Dodaj do ulubionych

integracja w gimnazjum

11.09.13, 11:35
Czy starsze dzieci są bardziej empatyczne i generalnie lepsze smile ???
Czy może trafiła mi się jakaś wyjątkowo dobra i fajna klasa, szkoła ???
Dziecko (rozczarowane nieistniejącą integracją) po 7 latach integracyjnej podstawówki wysłałam (umierając z niepokoju i lęku) do najbliższego masowego zwykłego gimnazjum przewidując masę problemów, wyśmiewanie, dokuczanie, przezwiska, wyzwiska, brak pomocy, liczne przykrości i smutki dzieciaka, masę trudności szkolnych. I...szok. Dziecko z radością idzie do szkoły. Zachwycone szkołą, nauczycielami, zakochane w wychowawczyni (w poprzedniej szkole byla serdecznie zaprzyjaźniona tylko z pedagogiem wspierającym, z wychowawczynią miałyśmy sporadyczny kontakt i pomoc niemal zerową). KOledzy i koleżanki proszeni o pomoc w niesieniu plecaka, schodach itp - chętnie i uprzejmie pomagają. Nauczyciele, panie woźne, pieszczotliwie zwane ciociami prześcigają się w ofertach pomocy np na schodach, w szatni. Niektóre dzieciaki same z siebie, bez proszenia oferują pomoc, otwierają drzwi, zabierają tornister, odprowadzają córkę pod klasę/do szatni. Mała ma MPDz i jest otoczona w szkole powszechną troską i życzliwością. Interesowały się już nią szkolny psycholog i pedagog, także przemiłe jak i dyrekcja. Nawet w sekretariacie jest jakoś supersympatycznie. Nie znałam dotąd tego gimnazjum choć chodził tam wcześniej mój samodzielny syn i sobie chwalił. Jestem pozytywnie zaskoczona, ucieszona i wręcz szczęśliwa, dziecko też. Nie wierzę w Boga ale mam nadzieję, że wszyscy Ci ludzie pójdą kiedyś jak korki od szampana do Nieba w nagrodę za dobre serce, ktore okazują tak hojnie mojemu niesprawnemu dziecku smile Czuję przepełniającą mnie nadzieję i wdzięczność, że świat jednak jest dobry i przyjazny dla słabszych. I wartość ćwiczenia całkowitej samodzielności (nieosiągalna mimo pracy dla mojej córki, czasem aż głowa boli jak ona stara się dorównać sprawnym rówieśnikom) jest jednak jakoś mniej wzruszająca niż wartość pomocy drugiemu człowiekowi w potrzebie. Brak słów jak bardzo spotkanie takich wspaniałych dzieciaków wiele znaczy dla mnie i przede wszystkim dla mojego dziecka. Moje lęki dotyczące gimnazjum okazały się bezpodstawne. A szóstą klasę zakończyliśmy stekiem najgorszych wulgarnych wyzwisk na fb ze strony kolegi z klasy i samotnym siedzeniem przy ognisku. Czy te dzieci z jej, w sumie elitarnej bo dwujęzycznej klasy, są jakieś lepsze, bardziej wrażliwe od malców z podstawówki? Czy po prostu trafiłyśmy w jakieś szczególne środowisko dobrych ludzi? W podstawówce bywały też dobre dni i chwile ale ta nowa szkoła robi na mnie jakoś piorunująco dobre wrażenie smile
Obserwuj wątek
    • aga_sama Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 11:38
      Ja tracę wiarę w integrację.
      Moja znajoma przeniosła właśnie syna z Aspergerem, trudnego, do gimnazjum masowego, bo integracyjne to był cyrk...
      • mirmunn Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 11:51
        Niestety, szczytne idee integracji są nie do zrealizowania w naszych warunkach- przede wszystkim ze względu na oszczędzające na wszystkim samorządy.
        Poza tym- brak bazy (wynikający z powyższego) i niezrozumienie idei integracji. Dziecko musi być zdolne do integracji.
