Nie wszystkich, ale wielu. I nie mam na myśli takich, którzy wyrywają się z jakichś patologicznych związków, w których jest picie i bicie, tylko takich z związków pt "po latach odkryłam(em), że nie pasujemy do siebie". Ci ludzie potrafią zrobić awanturę o wszystko, każda duperela jest problemem, emanują taką ilością złej energii, że można się poczuć zmęczonym samą ich obecnością. A w tym pieczołowicie pielęgnowanym przez nich bagnie taplają się po uszy ich dzieci.
Rozmawiałam z koleżanką kilka dni temu, która piekła tort urodzinowy dla córki. Aby zrobić jej na złość jeszcze mąż dosypał soli do kremu. Ona nie pozostaje mu oczywiście dłużna. Wychodząc z domu potrafi wyjąć szufladę od pralki by sobie ciuchów nie mógł uprać. Gdy odpowiedziałam, że to w sumie głupie, oczywiście się oburzyła.
A dzieci na to patrzą i obrywają co chwile rykoszetem. Czy ci ludzie są jeszcze normalni? Najlepsze jest to ze jedno chce wiedzieć, co robi drugie, wiec każdą rozmowę ze wspólnymi znajomymi sprowadzają do swego rozwodu, dzieci też są regularnie przepytywane przez obie strony i oczywiście odpowiedź jest odpowiednio (negatywnie) komentowana. M wczoraj kazał się zamknąć swojemu kumplowi, powiedział mu w ostrych żołnierskich słowach, że, jeśli za chwilę nie przestanie nadawać na swoją jeszcze nie eks, to może sobie pójść. No i kolega sobie poszedł. Generalnie można powiedzieć, że M wyrzucił kumpla z naszego domu, ale jak słowo honoru mieliśmy dość, a wszelkie próby zmiany tematu kończyły się fiaskiem.
Do tego wszystkiego chyba już z masochizmu weszłam na forum rozwodowe, a tam wielkie oburzenie, że ktoś ośmielił się przypomnieć rozwodnikom, że dziecko jest mamy i taty:
Dowiedziałam się, że ten kto nie przeżył rozwodu nie rozumie i nie ma prawa oceniać złego zachowania rodzica względem dziecka. Rozumiem, że nie pedofil nie ma prawa potępiać kogoś kto molestuje dzieci, a człowiek o łagodnej naturze nie ma prawa wkroczyć i powstrzymac przemocowca. Według logiki piszacych na forum rozwodowym, najpierw trzebaby poznać nature kata, zrozumieć motywy jego postępowania i dopiero wtedy się odzywać.