jest warte spróbowaniai.

                                Myślę, że raz mój NM ma złe wzorce, a dwa chyba trochę faktycznie ma poczucie winy, jednak wydaje mi się, że nawet bardziej to pierwsze - czyli chce dać dzieciom to, czego sam nie miał w dzieciństwie/młodości i dlatego przesadza.

                                Jak mu pomóc z tym, żeby nie zrobił tym dzieciom/sobie/nam krzywdy? Mogę, czy zostawić go w pokoju? Niestety, jak staram się wytłumaczyć, że może najpierw zobacz, czy dzieciom się spodobają żaglówki, to pojedz na jezioro i wypożycz łódkę na 2 godziny, a nie pakuj się na wakacje na 2-tygodnie na katamaran, to słyszę że ja jestem zazdrosna, że on z dziećmi chce jechać gdzieś i on się boi, że ja się zdenerwuję, że on dużo kasy na dzieci wyda.

                                A mi nie chodzi o kasę, tylko widzę, że to bez sensu, że same szkody z tego mogą być.








                            • tully.makker A ja nie rozumiem 15.07.11, 16:09
                              > Nie wiem, może ten mój chłop sam musi to zrozumieć, że dzieciom krzywdę zrobi a
                              > nie przysługę. Bo jak nauczyć dzieci jeździć na rowerze, to od razu trzeba jec
                              > hać na Bornholm, bo jak nauczyć żeglować, to od razu Chorwacja, etc. A ja uważa
                              > m, że małymi kroczkami: najpierw mazury, a jak się spodoba to można dalej, żeby
                              > dzieci potrafiły i z małych rzeczy i dużych się cieszyć...
                              zumiem

                              Dlaczego jak piszesz zamozny facet nie moze jechac na Bornholm albo do Chorwacji, skoro chce? BTW, nie sa to jakies superspecjalne luksusy, nawet nas przy srednich dochodach na to stac.
                              Gdyby ktos probowal mnie ustawiac w kwestii tego, gdzie i jak mam spedzac wakacje i na co wydawac swoje pieniadze, to nawet gdyby byl najlepszy w lozku chyba bym pogonila.
                              • erillzw Re: A ja nie rozumiem 16.07.11, 00:48
                                tully ale to sa przykłady. generalnie z wypowiedzi autorki wynika, ze tata na wszystko chetnie przystaje, daje wszystko pod nos i nie szczedzi na rzeczach ktore jego pociechy nawet nie doceniaja. Nie chodzi o to, ze jak kgoos stac to sie jedzie na dominikane ale o to, ze jak juz kgoos tam zabierasz to fajanie jest zobaczyc, ze zostalo to docenione i ktos sie cieszy a nie chodzi calymi dniami z gownem pod nosem. O to mysle chodzi. A nie o wyliczanie i zabranianie kto gdzie dzieci zabiera.
                                • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 16.07.11, 13:44
                                  No ale co dzieci maja doceniac i jak? Po rekach calowac 3 razy dziennie, ze ojciec pojechal z nimi na wakacje w warunki, ktore odpowiadaja standardom jego codziennego zycia? Przeciez to nie dzieci najpewniej zarzadaly, by jechac na rowery na Bornholm, tylko tata CHCIAL tam pojechac, bo tak wlasnie sobie wyobraza wakacje rowerowe.

                                  Dlugo trwalo zanim sie nauczylam, ze moj partner jest odrebnym czlowiekiem, ktory ma prawo miec wlasne wartosci i sposoby dzialania. NNauczylam sie dawac rady wtedy, gdy jestem o to proszona, bo wiem, ze wtedy sa one cenione. Nauczylam sie szanowac jego prawo do wlasnego osadu i podejmowania decyzji w sprawie JEGO dzieci - zarowno pasierbicy, jak i naszego wspolnego. Nagroda jest udany i harmonijny zwiazek, troska i szacunek z jego strony - cos, co nie zawsze bylo miedzy nami, bo kiedy wraz z depresja narosla moja potrzeba kontroli, walczylismy ciagle o kazda pierdole.

                                  Moze niektore kobiety maja takie umiejetnosci wrodzone, ale wiele musi sie ich nauczyc...
                                  • erillzw Re: A ja nie rozumiem 16.07.11, 14:32
                                    tully.makker napisała:

                                    > No ale co dzieci maja doceniac i jak?

                                    Może chociazby "dzieki tatao, ze nas tu wziales?" Tak trudno jest to pojac?

                                    > Po rekach calowac 3 razy dziennie, ze ojc
                                    > iec pojechal z nimi na wakacje w warunki, ktore odpowiadaja standardom jego cod
                                    > ziennego zycia?

                                    tak jasne, idzmy w skrajnosci. Nie chodzi o całowanie po rekach. jak Ci maz przynosi sniadanie do lozka to wychodzisz z zalozenia, ze Ci sie to nalezy i nawet nie przebakiesz ze Ci milo ze pomyslal o takiej formie niespodzianki. Nie masz tendencji do mowienia dziekuje kiedy ktos Ci cos daje???
                                    To jaka tam harmonia u Ciebie panuje o ktorej tak piejesz, ze dziwi Ci prosta rzecz jaka jest docenianie cudzych staran.
                                    • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 16.07.11, 15:39
                                      Nie wiem, jak u ciebie, ale moje dzieci nie skladaja mi podziekowan za to, ze jedziemy na wakacje - bo to normalny obowiazek rodzica zapewnic dzieciom wypoczynek poza miejscem zamieszkania, proporcjonalnie do swoich mozliwosci finasowych. W tym roku to ja przepraszam swoje dzieci, ze nigdzie z nami nie pojada, bo jestem w koncowce problematycznej ciazy i musze byc w poblizu lekarza i szpitala. Mam poczucie winy, ze ze wzgledu na nasze parcie na powiekszenie rodziny nie wywiazalam sie z obowiazkow wobec tych dzieci, ktore juz mamy i ze ich wakacje ogranicza sie do wizyt u dziadkow.
                                      Na tym polega bycie rodzicem, i to sie nie zmienia wraz z rozwodem.
                                        • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 16.07.11, 19:53
                                          Z ciaza jako taka OK, i z maluchem tez, ale wykryli u mnie jakies problemy z sercem i musze szukac nowego szpitala na porod - mam przykaz rodzic tam, gdzie oprocz poloznictwa jest kardiologia i intensywna terapia. Na domiar zlego zabronili mi prowadzic samochod i jak chlop mnie gdzies nie zawiezie, to siedze w chalupie i okolicy jak wiezien.
                                            • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 17.07.11, 12:13
                                              Jestem w 36 tygodniu, termin na 16 sierpnia i chyba doczekam, bo poki co nic nie zwiastuje porodu - ani skurczow, ani skrocenia szyjki. Jak to jedna lekarka okeslila, ciaza przebiega wzorcowo. Tyle ze tetno mi skacze strasznie, nawet do 160,a z kolei cisnienie niskie, nawet 80/50. Wszystkie badania mniej wiecej w normie, wiec nawet mnie a bardzo nie lecza, bo nie wiedza, jakie sa przyczyny, zreszta mozliwosci leczenia w ciazy sa ograniczone. Do tego ponoc takie zaburzenia sa przeciwskazaniem do cc, ewentualnie moga chciec potraktowac nas vacuum, zebym nie parla. Wszystkie te opowiesci przerazaja mnie nieco smile, bo liczylam, ze bedzie tak, jak z Wscieklakiem - po 2 godzinach na sali porodowej urodzilam bez specjalnego wysilku. A tu sie zapowiada na komplikacje jak przy Babelku.
                                              • edw-ina Re: A ja nie rozumiem 17.07.11, 19:45
                                                mimo komplikacji - które mam nadzieję, jeszcze rozejdą się po kościach - i tak Ci gratuluję i szczerze zazdroszczę. Wiesz, ja pamiętam, że kiedy moja siostra rodziła swego pierworodnego - upragnionego, wyczekanego itp. spędziła 6 miesięcy na patologii ciąży. Maluch urodził się jako wcześniak, miała masę problemów itp. W tym samym czasie moja koleżanka zaliczyła klasyczną wpadkę. Nie wnikała - piła, czasami zarzucała coś ostrzejszego. Dziecko urodziło się duże, zdrowe i bez żadnych problemów. To chyba taka irytująca ironia życia. Nic nie jesteśmy w stanie na nią poradzić.
                                                • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 10:56
                                                  Wiesz edwina, ja sie do tej pory, ani w poprzednich ciazach, a ni w tej, jakos specjalnienie obcyndalalam. Pracowalam do dnia porodu i takie mialam plany i tym razem. A tu nie tylko zwolnienie, ale tez przebakuja, zeby mnie polozyc do szpitala 2 tygodnie przed terminem. Ale z 2 strony moja ginka mowi, ze jak na 3 ciaze, to szyjka trzyma b. dobrze i ze w kwestii maluchanie ma poki co zadnych problemow. No i wiek robi swoje, jesli chodzi o moj stan...
                                      • erillzw Re: A ja nie rozumiem 17.07.11, 19:35
                                        tully.makker napisała:

                                        > Nie wiem, jak u ciebie, ale moje dzieci nie skladaja mi podziekowan za to, ze j
                                        > edziemy na wakacje - bo to normalny obowiazek rodzica zapewnic dzieciom wypoczy
                                        > nek poza miejscem zamieszkania, proporcjonalnie do swoich mozliwosci finasowych
                                        > .

                                        Tak sie sklada ze w mojej rodzinie nikt "nie składa" podziewan niczym darow. Rozumiem, ze strasznie Ci musi bawic tudziez irytowac fakt, ze ktos moze byc wychowany tak by doceniac cudze starania. nawet jesli mieszcza sie one w ramach "obowiazku" rodzica zapewnienia dziecku wakacji. Obowiazkiem mojej mamy winno byc kupowanie mi ciuchow ale to nie znaczy, ze nie mogłam jej za to podziekowac. Taki rodzaj kultury osobistej wpoiła mi mama. Widocznie u Ciebie było tak, ze wszystko było sprowadzone do obowiazku i przepraszania za jego niewypełnienienie. No coz. Bywa i tak.


                                        > Na tym polega bycie rodzicem, i to sie nie zmienia wraz z rozwodem.