        Bo niestety, są też dzieci " nie nadające się" do integracji (chodzi mi przede wszystkim o problemy psychiczne - czy to przy normie czy upośledzeniu, nie wady fizyczne) lecz do kształcenia specjalnego lub toku indywidualnego, czego z reguły nie widzą ich bardzo roszczeniowi rodzice. A trzymanie w klasie dziecka, które nagle rzuca się na kolegów, często z ostrymi przedmiotami i jest tak silne, że trójka dorosłych ma problem z odciągnięciem go, to jakiś kosmos. Ale w szkole specjalnej może być tylko za zgodą rodzica, a mamuśka ma w d... bo zwykła szkoła rejonowa jest 100 m, a do specjalnej dziecko by jeździło (pal fuk, ze mają busa bezpłatnego)

        Jak miałam okazję zapoznać się z bazą i ofertą szkoły - zwykłej, państwowej- za granicą (tu chodziło o zajęcia dla autystyków), to naprawdę zbierałam szczękę z podłogi. Cuda.

        Tym bardziej się cieszę, że znalazłaś fajną, zwykłą placówkę i przede wszystkim- fajnych ludzi!
        Wszystkiego dobrego dla córy w nowej szkole!
        • aga_sama Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 12:35
          Mirmunn, masz rację, niektóre dzieci nie są gotowe do integracji, a i szkoła nie jest na nich gotowa.
          ale nie nadają sie też do szkoł specjalnych, bo mają normę intelektualną, a większość szkół specj. przyjmuje tylko z upośledzeniem. znam matki, co "upośledzały" w poradni dzieci, żeby posłać je do szkoły specj... taki life
          Ale większym problemem wydają się być dzieci "pozornie zdrowe" w klasach integracyjnych. A bo on mało mówi, słabo pisze, bo potyka się o własne nogi, ona taka wrażliwa, nadpobudliwa, izoluje sie od koleżanek, ciągle się z nimi kłóci, a on ciągle bił dzieci w przedszkolu - to niech idą do klasy integracyjnej, bo tam jest mniej dzieci i dwie panie...
          A potem w tej klasie jest piątka niepełnosprawnych, kolejna dwójka - czwórka dostaje diagnozę ze spektrum autyzmu lub ADHD w pierwszych latach nauki, trzech ma dysleksję. Witamy w cyrku.
          oczywiście nie wszędzie tak jest. Są szkoły, które bardzo uważnie dobierają zarówno dzieci niepełnosprawne jak i te zdrowe do klas integracyjnych i w nich integracja działa.
          • mirmunn Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 12:42
            Z tego, co kojarzę, szkoły specjalne prowadzą także klasy dla "niedostosowanych społecznie" czyli takich z normą, ale nie nadających się do zwykłej szkoły.
            Osobna bajka to dzieci z zaburzeniami psychicznymi (co nie przeszkadza im mieć normę intelektualną)
            Moim zdaniem wina tkwi w rodzicach- bo wada fizyczna/choroba- to nie wstyd, ale etykietka "psychicznego" powoduje, że rękami i nogami bronią się przed kształceniem w szkole specjalnej.. zwłaszcza w małym środowisku
            • aga_sama Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 13:01
              Dla niedostosowanych społecznie i zagrożonych niedostosowaniem są specjalne ośrodki...

              A szkół specjalnych prowadzących klasy dla dzieci z autyzmem w normie intelektualnej jest bardzo mało.
          • lily-evans01 Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 19:51
            > Ale większym problemem wydają się być dzieci "pozornie zdrowe" w klasach integr
            > acyjnych. A bo on mało mówi, słabo pisze, bo potyka się o własne nogi, ona taka
            > wrażliwa, nadpobudliwa, izoluje sie od koleżanek, ciągle się z nimi kłóci, a o
            > n ciągle bił dzieci w przedszkolu - to niech idą do klasy integracyjnej, bo tam
            > jest mniej dzieci i dwie panie...

            Z ciekawości, jakie miałabyś więc podejrzenia diagnostyczne przy dziecku zachowującym się w ten sposób?
            Teoretycznie, weźmy pod uwagę całe spektrum zachowań, które opisałaś (np, może poza tym biciem, bo jakoś kłóci mi się to z dzieckiem "wrażliwym").
    • adwarp Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 11:54
      cieszyć się należy, że tak dobrze trafiłyściesmile

      ale zastanawia mnie, że przez trzy lata edukacji syna nie miałaś pojęcia o tym gimnazjum, a tu wystarczył tydzień, żeby wyrobić sobie zdanie.
      " Nie znałam dotąd tego gimnazjum choć chodził tam wcześniej mój samodzielny syn i sobie chwalił."
