irina_katodina
21.02.14, 19:54
21 lutego, 2014.
Dziś miałam sporo zajęć, była więc u nas moja matka aby popilnować dzieci. Około piątej wrócił do domu mój mąż, mnie jeszcze nie było, musiałam kończyć ważne zlecenie. Matka bawiła się z dziećmi, a M rozmawiał przez telefon. Zwierzał się swemu przyjacielowi, albo przyjaciółce, dokładnie nie wiem, że co miesiąc odkłada na sekretnym koncie pewną sumkę pieniędzy, w tajemnicy przede mną. Moja matka, jak to ona ma w zwyczaju, nadstawiała uszu – jest niewyobrażalnie wścibska – nawet uciszała dzieci, aby mniej hałasowały. No normalnie podsłuchiwała. Na szczęście nie odważyła się aby mi o tym powiedzieć, nie zdzierżyłabym tak chamskiego wtrącanie się w nasze sprawy. Gdyby się do tego posunęła, to już nigdy, przenigdy nie dostąpiłaby zaszczytu zajmowania się moimi dzieciątkami. Zresztą, co ja mówię, zerwałabym z nią kontakty w ogóle. Won z łapami, tfu, uszami, tfu … nie wiem dokładnie z czym, od naszego małżeństwa.
Uff, musiałam sobie ulżyć. Dobrze, że cię mam, mój pamiętniczku...