Powiedzcie mi, jaki jest według was, cel przychodzenia do jubilata czy też solenizanta na tego typu imprezy? Albo co powinno przyświecać gościom lub/albo też organizatorom?
Bo ja chyba czegoś nie rozumiem. Nieślubny ma liczną rodzinę, zżytą ze sobą, chyba oni bardziej pomiędzy sobą, niż my z nimi. Ma też tak, że sam sobie przyniósł imię, tzn ma urodziny w dzień imienin. Ponieważ pracuje w różnych częściach Polski, rzadko może tę rodzinę widywać. Termin świętowania się zbliża i zaczęły się telefony, czy świętujemy. Ślubny że tak, zapraszamy wtedy i wtedy pomiędzy tą i tą na tort, ciacha i kawę, hucznej imprezy nie będzie, bo ja na wylocie

mieszkanie rozbabrane remontem itp. I jest afera. Dowiedzieliśmy się że jesteśmy skąpi, ja leniwa, nieślubny aspołeczny, nie ma zimnej płyty (nie kojarzyć z katafalkiem), nie ma obiadu, wódeczki i popijawy, to nie ma po co iść. Oliwy do ognia dolała seniorka rodu komentując, że na kawę i ciasto to ona może do cukierni iść, jak ją prawnuk nie chce godnie ugościć, to ona też ma to gdzieś.
No i widzę, że nieślubny z jednej strony zszokowany postawą rodziny, z drugiej mu przykro...
Za rady, co Ci szkodzi usmażyć kotletów i ugotować ziemniaków, zrobić sałatki, dziękuję, no fu**ing way.