      • ewa_mama_jasia Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 12:09
        A mnie nie dziwi. Matka pewnie musiała sie skoncentorwać na zdrowiu córki a syn, jak samodzielny, sprawy szkolne sam ogarniał. Kontakt z nauczycielem syna rodzice mieli i tyle. Jeśli jest porozumienie w rodzinie, to nikogo taka sytuacja nie dziwi i wszyscy członkowie rozumieją takie a nie inne potrzeby.
        • igge Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 13:04
          ewa-mama-jasia smile) dzięki za twoje słowa tzn wszystkim dziękuję smile
          zawsze mam/miałam poczucie winy, że syn "sam ogarnia" różne sprawy (i dlatego skłonna jestem mu zawsze kupić gwiazdkę z nieba np kiedyś psp) ale on wie, że gdyby on był niepełnosprawny - nasze nasze wysiłki pomocowe nakierowane byłyby na niego.
      • igge Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 12:54
        syn właściwie "sam" się wychowuje od zerówki, bo zawsze córka koncentrowala na sobie naszą uwagę sad
        Nie znałam gimnazjum bo nie za często bywałam na syna zebraniach, a i syn nie mówił dużo na temat szkoły.
        Nie stać nas było na dobrą społeczną szkołę, wysłalismy syna do rejonu, żeby miał blisko i nie tracił czasu na dojazdy. Podobało mi się, że w rejonie jest też tzw trudna młodzież, dzieci z domów dziecka oraz takie korzystające ze świetlic terapeutycznych, chciałam różnorodności i żeby za bardzo nie zadzieral nosa, bo nauka przychodziła mu zawsze z zadziwiającą łatwością i to bez "prawdziwej" nauki w domu w dodatku. Nie palił, nie pił - trochę to mu przeszkadzało w kontaktach towarzyskich w gimnazjum ale ma swoje grono przyjaciół, dwóch superreligijnych kolegów, z którymi ciągle, mimo nowych znajomości z liceum, się spotyka.
        Miał niezłe oceny przez 2 lata i super dobre (na naszą prośbę) na koniec trzeciej klasy, zero kłopotów wychowawczych, po co miałam się interesować jego szkołą? Szkoła od zerówki to była jego wyłaczna sprawa, nie pomagaliśmy mu w niczym, nie pakowałam tornistra w podstawówce. PO tej szkole i dzięki nauce w tej zwykłej, rejonowej szkole - dostał się do najwyżejprogowego liceum w mieście, bez korepetycji, zajęć douczających etc - uznałam, że to świadczy o tym, że jest to wystarczająco dobra szkoła i dla naszego dziecka specjalnej troski, dla jego młodszej siostry. Nie bez znaczenia był fakt, że syn oceniał szkolę jako życzliwą dla uczniów. Przyjazną. Nie lubię pruskiego drylu i nadmiernej surowości nauczycieli. Nie lubię wyścigu szczurów. Zależy mi na przyjaznej dla psychiki dziecka atmosferze w miejscu gdzie spędza sporo czasu. Na wykształceniu, szczerze mowiąc, dużo mniej mi zależy, ale okazuje się, że normalny rejon może spełniać nawet i trzy warunki : życzliwość, przyjazność, luz oraz wysoki poziom i zróżnicowane środowisko dzieciaków. Aczkolwiek syn z pewną dozą ostrożności mówi, że jego siostra dobrze, że trafiła, dość przypadkowo, do "elitarnej", dwujęzycznej, homogenicznej klasy ponieważ on nie jest pewien, że dałaby radę spotykać się aż z takim wachlarzem dzieci delikatnie mówiąc zaniedbanych (jakie on miał szansę poznać). Wtedy, kiedy chodził do tego gimnazjum, za bardzo nie narzekał na kolegów, ale może my też nie dopytywaliśmy się za bardzo. Syn na pytania o szkołę zawsze odpowiadał jednym słowem - "dobrze". Może rzeczywiście to moja wina i błąd, że nie znałam tego gimnazjum ani jego nauczycieli za dobrze ale intuicyjnie chciałam dwoje dzieci tam posłać, a córka chciała chodzić tam gdzie brat i blisko (żeby rano później wstawać smile).
