Dodaj do ulubionych

Zaczynam się denerwować

22.06.04, 08:55
Na starszego syna M. Jestem JESZCZE dla niego dobra i miła, choć w środku się
po prostu gotuję.
Potrafi być opryskliwy, złośliwy. Potrafi się odezwać jak wiejski cham. Ma 9
lat. Mały terrorysta z niego wychodzi, wszystko musi być tak jak on chce.
Im bardziej się człowiek stara, tym bardziej on człowieka olewa. Poproszony o
coś, ignoruje mnie, by po tym, jak mu to powie ojciec zrobić bez gadania. Do
tej pory się hamowałam ale czuję, że nastepna wizyta przebiegnie zupełnie
inaczej. M o tym wie i rozumie, bo jego też synalek wyprowadza z równowagi.
No trzyma mnie do dziś, choć rozstaliśmy się w niedzielę.

Ale w tym wsyzstkim zauważam, że ja tego dziecka po prostu zaczynam czuć
niechęć. Jak do każdego człowieka, któremu brakuje szacunku do innych.
Młodszy jest fajny i kontaktowy. Ale starszy - nie lubię szczeniaka i koniec!

I nie wiem, tak naprawdę, co mam robić, jak się wobec niego zachowywać, żeby
jakoś przeżyć następny weekend z nim. A najlepsze jest w tym wszystkim to, że
on mnie chyba lubi. Ale ja go nie.
Obserwuj wątek
      • jayin Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 12:05
        justus100 napisała:

        > Następnym razem, jak gówniarz przyjdzie, idź na siłownię, albo spacer, albo
        > gdzieś... Niech mu tatuś nadskakuje i robi obiadki. Olej go, szkoda nerwów
        > Pozdrawiam

        dokładnie.
        może to "tylko" próba sił na linii TY-MŁODY, a może po prostu się przyzwyczaił
        do tego, że pozwala mu się na takie zachowania w domu własnym jesli chodzi o
        domowników, a jedynie przed ojcem czuje jako taki respekt, a przed tobą już
        nie, więc sobie ciebie ignoruje i traktuje "pyskująco"?

        ja zawsze powtarzam (prosze się nie obruszać!!! TO FAKTY NAUKOWE NIEMALsmile)) i
        eni mają obrażać tylko obrazować)
        z dziećmi jest jak z psami (tez w kwestii wyczuwania strachu, obawy, sympatii
        lub jej braku). jak wyczują w tobie "słabszą" stronę, to będą rządzić i
        pyskować. jak poczują respekt, to będą grzeczniejsze. i nie wiąże się to wcale
        z groźbami, krzykiem czy klapsami smile) wystarczy po prostu olać delikwenta i
        potraktować lekko obojętnie, jak się kiepsko zachowuje. no i nie dawać do
        zrozumienia, że jest centrum zainteresowania, a ty jestes gotowa zrobic
        wszystko, zeby bylo mu dobrze (w sensie: on niegrzeczny, a ty glaszczesz po
        glowce i podstawiasz pod nosek smakołyki... brrrr...) - wrecz przeciwnie.
        dziecko musi sie nauczyc zyc w spoelczenstwie, w ktorym nie jest "malym buddą".

        kwestia nauki podstaw kultury i szacunku do starszych od niego osob - to juz
        inna bajka. i ta bajke powinien opowiedziec mlodemu twoj M.wink

        nie daj sobie wleźć na głowę.
        jak raz pozwolisz, to potem ciężko będzie z tego "wyjść na prostą".

        pom, masz jak najbardziej prawo WYMAGAĆ odpowiedniego zachowania od dziecka
        wobec wlasnej osoby.
        jak kazdy.

        i nie przekonuja mnie teksty, ze dziecko 9/10-letnie jest MAŁE i TRZEBA
        pobłażać, jak sie zachowuje źle....smile)) W ŻYCIU.
        nawet cztero-pięciolatki potrafią ŚWIADOMIE dostrajac sie do sytuacji i
        zachowywac sie tak, by osiagnac jakis efekt, probujac swoich sil i "mocy
        przebicia" w rodzinie, i wsrod innych ludzi.

        kindersztuba - zapomniania juz piekna nauka...smile
        pogoń swojego M. do wychowywania.

        pozdr.

        J
        • pom Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 13:31
          Dzięki, Dziewczyny.
          Oj, Jayin, pogonię M, pogonię... bo jego bierność mnie dobija. Już mu wcześniej
          zwracałam uwagę i mały tego efekt. Za mało konsekwencji.
          Wyjście gdzieś nie jest metodą - to ucieczka od problemu. MAM W SWOIM DOMU CZUĆ
          SIĘ DOBRZE A NIE UCIEKAC. A młody próbuje sił, to pewne. Tylko jeszcze nie wie,
          że ciocia wreszcie wyciągnie pazury, które siłą już chowa.

          pozdrawiam gorąco
        • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 14:12
          jayin napisała:


          > nawet cztero-pięciolatki potrafią ŚWIADOMIE dostrajac sie do sytuacji i
          > zachowywac sie tak, by osiagnac jakis efekt, probujac swoich sil i "mocy
          > przebicia" w rodzinie, i wsrod innych ludzi.

          Jayin, ja powiem więcej, nawet niespełna trzylatki to potrafią smile
          Tylko u nich jest ten cudny wyraz zadumy, jak rozegrać sprawę, żeby wynik był
          pomyślny big_grin
    • m-m-m Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 13:55
      Mój pasierb teraz niemal lat 15, też zachowuje się czasem opryskliwie. Obecnie
      ma etap: chcę tak, a nie inaczej, chcę robić to , co mi się podoba. Niestety
      nie znajduje "zrozumienia" ani u mnie, ani u ojca.
      Podstawowa sprawa: nie jesteś jego matką, nie czuje z Tobą więzi, stąd Cię nie
      respektuje. Najważniejsze, aby Twój m. każde jego złe zachowanie natychmiast
      karcił i uczył go szacunku dla Ciebie, tak, tak dla Ciebie, a nie dla małego
      księcia. Też spotkałam się z zarzutem mojego M., iż nie wybaczam łatwo
      pasierbowi, na co odpowiedziałam, że nie zamierzam o niego zabiegać, bo to ja
      jestem starsza i to mnie należy się szacunek, a on nie jest już malutkim
      dzieckiem, tylko rozbrykanym nastolatkiem.
      Do tego dziecko się zawsze "próbuje" na ile może sobie pozwolić. Młody miał nie
      dalej jak w niedzielę wykład o tym, że nie może liczyć na tolerancję innych
      wobec jego zachowań taką samą jak od ojca, bo zwyczajnie ci inni nie są jego
      ojcem i oceniają go surowiej. M. mówił mu też, że całe życie będzie oceniany
      przez otoczenie, od którego będzie uzależniony, czy to jako pracownik od szefa,
      czy to jako sąsiad, czy to jako człowiek. Oj, nie w smak mu był ten wykład, ale
      uważam, że nie wolno sobie pozwalać, by dziecko weszło na głowę.
      Musi znać reguły i muszą one być konsekwentnie wymagane.
      U ciebie jest to o tyle złe, że młody ma dopiero lat 9 to wcześnie jak na
      pyskowanie i tym bardziej trzeba to neutralizować.
      Ty nie szarp sobie nerwów, to nie Twoje dziecko, nie Twój tak naprwdę problem.
      To Twój m., a nie Ty, będzie się wstydził za niego. Złe zachowanie dzieciaka
      będzie odebrane przez otoczenie jako jego, ojca nieudolność wychowawcza, a nie
      Twoja!
      Rozumiem, że go nie lubisz i lubić nie musisz. Nie głaszcz go po głowie, jak
      źle się zachowuje, bo tym zachowania jego nie zmienisz, a tylko nauczysz go, że
      może być niegrzeczny, a i tak wszyscy mu wszystko wybaczą. Nieprawda! Nie
      wybaczą i tolerować nie muszą.
    • babaga Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 14:56
      Czesc,
      Mam podobne doswiadczenia jak Ty. Mam pasierba, ktory ma 11 lat i nieraz zachowuje sie roznie.
      Mam tez "obraz" sytuacji: dziecko - przybrany rodzic z drugiej strony poniewaz sama mialam ojczyma.
      To nie jest prosta sytuacja ale z perspektywy osoby, ktora to sama przezyla w dziecinstwie oceniam to
      nieco inaczej niz Ty i wiekszosc osob wypowiadajacych sie na forum.
      Moj ojczym byl bardzo wymagajacy i nieraz - przynajmniej tak mi sie wydawalo - "nie lubil" mnie.
      To bylo dla mnie okropne doswiadczenie. Wszystko, czego chcialam od niego to to, zeby mnie
      akceptowal i kochal a on chodzil za mna i wciaz wytykal mi to, co robilam zle.
      I bylo tak; im bardziej on cisnal tym bardziej bylam niegrzeczna i nic nie moglam na to poradzic.
      Teraz ponownie "przerabiam" sytuacje i bardzo wiele sie juz nauczylam. Nawet wiecej - nauczylam sie
      akceptowac takze mojego ojczyma. Wiem, ze jesli moj syn "przybrany" jest niedobry to nie dlatego, ze
      mnie nie szanuje, tylko czuje sie zaniedbany i chce, zeby go zauwazyc. Wazne, zeby wlasnie nie "cisnac'
      i nie okazywac mu, ze sie go nie lubi tylko cierpliwie tlumaczyc, ze zle zachowanie jest niemile
      widziane. Jesli mu zwracasz na cos uwage, to zaznacz, ze krytykujesz nie JEGO tylko jego zachowanie a
      akceptujesz go i tak. Zobaczysz, ze jak zobaczy, ze sie go traktuje zyczliwie to od razu sie zmieni. To
      tylko dziecko. Ty jestes dorosla i madrzejsza. Nie pozwol aby sytuacja sama sie napedzila, bo to
      najgorsze, co moze sie zdarzyc. Ty jestes osoba (i oczywiscie Twoj M - od niego tez duzo zalezy), ktora
      moze dac dobry przyklad dziecku. Ono - wiem ze to truizm - chce tylko, zebyscie go kochali. Rozwod
      rodzicow, to straszny cios dla dziecka. Potrzebuje duzo czasu, zeby dojsc do siebie.
      Trzymaj sie. Zycze Ci duzo cierpliwosci i powodzenia!
      Babaga
      • pom Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 15:12
        Babago. Bardzo, bardzo dziękuję Ci za ten post. Aż mnie w dołku ścisnęło...
        Napisałam to wszystko impulsywnie ale taka juz jestem. Jak mnie szlag trafia,
        to "nie strzymom".
        Ale do rzeczy. Opisze jak to wygląda... i spójrz na to swym okiem, dobrze?
        Młody jest krnąbrny nie od dziś. Z opowiadań M zawsze taki był. Pyskaty,
        złosliwy, momentami chamski, na dłuuugo przed rozwodem.
        Za ojcem tęskni teraz straszliwie, widzę to. M tego nie widzi, wiec mu dulczę,
        żeby spędzał z nim więcej czasu I TYLKO Z NIM.
        Młodemu pomagałam z lekcjami, jak czegoś potrzebuje - nie odmawiam. Chwalę, jak
        się czymś chce pochwalić, gotuję to co lubią on i jego brat. Nie faworyzuję,
        nie oblepiam M tak, by było im nieswojo, itd...
        chce harmonii, na ile to mozliwe. Sama nie mam dzieci, więc po prostu stanęłam
        przed wychowawczą ścianą i pytam.
        Zaś co do krytyki. sama wiem, jak bolą dziecko epitety - ty jesteś taka a taka.
        Dlatego jesli bede krytykować, to wyłącznie zachowanie, podkreślając, że jego
        tata jest dumny z takiego syna i że jest nam przykro, że nie szanuje nas tak
        jak my go szanujemy.
        Chce podkreślić przede wszystkim, tak samo jestem impulsywna co mysląca. Sama
        pochodze z rozbitego domu, gdzie dzieciom lekko nie było. Więc dziecka nie
        skrzywdzę, nie zgnebię. Prędzej wyładuje się przy M albo na forum.
        • babaga Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 15:57
          Spoko, wiem jak jest. Sama mam chwile kryzysu. Ale jak tylko sobie przypominam siebie to mi
          przechodzi. Najlepsze co mozna zrobic w takiej sytuacji to rzeczywiscie zajac sie soba. Odpuscic.
          Im bardziej "bedziesz sie poswiecac' i "starac" tym gorzej. Dzieci sa tylko dziecmi i bywaja okrutne ale
          nie mozna im pokazac, ze to nas dotyka.
          Jesli maly byl pyskaty juz wczesniej to na pewno z jakiegos powodu. Moze chodzilo mu o mlodszego
          braciszka? Pewne problemy przerastaja dzieci. One nie maja z kim, nie potrafia o tym rozmawiac.
          A faceci niestety cierpia - jak ja to nazywam "na nieobecnosc". Trzeba nimi potrzasac i ich z tego
          budzic niestety. Nie do Ciebie nalezy wychowanie dzieciaka, tylko do jego rodzicow. Nie przyjmuj na
          siebie tej misji. Mozesz za to wiele zauwazyc i wiele pomoc jako osoba niejako "postronna".
          Daj sobie czas i dzieciakowi. Na pewno Ci sie uda.
          A jesli bedziesz miala chwile zwatpienia to pisz. Poradze tak jak umiem.
          Sorry, jesli wpadam w troche mentorski ton. Nieumyslnie. Po prostu sama siedze w temacie po uszy i ...
          sama rozumiesz...
          pozdrawiam Cie serdecznie
          Babaga
          • aagacia Re: Zaczynam się denerwować 22.06.04, 16:49
            witam po dluuuugiej nieobecnosci na forum smile

