Hejka. Dziękuję za e-maile, za rozmowy na gg oraz za poparcie tu na forum.
Nie będę nikogo przepraszała za to co napisałam. Nie chcecie nie wierzcie w
moją historię, ale nie obrażajcie mnie, bo to jest nie fer. Sporo osób pytało
się mnie co dalej, nawet tu na forum, więc stwierdziłam, że pokrótce wam
opowiem. Postaram się bez poetyckiego wydźwięku.
Po tamtych wydarzeniach. Niekontrolowany sex z Piotrem w łazience. Kilka
spotkań, prawie randek po kryjomu przed Pawłem. Zdecydowałam, że tak dalej
być nie może. Odeszłam od Pawła. Po tylu latach wygodnego życia postawiłam na
coś innego. Nie obyło się bez łez, wyzwisk, przekleństw. Później było już
lżej, a Paweł pokazał całą klasę za która go kochałam. Pomógł mi się
wyprowadzić do mojego mieszkania. Rozstaliśmy się w sumie w spokoju. Jest
jeszcze parę spraw, które nie zostały wyjaśnione i powiedziane, on nadal nie
wie, o tym co się wydarzyło pomiędzy mną, a Piotrkiem i myślimy obydwoje, że
tak powinno zostać. Nie mogę powiedzieć, że jestem teraz z Piotrem, gdyż w
pewnym sensie się ukrywamy. Po przeprowadzce, wzięłam tydzień urlopu
(wszystkim powiedziałam, że muszę odpocząć od ostatnich wydarzeń) i
pojechaliśmy z Piotrem na wspólny wyjazd. Wynajęliśmy sobie domek i bawiliśmy
się w „dom” – jeśli wiecie o co mi chodzi. Było bosko, a ja czułam się po
prostu kobietą. Wspólne śniadania, spacery, kwiaty zerwane z polanki i te
rozmowy, o życiu, śmierci, miłości i przyszłości. Opowiadaliśmy sobie swoje
koleje losu. Przy tych wszystkich epitetach, że jestem pusz... kobietą,
pewnie mocno was zdziwi, że przez prawie cały tydzień nie kochaliśmy się ze
sobą. Nie było żadnego sexu, tylko kilka romantycznych pocałunków. Dopiero
ostatniego dnia. Po tym jak rozmawialiśmy, mocząc nogi w rzece Piotrek
pocałował mnie i powiedział mi, że bardzo mnie pragnie i że czuje, że
jestem „tą” kobietą. Tej nocy się kochaliśmy. Nie było to namiętne jak wtedy
pod prysznicem, było inaczej, było delikatnie, pięknie. Rano obudził mnie
pocałunkiem i zapachem śniadanka. Jesteśmy razem, nie tworzymy tradycyjnej
pary, ponieważ ukrywamy się i w sumie nie wiem jak wyjść z tej sytuacji,
szczególnie, że Paweł wydaje się nie pogodzony z całą tą sytuacją z moim
odejściem. Mieszkam sama, żyje swoim życiem, a przy tym on jest bardzo
blisko. Nie mieszkamy razem, spotykamy się po prostu. Czasem zostaje na noc,
czasem jest już po moim powrocie z pracy i jemy wspólny obiad. Jest wspaniale
i czuję się zakochana, wolna, młoda. Nie czułam się tak już od tak dawna,
jeśli w ogóle się tak kiedyś czułam. To chyba tyle.
Renata
PS. Piotrek jest w trakcie przeprowadzki do mojego miasta. Może jak cała
sytuacja się wyklaruje zamieszkamy razem.
PS. Proszę nie wyzywajcie mnie, jak już pisałam, nie chcecie wierzyć nie
musicie, zostałam poproszona o ciąg dalszy, więc opisałam wszystko w bardzo
uproszczonej formie, żeby znowu nie było