Dostałam pracę, fajną, świetnie płatną - ale zupełnie rozmijającą się z moimi oczekiwaniami.
Miało być cudownie - różne zadania, ciekawe wyzwania, projekty - a czuję się jak w call center - cały bity dzień dzwonię i gadam to samo

Prowizja super, ale co z tego jak czuje się jak automat.
Pracuję drugi tydzień a czuję się fatalnie. I wiem że mój zakres obowiązków się nie zmieni bo już rozmawiałam i nie przewidziano tego a poza tym fajnie mi to idzie więc nie widzą powodu.
Pierwszy raz w życiu mam ochotę rzucić nową robotę.
Czuje się z tym źle, nie wiem czy tak wypada, czy to jest fair wobec pracodawcy, czy tak po prostu jest zgodnie z szeroko pojętą etyką w biznesie - tyle że mnie to nie cieszy, nie podoba mi się to i wiem że to się nie zmieni.
Ale z jakichś powodów czuję się w obowiązku "odpracowania" jakiegoś czasu.
Miałyście tak kiedyś?
Jak pracowałam jako taka smarkata na kasie w jakimś markecie to miałam pół roku ten etap fascynacji nową pracą. A tu - w sumie przepracowałam 50 godzin i mnie chce trafić, płakać mi się chce po prostu. Wypada tak po tygodniu, dwóch - się ewakuować? Jak myślicie?