            pom, przede wszystkim mysle ze na nieodpowiednie zachowanie powinien reagowac ojciec dziecka. chyba ze to zachowanie, glupie odzywki czy pyskowki sa skierowane bezposrednio i personalnie do ciebie - wtedy dobitnie powinnac powiedziec ze nie zyczysz sobie takiego zachwownia. wiem ze latwo sie mowi wink ale mimo wszystko - trzymam kciukismile
            pozdrawiam
      • m-m-m Re: Zaczynam się denerwować 23.06.04, 08:38
        Mam tez "obraz" sytuacji: dziecko - przybrany rodzic z drugiej strony poniewaz
        sama mialam ojczyma

        Też miałam ojczyma, ale ojczym nie miał praw wychowawczych, tym bardziej, że z
        własnym ojcem kontakt miałam pozytywny. Na szczęście moja matka umiała tak
        prowadzić sprawy wychowawcze, że ojczym nie wtrącał się w ten układ, i to
        uważam za najlepsze.
        Oczywiscie, personalne odzywki są nie do zaakceptowania, ALE TO OBOWIĄZEK
        RODZICA BY TEMU PRZECIWDZIAŁAĆ.


        Wiem, ze jesli moj syn "przybrany" jest niedob
        > ry to nie dlatego, ze
        > mnie nie szanuje, tylko czuje sie zaniedbany i chce, zeby go zauwazyc.


        Nietety pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Oczywiście tak bywa, że dziecko chcąc
        zwrócić na siebie uwagę innych jest niegrzeczne, ale nie jest to regułą. Być
        może u dziecka mlodszego tak to wygląda, ale juz u nastolatka nie. Nastolatek
        nie umie jeszcze realnie ocenić sytacji, aczkolwiek potrafi juz z premedytacją
        ją wykorzystać.

        i nie okazywac mu, ze sie go nie lubi tylko cierpliwie tlumaczyc, ze zle zachow
        > anie jest niemile

        Pamietaj, ze wobec własnego dziecka pokłady cierpliwosci są nieograniczone, ale
        wobec cudzego już nie.


        Jesli mu zwracasz na cos uwage, to zaznacz, ze krytykujesz nie JEGO t
        > ylko jego zachowanie a


        Tak, to prawda, czyli nie hasło: jesteś zły, tylko hasło: zachowujesz się źle,
        bo uczucia się dzieją , zachowanie zaś można korygować.


        Zobaczysz, ze jak zobaczy, ze sie go traktuje zyczliwie t
        > o od razu sie zmieni. To


        No, nie, od razu się nie zmieni i być może wcale się nie zmieni, ale próbować
        można. Sama życzliwość to za mało, on tego nie musi docenić (może, jak bedzie
        dorosły).
        Moim zdaniem ważny jest wiek. Mój pasierb to było słodkie dziecko...do okresu
        dojrzewania. Od dwóch lat są coraz większe problemy, więc, babaga przed Tobą
        jeszcze ta chwila, kiedy na nic nie zda się tłumaczenie i Twoje najlepsze
        chęci. Dojrzewanie to potężna metamorfoza, ale jakoś wszyscy kiedyś dojrzewali
        i jest szansa, że to się kiedyś wyrówna, a dzisiejsze z pozoru jałowe próby
        wychowawcze, kiedyś odniosą jednak skutek.
        • babaga Re: Zaczynam się denerwować 23.06.04, 10:42
          No coz, zawsze bylam i jestem troche idealistka...
          Chyba jednak lepiej miec nadzieje, ze bedzie dobrze, prawda?
          A ze przede mna ciezkie chwile to wiem.
          Forum dziala terapeutycznie - inni tez maja problemy, mozna sie dzielic nawzajem pewnymi
          spostrzezeniami. Co dwie glowy (i klawiatury) to nie jedna smile))))

          pozdr
          b
            • babaga Re: Zaczynam się denerwować 23.06.04, 11:54
              Ja mam "non stop color". Ale na szczęście, w sumie tyle samo satysfakcji co zmartwień.
              Teraz mój podopieczny wyfruwa z mamą na tydzień, więc chwila oddechu wink))))))
              Nie miałam w końcu tych kilku lat wdrożenia do bycia matką - ciąży i w ogóle - tylko od razu na
              gotowe... Może jak już będę miała własne dziecko, to mi się pogląd zmieni.
              Ostatnio usłyszałam, że jak bym miała wlasne, to byłoby łatwiej. Na pewno fakt bycia macochą jednak
              opóźnia moje macierzyństwo... Może to jednak lepiej?
              To zdaje sie dobry temat na osobną dyskusję...
              pozdr
              ba
    • brn Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 09:31
      "Z dziećmi jest jak z psami" - osoba, która to pisała chyba w życiu nie była
      matką. Teraz rozumiem te opowieści o macochach-jędzach. Kindersztuba? Zagoń
      męża do wychowywania? Należy mi się szacunek?
      Drogie Panie,
      to, że jesteście żonami Waszych mężów-ojców tych "niegrzecznych" dzieci nie
      oznacza, że z automatu należy się Wam szacunek i "święty spokój", czyli
      uprzedzająca grzeczność ze strony dziecka.
      Zdarzyło mi się w wieku nastu lat "spacyfikować" niunię mojego taty, bo ta na
      siłę i z buciorami wchodziła w moje życie. Mam mamę i tatę. Kobietę akceptuję,
      ale niech nie próbuje zastępować mojej mamy.
      Pogódźcie się z tym, że jesteście żonami taty - aż i tylko tyle. Jeśli
      będziecie się "wtrącać" w relacje rodzice-dziecko, to nic dobrego z tego nie
      wyniknie. Możecie zostać potraktowane bardzo niemiło - również przez dziecko.
      Wychowanie i opieka to - w tym przypadku- zadanie dla taty.
      Pom - starszy ignorując Twoje polecenia i słuchając taty daje sygnał "nie
      jesteś moją mamą". Nic bym z tym nie robiła, bo to tylko pogorszy sprawę.
      • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 10:07
        brn napisała:

        > "Z dziećmi jest jak z psami" - osoba, która to pisała chyba w życiu nie była
        > matką.

