Rozumiem, że to są wymysły "górki". Że to nie są wymysły pań z okienka, ale ludzie, zlitujcie się...
Poczta, dwa okienka czynne, kolejka aż do drzwi, bo wszystko idzie wolnoooo. Przede mną były 4 osoby, czas stania w kolejce - 25 minut. Automatu z numerkami brak. Panie ogólnie się nie śpieszą. W pewnym momencie wychodzi babka, taka "okienkowa", kojarzę ją, i z papierzyskami zasiada przy wolnym okienku. Ale nie, nie otwiera go, tylko sobie coś tam dłubie. Ludzie zaczynają wrzeć. Podchodzę i pytam, czy można otworzyć jeszcze jedno okienko, bo kolejka już w środku zawija. Nie, nie można, bo pani dziś nie pracuje na okienku, tylko na zapleczu

Wrzenie narasta, jakiś facet zaczyna robić awanturę, przychodzi kierowniczka. Kobita z papierami ucieka na zaplecze. Dlaczego nie można w takiej sytuacji otworzyć okienka? Bo pani dziś pracuje w biurze, nie na okienku. Kierowniczka zdziwiona, o co nam chodzi, nie może i już.
Druga sytuacja. Przyszło nowe polecenie, że panie mają sprzedawać ubezpieczenia. W związku z tym każdy klient i każda babinka musi wysłuchać "czy jest pani zainteresowana ubezpieczeniem mieszkania lub samochodu?", i babinka mruczy "ojej, no nie wiem...", a baba "to wychodzi 7 złotych miesięcznie, a razem...". Domyślacie się, że kolejka w tym czasie rośnie. A człowiek chce po prostu wysłać list, dziwne, na poczcie list wysłać...
Uważam, że dla Poczty nie ma ratunku, ta instytucja jest tak skostniała i odwrócona tyłem do klienta, że to musi upaść. W ogóle mi ich nie żal, mam nadzieję, że szybko nakryją się nogami.