                                        Na tym w sensie na psich obowiazkach i nie posiadaniu prawa do tego by dziecko powiedzialo "dziekuje"? Super. Rozumiem, ze jak odchodzice od stolow to nikt nie mowi dziekuje pyszne było. fajnie macie, naprawde.
                                        ja jednak wychowam swoje dzieci tak by umiały doceniac i dziekowac za to co dostaja. Nie zeby mi biły pokłony ale zeby były wychowane i kulturalne.
                                        • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 17.07.11, 20:02
                                          Moge tylko przyklasnac twoim planom. Ktore poki co pozostaja rozwazaniami teoretyczki, podczas gdy ja juz jednego udanie wychowanego mam na koncie. Musze isc, bo wlasnie zrobil nam niedzielna kolacje.
                                            • altz Re: A ja nie rozumiem 17.07.11, 21:48
                                              Niektórzy tak mają - połączenie pruskiego drylu i stylu królewny na ziarnku grochu, a komunikacja sprowadza się wyłącznie do wytykania braków i niekonsekwencji.
                                              Przykro się żyje z z takim człowiekiem, ale lepiej nic nie mówić na ten temat, bo Prusak czuwa! wink
                                        • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 10:03
                                          > Tak sie sklada ze w mojej rodzinie nikt "nie składa" podziewan niczym darow. Ro
                                          > zumiem, ze strasznie Ci musi bawic tudziez irytowac fakt, ze ktos moze byc wych
                                          > owany tak by doceniac cudze starania. nawet jesli mieszcza sie one w ramach "ob
                                          > owiazku" rodzica zapewnienia dziecku wakacji. Obowiazkiem mojej mamy winno byc
                                          > kupowanie mi ciuchow ale to nie znaczy, ze nie mogłam jej za to podziekowac. Ta
                                          > ki rodzaj kultury osobistej wpoiła mi mama. Widocznie u Ciebie było tak, ze wsz
                                          > ystko było sprowadzone do obowiazku i przepraszania za jego niewypełnienienie.
                                          > No coz. Bywa i tak.

                                          Tylly - to nie o to chodzi. Po prostu dziecko powinno wiedzieć, że nic samo się nie dzieje. Ze rodzice pracują na to, żeby ono to wszystko miało. Oczywiście, że to jest obowiązek, żeby dzieci wychować etc - jasna sprawa, ale dziecko powinno doceniać starania!!!!!

                                          Przynajmniej ja zostałam tak wychowana - dziękowałam rodzicom, że posyłają mnie do Anglii na kurs językowy, albo że mi fundowali studia. Niby ich obowiązek, ale wiem, że musieli na to pracować na 2, nieraz 3 etaty. I za to im dziękowałam.

                                      • damajah tully 19.07.11, 16:14
                                        przyznam że mnie zatkało. NAPRAWDĘ masz poczucie winy wobec dzieci z takich powodów? Dla mnie to skrajność. Dzieci mogą zrozumieć że rodzice chcą powiększyć rodzinę i rodzice mają do tego prawo. A skoro mama ma problemy ze zdrowiem to dzieci mogą zrozumieć że sytuacja wymaga takich a nie innych wakacji. Przepraszanie ich za to jest dla mnie nie do pojęcia. Dzieci nie są pępkami świata, bożkami do chołubienia i noszenia na rękach. Są częścią rodziny - na dobre i na złe. I trzeba je uczyć że nie, nie wszystko im się NALEŻY bo są dziećmi i tak, czasem muszą zrezygnować z czegoś dla innego członka rodziny...
                                        Dla mnie bycie rodzicem nie polega na dawaniu wszystkiego i poczuciu winy jak się dać nie może. Tylko na wychowywaniu dzieci - również uczeniu ich że w zyciu nie tylko bierzemy ale też dajemy z siebie, nie tylko żądamy ale tez rezygnujemy z czegoś dla innych...
                                        • altz Re: tully 19.07.11, 16:26
                                          Pięknie napisane.
                                          Ale nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo jest to nie do przyjęcia. wink
                                          Wtedy konsekwentnie trzeba przyjąć, że nie zawsze wszystko jest na 100%, że czasami ktoś może gorzej zarabiać, że zdarza się tak, że się jest tak zmęczonym i trzeba odmówić, że można dziecku kupić buty za 100 zł, a nie za 400, że można nie jechać w którymś roku na wycieczkę za granicę i nic się nie stanie strasznego itp. itd.
                                          Mogłaby się cała rodzina przez to rozpaść. smile
                                        • trinity_2011 Re: tully 20.07.11, 09:52
                                          > przyznam że mnie zatkało. NAPRAWDĘ masz poczucie winy wobec dzieci z takich pow
                                          > odów? Dla mnie to skrajność. Dzieci mogą zrozumieć że rodzice chcą powiększyć r
                                          > odzinę i rodzice mają do tego prawo. A skoro mama ma problemy ze zdrowiem to dz
                                          > ieci mogą zrozumieć że sytuacja wymaga takich a nie innych wakacji. Przepraszan
                                          > ie ich za to jest dla mnie nie do pojęcia. Dzieci nie są pępkami świata, bożkam
                                          > i do chołubienia i noszenia na rękach. Są częścią rodziny - na dobre i na złe.
                                          > I trzeba je uczyć że nie, nie wszystko im się NALEŻY bo są dziećmi i tak, czase
                                          > m muszą zrezygnować z czegoś dla innego członka rodziny...
                                          > Dla mnie bycie rodzicem nie polega na dawaniu wszystkiego i poczuciu winy jak s
                                          > ię dać nie może. Tylko na wychowywaniu dzieci - również uczeniu ich że w zyciu
                                          > nie tylko bierzemy ale też dajemy z siebie, nie tylko żądamy ale tez rezygnujem
                                          > y z czegoś dla innych...

                                          dokladnie tak, swiete slowa...
                                          podpisuje sie obiema rekami pod tym...

                                          • erillzw Re: tully 20.07.11, 14:02
                                            Ja tez. Tym szczególniej, ze sama zostałam właśnie tak wychowana. W zrozumieniu, szanowaniu rodzica i zasadach w ktorych obca była postawa "nalezy mi sie" bo jestem na tym swiecie.
                                        • morel37 Re: tully 20.07.11, 10:22
                                          eeee a czemu was to jeszcze dziwi?winkmnie nie dziwi .to do tully podobne. w jej idealnym swiecie dzieci sa dobrze wychowane,poukladane, dorosli potrafia sie dogadac i przepracowac kazdy problem, dzieci przepraszaja rodzicow, rodzice dzieci, zony dostaja drogie prezenty, mezowie dbaja o ognisko domowe, zony pracuja i dobrze zarabiaja jednoczesnie nieuznajac systemu patriarchalnego nie zajmuja sie zbytnio domem (maja gosposie? pania bozenke od sprzatania, maz sprzata, dzieci?) robia tylko to na co maja ochote , jesli sa macochami wlaczaja sie tylko w te sprawy ktore im daja satysfakcje i przyjemnosc. wakacje za granica uwazaja za element konieczny zycia. ech. ja tam zawsze powtarzam ze zycie jest zupelnie ale to zupelnie innewink i normalnie czasem zastanawiam sie , czy tully nie ejst jakas dobrze/niedobrze zapowiadajaca sie pisarka stwarzajaca w sieci swoj perfekcyjny portret tongue_out
                                          • tully.makker Re: tully 20.07.11, 10:39
                                            zony pracuja
                                            > i dobrze zarabiaja jednoczesnie nieuznajac systemu patriarchalnego nie zajmuja
                                            > sie zbytnio domem (maja gosposie? pania bozenke od sprzatania, maz sprzata, dz
                                            > ieci?)

                                            A co, boli cie, ze ty robisz w domu za sluzaca? Czy boli cie, ze ktos inny nie realizuje sie w roli wieloczynnosciowego robota domowego? W sumie moge to zrozumiec.
                                            Ale cos co doradze - jak ci sie nie podoba wlasne zycie, to je zmien, a nie oczekuj od innych ze obniza swoje standardy, zebys nie cierpiala samotnie.
                                            • morel37 Re: tully 20.07.11, 11:27

                                              > A co, boli cie, ze ty robisz w domu za sluzaca?

                                              a skad taki wniosek?wink ani nie boli ani nie robie wink


                                              Czy boli cie, ze ktos inny nie
                                              > realizuje sie w roli wieloczynnosciowego robota domowego?

                                              ah. tez nie boliwink ja tam uwazam -w przeciwienstwie do ciebie- ze kazdy moze robic ze swoim zyciem co chcewinktylko zdyumiewajace jest ze uwazasz ze ktos kto np gotuje mezowi obiad i zmywa podloge w domu i jest kobieta jest wieloczynnosciowym robotemwink aczkolwiek nie wiem czy opcja robota nie jest sympatyczniejsza niz opcja dmuchanej laliwink


                                              W sumie moge to zroz
                                              > umiec.

                                              chyba niewink

                                              > Ale cos co doradze - jak ci sie nie podoba wlasne zycie, to je zmien, a nie ocz
                                              > ekuj od innych ze obniza swoje standardy, zebys nie cierpiala samotnie.


                                              eee to do mnie? ;DDD moje zycie m isie baaardzzooo podobawink wiesz tully , zycie ma to do siebie - jesli twoje jest prawdziwe a nie jestwytworem twojej wlasnej wyobrazni- ze lubi sie zmieniac. Nie wiem skad wniosek o mojej samotnosci i cierpieniuwink raczej widze to zupelnie odwrotnie. Twoje opowiesci o perfekcyjnym zyciu i ten atak na mnie sa ewidentnie znakiem ze twoje zycie nie jest takie fajne jakim je przedstawiasz. Oczywiscie nei wymagam od ciebei zebys sie do tego przyznala tongue_out
                                              >
                                              • altz Re: tully 20.07.11, 12:12
                                                > ah. tez nie boliwink ja tam uwazam -w przeciwienstwie do ciebie- ze kazdy moze ro
                                                > bic ze swoim zyciem co chcewinktylko zdyumiewajace jest ze uwazasz ze ktos kto np
                                                > gotuje mezowi obiad i zmywa podloge w domu i jest kobieta jest wieloczynnosci
                                                > owym robotemwink
                                                To jest taka nierównowaga. Gdy żona mężowi pomoże czy przejmie jakieś obowiązki, to jest wieloczynnościowym robotem, ale gdy to mąż tak się zachowuje, to już on nie jest robotem, tylko jest tak, jak być powinno. wink
                                                  • edw-ina Re: tully 20.07.11, 20:23
                                                    kobity - łączyć, nie dzielić. Jak się złoży te wszystkie poglądy i sposoby myślenia do kupy i jeszcze wyciągnie średnią - to wyjątkowo sensowne rzeczy wychodzą. Przecież to oczywiste, że wszystkie się różnimy, a prawda jest zazwyczaj gdzieś pośrodku.
                                                  • morel37 Re: tully 20.07.11, 20:55
                                                    ba. jakbysmy sie nie roznily to by bylo strasno smilewazne zeby umiec rozumiec ze dla jednych A to ZET i na odwrot. aczkolwiek zyciowe me doswiadczenie dowodzi ze cic o mowia A rozumieja ze jest ZET a ci co mowia ZET nie maja ochoty pojac istnienia A. aczkolwiek mnie to nna prawde wszystko jedno. a wiadomo ze srodek to srodek. gdzies tak kolo KA.
                                • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 09:39
                                  > tully ale to sa przykłady. generalnie z wypowiedzi autorki wynika, ze tata na w
                                  > szystko chetnie przystaje, daje wszystko pod nos i nie szczedzi na rzeczach kto
                                  > re jego pociechy nawet nie doceniaja. Nie chodzi o to, ze jak kgoos stac to sie
                                  > jedzie na dominikane ale o to, ze jak juz kgoos tam zabierasz to fajanie jest
                                  > zobaczyc, ze zostalo to docenione i ktos sie cieszy a nie chodzi calymi dniami
                                  > z gownem pod nosem. O to mysle chodzi. A nie o wyliczanie i zabranianie kto gdz
                                  > ie dzieci zabiera.