        Uważasz, że tylko nie-matki mogą tak twierdzić, bo...?smile
        Bo to takie "wredne" i nieczułe.. i nieporównać zachowanie/odruchy dziecka do
        np. szczeniaka? (bosz, tylko nie mów, że "szczeniak" to wyzwisko w stosunku do
        dziecka płci meskiej!...wink

        Nie. Swoich "biologicznych" dzieci niestety nie posiadam. Mam osobiste
        kilkuletnie jak na razie doświadczenia wychowawcze wyłącznie z dziecięciem
        moim "domowym", spokrewnionym mocno, acz nie biologicznym.
        Ale jeśli będę je posiadać, te biologicznie moje własne, mój pogląd i to
        wyrażenie w stosunku do wychowywania ich - nie zmieni się z pewnością tylko
        dlatego, ze to "z mojego brzucha"smile

        Dlaczego odbierasz to wyrażenie NEGATYWNIE? "Z dziećmi jest jak z psami" -
        jakbym napisała "z pieskami/kotkami/wiewióreczkami" - brzmiałoby
        bardziej "matczynie" i po ludzku?smile Ech...

        Ja tak uważam i sądzę, że to słuszne porównanie. Patrząc nie tylko na "swoje"
        dziecko, ale też na dzieci, z jakimi przyszło mi się w życiu spotykać, zajmować
        się nimi i patrzeć jak z noworodków wyrastają pannice i kawalerowie
        kilkunastoletni już.

        I jak na razie moje podejście do dzieci, w myśl tej "psiej" zasady - sprawdza
        się w 99% smile Dzieci mnie lubią bardzo, prędzej posłuchają mojego
        zwykłego "słowa", niż krzyków swoich rodziców, włażą mi chętnie na kolana, ale
        nie włażą na głowę smile


        > Teraz rozumiem te opowieści o macochach-jędzach. Kindersztuba? Zagoń
        > męża do wychowywania? Należy mi się szacunek?

        ROzumiem, że "jędzostwo" polega na wymaganiu szacunku dla siebie samej,
        gonieniu faceta do wychowywania własnego dziecka, oraz wprowadzania
        kindersztuby (przypomnijmy: nie polega ona na klęczeniu w kącie na grochu i
        biciu dyscyplinąsmile, tylko na wymaganiu podstaw chociażby kultury i szacunku
        dla starszych od siebie, szczególnie dla rodziców i wychowawców)

        To w takim razie proponuję uznać za jędze wszystkie kobiety, które mają
        normalne podejście do życia i nie robia z siebie "ofiar wobec dziecka".


        > Drogie Panie,
        > to, że jesteście żonami Waszych mężów-ojców tych "niegrzecznych" dzieci nie
        > oznacza, że z automatu należy się Wam szacunek i "święty spokój", czyli
        > uprzedzająca grzeczność ze strony dziecka.

        Z jakiego automatu?
        Przepraszam, wobec starszych od dziecka osób - np. w autobusie, czy na ulicy -
        też nie obowiązuje dziecka szacunek ani "święty spokój"???
        Może takie dziecko nie wiem.. - stosownie do wieku - kopnąć..napluć.. odezwać
        się niegrzecznie..wywalić język - a ty nei zareagujesz, bo... "Z automatu"
        obcym ludziom nie należy się szacunek i choćby podstawy kultury ze srtrony
        twojego dziecka?...

        Gratuluję podejścia wychowawczego smile

        > Zdarzyło mi się w wieku nastu lat "spacyfikować" niunię mojego taty, bo ta na
        > siłę i z buciorami wchodziła w moje życie.

        Ale nikt nie chce wchodzić z buciorami w życie dziecka.
        Gdzie o tym wyczytałaś?

        > Mam mamę i tatę. Kobietę akceptuję,
        > ale niech nie próbuje zastępować mojej mamy.

        I o to chodzi nam, żeby nei zastępować. Od tego są rodzice.
        Ale jesli dziecko ma kontakt z innymi dorosłymi - to dlaczego ma być zwolnione
        z kultury i szacunku do nich? Szczególnie gdy znajduje się w ich domu?

        > Pogódźcie się z tym, że jesteście żonami taty - aż i tylko tyle. Jeśli
        > będziecie się "wtrącać" w relacje rodzice-dziecko, to nic dobrego z tego nie
        > wyniknie.

        j/w


        > Możecie zostać potraktowane bardzo niemiło - również przez dziecko.
        > Wychowanie i opieka to - w tym przypadku- zadanie dla taty.

        Jak najbardziej.
        Dlatego pisałam, że lepiej nie "słodzić" dziecku ze swej strony, ani go
        osobiście ochrzaniac.
        Od tego ma rodziców.
        Z naszej strony wystarczy normalność i nie wnikanie w szczegóły.
        Ale nie wyobrażam sobie, żeby reagować uśmiechem, jak dziecko jest wobec mnie
        niegrzeczne. Wtedy jestem obojętna, "zgłaszam" problem rodzicowi i tyle.
        Nie mam obowiązku udawać, że nic się nie stało.

        > Pom - starszy ignorując Twoje polecenia i słuchając taty daje sygnał "nie
        > jesteś moją mamą". Nic bym z tym nie robiła, bo to tylko pogorszy sprawę.

        Dokładnie.
      • pom Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 11:42
        Brn,
        Parę naprawdę świetnych dziewczyn obraziłaś na tym forum.
        To, że Twój ojciec miał kobietę, nie oznacza, że możesz bezkarnie innych obrażać
        tylko dlatego, że miałas pecha.


        Zamiast czytać tekst ze zrozumieniem, wpadasz i opluwasz innych LUDZI.
        Wiele z nas naprawdę stara się by relacje po WSZYSTKICH stronach przebiegały
        poprawnie, by mimo trudności pomóc ojcu, wspierać go i wkładają w to dużo
        wysiłu, dobrej woli i miłości do dzieci. Tak, tak miłości, wyobraź sobie, jeśli
        możesz, wciąż na ciebie licze. Bo kurwica mnie bierze, jak ktoś będąc po drugiej
        stronie pluje jadem, bo uważa, że ma prawo.
        • babaga do Pom - spoko 12.07.04, 12:19
          "Jesteście TYLKO żonami - nic więcej"
          Chyba nie ma sensu dalej tego komentować (chociaż skomentowałam). Nie denerwujmy się, bo ta
          osoba, która to pisała pewnie już więcej na nasze forum nie zajrzy.
          Ja też byłam pasierbicą, znasz moje zdanie na te sprawy - ale jadem chyba nie pluję i WIEM dlaczego -
          teraz mam pasierba.
          Nie należy chyba zwracać uwagi na takie teksty, bo wyraźnie są po to aby wkurzyć.
          W każdym razie nie mogą brać góry nerwy - forum ma być pozytywne przecież.
          Trzeba współczuć i tyle.
          pozdrawiam
          NIETYLKOŻONA Baba G
      • babaga CHWILECZKE!!!! 12.07.04, 12:12
        Droga Brn,
        To jest forum MACOCH. Kobiet, które opiekują się dziećmi swoich facetów.
        Niezależnie od tego jaki mogą mieć wkład w wychowanie tych dzieciaków, najczęściej im ZALEŻY na
        kontakcie z tymi dziećmi. To, że miałaś problem z "niunią" swojego taty nie znaczy, że wszystkie
        jesteśmy "niuniami", nie przenoś swych negatywnych emocji do tej kobiety na inne osoby!!!
        Nie należy sie szacunek z "automatu"????
        Nikomu nic się nie należy "z automatu" ale każdy człowiek, niezależnie od tego czy jest dzieckiem czy
        dorosłym zasługuje na szacunek - współforumowicze tym bardziej.
        A co z tymi macochami, które są jedynymi opiekunkami dzieci - też są TYLKO żonami, czy czymś
        więcej???
        Najpierw przeczytaj więcej listów na temat, na który chcesz się wypowiedzieć, potem pomyśl a dopiero
        potem pisz!!!
        A może Ci chodziło o wsadzenie kija w mrowisko?
        Jeśli tak to się udało... winszuję
    • brn Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 13:36
      Żal mi Was, drogie Panie.
      Kiście się w swoim kółeczku kobiet "skrzywdzonych", "niezaakceptowanych", czy
      jak tam wolicie.
      Do jednej z pań, które dzieci przyrównuje do zwierzątek - nie zdajesz sobie
      sprawy jak macierzyństwo wpływa na poglądy wink.
      Jeśli chodzi o mojego tatę, to związek z niunią trwa już 8 lat i nic nie
      wskazuje, żeby to się zmieniło. Gwoli wyjaśnień - moja mama też ma męża. I nie
      jesteśmy ani ja, ani siostra "biednymi dziećmi", ponieważ rodzice się rozwiedli.
      Tak więc, drogie Panie, znam życie i mam trochę dłuższą praktykę, jeśli chodzi
      o problem macoch, ojczymów, powiązań rodzinnych, itd., itp.
      Powiem tak, najprostrzą rzeczą, jaką możecie zrobić (jeśli chodzi o mnie i o
      dzieci Waszych małżonków) jest obrażanie się. Nie tędy droga.
      Nie ukrywam, że jesteście w baaardzo trudnej sytuacji (jeśli chodzi o dzieci,
      nie o mniesmile ), ale cierpliwością, "normalnością" i czasami powstrzymaniem się
      od jakichkolwiek działań i pozwoleniem mężowi na wychowywanie dzieci i
      przekonanie ich do Was - możecie zdziałać o wiele, wiele więcej. Jeśli to
      zrozumiecie - wygrałyście.
      Jeszcze jedno - dzieci mają szósty zmysł - wyczują niechęć na kilometr.
      • babaga Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 13:45
        brn napisała:

        > Żal mi Was, drogie Panie.
        > Kiście się w swoim kółeczku kobiet "skrzywdzonych", "niezaakceptowanych", czy
        > jak tam wolicie.