        Liceum dla syna też wybieraliśmy trochę na wariackich papierach - nie wnikaliśmy w szczegóły dotyczące żadnych szkół, nie czytaliśmy ich stron netowych, nie chodziliśmy na spotkania info, tylko wpisaliśmy jako trzy licea - 3 licea "pierwszego wyboru", (ryzykując niedostanie się do żadnego), wysokoprogowe, dwa z nich to licea dzieci naszych najbliższych przyjaciół, a jedno (to do ktorego syn w końcu trafił) to liceum polecone dla niego przez jego wychowawcę w gimnazjum, jak mu wspomnialam, że chcę możliwe, że posłać syna do najbliższego liceum pod względem odległości od domu. Oburzył sie wtedy że syn to powinien do... i tu padła nazwa szkoły, którą bezmyślnie i nie zaglądając do rankingów, wpisaliśmy.
        Nie wiem czy był to najwłaściwszy wybór bo teraz dziecku zmieniają się zainteresowania i nagle zamiast mat/fiz wyrasta na humanistę ale kto wie, teraz to już sam w końcu będzie musiał zdecydować się na jakieś studia, a najpierw poprawić oceny w szkole smile. Ale kiedy się uczyć jak poł dnia zajmuje wioślarstwo ? A w domu czekają gry komp smile
    • bi_scotti Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 17:05
      Good news! Oby tak dalej.
      I tak na marginesie, po tragedii z Robertem Dziekanskim na lotnisku w Vancouver uczestniczylam w kilku manifestacjach domagajacych sie justice etc. Jedna z przemawiajacych osob powiedziala takie proste/niby oczywiste cos, co mozna odniesc do wielu sytuacji, w ktorych ktos jest tym slabszym: kazdemu czasem potrzebny jest ten najmniejszy, najbardziej prywatny act of kindness. I to jest prawda: tak dlugo jak kazde z dzieci i kazdy z doroslych na drodze Twojej corki zdobedzie sie na choc jeden, malenki act of kindness kazdego szkolnego dnia, jej zycie w szkole bedzie OK albo i lepsze niz OK. To naprawde nie trzeba tak wiele a liczy sie bezgranicznie. Co ciekawe, taki jeden malenki, indywidulany act of kindness jednej osoby najczesciej bardzo szybko sie multiplikuje i rosnie jak kula sniegowa - kazdy chce byc kind smile Fajniej sie wtedy zyje. Nie tylko w szkole, eh.
      • igge Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 17:37
        bi_scotti smile dokładnie !
        dziś rano przed szkołą, jak wysiadałam z samochodu, koleżanka córki z klasy wyjęła mi z rąk plecak córki i zaproponowała, że to ona odprowadzi małą pod klasę i poniesie plecak, że już od auta do szkoły pójdą razem i beze mnie. (Jestem jedynym rodzicem od/przy/prowadzającym dziecko w gimnazjum, córka wolałaby, żeby mnie wcale nie było).
        To niby drobiazg ale tak naprawdę wielka, ogromna rzecz, radość, frajda, szczęście smile)))))
        Fajnie, że to rozumiesz. To był taki drobiazg dzięki, któremu z uśmiechem minął mi dzień (i oczywiście ucieszyła się babcia, tata, koleżanka, wszyscy, którym zależy na dobru i błogostanie mojej córki i jej aklimatyzacji w nowej szkole gdzie nie ma żadnych innych niesprawnych dziecismile
        • segregatorwpaski Re: integracja w gimnazjum 11.09.13, 23:33
          Mam dziecko w szkole integracyjnej.
          Każda klasa jest integracyjna, po dwie, trzy w roczniku.
          Podstawowej.
          Naszej rejonowej - dlatego tam trafiło.
          Przed rozpoczęciem tam nauki wydawało mi się, że i dobrze bo blisko i dobrze bo może przyjaźniej...
          Po pięciu latach nauki - uważam ten wybór za porażkę niestety sad
          I to nie dlatego, że klasa integracyjna prócz dzieci z orzeczeniem 'przyciągnęła' dzieci bez orzeczeń ale z ewidentnymi problemami, nie.
          Od pierwszej klasy dosłownie tłucze się tam dzieciom, że są w klasie integracyjnej, mają dzieciom z orzeczeniami pomagać, być wyczulone na ich potrzeby... ustala się dyżurnych od tornistra, spakowania, noszenia rzeczy, innych czynności.
          Widzę ewidentny bunt - dzieci z orzeczeniami szybko nauczyły się wykorzystywać swoją uprzywilejowaną pozycję, wymagają od innych kompletnej obsługi mimo iż często jej nie potrzebują, mogą być niemiłe, mogą być niekoleżeńskie, mogą skarżyć, odpisywać od innych, być nawet złośliwe - to wszystko jest im wybaczane bo... przecież mają orzeczenie... są pod 'specjalnym nadzorem' uncertain
          To oczywiście nie wina dzieci - winą obarczam system integracji działający w tej szkole...
          Nie pojedziemy na wycieczkę tam bo... Janek na wózku nie da rady, ok - szukamy miejsca gdzie Janek wjedzie na wózku, znajdujemy - matka Janka się nie potrafi określić czy weźmie urlop czy nie, opiekunowie zapewniają - damy radę, nie musi Pani jechać, matka - ale ja chcę i już. W rezultacie nie ma już czasu na załatwienie wycieczki i klasa nie jedzie nigdzie.
          To samo dyskoteka - nie, bo jak by bawiły się dzieci niepełnosprawne ruchowo (trójka w sumie), wyjście na łyżwy - nie, kulig - nie, kino - schody - że jest winda to co - może nie być sprawna i znów Jankowi będzie smutno. W rezultacie smutno wszystkim dzieciom uncertain
          Tylko że wg mnie - właśnie w miarę jednakowe traktowanie dzieci, a nie 'wyrównywanie szans na siłę' spowodowałoby, że dzieci niepełnosprawne pomoc otrzymywały by łatwiej, chętniej, w naturalny sposób - bo nie za punkty, bo nie na ocenę z zachowania i... za uśmiech, za zwykłe 'dzięki'... Janek powinien usłyszeć od pedagoga - Janku przecież spakować kredki sam potrafisz, a Ty krzyczysz do Zosi: kredki, szybko! Powinien za takie 'szybko' usłyszeć: sam 'sobie spakuj', nauczyć się, że tak to działa - w dwie strony, że nie ma jedynie praw ale także obowiązki...
          Tak jak pisze autorka - po prostu - a nie na zasadzie stosowania jakiegoś wymuszonego systemu dyżurów od pakowania torby, noszenia plecaka, otwierania drzwi i innych czynności.
          Tak powinna działać prawdziwa integracyjna szkoła, o takich się naczytałam, myślałam, że u nas tak to wygląda, teraz wiem już że nie - przynajmniej w 'mojej' szkole, ale też w szkole dziecka mojej kuzynki (teraz 4 klasa), która twierdzi, że tak tam pamiętają o prawach dzieci z orzeczeniem, że ciągle są łamane prawa dzieci pozostałych, a każdy protest rodziców rodzi od razu zarzut o dyskryminację dziecka z orzeczeniem... strach dochodzić swoich praw, to takie politycznie niepoprawne powiedzieć, że chyba mama dziecka z orzeczeniem nie może decydować o odwołaniu zajęć pokazowych z psami do dogoterapii bo jej syn 'psów nie lubi' uncertain
          Mając dziecko niepełnosprawne fizycznie nigdy nie posłałabym go do szkoły integracyjnej... bo bym mu krzywdę zrobiła bo nigdy tam nie mógłby poczuć się jak inne dzieci - taki normalny, zwykły, piąty z kolei, któryś w szeregu - czasami pierwszy (np w szachach) ale czasami ostatni uncertain
    • igge Re: integracja w gimnazjum 20.09.13, 15:36
      dziecko kolejny dzień wraca roześmiane ze szkoły, oznajmia, że to pierwsza szkoła, którą lubi (po 7 latach integracyjnej podstawówki), że ten błogi stan trwa już 3 tygodnie i nie ma zamiaru się kończyć, dzisiaj koleżanka podtrzymywała ją na sprzątaniu świata i pożyczyła telefon (mała nie ma), żeby mogła do mnie zadzwonić, obcy dryblas na schodach pomógł z teczką sam z siebie nie proszony, nauczyciele przekochani i fajni, klasa super, szkoła, dyrektorki, panie woźne, etyka, inne lekcje wspaniałe. Boże, mam dwójkę dzieci w dobrych przyjaznych szkołach i jest to frajda nieziemska dla mnie jako matki i dla dzieci, które chcą do szkoły chodzić (a nigdy do tego nie zmuszałąm i frekwencję miały wcześniej w innych szkołach delikatnie mówiąc nie za bardzo wzorową)pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka