Czy starsze dzieci są bardziej empatyczne i generalnie lepsze

???
Czy może trafiła mi się jakaś wyjątkowo dobra i fajna klasa, szkoła ???
Dziecko (rozczarowane nieistniejącą integracją) po 7 latach integracyjnej podstawówki wysłałam (umierając z niepokoju i lęku) do najbliższego masowego zwykłego gimnazjum przewidując masę problemów, wyśmiewanie, dokuczanie, przezwiska, wyzwiska, brak pomocy, liczne przykrości i smutki dzieciaka, masę trudności szkolnych. I...szok. Dziecko z radością idzie do szkoły. Zachwycone szkołą, nauczycielami, zakochane w wychowawczyni (w poprzedniej szkole byla serdecznie zaprzyjaźniona tylko z pedagogiem wspierającym, z wychowawczynią miałyśmy sporadyczny kontakt i pomoc niemal zerową). KOledzy i koleżanki proszeni o pomoc w niesieniu plecaka, schodach itp - chętnie i uprzejmie pomagają. Nauczyciele, panie woźne, pieszczotliwie zwane ciociami prześcigają się w ofertach pomocy np na schodach, w szatni. Niektóre dzieciaki same z siebie, bez proszenia oferują pomoc, otwierają drzwi, zabierają tornister, odprowadzają córkę pod klasę/do szatni. Mała ma MPDz i jest otoczona w szkole powszechną troską i życzliwością. Interesowały się już nią szkolny psycholog i pedagog, także przemiłe jak i dyrekcja. Nawet w sekretariacie jest jakoś supersympatycznie. Nie znałam dotąd tego gimnazjum choć chodził tam wcześniej mój samodzielny syn i sobie chwalił. Jestem pozytywnie zaskoczona, ucieszona i wręcz szczęśliwa, dziecko też. Nie wierzę w Boga ale mam nadzieję, że wszyscy Ci ludzie pójdą kiedyś jak korki od szampana do Nieba w nagrodę za dobre serce, ktore okazują tak hojnie mojemu niesprawnemu dziecku

Czuję przepełniającą mnie nadzieję i wdzięczność, że świat jednak jest dobry i przyjazny dla słabszych. I wartość ćwiczenia całkowitej samodzielności (nieosiągalna mimo pracy dla mojej córki, czasem aż głowa boli jak ona stara się dorównać sprawnym rówieśnikom) jest jednak jakoś mniej wzruszająca niż wartość pomocy drugiemu człowiekowi w potrzebie. Brak słów jak bardzo spotkanie takich wspaniałych dzieciaków wiele znaczy dla mnie i przede wszystkim dla mojego dziecka. Moje lęki dotyczące gimnazjum okazały się bezpodstawne. A szóstą klasę zakończyliśmy stekiem najgorszych wulgarnych wyzwisk na fb ze strony kolegi z klasy i samotnym siedzeniem przy ognisku. Czy te dzieci z jej, w sumie elitarnej bo dwujęzycznej klasy, są jakieś lepsze, bardziej wrażliwe od malców z podstawówki? Czy po prostu trafiłyśmy w jakieś szczególne środowisko dobrych ludzi? W podstawówce bywały też dobre dni i chwile ale ta nowa szkoła robi na mnie jakoś piorunująco dobre wrażenie