        Kompletnie nie masz pojęcia o tym forum.
        Ale to chyba nie chodzi o wyrażenie jakiegoś poglądu, tylko o obrażanie innych - mam rację?
        Ja osobiście nie czuję się dotknięta ani obrażona.
        Mam swoje zdanie, co do osób takich jak Ty. Tyle.
        • brn Re: Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 13:57
          Nie chodzi o to forum, tylko o ten wątek.
          Naprawdę irytujące jest spojrzenie niektórych Pań - zastrzegam, że nie
          wszystkich- na zachowanie dzieci mężów. A te teksty o dzieciach i porównania?
          No comment.
          Dzieci nie są bezinteresownie złośliwe.
          Mają swoje powody, że tak się zachowują. Należy uszanować ich odczucia.
          Potrzeba dużo wyczucia, taktu. Nie ukrywam, że to mąż ma do odrobienia "pracę
          domową" z wychowania, nie Wy.
          Babaga - ja też mam swoje zdanie co do niektórych osób wink.
          • jayin Re: Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 14:07
            brn napisała:

            > Dzieci nie są bezinteresownie złośliwe.
            > Mają swoje powody, że tak się zachowują. Należy uszanować ich odczucia.


            BRN... Uszanować co?
            Ja rozumiem - odczucia.. Ale zachowania?
            Bez przesady.

            Uszanujesz ZACHOWANIE dziecka i buzia w ciup, uśmiech na buzię, rączki w
            małdrzyk (oj, poleciało Sienkiewiczem) - jak np. dziecko obce/dziecko
            kuzynki/twojego faceta - byłoby ewidentnie niegrzeczne wobec ciebie? Albo
            bałaganiło nagminnie w domu, w którym mieszkasz? BO TAK? Bo ono ma
            odczucia/zachowania - a tobie sa one zabronione, w zamian dostajesz za to wymóg
            taktu (3/4 czy 6/6 ?smile - i wyrozumiałości?
            Daj spokój.
            To by trzeba było być Terminatorem, nie człowiekiem, żeby tak niezależnie od
            sytuacji się uśmiechać i milczeć.


            Ja na szczęście nie mam takich "problemów" macoszych. Moja sytuacja jest wręcz
            przeciwnie - idealna jak na raziesmile
            Ale znam siebie na tyle, żeby wiedzieć, jakbym zareagowała w sytaucji której
            dotyczy wątek.
          • babaga Re: Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 14:13
            Też byłam pasierbicą. Nie czuję sie z tego powodu ani biedna ani skrzywdzona.
            Męża mojej matki nie nazwałabym nigdy Niuniem. Mam do niego szacunek, traktuję jak ojca.
            Swojego pasierba traktuje jak własne dziecko. Nigdy bym na niego nie przelała goryczy ze swojego
            dzieciństwa.
            A jak jest u Ciebie? Trzeba by bylo zapytać Twoje dziecko za parę lat...
            • jayin Re: Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 14:20
              babaga napisała:

              > Też byłam pasierbicą.

              A mi na starość smile szykuje się właśnie rozwód rodziców i bycie pasierbicą.
              Życie jest życie. NIEPRZEWIDYWALNE. Ale to życie moich rodziców.
              Żałuję po części, że jak miałam 12 lat i chcieli się rozstać, to "w dobrej
              wierze" histeryzowałam tak z młodszą siostrą pospołu, że... "dla dobra dzieci"
              zostali razem. A teraz - chociaż "przydarzyło" im się po 40-tce ostatnie
              dziecię, które dorasta właśnie - rozstają się i ja Pana Boga chwalę, że w końcu
              się na to zdecydowali.

              Chociaż ciężko by mi było nazwać "tą Panią" od mojego Taty - NIUNIĄ...smile) No
              kurde... Chociażby z tego powodu, że jak się ma te 40-50 lat to na Niunię to mi
              tylko takie tlenione "lasky" w brazylijskich serialach pasują... smile

              J.
                • jayin Re: Chodzi o to, żeby obrazić? 12.07.04, 14:32
                  pom napisała:

                  > Moi się rozeszli jak miałam 15 lat i to był jeden z szczesliwszych dni mego
                  > zycia, kiedy się wyprowadził. Mam ojczyma, który ma 70 lat i żałuje, że nie
                  > miałam takiego ojca jak On.

                  Tia...
                  Ja chętniej będę jeździć w odwiedziny do rodziców jak już nie będą mieszkać
                  razem... Bo teraz to szkoda gadać. A tak - to wpadnę do mamy, do taty. I będzie
                  okej. A jak sobie poukładają życie na starość to tym bardziej będzie mi lepiej
                  (że ich "zostawiamy" nie samych, no bo w końcu im też od życia coś się należy,
                  a nie tylko dzieci i dzieci.. dorosnie nasza Mała i co? dzieciaki prędzej czy
                  później opuszczają rodziców.).

                  Nie wszystko złe, jak je malują.
      • babaga Tylko Ty wiesz najlepiej??? 12.07.04, 13:57
        Cytując Twój tekst z innego forum:

        "Każda z nas jest inna, inaczej odczuwa i inaczej postrzega otoczenie"

        No właśnie... Raz działa a raz nie działa? Tylko wtedy, kiedy Ci wygodnie?
        Jeszcze tylko jedno: nie generalizuj bo sama wpadniesz komuś do zbyt dużej szufladki i będzie Ci
        wtedy przykro...

            • brn Re: Tylko Ty wiesz najlepiej??? 05.11.04, 23:45
              Sorry drogie zajadłe Panie za zwłokę w ustosunkowaniu się do Waszego świętego
              oburzenia, ale ostatnio byłam baardzo zajęta.
              Otóż większość domysłów na temat mojej rodziny i Niuni (pani została tak
              nazwana na własne życzenie - jest zapatrzoną w siebie egoistką) to przysłowiowa
              kula w płot. Założyłam swoją - modelową rodzinkę. A rodzice rozwiedli się, gdy
              byłam na studiach i w zasadzie byłam już niezależna. Mama wyszła ponownie za
              mąż - pan ten nie stara się na siłę być ojcem, ojczymem, czy kimkolwiek.
              Natomiast przyjaciółka taty (nawet nie żona) uzurpuje sobie prawo włażenia z
              buciorami - ona jest najważniejsza. Skutek jej dzialan jest oplakany... I
              doprawdy, nie rozumiem tego oburzenia. Dajecie upust swoim frustracjom?
          • jayin Re: Tylko Ty wiesz najlepiej??? 12.07.04, 14:08
            brn napisała:

            > Babaga - wyrosłam z tego, żeby mi było przykro, że ktoś ma inne zdanie.

            Wygląda na to, że wpadłaś za to w manierę wszechwiedzy i Jedynej Słuszności, po
            czym zaczynasz Innowierców nawracać...smile
      • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 14:02
        brn napisała:

        > Żal mi Was, drogie Panie.

        Jesteśmy wzzzzzzrrrrruszone jak stary siennik wojskowy.
        Łza w oku.. Snifff!

        > Kiście się w swoim kółeczku kobiet "skrzywdzonych", "niezaakceptowanych", czy
        > jak tam wolicie.

        Wiesz, my tam nie mamy problemów z akceptacją. Siebie samych. I innych. Chyba,
        że nie zasługują. A jedyny brak akceptacji to jedynie ten, ze strony tych pań,
        które uważają się za pokrzywdzone przez nas i nei akceptują jakiegoś nowego
        porzadku rzeczy w swoim życiu...smile
        Na szczęście to wyłacznie przypadki.
        Do których jak wnioskuję nalezysz. Bo inaczej to ja twojego stanowiska i
        tekstów sobie nie potrafię wytłumaczyć. SENSOWNIE.

        > Do jednej z pań, które dzieci przyrównuje do zwierzątek - nie zdajesz sobie
        > sprawy jak macierzyństwo wpływa na poglądy wink

        To do mnie! To do mnie!.....
        ..A mogę cię jeszcze podirytować lekko?smile
        Ssak zawsze będzie ssakiem.. I pewne zachowania są po prostu WRODZONE... Bez
        względu na to ile "inteligencji" siedzi w głowie. Tak jak i reakcje na nie...
        smile co widać nie tylko po dzieciach ale też dorosłych.
        po niektórych wyraźniej.

        > Jeśli chodzi o mojego tatę, to związek z niunią trwa już 8 lat i nic nie
        > wskazuje, żeby to się zmieniło. Gwoli wyjaśnień - moja mama też ma męża. I
        nie jesteśmy ani ja, ani siostra "biednymi dziećmi", ponieważ rodzice się
        rozwiedli
        >

        Że rozwiedli się - być może nie.
        Ale, że ojciec ma niunię - to już wpływa na całokształt twojego poglądu na
        kolejne związki rodziców. Hm. OJCÓW raczej, jak widzę....

        > Tak więc, drogie Panie, znam życie i mam trochę dłuższą praktykę, jeśli
        chodzi o problem macoch, ojczymów, powiązań rodzinnych, itd., itp.

        Tak sądzisz?
        Że znasz życie?
        Gratuluję wszechwiedzy smile

        A co do długości praktyki - to nie zarzekaj się, bo jeszcze nie raz po łapkach
        możesz dostać od dłużej "praktykujących".

        > Powiem tak, najprostrzą rzeczą, jaką możecie zrobić (jeśli chodzi o mnie i o
        > dzieci Waszych małżonków) jest obrażanie się.