                                  Dokladnie. Dzieci nie doceniaja tego. Mysla, ze to normalne i tyle. Nie czuja, ze ojciec ciezko na to pracuje. Po prostu tak jest, ze chca jakis film to tata kupi, ze chca pojsc do kina, to praktycznie na kazdy film sie chodzi - albo z mama albo z tata. Doszlo do takich paranoi, ze czasami chodza pare razy na ten sam film do kina. Chca pojechac do spa/aqua, to formuuja po prostu ocekiwanie i czekaja az sie zisci...

                                  Naprawde, dopiero ostatnio moj partner sie wkurzyl i zaczal im mowic, ze to nie dzieje sie za darmo, ze to wszystko kosztuje... Moim zdaniem za malo i za pozno to zrobil...



                                  • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 10:50
                                    Po prostu tak jest, ze chca jakis film to tata
                                    > kupi, ze chca pojsc do kina, to praktycznie na kazdy film sie chodzi - albo z m
                                    > ama albo z tata. Doszlo do takich paranoi, ze czasami chodza pare razy na ten s
                                    > am film do kina.

                                    Nadal nie rozumiem z czym masz problem. Pojscie do kina to chyba nie luksus, tylko normalna, najtansza rozwrywka? I sama lubie niektore filmy obejrzec po kilka razy, wiec swietnie rozumiem, ze ktos moze miec tak samo.
                                    Nie mowiac o tym, ze ojciec tez moze chciec obejrzec film, czy pojechac na Bornholm. I nie musi to byc poswiecenie dla dzieci, a wrecz przeciwnie - robienie sobie dobrze pod pretekstem opieki nad nimi. Przyznam szczerze, ze sama lubie jezdzic do Chorwacji, stad oczekiwanie wdziecznosci za to, ze zrobilam sobie - i innym jakas przyjemnosc wydaje mi sie dziwnym konceptem.

                                    Ja co dobrze radze - przestan dyktowac swojemu partnerowi co ma robic, w tym, jak ma wydawac ciezko, jak sama piszesz, zapracowane pieniadze. Chyba, ze chcesz, zeby wasz zwiazek zakonczyl sie - na jego warunkach, nie na twoich. Nikt czegos takiego nie wytrzyma na dluzsza mete.
                                    • karolana Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 11:11
                                      ully.makker napisała:

                                      > Nadal nie rozumiem z czym masz problem. Pojscie do kina to chyba nie luksus, ty
                                      > lko normalna, najtansza rozwrywka?

                                      Eeeee, ostatnio byliśmy w kinie z dziećmi. Ta "najtańsza" forma rozrywki kosztowała nas, bagatela, jakieś 150 zł za 2,5 godziny.
                                      To jest 1/10 pensji mm.
                                      Wybacz, ale dla większości ludzi kino JEST luksusem.
                                      • morel37 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 12:58
                                        kino tanie nie jestwink ale niektorzy po prostu nie mieszcza sie w skali przecietnosci jesli chodzi o kasewink kino akurat jest luksusem a moze nie tyle luksusem co pewnego rodzaju dosc droga forma rozrywki.niestety.
                                        tak samo jak wyjazd na barholmwink ja tam niew iem.mam ze swoim mezem wspolna kase wiec wydatki na jego dziecko sa rowniez moimi wydatkami. na razie dziecko nie ma oczekiwan i raczej co tez jest wkurzajace dziekuje za wszystko jakby to byl jaksi gratis do jego zycia.natomiast jesli zauwaze ze dziecko zacznie traktowac ojca (a tym samym mnie) jak zrodlo dochodu (potencjalnie za kilka lat jak dorosnie) to sie mocno sprzeciwie. notabene naszego wspolnego dziecka tez to bedzie dotyczyc.
                                        oczywiscie uwazam ze sa sfery zycia gdzie nalezy inwestowac w dziecko ale wszystko nei swoim kosztem.
                                        • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 13:45
                                          Niektórzy nie znają życia, żyją pod koszem i mają jeszcze pretensję, że klosz jest za mały. smile
                                          Jakoś trzeba porządkować wydatki dzieci i nauczyć, że jest jakiś fundusz, który z czasem topnieje. Dobrym pomysłem jest miesięczna kwota do wydania przez dziecko, dziecko nauczy się gospodarować budżetem, a to ważna sprawa. Lepiej dawać mniejszą kwotę, ale systematycznie, można się porozumieć, że dziecko samo płaci za siebie bilet do kina, a rodzice już za siebie dokładają, jeśli chcą również pójść.
                                          Tak samo muszą się znaleźć jakieś ekstra pieniądze na nowe wrażenia, bo jeśli dziecko czegoś nie zna, to nie pójdzie na to, a trzeba też uczyć różnorodnego sposobu spędzania czasu wolnego. Trudne to wszystko, jak się nie ma dość pieniędzy na wszystko. smile
                                      • erillzw Re: A ja nie rozumiem 20.07.11, 14:08
                                        TO samo mi przyszło do głowy. Ale nie zapominajmy, ze tully ma super swiat w ktorym najwidoczniej zamiast papieru toaletowego maja kase wiec wydanie takich pieniedzy na 2,5 godzin nie jest dla nich jakims szczegolnym wydatkiem. Nie dziwi mnie tym bardziej w tym swietle fakt, ze tullu pojac nie moze ze mozna byc wdziecznym za zagraniczne wakacje bo ona chyba nie wie co to znaczy gdy trzeba na nie oszczedzic a nie ze mowi sie "jedzmy na malediwy" i oni jada na malediwy. Super, ze sa ludzie ktorzy maja taki komfort zycia. Moze tully do takich nalezy albo jej sie wydaje ze nalezy. Niewazne.
                                        Co charakterystyczne szczegolnie tepi tych ktorzy licza sie z wydatkami i chca uczyc tego dzieci.
                              • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 09:36
                                > Dlaczego jak piszesz zamozny facet nie moze jechac na Bornholm albo do Chorwacj
                                > i, skoro chce? BTW, nie sa to jakies superspecjalne luksusy, nawet nas przy sre
                                > dnich dochodach na to stac.
                                > Gdyby ktos probowal mnie ustawiac w kwestii tego, gdzie i jak mam spedzac wakac
                                > je i na co wydawac swoje pieniadze, to nawet gdyby byl najlepszy w lozku chyba
                                > bym pogonila.

                                Bo wydaje mi sie, ze lepiej najpierw nauczyc jezdzic dzieci pozadnie na rowerze, zanim im sie pokaze Bornholm, bo inaczej najzwyczajniej w swiecie dzieci z tego nie skorzystaja, a kasa pojdzie na to ogromna. Ponadto - zapewnianie tylko atrakcji dzieciom nie jest moim zdaniem wychowawcze. I po kolejne, naprawde uwazam, ze najpierw trzeba zobaczyc czy dziecko cos lubi - np. zeglowac, zamiast wykupowac od razu 2-tygodniowe wczasy na katamaranie...

                                Nie zazdrosc tutaj przemawia, a pragmatyzm. Ja bym swoich dzieci od razu po prostu tak nie zabrala na 2-tygodniowy rejs, tylko sprawdzila chociazby czy nie maja choroby morskiej... Czy sie nie boja, etc... Rozumiesz?




                                • edw-ina Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 09:57
                                  Ale to są i jego dzieci i jego pieniądze. Najwyżej ich matka - współodpowiedzialna za ich wychowanie - może powiedzieć, że zachowanie ojca jest niepedagogiczne.
                                  Jeszcze jedno - to, że w twoim domu były takie a nie inne warunki i zasady nie znaczy, że identyczne były i są w innych i nie określa, które są najwłaściwsze. Wiesz, moi rodzice należeli raczej do osób zamożnych. Milionami Kulczyka nie operowali, ale kłopotów finansowych w domu nie było. I było jasne dla mnie, że na pewne rzeczy mogę sobie pozwolić, tak samo jasne było dla nich, że skoro te pieniądze mają, to dzielą się nimi ze mną.
                                  Piszesz o tym, że twoim zdaniem najpierw dzieci mają nauczyć się dobrze jeździć, a później pojechać do Bornholm. Dlaczego? Nawet jeśli po tym wyjeździe dojdą do wniosku, że więcej na rower nie wsiądą, to będzie dla nich jakieś przeżycie, zabawa. Dopóki nie ty za to płacisz, ani nie zbierasz na swojej skórze efektów w postaci nieznośnego zachowania dzieci, to co cię w tym gryzie? Że nie są wdzięczni, a ty byłaś? Ja też byłam wdzięczna rodzicom za wiele rzeczy, ale nie dziękowałam im codziennie.

                                  Lepiej napisz, co z tą wielką kłótnią o smsa.
                                  • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 13:58
                                    Wyjazd na Bornholm można zaplanować i nawet warto. Jeśli to są normalne warunki i stan morza do 3-4 stopni, to większość osób nie ma z tym problemów. Przy wyższych stopniach w skali, to będą kłopoty, znam takie sytuacje, gdzie po wypłynięciu, cała wycieczka kiwała się przez 3 dni, nie można było wejść do portu, wszyscy wymiotowali, oprócz nielicznych członków załogi z uszkodzonym błędnikiem, którzy nie reagują na falę.
                                    Rejs dwutygodniowy jest ryzykowny i nierozsądny, jeśli się nie przetestuje wcześniej załogi, zawsze się znajdą jakieś dni, kiedy przywieje.
                                  • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 14:45
                                    > Ale to są i jego dzieci i jego pieniądze. Najwyżej ich matka - współodpowiedzia
                                    > lna za ich wychowanie - może powiedzieć, że zachowanie ojca jest niepedagogiczn
                                    > e. Jeszcze jedno - to, że w twoim domu były takie a nie inne warunki i zasady nie
                                    > znaczy, że identyczne były i są w innych i nie określa, które są najwłaściwsze.
                                    > Wiesz, moi rodzice należeli raczej do osób zamożnych. Milionami Kulczyka nie o
                                    > perowali, ale kłopotów finansowych w domu nie było. I było jasne dla mnie, że n
                                    > a pewne rzeczy mogę sobie pozwolić, tak samo jasne było dla nich, że skoro te p
                                    > ieniądze mają, to dzielą się nimi ze mną.

                                    Moze on ma inne, ale wydaje mi sie, ze tez jestem od tego, zeby wypowiedziec swoje zdanie. Wspolnych dzieci nie bede tak wychowywac. Uwazam, ze nie wszystko od razu. Znam przypadki, gdzie dzieci jezdzily z rodzicami po calym swiecie i nie potrafily tego docenic, i im sie nie chcialo wyjsc z hotelu zeby zwiedzic jakies fajne miasto. Po prostu dostaly cos "za latwo" i nie potrafily docenic.

                                    Co wiecej wkurzaja mnie sytuacje, gdy dzieci nie ida na zajecia dodatkowe oplacone, bo im sie nie chce, albo sa zmeczone. Moim zdaniem, to zle jest wychowanie. Wywalanie kasy w bloto i uczenie dziecka braku obowiązkowości.

                                    Co do pieniedzy, to moj partner ja ma, ale bez przesady. Poki co wspolnie zyjemy w wynajmowanym mieszkaniu, nie mamy nadmiaru kasy odlozonej na kontach i nie ma co tez tego uczyc dzieci, ze jest na wszystko.

                                    > Piszesz o tym, że twoim zdaniem najpierw dzieci mają nauczyć się dobrze jeździć
                                    > , a później pojechać do Bornholm. Dlaczego? Nawet jeśli po tym wyjeździe dojdą
                                    > do wniosku, że więcej na rower nie wsiądą, to będzie dla nich jakieś przeżycie,
                                    > zabawa.

                                    Zabawe mozna miec niekoniecznie wydajac kupe pieniedzy. Edwina - znam te dzieci - wiem jak sie to skonczy. Przyjada z tego bornholmu albo wczesniej, albo beda narzekac ze niefajnie bylo, bo za dlugo, etc. Rok temu tak bylo ze splywem. Sama namawialam partnera na splyw, ale on od razu na maksa chcial to zrobic. Przez co dziecko przyjechalo i powiedzialo, ze jej sie nudzilo i nie bylo fajnie. A teraz ojciec stara sie "zadowolic" dziecko i jechac na bornholm. Bo dziecko uslyszalo ze to wyspa po ktorej sie jezdzi rowerami. Wiem jak bedzie, ale trudno...

                                    > Dopóki nie ty za to płacisz, ani nie zbierasz na swojej skórze efektów
                                    > w postaci nieznośnego zachowania dzieci, to co cię w tym gryzie? Że nie są wdz
                                    > ięczni, a ty byłaś?

                                    Zbieram. Bo pozniej slysze jeki, ze jak zabieramy je gdzies, to slysze dasy i fochy, ze nudno, mimo ze wiele dzieci daloby sie pokroic za takie atrakcje. Poza tym widze swojego sfrustrowanego faceta, ktoremu przykro, a ktory bierze to na siebie i nastepnym razem chce zrobic cos jeszcze fajniej i lepiej. A prawda jest taka, ze te dzieci majac wiecej i wiecej, beda tylko gorsze... Takie moje zdanie.

                                    >Ja też byłam wdzięczna rodzicom za wiele rzeczy, ale nie dz
                                    > iękowałam im codziennie.

                                    Nie mowie ze maja codziennie dziekowac. Ale jak cos zaplanujesz i slyszysz BARDZO czesto, ze to nudne i niefajne, to Ciebie strzela... Dam sobie reke uciac, ze ten bornhlom bedzie nudny dla nich, a przede wszyskim meczacy... Obym sie mylila...

                                    > Lepiej napisz, co z tą wielką kłótnią o smsa.

                                    Ech... Zaczelo sie tak jak pisalam. Ex zabrala dizeci na wakacje. Starsze dziecko, gdy rozmawialo z ojcem powiedzialo, ze mama nie wie ile kosztuje aquaprak i stad oni nie moga isc tam. Na co moj partner ochoczo powiedzial, ze sprawdzi i im wysle ceny. Jak powiedzial, tak zrobil.

                                    No i tu ja wchodze do akcji wink
                                    W moim odczuciu, to jest jawna nadopiekunczosc mojego partnera w stosunku do ex/dzieci. Ja uwazam, ze jak ona z dziecmi jest na wakacjach, to on aim powinna wszystko zorganizowac. Jak ma problemy, to niech sobie radzi sama. A tutaj wyglada, ze moj nm sie poczuwa, zeby im ewentualnie pomagac sad( Nie wiem, moze ja jestem jakas przewrazliwiona i mam juz takie urojone leki, ale mi sie dziwne to wydaje. Mam wrazenie, ze on daje sie wiklac w takie giereczki: "mama nie wie, to dziecko przyjdzie do taty". A matka ma telefon i moze sprawdzic sobie przeciez. A jak nie chce to jej sprawa, moze nie chciala zabrac dzieci do aquaparku??

                                    Powiedzialam, ze mi sie to nie podoba, ze on daje sie wodzic za nos, ze daje sie niejako wykorzystywac. Smieszne jest to, ze mowi jaki to jest zarobony w pracy, a jeden telefon i pyk, siada do kompa i sprawdza. Dla dziecka te ceny potrzebne? Wg. jego opinii to on pomogl corce, bo go poprosila o to... Aa wg. mojej wikla sie niepotrzebnie.

                                    Nie szło sie z nim dogadac w piatek. Byl wkurzony, bo uwaza ze ja sie go tylko czepiam i ograniczam. Ze on nie moze byc dobrym ojcem. Ze zawsze bedzie pomagal dzieciom, cokolwiek bedzie.

                                    Byla iwlka klotnia i wiele krzyku, bo ja po jego zachowaniach widze, ze on nie odcial pepowiny. I nie wiem co robic...

                                    z klotni wyszlo, ze to ja mam problem z ex, i ze to ja powinnam gop sama zalatwic. On nic nie bedzie robil. On mi powiedzial, ze ma dobre stosunki i tyle. A jakby mnie nie bylo to mialby takie same. Szkoda gadac...

                                    Po wielkiej burzy zaczelismy znowu byc ze soba. Wrocilam do domu, zaczelismy gadac. Ale jasno widze, ze on nie zmieni swojego zachowania. Ze bardzo zalezy mu na dobrej/przyjaznej jak on to mowi, relacji z ex.

                                    Nie wiem co mam o tym myslec...

                                    Jestem zdruzgotana, bo na moje pytania kim dla niego jestem i jaka widzi przyszlosc to na razie mowi, ze musi sie miedzy nami uspokoic... a pozniej bedzie mozna mowic o przyszlosci. Jak rozmawiam z nim o wspolnych dzieciach, to slysze, ze on chce juz tylko jedno miec, bo jest za stary sad A ja mam 28 lat i chce miec conajmniej 2 sad(((( Jak mu to powiedzialam, to mi powiedzialm, ze ja musze isc na jakies kompromisy sad(( A ze jak tam sprawe stawiam, ze chce miec 2 dzieci, to zebym lepiej kogos innego poszukala sad((( I co ja mam sobei o tym myslec?

                                    I nie wiem co mam robic sad Isc do jakiegos psychologa pogadac, zaczac sie zmieniac, czy odpuscic sobie to wszystko...
                                    • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:05
                                      Ja to rozumiem, że ktoś się zapyta o dojazd, bo w domu ktoś siedzi przy komputerze i może wszystko łatwiej zrobić. Czasami korzystam z takiej pomocy znajomych.
                                      A bilety nie są już dla mnie takie ważne.
                                      • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:08
                                        > Ja to rozumiem, że ktoś się zapyta o dojazd, bo w domu ktoś siedzi przy kompute
                                        > rze i może wszystko łatwiej zrobić. Czasami korzystam z takiej pomocy znajomych
                                        > .
                                        > A bilety nie są już dla mnie takie ważne.

                                        W jakim sensie nie sa dla ciebie wazne? Nie bardzo rozumiem Twoj post wink
                                        • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:48
                                          Cena biletów już nie jest taka istotna, można się na miejscu zapytać, najwyżej nie wejść, gdy będą za drogie.
                                          Natomiast jeżdżąc z dziećmi pociągami, wsparcie osoby wyszukującej informacje jest bardzo dobrą rzeczą i pozwala uniknąć wielu poważnych problemów i kosztów.
                                          Dlatego uważam, że bilety na wejście do aquaparku to dla mnie sprawa wypoczynku i zabawy, niech sobie radzą sami, natomiast ustalenie dojazdu to już kwestia nawet zdrowia dzieci i w tym bym pomógł bez sprzeciwu.
                                      • erillzw Re: A ja nie rozumiem 20.07.11, 14:15
                                        Ja generalnie tez. Ale z cala pewnoscia nie pisze do exa z zapytaniem o cene biletow do aqua parku w rejonie w ktorym sie znajduje jesli on jest setki kilometrow stamtad. Co inne sytuacja awaryjna pt. zgubilismy sie a co innego taka, ze komus sie w kurocie dupy nie chce ruszyc tylko woli zadzwonic do kogos w pracy zeby ceny biletow sprawdzil.
                                    • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:06
                                      Acha, dodatm tylko, ze podczas tych weekendowych sprzeczek dowiedzialam sie, ze jego dzieci sa skrzywdzone tym, ze maja rozbita rodzine.

                                      Jak mu mowie, ze ty masz poczucie winy za swoj rozwod i odejscie, to slysze ze jestem niepowazna i ze nie wiem po prostu co to znaczy byc opiekunczym rodzicem.

                                      Tylko sorry, ale czy wy naprawde uwazacie ze te dzieci sa skrzywdzone? Jaka im sie teraz dzieje krzywda? Pytam sie go, czy ty nie widzisz, ze ty dzieciom robisz krzywde teraz uwazajac ze ona sa niejako gorsze od tych, ktore sa z nierozbitych rodziny, a jak tak myslisz, ze bedizes zmusial czyms im to rekompensowac.

                                      Edwina - czy ty czulas sie pokrzywdzona, jak twoi rodzice sie rozwidli? Gorsza od innych dzieci? Czy ja czegos tez i tutaj nie rozumiem?

                                      Dzieci maja swietna opieke z 2 stron: i do matki i od ojca. I jedno i drugie poczuwa sie do wsyzstkiego, wiec gdzie tutaj jest krzywda??
                                      • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:27
                                        ze
                                        > jego dzieci sa skrzywdzone tym, ze maja rozbita rodzine.

                                        No to chyba oczywista oczywistosc jest, ze dzieci, ktore nie na codzien obojga rodzicow, normalnego domu i rodziny, maja w placy duzo bardziej, niz dzieci, ktore takowa rodzine maja?
                                        Nawet jesli rodzice Bardzo sie staraja, to nigdy nie bedzie tak, jakby byc moglo. Optymalnie. Wiec poczucie winy za rozwod jest jak najbardziej uzasadnionym uczuciem.
                                      • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:51
                                        > Dzieci maja swietna opieke z 2 stron: i do matki i od ojca. I jedno i drugie po
                                        > czuwa sie do wsyzstkiego, wiec gdzie tutaj jest krzywda??
                                        Też uważam, że dzieci są skrzywdzone brakiem pełnej rodziny i kiedyś to się na nich na pewno odbije negatywnie, może też nie będą potrafiły założyć trwałych rodzin.
                                        • erillzw Re: A ja nie rozumiem 20.07.11, 14:18
                                          altz napisał:

                                          > Też uważam, że dzieci są skrzywdzone brakiem pełnej rodziny i kiedyś to się na
                                          > nich na pewno odbije negatywnie, może też nie będą potrafiły założyć trwałych r
                                          > odzin.

                                          Ej no bez przesady. To, ze maja inna sytuacje niz dzieci z pelnych rodzin nie znaczy, ze nigdy nie zaloza szczesliwej swojej. takie "proroctwa" co warte tyle samo co wrozenie z fusow. Poza tym wiele osob z pelnych rodzin nie potrtafi tworzyc trwalych relacji bo mimo, ze rodzice byli razem nie dali wzorcow partnerstwa.
                                          Tutaj wiele zalezy tez od wzorcow wokol takiego dziecka.
                                      • edw-ina Re: A ja nie rozumiem 20.07.11, 21:50
                                        o rety, przepraszam - dopiero przeczytałam posta!
                                        Nie, ja nie czułam się pokrzywdzona przez rozwód. Ale też miałam całkiem rozsądnych rodziców. Nie wiem, jak to wyjaśnić: ja po prostu wiedziałam, że ja to ja, a oni to oni - nie koniecznie, jako para, ale jako oni sami: ze swoimi przyzwyczajeniami, wadami, upodobaniami itp. I oni oboje zawsze podchodzili do mnie, jako do mądrego, porządnego człowieka, który może zrozumieć i któremu należy wyjaśnić. Oni szanowali moje zdanie i ja jakoś naturalnie szanowałam ich. I dawali mi bardzo dużo - zarówno zainteresowania, pomocy, jak i samodzielności. I chociaż nie byli razem, to ja zawsze podskórnie czułam, że mogę zadzwonić w środku nocy, a oni mnie wysłuchają, pomogą, przyjadą, w ten, czy w inny sposób będą ze mną. Ja już kiedyś o tym pisałam: moja matka, będąc wówczas za wielkim oceanem, przepytywała mnie przed egzaminem z historii sztuki, a ojciec potrafił przejechać 200 km, bo wpadłam w panikę i wpakowałam samochód do rowu. I to wszystko sprawiało, że ich rozstanie nie było dla mnie problemem. Bo ja nadal byłam ich córką.
                                        • tully.makker edwina 21.07.11, 10:14
                                          Tylko pamietaj, ze nie wszyscy rodzice sa tacy, jak twoi, to raz. A po drugie, jest szansa, ze pojawi sie jaks macocha, ktorej uwaga poswiecona dziecku bedzie przeszkadzac. Bo np dziecko powinno liczyc na ojca w godzinach wyznaczonych przez sad wizyt, a poza tym to sa fanaberie exi, ktora powinna sie zorganizowac i zapewnic dziecku wszystko co potrzebuje bez angazowania tatusia.
                                          Ja zawsze chcialam, zeby moja pasierbica czula sie tak jak ty. I chociaz czasami szlag mnie trafial jasny, nie oponowalam przy 400km podrozach w niedziele po poludniu bo mloda stwierdzila, ze nie rozumie matematyki i tata musi jej wytlumaczyc przed poniedzialkowa klasowka. Teraz, kiedy miedzy mloda a rodzicami pojawiaja sie koflikty, jak to w wieku nastoletnim, staram sie wystepowac w roli mediatora i raczej lagodzic konflikt stajac po jej stronie. Bo chcialabym, zeby mogla kiedys napisac o swoim ojcu to, co ty. My mamy reszte zycia razem przed soba, a ona potrzebuje ojca teraz, przez te kilka jeszcze lat.
                                          • edw-ina Re: edwina 21.07.11, 10:49
                                            Dziękuję smile również uważam, że trafili mi się całkiem fajni rodzice, nie idealni, ale bardzo ok. Ale ta cała kwestia rozwiedzionych rodziców/macoch/ojczymów itp. jest straaaasznie rozbudowana i różnorodna. Praktycznie każda sytuacja jest różna. Moi rodzice rozstając się byli oboje sporo po 40, ojciec miał już prawie 50 lat. Dla każdego z nich był to drugi rozwód, więc wiedzieli już jak to wygląda i zdaje się, że domyślali się, jak to przeprowadzić, by nie było trupów. Żadne z nich nie założyło też nowej rodziny. Tj. mieli partnerów, ale nie było ślubów, nowych dzieci itp. Poza tym oboje byli wielkimi indywidualistami i nie pozwoliliby sobie na to, by ktoś ich ustawiał, mówił na co mają wydawać pieniądze, na co poświęcać czas. Bardzo poważnie traktowali też mnie. Zgodzili się, abym mając niespełna 16 lat zamieszkała sama, szanowali moje opinie i potrzeby. Ja fakt faktem też im jakoś strasznie w życiu nie gmatwałam, bo byłam bardzo samodzielna, a ze względu na szkołę i wszystko, co się wokół niej działo, miałam też bardzo mało wolnego czasu. Często spotykaliśmy się nie w domu, bo na to nie miałam czasu, ale na koncertach (ojciec), wystawach (mama), ten układ był całkiem przyjacielski. Na ich podstawie mogę powiedzieć jedno: podchodzenie do dziecka, jak do odrębnego, świadomego siebie i rozsądnego człowieka może przynieść całkiem pozytywne rezultaty. Mam głęboką nadzieję, że jeśli będę miała dziecko, to będę je wychowywała w podobny sposób.
                                    • tully.makker Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:39
                                      Ex zabrala dizeci na wakacje. Starsze dziec
                                      > ko, gdy rozmawialo z ojcem powiedzialo, ze mama nie wie ile kosztuje aquaprak i
                                      > stad oni nie moga isc tam. Na co moj partner ochoczo powiedzial, ze sprawdzi i
                                      > im wysle ceny. Jak powiedzial, tak zrobil.

                                      Ja, znajac meandry zycia rodzinnego, moge z duza doza prawdopodobienstwa powiedziec ci, o co chodzilo. Dzieci chcilay na basem, exia nie. Na odczepnego powiedzila, ze nie pojdzie bo... nie wie ile bilety kosztuja ( pretekstow moglo byc 100 innych - nie wie, czy jest parking dla przykladu) Na to dziecko - rozgrywajace po mistrzowsku rodzicow miedzy soba, tak jak to dzieci potrafia - to ja zadzwonie do taty i tata sprawdzi.

                                      Nie bierz wszystkiego do siebie, bedzie ci latwiej. naprawde.
                                      • trinity_2011 Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:50
                                        > Ja, znajac meandry zycia rodzinnego, moge z duza doza prawdopodobienstwa powied
                                        > ziec ci, o co chodzilo. Dzieci chcilay na basem, exia nie. Na odczepnego powied
                                        > zila, ze nie pojdzie bo... nie wie ile bilety kosztuja ( pretekstow moglo byc 1
                                        > 00 innych - nie wie, czy jest parking dla przykladu) Na to dziecko - rozgrywaja
                                        > ce po mistrzowsku rodzicow miedzy soba, tak jak to dzieci potrafia - to ja zadz
                                        > wonie do taty i tata sprawdzi.
                                        >
                                        > Nie bierz wszystkiego do siebie, bedzie ci latwiej. naprawde.

                                        No masz racje. Tez pomyslalam o tym i tez o tym powiedzialam facetowi, ze daje soba sie rozgrywac, czy to ex czy dziecku - co tylko pokazuje, ze STRASZNIE chce zadowolic swoje dziecko, co niestety jednak chyba nie jest do konca dobre...
                                        Nie sadzisz?



                                        • altz Re: A ja nie rozumiem 18.07.11, 15:55
                                          Ja też obserwuję takie rozgrywanie przez dzieci.
                                          Najlepiej, gdy się widzi dwójkę i słychać dyskusję i plan działania. big_grin
                                          Z reguły jednak nie wszyscy ojcowie są skorzy do urywania się od swoich zajęć i przyjeżdżania na każde zawołanie, u nas tak jest, że po dyskusjach oceniają poprawnie sytuację i zazwyczaj chłopcy rezygnują z takich rozwiązań. smile Potem nie żałują swojej decyzji, więc nie mam wyrzutów sumienia.
                      • karolana Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 18:24
                        glasscraft napisała:
                        >
                        > Niestety, trzeba zatrudnic czasami zdrowy rozsadek - samochod, ktorym eksia woz
                        > i dziecko sie popsul. Czy ojciec powinien kupic nowy? A jak popsuje sie pralka,
                        > w ktorej eksia pierze ubrania dziecka? A kuchenka? A odkurzacz? Albo zarowka?
                        > Albo czajnik? I tak dalej, i tak dalej...

                        Uśmiejesz się, ale "nasza" exia dokładnie taką filozofię wyznaje smile
                        Nie chodziło (na razie) o kupowanie czegoś, ale np. o ... płacenie rachunków. Stwierdziła ona, że mm, poza alimentami, powinien płacić za kablówkę oraz internet (w tym zaległości, których ona narobiła przez kilka miesięcy), bo ich używają dzieci, a ona nie ma z czego płacić.
                        smile)
                        • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 13.07.11, 23:59
                          karolana napisała:

                          > Uśmiejesz się, ale "nasza" exia dokładnie taką filozofię wyznaje smile
                          > Nie chodziło (na razie) o kupowanie czegoś, ale np. o ... płacenie rachunków. S
                          > twierdziła ona, że mm, poza alimentami, powinien płacić za kablówkę oraz intern
                          > et (w tym zaległości, których ona narobiła przez kilka miesięcy), bo ich używaj
                          > ą dzieci, a ona nie ma z czego płacić.
                          > smile)

                          Mnie to zawsze zastanawia jedno. Czy kobiety ktore tak postepuja w ogole maja honor.. Pamiętajac przyklad mojej mamy ktora bardzxo dobrze potrafila zarzadzac niewielkimi nawrty finansami nie pojmuje jak mozna tak wyciagac od exa.. Karac go za to, ze smial opuscic szanowna matrone i trzeba zatem go z torbami puscic.
                          • karolana Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 09:34
                            erillzw napisała:
                            > Mnie to zawsze zastanawia jedno. Czy kobiety ktore tak postepuja w ogole maja h
                            > onor.. Pamiętajac przyklad mojej mamy ktora bardzxo dobrze potrafila zarzadzac
                            > niewielkimi nawrty finansami nie pojmuje jak mozna tak wyciagac od exa.. Karac
                            > go za to, ze smial opuscic szanowna matrone i trzeba zatem go z torbami puscic.

                            Ja sądzę, że takie kobiety nie rozpatrują tego z punktu widzenia posiadania lub braku honoru.
                            To raczej na zasadzie - jestem taaaka biedna, bo mąż, ta parszywa świnia, porzucił RODZINĘ, więc mnie teraz NALEŻY SIĘ rekompensata.
                            U nas exia dostaje pieniądze na dzieci, nie jakieś ogromne, ale takie, które w 100% pokrywają koszt ich utrzymania, wszelkie dodatkowe zajęcia opłaca mm i jego rodzina, dodatkowo dzieci dostały i nadal dostają masę rzeczy (ubrań, książek, zabawek) od mm i jego rodziny. Czasem, pomimo alimentów płaconych w sposób, który zakłada, że dzieci u nas nie przebywają, dzieci spędzają z nami 1/3 miesiąca. Na wakacje opłaciliśmy dzieciom pobyt na 2 tygodnie na obozie, wraz z odpowiednim wyposażeniem, ona dołożyła 100 zł kieszonkowego, plus będą z nami przez prawie 3 tygodnie, a mimo to alimenty mm ma płacić pełne. I mimo tego była próba wyłudzenia od mm w sumie ok 4 tys. zł, które niby jej się należą (nie należą).
                            To po prostu taki typ. I jak widać po forum, nie jest to odosobniony przypadek...
    • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:28
      > 1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy
      > byłoby nie okej? Tu mi chodzi właśnie w kontekście jak dziecko prosi?

      > 2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie? Wspólnie w znaczeniu: NM, ja, dzieci i EX i np dziadkowie?

      > 3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex p
      > oszła do banku po kredyt?

      > 4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex? I tu też: NM, ja, ex i dzieci.

      > 5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
      > 6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest ok
      > ej, czy nie?

      • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:48
        a propos ad 4. matko jedyna nigdy w zyciu!!!! a co to ja sie z exia wiazalam zeby z nia na wakacje jezdzic?wink okej. moge jechac z bylym facetem i jego nowa rodzina bo sie kumplujemy z moim obecnym mezem. ale poza jakas przeszloscia juz nawet nie pamietam ze byl ów sto lat temu moim facetem!!
        ale to jest uklad ze dwie rodziny jada razem a nie jakis chory trojkat. twoj facet/maz, jego byla zona i ich dzieci. ich wspomnienia jak to kiedys bylo fajnie . i ty. brrrrrrrrrrrr.....
        no i biedne dzieci. z nadzieja ze ich rodzice znow sie zejda....
        chwale boga ze nasza exia ma swoje wlasne zyciewink
        • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:02
          > a propos ad 4. matko jedyna nigdy w zyciu!!!! a co to ja sie z exia wiazalam ze
          > by z nia na wakacje jezdzic?wink okej. moge jechac z bylym facetem i jego nowa
          > rodzina bo sie kumplujemy z moim obecnym mezem. ale poza jakas przeszloscia juz
          > nawet nie pamietam ze byl ów sto lat temu moim facetem!!
          > ale to jest uklad ze dwie rodziny jada razem a nie jakis chory trojkat. twoj fa
          > cet/maz, jego byla zona i ich dzieci. ich wspomnienia jak to kiedys bylo fajni
          > e . i ty. brrrrrrrrrrrr.....
          > no i biedne dzieci. z nadzieja ze ich rodzice znow sie zejda....
          > chwale boga ze nasza exia ma swoje wlasne zyciewink

          Oj Kochana, jak ja marze, żeby exia se znalazła jakiegoś faceta. Rety...
          Ja też nie wyobrażam sobie takiego wyjazdu. Kiedyś exia coś takiego zaproponowała NM i wtedy on odburknął, że absolutnie.

          Natomiast czasami dzieci mówią, że fajnie byłoby z mamą i ze mną pojechać np. na narty. Wtedy NM mówi, że może kiedyś... Co mnie denerwuje, bo ja NIGDY się na to nie zgodzę!!!!

          Tak samo córka NM przychodzi i mówi, że chce żebym się zakumulowała z jej mamą. A ja naprawdę mam fajne kumpele i nie potrzebuję kolejnej/takiej...
          Mój NM jest pełen nadziei, że ja się polubię z Ex dla dobra dzieci, a ja tego tak nie widzę. Mogę ją szanować jako matkę dzieci i kobietę, ale nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne. Robię jakiś błąd?
          • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:12
            > Natomiast czasami dzieci mówią, że fajnie byłoby z mamą i ze mną pojechać np. n
            > a narty. Wtedy NM mówi, że może kiedyś... Co mnie denerwuje, bo ja NIGDY się na
            > to nie zgodzę!!!!

            dzici chcialyby zeby bylo jak kiedys. wiec co sie im dziwisz. mialy swoj swiat ktory im sie rozsypal.
            nasze dziecko tez przychodzilo i mowilo ze chcialoby zeby tata z mama znow byli razem. najlepsze jest to ze mowilo to mnie, bo mnie najlepiejsie zwierzalo ze swoich smutkow i trosk.
            a ja w zaleznosci w jakim wieku bylo- tlumaczylam spokojnie ze skoro sie rozstali to znaczy ze nie bylo im dobrze i chyba teraz jest lepeij ze mama jest szczesliwa i tata tez? ze ejsli oni znow byli by razem co staloby sie ze mna? to zawsze dzialalo. dziecko nie chcialo zeby mnie nie bylo. i tak dalej. dzieci sa madrzejsze niz nam sie wydaje.ale dzieciom trzeba mowic prawde. nasze dziecko zeby nie bylo, z ojcem tez o tym rozmawialo i uzyskiwalo takie same odpowiedzi. ze nigdy bo to nie mozliwe, ale za to ma fajnie bo moze pojechac z mama a potem z nim i jest dwa razy na nartach dluzej. itd.


            >
            > Tak samo córka NM przychodzi i mówi, że chce żebym się zakumulowała z jej mamą.
            > A ja naprawdę mam fajne kumpele i nie potrzebuję kolejnej/takiej...
            > Mój NM jest pełen nadziei, że ja się polubię z Ex dla dobra dzieci, a ja tego t
            > ak nie widzę. Mogę ją szanować jako matkę dzieci i kobietę, ale nic więcej do s
            > zczęścia nie jest mi potrzebne. Robię jakiś błąd?

            hmm nikt ci nie kaze lubic ex czy sie z nia kumplowac,ale mnie sie zdazylo gadac z ex kilka razy i uwazam ze odwalilam tym kawal dobrej roboty hehe bo dowiedzialm sie wielu rzeczy ktorych moj maz by sie nigdy nie dowiedzialsmile
            ale nasze dziecko tez badalo czy ja lubie mame. i zawsze odpowiadalam zgodnie z prawda : ze nie mozna lubic kogos kogo sie dobrze nie zna.natomiast ze "mysle ze ma fajna mame". i tyle. dziecko potrzebuje akceptacji. chce byc lojalne wobec mamy.tez mu zalezalo zebym ja poznala i uwierz: dzien w ktorym to nastapilo byl jednym ze szczesliwszych dni dla dziecka.widzialam kamien spadajacy z serca.
            a mnie korona z glowy nie spadla.
            • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:58
              > dzici chcialyby zeby bylo jak kiedys. wiec co sie im dziwisz. mialy swoj swiat
              > ktory im sie rozsypal.
              > nasze dziecko tez przychodzilo i mowilo ze chcialoby zeby tata z mama znow byli
              > razem. najlepsze jest to ze mowilo to mnie, bo mnie najlepiejsie zwierzalo ze
              > swoich smutkow i trosk.
              > a ja w zaleznosci w jakim wieku bylo- tlumaczylam spokojnie ze skoro sie rozsta
              > li to znaczy ze nie bylo im dobrze i chyba teraz jest lepeij ze mama jest szcze

              Masz w 100% rację. Ja nie mówię, że dzieci mają tego nie robić. Faktycznie, wcześniej był etap, że dzieci mówiły, żeby tata wrócił do mamy, bo było tak fajnie - to normalne! Teraz już nie mówią tego, widzą, że nam jest dobrze, że jakoś się to poukładało, ale mówią to jedźmy razem z mamą. Mnie martwi fakt, że mój NM nie mówi jasno, że tak nie będzie - rozumiesz? Co moim zdaniem właśnie pokazuje, że nie daje dzieciom jasnych sygnałów. Ba, on nawet uważa, ma nadzieję?, że może kiedyś to się zmieni...
              A ja nie uważam tak, co jasno mu mówię.

              > hmm nikt ci nie kaze lubic ex czy sie z nia kumplowac,ale mnie sie zdazylo gada
              > c z ex kilka razy i uwazam ze odwalilam tym kawal dobrej roboty hehe bo dowiedz
              > ialm sie wielu rzeczy ktorych moj maz by sie nigdy nie dowiedzialsmile
              > ale nasze dziecko tez badalo czy ja lubie mame. i zawsze odpowiadalam zgodnie z
              > prawda : ze nie mozna lubic kogos kogo sie dobrze nie zna.natomiast ze "mysle
              > ze ma fajna mame". i tyle. dziecko potrzebuje akceptacji. chce byc lojalne wobe
              > c mamy.tez mu zalezalo zebym ja poznala i uwierz: dzien w ktorym to nastapilo b
              > yl jednym ze szczesliwszych dni dla dziecka.widzialam kamien spadajacy z serca.
              > a mnie korona z glowy nie spadla.

              Mnie też nie spadnie. Dlatego zgodziłam się być na komunii i zachować się normalnie, tak żeby dziecko widziało, że jesteśmy normalnymi dorosłymi, a nie świrami wink
            • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 00:13
              Morel ale poznanie kogos a nadzieja, ze sie panie polubia i nagle zakumpluja to sa dwie dosc rozne rzeczy.
              Ja ex poznalam dawno, dawno temu jak w ogole nie bylo mowy o zwiazku miedzy mna a moim juz mezem. Wiec mnie pewnie nie pamieta. Natomiast wiem, ze musi nadejsc dzien w ktorym powinnysmy sie poznac. Ale poznac sie, wiedziec kim jestesmy, jak wygladamy. A nie nagle zakolegowac bo moj max sobie wysmylil, ze to bedzie fajne.
              Cale szczescie jemu takie "blyskotliwie" pomysly do glowy nie przychodza..
              • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 12:29
                > Morel ale poznanie kogos a nadzieja, ze sie panie polubia i nagle zakumpluja to
                > sa dwie dosc rozne rzeczy.
                > Ja ex poznalam dawno, dawno temu jak w ogole nie bylo mowy o zwiazku miedzy mna
                > a moim juz mezem. Wiec mnie pewnie nie pamieta. Natomiast wiem, ze musi nadejs
                > c dzien w ktorym powinnysmy sie poznac. Ale poznac sie, wiedziec kim jestesmy,
                > jak wygladamy. A nie nagle zakolegowac bo moj max sobie wysmylil, ze to bedzie
                > fajne.
                > Cale szczescie jemu takie "blyskotliwie" pomysly do glowy nie przychodza..

                No fakt. U nas to raczej dziecko wymyśliło sobie, ze chciałoby żebyśmy były koleżankami. A nm nie ma chyba jaj, żeby powiedzieć, że niekoniecznie tak będzie, więc dziecku mówi: zobaczymy, jak to wyjdzie...

                Sam bynajmniej mnie nie prosi, żebym się z ex kumplowała, ale żebym mogła powiedzieć normalnie przysłowiowe cześć - z czym nie mam problemu.

          • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 00:07
            trinity_2011 napisała:

            > Oj Kochana, jak ja marze, żeby exia se znalazła jakiegoś faceta. Rety...
            > Ja też nie wyobrażam sobie takiego wyjazdu. Kiedyś exia coś takiego zaproponowa
            > ła NM i wtedy on odburknął, że absolutnie.

            Dobrze, ze na tyle mu rozumu starczyło.


            > Natomiast czasami dzieci mówią, że fajnie byłoby z mamą i ze mną pojechać np. n
            > a narty. Wtedy NM mówi, że może kiedyś... Co mnie denerwuje, bo ja NIGDY się na
            > to nie zgodzę!!!!

            To miło, że fajnie. Natomiast nikt nie ma prawa przymuszac Cie do takich akcji. Co to w ogole za poroniony pomysł?? Moze jeszcze macie miec potrojne lozko?


            > Tak samo córka NM przychodzi i mówi, że chce żebym się zakumulowała z jej mamą.
            > A ja naprawdę mam fajne kumpele i nie potrzebuję kolejnej/takiej...

            To trzeba jej delikatnie wyjasnic, ze przyjaciol dopiera sie samodzielnie, wedle swoich pogladow i nie da sie kogos polubic na prosbe.
            A juz poza wszystkim mysle, ze takie pomysly rosna w niej bo i matka i ojeciec je podsycaja. Dla mnie to jakis absurd...

            > Mój NM jest pełen nadziei, że ja się polubię z Ex dla dobra dzieci, a ja tego t
            > ak nie widzę.


            No i moze jeszcze macie chodzic razem na zakupy, ploteczki i rozczulac sie jak on zajebity? Ja nie moge.. Chore. Jakie dobro dzieci? To jego wyrzuty sumienia chyba mu mocno zaburzaja spostrzeganie rzeczywistosci.
            Wybacz ale jakby mnie moj maz serwowal podobne nadzieje tobym go smiechem zabila. Zgoda na bycie w zwiazku z kims kto ma swoja przeszlosc nie jest zgoda na dozgonna przyjazn z ex przeciez! Dziecko jest akceptowalne bez rzadnego ale, ale nie widze zadnych przeslanek bym miala sie jakas szczegolna sympatia darzyc z ex tylko dlatego, ze jest ex.

            >Mogę ją szanować jako matkę dzieci i kobietę, ale nic więcej do s
            > zczęścia nie jest mi potrzebne. Robię jakiś błąd?

            Nie, myslisz bardzo dobrze. To twoj maz odnosze nie rozwiodl sie jeszcze z ta pania do konca i zyje w utopijnym przekonaniu, ze wiazac sie z kims nowym zafundouje sobie haremik, gdzie ex polubi sie z next i bedzie cudownie, idealnie i w ogole rozowo i kolorowo uncertain
            • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 14:56
              > > Oj Kochana, jak ja marze, żeby exia se znalazła jakiegoś faceta. Rety...
              > > Ja też nie wyobrażam sobie takiego wyjazdu. Kiedyś exia coś takiego zapro
              > ponowała NM i wtedy on odburknął, że absolutnie.
              >
              > Dobrze, ze na tyle mu rozumu starczyło.

              No fakt. Wtedy jakoś to bardziej stanowczo mówił. Może - w sumie na pewno i wobec niej tak nadal by mówił. Natomiast do dzieci już taki kategoryczny nie jest...
              I co ja mam robić za złą macochę i je uświadamiać?

              > To miło, że fajnie. Natomiast nikt nie ma prawa przymuszac Cie do takich akcji.
              > Co to w ogole za poroniony pomysł?? Moze jeszcze macie miec potrojne lozko?

              No właśnie. Mój NM chyba sobie myśli, że jak ex miałaby chłopa, to można by razem gdzieś pojechać. Ale ja tego nie widzę. Bo czułabym się chyba bardziej z tym chłopem ex na wakacjach, niż ze swoim. Ciągle byłoby, a dziecko x to a dziecko y to. Czułabym się z tym źle.
              I skoro on to wie, to czemu dzieciom nie powie wprost, że tatuś ma swoje życie a mamusia swoje?

              > To trzeba jej delikatnie wyjasnic, ze przyjaciol dopiera sie samodzielnie, wedl
              > e swoich pogladow i nie da sie kogos polubic na prosbe.

              No fakt, tylko ja też nie chcę wychodzić na jedną w tym układzie, która robi problem... Czemu dziecko ma myśleć, ze to ja nie chcę. Moim zdaniem to odpowiedzialność mojego partnera, żeby dziecku wytłumaczyć, a nie moja...

              > A juz poza wszystkim mysle, ze takie pomysly rosna w niej bo i matka i ojeciec
              > je podsycaja. Dla mnie to jakis absurd...

              Nie wiem jak matka, ale ojciec nie podsysa, a raczej nie mówi wprost, że tak nie będzie... Może to po prostu rozbudza apetyt!

              > No i moze jeszcze macie chodzic razem na zakupy, ploteczki i rozczulac sie jak
              > on zajebity? Ja nie moge.. Chore. Jakie dobro dzieci? To jego wyrzuty sumienia
              > chyba mu mocno zaburzaja spostrzeganie rzeczywistosci.
              > Wybacz ale jakby mnie moj maz serwowal podobne nadzieje tobym go smiechem zabil
              > a. Zgoda na bycie w zwiazku z kims kto ma swoja przeszlosc nie jest zgoda na do
              > zgonna przyjazn z ex przeciez! Dziecko jest akceptowalne bez rzadnego ale, ale
              > nie widze zadnych przeslanek bym miala sie jakas szczegolna sympatia darzyc z e
              > x tylko dlatego, ze jest ex.

              Racja.
    • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 11:44
      Ad. 1 dla ex nie okej.jesli dziecko chcialoby zeby tata cos zrobil w pokoju dziecka to pewnie moze i okej. chociaz u nas jest ojczym wiec raczej to on by umarl niz pozwolil tongue_out

      ad.2. nie okej. idealistyczne, filmowe, amerykanskie. ale swieta to czas radosci a ex to nei radosc;p

      ad. 3. hmmm jesli mielisbysmy pieniadze a exia nie i exia by oddawala to okej. w koncu kredyt to odsetki wiec dlaczego nei pojsc na reke martce dziecka. ale jesli mielibysmy na tyle ze nam to nie skompliowaloby zycia.

      ad.4. nie.nie okej. nie dlatego sie rozstali zeby teraz jezdzic razem. jesli chca jezdzic razem to neich sobie do siebie wroca.

      ad. 5. to by moze i przeszlo. gdyby obie strony podeszly do tego jakos sensownie. komunia byla okej.aczkolwiek zabraklo mozliwosci zaproszenia gosci z drugiej strony.wiec tylko wtedy jesli te urodziny bylyby na prawde wspolne a nie ze ex zaprasza ojca. inaczej lepiej dziecku wyprawic urodziny z druga rodzina. bedzie bardziej na luzie.

      ad.6. oczywiscie ze to okej. w koncu to chodzi o dziecko. w zasadzie to ex ma obowiazek informowania o kazdorazowej zmianie miejsca pobytu dziecka bo ojciec ma obowiazek o tym wiedziec. a ze praktyka jest inna....
      • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:30
        > Ad. 1 dla ex nie okej.jesli dziecko chcialoby zeby tata cos zrobil w pokoju d
        > ziecka to pewnie moze i okej. chociaz u nas jest ojczym wiec raczej to on by um
        > arl niz pozwolil tongue_out

        A jak w dużym pokoju, gdzie dzieci też przebwają wink

        > ad.4. nie.nie okej. nie dlatego sie rozstali zeby teraz jezdzic razem. jesli ch
        > ca jezdzic razem to neich sobie do siebie wroca.

        Tu chodziło, że razem: NM, Ja, dzieci i ex + może jakaś rodzina NM.

        > ad. 5. to by moze i przeszlo. gdyby obie strony podeszly do tego jakos sensowni
        > e. komunia byla okej

        Zostałaś zaproszona na komunie? U nas było tak, że w pierwszym momencie ex powiedziała dzwoniąc do NM, że chce zorganizować komunię i jak NM to widzi? Ustalili wspólnie, że oboje muszą być (to normalne), ale ex powiedziała, że beze mnie. NM mnie poinformował o tym, i jak on to mówi szukał wariantów odpowiednich. I np. wymyślił wariant, że razem z ex, dziećmi i chrzestnymi pójdą na uroczysty obiad. Beze mnie i bez rodzin NM/ex z którymi NM nie jest w najlepszych oględnie mówiąc stosunkach. Jak to usłyszałam, to serce mi się rozdarło.
        Spytałam się Go o wariant, w którym jednak uwzględnia moje potrzeby i sam nie spotyka się z Ex. Była wielka kłótnia, po której stwierdziła, że albo coś wymyśli, albo ja w czymś takim nie funkcjonuję... Miał pogadać z ex, ale nastąpił przełom. WOW. To ex poszła po rozum do głowy - byłam pod wrażeniem - i wysłała sms, że zaprasza nas oboje. Byłam jednocześnie w szoku i zła na NM, że dla niego byłoby to okej zostawić mnie samą. Dziecko jest przeszczęśliwe, ze będę na jego komunii. NM nadal twierdzi, że będę się tam źle czuła. Na co mu mówię, że ja nie idę się tam dobrze czuć, tylko jestem jego partnerką i uważam, że takie rzeczy robi się razem. NM jakby ma podwójne standardy, bo raz chce żebyśmy byli szczęśliwą rodziną w 4, a raz odsuwa mnie na dalszy plan jak mu wygodniej... To mnie martwi sad
        • morel37 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 12:38
          co do komuni byl taki watek caly.poszukaj.


          NM jakby ma podwójne standardy, bo raz chce żebyśmy byli szcz
          > ęśliwą rodziną w 4, a raz odsuwa mnie na dalszy plan jak mu wygodniej... To mni
          > e martwi sad

          to moze slusznie cie martwi, bo moj maz w ogole nie bral pod uwage ze moglabym nie pojsc.
          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:03
            > co do komuni byl taki watek caly.poszukaj.
            >
            > NM jakby ma podwójne standardy, bo raz chce żebyśmy byli szcz
            > > ęśliwą rodziną w 4, a raz odsuwa mnie na dalszy plan jak mu wygodniej...
            > To mni
            > > e martwi sad
            >
            > to moze slusznie cie martwi, bo moj maz w ogole nie bral pod uwage ze moglabym
            > nie pojsc.

            No właśnie. Mnie wbiło w ziemię, jak usłyszałam propozycję NM. Powiedziałam, że jestem w stanie rozwalić ten związek, jeśli tak stawia sprawę, że sam będzie świętował z EX. Z drugiej strony chce weekendy spędzać wspólnie z dziećmi. Jak to by wyglądało, że mnie nie będzie na tej komunii? Co dzieci by pomyślały? Czemu NM nie zależy?

            On nadal - mimo zaproszenia ex i dziecka - uważa, że ja nie powinnam iść na ta komunię sad Że to może tylko więcej szkody przynieść. Zaznaczę - nie znam rodziny swojego NM. Mimo rozwodu ex jest uważana za boginię w domu mojego NM.
            I tak, uważam że to będzie bardzo trudne dla mnie przeżycie, ale uważam, że jesteśmy partnerami, jednością na dobre i na złe. I siebie powinniśmy wspierać.

            Dodam, że jak było wesele mojej siostry, to mój NM mówił, że on nie wyobraża sobie, że ja pojadę sama...
    • sofija_biala Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:08
      1) Robienie dla Ex remontu lub naprawianie czegoś w domu Ex wchodzi w grę, czy byłoby nie okej?
      U nas chłop sam proponował starszemu, że pomoże mu przemalować pokój, bo coś tam się uszkodziło. Do wspólnego remontowania nie doszło, ale nie widzę przeszkód, jeśli ma to służyć umacnianiu więzi z dzieckiem a prz tym uczeniu dzieciaka lżejszych prac remonotowych. Tak samo jest w drugą stronę, chłop prosi syna o pomoc, nie w celu znalezzienie taniej siły roboczej, ale w celu pokazania, że wspólna prac jest fajna.
      Robienie za jelenia, który remontuje komukolwiek zdrowemu na ciele i umyśle (exi, znajomym, rodzinie) mieszkanie za free - odpada

      2) Wspólne spędzanie świąt z Ex i dziećmi byłoby okej, czy raczej nie?
      U nas niewykonalne, ale znam rodzinę, która praktykowała takie spotkania dopóki pani nie poznała nowego partnera życiowego. Ale to w ogóle nietypowa rodzna była i wyjątkowo zdrowo się rozstała.

      3) Pożyczanie pieniędzy Ex byłoby okej, czy raczej powiedziałybyście, żeby Ex poszła do banku po kredyt?
      Generalnie potrafię sobie wyobrazić okoliczności, w których to może być normalne, ale u nas odpada.

      4) Wspólny wyjazd z dziećmi i Ex?
      Komunie, uroczystości przedszkolne/szkolne tak, wakacje w życiu.
      ALe żeby było jasne - rozumiem, że to wspólny wyjazd ojca z ex i dziećmi? Siebie tam nie umieszczam, w naszym układzie nie jestem dla nich bliską osobą, więc oddaję się wówczas swoim rozrywkom.

      5) Wspólne spędzanie urodzin dzieci?
      Tak

      6) Proszenie Ex o informacje, że bezpiecznie z dziećmi doleciała gdzieś jest okej, czy nie?
      U nas chłop prosi o takie info dzieci, ale jak nie zadzwonią, to kontaktuje sie z ex. DLa mnie to normalne.

      Trinity, masz dzieci?
      Mnie się sporo zmieniło w postrzeganiu obowiązków rodzicielskich mojego chłopa, odkąd mam własne dziecko.
      I jeśli czuję, chcę, potrzebuję coś z dzieckiem robić, albo ono ze mną, to partnera, który by mi to notorycznie uniemożliwiał wysłałabym na księzyc. Dlatego mam o wiele więcej spokoju i dystansu do spotkań chłopa z dziećmi. Bo to jest ich czas. Choć wsześniej nie raz wydawało mi się, że przesadza.
      No i ja nie jestem o ex zazdrosna. Myślę, że nie ma ze mną szanswink
      • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:29
        > Trinity, masz dzieci?

        Niestety nie mam, chociaż bardzo już bym chciała mieć. Myślę, że moja zazdrość o ex, nie jest zazdrością kobiety o kobietę - bo ja też uważam, że ex nie ma ze mną żadnych szans wink, ale jestem chyba zazdrosna w pewien sposób - heh, w duży sposób - o to, że oni mają coś wspólnego, czego ja nie mam - właśnie dzieci... A wydaje mi się, że one bardzo spajają...

        > Mnie się sporo zmieniło w postrzeganiu obowiązków rodzicielskich mojego chłopa,
        > odkąd mam własne dziecko.
        > I jeśli czuję, chcę, potrzebuję coś z dzieckiem robić, albo ono ze mną, to part
        > nera, który by mi to notorycznie uniemożliwiał wysłałabym na księzyc. Dlatego m
        > am o wiele więcej spokoju i dystansu do spotkań chłopa z dziećmi. Bo to jest ic
        > h czas. Choć wsześniej nie raz wydawało mi się, że przesadza.
        > No i ja nie jestem o ex zazdrosna. Myślę, że nie ma ze mną szanswink
        • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 13:41
          odnośnie zazdrości: ja byłam zazdrosna w jakiś tam sposób, do momentu, aż uświadomiłam sobie, że to on w jakiś tam sposób zazdrości mi. tego, że miałam kiedy się wyszumieć, wybawić i "wyintelektualizować", kiedy on zarabiał na rodzinę, że zawsze był wianuszek facetów dookoła i do tej pory przyjaźnię się z kilkoma moimi eksami. I to on musi się dopiero starać, żebym była nim zainteresowana. Więc nie ma w co wnikać. A jeśli jednak jakimś cudem twój facet i eks jeszcze coś do siebie czują i zapragną spróbować ponownie, to choćbyś się jak Rejtan w drzwi rzuciła i kontrolowała na każdym kroku, to i tak nic nie będziesz w stanie zaradzić. Więc po co się przemęczać?
          • trinity_2011 Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 14:45
            > odnośnie zazdrości: ja byłam zazdrosna w jakiś tam sposób, do momentu, aż uświa
            > domiłam sobie, że to on w jakiś tam sposób zazdrości mi. tego, że miałam kiedy
            > się wyszumieć, wybawić i "wyintelektualizować", kiedy on zarabiał na rodzinę, ż
            > e zawsze był wianuszek facetów dookoła i do tej pory przyjaźnię się z kilkoma m
            > oimi eksami. I to on musi się dopiero starać, żebym była nim zainteresowana. Wi
            > ęc nie ma w co wnikać.

            Widzisz, to fajnie masz wink U mnie jest tak, że mój NM jest bardzo zazdrosny o moją przeszłość. Podobnie jak Ty miałam czas wyszumieć się, wybawić, "wyintelektualizować" i popróbować różnych rzeczy w życiu, chociaż jestem młodsza od mojego NM to jednak więcej niejako przeżyłam. Mój NM nie życzy sobie moich kontaktów z moimi ex... Także niejako nie musi się bardziej starać...
            Chcąc być okej zrezygnowałam z tego, a może raczej liczyłam, że on się odwdzięczy tym samym - czyli ochłodzeniem stosunków z ex... Co najpierw nastąpiło a teraz sie zmienia...
            Heh, co więcej, teraz i stanowisko mojego NM się zmienia - teraz uważa, że byłoby to okej. Tylko trochę to dziwnie po jakimś czasie wracać do ex i mówić - teraz to już mogę z Wami gadać wink

            >A jeśli jednak jakimś cudem twój facet i eks jeszcze coś
            > do siebie czują i zapragną spróbować ponownie, to choćbyś się jak Rejtan w drz
            > wi rzuciła i kontrolowała na każdym kroku, to i tak nic nie będziesz w stanie z
            > aradzić. Więc po co się przemęczać?

            Masz rację, nie sposób się z tym nie zgodzić. Racjonalnie to ja tak samo myślę wink Gorzej z głupimi emocjami...
            • edw-ina Re: Z innej beczki z Ex 12.07.11, 15:51
              Mój NM nie życzy sobie moich kontaktó
              > w z moimi ex... Także niejako nie musi się bardziej starać...

              Ale po co ty się w ogóle dajesz wciągać w nakazy i zakazy i w konsekwencji sama je stosujesz? Wiesz, mąż przyjaciółki mojej siostry miał kiedyś taką obsesję na punkcie swej żony i tego, że jakiś facet mógłby coś w niej zobaczyć, że kobieta konsekwentnie krok po kroku była zmuszona: zaprzestać noszenia butów na obcasie, spódnic krótszych niż do połowy łydki, w końcu nawet makijażu sobie nie robiła. A małżeństwo jak się waliło wcześniej, waliło się dalej. Bo wzajemne relacje muszą się w jakimś stopniu opierać na gonieniu króliczka i świadomości, że króliczek może uciec. To jak w tym starym dowcipie: co myśli kura uciekając przed kogutem? - Czy nie za szybko biegnę...
              • erillzw Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 00:35
                edw-ina napisała:
                >Wiesz, mąż przyjaciółki mojej siostry miał kiedyś taką obsesję n
                > a punkcie swej żony i tego, że jakiś facet mógłby coś w niej zobaczyć, że kobie
                > ta konsekwentnie krok po kroku była zmuszona: zaprzestać noszenia butów na obca
                > sie, spódnic krótszych niż do połowy łydki, w końcu nawet makijażu sobie nie ro
                > biła. A małżeństwo jak się waliło wcześniej, waliło się dalej.

                Chryste to jakiś chory koles!! Zaprzestanie noszenia butów na obcasie?! makijazu? Spodnic? Jak patologiczna osoba trzeba byc zeby czegos takiego rzadac?! uncertain a potem pewnie ja rzucil dla mlodszej, zadbanej, dobrze i seksowanie ubranej w szpilki. Wcale by mnie to nie zdziwilo uncertain
                Ze kobiety sie tak daja..
                Mnie kiedys ex chcial wmusic w niechodzenie na butach na obcasie to sie zle czul., ze jestem wyzsza. To mial problem a ja chodzilam w butach dalej. Nie zrezygnowalam z czegos co jest dla mnie wazne (a szpilki to element kobiecego stroju ktory w jakims stopniu mnie wyraza) tylko dlatego, ze moj facet mialby kompleksy.
                • tully.makker Re: Z innej beczki z Ex 14.07.11, 02:17
                  Chryste to jakiś chory koles!! Zaprzestanie noszenia butów na obcasie?! makijaz
                  > u? Spodnic? Jak patologiczna osoba trzeba byc zeby czegos takiego rzadac?!

                  A jak narabane w glowie trzeba miec, zeby sie na cos takiego zgodzic?