        Ale kto się obraża? O to chodzi, że nie ma co się obrażać, jeśli ktoś jest
        dorosły. Ale chyba reagować jakkolwiek inaczej nam wolno?smile
        Np. wychodząc dla swojego spokoju z rejonu zagrożenia i ze słodką
        świadomością: "Na szczęście nie ja muszę wychowywac to dziecko..." zostawic
        dziecko do wychowania ojcu/matce. I wrócić jak już
        będzie "upomniane"/"podwychowane" przez ojca/matkę w danej sytuacji. A jak nie
        będzie?
        Wybacz, ale nawet wobec dzieci OBCYCH zupełnie i nieznajomych mi, jesli WOBEC
        MNIE zachowają się brzydko, a rodzic nie skomentuje tego i bedzie udawal, ze
        nic sie nie stalo - ja go wyręczę w komentarzu. Odpowiednim.


        > Nie tędy droga.
        > Nie ukrywam, że jesteście w baaardzo trudnej sytuacji (jeśli chodzi o dzieci,
        > nie o mniesmile ), ale cierpliwością, "normalnością" i czasami powstrzymaniem
        się od jakichkolwiek działań i pozwoleniem mężowi na wychowywanie dzieci i

        Uważnie czytasz forum?....
        Jesli tak - to sama widzisz, że po prostu powtarzasz to, co pisałyśmy
        niejednokrotnie.
        Jesli nie - to poczytaj uważniej.

        > przekonanie ich do Was - możecie zdziałać o wiele, wiele więcej. Jeśli to
        > zrozumiecie - wygrałyście.

        my to rozumiemy. ale "przekonanie do nas" dziecka nie moze byc na sile - BO MY
        TAK CHCEMY i juz smile)) dziecko samo moze sie do nas przekonac lub nie. I tego
        nie osiagnie sie prezentami, usmiechami, słodzeniem i glaskaniem po główce...
        Przynajmniej nie we wszystkich przypadkach. Najlepiej po prostu sobie BYĆ i
        jesli dziecko samo czegos chce - normalnie odpowiedziec/pomóc.
        Jesli jest niegrzeczne - nie reagowac wychowawczo, ale tez nie udawac, ze
        dziecko jest kochane i grzeczniutkie.

        > Jeszcze jedno - dzieci mają szósty zmysł - wyczują niechęć na kilometr.

        Dokładnie...! (niektorym doroslym tez to zostaje - jak sie wyczuwa niechec,
        ciezko samemu byc pozytywnie nastawionym do kogos - i odwrotnie, wyczuwajac
        zyczliwosc - mozna wzbudzic w sobie sympatie. podobnie jak się wyczywa, czy
        można sobie pozwolić wejsc komus na glowe, bo ten ktos nam na to pozwoli, czy
        tez nie warto probowac się siłować, bo i tak ktos nie pozwoli na to).
        Zmysł.
        Jak khm....
        ..a nie powiemsmile)))) bo znowu będzie że jestem animalistyczna...

        J.
        • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 14:28
          Ja już niewiele wniosę do tej dyskusji, bo wszytsko zostało powiedziane.
          Poza tym nie mam problemów takich jak pom z dwóch powodów - syn mojego męża
          zdaje się być zupełnie iinym dzieckiem (choć w podobnym wieku), a poza tym
          spędziłam z nim jak dotąd tylko jeden weekend.
          Choć jedna przykra wpadka się zdarzyła i reagował mój mąz, nie ja. Bo tak
          trzeba.
          Ale o czym innym chciałam...
          Jayin, jak ja lubię czytać Twoje wpisy smilesmilesmile Poprawa humoru murowana smile
          A co do wychowywania dzieci, to masz sporo racji... Coś jest z tego
          podobieństwa z psiakami smile I to mówię ja, matka smile
          • pom Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 14:34
            Też lubie wpisy Jayin.big_grin
            No i tu musze stanąć w obronie młodego: ostatnio był baardzo w porządku;
            zmieniłąm swoje zachowanie, już nad nim nie skaczę, lekko ignoruję, jak o cos
            poprosi to pomogę, obejrzę, pobawię się, itepe. Jest dobrze, choć nie mozna
            chwalić dnia przed zachodem słonca, i, jak to mój M mawia, po zachodzie też nie
            należy drzeć ryja.smile
            W tę niedzielę jedzemy z młodymi na wakacje i cieszę się.smile
          • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 14:41
            Domali, ja myślę, że jeśli dziecko jest dobrze wychowywane - to potrafi się
            zachować kulturalnie, sprzątnie po sobie, będzie szanować starszych od siebie -
            nawet mimo problemów/traum itd (wiem, bo sama miałam niezłe jazdy w
            dzieciństwie z powodu sytuacji w domu, dośc niezwykłych szczerze mówiąc...,a do
            głowy by mi nie przyszło, że mogłabym chociażby NIEUPRZEJMIE - a co dopiero
            niegrzecznie odnieść się do kogokolwiek z towarzystwa ojca/matki/rodziny...
            oberwałabym od razu po uszach:> zresztą - może nas inaczej wychowywano niż
            większośc dzisiejszych dzieci?).

            Wszystkie te "luzy wychowawcze", za którym idą właśnie "rozprężenia" w
            zachowaniu i kulturze dziecka - wynikają z błędnego założenia, że trzeba
            dziecko traktowac jak jajko, obchodzić dookoła i oszczędzać mu nawet
            najlżejszych przeżyc negatywnych (typu: "Masz posprzątac pokoj!"). A kazdy
            negatyw jest tlumaczony jednym: Bo to dziecko "po przejsciach"...
            Zamiast pomagac dziecku w powrocie do jakiejs normalnosci zycia i zasad
            obowiazujacych w spoleczenstwie - wychowuje sie zapewnionego o
            swojej "niezwyklosci", "wyjatkowosci", "uprzywilejowaniu" obywatela/obywatelkę -
            i to nie jest wina dziecka, tylko rodzicow - to wychowanie. lub jego brak.
            ale za taka niefrasobliwosc i "delikactwo" wychowawcze skutki negatywne w 90%
            ponosi dziecko... nie zdając sobie często sprawy z tego, ze nie powinno/nie
            moze czegos robic.

            Domali - a co do tekstow... To ty uwazaj.. Za popieranie
            moich "zwierzęcoinstynktownych" poglądów możesz zostać uznana za wyrodną
            matkę!!!!smile
            • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:05
              jayin napisała:

              Ja się z Tobą w zupełności zgadzam.
              Jak widać normą jest usprawiedliwianie samodzielnych matek - tutaj
              argument 'wszystko dla dobra dziecka', i dzieci - 'pokrzywdzone, po
              traumatycznych przeżyciach'. Mam nadzieję tylko, że to nie norma smile

              > Domali - a co do tekstow... To ty uwazaj.. Za popieranie
              > moich "zwierzęcoinstynktownych" poglądów możesz zostać uznana za wyrodną
              > matkę!!!!smile

              Oj tam, już nie takie epitety czytałam smile
              A jaką matką jestem, oceni moje dziecko, jedyne kompetentne w tej dziedzinie smile
              Póki co, chyba źle nie jest smile
    • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:19
      Przede wszystkim dziecko jest CZLOWIEKIEM!
      I tak jak my dororsli- czesc ludzi szanuje czesc nie. I ma dotego prawo. Jak ma
      prawo do walsnych uczuc, odczuc itd...

      Tu na forum wyraznie widac , ze strzezecie swoich praw- do nieszanowaina innych
      i do nielubienie i do okazywania tego. Pozwolcie na to i dzieciom- tez sa
      ludzmi.

      Mag
            • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:32
              kamila77 napisała:

              > Fantastycznie było widać te kulturę w wątku o wyrzucaniu cudzych ubrań.


              No to jest przykład pierwsza klasa. Gratuluję!
              Będę w okolicy niedługo, rozumiem, że mogę podrzucić coś do przepierki?
            • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:34
              kamila77 napisała:

              > Fantastycznie było widać te kulturę w wątku o wyrzucaniu cudzych ubrań.

              smile
              Kamilo - a coś w kontekście wątku Pom może?...

              (podejrzewam, że "uniesienie emocjonalne" Danki wobec zachowania Exi i
              niekulturalność wyrzucania ubrań za balkon, cudzych - rzecz biorąc - jest
              faktycznie zauważalna, ale myślę, że porównywalna z kulturą Exi podrzucajacej
              swoje ubrania do cudzego domu. Kukułka, kurcze, się znalazła...smile tyle że w
              watku mówimy o WYCHOWYWANIU DZIECKA i jego kulturze. co do dorosłych - to jak
              wiadomo, nas już nic nie wychowa i z tą kulturą bywa u nas różnie. na dzieci
              mamy jednak wpływ, oby tylko jak najmniej złych przykładów miały w nas)
            • lubstej Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:35
              kamila, a ciebie by nie ponioslo gdyby twoja next podrzucila ci do prania (czy
              wysuszenia) swoja bielizne?
              toz to szczyt bezczelnosci i na takie chamstwo trudno milym usmiechem odpowiadac

              miala podziekowac za zaufanie? wink
        • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:30
          mag_p napisała:

          > Na wszystko w zyciu sobie trzeba zasluzyc. Na szacunek - tez- al;e na pewno
          nie
          >
          > poprzez tresurei dlatego ze ktos starszy...

          mag - ja bym to ujęła troszkę inaczej:
          "Każdy zasługuje na szacunek, chyba że swoim zachowaniem udowodni, że jest
          inaczej."

          Więc NIESZANOWANIE starszych a priori jest trochę wg mnie nie na miejscu.
          Co innego, jesli taki "starszy" faktycznie zachowuje się jak dupek i szacunek
          to ostatnia rzecz jaką można wobec niego czuć.

          ja wiem, że modne jest "bezstresowe" wychowywanie dziecka - ale dlaczego
          uczenie dziecka grzeczności, kultury i szacunku przez rodziców (nie krzycząc i
          nie bijąc)- a nie: pozwalanie mu na to, zeby "samo doszlo jak ma sie
          zachowywac" - jest uważane za "tresurę"? (w tym negatywnym sensie).

          Chociaż... Wychowywanie w kazdej postaci to też swego rodzaju "tresura
          społeczna"smile

          Mi osobiście odpowiada bardziej model wychowania stosowany przez moich dziadków
          i rodziców, niż "bezstressung" jaki wielu z dzisiejszych "wychowawców" stosuje
          na każdym kroku... A dlaczego? Dlatego, że patrzę jak wyrosło "nasze" i
          wczesniejsze pokolenie - i widzę już nastolatków/dwudziestolatków
          wychowywanych "po nowemu"... i mam serio... mieszane uczucia...
          • mag_p Re: jayin 12.07.04, 15:36
            Ale skad wiesz , ze maly nie doszedl do takiego wniosku ??????

            JaOczywiscie - brak szacunku na dzien dobr nie jest Ok. I nie tego sie uczy.
            Ale mysle ze zadko ktore dziecko nie szanuje odpoczatku .
            W koncu ojciec tez go wychowywal- znaczylo by ze dosc kiepsko to robil.
            Wracajac do tematau - nie odpoczatku- ale prawo do tego by nie szanowc po
            pozaniu- trzeba zostawic. ma do tego prawo.
            I o to mi chodzilo.

            Nie ma szacunku tylko dla tego ze ktos starszy.. Owszem kutura na poczatek i
            poyem ez. Ale nie szacunek. Szacunek - tylko na poczatek.
            Mag
            • jayin Re: jayin 12.07.04, 15:44
              mag_p napisała:

              > Ale skad wiesz , ze maly nie doszedl do takiego wniosku ??????

              nie wiem. moze doszedl.
              ale na jakiej podstawie można dojśc do takiego wniosku wczesniej kogos nie
              znając? zeby kogos nei szanowac, trzeba miecpodstawy. skad takie podstawy
              wzielo dziecko nie znajace wczesniej swojej "macochy"?
              NIE MAM POJĘCIA...
              smile


              > JaOczywiscie - brak szacunku na dzien dobr nie jest Ok. I nie tego sie uczy.
              > Ale mysle ze zadko ktore dziecko nie szanuje odpoczatku .
              > W koncu ojciec tez go wychowywal- znaczylo by ze dosc kiepsko to robil.
              > Wracajac do tematau - nie odpoczatku- ale prawo do tego by nie szanowc po
              > pozaniu- trzeba zostawic. ma do tego prawo.
              > I o to mi chodzilo.

              Najzupełniej się z tobą zgadzam.
              Mi chodziło o to samosmile

              J.
              • mag_p Re: jayin 12.07.04, 15:54
                Ale on tak nie zachowywal sie na pierwszym spotkaniu - ale na kolejnym.
                Pierwsze z tego co pamietam wg. Pom bylo OK.
                Mag
                • jayin Re: jayin 12.07.04, 16:06
                  mag_p napisała:

                  > Ale on tak nie zachowywal sie na pierwszym spotkaniu - ale na kolejnym.
                  > Pierwsze z tego co pamietam wg. Pom bylo OK.
                  > Mag

                  No wlasnie ja nie pamietam jak to bylo na pierwszym spotkaniu.
                  Jesli bylo OK - to wnioski mogą byc dwa:

                  - albo Pom podpadła czyms w miedzyczasie młodemu smile
                  - albo przy pierwszym spotkaniu młody starał się zachowywać grzeczniej niż
                  zwykle wobec innych/obcych ludzi - wg wskazań może matki? moze ojca? bo tak
                  wypada - a przy kolejnych wizytach pozwolił sobie na "naturalność". tym
                  bardziej, ze Pom pisze o tym, ze Młody zdaje się ją lubi, ale zachowuje się tak
                  jak się zachowuje - moze po prostu taki jest na co dzien? nie wiem jak sie
                  zachowuje na co dzien wobec swojej matki, ojca czy innych doroslych
                  (nauczycieli czy rodziny). ale idac tym wnioskiem mozna pomyslec, ze Pom wcale
                  nie jest szczegolnie "kiepsko" traktowana chwilami, bo niegrzecznosci moga sie
                  mlodemu zdarzac tez wobec innych.

                  ale to tylko dywagacjesmile

                  J.
        • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:31
          mag_p napisała:

          > Na wszystko trzeba zasłużyc. Na szacunek - tez

          Aha, czyli jak moje dziecko plunie na kogoś w autobusie, to powinnam mu
          powiedzieć: 'masz rację kochanie, pani sobie jeszcze na szacunek nie
          zasłużyła...'
    • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:30
      Nie nie o zwyklej kulturze- padly inne slowa.
      Kultura ososbista - to dzien dobry - jak wchodzi do niej do domu- ale juz nie
      koniecznie sluchanie jej polecen i juz nie koniecznie szanowanie jej


      bez odzewu
      Mag
      • pom Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:35
        - Synku ustąp Pani miejsca, widzisz, że stoi zmęczona...
        - Mamo, ale to jest druga żona Jacka, z mojej klasy...
        - Aha, to siadaj, niech stoi ta zdzira szarapana i meczy się za cudza krzywdę
      • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:37
        mag_p napisała:

        > Nie nie o zwyklej kulturze- padly inne slowa.
        > Kultura ososbista - to dzien dobry - jak wchodzi do niej do domu- ale juz nie
        > koniecznie sluchanie jej polecen i juz nie koniecznie szanowanie jej
        >
        >

        Mag - czyli jak ktoś wchodzi do ciebie do domu, np. dziecko sąsiadki - albo
        kuzynki, mówi dzień dobry.. i od tej chwili nie musi robić nic, czego od niego
        oczekujesz? np. widzisz, ze dziecko rzuca na dywan papierek, lecisz za nim,
        podnosisz i wyrzucasz?smile czy moze zostawiasz na dywanie i masz fajny
        artystyczny nieporządek w domu?smile

        co do szacunku - pisałam powyżej już.

        J.
        • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:40
          Widzis dziecko nie wchodzi do jej domu- tylko do domu ojca.. Moze z ojcem
          spotykac sie w innym domu.
          U mnj9ie panuje taki zwyczaj - czyj gosc - ten zwraca uwage- bo to grzecznie i
          ta ososba najewniej zrobi to najdelikatniej. A jesli dziecko zachowuje sie zle-
          czekam az rodzic zwroci uwage.....

          Mag
          • pom Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:45
            Taaaa... a łojciec właśnie jest w ogrodzie i kosi trawnik...
            Zatem trzeba lecieć przez pół domu i obwieszczać mu przez ryk kosiarki o
            rzeczonym papierku.big_grin
            No słodkie, doprawdy.smile
            Oczywiście można poczekać aż skosi i z mina złowieszczą palcem wskazującym
            wskazać corpus delicti mówiąc grobowym głosem: "zrób coś z tym".
            D:
            • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:56
              pom napisała:

              > Taaaa... a łojciec właśnie jest w ogrodzie i kosi trawnik...
              > Zatem trzeba lecieć przez pół domu i obwieszczać mu przez ryk kosiarki o
              > rzeczonym papierku.big_grin
              > No słodkie, doprawdy.smile
              > Oczywiście można poczekać aż skosi i z mina złowieszczą palcem wskazującym
              > wskazać corpus delicti mówiąc grobowym głosem: "zrób coś z tym".
              > D:

              Ba! Co tam przy kosiarce - musi np. na parę godzin wyjść do pracy, a dziecko
              jest u nich w domu.. rzeczony papierek leży na środku pokoju... I tak z miną
              angielskiej królowej weź kobieto i potykaj się o papierek, udając że go nie
              widzisz, a potem przyjdzie ojciec i... w 90% WYCHOWAWCZO wyrzuci sam papierek
              do koszasmile
              syzyfowa praca często. ale to już kwestia mniejszej lub większej
              niereformowalności facetów. i nam przychodzi jedynie kiwać z przerażeniem głową
              nad wychowawstwem rodziców (bo nie nauczyli wyrzucać, a jak coś, to sami
              poprawiają najczesciej po dziecku...).

              A ty Nexio milcz, bo nie twoje dziecko.. i nie twoj paiperek.. co z tego ze
              twoj dywan..

              Straszna wizja...
                • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 16:10
                  mag_p napisała:

                  > Trudno sie jest pogodzic ze nie macie zadnych praw ani do tego dzieca ani do
                  > jego wychowania..
                  > Ale taka jest Prawda.
                  > Zegnam panie.
                  > Bez odbioru
                  > Mag

                  Nikt praw sobie nie chce uzurpować! Na miłość boską! Mag...smile
                  Mało to problemow i zajęć jest przy osobistych dzieciach?...

                  Nic mi do czyichś praw wobec dziecka, czy jego wychowania.

                  Ale nic nikomu do MOICH PRAW co do tego, jak chcę OSOBIŚCIE być traktowana.
                  Jeśli sama jestem fair wobec kogoś, to jesli ktos jest wobec mnie niegrzeczny,
                  czy robi mi na zlosc - to wybacz, ale nie mam taryfy ulgowej TYLKO DLATEGO, ze
                  jest to dziecko mojego faceta np.

                  (i oczywiście zaznaczam, że z osobistym dzieckiem faceta nie mam żadnych
                  problemów na tym gruncie...wink więc tylko temat podejmuję)

                  Miłego wieczoru Mag.
          • jayin Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:51
            mag_p napisała:

            > Widzis dziecko nie wchodzi do jej domu- tylko do domu ojca..

            Zwykle jest to ich wspólny dom.

            > Moze z ojcem
            > spotykac sie w innym domu.

            Może.
            Np. u mamy. A jak u mamy nie można? No to np. u sąsiada... ALbo na spacerze?
            Bo u taty nie, bo tam mieszka ktoś?.. Bez sensu...

            > U mnj9ie panuje taki zwyczaj - czyj gosc - ten zwraca uwage- bo to grzecznie
            i
            >
            > ta ososba najewniej zrobi to najdelikatniej.

            Nie wszyscy przyjmują takie zwyczaje. Jeśli do domu przychodzi gośc, to rzadko
            kiedy jest to gość "jednej ze stron". Jesli oboje go znają, to już jest to
            wspólny gość siłą rzeczy-bo we wspólnym domu.


            A jesli dziecko zachowuje sie zle-
            >
            > czekam az rodzic zwroci uwage.....

            A jeśli rodzica nie ma akurat w sytuacji, kiedy dziecko robi coś źle?...
            pominąć milczeniem? udawać, że się tego nie widzi?...

            skrajny przykład:
            10-latek zapala fajkę (znaczy się: papierosa pali). Ojca nie ma w pobliżu.
            Next nie ma prawa zabrać młodemu fajki, czy choćby zabronić palenia W ICH DOMU?


            > Mag
            • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:58
              Nie jest to ich wspolny gosc - bo przychodzi do OJCA nie do niej....
              Jesli ojcejc nie moze byc wz nim w domu - jako swoim , ale musi byc Ona
              gospodarzemi wlasieielm i nie moze sie powstrzymac od dyrygowania dzieckiem -
              to radze zmaine miejsca spotkania. To nie absurd. Ale powstrzymanie sie o d-
              • pom Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 16:15
                A co powiesz na dwójke dzieci? kiedy jedno musi jechać z ojcem na wystepy a
                drugie zostaje pod opieką żony taty? Żadnej babci, cioci brak w pobliżu?
                Ma je odwieźć do mamy, która np. wyjechała na weekend i nie ma jej w domu?
                I co? Zostało jej tylko sie modlic, żeby dziecko nie podpaliło domu, ewentualnie
                nie udusiło kanarka?
                Są momenty kiedy Twoja teoria NIE DZIAŁA, Mag. Po prostu. Rzeczywistość nie jest
                zerojedynkowa, czarnobiała, jak kto woli. Są pewne reguły i każda z nas je zna.
                Nie wychowywać, od tego są rodzice, każdy ma prawo do swoich emocji, itepe.
                Jednak życie dostarcza nam tyle sytuacji, że i czasem macocha chcąc nie chcąc,
                musi przejąć ster. I powiem Ci, że wcale, ale to wcale mi nie jest to na rekę,
                kiedy muszę coś od nie swojego dziecka wymagac, choćby to było zebranie zabawek
                z podłogi. Wychowanie to cieżki kawał chleba a ja nie przepadam za ciezką robota.
                • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 14.07.04, 15:34
                  Sytuacje nie sa zrojedynkow- oczywiscie- Ale dzieci - skoro tego nie chca nie
                  powinny zostawac pod Twoja opieka. A nie respektujac Cie, nie szanujac -
                  moiwa , ze nie chca. I ojca problem jak zapewni opieke-. Niech wezmie oboje.

                  Mag
                  Ps. z kazdej sytuacji jest wyjscie..
                  • pom Re: Zaczynam się denerwować 14.07.04, 16:20
                    Mogą też nie chcieć jeść obiadów, które zrobiłam, iść na basen, na który
                    dostałam karnet i idziemy wszyscy razem. Ba, może wziąć mój karnet, a ja
                    najlepiej jakbym została w domu.
                    A dalej... mogą nie chcieć być pod opieką pani auczycielki/przedszkolanki i kogo
                    tam jeszcze. Mogą także nie chcieć bywac w domu, gdzie jestem ja, chodzić po tym
                    samym dywanie i jadać ze mna przy stole.
                    Mam nadzieje, Mag, że Ty zawsze znajdujesz wyjście z sytuacji i Twoje dziecko ma
                    zawsze dokładnie czego chce a nie ma tego, czego nie chce.

                    Gratuluje życiowej inwencji w rozwiązywaniu takich prostych problemów.smile
              • lideczka_27 Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 19:12
                mag_p napisała:

                > Nie jest to ich wspolny gosc - bo przychodzi do OJCA nie do niej....

                Nie zgadzam się z Tobą, mag. Dziecko przychodząc do mojego domu jest moim
                gościem. Miłym - mogę dodać. Pije naszą domową herbatę, je obiad, który
                ugotowałam, wyciera się ręcznikiem, który osobiście zakupiłam za pieniądze
                naszego domowego budżetu. To dziecko jest członkiem naszej rodziny, rodzoną
                córką mojego męża, przyrodnią siostrą mojego syna. Nie wiem, czy zniosłabyś
                wyraz oczu naszej młodej, gdybyś jej powiedziała, że przychodząc do nas, jest
                gościem OJCA, a moim już nie. Rozbeczałaby Ci się w niebogłosy i poczuła się
                zwyczajnie odrzucona. Wszystko zależy od relacji, mag. Nasza młoda zawsze
                przychodziła do NAS. Wymagała takiego samego zainteresowania się sobą tak od
                ojca, jak i ode mnie. Nie wiem, czy możesz sobie wyobrazić, ale gdy wpadała, to
                już standardem były teksty "nareszcie do WAS przyszłam", "bardzo się za wami
                stęskniłam", "płakałam za tobą ciociu" itd. Może są rodziny, gdzie istnieje
                dystans, o którym piszesz (mnie się wydaje to gorzej niż nienaturalne). Nigdy
                nie mieszałam się do wychowywania młodej, bo od tego miała matkę i ojca, ale
                jednak wkład w wychowanie miałam - i to duży. W jaki sposób? Zwyczajnie -
                wynikało to z częstych kontaktów, przywiązania dzieciaka do mnie, rozmów i
                miliona pytań, jakie młoda mi zadawała. Dlaczego nie wolno pokazywać palcem, że
                ktoś jest kulawy, ciociu? Dlaczego tata nie lubi kłamczuchów? (ja - zapytaj
                tatę, ona - ale ja chcę, żebyś ty mi odpowiedziała, proszę, proszę proszę
                itd.). Dzieci same sobie wybierają powierników, przyjaciół i autorytety. Ja
                byłam takim właśnie autorytetem. Do dziś młoda ma dla mnie duży szacunek, jest
                mi posłuszna, wykonuje każde moje polecenie, znosi skarcenia. Wychowuję ją
                normalnie jak wychowuje się własne dziecko. Bo teraz nie tylko że mogę, ale i
                powinnam, a ona tego wyraźnie potrzebuje i pragnie. To małe dziecko, które
                marzy, by mieć w końcu matkę. A mnie wcześniejsze lata, które stworzyły między
                nami więź, szacunek, dobrze przygotowały do tej roli. Jak wyglądałoby teraz
                nasze życie, gdyby te kilka lat wcześniej młoda przychodziła tylko do ojca?
                Boję się sobie to nawet wyobrazić.

                pozdrawiam
                lida
                • triss.m Re: Zaczynam się denerwować 13.07.04, 18:00
                  lideczka_27 napisała:

                  > Nasza młoda zawsze
                  > przychodziła do NAS. Wymagała takiego samego zainteresowania się sobą tak od
                  > ojca, jak i ode mnie.

                  no wlasnie, dzieciaki mojego M tez nas tak postrzegaja, jako NAS - nie ojca i
                  jego 'niunie' heh. zauwazylam to ostatnio w rozmowach, te identyfikacje i
                  szczerze mowiac, ciesze sie, bo swiadczy to o akceptacji sytuacji. aha, a co do
                  wychowywania, nie bede sie klocic, ale mam swoje zdanie i bede sie tego
                  trzymac. jesli ojca nie bedzie a dzieciaki zachowaja sie niekulturalnie,
                  arogancko czy jakos tam.. to zwroce uwage i tyle. tak jak nauczycielka zwraca
                  uwage nie-swoim dzieciom w szkole np wink
              • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 21:29
                mag_p napisała:

                > Nie jest to ich wspolny gosc - bo przychodzi do OJCA nie do niej....

                Mag, często gęsto dziecko przychodzi i do ojca, i do jego żony, i do ich
                wspólnych dzieci. Bo dla niego to prawie drugi dom.
      • domali Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:41
        mag_p napisała:

        > Nie nie o zwyklej kulturze- padly inne slowa.
        > Kultura ososbista - to dzien dobry - jak wchodzi do niej do domu- ale juz nie
        > koniecznie sluchanie jej polecen i juz nie koniecznie szanowanie jej

        Mag, uczysz swojego syna, że powinien mówić 'dzień dobry' wchodząc do czyjegoś
        domu i nic więcej? Czy zwracasz uwagę, że nie powinien śmiecić, rozlewać, czy
        co tam jeszcze? I że powinien grzecznie się odnosić do gospodarzy?
        A w domu eks powinien być grzeczny dla ojca, a dla next juz nie musi? I może
        robić, co mu się żywnie podoba?
        Dziecku się w głowie pomiesza od takiego relatywizmu...
        • mag_p Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 15:47
          Czego ucze mojego syna- ze ma wolnosci wyboru kogo bedzie kochal , lubil
          szanowal a kogo nie.
          Ucze Go ze jego zdanie tez sie liczy - zwlaszcza jak psrawa tyczy jehgo ososby..
          Oczywwiscie- przyklad z dziedobry - byl tylko przyklademi pewnego rodzaju
          przenosna.. No coz- nie wszyscy zalapali.
          Mag
          • cz.wrona Re: Zaczynam się denerwować 12.07.04, 23:28
            mag_p napisała:

            > Czego ucze mojego syna- ze ma wolnosci wyboru kogo bedzie kochal , lubil
            > szanowal a kogo nie.
            > Ucze Go ze jego zdanie tez sie liczy - zwlaszcza jak psrawa tyczy jehgo
            ososby.
            > .
            > Oczywwiscie- przyklad z dziedobry - byl tylko przyklademi pewnego rodzaju
            > przenosna.. No coz- nie wszyscy zalapali.
            > Mag



            Taaaaaaaaaa
            "Synku, Tatusia możesz szanować ale jego niuni już nie..."
            • bei Rodzone dziecię 13.07.04, 17:34
              tez potrafi zaleźć za skórę. tak bywa- i już. Niby nie widzimy wielkiech błędów
              wychowawczych- a okazuje sie, że uzyskujemy inny efekt od oczekiwanego. Mam
              dwóch synów rodzonych- Qba 21 lat, Jedrzej 14,5 roku. Ze starszym z racji i
              innego jego charakteru..i mojego niedoswiadczenia jako rodzica, i skutkiem
              rozkładania sie związku z ich tatą- były nieznaczne- ale dla mnie widoczne i
              dokuczliwe problemy. Po prostu, nie dało sie ich uniknąć. Teraz- jako student
              też zaczyna pokazywać "swoje" dorosłe oblicze....nie można przestać kochać za
              to- że ktoś jest niegrzeczny, czy jest sprawcą niepożądanych sytuacji.Ale to
              nie jest Twoje dziecko- wówczas mówisz- "nie lubię go"- bo to z punktu psychiki-
              jest odruchem poprawnym. Trudno...przeczekaj cierpliwie- skoro on Ciebie lubi-
              to może posłużysz mu przykładem- tym dobrym- że ludzi trzeba szanowac...on z
              tego buntu wyrośnie- nie gniewaj sie na niego...mozesz tylko
              rozmawiac...tlumaczyc...tlumaczyc...tlumaczyc....
              • konkubinka Re: do BRN 14.07.04, 22:47
                ja droga BRN tez mialam macoche a na dodatek sama jestem eksia i macocha.Nie
                chcialabym aby moj syn nie szanowal pogladow , zdania , obecnosci macochy
                dlatego , bo chce aby mial szacunek do wszystkich i byl obiektywny.Sama nie
                wiem co zrobilabym bez mojej macochy gdyz wielokrotnie w problemach wlasnych to
                na jej zrozumienie moglam liczyc.I wyobraz sobie ze moj ojciec zdradzal mame i
                ja zostawil dla niej .A ja potrafilam to rozgraniczyc.A wiesz dlaczego?Bo
                jestem obiektywna , widze tez wady swej mamy i nie wiem czy bedac mezczyzna
                moglabym z nia zyc.Widze wady wlasne , widze wady eksi mojego M ale i widze
                jaki M jest jako partner i staram sie ja rozumiec.A to jego eksia ma w glebokim
                powazaniu uczucia dziecka i to , ze to dziecko czuje sie tu dobrze chocby
                dlatego ze ja ja szanuje i licze sie z nia a nie olewam , mam morde w kubel i
                pozwalam na wszystko.U nas w domu jest poprostu rownouprawnienie dzieci macoch
                matek i ojcow.
                • brn Re: do BRN 05.11.04, 23:52
                  Konkubinko, ale ja nie mam macochy i moj tata nie zdradzal mojej mamy!!!
                  Wierz mi, ze staram sie byc w stosunku do przyjaciolki taty uprzejma, ale ona
                  po prostu powala swoim histerycznym samouwielbieniem i proba wkroczenia w
                  kompetencje moich rodzicow. Zaznaczam, ze rodzice rozwiedli sie, gdy bylam
                  pelnoletnia i ze mam swoja rodzinke.
    • lubstej do mag 14.07.04, 15:51
      mag, od razu zastrzegam ze nie ma nic przeciwko twojej aktywnej obecnosci na
      tym forum, wrecz przeciwnie, dzieki twoim wypowiedziom forum mocno sie ozywia

      mam tylko pytanie
      po co ta szopka z usuwaniem cie z listy uczestniczek tego forum?
      • mag_p Re: do mag 14.07.04, 15:54
        Nie denerwuj sie. niie szopka - a prosba. Wykorzystalam ostatni moment na
        odpowiedzi i odpowiedzialam .
        Czemu teraz - bo jeszcze moge- bylo persoanlnie do mnie i dopiero teraz to
        przeczytalam...
        Mag
        • nooleczka Re: do mag 14.07.04, 16:41
          Patrząc ze strony mag, to dobra taktyka.
          Jeśli zdarzy się że tu na forum ktoraś z macoch będzie podważać poglądy i
          argumenty mag,, to mag tutaj bedzie mogła nas olać, ale całą tyradę o wrednych
          i nieczułych macochach wygłosić u siebie na forum ukrytym, gdzie z pewnością
          zyska duży aplauz.

          Pozdrawiam
          • mag_p Re: do mag 14.07.04, 16:47
            Co do tego... WIesz nooleczko..
            mam nadziej ze Mkatarynka sprawdzi daty i zobaczy , ze prosba zostala wyslana
            duzo wczeniej niaz zalozylam forum..
            Forum jest domokratyczne i wiesz chetnie bym Cie teraz wposcila- zebycs
            zobaczyla ze nie pisze tyrad na temat macoch...., ani eks.. Bo to inne froum .

            No to by bylona tyle.
            Mag
            PS. A zanim kogos obrazisz najpierw sprawdz czy masz wszystkie informacje
            • nooleczka Re: do mag 14.07.04, 16:59
              mag_p napisała:

              > mam nadziej ze Mkatarynka sprawdzi daty i zobaczy , ze prosba zostala wyslana
              > duzo wczeniej niaz zalozylam forum..

              A jesli tak to bardzo przepraszam.
              I w takim razie uważam że nadal powinnas się udzielać tu.
              • mamaadama4 Re: do mag 14.07.04, 19:16
                Dopiero teraz zobaczyłam ten wątek, przeczytałam wszystko i stwierdzam, że
                wypowiedzi mag pachną mi tutaj moją eksia. gdyby nie to, że ona chytra jest i
                netu nie ma tylko dzieci u ojca mają mieć to posądziłabym ją o te wpisy. Mag
                sorry, ale ty masz teorie z kosmosu. W każdym razie nie przystają kompletnie do
                rzeczywistości.
                A co do wątku głównego - ja mam takiego 12-latka, na którego najchętniej kija
                bym uzyła. Starszy np za byle przewinienie szkolne dostawał od ojca kary,
                różne. Młodszy własnie w kwietniu lub w maju został przyłapany na tym, że
                napisał na ławce w klasie "pani.... jest dziwką" i podał jej nr telefonu
                (wychowawyczyni) i tatuś zdobył się tylko na pół godzinna gadkę. Chociaz przez
                jakiś czas młody był zawieszony w prawach ucznia. tez jest krnąbrny, bezczelny,
                leniwy i ma poprzewracane w głowie. Az boję się mysleć co będzie dalej. Z tym,
                że ja powiedziałam ostatnio dośc - on mnie olewa, to ja go też.
                A ich pokoju nie sprzatam, rzeczy nie piorę. Ponieważ przed wyjazdem z matka na
                wakacje nie posprzątali, to te zzieleniałe kanapki ze szkoły juz cuchną (żółty
                serek, hehe), przepocone adidasy z mokra koszulką z wf śmierdzą w szafie na
                odległość. Na szczęście upału nie ma, codziennie w ich pokoju otwieram balkon
                na całą szerokość, psikam Brizem. No i wyjeżdżam za 3 dni, a oni wracają przede
                mną. Ciekawe, posprzatają czy nie. Ja juz przestałam mieć złudzenia.
                • jayin Re: do mag 15.07.04, 09:21
                  mamaadama4 napisała:

                  > A ich pokoju nie sprzatam, rzeczy nie piorę. Ponieważ przed wyjazdem z matka
                  na wakacje nie posprzątali, to te zzieleniałe kanapki ze szkoły juz cuchną
                  (żółty serek, hehe), przepocone adidasy z mokra koszulką z wf śmierdzą w szafie
                  na odległość. Na szczęście upału nie ma, codziennie w ich pokoju otwieram
                  balkon na całą szerokość, psikam Brizem.

                  Hehh.. Co za drastyczne metody smile))
                  W sumie też tak bym zrobiła na twoim miejscu wink

                  j.
            • petrea Re: do mag 14.07.04, 21:01
              Też dopiero teraz przeczytałam wątek.
              Mag, nie rozumiem, napradę nie rozumiem Twojego podejścia. Jeśli dzieci mojego
              faceta przychodziły do domu, to przychodzą do NASZEGO, a nie jego domu. Nie
              wymagałam od nich żadnej miłości czy sympatii, ani nawet szacunku, ale zwykłaej
              grzeczności i kulturalnego zachowania. I tyle.
              Mam wrażenie, że dla Ciebie zwykłą prośba np. przesuń się, bo nie mogę przejść,
              że już wtrącaniem się w kompetencje rodziców. Przecież to paranoja!
              A dom jest NASZ, a nie mojego faceta. Prościuteńki przykład: gdy idę odwiedzic
              koleżankę, to idę do niej, ale do ich domu (czyli domu kolezanki i jej męza).
              Odwiedzam tylka ją, a jego obecnośc mi nie konweniuje. To co, przepraszam, ale
              czy podczas mojej wizyty tenże mąż ma stać się niewidzialny, czy tez wyjść z
              domu???????
              • jayin Re: do mag 15.07.04, 09:19
                petrea napisała:

                > To co, przepraszam, ale
                > czy podczas mojej wizyty tenże mąż ma stać się niewidzialny, czy tez wyjść z
                > domu???????

                O, tak smile
                A najlepiej niech sobie zrobi herbatkę, weźmie książkę i posiedzi na balkonie,
                albo w łazience smile

                J.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka